Reklama

Niedziela w Warszawie

Czy związki partnerskie były kiedyś w Kościele? Czyli o tym, jak prawnik Ryszard Kalisz słabo zna prawo

Niedziela warszawska 6/2013, str. 2-3

[ TEMATY ]

małżeństwo

związki partnerskie

Artur Stelmasiak

Ks. Józef Naumowicz

Ks. Józef Naumowicz

W ostatnich dniach poseł Ryszard Kalisz popisuje się argumentacją z dziejów prawa kanonicznego na temat małżeństwa kościelnego. Głosi więc z trybuny sejmowej, że „małżeństwa nie było w chrześcijaństwie przez piętnaście wieków, ustanowił je dopiero sobór trydencki”, innym razem peroruje, że jeśli chodzi o „ślub kościelny, udzielany przez księdza, to obowiązek takiego ślubu wprowadził dopiero sobór trydencki w XVI wieku”, a wcześniej taka praktyka nie była znana. Stąd poseł apeluje do „wszystkich konserwatystów: weźcie dokumenty soboru trydenckiego”, a wyczytacie z nich, że „ludzie żyli w ślubach bez księdza…. Oni żyli właśnie w związkach partnerskich”.

Czytajmy więc dokładnie, panie pośle! To prawda, że sobór trydencki usankcjonował jedną formę zwyczajną zawierania małżeństwa: powinno być zawarte przed kapłanem. Wcześniej Kościół też preferował zawieranie związku przed kapłanem lub biskupem (tak forma jest poświadczona już w II-IV wieku: duchowny nakładał na obojga narzeczonych wspólny welon i błogosławił parę). Fakt, że Kościół akceptował także związki zawierane w formie „prywatnej”, tajnej, bez obecności księdza. Ale uwaga: taki związek miał takie same skutki prawne, jak zawarty przed kapłanem. Miał także takie samo znaczenie sakramentalne, obowiązywały te same zasady wierności, nierozerwalności, posiadania potomstwa, itd. Nie były to związki partnerskie! Poseł tego nie doczytał albo świadomie wprowadza w błąd słuchaczy i czytelników (a to byłaby już perfidia!).

Reklama

Na soborze trydenckim forma zwyczajna zawarcia małżeństwa została nakazana dlatego, że niekiedy trudno było udowodnić fakt zawarcia małżeństwa tajnego na forum publicznym i wskutek tego osoby zawierające związek małżeński w formie tajnej, mogłyby bezprawnie ubiegać się o ponowne zawarcie małżeństwa, co doprowadziłoby do wielożeństwa. Chodziło więc o uregulowanie spraw małżeństwa i jego ochronę.

Warto też wiedzieć jeszcze jedno: także dziś jest możliwe zawarcie sakramentalnego związku małżeńskiego bez obecności księdza! Taki związek może być zawarty, gdy np. w krajach misyjnych brakuje kapłana lub gdy podczas prześladowań czy katastrofy zagrożone jest życie narzeczonych, oni zaś pragną zawrzeć związek sakramentalny, a kompetentna do asystowania małżeństwa osoba jest nieosiągalna, itp. (por. kan. 1116 Kodeksu prawa kanonicznego).

Dlaczego to możliwe? Otóż dlatego, że w świetle prawa kościelnego, to nie kapłan udziela sakramentu małżeństwa, ale udzielają go sobie nupturienci, a kapłan jest jedynie urzędowym świadkiem, jak dwoje narzeczonych udziela sobie tego sakramentu. Również dlatego, że Kościół szanuje naturalne prawo mężczyzny i kobiety do małżeństwa.

Tak więc, panie pośle, trzeba czytać! Nie tylko o tym, że Sobór Trydencki usankcjonował zwyczajną formę zawierania sakramentalnego związku małżeńskiego. Trzeba też wiedzieć, że forma zawierania związku przed kapłanem była znana i preferowana także wcześniej. Trzeba też wiedzieć, że Sobór nie wykluczył drugiej, nadzwyczajnej formy, bez obecności kapłana. Trzeba też znać naturę sakramentu małżeństwa. Wtedy trudno jest się wygłupiać i głosić, że do 16. wieku Kościół akceptował związki na kocią łapę. Już od czasów apostolskich znane były słowa Jezusa: „Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”. Tak, te słowa były w Ewangelii od początku, a nie dopiero od 16. wieku.

Autor jest profesorem, historykiem pierwszych wieków Kościoła.

Tekst ten w formie elektronicznej był opublikowany na stronie: wpolityce.pl

2013-02-06 11:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święto rodziny w parafiach całej diecezji

2020-09-26 21:25

[ TEMATY ]

małżeństwo

List Pasterski

Święto rodziny

Niedziela Rodziny

Monika Jaworska

Przed epidemią rodziny diecezji bielsko-żywieckiej co roku pielgrzymowały do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Przed epidemią rodziny diecezji bielsko-żywieckiej co roku pielgrzymowały do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Gdyby nie koronawirus, także i w tym roku małżeństwa i całe rodziny diecezji bielsko-żywieckiej pielgrzymowałyby we wrześniu do Kalwarii Zebrzydowskiej, by tam uczestniczyć w drodze krzyżowej na kalwaryjskich dróżkach oraz w Eucharystii i spotkaniach przy poczęstunku. Koronawirus pokrzyżował plany i pielgrzymka się nie odbędzie. W zamian za to w parafiach całej diecezji 27 września organizowana jest Niedziela Rodziny.


Z tej okazji biskup Roman Pindel wystosował specjalny list pasterski, w którym wyraża nadzieję, że „święto rodziny w parafii przyjmie się w diecezji i pozostanie na przyszłe lata, będąc zachętą do pielgrzymowania do Kalwarii w większej liczbie, gdy pozwolą już na to zewnętrzne okoliczności”.

W liście wyjaśnia, że Bóg pragnie małżeństwa opartego na wyjątkowej miłości – trwałej, wyrażającej się w formie zawarcia małżeństwa. – Nieraz spotykam kobiety i nielicznych mężczyzn, opuszczonych przez swoich współmałżonków, którzy dalej noszą obrączkę na znak, że oni ze swej strony pozostaną wierni miłości i przysiędze małżeńskiej, w nadziei, że doczekają się powrotu małżonka i ponownego złączenia – wspomina biskup.

W dalszej części listu zauważa, że naturalnym pragnieniem kochających się osób jest przekazanie życia dzieciom, aby były kochane przez oboje rodziców i wychowywane do samodzielnego, dojrzałego i pięknego życia. Jednak nie zawsze się tak dzieje, a wręcz dzieje się nawet odwrotnie – że dzieci doświadczają krzywdy. Stąd też warto, by w parafiach rozwijały się inicjatywy wspierające rodziny.

Na koniec podkreśla, że miłość wymaga troski, czyli unikania wszystkiego, co jej szkodzi i zagraża, i starania się o to, co czyni ją bardziej dojrzałą, stałą i czystą. – Nawet najbardziej kochające się małżeństwo może dotknąć kryzys, który źle przeżyty doprowadzi do rozejścia się. Pamiętajmy, że dobrze przeżyty kryzys staje się szansą i jeszcze bardziej zbliża do siebie małżonków – zapewnia pasterz diecezji.


List Pasterski Biskupa Bielsko-Żywieckiego na Niedzielę Rodziny w Parafii pt. „Zatroszczmy się o nasze małżeństwo i rodzinę” jest dostępny na kanale YouTube diecezji bielsko-żywieckiej.


Poniżej publikujemy całość listu:


Zatroszczmy się o nasze małżeństwo i rodzinę

Drodzy Bracia i Siostry,

W ostatnią niedzielę września kieruję do Was słowa zachęty, aby pochylić się nad rodziną – przede wszystkim własną, pamiętając jednak też o innych rodzinach, zwłaszcza tych, które potrzebują wsparcia i pomocy. Niech ten list będzie zachętą do podjęcia troski o małżeństwo i rodzinę.

1. Zamiast pielgrzymki do Kalwarii – Niedziela Rodziny w parafii

Co roku we wrześniu rodziny naszej diecezji pielgrzymują do sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej. Biorą udział w drodze krzyżowej na kalwaryjskich dróżkach, uczestniczą w Eucharystii i w wydarzeniach towarzyszących. W ten sposób spotykają się małżonkowie i całe rodziny, osoby zaangażowane w duszpasterstwo rodzin i poradnie życia rodzinnego. Jest to także święto kręgów Domowego Kościoła, ruchów wspierających rodziny oraz obrońców życia.

W tym roku ze względu na sytuację epidemiczną zamiast pielgrzymki, która mogłaby liczyć być może około dwustu uczestników, organizujemy w każdej parafii Niedzielę Rodziny. Mamy nadzieję, że w ten sposób w całej diecezji w tym wydarzeniu wezmą udział dziesiątki tysięcy osób. Ufamy, że święto rodziny w parafii przyjmie się w naszej diecezji i pozostanie na przyszłe lata, będąc zachętą do pielgrzymowania do Kalwarii w większej liczbie, gdy pozwolą już na to zewnętrzne okoliczności. Piszę „my”, mając na myśli organizatorów corocznych pielgrzymek związanych z duszpasterstwem rodzin naszej diecezji. Im wszystkim dziękuję za wcześniej organizowane spotkania w Kalwarii i materiały przygotowane na obecną Niedzielę Rodziny.

2. Bóg pragnie małżeństwa opartego na wyjątkowej miłości

Bóg pierwszy nas kocha, ale też uzdalnia człowieka do miłości: wobec rodziców i dzieci, do nieprzyjaciół i prześladowców, a także do miłosierdzia wobec ubogich i grzeszników. Wyjątkową miłość wlewa w serca tych, którym daje pragnienie znalezienia swojej „drugiej połowy” i wiernego życia w małżeństwie, które jest sakramentem. Nie ma innego rodzaju miłości ludzkiej, która byłaby znakiem tej, dla której Chrystus oddał życie i którą miłuje Kościół.

„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13), nie ma też miłości bardziej podobnej do miłości łączącej Chrystusa z Jego Kościołem jak ta, która jest między mężem i żoną (por. Ef 5, 22-33).

U początku miłości małżeńskiej stoją: zachwyt, zauroczenie, zakochanie, jednak miłość ta pragnie trwać, a pragnienie wiernego trwania wyraża się w formie zawarcia małżeństwa. Wzajemne wypowiedzenie słów przysięgi przez osoby pragnące żyć w wiernej i wyłącznej miłości wiąże się z łaską właściwą dla sakramentu. Łaska jest potrzebna każdemu małżeństwu, nie tylko po to, aby życie małżonków było owocne i święte, ale także dla pokonywania trudności i przeciwności.

Nieraz spotykam kobiety i nielicznych mężczyzn, opuszczonych przez swoich współmałżonków, którzy dalej noszą obrączkę na znak, że oni ze swej strony pozostaną wierni miłości i przysiędze małżeńskiej, w nadziei, że doczekają się powrotu małżonka i ponownego złączenia. Jedna z tych osób powiedziała wprost: „W homilii ślubnej usłyszałam, że każde z nas ma być wierne jak Chrystus, który nie zraża się licznymi niewiernościami swojej Oblubienicy”.

3. Aby każde dziecko było kochane przez oboje rodziców

Naturalnym pragnieniem kochających się osób jest przekazanie życia dzieciom, by je razem kochać i wychowywać do samodzielnego, dojrzałego i pięknego życia. Rodzicielska miłość do dziecka pragnie jego pełnego rozwoju, o który zabiega nie szczędząc czasu, wysiłków i poświęceń. Wierzący rodzice dają wobec swych dzieci pierwsze świadectwo wiary i praktykowania miłości.

Cierpliwa miłość rodziców rozumie problemy dorastających dzieci. Umie czekać i tłumaczyć, starając się przekraczać dystans między pokoleniami. Nieraz usamodzielnienie się dorosłego już dziecka wiąże się z bólem i pytaniem o przyczyny jego niewiary czy odejścia od świata wartości domu rodzinnego.

W niektórych sytuacjach pragnienie posiadania i kochania własnych dzieci pozostaje niespełnione, innym razem jest ograniczane przez sytuację życiową rodziców, chorobę czy inne uwarunkowania. Zdarza się coraz częściej, że dziecko jest wychowywane przez jednego z rodziców. Bywa też, niestety, i tak, że jest kochane bardzo niedoskonałą miłością albo doświadcza przemocy i krzywdy. W skrajnych przypadkach dochodzi do pozbawienia praw rodzicielskich wobec tych, którzy nie są w stanie zapewnić dziecku miłości, właściwego rozwoju ani poczucia bezpieczeństwa. Wobec tych problemów nie możemy być obojętni. Umiejmy zobaczyć i reagować na sytuacje, w których dziecku dzieje się krzywda. Zachęcam też gorąco do rozwijania w parafiach inicjatyw wspierających rodziny, takich jak chociażby funkcjonujące w niektórych miejscowościach świetlice parafialne, organizowane półkolonie czy wyjazdy wakacyjne.

4. Miłość wymaga troski

Nawet najbardziej kochające się małżeństwo może dotknąć kryzys, który źle przeżyty doprowadzi do rozejścia się. Mówi się, że „Miłość wymaga troski”, a więc bacznej uwagi i starania, by unikać wszystkiego, co jej szkodzi i zagraża. Jednak troska o miłość w małżeństwie i rodzinie musi obejmować też staranie o to, co czyni ją bardziej dojrzałą, stałą i czystą. Pamiętajmy, że dobrze przeżyty kryzys staje się szansą i jeszcze bardziej zbliża do siebie małżonków.

Hasło zaplanowanej tegorocznej pielgrzymki rodzin: „Eucharystia źródłem miłości” przypomina, że hojnym dawcą miłości jest Bóg, który sam jest miłością (1J 4, 8.16). Udział w Eucharystii, zwłaszcza z gorącym pragnieniem uproszenia miłości, to jeden z wyrazów troski o miłość w małżeństwie i w rodzinie.

Niech przeżywana w parafiach naszej diecezji Niedziela Rodziny będzie okazją do modlitwy za wszystkie rodziny, zwłaszcza za te, które przeżywają jakiekolwiek trudności. Nie zapominajmy o tych, którzy przeżywają śmierć współmałżonka lub dziecka. Pamiętajmy o rodzinach, które nieraz z nadludzkim wysiłkiem wychowują dziecko z głębokim kalectwem czy niepełnosprawnością.

Na koniec mam gorącą prośbę, by ratować to, co zagrożone, szukając możliwej pomocy tam, gdzie jest ona dostępna i udzielana w duchu chrześcijańskiej miłości. Zagrożone małżeństwo można uratować, korzystając z pomocy poradni rodzinnej czy uczestnicząc w odpowiednich rekolekcjach. Adresy i kontakty znaleźć można na stronach Diecezji Bielsko-Żywieckiej i Duszpasterstwa Rodzin. Przejawem troski o małżeństwo i własną rodzinę jest też uczestnictwo we wspólnotach i ruchach adresowanych do rodzin.

Na udział w wydarzeniach Niedzieli Rodziny i na wszystko to, co składa się na troskę o rodzinę udzielam pasterskiego błogosławieństwa

W imię Ojca † i Syna † i Ducha Świętego †. Amen.

† Roman PINDEL

Biskup Bielsko-Żywiecki

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Iskra Bożego Miłosierdzia

2020-09-29 07:05

Ewa Kamińska

Dla świata nic nie znaczący kwadrans, dla Boga wielkie wołanie grzeszników.

W rocznicę beatyfikacji bł. Michała Sopoćki, spowiednika św. Faustyny, 28 września o godz. 15.00 czciciele Bożego Miłosierdzia spotkali się na chodnikach, rogach ulic i placach, by uczcić Godzinę Miłosierdzia i prosić Boga o liczne łaski w modlitwie Koronką do Bożego Miłosierdzia. W tę modlitwę włączyli się wierni naszej diecezji, m.in. z parafii św. Antoniego Padewskiego w Lublinie. Zgromadzeni modlili się za kapłanów, by wypełnili wolę Bożą przekazaną św. Faustynie, o oddalenie pandemii koronawirusa, o pokój na świecie, o powrót uchodźców do ich ojczystych krajów i pomoc w odbudowie ich domów, za rządzących i Ojczyznę, za rodziny.

Akcja, która została zainicjowana przez łódzką wspólnotę „Iskra Bożego Miłosierdzia”, ma charakter międzynarodowy. Zasięgiem obejmuje cały świat i jest pięknym świadectwem jedności w modlitwie w najważniejszych sprawach dla ludzkości. Uczy, by nie wstydzić się wiary katolickiej, lecz by być odważnym świadkiem Chrystusa, Jego miłości i miłosierdzia wobec każdego człowieka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję