Reklama

Dziennikarz jest po to, żeby ludzie myśleli

2013-01-15 07:22

Z o. prof. dr. hab. Leonem Dyczewskim OFMConv rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 3/2013, str. 10-11

BOŻENA SZTAJNER
O. prof. Leon Dyczewski OFMConv

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Mówi się, że media to czwarta władza. Czy Ojciec Profesor podziela to stwierdzenie?

O. PROF. LEON DYCZEWSKI OFMConv: - Powiedziałbym nawet, że to określenie stabilizuje się, w społeczeństwie ukształtował się bowiem system medialny. W każdym społeczeństwie można wyróżnić system polityczny, gospodarczy, kulturowy i ostatnio wykształcił się bardzo wyraźnie system medialny. System polityczny ma nam zapewnić bezpieczeństwo zewnętrzne, czyli suwerenność państwową, i bezpieczeństwo wewnętrzne, czyli dobre prawa dla funkcjonowania życia społecznego; celem systemu gospodarczego jest podwyższanie standardu życia - nie jakiejś grupie czy kategorii obywateli, lecz wszystkim ludziom, od najbiedniejszych do bogatych; system kulturowy kształtuje wartości, normy, wzory zachowań, obyczaje, wzajemne relacje między ludźmi; system medialny zaś dostarcza nam informacji, informuje nas o wszystkim, co się dzieje. Informacja jest dzisiaj tak istotna, że ten, kto ma pełniejszą informację i dobrze ją wykorzystuje, łatwiej osiąga swoje cele, pełniej może się realizować, może też sprawować władzę nad innymi. Dlatego dzisiaj jest ogromna walka o informacje. Występuje również zjawisko manipulacji informacjami oraz propaganda wybranych informacji. Widzimy także, że rozwijają się również instytucje, które zajmują się gromadzeniem informacji, przetwarzaniem ich i upowszechnianiem. Dlatego media odgrywają bardzo dużą rolę w życiu społecznym. Władza formalna, partia rządząca i partie opozycyjne, zabiegają o łaskawość mediów dla siebie. Czynią wiele, aby mieć je po swojej stronie, aby mieć na nie wpływ, bo kto ma media za sobą, ten dzisiaj rządzi, a kto nie dba o nie, lub co gorsze lekceważy je i walczy z ludźmi mediów, ten przegrywa. Jak najbardziej zasadne jest więc powiedzenie, że media są czwartą władzą, czyli czwartym systemem nowoczesnego życia społecznego.

- Mówiąc o informacji, zapytam o jej jakość.

- Jakość informacji to przede wszystkim jej rzetelność, wyrażająca się przede wszystkim w jej zgodności z rzeczywistością, o której informuje. Żeby mieć pewność, że informacja jest zgodna z rzeczywistością, czyli prawdziwa, musi być oparta na kilku źródłach. Dziennikarz, formułując informacje i przekazując je odbiorcom, nie może dzisiaj oprzeć się tylko na jednym źródle. Już Thomas Jefferson (koniec XVIII wieku) powiedział, że prasa kłamie i nie można jej wierzyć. W XXI wieku prasa jeszcze bardziej kłamie. Jeżeli więc pozyskuję jakąś informację z mediów, to winienem sięgnąć po kilka mediów, kilka źródeł. Sprawdzenie źródła informacji jest szczególnie ważne wtedy, kiedy informacja dotyczy osób, ważnych problemów czy ważnych wydarzeń. Tu nie można oprzeć się na jednym źródle, musi być ich kilka. Samoczynnie powstaje pytanie przede wszystkim o tych, którzy pracują w mediach. Powinni oni tak formułować informacje i w taki sposób je przekazywać, aby one pomogły odbiorcy rozumieć to, co się wydarza. Niestety, dzisiejsze informacje otrzymujemy najczęściej w formie newsów, czyli bardzo krótkich i sensacyjnie sformułowanych wiadomości, które wcale nie pomagają odbiorcy w rozumieniu rzeczywistości, do której go odnoszą. Przykładowo informacja o wypadku drogowym jest tak sformułowana i przekazana, że odbiorcy tylko dowiadują się o nim, a powinna być tak podana, abyśmy rozumieli przyczyny i skutki wypadku, aby ta wiedza kształtowała w nas ostrożność, szacunek dla życia, wrażliwość na nieszczęścia, które są skutkiem wypadku.

- Mamy dziś bardzo szerokie forum dziennikarskie. Jak Ojciec Profesor ocenia jego kondycję?

- Nie jest prawdą, że informacja jest oderwana od osobowości dziennikarza. Każda informacja jest zbierana, przetwarzana, formułowana i przekazywana na bazie osobistej wiedzy, doświadczeń i przeżyć dziennikarza. Zauważmy, jeżeli zdarzy się w Polsce coś wyjątkowego, to na ekranie telewizji pojawiają się raczej dziennikarze w wieku 40-50 lat, którzy interpretują to wydarzenie bardziej wszechstronnie i głęboko. Do codziennych newsów zaprasza się natomiast dziennikarzy młodych. Są bardzo inteligentni i wykształceni, ale nie mają jeszcze tego filtru wiedzy, doświadczeń i przeżyć, nie mają tej skali porównawczej z zasadami etyki i życia społecznego, jaką osiągnęli już doświadczeni dziennikarze. Podobnie jest z wywiadami czy reportażami.
O kondycji polskich dziennikarzy nie wydawałbym generalnego osądu. Dziennikarz jest indywidualnością i dziennikarze są bardzo zróżnicowani. Jeden jest świetny w takiej dziedzinie, drugi w innej. Ale są też partacze. Niestety, upowszechnia się niedobra praktyka, że dany dziennikarz jest od wszystkich problemów i spraw. I oczywiście, informacje, jakie przekazuje, są często pobieżne, płytkie, sensacyjne, nie ukazują problemów wieloaspektowo, nie wywołują u odbiorców pytań, czasami są nierzetelne. Według mnie, dobry dziennikarz przez swoje informacje powinien wywoływać pytania u odbiorców, zmuszać ich do refleksji. Wówczas mamy dobre dziennikarstwo, kiedy dziennikarz swoją informacją tworzy okazję do tego, żeby ludzie myśleli i rozmawiali o tym, o czym ona donosi. Wówczas poszerza się ich świadomość społeczna. Uważam, że słabością dzisiejszego dziennikarstwa jest m.in. to, że dziennikarze nie poszerzają i nie pogłębiają świadomości Polaków w sprawach politycznych, społecznych, gospodarczych, etycznych, religijnych. Informacje na tematy z tych dziedzin życia są dosyć krótkie, pobieżne i często podawane językiem niezrozumiałym.
Dziennikarz, np. wybierający się na konferencję w sprawie in vitro powinien przyswoić sobie terminologię z tego zakresu, wiedzieć, jaki jest stosunek do in vitro w różnych krajach, stanowisko lekarza i prawnika, biologa i kapłana katolickiego, pielęgniarki i matki, kobiety, która nie może mieć dziecka w sposób naturalny. Dobrze przygotowany dziennikarz postawi sensowne pytania uczestnikom konferencji, szczególnie referentom. Jeżeli zaś nie jest wystarczająco przygotowany do tematu, zada ogólne pytania i otrzyma zdawkowe odpowiedzi, a tym samym nie poszerzy świadomości odbiorców na ten temat, odbiorcy nic z jego informacji nie wyniosą dla siebie.

- Zapytam o kompetencje dziennikarzy...

- Dziennikarz musi być kompetentny zarówno w zakresie treści przez siebie przekazywanych, jak i w sposobie przekazu, czyli wymagana jest od niego kompetencja merytoryczna i profesjonalna. Wielu dobrych redaktorów naczelnych najchętniej przyjmuje do współpracy ludzi, którzy ukończyli jakiś kierunek studiów, są specjalistami w danej dziedzinie i w jej zakresie mogą poszerzyć wiedzę u odbiorców. Dziennikarz bez kompetencji merytorycznej tej wiedzy nie poszerzy, będzie wciąż pływał po powierzchni, mówił rzeczy powszechnie wszystkim znane, będzie mało użyteczny społecznie. Werbalnie i ruchowo może być bardzo sprawny, ale merytorycznie będzie nieudolny.

- A co Ojciec Profesor sądzi o tym, kiedy ktoś otrzymuje polecenie odpowiedniego medialnego ustawienia problemu? Taka praktyka znana jest w Polsce.

- Tego typu dziennikarz tak naprawdę nie jest dziennikarzem. On jest przekazicielem cudzych poglądów i postaw. Dziennikarza powinny cechować wolność i autonomia działania oraz dobrze ukształtowane sumienie. Dotykamy tu bardzo ważnej sprawy, tzw. misji mediów. We wspomnianym przypadku dziennikarz działa w interesie naczelnego albo właściciela medium, ale nie pełni misji społecznej. To są dwie różne rzeczy. Sumienie dziennikarza jest bardzo ważne w jego działaniach. Dziennikarstwo nie może funkcjonować bez etyki. Na tę sprawę silny nacisk kładą Amerykanie. Etyka w amerykańskiej edukacji dziennikarskiej jest przedmiotem podstawowym. W dzisiejszych mediach często dominują czynniki polityczny i gospodarczy i w przekazach informacyjnych często są naruszane zasady etyki i życia społecznego, politycy i właściciele wielkich biznesów bowiem nie bardzo liczą się z etyką.

- Co Ojciec sądzi o tzw. dziennikarstwie śledczym?

- Dziennikarstwo śledcze jest nam dzisiaj bardzo potrzebne. Niektórzy ubolewają nad tym, że ono słabnie, także w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, gdzie miało swój początek. Dziennikarz śledczy to najdroższy dziennikarz. Musi chodzić za sprawą nieraz rok, dwa, trzy, a to wymaga dużych nakładów finansowych, ale wtedy wykrywa głęboko ukryte afery gospodarcze, polityczne, najczęściej korupcyjne. Uważam, że w nowoczesnym społeczeństwie dziennikarstwo śledcze jest konieczne.

- Jaka jest różnica między działaniem dziennikarza śledczego a działaniami czynników policyjnych?

- Policja z urzędu musi pilnować porządku, jest w służbie bezpieczeństwa obywateli. Jej działania są niejednokrotnie podległe politykom. Natomiast praca dziennikarza śledczego jest przejawem największej niezależności. Dziennikarz śledczy nie powinien być podległy komukolwiek i ma kierować się dojściem do prawdy. To jest niebywale trudna sprawa, dlatego takie dziennikarstwo słabnie.

- Co jest busolą dla pracy dziennikarza śledczego?

- Etyka. On śledzi jakąś sprawę, i to sprawę społecznie ważną, żeby dojść do prawdy. Nie pracuje dla zemsty czy zaspokojenia ciekawości, tylko żeby została naprawiona sytuacja, która jest niewłaściwa. Ostatnio np. nagłaśniana jest mocno korupcja w służbie zdrowia. Mamy sytuację taką, jaką mamy, tu bardzo łatwo o korupcję. Ale dziennikarz śledczy, przejęty sytuacją społeczną, walczy z korupcją, stara się pokazać, że jest coś niewłaściwego w funkcjonowaniu służby zdrowia w Polsce. Byłoby źle, gdyby w naszej polskiej sytuacji upadło dziennikarstwo śledcze. Ono jest potrzebne, i to bardzo, tylko nie powinno służyć polityce czy biznesowi, ale ludziom i lepszemu funkcjonowaniu życia społecznego.

- Jest zasada, że cel nie uświęca środków. Czy w dziennikarstwie śledczym ta zasada obowiązuje?

- Absolutnie tak, ona obowiązuje wszędzie. Powtarzam: dziennikarz śledczy to nie detektyw, który służy komuś. Dziennikarz śledczy służy prawdzie i to jest ta różnica.

- W Starym Testamencie czytamy o prorokach i ich proroctwach. Z niektórych władcy byli zadowoleni, ale dochodziło też nieraz do zabicia proroka, ponieważ proroctwo było dla władcy niekorzystne. Czy dziennikarstwo można porównać z takim prorokowaniem?

- Dwa zawody są chyba w tej chwili najbardziej niebezpieczne. To dziennikarstwo i duszpasterstwo. Dziennikarz chce ukazać światu coś prawdziwego, czego nie chcą ujawnić politycy i biznesmeni. Dlatego nierzadko przeszkadza. Bardzo trafne jest porównanie dziennikarzy do proroków. Bo dobry dziennikarz to ten, który mówi prawdę. Tak czynił prorok Jeremiasz. Ale jako prorok był pod ochroną prawa boskiego i król Izraela nie śmiał go ruszać. On miał obowiązek mówienia królowi prawdy i król o tym wiedział. Tylko władca, który sprzeniewierzał się Prawu obowiązującemu w Izraelu, zabijał proroków. Tak samo jest i dzisiaj. Dobra czynionego przez dziennikarzy, szczególnie wojennych i śledczych, ktoś może sobie nie życzyć i może ich w różny sposób „unieszkodliwić”.

- Jaka jest różnica między dziennikarzem a kapłanem głoszącym kazanie?

- Widziałbym zasadniczą różnicę. W kazaniu bardzo często mówimy, jak powinno być, ukazujemy coś, co jest powinnością naszego życia, działania, myślenia, mówienia. Taki jest sens kazania - formacja człowieka. Natomiast obowiązkiem dziennikarza jest przede wszystkim ukazywanie prawdy o rzeczywistości, tego, czym ludzie naprawdę żyją, jakie fakty towarzyszą ich życiu, jacy ludzie nimi rządzą. Dziennikarz nie jest od przepowiadania przyszłości, choć jego przesłanie może ją zawierać, ale od ukazywania rzeczywistości, w jakiej żyjemy.

- Spotykamy się czasem z uwagą, że „Niedziela” jest zbyt polityczna. Odpowiadam, że jeżeli mówimy o dzieciach, które nie mają co jeść, o bezrobociu, to przecież mówimy o sytuacji ludzi, która ma też aspekt moralny. Z drugiej strony jednak będzie to polityka, bo wskazuje, że rząd nie radzi sobie z problemami bezrobocia i nędzy...

- Dziennikarz informując o tym, co się dzieje, jednocześnie zabiera głos w sprawach publicznych. Oczywiście, to jest już polityka - ale każdy ma do tego prawo. Nie jest tak, że takie prawo ma tylko partia rządząca czy opozycyjna. Rozróżniłbym tu to, co jest partyjne, i to, co jest polityczne. Do polityki każdy obywatel ma prawo, a więc i redakcja „Niedzieli”, ponieważ jest to życie mojego społeczeństwa, mojego kraju. Jako obywatel mam do tego nie tylko prawo, ale i obowiązek. Przypomnę, co było w starożytnych Atenach. Ateńczyk miał obowiązek zabierania głosu w sprawach publicznych, wypowiadania się na wszystkie sprawy, które dostrzegał w życiu publicznym. Stąd występował na rynku - nie było prasy, radia, telewizji - i mówił, co go bulwersuje, co widzi dobrego i niedobrego. Wydaje mi się, że każdy tytuł wydawniczy, radio czy telewizja mają obowiązek mówienia o tym, jak jest w społeczeństwie, w którym funkcjonują. To jest ich publiczna misja.

- W jaki sposób Ojciec Profesor postrzega św. Franciszka Salezego z jego patronowaniem dziennikarzom katolickim?

- Św. Franciszek Salezy jest widziany jako bardzo dobry pisarz kościelny, ale nade wszystko jako człowiek dialogu. Umiał rozmawiać z ludźmi nie tylko swojej orientacji religijnej, ale i z tymi, którzy należeli do innych grup religijnych i społecznych, także z tzw. heretykami i z ludźmi zmarginalizowanymi społecznie. W tym właśnie widziałbym istotę patronatu św. Franciszka Salezego dziennikarzom. Dziennikarz musi rozmawiać ze wszystkimi, musi prowadzić dialog z różnymi ludźmi, i to na płaszczyźnie wszystkich tematów. Jest wtedy orędownikiem prawdy. Co kto z tą prawdą zrobi, to sprawa jego sumienia, ale dziennikarz winien dać materię, czyli informację, nad którą odbiorca może się zastanowić.

Tagi:
wywiad media

Bp Jarecki: poszukajmy w nauczaniu kard. Wyszyńskiego wskazówek na dzisiejsze czasy

2019-11-20 22:00

Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Chcemy podjąć namysł nad nauczaniem kard. Wyszyńskiego, by spróbować światło tego nauczania rzucić na współczesne otaczające nas problemy – podkreśla bp Piotr Jarecki, odpowiedzialny za cykl debat „Myśląc z Wyszyńskim”, które odbywać się będą co miesiąc w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Pierwsze spotkanie zatytułowane „Dlaczego Prymas Tysiąclecia? Co zawdzięczamy kard. Stefanowi Wyszyńskiemu?” zaplanowane jest już na 21 listopada.

ARTUR STELMASIAK

KAI: „Myśląc z Wyszyńskim” – ten zorganizowany z inicjatywy archidiecezji warszawskiej cykl spotkań to jedna z form przygotowania wiernych do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Dlaczego to przygotowanie jest takie ważne?

Bp Piotr Jarecki: Bardzo ważne jest, by tematu świętości nie ograniczać do jakiś jednorazowych wydarzeń, ceremonii. Przygotowanie powinno nam pomóc w głębszym przeżyciu tej rzeczywistości w Kościele. Z inicjatywy archidiecezji organizowane są zasadniczo dwa, komplementarne wobec siebie cykle spotkań. Każdego 28 dnia miesiąca w katedrze, tam gdzie spoczywa kard. Wyszyński , będzie celebrowana Msza św. ze stosowną homilią. Zresztą te celebry odbywają się już od dłuższego czasu. Po Eucharystii odbędzie się wykład poświęcony konkretnemu tematowi z nauczania przyszłego błogosławionego. Te modlitewne spotkania będą okazją, by przyjrzeć się głębokiej duchowości kard. Wyszyńskiego, jego zanurzeniu w Bogu, zawierzeniu Chrystusowi przez Maryję.
Cykl „Myśląc z Wyszyńskim” rozpoczynamy już 21 listopada. Spotkania odbywać się będą w każdy trzeci czwartek miesiąca, od listopada do maja. Będzie to próba namysłu nad nauczaniem Prymasa Tysiąclecia ale nie w sensie tylko historycznym. Chodzi o to, by światło tego nauczania spróbować rzucić na współczesne otaczające nas problemy duchowe, moralne, kościelne, społeczne.
Warto wspomnieć, że wiele różnych środowisk organizuje szereg spotkań i konferencji poświęconych przyszłemu błogosławionemu po to, byśmy się właściwie – i doktrynalnie, i ideowo, i duchowo – przygotowali na te uroczystości a następnie na kult błogosławionego biskupa.

- Jakie zagadnienia poruszane będą podczas spotkań „Myśląc z Wyszyńskim”?

-Pierwsze spotkanie zatytułowane jest „Dlaczego Prymas Tysiąclecia? Co zawdzięczamy kard. Stefanowi Wyszyńskiemu?” Prymas Tysiąclecia – to wielki tytuł, sugeruje, że był to największy Prymas w 1000-letniej historii chrześcijaństwa w Polsce. Warto się zastanowić, co zawdzięczamy mu dziś, jakie są podstawy do nadania takiego tytułu.
Kolejne tematy „Rodzina. Wyzwania i szanse współczesnej rodziny”, „Prawda antropologiczna: mężczyzną i kobietą stworzył ich”. Męskość, kobiecość, małżeństwo i rodzina – na to też trzeba rzucić światło, choćby nawiązując do tak szeroko dyskutowanych dziś, nie zawsze w sposób właściwy, problemów związanych z gender czy LGBT.
„Czas to miłość. Społeczna krucjata miłości”- jakimi zasadami powinniśmy się w życiu kierować, by używając słów II Sob. Watykańskiego, nie zagubić człowieka, żeby w tym wszystkim, co się dokonuje w systemie politycznym i gospodarczym, w kulturze, człowiek był centrum, zasadą i celem. Człowiek się nie rozwinie, jeśli nie będzie częścią wspólnoty. Kard. Wyszyński mówi „Czas to miłość”. Niektórzy mówią: „Czas to pieniądz”… Ale nie wystarczy powiedzieć „miłość”, trzeba tę miłość właściwie rozumieć, jako zakorzenienie w Bogu Miłości.
Wreszcie wielki temat pracy - „Praca – przymus czy szansa?”. Porównując tamte realia z dzisiejszymi, bardzo wiele się zmieniło, ale istota pracy wciąż jest taka sama. O podmiotowym wymiarze pracy ludzkiej Kościół naucza od dawna. Istotny jest zewnętrzny owoc pracy ale najważniejsze jest to, co dzieje się z człowiekiem podczas procesu pracy. Ten temat, o którym wiele mówił i myślał kard. Wyszyński jest dziś niesamowicie aktualny. Chodzi o właściwe rozumienie pracy i umiejscowienie jej w całym życiu człowieka i społeczeństwa.
„W służbie dobra wspólnego. Polityka, naród, państwo” – poszukamy w myśli kard. Wyszyńskiego, czegoś, co mogłoby nas w tej kwestii ukierunkować; pewnej syntezy, która mogłaby być dla nas odpowiedzią na pytania, które pojawiają się wobec wielkiego chaosu pojęciowego w tej dziedzinie. Do listy tych pojęć być może warto by było jeszcze dodać „Kościół”. Zastanowimy się, jakie są relacje między tymi rzeczywistościami.
Ostatnie spotkanie, które przypadnie w maju, będzie nawiązaniem do obchodzonej wówczas 100. rocznicy urodzin Karola Wojtyły: „Nigdy jeden przeciw drugiemu. Kard. Karol Wojtyła i Prymas Stefan Wyszyński – komplementarność charyzmatów”. Będziemy zwracać uwagę na to, co w Kościele nazywamy jednością w wielości a co jest inspiracją Ducha św. Jego dziełem jest bogactwo i różnorodność. On też sprawia, że przy różnicach można zachować jedność. Ten fenomen pokażemy na przykładzie Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego, postaci niewątpliwie różnych, intelektualnie, duchowo, duszpastersko, a jednocześnie potrafiących się tymi różnicami wzajemnie wzbogacać i współpracować, również dla dobra Kościoła, Polski, społeczności międzynarodowej, nas wszystkich. My tego dziś nie potrafimy! Różnice nas dzielą. Potrzebujemy wzorców, jak różnic nie przekształcać w walkę, jak się różnić w jedności.
Odnosząc nauczanie kard. Wyszyńskiego do współczesności, nie bójmy się też powiedzieć, jakie elementy tego nauczania być może się zdezaktualizowały. Być może do pewnych tematów dziś inaczej powinniśmy podejść, używać innych terminów, ponieważ żyjemy w bardzo dynamicznej cywilizacji, która ustawicznie się zmienia, obserwujemy przyspieszenie historii. Temu też warto się przyjrzeć.

- Beatyfikacja ma służyć tym, którzy żyją. W jakim sensie kard. Wyszyński, człowiek, który żył w innej epoce, pełnił funkcje dla większości niedostępne, ma być wzorem dla nas?

- Nie warto jest łączyć świętości tylko z konkretną epoka, czy funkcją w Kościele. Świętość to podstawowe powołanie każdego ochrzczonego. Ale my dziś potrzebujemy na nowo sobie uświadomić, o co w tym chodzi. Lubię mówić, że świętość to jest nade wszystko dzieło Boga w człowieku. Świętość przypomina nam, że człowiek sam sobie nie wystarcza. Świętość wskazuje na relację – relację człowieka do Boga. Relacja do drugiego człowieka jest tylko konsekwencją tej pierwszej relacji.
Człowieka, który liczy na własne siły nie stać na świętość. Nie stać go na to, dopóki się nie otworzy na Kogoś, kto go wyprzedza, jest o wiele mądrzejszy, mocniejszy, potrafi bardziej miłować. Niezależnie od naszego miejsca w Kościele – czy to świecki, czy zakonnik, czy biskup – wszystkich nas jednoczy chrzest święty, który jest wezwaniem i uzdolnieniem do nawiązywania głębszej relacji z Bogiem.
Czego nas uczy kard. Wyszyński? - Przeżywania swojej ludzkiej słabości, grzeszności i oddawania jej mocy uświęcającego Boga. Uczy nas bezgranicznego zawierzenia Bogu, odkrywania Jego woli i posłuszeństwa jej.
Na świętość też można patrzeć, jako na kontynuację dzieła wcielenia. Trzeba to oczywiście dobrze rozumieć. Bóg stał się człowiekiem w konkretnym człowieku, w Jezusie., który jest Chrystusem – prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. W nim raz na zawsze zbawił świat. Ale to zbawienie trwa - trwa także w człowieku i przez człowieka. Święty to jest ktoś, kto jest zjednoczony z jedynym Zbawicielem, Jezusem Chrystusem. Gdy zaczyna się z Nim utożsamiać, przez niego Jezus Chrystus zaczyna działać. W ten sposób ludzie, zjednoczeni z Bogiem pomagają Bogu kontynuować dzieło zbawienia. To dokonuje się przede wszystkim poprzez świętych. Dokonywało i dokonuje się – jak wierzymy – przez błogosławionego kard. Wyszyńskiego.
Wezwany jest do tego każdy chrześcijanin ale my mamy z tym wielkie problemy. Święci potrafią współpracować z łaską, która została im dana. Dlatego odkrywają swoją misję życiową jak najlepiej rozumianą. Życie przeżywane w kategorii misji w oderwaniu od Boga prowadzi do wielkich nieszczęść. Natomiast misja życiowa w łączności z Panem Bogiem – to pomoc w zbawianiu świata i źródło życia szczęśliwego.

- Świętość, o której Ksiądz Biskup mówi dokonuje się głęboko w sercu każdego człowieka. Kościół naucza jednak, ze mamy naśladować świętych. W jaki sposób naśladować kard. Wyszyńskiego?

- Pierwsza sprawa to odkrycie swojego życiowego powołania. Kard. Wyszyński tak właśnie musiał podchodzić do swojego życia. Dla nas to jest trudne. Podejrzewam, że niewielu z nas tak do tego podchodzi, pyta się, jaki jest zamysł Boga względem mojej osoby. Kard. Wyszyński uczy nas takiego podejścia. Nie oszczędzał się, gdyż miał poczucie misji, którą otrzymał od Boga.
Warto podkreślić jego wielką miłość i nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. On nie podchodził do Maryi historycznie. Wierzył, że jest obecna, prowadzi do Chrystusa i z Nim jednoczy. Jest Matką wiary, jest Matką Kościoła.
Kard. Wyszyński właściwie rozumiał Kościół – z jego blaskami i cieniami. Wierzył, że w Kościele jest Chrystus, który go nie opuści, mimo ludzkich słabości. Powiedział „Całe moje życie było jednym Wielkim Piątkiem”, ale nie załamał się w obliczu trudności, nawet w więzieniu. Swą ponadludzką zdawałoby się siłę, czerpał odpowiadając na wezwanie Boga. Nie był pesymistą, wierzył że miłość nadprzyrodzona, płynąca z Ofiary Chrystusa - jest zwycięska.
Ważna wskazówka na dzisiejsze czasy to również – nie ulegać atomizacji, indywidualizmowi, osadzać życie we wspólnocie i przeżywać jego relacyjny wymiar. Dziś obserwujemy dwie tendencje. Jedną jest indywidualizm, ucieczka do „własnej izdebki”, drugą – rozpłyniecie się w globalizmie. Kard. Wyszyński zwracał uwagę na znaczenie wspólnoty, jaką jest naród, kulturowa zbiorowość, idąca przez dzieje, przekazująca z pokolenia na pokolenie zasady, tradycje, wiarę i inne wartości. Z czwartego przykazania Bożego wyprowadzał miłość do Ojczyzny, głosił tę miłość i do niej wychowywał.
Prymas Wyszyński miał wielki szacunek dla drugiego człowieka, umiał przebaczać. Świadkowie mówią, że każdemu wybaczył i to nie tylko słownie. Modlił się za Bieruta. My mamy z tym problem. Modlimy się codziennie „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…” ale tak naprawdę, zwłaszcza, jak ktoś kilka razy nadepnie na odcisk – to jest bardzo trudne… Tego możemy się uczyć od kard. Wyszyńskiego.
Ale przede wszystkim – jak powiedziałem – uczył nas bezgranicznego zawierzenia Bogu, Jego Mocy Miłości oraz oddawania wszystkich swoich problemów, słabości, grzechów przekształcającej potędze Miłości Chrystusowej Ofiary Krzyża.

- Jak wyglądać będą spotkania z cyklu „Myśląc z Wyszyńskim”?

- Spotkania odbywać się będą raz na miesiąc. Przygotowywane będą przez poszczególne środowiska – UKSW, Papieski Wydział Teologiczny, Instytut Prymasowski, Centrum Myśli Jan Pawła II oraz Muzeum Jana Pawła II i Kard. Wyszyńskiego. Za każdym razem przewidziany jest udział 3 prelegentów, którzy wymienią się opiniami, by potem odpowiadać na pytania uczestników. Do udziału zaproszeni są wszyscy, a zwłaszcza środowiska uniwersyteckie i laikat katolicki. Debaty śledzić będzie można on-line na stronie archidiecezji warszawskiej.
rozmawiała Maria Czerska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bangkok: Franciszek odwiedził szpital św. Ludwika

2019-11-21 07:51

st, tom, kg (KAI) / Bangkok

"Jest dla mnie darem ujrzenie osobiście tej cennej posługi, jaką Kościół oferuje mieszkańcom Tajlandii, zwłaszcza najbardziej potrzebującym" - powiedział Franciszek podczas wizyty w szpitalu St. Louis w Bangkoku, który w tym roku obchodzi 120-lecie swojego powstania.

Vatican News

O godz. 11.15 czasu lokalnego Ojciec Święty przybył elektrycznym samochodem panoramicznym, zbudowanym na podłożu wózka golfowego, do szpitala św. Ludwika. Czekała na niego młodzież nie tylko katolicka, ale także innych wyznań, w tym przedstawiciele mormonów. Franciszka powitały śpiewem dzieci i rozentuzjazmowani wierni.

Przy wejściu do budynku powitał papieża arcybiskup Bangkoku, kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij, a także dyrektor szpitala i dyrektor generalny struktury oraz przedstawiciele pracowników. Franciszek windą dotarł do audytorium szpitala, w którym oczekiwało go około 700 osób, w tym lekarze, pielęgniarki i personel szpitala. Był tam także emerytowany arcybiskup Bangkoku, 90-letni kard. Michael Michai Kitbunchu.

"Jesteś dla nas «Człowiekiem Słowa», żyjącym tym, co głosi i który zawsze ma ramiona otwarte dla każdego. Jako Wikariusz Chrystusa Twoja obecność jest zawsze dla nas błogosławieństwem od samego Chrystusa" – powiedział witając papieża dyrektor placówki. Zwrócił uwagę, że szpitale katolickie w Tajlandii pokazują jasno, że nie są nastawione na zysk i nigdy nie rywalizują z innymi, ale "chcemy jedynie głosić Dobrą Nowinę Jezusa Chrystusa naszą miłością i współczuciem" – zapewnił mówca.

Przywołał słowa, wypowiedziane niegdyś przez Ojca Świętego, iż "miłość jest najlepszym lekarstwem i środkiem na leczenie nie tylko ciała, ale także duszy". "To jest nasza misja. Staramy się, aby cały nasz personel podzielał naszą podstawową wartość: pacjenci są naszym priorytetem, szanujemy ich godność ludzką, wszyscy jesteśmy równi, biedni czy bogaci, biali czy czarni" – zaznaczył profesor. "Odnosimy się do wszystkich tak samo, zgodnie z duchem tego szpitala: «Ubi Caritas, Ibi Deus Est»" – dodał.

Na zakończenie zapewnił papieża o modlitwach za niego, w których "prosimy Pana, aby udzielił mu sił i dobrego zdrowia".

Zabierają głos Franciszek podziękował na wstępie wszystkim pracownikom szpitala St. Louis, innych katolickich szpitali i ośrodków charytatywnych w Tajlandii, Siostrom św. Pawła z Chartres i innym obecnym zakonnicom za ich pracę. "Jest dla mnie darem ujrzenie osobiście tej cennej posługi, jaką Kościół oferuje mieszkańcom Tajlandii, zwłaszcza najbardziej potrzebującym" - powiedział papież.

Nawiązał do słów dyrektora szpitala o regule ożywiającej ten szpital: "Ubi caritas, Deus ibi est"– "tam, gdzie jest miłość, tam jest Bóg". "Istotnie, to właśnie wypełniając uczynki miłosierdzia my chrześcijanie jesteśmy powołani nie tylko do ukazania, że jesteśmy uczniami-misjonarzami, ale także do zweryfikowania, na ile wierne jest nasze i naszych instytucji podążanie za Chrystusem" - powiedział Franciszek.

Zwrócił uwagę, że wszyscy pracownicy wypełniają jedno z najwspanialszych dzieł miłosierdzia, ponieważ ich wysiłek na rzecz zdrowia wykracza znaczenie poza godne pochwały samo tylko praktykowanie medycyny. "Trzeba przyjąć i podtrzymywać życie, jak to się dzieje na ostrym dyżurze szpitala, aby zostało potraktowane ze szczególnym współczuciem, rodzącym się z szacunku i umiłowania godności każdego człowieka" - zaznaczył Franciszek.

Zwrócił uwagę, że czasami posługa ucznia-misjonarza może być ciężka i męcząca. W tym kontekście wskazał na potrzebę rozwijania duszpasterstwa służby zdrowia, w którym nie tylko pacjenci, ale także wszyscy członkowie wspólnoty mogliby odczuć, że w swojej misji otoczeni są towarzyszeniem i wsparciem.

Franciszek przypomniał, że w tym roku szpital St. Louis obchodzi 120-lecie swojego powstania. "Ileż osób zyskało ulgę w swoim bólu, pocieszenie w swoich utrapieniach i towarzyszenie w samotności!" - powiedział i poprosił pracowników szpitala, aby ich "apostolstwo, a także inne podobne, były coraz bardziej znakiem i symbolem Kościoła wychodzącego, który, pragnąc przeżywać swoją misję, odnajduje odwagę niesienia uzdrawiającej miłości Chrystusa cierpiącym".

Na zakończenie swojego wystąpienia Franciszek wygłosił krótką modlitewną medytację i udzielił wszystkim zgromadzonym błogosławieństwa.

Ojciec Święty złożył też w darze personelowi szpitala obraz będący kopią fresku przedstawiającego Maryję z Dzieciątkiem na ramieniu. Jest to prawdopodobnie dzieło artysty - naśladowcy bardziej znanego twórcy – Lorenzo d’Alessandro z San Severino, być może z końca XV wieku. Staranność wykonania kopii pokazuje, jak wielkie znaczenie przywiązywano od wielu wieków do takich dzieł, umieszczanych w kapliczkach miejskich, które były symbolami wielkiej ludowej pobożności maryjnej. Przechodnie, spiesznie podążający ulicami miast, nierzadko gubiąc się wśród mijanych pałaców lub na rozstajach dróg, widzieli na murach wizerunki Matki Bożej, która jakby w milczeniu im błogosławiła. Cała kompozycja tego fragmentu fresku zdominowana jest przez przemożną postać Maryi Panny, która czułym i opuszczonym ramieniem przygarnia do siebie Dzieciątko błogosławiące, jak gdyby była Ona nie tylko "żywym tabernakulum", ale także "tronem".

Po spotkaniu papież odwiedził chorych i niepełnosprawnych przebywających w szpitalu św. Ludwika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bangkok: papież spotkał się biskupami Azji

2019-11-22 08:02

tom, st, kg (KAI) / Bangkok

Zostaliśmy wybrani jako słudzy, a nie jako szefowie lub panowie - przypomniał Franciszek podczas spotkania z biskupami Tajlandii i Federacji Konferencji Biskupich Azji (FABC) w sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kritbanrunga w Bangkoku. "Jak wiele musimy się nauczyć od was, którzy w wielu waszych krajach lub regionach jesteście mniejszością, i nie dajecie się dlatego ponieść, czy zarazić kompleksem niższości czy narzekaniem, że nie czujecie się uznani!" - powiedział papież z uznaniem o azjatyckich hierarchach.

Vatican Media

My, biskupi Tajlandii, chcemy poświęcić się, w duchu braterskiego dialogu, służbie naszym azjatyckim braciom i siostrom, zwłaszcza ubogim i tym, którzy pragną poznać Chrystusa i szukają Jego prawdy – powiedział, witając papieża, arcybiskup Bangkoku kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij. Wyrażając radość z tego spotkania kardynał zapewnił, że zgromadzeni przybyli tu, aby posłuchać, co Ojciec Święty ma im do powiedzenia na temat ich roli jako pasterzy "małej trzódki" w Azji - ojczyźnie największych tradycyjnych religii świata oraz ich roli dla i w Kościele.

Zauważył, że w przyszłym roku FABC będzie obchodziła 50-lecie istnienia i z tej okazji właśnie w stolicy Tajlandii odbędzie się zgromadzenie ogólne tej organizacji pod hasłem "FABC 2020: podróżując razem jako ludy Azji". Celem tego przyszłego spotkania ma być popieranie solidarności i współodpowiedzialności wśród członków Federacji w imię dobra Kościoła i społeczeństwa na tym kontynencie. Gospodarz spotkania wyraził nadzieję, że przyszłoroczne obchody przyczynią się do nowej ewangelizacji, "uzdalniając nasze życie, działania i słowa do dawania świadectwa o Jezusie i Ewangelii".

Zapewnił, że biskupi tajscy "chcą poświęcać samych siebie, w duchu braterskiego dialogu, w służbie swym azjatyckim braciom i siostrom, szczególnie ubogim oraz tym, którzy pragną poznać Chrystusa i poszukują Jego prawdy". Chcą też być architektami pokoju i pojednania w tym regonie, który zaznał wielu konfliktów, przemieszczania się ludzi i tragedii handlu ludźmi. "Kościół w Tajlandii chce pokazać światu, jakie może być społeczeństwo, gdy Ewangelia i duchowość komunii są wcielane w praktyce. W ten sposób uczniowie Chrystusa w tym kraju będą mogli pokonać podziały" - oświadczył arcybiskup Bangkoku. Na zakończenie poprosił papieża o błogosławieństwo dla biskupów i "wszystkich naszych wspólnot".

W swoim przemówieniu Franciszek zwrócił uwagę, że spotkanie odbywa się w sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kitbamrunga (1895-1944), który poświęcił swoje życie ewangelizacji i katechezie, zwłaszcza w Tajlandii, a także w części Wietnamu oraz wzdłuż granicy z Laosem, a swoje świadectwo Chrystusowi ukoronował męczeństwem. Zachęcił, aby jego przykład rozbudzał wielką gorliwość o ewangelizację we wszystkich Kościołach lokalnych Azji.

Papież przypomniał, że w 2020 r. planowane jest Zgromadzenie Ogólne Federacji Konferencji Biskupów Azji (FABC) w 50. rocznicę jej powstania. Zaznaczył, ze jest to dobra okazja do ponownego odwiedzenia „sanktuariów”, w których "przechowywane są korzenie misyjne" oraz ewangelicznej odnowy w społeczeństwach Azji.

Papież przypominając, że Azja to kontynent wielokulturowy i wieloreligijny z wieloma problemami jak ubóstwo i wyzysk. Zwrócił uwagę, że szybki postęp technologiczny może otworzyć ogromne możliwości, które ułatwiają życie, ale też mogą one również prowadzić do rosnącego konsumpcjonizmu i materializmu, szczególnie wśród młodych. Wskazał dalej na plagi narkomanii i handlu ludźmi, problemy migrantów i uchodźców, złe warunki pracy, wyzysk pracowników, nierówności ekonomiczne i społeczne, jakie istnieją między bogatymi a biednymi.

Wobec tych problemów Franciszek wezwał, aby biskupi Azji, idąc za przykładem pierwszych misjonarzy, zmierzyli się i oceniali teraźniejszość oraz misję ze znacznie szerszej i bardziej nowatorskiej perspektywy, nie zasklepiali się w jałowych myślach i dyskusjach, które doprowadzają do skupienia się i zamknięcia w sobie, paraliżując wszelkiego rodzaju działania. „Uczmy się od świętych, którzy nas poprzedzili i stawili czoło trudnościom występującym w ich epoce” - zachęcił papież.

Przestrzegł przed budowaniem struktur i mentalności kościelnej, które mogą warunkować ewangelizacyjny dynamizm. "Dobre struktury służą, kiedy jest życie, które je ożywia, podtrzymuje i osądza. autentycznego ewangelicznego ducha, bez wierności Kościoła swojemu powołaniu, każda nowa struktura w krótkim czasie ulega degradacji” - zaznaczył.

Franciszek zachęcił azjatyckich hierarchów, aby w misjonarskiej pracy kierowali się "impulsami Ducha Świętego" i nie odrzucali żadnej ziemi, ludu, kultury ani sytuacji oraz nie szukali jakiejś ziemi z gwarancjami sukcesu. - Chciałbym podkreślić, że misja, zanim zostaną podjęte działania, które trzeba przeprowadzić lub projekty do realizacji, wymaga wyrobienia spojrzenia i „węchu”; wymaga ojcowskiej i matczynej troski, ponieważ owca ginie, kiedy pasterz uważa ją za zaginioną, a nigdy wcześniej" - powiedział papież.

Ojciec Święty zaznaczył, że jednym z najpiękniejszych wymiarów ewangelizacji jest uświadomienie sobie, że misja powierzona Kościołowi nie polega jedynie na głoszeniu Ewangelii, ale także na uczeniu się wiary w Ewangelię i pozwalaniu, by ona nas przekształcała i przypomniał słowa św. Pawła VI: „Kościół jako głosiciel Ewangelii, zaczyna swe dzieło od ewangelizowania samego siebie".

Papież przestrzegł biskupów przed zajmowaniem lub domaganiem się nie wiadomo jakiego miejsca i pierwszeństwa. "Jak wiele musimy się nauczyć od was, którzy w wielu waszych krajach lub regionach jesteście mniejszością, i nie dajecie się dlatego ponieść czy zarazić kompleksem niższości czy narzekaniem, że nie czujecie się uznani!" - podkreślił Franciszek.

Wyzwał azjatyckich biskupów, aby pamiętali, że także oni są częścią ludu z którego pochodzą. "Zostaliśmy wybrani jako słudzy, a nie jako szefowie lub panowie. Oznacza to, że musimy towarzyszyć tym, którym służymy, z cierpliwością i życzliwością, słuchając ich, szanując ich godność, zawsze promując i doceniając ich inicjatywy apostolskie" - powiedział Franciszek.

Przypomniał, że wiele spośród krajów azjatyckich zostało zewangelizowanych przez osoby świeckie. "Miały one możliwość mówienia dialektem swego ludu, dokonując prostej i bezpośredniej inkulturacji, nie teoretycznej ani ideologicznej, ale będącej owocem pasji dzielenia się Chrystusem" - powiedział Franciszek i dodał: "Nie traćmy tej łaski dostrzegania Boga działającego pośród swego ludu: tak jak to czynił wcześniej, czyni to teraz i będzie tak nadal czynił".

Papież zachęcił biskupów Azji, aby zawsze mieli otwarte drzwi dla swoich kapłanów, byli blisko nich, słuchali ich, starali się im towarzyszyć we wszystkich sytuacjach, szczególnie gdy są zniechęceni lub zobojętniali. "I czyńcie to nie jako sędziowie, ale jako ojcowie, nie jako menedżerowie, którzy się nimi posługują, ale jako prawdziwi starsi bracia" - zaznaczył Franciszek.

Na zakończenie poprosił biskupów Azji, aby przekazali papieskie "błogosławieństwo i miłość" wszystkim wspólnotom, a zwłaszcza chorym i tym wszystkim, którzy przeżywają chwile trudności.

Spotkanie zakończyła wspólna modlitwa Anioł Pański, krótkie rozmowy i wspólne zdjęcie.

Po spotkaniu z biskupami Franciszek udał się na prywatne spotkanie z członkami Towarzystwa Jezusowego w sali w pobliżu sanktuarium.

Federacja Konferencji Biskupich Azji (FABC) powstała po pierwszym wielkim spotkaniu biskupów katolickich największego kontynentu świata z Pawłem VI w Manili w listopadzie 1970. Ukształtowała się w 1972, a w grudniu tegoż roku Stolica Apostolska zatwierdziła jej statuty. Stawia ona sobie za zadanie m.in. wspieranie solidarności i poczucia współodpowiedzialności między episkopatami i poszczególnymi biskupami tego kontynentu oraz działanie na rzecz wzrostu Kościoła i dobra wspólnego narodów Azji.

Obecnie FABC liczy łącznie 19 członków zbiorowych: konferencji biskupich – 12 krajowych i 3 regionalne (Malezji, Singapuru i Brunei; Laosu i Kambodży oraz chińska na Tajwanie), 2 krajowe episkopaty Indii: łaciński i obejmujący ogół biskupów tego kraju, także obrządków wschodnich oraz dwa Synody Arcybiskupstw Większych Kościołów Syromalabarskiego i Syromalankarskiego w Indiach. Ponadto członkami stowarzyszonymi Federacji są pojedynczy biskupi z krajów, w których nie ma episkopatów bądź zwierzchnicy Kościołów lokalnych, nie mający sakry – łącznie 8 duchownych.

Pierwszym przewodniczącym FABC był w latach 1973-77 południowokoreański kardynał Stephen Kim Sou-hwan; od 1 stycznia 2019 stanowisko to piastuje kard. Charles Bo z Mianmaru (Birmy), jego zastępcą jest kard. Malcolm Ranjith Patabendige ze Sri Lanki, a na co dzień pracami stowarzyszenia kieruje jego sekretarz generalny, którym jest bp Stephen Lee Bun-Sang z Makau. Siedzibą organizacji jest Hongkong.

W łonie FABC działa 9 komisji tematycznych, zajmujących się takimi sprawami, jak np. rozwój ludzki, zagadnienia społeczne, ekumenizm i sprawy międzyreligijne, ewangelizacja, świeccy i rodzina, duchowieństwo i życie konsekrowane. Najwyższym organem Federacji jest jej zgromadzenie plenarne, zbierające się zwykle co 4 lata; ponadto co 2 lata odbywają się posiedzenia Komitetu Naczelnego. Inne organy kierownicze to 5-osobowy Komitet Stały i Sekretariat Centralny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem