Reklama

Pierwsza Podkarpacka Ekstremalna Droga Krzyżowa

2013-03-20 12:50

Ks. Marek Pieńkowski
Edycja przemyska 12/2013, str. 2-3

Inicjatywa Ekstremalnej Drogi Krzyżowej narodziła się kilka lat temu w środowiskach krakowskich związanych z ks. Jackiem Wiosną Stryczkiem. W roku ubiegłym wyruszyło na nią z Krakowa blisko tysiąc osób. Na Podkarpacie przeniósł ją Paweł Hajnus z parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Jarosławiu, angażując do tego krąg znajomych oraz potencjał Jarosławskiego Opactwa, w pierwszym rzędzie Ośrodka Kultury i Formacji Chrześcijańskiej im. Sługi Bożej Anny Jenke.

W piątek 8 marca, pomiędzy 21.00 a 22.00 wyruszyło na trasę 212 pielgrzymów podzielonych na blisko 30 odrębnych grup - każda z charakterystycznym brzozowym krzyżem. Wiek uczestników od 12 do 72 lat. Kobiet dwa razy więcej niż mężczyzn. Jedni wcześniej biegali maratony, inni nie przeszli w życiu jednorazowo nawet 10 km. Teraz mieli do pokonania ok. 45 km, w ciemnościach nocy i świcie poranka, w kryzysie tzw. „czwartej straży nocnej” (3.00-6.00 nad ranem), niekiedy w błocie po kostki, niekiedy ze świadomością pomylenia trasy, itp. Do bazyliki archikatedralnej w Przemyślu pomiędzy 7.00 a 11.00 dotarły 184 osoby.

Jeśli Cię to wszystko nie przeraża zapraszamy za rok: w noc z 28 na 29 marca 2014. Zapisy na Opactwo.pl ruszą w Środę Popielcową. Można też wyruszyć indywidualnie lub grupą w dowolny dzień lub dowolną noc. W biurze Jarosławskiego Opactwa nieustannie do odebrania: brzozowy krzyż, mapka i opis trasy oraz rozważania. Aby się upewnić co do swej decyzji, przeczytaj świadectwa niektórych uczestników:

Reklama

„Gdy tydzień temu usłyszeliśmy podczas kazania na sobotniej Eucharystii słowa o 1. Podkarpackiej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej (PEDK), pojawił się lekki uśmieszek i… wizja naszego udziału. Końcem listopada syn skończył 12 lat, [ale] po wielu wahaniach zapis poszedł internetem do Opactwa. Przybyliśmy, wyruszyliśmy, wspaniale - fajna wędrówka nocą w zadumie. Schody zaczęły się pomiędzy pierwszą a trzecią w nocy, kiedy dopadał nas kryzys. Wsparcie ludzi, którzy budowali poczucie wyjątkowości syna, było nieocenione. Jego udział w 1. PEDK już sam w sobie był nie lada wyczynem. Godziny zaczynały się dłużyć, droga, której końca nie widać, zaczęła coraz bardziej doskwierać. Zmieniliśmy po drodze obuwie na lżejsze, niewiele to jednak dało. Coraz trudniej było przekładać nogi krok po kroku. Coraz trudniej tłumaczyć dziecku, które pyta, czy jeszcze daleko, kiedy noc i nie widać zbyt wiele. Nie ma w sobie najmniejszego ubarwienia w nazwaniu tej trasy ekstremalną. Doczłapaliśmy około godz. 7.00 na wzniesienie Lipowicy tuż pod Przemyślem. Syn już robił co dwa kroki odpoczynki, nie chciał powiedzieć, że nie da rady. Sam nie wiedziałem, czy jeszcze daleko. Z mapki wynikałoby, że to tylko jeszcze rzut beretem. Zdecydowałem, że na tym etapie nasza Ekstremalna Droga Krzyżowa dobiegnie końca. Nadjechał jakiś pan samochodem, zatrzymałem go, bez problemu podrzucił nas na sam dworzec PKP (za co serdecznie mu dziękujemy). Brakło nam kilku kilometrów do katedry, ale jestem pełen dumy, że mam takiego syna. Przeszedł ponad 40 kilometrów w błocie, deszczu, chłodzie i głodzie, w wyczerpaniu i w walce z własnymi słabościami. Dziękujemy Panu Bogu za to wszystko, czego doświadczyliśmy, za ból, który jeszcze do tej pory nie ustępuje, za to, że zawalił w gruzy moje myślenie o tym, kim jestem, na co mnie stać, za to, że daje nam tych wszystkich ludzi i nas dla nich. Bóg zapłać i szczęść Boże”. (Tatuś z syneczkiem)

„Jeśli ktoś pyta, po co Ekstremalna Droga Krzyżowa, odpowiedź jest jedna. Dla mnie to przekraczanie siebie, możliwość doświadczenia wspólnoty pierwszego Kościoła, zdecydowane pójście za Chrystusem, odpowiedź TAK na Jego «chodź za mną». Wszystko tego dnia było mistyczne, od spowiedzi w Jarosławskim Opactwie okupionej łzami, pochyleniem się nad swoim krzyżem, po samotność gdzieś tam na polach w deszczu, błocie, przy silnym wietrze. I maski spadające w błoto jedna po drugiej. I w końcu, stojąc tak bez makijażu, iPadów, tabletów, jesteśmy tak naprawdę sobą. Wracamy do najbardziej prawdziwej części siebie. Wracamy do źródła. Wreszcie wiem, co jest tak naprawdę ważne: relacja Bóg-ja i kontakt z drugim człowiekiem. Autentyczny, bez uprzedzeń i nadmiernych oczekiwań. Mijane uśpione wsie też były misterium życia i przemijania. Tylko towarzyszące nam szczekanie psów było znakiem, że karawana idzie dalej. Ciemne okna w niektórych domach, gdzieś światło jak zapalona na parapecie gromnica, rodzimy się i umieramy, koło życia i przemijania. Identyfikacja z Bogiem aż do krwi, ból każdego mięśnia i ścięgna”. (A)

„Dlaczego wybrałem udział w 1. PEDK? Otóż byłem i jestem zdegustowany «bylejakością» mojego życia duchowego w ostatnim czasie. A oto «chce mi się», coś zmienię w moim życiu. Dlatego się zdecydowałem. Nie sądziłem, że słowa rozważania tak bardzo będą dotykały właśnie mnie. Słowa, które najbardziej mnie dotknęły i pomogły przejść całą Ekstremalną Drogę Krzyżową, to słowa z rozważania stacji trzeciej: «Wyzwanie w swojej naturze ma właśnie to, że nas przekracza. Taka jest też ta droga krzyżowa. Ekstremalna. I taka ma być». Dziękuję Panu Bogu za Animatorów PEDK, a w sposób szczególny dziękuję Duchowi Świętemu za natchnienie księdza Jacka do tak wyjątkowych rozważań Drogi Krzyżowej”. (Grzegorz)

„To było coś niesamowitego. Kilka dni przed Ekstremalną Drogą Krzyżową zaczęła mnie boleć noga i zaziębiłam się. Pomyślałam sobie: to pewnie nie pójdę, ale w głowie miałam przed oczami obraz Drogi Krzyżowej i że muszę pójść. Chęć była duża, chciałam zawierzyć Panu Jezusowi swoją rodzinę, swoje problemy i innych. Jeszcze 4 godziny przed rozpoczęciem EPDK biłam się z myślami. To było jak walka na «ringu». Mimo tych zmagań ze sobą (po co pójdziesz, żeby się bardziej pochorować, przecież możesz leżeć przed telewizorem w cieple), wygrałam. Zdecydowałam się pójść. Bardzo się denerwowałam, ponieważ nie miałam dobrego przygotowana fizycznego. Martwiłam się, że nie dojdę. Jednak w kościele św. Mikołaja w Jarosławiu podczas Mszy św. ogarnął mnie spokój, zawierzyłam Panu Jezusowi siebie i powiedziałam Mu, że pomogę Mu nieść Krzyż. Podczas Drogi Krzyżowej, kiedy zaczęły mnie boleć nogi, modliłam się i ból ustawał, czułam, że mam wsparcie u Jezusa. To było naprawdę niesamowite. Dopiero pod koniec, już w Przemyślu, kiedy byłam tak blisko, ból był nie do zniesienia. To znaczy szłam, poddawałam się, dalej szłam, płakałam. Przy moście w Przemyślu podwieziono mnie do katedry, to było zaledwie kilkaset metrów. Byłam o krok od celu. Płakałam, że nie doszłam. Jednak w tym momencie czuję że wygrałam, że pomogłam nieść Panu Jezusowi Krzyż i za to Chwała Panu”. (Ewelina)

Tagi:
Droga Krzyżowa

Reklama

III Dekanalna Droga Krzyżowa na Chełmiec

2019-04-24 09:01

Krystyna Smerd
Edycja świdnicka 17/2019, str. 1-2

Parafianie z wałbrzyskich parafii, członkowie wspólnot modlitewnych działających przy nich, a wśród nich członkowie Domowego Kościoła – to uczestnicy III Dekanalnej Drogi Krzyżowej na Górę Chełmiec zorganizowanej przez parafię pw. Świętych Aniołów Stróżów w Wałbrzychu

Ryszard Wyszyński
Wspólna fotografi a uczestników Drogi Krzyżowej

Wyjście na Drogę Krzyżową nastąpiło spod pięknego zabytkowego kościoła pw. Trójcy Świętej w Boguszowie-Gorcach w sobotę 13 kwietnia. Uczestników w imieniu organizatorów przywitał w świątyni ks. dziekan Wiesław Rusin, który wyraził radość z licznego udziału wiernych, a w imieniu proboszcza parafii ks. Andrzeja Bajaka oraz własnym wikariusz ks. Rafał Chudy, który na tę stanowiącą szczególne wyzwanie dla uczestników górską Drogę Krzyżową organizuje ze swoimi parafianami w każdy piątek Wielkiego Postu. Warto podkreślić, że w historii dekanatu Wałbrzych-Południe biorący w niej udział pątnicy już po raz trzeci modlili się, idąc szlakiem Drogi Krzyżowej Trudu Górniczego, gdzie przy rozważaniach Męki Pańskiej wspominani są polscy górnicy, którzy stracili życie – na przestrzeni minionego stulecia – w kopalniach węgla i innych miejscach wydobycia surowców mineralnych rozsianych na całym świecie od Belgii po daleką Syberię. Przy stacjach tej Drogi wspominani są też górnicy, którzy zginęli w wypadkach w Dolnośląskim Zagłębiu Węglowym po II wojnie światowej, a tych ofiar było ponad 1600. W modlitwie Drogi Krzyżowej na Chełmiec uczestniczyła liczna grupa pątników, a szczególnie wielu było w niej mężczyzn. Były to osoby w różnym wieku – od sześcioletnich dzieci z rodzicami, po seniorów. Rozważania pierwszej stacji Drogi Krzyżowej rozpoczął ks. dziekan Wiesław Rusin. Przy kolejnych stacjach rozważania odczytywali wierni z parafii biorących udział w dekanalnej Drodze Krzyżowej. Także i oni, rozważając w kolejnych stacjach Drogi Krzyżowej cierpienie zadawane Jezusowi, przywoływali nasze codzienne występki, wzywali do rachunku sumienia i poprawy.

Modlitwa na pątniczym szlaku na górę Chełmiec z przystankami na rozważania zajęła uczestnikom około dwóch godzin. Na zakończenie przy Milenijnym Krzyżu bardzo serdecznie jeszcze raz podziękował im za udział i wytrwałość na szlaku ks. dziekan Wiesław Rusin.

Szczególnie wyrazy podziękowania skierował do tych, którzy zadbali o przygotowanie wspólnego wyjścia na Chełmiec – łagodny szczyt górujący nad trzema miastami: Boguszowem-Gorcami, Wałbrzychem i Szczawnem-Zdrojem. Byli to Stanisław Rondzisty – nadzwyczajny szafarz Komunii św. z parafii kolegiackiej, radny miasta Wałbrzycha Piotr Kwiatkowski, Krzysztof Teper, a także zabezpieczający trasę ratownicy z Wałbrzysko-Kłodzkiej Grupy GOPR.

Przy okazji prowadzonych rozmów po zakończeniu Drogi Krzyżowej z jej uczestnikami okazało się, że kilkoro z nich wyszło na górę Chełmiec po raz pierwszy w życiu, choć od lat są mieszkańcami Wałbrzycha czy okolic. Był wśród nich Antoni Piątek – prezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, Koła Pomocy Dzieciom z Niepełnosprawnością w Wałbrzychu.

– Jestem szczęśliwy, że wybrałem się na Drogę Krzyżową z wejściem na szczyt Chełmca, wzdłuż szlaku słynnej przecież w Wałbrzychu i okolicy Drogi Krzyżowej Trudu Górniczego, o której tyle słyszałem pięknych słów. Nie udało mi się nigdy wcześniej być na Chełmcu, bo zawsze coś stawało na przeszkodzie, a był to najczęściej obowiązek opieki nad synem. Udział w modlitwie Drogi Krzyżowej bardzo mnie zmotywował do wygospodarowania czasu do udziału w niej. Zachęcam innych – mówił.

Wśród uczestników tej drogi Krzyżowej była też Lidia Kucia z Boguszowa-Gorc, która z kolei uczestniczyła w dekanalnej Drodze Krzyżowej na Chełmiec po raz trzeci i jest też uczestniczką wszystkich Dróg Krzyżowych organizowanych przez jej parafię w każdy piątek Wielkiego Postu, od momentu powstania Drogi Krzyżowej Górniczego Trudu. Jeszcze kilka lat temu pokonywała trudy tej drogi wraz z mamą – to jedna z nielicznych żyjących w Polsce byłych więźniarek niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück, która w tym roku kończy 96 lat i która uczestniczyła w tym roku w Papieskiej Mszy św. odprawionej na stadionie Górnika. A teraz jednak na taki trud jak wejście na Chełmiec, co zrozumiałe, nie mogła sobie pozwolić.

Każdy z uczestników szedł w tej drodze w swoich intencjach osobistych, ale też modlił się za polskich górników.

Nagrodą za udział była chwila odpoczynku pod piękną, nową wiatą postawioną niedawno na szczycie Chełmca przez Gminę Szczawno-Zdrój, gdzie można było napić się przyniesionej z sobą herbaty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bł. Czesław szuka pracy

2019-07-16 11:54

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 29/2019, str. 1

Archiwum Ojców Dominikanów
Zrekonstruowana w 2006 r. głowa bł. Czesława

Miał niebieskie oczy i przyprószone siwizną jasne włosy. Wyraźnie zarysowana broda, jasna cera, łagodne rysy budziły zaufanie. W chwili śmierci miał ok. 62-65 lat. Jan Długosz tak pisał o jego obronie Ostrowa Tumskiego 6 kwietnia 1241 r., gdy modlił się o odparcie najazdu Mongołów palących lewobrzeżne miasto wraz z klasztorem św. Wojciecha: „Ognisty słup od Boga posłany zstąpił z nieba na jego głowę i dziwnym blaskiem, nie dającym się opisać, oświecił miasto i jego okolice. Cudowne to zjawisko tak przeraziło Tatarów, że tracąc odwagę w sercach, odstąpili od oblężenia, a nawet uciekli”. Według tradycji zakonnej Bóg przyjął życie Czesława w zamian za ocalenie miasta. Tak wyglądał człowiek, który ofiarował swe życie za Wrocław.

Zrobiłam małą, uliczną sondę na temat osoby bł. Czesława. Na dziesięć pytanych osób tylko dwie wiedziały, że jest on patronem miasta. Ale nawet one nie były w stanie powiedzieć, co Błogosławiony zrobił dla Wrocławia. Wynik z pewnością zakwestionowaliby specjaliści od metod socjologicznych badań, a jednak warto przy okazji liturgicznego wspomnienia o bł. Czesławie nad tą informacją się zatrzymać.

We Wrocławiu żyli święci na miarę czasów i potrzeb, które te czasy niosły. Jednym z nich był Czesław. W obronie miasta sięgnął po oręż, który – według wielu – nie daje żadnych gwarancji. A jednak to nie miecz, ale modlitwa Czesława ocaliły Ostrów Tumski, po którym dziś z dumą spaceruje wielu szukających ciszy i atmosfery notabli miasta. Skromny zakonnik przypomniał o sobie po raz drugi, gdy w czasie oblężenia Festung Breslau w 1945 r. spłonął kościół św. Wojciecha, a osobliwym zrządzeniem losu ocalała jedynie kaplica z grobem Czesława. Wrocławianie uznali to wówczas za cud. Kult bł. Czesława znów zaczął się rozwijać i przypieczętowano ten rozwój oficjalnym ogłoszeniem go w 1963 r. przez papieża Pawła VI, na wniosek kard. Bolesława Kominka, głównym patronem Wrocławia.

O bł. Czesławie trzeba mówić, a podejmując coraz śmielsze inicjatywy w budowaniu splendoru Wrocławia, do jego wstawiennictwa się uciekać. Już raz ten oręż nie zawiódł. Kto wie, czy Bóg nie zechce przez modlitwę Czesława zesłać na miasto kolejnego cudu? Nie bójmy się powierzać Czesławowi trudnych spraw miasta – budowanych ulic, szkół, kościołów. Wielu świętych i błogosławionych podobno cierpi w niebie z braku pracy. Dostarczmy mu jej. Aby zdarzył się cud, muszą być ci, którym jest on potrzebny. To miasto bł. Czesława – pozwólmy mu o nie dbać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: złym wyborom trzeba zapobiegać

2019-07-20 17:10

vaticannews / Watykan (KAI)

Zapobieganie, aby chronić nieletnich jest apostolatem prewencji, do którego Papież zachęcił uczestników kursu poświęconego temu tematowi. Odbywa się on w Meksyku z inicjatywy Papieskiego Uniwersytetu w tym kraju oraz Centrum ochrony nieletnich z siedzibą w Rzymie.

Grzegorz Gałązka

W skierowanym do uczestników wideoprzesłaniu Franciszek zwrócił uwagę na wielką intuicję św. Jana Bosko, który wskazywał na potrzebę odpowiedniego systemu wychowawczego, aby zapobiec złym zachowaniom i nawykom. "Fundamentalną wartością, intuicją tego wielkiego wychowawcy, św. Jana Bosko, był system wychowawczy oparty o prewencję, zapobieganie, który on zaproponował. Nigdy bowiem nie wiemy, gdzie i jak młody człowiek może być wykorzystany, gdzie może pobłądzić, gdzie nauczy się brać narkotyki, co też jest formą zepsucia, nie myślimy bowiem tylko o nadużyciach seksualnych, ale o jego wszelkich formach, wszelkich typach” - stwierdził Papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem