Reklama

„Pani Bovary” się zestarzała

2013-01-15 07:22

Alicja Dołowska
Niedziela Ogólnopolska 3/2013, str. 30-31

DOMINK RÓŻAŃSKI

Coraz mniej czytamy. Żyjemy w epoce ekspansji kultury obrazkowej. Film, telewizja, internet, e-booki wypierają z naszego otoczenia tradycyjną książkę. Ale czy książki czytane na nośnikach elektronicznych zastąpią nam tradycyjne obcowanie z papierową książką i myślenie o tekście, który mamy przed oczami? Wątpię, choć są i tacy, którzy twierdzą, że nie ma już odwrotu od zmiany formuły czytania

Polacy czytają coraz mniej - alarmuje dyrektor Instytutu Książki Grzegorz Gauden. Ostrzega, że jeśli taka sytuacja potrwa, grozi nam cywilizacyjna zapaść. Bo książka to w dalszym ciągu „kaganek oświaty”. Dostarcza nie tylko naukowej wiedzy. Uczy, jak postrzegać ludzi, świat, historię i kulturę, ale też skłania do marzeń. Uczy rozumienia drugiego człowieka, zaglądania w jego duszę, motywacji postępowania innych. Wywołuje refleksję nad egzystencjalnymi pytaniami: Kim jesteś, człowieku? Co tu robisz? Czego pragniesz?

Myślenie ma przyszłość. Ta stara, fundamentalna prawda życiowa nabiera coraz większego znaczenia w dzisiejszych czasach i warto niekiedy dłużej się zastanowić nad jej rozumieniem. Tym bardziej że zamiast sami w trudzie dociekać prawdy, w coraz większym stopniu dajemy się uwieść interpretacyjnym papkom manipulatorów. Tak jest wygodniej.

W stronę obrazu

W rankingach czytelnictwa rzeczywiście wypadamy słabo. Połowa Polaków nie przeczytała w 2011 r. żadnej książki (nowszych badań nie ma) - z niektórych sondaży wynika, że nawet 60 proc. Badania porównawcze wskazują, że w Czechach i we Francji czytelnictwo jest na znacznie wyższym poziomie: wynosi odpowiednio 83 i 69 proc. czytających.

Reklama

Ale, co gorsza, co 3. Polak z wyższym wykształceniem nie przeczytał żadnej książki, czyli 30 proc. wykształconych Polaków odpuściło sobie kompletnie lekturę. Jak to jest zatem z kompetencjami i etyką ludzi ze środowisk zawodowych, w których istotę wpisane zostało kształcenie ustawiczne? Bo przecież nie czyta również spora część lekarzy, prawników, naukowców, inżynierów, którzy powinni być na bieżąco z aktualnym stanem wiedzy? Odpowiedź brzmi zatrważająco. Tym bardziej że jak nigdy dotąd wiedza jest na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba stać w kolejkach po książkę, zapisywać się - jak w Peerelu - na społecznych listach po encyklopedie, historię filozofii, „Ulissesa” Joyce’a czy „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. W czym zatem problem? - Jesteśmy społeczeństwem, dla którego książka jest produktem drogim - przekonuje Gauden. - Badania pokazują, że książki kupują zamożni Polacy. Rozwarstwienie społeczne pogłębia się - dodaje. Potwierdza to GUS, ale dziś dużo taniej niż w księgarniach - gdzie fiskus uderzył nas od 2011 r. mocniej po kieszeni 5-procentowym VAT-em -można książki kupić dosłownie za psi grosz na Allegro we wtórnym obrocie. Można korzystać z wyprzedaży, stoisk bukinistów, zasobów bibliotek publicznych, które - choć ich liczba wciąż się zmniejsza, zwłaszcza na wsi - nadal funkcjonują. Fakt, że nie czytamy, nie jest więc zawsze kwestią dostępności książek i ich ceny.

W opinii Piotra Marciszuka, prezesa Polskiej Izby Książki, jest to raczej kwestia nawyków związanych ze sposobem spędzania wolnego czasu. - Czytanie książek dla wielu z nas przestało być po prostu przyjemnością - twierdzi. Na pewno zmienił się model spędzania wolnego czasu i jego cena, bo ludzie, żyjąc dziś w tzw. niedoczasie i ustawicznym pędzie, zamiast książki wybierają świat telewizyjnych telenoweli, który przeniesie ich w sztuczną rzeczywistość, podaną jak na tacy.

Nie ma dziś mody na czytanie, które znów stało się elitarne. Zanika też sztuka konwersacji i generalnie umiejętność porozumiewania się ludzi między sobą. Coraz trudniej opisać nam słowami stany emocjonalne w kontakcie z drugim człowiekiem. Słowo jest przecież znakiem umownym, pod którego znaczenie można podkładać różne finezyjne odczucia. „Odpowiednie dać rzeczy - słowo!” - to zadanie tak trudne, że biedzili się nad tym najwięksi poeci, a co dopiero zwykli ludzie. Na naszych oczach, w tym pędzie czasu, słowo się zdewaluowało. Porozumiewamy się coraz bardziej prymitywnym językiem skrótów i szablonów, przez co uciekamy od trudnych rozmów, bo wiele spraw trudno nam opisać słowem. Przypuszczam, że językowe kalectwo jest jedną z przyczyn rosnącej agresji wśród młodzieży, która nie potrafi właściwie komunikować swoich emocji. Nie czytając, mało ze sobą rozmawiając, stajemy się współczesnym zbiorowiskiem troglodytów.

Zamiast pogadać z przyjacielem o tym, co w duszy gra, łatwiej wrzucić o sobie świeżą notkę na portalu społecznościowym i podejrzeć, co słychać u wirtualnych znajomych. Bo tam niektórzy młodzi chwalą się znajomością 1,5 tys. „przyjaciół”. Można mieć ich tylu? Bzdura. To kontakty płytkie i powierzchowne. Uciekając w wirtualny świat elektronicznych gadżetów, często wpadamy w pułapkę, bo coraz bardziej gubimy rzeczywiste relacje.

Prof. Maryanne Wolf, ekspert w dziedzinie dysleksji i psychologii rozwoju dziecka, ostrzega przed zbyt wczesnym kontaktem dzieci z internetem. Zastanawia się, czy dziecko pochłonięte, a nawet uzależnione od mediów cyfrowych będzie w stanie nauczyć się tego, co określa głębokim czytaniem. - To rodzaj lektury, w trakcie której przenikamy do innej sfery poznania i identyfikujemy się z postaciami w książce. Być może nasze dzieci nigdy się nie dowiedzą, co to znaczy wczuć się w losy bohaterów powieści, a potem przeprowadzić krytyczną analizę ich postępowania i wyciągnąć wnioski - mówi prof. Wolf.

Przyjaciółka z telewizora

Ale po co dociekać, ślęcząc nad książką, jak potoczyły się losy „Pani Bovary” Gustawa Flauberta i wyobrazić sobie przeżycia bohaterki, można przecież zasiąść przed telewizorem i obejrzeć najnowsze perypetie rodziny Mostowiaków w „M jak miłość”.

- Flaubert? A kto to? Zresztą „Pani Bovary” się zestarzała - mówi z przekonaniem 20-letnia studentka prawa jednego ze stołecznych uniwersytetów. Z wypiekami na twarzy czeka teraz na kolejny odcinek serialu „Przyjaciółki”. Przyznaje, że ostatnio czytała książkę 3 lata temu. Do klasyki serca nie ma. Dla niej to prehistoria. Najważniejszą wartością stał się czas, z którym zdajemy się nieustannie ścigać. Paradoksalnie, mimo coraz szybszych samochodów, dań na wynos, uproszczeń w organizacji życia codziennego, tego czasu mamy coraz mniej. Dla najbliższych, przyjaciół, znajomych. Zamiast się spotykać, zamykamy się w domu. Zamiast do znajomych, zaglądamy do mieszkań Mostowiaków i na plebanię o. Mateusza. Oglądane maniakalnie seriale stały się codziennym pokarmem dla oczu wielu Polaków. Przez zmieniające się zwyczaje spędzania wolnego czasu komunikacja werbalna między ludźmi zubożała. Nawet w rodzinie. Po co czytać i rozmawiać, skoro można oglądać? Zanika umiejętność rozmowy, dyskusji o sprawach ważnych.

Ubożeje zasób wspólnych odniesień kulturowych i słownictwo. Rośnie nam generacja, która w przyszłości zostanie pozbawiona języka potrzebnego do tego, by się porozumieć i nawiązywać więzi. Istnieje zagrożenie, że za jakiś czas społeczeństwo nie będzie miało wspólnego kodu kulturowego budującego poczucie wspólnoty, a to pogłębi poczucie izolacji.

Zwyczaj czytania wynosi się z domu. Kiedyś wychodziła seria książeczek dla dzieci „Poczytaj mi, mamo”. Pedagodzy i psycholodzy tłumaczą, że dzieciom powinno się czytać codziennie. Słuchanie bajek i opowieści wzbogaca zasób słownictwa dziecka, skalę jego wrażliwości, pobudza wyobraźnię, marzenia. Kształtuje późniejszy nawyk czytania, a czytanie uruchamia pod umowną symboliką słów sferę tzw. doobrażenia.

- Człowiek potrzebuje dziś kultury wyższej, która będzie go budować i umacniać, a nie jedynie kultury igrzysk - zwrócił uwagę abp Henryk Hoser, ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej. Ma być ona kulturą refleksji. Zdaniem abp. Hosera - mimo niezwykłego rozwoju mediów elektronicznych nic nie zastąpi kultury książki, która daje człowiekowi świadomość linearną. - Dobra książka jest szkołą mądrości, rozumu i perspektywy historycznej, czyli skąd przychodzimy, gdzie jesteśmy i dokąd pójdziemy. Jest także szkołą podstawowych kategorii bytowych - dobra, piękna i prawdy, która jest jedna - podkreślił abp Hoser. I dodał: - Jeśli w świecie jest wiele prawd, które ze sobą konkurują i są traktowane jako równoważne opinie, oznacza to, że nie ma żadnej prawdy.

Jest też dobra wiadomość. Mimo spadku czytelnictwa książek w wydaniach papierowych, od 2008 r. lawinowo rośnie zainteresowanie książkami w wersji elektronicznej, tzw. e-bookami. Mogą być one odtwarzane w komputerach, tabletach, specjalnych czytnikach. Przy wielu minusach mają i zalety. Można np. podczas lektury regulować wielkość i kształt czcionki, robić zakładki według dowolnych kryteriów i kopiować tekst dla własnego użytku. Taka możliwość to skarb zwłaszcza dla osób słabowidzących i niedowidzących. Dla chorych przykutych do łóżka, unieruchomionych, którym monitory laptopa czy czytnika można umieścić na wysokości oczu. E-booki to zapewne też przyszłość dla młodych, dla których elektronika jest chlebem powszednim. Mam tylko wątpliwości, czy podczas czytania e-booka w autobusie odkryją piękno zdania chociażby takiego, jak opis warzywnika Emmy Bovary: „Krople rosy perliły się na główkach kapusty jak srebrna koronka i lśniły na cienkich jasnych niteczkach ciągnących się od jednej główki kapusty do drugiej”.

Nie mówiąc już o „Panu Tadeuszu”, który - czytany non stop w formie akcji - rozbrzmiewał w mediach publicznych od rana do wieczora, zaczytywany „na śmierć”. Tak jak byśmy, targani wyrzutami sumienia, chcieli nadrobić zaległości sprintem. Nie o to chodzi, by literaturę piękną przeczytać. Chodzi o to, by ją przeżyć… bo jest piękna.

Tagi:
książka

Reklama

Jacek Pulikowski o najważniejszej firmie na świecie

2019-10-12 16:52

DK / rtck.pl

Mamy być kimś najważniejszym dla ukochanej osoby, bo to przyniesie nam szczęście. Nie sukcesy i nie materia. Tak jak św. Józef był ważniejszy dla Maryi od niej samej i tak jak Maryja była z pewnością ważniejsza dla św. Józefa niż on sam dla siebie. I na pewno oboje życie by oddali za siebie nawzajem - jak pisze Jacek Pulikowski w swojej najnowszej książce pt. "Rodzina - najważniejsza firma na świecie".

youtube.com

Porusza w niej tematy ważne dla każdego z nas. Każdy bowiem poszukuje szczęścia i pragnie miłości. Każdy powinien także pragnąć świętości na drodze do jakiej został powołany. Jacek Pulikowski to mąż i ojciec trójki dzieci, od niedawna dziadek. Nauczyciel akademicki na Politechnice Poznańskiej oraz wykładowca Studium Rodziny przy Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu. Od ponad trzydziestu lat wraz z żoną Jadwigą czynnie zaangażowany w działalność Duszpasterstwa Rodzin i Poradnictwa Rodzinnego.

Autor w książce dzieli się swoim doświadczeniem:

Pełne posiadanie siebie jest potrzebne po to, by móc siebie ofiarować jako bezinteresowny dar z siebie samego. Czyli potrzebne do miłości, która jest jedynym źródłem prawdziwego szczęścia. Tak, chcę mówić o miłości jako darze z siebie, która jest możliwa tylko wtedy, kiedy człowiek chociaż w elementarnym wymiarze siebie posiada. Żyje wokół nas bardzo wielu ludzi nieposiadających siebie, niewładających sobą, uwikłanych w najróżniejsze nałogi, a próbujących budować wspaniałe relacje miłości, na przykład małżeńskie. Potem tacy ludzie są obrażeni na cały świat, na Boga i wszystkich dookoła, że im się nie udaje…

Nie da się zbudować dobrej budowli ze złych klocków. Nie da się i już! Miłość wymaga elementarnej dojrzałości – w przeciwnym razie człowiek nie nadaje się do miłości i nie może stworzyć relacji miłości, która jest najważniejszą dla szczęścia człowieka relacją. Święty Paweł powiedział to dosadnie: Choćbym mówił językami świata, choćbym wiele posiadł, choćbym nie wiadomo co osiągnął, „a miłości bym nie miał, byłbym jak cymbał”. (I lubię w tym miejscu skończyć cytat z 1 Listu do Koryntian). Rzesze ludzi żyją jak cymbały, a w dodatku się tym chełpią. Tymczasem jeżeli mamy poważnie mówić o miłości prawdziwej, czyli trwającej wiecznie (bo miłość prawdziwa nigdy się nie kończy), to okaże się, że to, co ludzie potocznie nazywają miłością, wcale miłością nie jest.

(...)

Nie znajdziecie w dziesięciu przykazaniach ani całej nauce Kościoła jednego zdania, które by blokowało człowiekowi dostęp do szczęścia na ziemi. Owszem, moja wiara nie pozwala mi na przyjemności, które są niegodziwe, nieuczciwe albo zwyczajnie łajdackie, a które – w przeciwieństwie do tego, co wmawia nam ten świat – głęboko człowieka unieszczęśliwiają. Wiara, przykazania, nauka Kościoła próbują mnie przed tym chronić.

(...)

Tak więc każdy powinien dziś zadać sobie pytanie: „Kim dla tej drugiej osoby jestem?”. To pytanie kryje w sobie wyzwanie, ale też wskazuje drogę do szczęścia tak mężczyzny, jak i kobiety. Mamy być kimś najważniejszym dla ukochanej osoby, bo to przyniesie nam szczęście. Nie sukcesy i nie materia. Mało tego, mamy budować taką relację miłości, że ta druga osoba będzie ważniejsza ode mnie samego. Tak jak św. Józef był ważniejszy dla Maryi od niej samej i tak jak Maryja była z pewnością ważniejsza dla św. Józefa niż on sam dla siebie. I na pewno oboje życie by oddali za siebie nawzajem. A zatem każdy z nas, ludzi, jest wezwany do ofiarowania siebie w miłości (najpowszechniej drugiemu człowiekowi w małżeństwie bądź bezpośrednio Bogu w kapłaństwie lub życiu zakonnym).

Książka do nabycia na stronie: rtck.pl
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: zaprezentowano elektroniczny różaniec dla młodych

2019-10-15 19:31

vaticannews.va / Watykan (KAI)

W Watykanie zaprezentowano dziś elektroniczny różaniec. Działający wraz z mobilną aplikacją nie tylko ułatwia odliczanie kolejnych „Zdrowasiek”, ale proponuje bogaty materiał dydaktyczny, który uczy modlitwy różańcowej oraz proponuje różne rozważania.

stock.adobe.com

Jest to nowa inicjatywa Apostolstwa Modlitwy, czyli Światowej Sieci Modlitwy z Papieżem. Jak mówi jej dyrektor, chodzi tu o połączenie wielkiej tradycji duchowej z najnowszą techniką. Wszystko po to, aby zachęcić młodych do odmawiania różańca – mówi ks. Frédéric Fornos SJ.

„W tym nadzwyczajnym miesiącu misyjnym, pamiętając, że modlitwa stanowi centrum misji Kościoła, proponujemy Click To Pray eRosary – elektroniczny różaniec, aby nauczyć młodych modlić się o pokój na świecie. Na ostatnich Światowych Dniach Młodzieży papież poprosił nas, byśmy pomogli młodym modlić się o pokój – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Fornos. – Wiemy, jak bardzo świat potrzebuje dziś pokoju. Podjęliśmy więc różne inicjatywy, a teraz w październiku, miesiącu różańca, wprowadzamy tę nową pomoc, aby młodzi mogli modlić się o pokój w ich cyfrowym świecie. Stosując najbardziej zaawansowaną technologię, uczymy młodych różańca, bo niekiedy nie wiedzą, jak to robić. Jest to różaniec z obrazkami, z audioprzewodnikiem, z pedagogią, która stopniowo wprowadza nas w modlitwę w intencji wielkich wyzwań ludzkości i misji Kościoła”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kenia: zamordowano katolickiego księdza

2019-10-16 17:53

tom (KAI) / Nairobi

Tydzień po zaginięciu katolickiego księdza w Kenii znaleziono jego ciało. Sprawcy zabójstwa pochowali ks. Michaela Maingi Kyengo w pobliżu rzeki w mieście Makima, 100 km na północ od stolicy Nairobi. Jak informują kenijskie media policja prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa.

Unsplash/pixabay.com

„Ekshumujemy ciało w celu przeprowadzenia śledztwa, abyśmy mogli rzucić więcej światła na okoliczności zbrodni” - słowa rzecznika miejscowych władz cytuje gazeta "Daily Nation". Zabójstwo kapłana nazwał „nikczemnym aktem”.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że ks. Kyengo był ostatnio widziany tydzień temu, kiedy odwiedził swoich rodziców. Po tym, jak podrzucił do domu swego współpracownika, późno w nocy, udał się do swojej parafii. Tam nieznany człowiek porwał ks. Kyengo, a później obrabował jego konto bankowe. Jak dotychczas dwóch podejrzanych zostało aresztowanych i to wskazali śledczym miejsce, gdzie zostało pochowane ciało kapłana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem