Reklama

„Późna miłość”

2013-01-17 14:13

O roli babć i dziadków z Grażyną Drabek, psychologiem rodzinnym, rozmawia Julia Polak
Edycja sosnowiecka 3/2013, str. 8

Bożena Sztajner

Każdy człowiek w różnych fazach cyklu życiowego przechodzi w rodzinie różne role. Najpierw są to role dziecka - syna lub córki, potem role małżeńskie i rodzicielskie, aż wreszcie, w okresie wieku średniego i późnej starości role babć i dziadków. 21 stycznia obchodzimy Dzień Babci, a 22 stycznia to święto wszystkich dziadziusiów. Dla nich każdy wnuk to powtórka z młodości, jakby czas cofnął się dwadzieścia lat

JULIA POLAK: - Po co są dziadkowie?

GRAŻYNA DRABEK: - Dziadkowie są potrzebni, bo: oboje rodzice pracują zawodowo, dziecko choruje, jest mało samodzielne, dziadkowie pomagają w prowadzeniu gospodarstwa domowego i wychowania dzieci, wnoszą do rodziny różne wartości, przekazują swoim wnukom dawne zwyczaje i tradycje. Dzięki dziadkom dzieci od najmłodszych lat uczą się dostrzegać różne potrzeby innych ludzi, uczą się tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka. Dziadkowie mają wpływ na kształtowanie się w nich poczucia obowiązku oraz odpowiednich postaw. Należy zaznaczyć, iż w swoje role dziadkowie wchodzą stopniowo.

- Co sprawia, że babcia najszybciej zdaje sobie sprawę ze swojej roli?

- Babcia wykorzystuje doświadczenia własnego macierzyństwa. Bliskość uczuciowa, skłonność do ponownego matkowania, jednakowe traktowanie wnuczek i wnuków, to niektóre cechy roli babć. Babcia wprowadza do rodziny bardzo cenne elementy tradycji. Umożliwia wnukom zrozumienie psychiki, potrzeb i postaw ludzi starszych. Obecność babci zwiększa poczucie bezpieczeństwa w rodzinie, sprzyja powstawaniu atmosfery spokoju i pogody. Dzięki babci szerzej spojrzymy na rodzinę i jej dzieje. Współczesna babcia to kobieta jeszcze w sile wieku i często pracująca zawodowo. Pomimo to, bardzo kocha wnuki i zawsze można liczyć na jej pomoc.

- A co z dziadkiem?

- Wchodzenie w rolę dziadka, jej uczenie się odbywa się w sposób stopniowy i naturalny. Pojawia się w momencie przyjścia na świat wnuka czy też wnuczki. Dziadek staje się historykiem i kronikarzem rodziny, przyjacielem dla starszego wnuka, a bohaterem i czarodziejem dla młodszego. Relacje oparte na wspólnych spacerach, wycieczkach, grach i zabawach, czytaniu lektur, oglądaniu telewizji oraz rozmowach pozwalają na wzajemne poznawanie się. Z dziadkiem można wymienić informacje i poglądy, wysłuchać interesujących opowiadań. Zachowanie dziadka jest także dla dziecka źródłem informacji o sposobach postępowania w różnych sytuacjach. Silne związki emocjonalne, podtrzymywane i rozbudowywane przez wieloletni kontakt dziecka z dziadkiem, są bardzo ważne. To one w znacznej mierze wyznaczają dziecięcą koncepcję rodziny oraz wizję własnych, przyszłych ról społecznych - ojca i męża.

- Jakie jest uczucie, którym na ogół dziadkowie darzą swoje wnuki?

- Można określić je mianem „późnej miłości”. Deklarują miłość równie silną jak do własnych dzieci, ale kochają je trochę inaczej. Miłość do wnuków jest bardziej świadoma, a stosunek do nich łagodniejszy niż do własnych dzieci.

- Czy dziadkowie i wnukowie wzajemnie się potrzebują?

- Dziadkowie tworzą dla wnuków emocjonalną świątynię, z dala od codziennego świata, w której wspólne przebywanie daje poczucie miłości i bezpieczeństwa. Wnuki kochają dziadków, bo „wszystko im kupią”, a dziadkowie od wnuków nauczą się na przykład obsługi komputera. To harmonijne współżycie obu pokoleniom dostarczą cennych wartości.

Tagi:
babcia dziadek

Mama, babcia, prababcia

2019-01-16 11:11

Monika Jasina
Edycja przemyska 3/2019, str. I

„Rozmawiajcie z dziadkami, bo Oni są strażnikami pamięci” – mówi papież Franciszek. Pani Monika odkryła taki skarb w Przemyślu. Opowieść każdej babci czy dziadka ma wiele wspólnych nici, bo ich świat dzieciństwa był bardzo podobny. Zachęcamy do lektury tekstu, może to zainspiruje młodych do korzystania z błogosławieństwa, jakim jest życie z dziadkami


Pani Aniela z prawnukami – Olą i Wojtusiem

Pani Aniela Krawczyńska urodziła się przed wojną w Koszarawie, niewielkiej wiosce położonej między górami Beskidu Żywieckiego. Dziś to tylko kilka kilometrów w linii prostej od granicy ze Słowacją. I kilkadziesiąt lat na przełomie wieków, historii i obyczajów.

Szczęśliwe życie

Na stole stoją filiżanki z delikatnej porcelany, dzbanek aromatycznej herbaty i domowy, złoty biszkopt. Wyznaczają kierunek naszej rozmowy; spodziewam się historii wprost z życia. Długiego, trudnego i – jak twierdzi moja rozmówczyni – bardzo szczęśliwego życia. Pani Aniela skończyła osiemdziesiąt lat i choć kobiety nie pyta się o wiek, ona ze swojego jest dumna i chętnie podkreśla, że to już w zasadzie lat osiemdziesiąt dwa. Nalewanie herbaty do filiżanek w róże przerywa nam wibrujący sygnał najnowszego modelu smartfona. Potrzebna jest pomoc: nie działa dekoder telewizji kablowej. Nie, pani Aniela nie potrafi go naprawić, ale wie do kogo zatelefonować i już po kilku chwilach odpowiedni fachowiec zostaje umówiony. Gdyby ktoś potrzebował informacji podatkowych lub z zakresu księgowości, też z pewnością tutaj je uzyska i będą to informacje aktualne oraz praktyczne. Pani Aniela była czynna zawodowo jeszcze na początku roku 2018 i choć postanowiła już od pracy odpocząć, nadal interesuje się tym, co zajmowało ją całe dorosłe życie. Ma też swoje pasje, o których świadczy galeria zdjęć w telefonie i ulubione profile w portalu społecznościowym.

Dawno, dawno temu

W latach 30. XX wieku życie na wsi było trudne, po części z powodu niedostatku, a po części skutkiem dodatkowych obowiązków, jakie przynosiło gospodarowanie bez ułatwiających życie urządzeń. Dzieci włączano do pomocy w gospodarstwie już od najmłodszych lat i była to dla wszystkich naturalna kolej rzeczy. Na ten pracowity, spokojny świat nadciągał jednak nieuchronnie kataklizm – wojna. Miejscowość ukryta w dolinie rzeki nie leżała na głównej linii frontu, ale okupant nie miał zamiaru jej omijać. Pewnego wrześniowego dnia wjechał do wioski na warczącym motocyklu, rzucając wrogim spojrzeniem spod hełmu ocieniającego twarz. To najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa Anieli. Miała wówczas nieco ponad dwa lata, ale ten wojenny obraz jest w stanie odtworzyć dzisiaj ze szczegółami. Niemiecki motocykl był pierwszym pojazdem mechanicznym, jaki w życiu widziała. Wspomnienie drugie to biała, pszenna bułka. Jedna ze starszych dziewcząt służyła u Niemców w nieodległym Żywcu i kiedyś przywiozła ten wyjątkowy przysmak. – Zwykle jadaliśmy ciemny, ciężki chleb, z domieszkami jakichś otrąb – wspomina pani Aniela. – Ta puszysta, biała bułka była dla mnie symbolem luksusu wielkiego świata.

Koszarawa

Do domowych obowiązków małej Anielci należało zamiatane podwórka. Dziś także bardzo lubi sprzątać, a od regularnego mycia okien nie odstraszają nawet zła pogoda czy gorsze samopoczucie. Samo mycie okazuje się zresztą dość łatwe, bo używa do tego celu nowoczesnego urządzenia na akumulator, prezentu od syna. Zanim jednak takie udogodnienia znalazły się w zasięgu ręki, dzieci w Koszarawie używały wiklinowych mioteł, pomagały przy wypasie zwierząt albo uprawie lnu. Pani Aniela potrafi bardzo dokładnie opisać cały cykl produkcyjny. Produkt końcowy był uzależniony od jakości płótna. Lepsze było przeznaczane na bluzki i koszule, z pozostałego robiono np. prześcieradła. Takie prześcieradło, zanurzone w źródlanej wodzie lub przyniesione prosto z mroźnego podwórka, było przez długi czas jedynym środkiem stosowanym na zbicie gorączki. Chorego szczelnie owijano w zimny materiał. Czy pomagało? Pani Aniela jest tego najlepszym dowodem.

Mimo wojennej zawieruchy, życie toczyło się w miarę spokojnym torem. Czasem tylko ktoś znikał ze wsi. Jako pierwsi, jeszcze przed wkroczeniem Niemców, wyjechali dwaj Żydzi, prowadzący w Koszarawie swoje interesy. Być może udało im się uniknąć najgorszego, ale tego nikt nie wiedział. Potem zniknęli niepełnosprawni. Szybko rozniosła się wieść, że „takich” Niemcy zabierają do Auschwitz. Może zabierali też innych, każdy odczuwał strach, ale twardą, góralską naturę niełatwo poskromić. Ojciec Anieli często znikał z domu. Przeprowadzał sobie znanymi ścieżkami ludzi, którzy nie chcieli lub nie mogli podróżować oficjalnie. Pod sam koniec wojny posadził córkę obok siebie, na wyładowanym sianem wozie i wyruszył na leśne trakty. Dziewczynka miała zmylić ewentualne patrole; pod sianem znajdowała się broń, którą trzeba było ukryć wobec nadchodzącej, niewiadomej przyszłości.

Codzienność

Z tych wczesnych lat powojennych pani Aniela pamięta jeszcze dzień swojej Pierwszej Komunii Świętej. Jakże dalekie wydają się te czasy, gdy dziecku i jego najbliższym wystarczała skromna biała sukienka i słodka drożdżówka w parafialnej salce. Potem już było jakby łatwiej, choć przecież czasy wcale łatwe nie były. Po ukończeniu szkoły średniej w Żywcu Aniela została skierowana do pracy w Katowicach. Przez dwadzieścia powojennych lat absolwenci szkół średnich i wyższych otrzymywali tzw. nakaz pracy. Miejsce jej wykonywania było wyznaczane z urzędu i nikt nie pytał zainteresowanych, czy im odpowiada. – W Katowicach pracowałam z takimi prawdziwymi Ślązakami – wspomina pani Aniela. – Nauczyłam się od nich nie tylko wszystkiego o księgowości, ale też rzetelnego, uczciwego podejścia do pracy.

Do Przemyśla ściągnęła ją miłość, jak się później okazało, niezbyt szczęśliwa. I choć została sama z dzieckiem, nigdy nie przyszło jej do głowy, by opuścić ręce i zacząć się skarżyć. Na co dzień pomagał jej góralski upór i obowiązkowość wyniesiona z domu rodzinnego. Pomagała też modlitwa. – Nie miałam czasu na długie pacierze. To były raczej krótkie westchnienia, takie podziękowania i prośby. Dopiero teraz nadrabiam zaległości – uśmiecha się pani Aniela, pokazując modlitewnik.

Autorytet

Pani Aniela jest na bieżąco we wszystkim, co dotyczy jej bliskich. A trzy pokolenia nie wyobrażają sobie życia bez babci Neli. Nie każdy młody człowiek przyznaje, że jego wzorem i autorytetem jest własna babcia. Kilka lat temu usłyszałam po raz pierwszy o pani Anieli od jej wnuczki, która z podziwem opowiadała o mądrej, wciąż aktywnej i wspierającej całą rodzinę babci. Nasze spotkanie przy herbacie było zwieńczeniem tej kilkuletniej, nietypowej znajomości. Teraz mamy kontakt również przez media społecznościowe, bo pani Aniela nie ma zamiaru pozostawać w tyle ani na krok. Świat jest zbyt ciekawy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chodzenie do kościoła wydłuża życie

2016-06-15 21:52

Artur Stelmasiak

Trwające aż 16 lat badania Uniwersytetu Harvarda wskazują, że chodzenie do Kościoła i uczestniczenie w uroczystościach religijnych wydłuża życie aż o 33 proc. Wyniki badań zostały opublikowane przez jedno z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie.

Małgorzata Młynarska
Uroczystości jubileuszowe w jarosławskiej świątyni pw. Trójcy Przenajświętszej

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda przeanalizowali dane na temat stylu życia 74 534 kobiet, które w latach 1992-2012 brały udział w Nurses' Health Studies. Wszystkie badane kobiety były w roku 1992 wolne od chorób krążenia i nowotworów. Uczestniczki odpowiadały na pytania dotyczące diety i zdrowia, a także dotyczące uczestnictwa w obrzędach religijnych. Okazało się, że u kobiet, które brały udział w obrzędach religijnych, stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu.

- Jak się okazuje, największym propagatorem zdrowego trybu życia jest prosty proboszcz parafii, który swoich parafian zachęca do relacji z Jezusem i udziału w nabożeństwach – twierdzi ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Warszawie, który jest z wykształcenia także lekarzem.

Wynika badań jednoznacznie wskazują, że w ciągu 16 lat trwania badania stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu u kobiety uczestniczące w nabożeństwach, w porównaniu z tymi, które do kościoła nie chodziły. Kobiety religijne o wiele rzadziej umierały na choroby układu krążenia i nowotworowe. Badanie pokazało też większy optymizm kobiet uczestniczących w nabożeństwach i mniejszą podatność na depresję.

- Do tej pory wszyscy myśleli, że zachęcając do chodzenia do kościoła zachęcam tylko do życia wiecznego. Teraz jest już medycznie udowodnione, że jestem również po prostu propagatorem zdrowego stylu życia – pisze na profilu facebookowym parafii ks. Abramowski. - Który z lekarzy, moich kolegów po fachu może się pochwalić taką skutecznością w profilaktyce poważnych schorzeń układu krążenia i nowotworów.

To jedne z największych badań tego typu. Spośród 74 534 kobiet w przeciągu 16 lat odnotowano 13 537 zgonów, w tym 2721 zgonów z powodu sercowo-naczyniowych i 4479 zgonów z powodu raka. Po wielu zmiennych i uwzględnieniu głównych czynników ryzyka okazało się, że kobiety uczestniczące w nabożeństwach częściej niż raz w tygodniu wykazały o 33 proc. mniejszą śmiertelność.

Wyniki badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda zostały opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie JAMA Internal Medicine. „Religia i duchowość może być niedoceniana przez medycynę czynnikiem w tym, aby lekarze mogli odpowiednio diagnozować swoich pacjentów” - piszą autorzy badania na stronie The Jama Network.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowa publikacja Towarzystwa Naukowego KUL

2019-06-19 20:00

Łukasz Krzysztofka

W Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski zaprezentowano książkę „Konkordaty Polskie. Historia i teraźniejszość”, pod redakcją ks. prof. Józefa Krukowskiego.

Łukasz Krzysztofka

Publikacja poświęcona jest kwestiom regulacji stosunków między państwem polskim a Kościołem katolickim przy użyciu konkordatu, czyli dwustronnej umowy pomiędzy Stolicą Apostolską a najwyższymi organami władzy państwa, która rodzi skutki prawne dla obu stron. Jej głównym celem jest całościowe ujęcie problematyki w aspekcie historycznym i współczesnym. Książka jest nowością na rynku wydawniczym.

- Napawa mnie ogromną radością fakt, że prezentacja tej wyjątkowej książki odbywa się w roku jubileuszu stulecia nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Watykanem oraz bliskości zakończonego niedawno świętowania setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości – powiedział bp Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski.

Publikacja składa się z rozdziału wstępnego, wyjaśniającego pojęcie i rodzaje konkordatów – i dwóch części odpowiadających informacjom zawartym w tytule: historia i teraźniejszość.

W spotkaniu, które prowadził ks. dr Jarosław Mrówczyński, zastępca sekretarza generalnego KEP, uczestniczyli także ks. prof. Józef Krukowski z KUL, redaktor książki ks. prof. Wojciech Góralski z UKSW, współautor publikacji oraz ks. prof. Augustyn Eckmann, prezes Towarzystwa Naukowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Ks. prof. Góralski wyjaśnił czemu ma służyć konkordat. – Ta instytucja służy ułożeniu poprawnych, a czasem przyjaznych wręcz wzajemnych relacji między Stolicą Apostolską a konkretnym państwem – mówił kanonista. Ks. prof. Góralski naświetlił kwestie genezy i historii konkordatów. Zwrócił też uwagę na podział konkordatów na całościowe i parcjalne, czyli poświęcone tylko pewnym obszarom. – Zawierane są także konkordaty częściowe pod nazwą „Protokół z przeprowadzonych rozmów”, „Konwencja”, m.in. „Protokół do układu Stolicy Apostolskiej z Republiką Austrii” z 1972 r. – podkreślił wykładowca UKSW.

O historii i teraźniejszości konkordatów opowiedział ks. prof. Józef Krukowski. Pierwsza część książki zawiera analizę regulacji stosunków między państwem polskim a Stolicą Apostolską od Mieszka I do czasów współczesnych. Rozdział pierwszy zatytułowany „Dagome iudex prototypem konkordatu”, autorstwa ks. dr. hab. Krzysztofa Burczaka, zawiera analizę dokumentu wskazującego na fakt nawiązania stosunków ze Stolica Apostolską. Na mocy tego dokumentu Mieszko I powierzył całe swoje państwo pod opiekę Stolicy Apostolskiej, wskazując zarazem kierunek jego dalszego rozwoju we wspólnocie chrześcijańskich państw Europy. Rozdział drugi – „Konkordaty nienazwane i nazwane w Polsce przedrozbiorowej” – autorstwa prof. Wacława Uruszczuka zawiera pierwsze całościowe opracowanie wielu umów zawartych między państwem polskim a Kościołem Katolickim od X wieku do drugiej połowy XVIII wieku – okresu rozbiorów. Tylko jedna, zawarta w XVIII wieku, umowa była konkordatem w ścisłym tego słowa znaczeniu. Na zaliczenie do konkordatów wcześniejszych umów wskazuje zatwierdzenie ich przez papieży w formie bulli. Rozdział trzeci zawiera opracowanie „Konkordatu polskiego z 1925 r.” autorstwa ks. prof. Wojciecha Góralskiego. Przedmiotem analizy jest konkordat zawarty przez państwo polskie po odzyskaniu niepodległości.

Jest to konkordat w ścisłym tego słowa znaczeniu, regulujący całokształt stosunków między państwem a kościołem. Autor omówił w nim genezę zawarcia tego konkordatu oraz przeprowadził systematyzację zawartych w nich norm z uwzględnieniem gwarancji, jakie uzyskał Kościół katolicki ze strony państwa oraz państwo ze strony Kościoła. Autorem czwartego rozdziału – „Porozumienia między przedstawicielami Episkopatu Polski i Rządu komunistycznego z 1950 i 1956 r.” – jest ks. prof. Józef Krukowski. Przedmiotem analizy są umowy zawarte, po zerwaniu w 1945 r. konkordatu, pomiędzy przedstawicielami Episkopatu Polski a Rządem komunistycznym. Przy braku stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską Episkopat Polski podejmował próby zawarcia „modus vivendi” z Rządem komunistycznym w celu uzyskania gwarancji pełnienia przez Kościół swojej misji. Porozumienia te nie były konkordatami, jednak Stolica Apostolska nigdy ich nie zanegowała. Druga część zawiera wyjaśnienie genezy i obszerny komentarz norm zawartych w obowiązującym Konkordacie.

W opracowaniu genezy Konkordatu zostały uwzględnione informacje zawarte w monografii abpa Józefa Kowalczyka, nuncjusza apostolskiego w Polsce i przewodniczącego delegacji Stolicy Apostolskiej, która z upoważnienia papieża Jana Pawła II wynegocjowała Konkordat. Konkordat ten jako umowa międzynarodowa ratyfikowana za zgodą parlamentu, wyrażona w formie ustawy, jednocześnie stanowi integralny element dwóch systemów prawa: systemu prawa III Rzeczypospolitej i systemu prawa kanonicznego Kościoła katolickiego. W zakończeniu autor stawia tezę, że zawarcie tego Konkordatu oznacza zerwanie z modelem wrogiej separacji – narzuconym przez reżim komunistyczny – i realizację modelu państwa świeckiego, opartego na zasadzie przyjaznego rozdziału i współdziałania między państwem a Kościołem dla dobra wspólnego.

Wydawcą książki jest Towarzystwo Naukowe KUL, które powstało w 1934 r. z inicjatywy ks. Antoniego Szymańskiego. Obecnie liczy ponad 700 członków czynnych, korespondentów i współpracowników ze wszystkich ośrodków naukowych w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem