Reklama

Wasze świadectwa

Przez Paschę do zmartwychwstania

2013-03-25 12:11


Niedziela Ogólnopolska 13/2013, str. 56-57

Magia nie tych świąt

Boże Narodzenie to dla wielu osób najpiękniejsze ze świąt, które obchodzimy. Ciepło rodzinnego stołu, choinka, prezenty… Wszystko to cudne, a jakże, i ja je lubię. Jest jednak taki czas, który uważam za ważniejszy. Zaczyna budzić się wiosna. Do życia wstają pierwsze kwiaty. Pojawiają się pierwsze, ciepłe promienie słońca. I w tym czasie Chrystus mówi do nas: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18, 37). W tym czasie Chrystus zbawia świat.

Czwartek. Rozpoczynam Triduum. Te trzy wyjątkowe dni. Dni, o których mogłabym napisać tak wiele. Co czuję, co dzieje się w moim sercu. Czwartek, Piątek i Sobota. Trzy dni. Każdy dzień inny, każdy dzień ważny. Jednocześnie nie da się przeżyć świąt Wielkiej Nocy pomijając któryś z nich. Wszystkie dni razem - TRIDUUM.
Pierwszego dnia, śpiewając „Chwała na wysokości” towarzyszy mi poczucie smutku i przygnębienia. Choć wiem, że inaczej nie wypełni się Boża Tajemnica, odprowadzam Jezusa do ciemnicy. Milkną dzwony. Ministrant stuka kołatką.

Piątek. Liturgia, ale najpierw Droga Krzyżowa. I cisza. Piękna, bolesna. On cierpi za nas rany… Idę i myślę o słowach księdza Twardowskiego:
Na Drodze Krzyżowej czasem przeszkadzają kazania, rozmyślania. Co pomaga?
Modlitwa, żal za grzechy, pieśń „Któryś za nas cierpiał rany...”, nawet mała roślina, hizop, która nadaje sens cierpieniu.
Najlepsza droga do Boga jest taka, na której najmniej ludzkich słów.

Reklama

Sobota. To dzień, w którym, choć nadal pogrążona w milczeniu i smutku, dotykam radości przez symbole tych Świąt. Poświęcenie pokarmów, pytania księdza: „Co przynieśliście w koszyczkach?”. „Szynkę, kiełbaskę, jajeczka” - odpowiadają dzieci. A ja od dziecka gubię serwetkę przykrywającą pokarmy w koszyczku, który niosę do kościoła.

Niedziela. Dzień czwarty. Najważniejszy. 6 rano. Zawsze jest zimno - przyjemnie zimno. Wychodzę z kościoła. Biją dzwony. Dzwony ze wszystkich kościołów w mieście. Biją dzwonki niesione przez ministrantów.
Wesoły nam dzień dziś nastał
Którego z nas każdy żądał:
Tego dnia Chrystus zmartwychwstał, Alleluja, Alleluja!”.

Mam ściśnięte gardło. Płaczę i nie mogę się powstrzymać.
I tak każdego roku.

Anna Pikuła

Ze śmierci do życia

Triduum Paschalne, przeżyte w formie rekolekcji ze wspólnotą Ruchu Światło-Życie, nauczyło mnie i pozwoliło poznać na nowo, jakie bogactwo płynie z tego świętego czasu. Przede wszystkim - dla mnie Triduum Paschalne to nie tylko wieczorne wyjście do kościoła. To całodzienne przeżywanie i uczestnictwo w męce i zmartwychwstaniu Jezusa. Zaczynając od Wielkiego Czwartku i rodzinnej kolacji. Zbyt wielkie zaangażowanie się w porządkowanie domu i przygotowanie potraw nieraz przysłania nam prawdziwy sens tego czasu. Wielki Piątek to adoracja krzyża, post, wspólna modlitwa oraz uczestnictwo w Drodze Krzyżowej. Tego dnia nie spędzam czasu przed komputerem czy telewizorem. Staram się, aby w domu panował spokój i wyciszenie. W Wielką Sobotę czuwam przy grobie Pańskim, święcę pokarmy. Natomiast Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego - to dzień pełen radości i wspólnego świętowania. Uroczyste śniadanie, uczestnictwo w Eucharystii. Staram się, by w czasie Triduum to Jezus był dla mnie najważniejszy, a nie „święconka”, „lany poniedziałek” czy obowiązki dnia codziennego. Dogłębne przeżycie tego czasu, pozwala mi spojrzeć w swoją duszę. Bóg pragnie, abym razem z Nim przeszła ze śmierci do życia w Jezusie Chrystusie. Pamiętam dobrze, kiedy w czasie rekolekcji w Wielką Sobotę uświadomiłam sobie, że Jezus pragnie, abym razem z Nim wydostała się z grobu lęków, uzależnień i tego wszystkiego, co odciąga mnie od Jego Miłości. Co nie pozwala mi pójść za Nim. On chce mnie chwycić za rękę i wyciągnąć ku zmartwychwstaniu, ku wolności i życiu w pełni. Tylko muszę tego zapragnąć, muszę zanieść pod krzyż swoje słabości i grzechy. Nigdy wcześniej nie czułam takiej radości. Poczułam w sercu, że Jezus naprawdę zmartwychwstał, że zmartwychwstał we mnie.

Estera

Tagi:
Niedziela Młodych

Reklama

Opole uwielbia

2019-08-21 11:24

Beata Włoga
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 40-41

Na początku była myśl, dlaczego by nie zorganizować koncertu uwielbienia będącego uwieńczeniem uroczystości Bożego Ciała, podobnie jak robi to Rzeszów. Było też pragnienie serca, by modlić się za ludzi młodych...

Michał Banaś
Od 10 lat śpiewają na chwałę Pana

Ksiądz Eugeniusz Ploch, wówczas ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym w Opolu, pragnienie i pytania przekuł w działanie. I tak po raz pierwszy w diecezji opolskiej w 2010 r. z jego inicjatywy i z pomocą raciborskiego zespołu Przecinek odbył się I Koncert Uwielbienia. Była to też doskonała okazja, by oficjalnie rozpocząć w diecezji zorganizowaną modlitwę za młode pokolenie.

Z błogosławieństwem pasterza

Biskupowi opolskiemu Andrzejowi Czai zależało, by parafie stały się Ogniskami Modlitwy za Młode Pokolenie. – W naszej diecezji w wielu parafiach przed codzienną Mszą św. jest odmawiany Różaniec – tłumaczy ks. Marcin Cytrycki, który dołączył do organizatorów koncertów rok później. – W jeden wyznaczony przez proboszcza dzień parafianie modlą się w intencji młodych ludzi. Ta modlitwa w wielu parafiach trwa do dziś – zapewnia ks. Marcin. Podobnie jest z modlitwą uwielbienia. Owocem opolskiego koncertu są m.in. wieczory uwielbienia, które odbywają się regularnie w kilkunastu parafiach diecezji opolskiej. Ci sami ludzie, którzy w wieczór uroczystości Bożego Ciała gromadzą się w Opolu, wracają do swoich domów i chcą dalej modlić się śpiewami uwielbienia.

Z pasją i miłością

Od początku organizatorom zależało, aby zespołowi towarzyszył chór. Przez pierwsze trzy lata zespół wspierały chóry młodzieżowe: Capricolium z Głuchołaz i Silesia Cantat z Głubczyc. – Później pojawiła się idea, aby więcej osób włączyło się w śpiew, dlatego zaprosiliśmy wolontariuszy. To było dobre posunięcie, dziś spora część chóru, ok. 40 osób, to stały skład, na nich zawsze można liczyć. Ci, którzy chcą z nami śpiewać, mogą zgłaszać się przez stronę: koncertuwielbienia.pl – wyjaśnia ks. Cytrycki. Wszyscy, którzy choć raz byli na koncercie uwielbienia, wiedzą, że to nie jest zwykłe śpiewanie. Tu ważny jest Ten, o którym się śpiewa i dla którego się śpiewa. – W naszych działaniach chcemy, by Pan Jezus był na pierwszym miejscu. Zawsze podkreślamy i pamiętamy, że to śpiew dla Niego, stąd #OpoleUwielbia, a słowo „koncert” bardzo świadomie od tego roku pojawia się dopiero w podtytule – tłumaczy ks. Marcin.

Wraz z nową grupą chórzystów wolontariuszy zrodził się pomysł warsztatów uwielbienia. To dwa (początkowo trzy) weekendy, kiedy śpiewający spotykają się i spędzają wspólnie czas nie tylko na nauce emisji głosu, artykulacji, próbach. To w pewnym sensie także duchowa formacja z modlitwą, konferencjami i Eucharystią, z uczeniem się, czym jest uwielbienie.

Za warsztatami i całym muzycznym przedsięwzięciem stoją profesjonaliści. Tak się złożyło, że za przygotowanie chóru przez lata odpowiedzialni byli absolwenci Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Dziś chór prowadzi i przygotowuje Anna Sikora, doskonała dyrygentka młodego pokolenia, na co dzień współpracująca z Diecezjalnym Instytutem Muzyki Kościelnej w Opolu. W tym trudnym zadaniu pomaga jej Krzysztof Pytko, od lat zaangażowany muzycznie w wielu miejscach diecezji. Zespół muzyczny to grupa muzyków Opolskich Wieczorów Uwielbienia wspierana przez grupę filharmoników opolskich. Na co dzień profesjonalni muzycy współtworzący różne muzyczne projekty. Udowadniają, że katolicy mogą robić dobrą muzykę, ładnie zaaranżowaną, zagraną i zaśpiewaną. Oczywiście, zespół nie składa się z samych profesjonalistów, ale i z wolontariuszy śpiewających w chórze, którzy wkładają mnóstwo pracy, prywatnego czasu i serca, by robić to dobrze. Mało tego, zaproszeni do tworzenia koncertu są wszyscy przez wspólne uwielbianie Pana Jezusa, w czym pomaga tekst pieśni wyświetlany na telebimie. – Jedynym na widowni jest Pan Jezus! On jest tym, dla którego jest cały ten koncert. To właśnie dla Niego kilkumiesięczne przygotowania, dla Niego cały wysiłek tylu młodych ludzi, dla Niego tak wielkie przedsięwzięcie – mówią inicjatorzy wydarzenia.

Ludzie i idea

Za każdą ideą stoją konkretni ludzie. Opole Uwielbia to przede wszystkim jego pomysłodawca i organizator – ks. Eugeniusz Ploch, obecnie proboszcz parafii Ducha Świętego w Winowie i członek Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP; to również ks. Marcin Cytrycki, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gosławicach, były duszpasterz akademicki w DA Resurrexit. W tym roku do zespołu dołączył obecny duszpasterz akademicki ks. Łukasz Knosala. Ważna postać w ekipie to Piotr Kotas, kompozytor i aranżer, pieśni znane i śpiewane od wieków w jego aranżacjach są w nowy sposób odczytywane i odbierane.

Wielu, którzy tworzą Chór Corpus Christi i zaczynali jako młodzi ludzie, dziś dalej przyjeżdża i śpiewa dla Boga, choć ich życie prywatne mocno się zmieniło od pierwszego koncertu zagranego w parku AK w Opolu 10 lat temu. Często mają mężów, żony, dzieci – i w Boże Ciało przyjeżdżają do Opola, by wielbić Boga.

Owoce

Sara Nestorowicz, która przez wiele lat dyrygowała chórem, od trzech lat współtworzy koncert uwielbieniowy we Wrocławiu – wNieboGłosy. Swojego męża Michała poznała właśnie podczas warsztatów w Opolu. Arkadiusz Wiertelak też zaczynał w Opolu, dziś jest kierownikiem artystycznym, aranżerem i głównym organizatorem Zielonogórskiego Koncertu Uwielbienia. Marek Kudra, który pomagał przy kilku edycjach opolskiego koncertu, dziś jest prężnie działającym dyrygentem muzyki klasycznej.

– Opolskie doświadczenie przenoszone jest na dalszy grunt. To bardzo cieszy – przyznają zgodnie księża Marcin i Eugeniusz. W Polsce coraz więcej miast organizuje koncert na kształt Jednego Serca Jednego Ducha z Rzeszowa. Zwłaszcza młodzi ludzie chcą manifestować swoją wiarę w Żywego Boga przez udział w wieczornych koncertach uwielbienia. Są one niczym zwieńczenie uroczystej procesji ulicami miast i wsi, gdzie publicznie wyznaje się wiarę w Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bangkok żyje swym rytmem, nie widać oznak papieskiej wizyty

2019-11-20 16:58

Beata Zajączkowska/vaticannews.va / Bangkog (KAI)

Na trasie przejazdu z lotniska do nuncjatury Franciszka witały dzieci z katolickich szkół, w większości buddyjskie. Jednak w samym Bangkoku praktycznie nie widać oznak papieskiej wizyty.

wikipedia.org

W mieście wprowadzono surowe kontrole bezpieczeństwa oraz ograniczenia w ruchu. Dla ochrony Papieża oddelegowano ponad 6,5 tys. policjantów. „Miasto żyje swoim rytmem, katolików jest niewielu więc wtapiają się w tłum” – mówi Radiu Watykańskiemu Albert Nowak, mieszkający od 32 lat w Tajlandii.

"Miasto jest dużo mniej oflagowane niż przy okazji wizyt innych delegacji państwowych. Watykańskie flagi widać jedynie przy katolickim szpitalu, który Franciszek jutro odwiedzi, leżącym obok kościele i nuncjaturze, która jest papieską rezydencją na czas pielgrzymki. Wypatrzyłem transparent z napisem: «Niech Miłość będzie mostem». To praktycznie wszystko jeśli chodzi o oznaki wizyty w mieście. Bardzo duże zainteresowanie jest jutrzejszą Mszą z Ojcem Świętym. Odbędzie się ona na stadionie narodowym, który może pomieścić 20 tys. osób. Więcej miejsca jest wokół stadionu i tam będą ustawione telebimy, na których papieską liturgię będzie śledzić 40 tys. osób. To jest naprawdę bardzo dużo ludzi, jak na Bangkok, który jest wyjątkowo ciasnym miastem. Dlatego też władze tajskie apelowały do katolików z sąsiednich krajów, żeby za dużo ich nie przyjechało bo nie będą w stanie logistycznie opanować tego przedsięwzięcia ” - powiedział papieskiej rozgłośni Albert Nowak.

W wielu parafiach Bangkoku organizowane są w czasie pielgrzymki spotkania dla tych, którzy nie dostali wejściówek na spotkania z Franciszkiem. Zaplanowano m.in. wspólne oglądanie transmisji z podróży i modlitwę, a towarzyszyć temu będzie wspólnotowy posiłek, co ma zacieśniać więzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek zachęcił wyznawców niechrześcijańskich religii Tajlandii do promowania braterstwa

2019-11-21 08:03

st, kg, tom (KAI) / Bangkok

Wobec istniejących różnic i podziałów ważne jest, aby religie ukazywały się coraz bardziej jako światło nadziei, będąc promotorami i gwarantami braterstwa - powiedział papież w buddyjskiej świątyni Wat Ratchabophit Sathit Maha Simaram w Bagkoku. Religię tę wyznaje 93 proc. mieszkańców Tajlandii.

Vatican News

O godzinie 10.00 czasu lokalnego Ojciec Święty przybył do świątyni Wat Ratchabophit Sathit Maha Simaram -siedziby mnichów buddyjskich i ich najwyższego patriarchy - Somdet Phra Ariyavongsagatanana.

Franciszka powitał przy wejściu do kompleksu sekretarz Patriarchy, a następnie razem udali się do świątyni. Wchodząc do świątyni Ojciec Święty oraz towarzyszące mu osoby zdjęły buty.

Witając papieża 92-letni mnich, będący 20. z kolei najwyższym przywódcą buddyjskim swego kraju, przypomniał w swym przemówieniu, że 35 lat temu w tej samej świątyni w Bangkoku jego poprzednik podejmował Jana Pawła II, który jako pierwszy zwierzchnik Kościoła katolickiego odwiedził najwyższego patriarchę Tajlandii. Podkreślił, że towarzyszyła temu atmosfera wzajemnego szacunku, ciepłego dialogu a obie strony okazały wzajemną gościnność, "dając w ten sposób świadectwo, że są ludźmi dobrymi i świętymi przywódcami".

Patriarcha oświadczył następnie, że pod posągiem głównego Pana Buddy Angkiros w tej pagodzie znajdują się relikwie króla Chulalongkorna Ramy V, którego w 1897 (według ery buddyjskiej w roku 2440) przyjął na audiencji prywatnej w Watykanie Leon XIII. Nieco dalej spoczywają prochy innych monarchów, również przyjętych przez papieży: Ramy VII i jego małżonki – przez Piusa XI w 1934 (2477) oraz Ramy IX – przez Jana XXIII w 1960 (2503); ten drugi władca podejmował później Jana Pawła II w Bangkoku w 1984 (2527).

Relikwie "naszych umiłowanych poprzedników, spoczywające tutaj, czynią to miejsce świętym dla naszego spotkania, które jest żywym świadectwem mocnej i twórczej przyjaźni między naszymi dwiema religiami a nasi przodkowie w wierze cieszyliby się na nasz widok i widząc postęp w naszej głębokiej i trwałej przyjaźni" – powiedział zwierzchnik buddystów.

Podkreślił, że jest to wizyta nie kogoś nowego, ale "prawdziwego i wypróbowanego przyjaciela naszego narodu", a odległość nie stanowi przeszkody dla naszych bliskich stosunków. Podziękował Ojcu Świętemu, że mimo zmęczenia długą podróżą zechciał go odwiedzić "z sercem pełnym szczerej przyjaźni".

Swe przemówienie sędziwy patriarcha zakończył słowami Buddy: "Ci, którzy nie czynią źle swym przyjaciołom, są szanowani w każdym miejscu".

Z kolei Ojciec Święty w swoim wystąpieniu przypomniał, że większość Tajów wyznaje buddyzm i przepoiła nim swój sposób oddawania czci życiu i swoim przodkom, prowadzenia wstrzemięźliwego stylu życia opartego na kontemplacji, oderwaniu od świata, ciężkiej pracy i dyscypliny, a szczególnym znakiem buddysty jest uśmiech.

Papież przypomniał wkład w dialog katolicki swoich poprzedników, Pawła VI, który prawie 50 lat temu przyjął w Watykanie 17. Najwyższego Patriarchę Somdej Phra Wanarata (Pun Punnasiri) wraz z grupą mnichów buddyjskich oraz Jana Pawła II, który odwiedził w tej samej świątyni, 35 lat temu, Najwyższego Patriarchę Somdej Phra Ariyavongsagatanana (Vasana Vasano). Zwrócił też uwagę, że sam niedawno przyjął osobiście delegację mnichów ze świątyni Wat Pho. "Są to małe kroki, które pomagają świadczyć nie tylko w naszych wspólnotach, ale także w naszym świecie, tak bardzo pobudzającym do propagowania i generowania podziałów i wykluczeń, że możliwa jest kultura spotkania" - zaznaczył Franciszek.

Ojciec Święty wskazał, że wobec istniejących różnic i podziałów ważne jest, aby religie ukazywały się coraz bardziej jako światło nadziei, będąc promotorami i gwarantami braterstwa.

Podziękował tajskiemu ludowi za to, że przybyli cztery i pół wieku temu katolicy korzystają w Tajlandii z wolności w praktykach religijnych i od lat żyją w zgodzie z wyznawcami buddyzmu.

Papież zapewnił o swym osobistym zaangażowaniu i całego Kościoła katolickiego, "na rzecz umocnienia otwartego i nacechowanego szacunkiem dialogu w służbie pokoju i dobrobytu tego narodu".

Franciszek wskazał na wagę we wzajemnych relacjach wymian akademickich pozwalających na lepsze wzajemne zrozumienie, szczególnie w podejmowaniu kontemplacji, miłosierdzia i rozeznania oraz promocję nowych projektów miłosierdzia szczególnie wobec najuboższych. "W ten sposób przyczyniamy się do budowania kultury współczucia, braterstwa i spotkania zarówno tutaj, jak i w innych częściach świata" - zaznaczył Franciszek i na zakończenie zapewnił Najwyższego Patriarchę Buddyjskiego o swojej modlitwie.

Po papieskim przemówieniu nastąpiła wymiana darów. Ojciec Święty wręczył patriarsze Somdet Phra Ariyavongsagatananie między innymi podpisany w lutym b.r. w Abu Zabi Dokument o Ludzkim Braterstwie. Skomentował go słowami: „musimy wspólnie pracować, aby ludzkość była bardziej braterska”. Zauważył, że proces braterstwa polega także na wymianie darów. Papież odbył ponadto krótką rozmowę ze zwierzchnikiem tajskiego buddyzmu i wpisał się do Księgi Honorowej. "Ponawiam moje modlitewne dobre życzenia, aby cenna tradycja wzajemnego zrozumienia między buddystami a katolikami nadal wzrastała i przynosiła obfite owoce pokoju dla ukochanego narodu tajskiego" - napisał Franciszek.

Spotkanie zakończyło się zrobieniem zdjęć oficjalnych z Najwyższym Patriarchą, a następnie na centralnym dziedzińcu zdjęciem grupowym z 35 mnichami z klasztoru Wat Pho.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem