Reklama

Orszaki Trzech Króli

2013-01-17 14:13

Margita Kotas, Dorota Czuba, kl. Tomasz Podlewski
Edycja częstochowska 3/2013, str. 4-5

Margita Kotas

„Przybywamy dziś jak Mędrcy ze Wschodu, by oddać pokłon Panu, uznając w Nim naszego zbawiciela… Przychodzimy, by wyznać naszą wiarę - w tej świątyni, ale też poza nią. Temu służy ten Orszak” - powiedział bp Jan Wątroba 6 stycznia do zgromadzonych w archikatedrze, przewodnicząc Mszy św. poprzedzającej Orszak Trzech Króli w Częstochowie.

W Częstochowie

W uroczystej Mszy św. sprawowanej m.in. w intencji uczestników i dobroczyńców Orszaku, wzięli udział przedstawiciele ruchów, stowarzyszeń i bractw archidiecezji częstochowskiej, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego, osoby życia konsekrowanego oraz liczni mieszkańcy miasta.

„Fascynuje nas odwaga, ale i głód prawdy Mędrców” - mówił w homilii bp Wątroba, wskazując, iż Mędrcy ze Wschodu są patronami tych, którzy taki głód odczuwają i nie boją się stawiać pytań. Przypominając, że Trzej Mędrcy rozpoznali w Dziecięciu Tego, o którym mówił cały wszechświat, bp Wątroba podkreślił, że my wszyscy „Jesteśmy wezwani, by poznawać prawdziwego Boga, a nie Boga naszych wyobrażeń”. Wskazując na Mędrców, którzy podążali bo Betlejem za Gwiazdą, Ksiądz Biskup zaapelował do zgromadzonych, by światła szukali w Piśmie Świętym.

Dziękując organizatorom Orszaku oraz wszystkim stowarzyszeniom i ruchom za zaangażowanie w dzieło ewangelizacji, bp Jan Wątroba podkreślił, że Orszak Trzech Króli nie jest marszem przeciwko komukolwiek, ale zaproszeniem do wspólnego radowania się, że Bóg jest blisko”. „Niech to będzie wspólne radowanie się, że poznaliśmy Pana i chcemy z innymi dzielić się tą prawdą” - zakończył homilię bp Wątroba.

Reklama

Po Mszy św. około tysiąc uczestników Orszaku przeszło Alejami Najświętszej Maryi Panny na pl. Biegańskiego, gdzie obejrzano krótką inscenizację, i dalej na Jasną Górę, gdzie odbył się pokłon Trzech Króli i spotkanie z dziećmi.

Już po raz drugi organizatorem Orszaku Trzech Króli w Częstochowie było Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Wspomogły go m.in. władze miasta, Ojcowie Paulini, dyrekcja i pracownicy Ratusza, Wyższe Seminarium Duchowne, Policja i Straż Miejska, ruchy i stowarzyszenia archidiecezji, chór archikatedralny „Basilica Cantans”, orkiestra jasnogórska oraz Zespół Pieśni i Tańca „Częstochowa”...

W tym roku na terenie archidiecezji częstochowskiej Orszak Trzech Króli odbył się także w Radomsku, gdzie organizatorami były: Zespół Szkolno-Gimnazjalny nr 5 i parafia pw. św. Lamberta we współpracy z urzędem miasta Radomsko, w Działoszynie, gdzie organizatorem była parafia pw. św. Marii Magdaleny oraz, już po raz trzeci, w Zawierciu.

Margita Kotas

W Działoszynie

Działoszyn jest jednym z 96 miast w Polsce i jednym z 3 w archidiecezji częstochowskiej, którego ulicami 6 stycznia 2013 roku przeszedł Orszak Trzech Króli, by pokłonić się Nowonarodzonemu i obwieścić światu Jego przyjście.

Z inicjatywy ks. Jana Skibińskiego - proboszcza parafii pw. św. Marii Magdaleny w Działoszynie - po raz pierwszy w naszym mieście, w uroczystość Objawienia Pańskiego, uformował się wielobarwny pochód parafian. Rozpoczęliśmy od Mszy św., po której, począwszy od placu kościelnego, ulicami miasta przeszedł niecodzienny korowód, by zakończyć świętowanie na placu Spółdzielni Mieszkaniowej „Na Stoku”.

Trzej Królowie przyjechali kabrioletami pod kościół i poprowadzili orszak, któremu przyświecało hasło: „Kolędy - lepiej śpiewać niż słuchać, lepiej razem niż samemu”. Korowód ok. 700 „ubranych w korony głów” ruszył ze śpiewem na ustach, choć padający mokry śnieg utrudniał korzystanie ze specjalnie przygotowanych na tę okazję śpiewników. Wśród maszerujących wyróżniali się niosący chorągwie uczniowie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Działoszynie oraz mali pastuszkowie z Przedszkola „Bajka”.

Po raz pierwszy orszak zatrzymał się, by zobaczyć scenkę z udziałem aniołów, w role których wcielili się uczniowie działoszyńskiej Szkoły Podstawowej nr 1. Zwiastowali nam oni Dobrą Nowinę i zachęcali do pójścia do betlejemskiej stajenki, by zobaczyć „co się tam wydarzyło i o czym nam Pan oznajmił”.

Po pewnym czasie Orszak został zaatakowany przez diabły - uczniów miejscowego gimnazjum, którzy bardzo wczuli się w swoje role i kusili uczestników pochodu, by sprowadzić ich na złą drogę. Czarni, brudni i rogaci kusiciele z widłami w rękach uniemożliwiali dalsze przejście, ale uczestnicy przemarszu nie przyłączyli się do nich.

Korowód zatrzymał się przy dworze króla Heroda. Tę scenę przygotowali uczniowie Zespołu Szkół w Działoszynie. Herod chełpił się swoja władzą, bogactwem i zakłamaniem, w czym umacniała go jego świta. Królowie podążyli jednak dalej w poszukiwaniu prawdziwego Pana.

Uczestnicy Orszaku dotarli wreszcie do stajenki, w której zobaczyli Dziecię i, razem z Kacprem, Melchiorem i Baltazarem, oddali mu pokłon, a królowie ofiarowali dary.

Zgromadzeni wysłuchali kolęd w wykonaniu uczniów działoszyńskiej Szkoły Podstawowej nr 2 oraz dwóch szkół z Trębaczewa: podstawowej i gimnazjum. Na koniec ks. proboszcz Jan Skibiński podziękował wszystkim uczestnikom Orszaku, osobom zaangażowanym w przygotowanie uroczystości, a także sponsorom i władzom Działoszyna. Zachęcił także do wypicia gorącej herbaty i wspólnego posiłku przy ognisku.

Tak właśnie Działoszyn, z nadzieją spotkania się w królewskim Orszaku za rok, obchodził Uroczystość Objawienia Pańskiego 2013.

Dorota Czuba

W Zawierciu

Po raz piąty w Polsce, a po raz trzeci w Zawierciu w uroczystość Objawienia Pańskiego przemaszerowała barwna, rozśpiewana procesja wiernych, zwana Orszakiem Trzech Króli. Ideą Orszaku było zachęcanie wszystkich do wyrażania radości z Bożego Narodzenia m.in. poprzez wspólny śpiew. W tym roku w jeszcze większym stopniu organizatorzy imprezy zaprosili uczestników Orszaku do głośnego, radosnego śpiewu kolęd i pastorałek. Dlatego też 5. edycji Orszaku patronowało hasło: „Kolędy - lepiej śpiewać niż słuchać, lepiej razem niż samemu.”

Kacper, Melchior i Baltazar, aniołowie i pasterze, a także zwierzęta - lama, osiołek, kucyk i owieczki wraz z rozśpiewanymi wiernymi z zawierciańskich wspólnot parafialnych wyruszyli spod siedziby Urzędu Miasta w Zawierciu do kościoła Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, sanktuarium Dzieciątka Jezus. Trzej Królowie docierając na miejsce rozpoczęcia Orszaku, szli ulicami miasta, ewangelizując napotkanych przechodniów. Pytali ich m.in. o to, czy wiedzą, co wydarzyło się w Betlejem? Zachęcali też, aby ci dołączyli do nich. „Istotny jest fakt, że biorące czynny udział w Orszaku osoby nie traktowali tego jak teatr, jak folklor, ale było to ich autentyczne wyznanie i świadectwo wiary” - podkreśla proboszcz parafii Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa ks. prał. Henryk Kowalski. Podczas trasy przemarszu pojawiły się sceny, gdzie odgrywane były wydarzenia biblijne. Orszakowi towarzyszyły kolędy i modlitwa. Z takim przesłaniem barwny korowód wiernych przybył do kościoła, by uczestniczyć w Eucharystii pod przewodnictwem i z homilią Proboszcza parafii. Rozpoczęło ją złożenie darów Dzieciątku przez Mędrców ze Wschodu. A w szkatułkach znalazły się prawdziwe monety, mirra i kadzidło. Potem królowie, aniołowie, pastuszkowie zajęli miejsce w prezbiterium świątyni, podkreślając w ten sposób klimat święta Trzech Króli.

W homilii Kaznodzieja zwrócił uwagę m.in. na to, iż narodzenie Jezusa jest wydarzeniem obejmującym cały kosmos - skoro gwiazda zabłysła, a jej blask sprowadził do Bożej Dzieciny zarówno prostych pasterzy, jak i mędrców. „Ten sam blask prowadzi wszystkich szukających Boga i każdego z osobna do Niego. W roku Wiary i ewangelizacji owi królowie są wzorem głoszenia Dobrej Nowiny po najdalsze strony. To oni szli, głosząc wszem Dobrą Nowinę, że Bóg jest pośród swego ludu, kocha nas i pragnie zbawić” - podkreślił.

Podczas drogi nad bezpieczeństwem uczestników czuwała Policja oraz Straż Miejska, a przedsięwzięcie doszło do skutku dzięki wspólnemu zaangażowaniu i współpracy władz miasta i powiatu oraz zawierciańskiej parafii Bożego Ciała. „W przyszłym roku nasz Orszak pragniemy - jak Bóg da - rozwinąć. Pojawią się w nim również przedstawiciele wielu stanów i epok, a być może doczekamy się nawet wielbłąda” - zdradza ks. Kowalski.

Agnieszka Lorek

W Radomsku

Także Radomsko może poszczycić się obecnością Trzech Króli w czasie marszu przez miasto. Ważna jest jednak atmosfera całego popołudnia, która wyciągnęła z mieszkań setki radomszczan, pomimo śnieżnej aury. O godzinie 14:30 przed budynkiem Zespołu Szkolno Gimnazjalnego nr 5, uczniowie odegrali scenkę „U Heroda”, po której wraz z Trzema Królami wyruszyli przed Urząd Miejski. Tam oczekiwała ich licznie zgromadzona społeczność Radomska, która wraz z przedstawicielami instytucji, urzędów i władz - kolędowała przy akompaniamencie „Radomszczańskiej Kapeli Podwórkowej”. Przed urzędem odbył się konkurs na najpiękniejszy orszak szkolny, a po przemówieniu Prezydent Miasta Radomska Anny Milczanowskiej oraz po kolejnej scence - „Pasterskim zdziwieniu” - wszyscy uczestnicy udali się do Kolegiaty pw. św. Lamberta BM, gdzie sprawowano uroczystą Eucharystię oraz ogłoszono wyniki konkursu i wygłoszono podziękowania. Przemarszowi przez centrum miasta towarzyszyły radosne okrzyki i wspólne śpiewy.

Kl. Tomasz Podlewski

Tagi:
Orszak Trzech Króli

Reklama

Święto Objawienia Pańskiego

2019-01-23 11:50

Krystyna Smerd
Edycja świdnicka 4/2019, str. II

Krystyna Smerd
W postacie królów wcielili się Andrzej Matyszkiewicz, Wiesław Kramek oraz pochodzący z Nigerii Roland John

W Strzegomiu zorganizowany po raz czwarty w historii miasta orszak Trzech Króli poprzedziła uroczysta Msza św. w parafii pw. Zbawiciela Świata i Matki Bożej Szkaplerznej sprawowana pod przewodnictwem proboszcza ks. kan. Marka Żmudy. Homilię wygłosił ks. wikariusz Mateusz Kubusiak. Uczestnicy uroczystej Eucharystii otrzymywali u wejścia do kościoła piękne papierowe korony. Podkreślały one, że na wzór mędrców ze Wschodu, którzy wiedzeni przez betlejemską gwiazdę, pierwsi przybyli oddać hołd Bożemu Dziecięciu, po wiekach spieszą oddać też dzisiejsi chrześcijanie, do których zaliczają się w ogromnej większości Polacy. A nasz naród jest dumny ze swojej wiary i murem stoi za Jezusem – Bożym Dziecięciem – który przyniósł całemu światu zbawienie i nadzieję na życie w wieczności. Na zakończenie Mszy św. i ksiądz proboszcz poświęcił uroczyście kadzidło i kredę, którą wierni w przygotowanych pakiecikach zabrali do domów, żeby oznaczyć kredą drzwi swoich mieszkań pierwszymi literami imion Trzech Króli.

Po Eucharystii pod kościołem Zbawiciela świata i Matki Bożej Szkaplerznej z Góry Karmel uformował się długi, wielobarwny korowód na czele z Bractwem Strzegomskich Joannitów, którzy nieśli tradycyjne królewskie sztandary oraz liczną grupą ojców z dziećmi w rycerskim przebraniu z mieczami i tarczami opatrzonymi strzegomskim herbem. Za nimi w korowodzie jechała bryczka, zaprzężona w piękne kare konie, która wiozła króli: Kacpra Melchiora i Baltazara z ich drogocennymi darami w skrzyni i sakiewkach.

W obszernym i licznym orszaku, który przemierzał miasto głównymi ulicami do hali sportowej, szli: ksiądz proboszcz Marek Żmuda, księża wikariusze, przedstawiciele władz samorządowych i strzegomskie rodziny z dziećmi, w tym grupa dzieci w wieku szkolnym przebrana za rycerzy i aniołki.

Po pół godzinnym marszu barwna kolumna mieszkańców dotarła do hali sportowej, gdzie zostali uroczyście powitani przez proboszcza parafii ks. Marka Żmudę, burmistrza Strzegomia Zbigniewa Suchytę i przedstawicieli Strzegomskiego Centrum Kultury, a po powitaniu był jasełkowy występ. W jego trakcie Trzej Królowie – reprezentujący trzy kontynenty Europę, Afrykę, Azję – po symbolicznej walce dobra ze złem – obserwowanej w wielkim napięciu przez młodych widzów – złożyli cenne dary – przed małym Jezuskiem na rękach Matki – w symbolicznej szopie z Bożą Rodziną.

Krótki, bardzo wymowny spektakl przygotowali uczniowie strzegomskiego Liceum Ogólnokształcącego i Szkoły Podstawowej nr 2.

W postacie królów wcieli i się: Andrzej Matyszkiewicz, Wiesław Kramek oraz pochodzący z Nigerii Roland John, a świętą rodzinę odgrywali w jasełkach państwo Emilia i Jarosław Wiraszka, z synkiem Olivierem. W spektaklu podobały się: dynamizm (kilku najbardziej diabelskich z diabłów, o czerwonych twarzach, namawiało do grzechu wyliczając je, a piękni Aniołowie – w zwycięskiej bitwie i słowami pouczeń „wyciągali” grzeszników z ich mocy. W słowach dialogu były odniesienia do współczesności, podobała się też staranna scenografia. I za to wszystko twórcy jasełek zebrali w finale gromkie i zasłużone brawa. Po spektaklu jego wykonawcom oraz wszystkim, którzy natrudzili się w przygotowaniu orszaku Trzech Króli podziękowali też pięknie proboszcz ks. Marek Żmuda, burmistrz Zbigniew Suchyta oraz ks. Wojciech Baliński. Na zakończenie w hali sportowej był sowity poczęstunek dla wszystkich uczestników orszaku z: bigosem, smakowitą grochówką, żurkiem, pieczoną kiełbasą, kawą i herbatą. Kolędy umilające mieszkańcom czas śpiewali uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2, Zespół Pieśni i Tańca „Kostrzanie”, Zespół „Goczałkowianie” oraz Zespół Wokalny „Retro”.

– Jesteśmy bardzo radzi z udziału w tak pięknie przygotowanym orszaku Trzech Króli – mówili mieszkańcy, którzy doszli z królami do symbolicznego Betlejem, gdzie się narodził Jezus Chrystus. Podkreślili, że tej tradycji będą pilnować i ją kultywować.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: pogrzeb Vincenta Lamberta

2019-07-13 17:38

pb (KAI/lefigaro.fr) / Longwy

W Longwy w północno-wschodniej Francji odbył się pogrzeb Vincenta Lamberta. Uroczystość miała charakter prywatny i wzięli w niej udział zarówno ci członkowie jego rodziny, którzy opowiadali się za odłączeniem go od aparatury karmiącej go i nawadniającej, jak i ci, którzy byli temu przeciwni.

42-letni mężczyzna, który po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany, żył przez 11 lat w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Zmarł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania.

W piątek 12 lipca, na wniosek prokuratury, która wszczęła śledztwo w sprawie przyczyny śmierci Lamberta, dokonano autopsji zwłok zmarłego. Jej wyniki mają być podane do wiadomości. Wieczorem ciało Lamberta przekazano jego żonie Rachel.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czemu nie uwierzyć w siebie?

2019-07-15 21:42

Anna Majowicz

O przyczajonych tygrysach, dwóch stronach medalu i mocnej relacji z Bogiem – Sylwia Jaśkowiec poruszyła serca uczestników 26. Salwatoriańskiego Forum Młodych w Dobroszycach.

Anna Majowicz
Sylwia Jaśkowiec

- Od szkolnych lat uprawiam sport, a moją wiodącą dyscypliną są biegi narciarskie. W 2010 roku pojechałam na swoje pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie do Vancouver. One otworzyły mi drzwi do świata sportu. Miałam potencjał, ludzie mówili o dużym talencie, uzyskiwałam dobre wyniki sportowe. I nagle w moim życiu wydarzyło się coś niesamowitego. Po powrocie z sezonu zimowego do akademika w Katowicach, gdzie studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego, przydzielono mi pokój z dziewczynami, które na co dzień formowały się we Wspólnocie Przymierza Rodzin ,,Mamre”. Dziewczyny namówiły mnie na wyjazd na Mszę św. o uzdrowienie do Częstochowy. I tu muszę wspomnieć, że po powrocie z igrzysk miałam dobry moment sportowy, ale psychicznie czułam, że coś się kończyło, bo dążyłam do tego, aby zakończyć współpracę z trenerem, z którym bardzo dużo osiągnęłam. Wiedziałam, że nasza dalsza współpraca nie podniesie mojego sportowego poziomu, że mnie nie rozwinie. Człowiek miał w sobie ogromne sportowe ambicje, a przede wszystkim marzył nie tylko o igrzyskach, ale i o medalu mistrzostw świata i medalu olimpijskim. Te moje marzenia powodowały, że muszę iść dalej, wziąć sprawy w swoje ręce. Na tej Mszy św. stało się coś niesamowitego - pierwszy raz w życiu doświadczyłam żywego Pana Boga. Ten żywy Bóg powiedział mi ostre słowa.

Mała retrospekcja z dzieciństwa. W mojej rodzinie nie działo się dobrze. Nie doświadczyłam ojcowskiej miłości, tata nadużywał alkoholu. Moje serce było podziurawione, poranione, a braki miłości odcisnęły na mnie piętno. Byłam pogubiona, wrażliwa i nie potrafiłam poradzić sobie z emocjami. Dzisiaj mówimy o tym, czemu nie uwierzyć w siebie? Ja tej pewności siebie, wysokiej samooceny i poczucia własnej wartości nie zdobyłam w domu. Ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Bóg dał mi sport jako narzędzie, w którym rozpoczęłam budowanie swojej samooceny.

Mój sportowy potencjał objawił się we wczesnych latach szkoły podstawowej. Chwała Bogu za człowieka, którego postawił na mej drodze – wuefistę Stanisława Gubałę. To był człowiek ogromnej pasji, ogromnego serca, a przede wszystkim ogromnej miłości. Od pierwszych zawodów do kolejnych okazało się, że jestem dobrą biegaczką i potrafię dobrze grać w zespołach drużynowych. Moje serce podbiły biegi narciarskie. Ten sport faktycznie dawał mi poczucie spełnienia, ale przede wszystkim motywował mnie do tego, że jest to moja szansa w życiu na bycie kimś, żeby uwierzyć w siebie, swoje możliwości i na wydobycie z siebie tego, co we mnie najlepsze. Wymagało to ode mnie ciężkiej pracy, wytrwałości, niezłomności, częstych upadków, ale i powstawania z tych upadków. Sport stał się dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu. Niestety, przez emocjonalne braki w miłości rzuciłam się całkowicie w wir pracy. To był mój mechanizm obronny. To było kosztem wielu wyrzeczeń, ale i też niestety kosztem niezdrowej ambicji sportowej. Doszłam do poziomu, gdzie zaczęłam gardzić słabszymi ode mnie. Wygrywałam z rówieśnikami z dużą przewagą, co powodowało, że rosła we mnie wartość samej siebie. Wiedziałam, że dochodzę do tego własną pracą, własną siłą, własnym psychicznym zaangażowaniem, upartością i niezłomnością. Jak możecie zauważyć nie było w tym wszystkim Boga, bo byłam ja. Moje budowanie wartości opierało się tylko i wyłącznie na tym, że to jest efekt mojej ciężkiej pracy. To było coś, co później Pan Bóg w sposób sobie właściwy wyciągnął, uświadomił mi, że moje serce było przepełnione pychą i egoizmem.

Kiedy dochodzi się do szczytu sportu wyczynowego, kiedy startuje się w mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, to ma się świadomość, że jest się obserwowanym, ale i ty cały czas obserwujesz to, jak wygląda konkurencja, jaki poziom prezentuje, jak się odżywia, itd. Cały czas byliśmy jak takie przyczajone tygrysy, obserwujące się nawzajem. To prowadziło do skrajności. Bo w sporcie niestety występuje doping, anoreksja, bulimia – tylko dlatego, by być doskonałym w tym co się robi. To ciemne strony sportu, ale tak to już jest w życiu, że są dwie strony medalu. Wybór należy do nas. Ja niestety, w tym pierwszym okresie dążenia do perfekcji wycięłam z życia Pana Boga.

Punktem zwrotnym w moim życiu był wyjazd do Częstochowy. Pojechałam na Mszę św. i moje serce zostało zalane Bożą miłością. Usłyszałam, że może nie było ze mną ziemskiego ojca, ale Pan Bóg był cały czas obecny w moim życiu, że Jego obecność była nieustanna i On się cały czas o mnie troszczył. Usłyszałam od Boga, że wszyscy mogą o mnie zapomnieć, ale nie On, bo oddał za mnie życie na krzyżu.

Przyjęłam do swojego życia Pana i Zbawiciela i to jest cudowne. To był najważniejszy wybór w moim życiu. Wybór, który obrócił moje życie do góry nogami!

Posłuchaj całego wystąpienia:

https://drive.google.com/file/d/1Q333Es_IerOrY9adtMYx4V-A89ww6hMN/view?usp=sharing

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem