Reklama

Fatimskie przesłanie Benedykta XVI do kapłanów

2013-03-18 13:28

Krystyna Czuba
Niedziela Ogólnopolska 12/2013, str. 16

BOŻENA SZTAJNER

Wierność powołaniu kapłańskiemu wymaga odwagi i zaufania Bogu” - powiedział 12 maja 2010 r. w Fatimie do kapłanów Benedykt XVI. Wierność każdemu powołaniu jest trudna. Jest zadaniem życia każdego człowieka. Wierność tajemniczemu darowi kapłaństwa jest zadaniem heroicznym. Ale już na początku wezwania do kapłaństwa musi być świadomość odwagi i heroizmu. Czasy współczesne są wyzwaniem dla chrześcijan na miarę męczeństwa. Najwyższy Kapłan - Benedykt XVI tego doświadczył. Stał się kimś, kto miał przeciwko sobie połowę świata. Nieustraszony Pasterz Kościoła mówił: „ Gdyby trwało wyłącznie poparcie, musiałbym siebie poważnie zapytać, czy rzeczywiście przepowiadam Ewangelię w całości”.

Radykalizm z miłości

O kapłaństwie mówił i pisał w wielu okolicznościach, na Wielki Czwartek i w pielgrzymkach do różnych krajów świata. Jednak to fatimskie przesłanie do kapłanów wydaje się niezwykle ważnym orędziem, dokumentem i modlitewnym zawierzeniem. Znał on fatimskie tajemnice mówiące o kryzysie w świecie i w Kościele. Dramaty moralne Kościoła brał na swoje ramiona, jak Szymon z Cyreny, niosąc Chrystusowy krzyż.

Co chciał powiedzieć kapłanom z miejsca, z którego Maryja wezwała świat do nawrócenia? „…nawrócenie ludzi jest łaską. Ale my jesteśmy odpowiedzialni za głoszenie wiary, integralnej wiary i jej wymogów… i głosić Kościołowi ewangeliczny radykalizm”. Ewangeliczny radykalizm jest dziś potrzebny Kościołowi i światu. „Niech mowa wasza będzie: tak, tak; nie, nie” (Mt 5, 37). Taki radykalizm to miłość do Chrystusa i do człowieka. Tylko taki radykalizm przywołuje Prawdę i przemienia świat. Integralna wiara tego wymaga, aby każdy kapłan głosił Chrystusową Ewangelię „w porę i nie w porę” (2 Tm 4, 2). Ewangelię, która stawia wymagania, która dobro nazywa dobrem, a zło złem, która mówi o odpowiedzialności sumienia i o karze za grzechy. Kara może być także drogą miłości i uzdrowienia, może być drogą do nieba. Kapłan winien mówić całą prawdę także do zatwardziałych grzeszników, których droga jest czarna i prowadząca do zatracenia. Chrystus do zatwardziałych grzeszników powiedział: „Zaprawdę, mówię wam: nie znam was” (Mt 25, 12). „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny” (Mt 25, 41). To trudne słuchanie dla współczesnego człowieka. Fatima także ukazuje prawdę o piekle. Zobaczyły je Dzieci Fatimskie. Piekło to rzeczywistość, która jest odczuwalna już tutaj, na ziemi. Ks. prof. Wincenty Granat napisał: „Wizja piekła odbiera Ewangelii sentymentalno-ckliwy charakter i stawia we właściwym świetle powagę życia”.

Reklama

Jakże potrzebny jest dzisiaj radykalizm świadectwa życia kapłanów! „Wielu naszych braci żyje tak, jakby po śmierci nic nie istniało, nie troszcząc się o własne zbawienie wieczne”. Benedykt XVI wzywa kapłanów do naśladowania Proboszcza z Ars, który modlił się do Boga: „Spraw, aby nawróciła się moja parafia, a ja jestem gotów cierpieć wszystko, co na mnie ześlesz przez resztę życia”. I czynił wszystko, aby wyrwać ludzi z otępienia i niewiary. Ostrzegał: „Biada pasterzowi, który milczy, widząc, że Bóg jest obrażany i gubią się dusze”. Benedykt XVI ustanowił skromnego Proboszcza z Ars patronem Roku Kapłańskiego. W tym samym roku był w Fatimie.

Modlitwa receptą

Papież przypomniał, że wierność kapłaństwu wymaga osobistej modlitwy i modlitwy za kapłanów. W akcie zawierzenia i poświęcenia kapłanów Niepokalanemu Sercu Maryi mówił: „Pomóż nam Twoim możnym wstawiennictwem, byśmy nie sprzeniewierzyli się nigdy temu wzniosłemu powołaniu, byśmy nie ulegli naszemu egoizmowi, pochlebstwom świata i podszeptom Złego”. Świat współczesny słucha kuszenia Złego, który kusił nawet Chrystusa. Kuszony jest każdy człowiek. Kuszeni są także kapłani, może częściej niż inni. Zło będzie zawsze częścią tajemnicy Kościoła. „A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją, że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku. Liczy, że, powalony upadkiem Twego Kościoła, będziesz leżał na ziemi, pokonany” (kard. Joseph Ratzinger, Droga Krzyżowa 2005). Kapłani, jak wszyscy ludzie, grzeszą. Ale grzechy te stają się szczególnie widoczne i szczególnie nagłaśniane. A przecież grzechy seksualne są promilem prawdy w tym zakresie o Kościele. Według kryminologa Christiana Pfeiffera, tylko 0,1 proc. sprawców przestępstw seksualnych pochodzi z kręgu ludzi związanych zawodowo z Kościołem. A Kościół współczesny ma wielu świętych kapłanów. Jest mocny mocą tych świętych. Gdyby Kościół zależał od ludzi, byłby rzeczywiście pokonany. Gdyby Kościół był pokonany, pokonana byłaby i rzeczywista kultura naszego świata.

Benedykt XVI w Fatimie wezwał kapłanów, aby byli apostołami Bożego Miłosierdzia i aby sobie wzajemnie pomagali, i wspierali się po bratersku. „Jakże ważne jest, byście sobie pomagali wzajemnie przez modlitwę oraz przydatne rady i pouczenia… zdecydowaną postawą brata, który pomaga bratu «stać na nogach»”.

Źródła duchowej siły

Siła kapłana płynie z Eucharystii. „ Eucharystia, będąca ośrodkiem życia chrześcijanina i szkołą pokory i służby, winna być głównym przedmiotem waszej miłości”. Fatima jest wołaniem o nawrócenie nas wszystkich, także kapłanów. Ich grzechy i słabości najmocniej bolą Chrystusa i Maryję. Są przecież synami i przyjaciółmi Boga.

Modlitwa za kapłanów jest zobowiązaniem nas wszystkich. W tę modlitwę można włączyć się także poprzez Wielką Nowennę Fatimską, która proponuje Różaniec, pokutę i Pierwsze Soboty Miesiąca. Modlitwa i wyrzeczenia są walką ze złym duchem o dusze kapłanów. „Nie lękamy się także i my stanięcia w obliczu walki ze złym duchem: ważne, abyśmy to czynili wraz z Chrystusem. Zwycięzcą”.

Tagi:
Benedykt XVI ksiądz kapłan kapłan

Reklama

Może być trudniej. Wytrzymamy

2019-06-17 13:27

Rozmawiała Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 25/2019, str. 14-16

W tygodniu, w którym Kościół modli się o uświęcenie kapłanów, rozmawiamy z kilkoma księżmi, głównie proboszczami z wieloletnim doświadczeniem. O to, jak wygląda dziś ich duszpasterstwo, z jakimi przeciwnościami muszą się mierzyć, co ich najbardziej niepokoi – pyta Katarzyna Woynarowska

Bożena Sztajner/Niedziela

Porównują siebie do samolotów. Codziennie tysiące tych maszyn służy ludziom. Nikt ich tam, wysoko, nie widzi, nie interesuje się ciężką pracą pilotów czy służb naziemnych. Ale gdy spadnie jeden samolot, trąbi o tym cały świat. Pewnie, że jest to o jeden raz za dużo, ale w proporcji? Czy uważamy, że samoloty są wyjątkowo niebezpieczne, należy ich unikać i najlepiej wszystkie uziemić? Tak samo jest z księżmi. – My wszyscy staramy się uczciwie pracować, być możliwie najlepszymi duszpasterzami, ale gdy jeden upadnie, podnosi się raban i rykoszetem dostają wszyscy – mówią.

Krajobraz po filmie

– Inaczej się teraz pracuje Księżom w parafiach?

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Częstochowie: – W mojej parafii film braci Sekielskich raczej nie narozrabiał. Mam poczucie, że nawet bardziej niż świeckim dał do myślenia nam, kapłanom. Moi wikarzy uczą w okolicznych szkołach i oni najbardziej byli dopytywani, słyszeli jakieś nieprzyjemne uwagi za plecami. Oczywiście, ja już trochę lat na świecie żyję i wiem, że ten film nieprzypadkowo został puszczony przed wyborami. Obejrzałem go i wstrząsnął mną do głębi. Krzywda dzieciaków zawsze mnie boli. Jednak, przepraszam, ale mam takie niejasne wrażenie, że w jego głębszej warstwie chodziło nie tyle o obronę dzieciaków, ile o to, by dowalić „czarnym”. A najbardziej biskupom.
No, dobra, pomyślałem, najpierw przyjrzano się księżom, a teraz kolej na innych. Bo przecież uczciwie byłoby przyjrzeć się kolejnym środowiskom, prawda? Tymczasem słyszę, że powstanie kolejny film o złych księżach! Irytuje mnie, że nie tyka się środowisk: lekarskiego, adwokackiego, sędziowskiego, sportowego... To fundamentalna niesprawiedliwość!

KS. JANUSZ CHYŁA, proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach: – Film mną wstrząsnął. Wieloma kwestiami byłem zaskoczony, chociaż wydawało mi się, że dobrze znam ludzkie upadki. Jeśli natomiast chodzi o realia parafialne, to nie zauważyłem różnicy w podejściu do mnie parafian. Chyba nawet spotykam się z większą życzliwością, co tłumaczę tym, że ludzie zdają sobie sprawę, iż w filmie nie został przedstawiony pełny obraz Kościoła. Ludzie znają swoich księży i wiedzą, że zdecydowana większość z nich dobrze pracuje, jest oddana parafii i parafianom. Ale trzech moich wikariuszy zasygnalizowało mi, że po tym filmie w szkole zrobił się wokół nich nieprzyjemny klimat. Są słowne prowokacje, słyszą za plecami komentarze, że każdy ksiądz to pedofil...

KS. ROMAN CHOWANIEC, proboszcz parafii św. Doroty w Markowej: – Gdy zastanawiam się nad odpowiedzią na pytanie o obecne realia pracy duszpasterskiej na parafii, przychodzi mi na myśl to jedno stwierdzenie: po prostu nie jest łatwo. Jednakże natychmiast pojawiają się kolejne pytania, z którymi trzeba się zmierzyć: pierwsze – czy kiedykolwiek, na przestrzeni lat i wieków, było łatwo? oraz drugie – o co chodzi w kapłańskiej posłudze: czy o łatwe życie, czy raczej o wierność powołaniu? Nie ma bowiem ani czasu, ani epok, w których głoszenie Ewangelii przebiegałoby bez przeszkód czy trudności.

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI, dyrektor Centrum Informacji Diecezji Drohiczyńskiej: – W moim odczuciu nie ma wielkiej różnicy. Przede wszystkim temat ucichł po wyborach, teraz mamy sprawę prezesa fundacji „Nie lękajcie się”, która go w pewien sposób skompromitowała i trochę na ten film rzutuje, na jego wiarygodność. U ludzi myślących, nieidących jedynie za emocjami, za wiele w ich światopoglądzie to nie zmieniło. Podobnie było po filmie „Kler”. Zapewne w szkołach katecheci w sutannach musieli stawić czoła pytaniom, na Twitterze pojawiło się sporo niesmacznych komentarzy, krzywdzących dla większości kapłanów. W tego typu sytuacjach uspokaja mnie bp Tadeusz Pikus, który mawia, że to nic nowego, bo Pana Jezusa też prześladowali. I On nam zapowiedział, że podobnie będzie z nami, prawda? My, jako kapłani, być może przyzwyczailiśmy się do dobrego traktowania. Jednak rzeczywistość wokół się zmienia. Otwarcie granic, migracje za pracą sprawiają, że ludzie wracają z innym obrazem Kościoła, Polski, polskości. To powoduje, że ksiądz nie jest już traktowany jak dawniej. Nie bałbym się natomiast, że o nas gadają czy niesłusznie nas posądzają. Bo to jest wpisane w powołanie. Z drugiej strony – obawiam się niepotrzebnego robienia z siebie męczenników, przekonania, że na każdym kroku nas dręczą... Chociaż wydaje mi się, że inaczej traktuje się ataki na Kościół spowodowane tym, iż głosimy Ewangelię, a inaczej, gdy ten atak jest spowodowany grzechami czy nadużyciami duchownych – to jest zupełnie inna kategoria.

Inny kraj

– Czy atak na księdza we Wrocławiu zmienił trochę Polskę?

KS. ANDRZEJ SOBOTA, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Częstochowie: – To efekt tego, z czym mamy do czynienia obecnie w Polsce. Nic się nie bierze z powietrza. Będzie się księży atakować, bo to jest działanie ideologiczne, a ta ideologia nie jest racjonalna, jest antychrześcijańska. Stanowi kontynuację rewolucji obyczajowej z 1968 r.

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest to walka systemowa, zaplanowana. Wiele za tym przemawia, choćby czas pojawienia się filmu „Kler” czy dokumentu „Tylko nie mów nikomu”. Potem – sprawa profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej albo naśmiewanie się z procesji Bożego Ciała. To ma się przekładać na obraz Kościoła w Polsce i podważanie autorytetu duchownych. Nie ulega wątpliwości, że na tle innych krajów europejskich wyróżniamy się religijnością. Chociaż... Moim zdaniem, w porównaniu z innymi krajami antyklerykalizm w Polsce jest silniejszy niż np. we Włoszech. Tam w mediach czy w rozmowie z ludźmi – nawet tymi mniej pobożnymi – spotkałem się z większym szacunkiem wobec kapłanów niż u nas. To paradoksalne, że w kraju, gdzie zdeklarowanych katolików jest ponad 80 proc., ataki na księży mają taki „życzliwy” społeczny odbiór. Jak jest okazja, to co szkodzi przywalić... Wrocław jest tego przykładem – szokującym!

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK: – Niedawno modlono się w naszym kościele, by wynagrodzić za grzechy Kościoła. Spotkanie przygotował Domowy Kościół. Modlitwa trwała prawie dwie godziny. Widziałem, jakie to emocje budziło wśród ludzi. I wtedy przyszło mi na myśl, że zakres zła pedofilii polega nie tylko na traumie dziecka, któremu zniszczono życie, ale także na tym, że od Kościoła odchodzi wtedy cała rodzina. Krąg się rozszerza. To działa trochę jak kręgi na wodzie...

– Czy Księża odczuwają wpływ mediów społecznościowych na swoich parafian, na ich sposób obecności w Kościele?

KS. JANUSZ CHYŁA: – Na Twitterze, gdzie jestem dość aktywny, dostrzegam sporą polaryzację stanowisk. Jest wiele osób, które zawsze były niechętne Kościołowi i kapłanom – i ich stanowisko się bardzo wyostrzyło. To taki bezmyślny hejt, bez żadnego racjonalnego uzasadnienia. Ten rodzaj reakcji nasilił się po filmie. Ale jest też niemało osób życzliwych – i chwała im za to. Część z nich jednak, zapewne w dobrych intencjach, broni nas, księży, w sposób nieco irracjonalny. Bo zaprzeczanie oczywistym faktom też jest niebezpieczne. Bardzo mądry i potrzebny był, moim zdaniem, komunikat Rady Stałej Episkopatu. Postrzegam tę trudną sytuację również jako wielką szansę dla Kościoła. Ale oczyszczenie musi przyjść przez krzyż, to oczywiste.

Na linii ognia

– Czy księża zaczynają się teraz dystansować wobec wiernych? Nowo wyświęcony ksiądz opowiadał niedawno w redakcji, jak to bezpośrednio po emisji filmu Sekielskich rodzice nie pozwolili dzieciom podejść do ołtarza do zwyczajowego coniedzielnego błogosławieństwa. Stali obaj z proboszczem na środku kościoła sami. Sytuacja wróciła do normalności w kolejną niedzielę, ale ten obraz pewnie zostanie w tym młodziutkim kapłanie na zawsze.

KS. JANUSZ CHYŁA: – Istnieje takie niebezpieczeństwo. Opowiem pewną historię: kilkanaście lat temu jechaliśmy dużą grupą z pielgrzymką do Rzymu i po drodze nocowaliśmy w jednej z parafii w austriackim Salzburgu. Tamtejszy proboszcz nie mógł się nadziwić, że rodzice oddali swoje dzieci pod opiekę księżom. Trochę mnie to zdumiało i rozbawiło. W naszej grupie byli przecież także świeccy opiekunowie, ale jego zdziwienie dotyczyło tylko duchownych. Teraz dostrzegam podobne niebezpieczeństwo oddzielenia kapłanów od świeckich również w naszych realiach... A odnośnie do tego, co powiedział cytowany wcześniej młody ksiądz: W mojej parafii też jest zwyczaj podchodzenia dzieci do ołtarza po błogosławieństwo. U nas jest odwrotnie – teraz więcej rodziców przyprowadza dzieci... Pierwszy raz zaobserwowałem to zjawisko po filmie „Kler”. Przyszło więcej ludzi – większa była kolekta (śmiech). Żartowałem, że jeszcze jeden taki film, a w kościele zrobi się naprawdę tłoczno...

KS. ANDRZEJ SOBOTA: – Sposób reagowania na ostatnie wydarzenia, a w konsekwencji stosunek do kapłanów zależą od wychowania. Obecnie także tego dokonywanego przez media. Zwłaszcza gdy ktoś jest ideologicznie nastawiony. Przez 16 lat katechizowałem w szkołach średnich i nie spotkałem się z jakąś trudną sytuacją. Młodzi są ciekawi świata, prowokują, zadają czasem trudne pytania, ale taka jest przecież młodość. Niestety, dziś włączyły się w wychowanie media antychrześcijańskie, w tym internetowe. I młodzi dają się nieść tej fali, wmawia im się, że wolny człowiek może wierzyć, w co chce, i robić, co chce i kiedy chce... To taka etyka sytuacyjna.

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK: – Zawiniły jednostki, ci nasi bracia, którzy dopuścili się przestępstw i muszą za nie odpowiedzieć – to kwestia poza dyskusją. Myślę jednak, że coś złego pojawiło się na linii duszpasterze – wierni. I nie chodzi mi o stosunek ludzi do nas, ale raczej o ostrożność, którą teraz musimy wykazywać każdego dnia. Rodzaj czujności, która niszczy spontaniczność, życzliwe gesty wobec sobie czy w ogóle jakiekolwiek gesty. Ja sam bardziej siebie kontroluję – np. kreślę dzieciom znak krzyża na czole i na cały głos wypowiadam błogosławieństwo, żeby wszyscy wokoło słyszeli. Wiem, wiem – nie dajmy się zwariować, ale każdy z nas, jak sądzę, działa teraz trochę na zasadzie: byle jakimś dawniej dopuszczalnym, a dziś traktowanym jako niepoprawne zachowaniem nie dolać oliwy do ognia…

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Po to ksiądz ma namaszczone ręce podczas świecęń kapłańskich, żeby nimi błogosławił. Skutkiem tego, co się obecnie dzieje, może się stać pewna ostrożność księży, którzy wolą dmuchać na zimne. Gdy ksiądz idzie przez kościół i kładzie rękę na głowach dzieci, to jest to czynność kapłańska i kiedy odbiera nam się prawo do takich gestów, to jakby ucinano nam ręce. Oddziela się pasterzy od owiec. Nasz egzorcysta powiada, że w walce duchowej odbieranie kapłanom prawa do błogosławienia to jakby odbieranie im istotnej części posłania...

KS. ROMAN CHOWANIEC: – Według mnie, naiwnością ze strony kapłanów byłoby myślenie, że wszyscy w parafii będą nas kochać, będą się cieszyć z tego, co robimy. Bogu dzięki, że większość parafian w taki właśnie sposób odbiera naszą posługę – i to powinno nas utwierdzać w przekonaniu, że warto wspólnie z parafianami podejmować inicjatywy dla pomnożenia wiary w ludziach, o których zbawienie mamy się troszczyć jako duszpasterze. Gdy celem naszego działania jest zbawienie dusz – tak przynajmniej powinno być – a nie tylko nasze ludzkie satysfakcje, to łatwiej przychodzi rozumieć tych parafian, którym wszystko przeszkadza – nawet to, że jesteśmy kapłanami – i się za nich modlić. Po prostu trzeba robić swoje i robić wszystko „ad maiorem Dei gloriam”.

KS. ANDRZEJ SOBOTA: – To brak zaangażowania stworzy ten dystans. Jeśli człowiek nie pojmuje Kościoła jako wspólnoty – że to jest jego przestrzeń – to stawia się w sytuacji nieporozumienia. Nie rozumie, że skoro Kościół jest wspólnotą, to wymaga zaangażowania. Diabeł się już przyzwyczaił, że jest odprawiana Msza św., nawet ta codzienna. I niech sobie chodzą, myśli, byle nie zrobili kroku dalej – byle nie było zaangażowania w Liturgię, w wiarę, w Kościół.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy: oburzenie skazaniem na śmierć głodową Vincenta Lamberta

2019-07-17 18:03

lk / Warszawa (KAI)

Przygnębienie i oburzenie decyzją lekarzy, którzy zaniechali odżywiania i nawadniania, skazując na śmierć głodową Vincenta Lamberta, pacjenta Kliniki Uniwersyteckiej w Reims we Francji, wyraziło Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich. Mężczyzna zmarł dziewięć dni po odłączeniu go od aparatury podtrzymującej życie.

Poniżej tekst stanowiska przesłanego KAI:

Stanowisko Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich wobec zaniechania żywienia chorego Vincenta Lamberta

1. Jesteśmy oburzeni i przygnębieni decyzją lekarzy, którzy od dnia 3.07.2019 r. zaniechali odżywiania i nawadniania, skazując na śmierć głodową Vincenta Lamberta - pacjenta Kliniki Uniwersyteckiej w Reims we Francji.

2. Działania zespołu medycznego w ostatnich 9 dniach życia Vincenta są sprzeczne z prawami człowieka i zasadami etyki lekarskiej, są formą eutanazji i aktem okrucieństwa wobec pacjenta i jego rodziców. Niszczy to wizerunek lekarza i podważa zaufanie do naszego zawodu.

3. Nie jest uporczywą terapią żywienie przez sondę i pojenie wodą pacjenta z zachowanym samodzielnym oddechem oraz minimalną świadomością.

4. Żaden wyrok sądowy ani opinia specjalistów nie usprawiedliwiają działań zmierzających do zakończenia życia chorego, pozbawienia go jedzenia, picia i pomocy najbliższych oraz odbierania mu możliwości leczenia i rehabilitowania w innym ośrodku medycznym.

5. Mamy nadzieję, że historia choroby i śmierci głodowej Vincenta Lamberta oraz walka jego rodziców i tysięcy ludzi na całym świecie o jego ocalenie przyczynią się do ochrony życia i godności innych ciężko chorych pacjentów.

W imieniu Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich:

dr n.med. ELŻBIETA KORTYCZKO, prezes KSLP, specjalista pediatrii i neonatologii,

prof. BOGDAN CHAZAN, wiceprezes KSLP i prezes Oddz. Mazowieckiego, specjalista ginekologii i położnictwa,

lek. ANNA GRĘZIAK, Honorowy Prezes KSLP, anestezjolog, członek Zespołu przy Rzeczniku Praw Pacjenta ds. opracowania standardów postępowania w terapiach medycznych stosowanych w okresie kończącego się życia,

lek. GRAŻYNA RYBAK, delegat Oddz. Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii,

lek. MARZENNA KOSZAŃSKA, wiceprezes Oddz. Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii

----

42-letni Vincent Lambert, który po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany, żył przez 11 lat w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Zmarł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania. Dwa dni później odbył się jego pogrzeb.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: w listopadzie Franciszek odwiedzi Tajlandię i Japonię

2019-07-18 13:09

kg (KAI/RD) / Watykan

W dniach 19-26 listopada Franciszek odbędzie swą siódmą w tym roku a 32. od początku pontyfikatu podróż zagraniczną – tym razem do Tajlandii i Japonii. Będzie to zarazem jego ósma wyprawa do Azji i druga, podczas której przeleci nad przestrzenią powietrzną komunistycznych Chin. Po raz pierwszy doszło do tego w połowie sierpnia 2014, gdy Ojciec Święty odwiedził Koreę Południową.

pl.wikipedia.org

Według dotychczasowych, wstępnych ustaleń papieska pielgrzymka apostolska obejmie stolicę Tajlandii – Bangkok oraz Tokio, Hiroszimę i Nagasaki w Japonii, nie można jednak wykluczyć, że do programu wizyty dojdą też inne jeszcze miasta.

Będzie ona miała liczne aspekty duszpasterskie i geopolityczne. Głównymi elementami podróży do Japonii będą uczczenie przez papieża-jezuitę wielowiekowej obecności jego współbraci zakonnych w tym kraju oraz spotkanie z władzami i społeczeństwem państwa, które w tym roku gości spotkanie Grupy 20 i odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu stabilności na Dalekim Wschodzie.

Zdaniem wielu obserwatorów Ojciec Święty, znany ze swego zaangażowania na rzecz pokoju, w Japonii z pewnością poprosi o wybaczenie w imieniu całej ludzkości za bomby atomowe zrzucone przez Amerykanów w sierpniu 1945 na Hiroszimę i Nagasaki. W pewnym sensie „wyręczy” więc ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę, który w czasie swej wizyty w Japonii w maju 2016 nie zdobył się na podobny gest. Innym pokojowym punktem odniesienia może też być zachęcenie rządu w Tokio, aby nie wyrzekał się konstytucyjnego zakazu posiadania sił zbrojnych, zawartego w art. 9 japońskiej ustawy zasadniczej.

Oba państwa azja6tyckie będą po raz drugi gościły biskupa Rzymu, po św. Janie Pawle II, który odwiedził najpierw Japonię w dniach 23-26 lutego 1981, a następnie Tajlandię – 10-11 maja 1984. Na trasie tej pierwszej podróży znalazły się wówczas te same miasta, w których będzie przebywał teraz papież Bergoglio, podczas gdy program pobytu w Tajlandii obejmował Bangkok, Phanat Nakhon i Sampran.

W tym drugim kraju, którego mieszkańcy w większości wyznają buddyzm, właśnie dialog międzyreligijny będzie z pewnością jednym z najważniejszych punktów programu.

W tym roku Ojciec Święty odwiedził już Panamę (23-25 stycznia), Zjednoczone Emiraty Arabskie (3-5 lutego), Maroko (30-31 marca), Bułgarię i Macedonię Północną (5-7 maja) oraz Rumunię (31 maja-2 czerwca). Na 4-10 września zaplanowano jego podróż do Mozambiku, na Madagaskar i Mauritius.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem