Reklama

Polityka

Kłopot z pakietem

2013-04-08 13:42

Niedziela Ogólnopolska 15/2013, str. 42-43

[ TEMATY ]

Unia Europejska

Europa

Dominik Różański

Konrad Szymański - polityk, prawnik, publicysta, od 2004 r. poseł PiS do Parlamentu Europejskiego

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Polityka proekologiczna UE, zwłaszcza ta dotycząca gospodarki energetycznej i źródeł energii, budzi coraz większe emocje. A wydawać by się mogło, że kryzys gospodarczy, zmniejszająca się produkcja przemysłowa powinna je gasić (mniejsze emisje CO2). Dlaczego tak się nie dzieje?

KONRAD SZYMAŃSKI: - Główny kłopot z polityką europejską w zakresie ochrony środowiska i polityki klimatycznej polega na tym, że już od dawna straciła ona kontakt z realiami gospodarczymi. W Brukseli łatwo podnosi się rękę w głosowaniu za bardziej radykalną redukcją emisji CO2, np. o 30-50 proc., nie biorąc zupełnie pod uwagę tego, że te cele redukcyjne muszą być zrealizowane przez realną gospodarkę, przez konkretne przedsiębiorstwa, które za to płacą. Forsowane zmiany w zakresie energetyki są bardzo kosztowne i w konsekwencji obciążają - poprzez wysoką cenę energii - wszystkie branże przemysłu w Europie. Wyraźnie już widać, że przemysł na kontynencie europejskim jest coraz mniej obecny.

- Europa nie widzi, ile traci?

- Straty widać gołym okiem i jasne jest, że jeśli Europa w jakiejś dziedzinie traci swą konkurencyjność, to właśnie z uwagi na wysokie ceny energii, które są ściśle związane z przeogromnym naciskiem UE na to, aby wpychać do energetyki drogie odnawialne źródła energii, a wypychać z niej źródła mające wyższą emisyjność CO2, ale za to łatwo dostępne, np. węgiel.

- Czy można dokładnie policzyć te straty?

- Prowadzone są niezliczone studia i analizy. Międzynarodowa Agencja Energetyki, a także prywatne firmy consultingowe zajmujące się badaniem konkurencyjności gospodarki dostarczają na ten temat bardzo konkretnych danych. Z najnowszych analiz wynika, że jedyną gospodarką europejską, która jeszcze utrzymuje się w pierwszej światowej piątce potęg przemysłowych, są Niemcy. Wszystkie europejskie gospodarki mają tendencję spadkową, Niemcy także. Inne już wypadły nawet z pierwszej dziesiątki przodujących gospodarek światowych.

- Bo wielka konkurencja nie śpi - Chiny, USA z tanią energią na skutek wydobycia gazu łupkowego...

- W ostatnich 10 latach na globalną scenę gospodarczą weszły nowe kraje: Chiny, Brazylia, Indie oraz Ameryka Północna, która wcześniej była w podobnej sytuacji jak Europa, jeśli chodzi o spadek konkurencyjności (przenoszono stamtąd działalność gospodarczą do Chin, do Indii). Ameryce udało się uciec od tego fatum, jak się wydawało nieuchronnego, przede wszystkim przez bardzo udaną eksploatację przemysłową złóż niekonwencjonalnych ropy i gazu. Doszło tam do obniżki cen energii, w związku z czym dzisiaj przedsiębiorstwa wracają na ten kontynent. Przenoszą się tam nawet przedsiębiorstwa europejskie. To jest dla Europy bardzo gorzka lekcja. Nie uda się na siłę utrzymać produkcji przemysłowej i miejsc pracy w Europie, jeśli nie zlikwiduje się problemu wzrostu cen energii.

- Dlaczego Europa tak zdecydowanie i mimo wszystko odwraca się od eksploatacji złóż gazu łupkowego?

- Jest to niechęć widoczna w poszczególnych krajach, podyktowana powodami ekologicznymi. Na szczęście UE jako organizacja nie ma bezpośrednich kompetencji, by decydować za konkretne kraje, czy gaz z łupków należy wydobywać, czy też nie. To bardzo dobry przykład na to, że brak nadrzędnych kompetencji europejskich, brak obecności UE w jakiejś dziedzinie może być błogosławieństwem. Tak więc dzisiaj w Polsce możemy samodzielnie decydować o zmianie polityki energetycznej, o sukcesie w zakresie wykorzystywania złóż niekonwencjonalnych, ponieważ Unia w tej sprawie nie ma kompetencji i nie może nam tego prawa odebrać.

- I w żaden sposób nie może tego utrudnić? Polski gaz łupkowy nie wszystkim jest w smak, to już wiemy.

- Niestety, UE ma już w tym zakresie pewne kompetencje pośrednie; może wpływać na zasady eksploatacji tych złóż poprzez przepisy środowiskowe, przez wprowadzanie takich kryteriów i reguł, które spowodują, że co prawda będzie można eksploatować gaz z łupków, ale okaże się to na tyle drogie, że ten gaz będzie niekonkurencyjny w stosunku do innych źródeł energii. To jest bardzo poważny problem i myślę, że wszystkie poważne siły polityczne w Polsce mają świadomość, iż trzeba bardzo uważać na to, co się dziś dzieje w unijnej legislacji dotyczącej ochrony środowiska.

- Co niebezpiecznego w tejże legislacji może się konkretnie zdarzyć?

- Dziś poważnym aktem prawnym, który może wpłynąć na rentowność wykorzystywania złóż niekonwencjonalnych ropy i gazu, jest dyrektywa regulująca zasady oceny wpływu środowiskowego tego typu inwestycji. W UE te standardy są już najwyższe na świecie, a mimo to proponuje się, by je jeszcze podwyższyć. Ale oczywiście sprawa jest w grze i myślę, że wszyscy jej uczestnicy mają tego świadomość, iż to poprawianie standardów może się odbić negatywnie nie tylko na wierceniach złóż niekonwencjonalnych, ale na jakiejkolwiek działalności, która polega na ingerencji w środowisko naturalne. A więc na przemyśle wydobywczym, na inwestycjach drogowych.

- Na ile szczera, a na ile podszyta rozmaitymi interesami jest ta europejska „fiksacja” ekologiczna?

- Pierwotnie, kiedy powstawały zręby prawa ochrony środowiska w Europie, był to proces, który można było uznać za bardzo korzystny, ponieważ cała era przemysłowa faktycznie odciskała bardzo duże piętno na środowisku naturalnym, czasami niekonieczne, niepotrzebne, którego można było uniknąć, znajdując mniej szkodliwe alternatywne metody realizacji różnych inwestycji. Natomiast dzisiaj, w moim przekonaniu, prawo ochrony środowiska w UE przepoczwarzyło się we własną karykaturę. Mamy najostrzejsze na świecie reguły gry dla przemysłu, bardzo często nieuzasadnione ekonomicznie.

- W którym momencie doszło do tego wynaturzenia europejskiej legislacji ochrony środowiska, do ekologicznego przegięcia? I dlaczego?

- Myślę, że momentem krytycznym dla całego tego kompleksu prawa ochrony środowiska było przyjęcie założeń strategicznych w zakresie polityki klimatycznej, przyjęcie przez UE jako pewnika, że to działalność ludzka wpływa na globalne ocieplenie, że Europa, mimo swego bardzo wąskiego udziału w globalnej działalności przemysłowej, ma tu do odegrania swoją, indywidualną rolę. To były bardzo złe i niemądre założenia polityczne. Politycy, posiłkując się wybranymi teoriami naukowymi, zbyt apodyktycznie uznali, że to Europa musi wziąć na siebie odpowiedzialność za ziemski klimat. Nie czuję się powołany do tego, by komentować zagadnienia czysto naukowej natury, jednak uważam, że rolą polityka jest zawsze wyważanie racji i proporcjonalności stosowanych środków. Niestety, w przypadku polityki klimatycznej mamy wyraźną utratę balansu i wyraźny trend, by wykorzystywać politykę klimatyczną do załatwiania spraw zupełnie innych...

- Nie chodzi więc o czystą ekologię, o dobro środowiska?

- Chodzi także o konkretne interesy gospodarcze. W moim przekonaniu zaostrzanie polityki klimatycznej wobec Polski, wbrew kompromisom, które uzyskaliśmy w bardzo trudnych negocjacjach, jest podszyte nieuczciwością i chodzi tu tylko o to, by ograniczyć naszą konkurencyjność na wspólnym rynku, aby zmienić na nim reguły gry, aby stłumić zdolność ekspansji polskiej gospodarki. A więc te intencje nie zawsze są czysto środowiskowe, nie zawsze chodzi o dobro klimatu. Klimat jest tutaj bardzo użytecznym narzędziem ograniczania działalności przemysłowej w takich krajach, jak Polska, gdzie po pierwsze - przemysł jeszcze istnieje, a po drugie - musi być rozwijany, bo jako nowy kraj unijny musimy się rozwijać szybciej.

- Komu zależy na takim pognębieniu Polski?

- Kraje, które tę samą działalność przemysłową prowadziły przez dziesiątki lat, kiedy nie było jeszcze tej ostrej legislacji, teraz mają co najmniej pokusę, aby ograniczyć możliwości swobodnej konkurencji krajom, które tej możliwości nie miały, gdyż weszły na wspólny rynek dopiero w 2004 r. I to jest brzydka strona europejskiej polityki klimatycznej.

- Tzw. Pakiet Klimatyczny staje się dla Polski kulą u nogi?

- Tak, choć w latach 2007-2008 nic na to nie wskazywało. Pierwsze dokumenty i założenia generalne pakietu klimatyczno-energetycznego były zrównoważone. Dokument ten zawierał nie tylko aspekt klimatyczny, ale również energetyczny. Bardzo mocno podkreślano w nim elementy bezpieczeństwa energetycznego, dywersyfikacji dostaw oraz te dotyczące źródeł odnawialnych i spodziewanych redukcji emisji CO2.

- Przyjęte w „Pakiecie Klimatycznym” zobowiązanie do redukcji CO2 staje się dla Polski trudnym problemem. Nie dało się tego przewidzieć? Dlaczego kolejne polskie rządy - najpierw PiS, potem PO - tak łatwo się zgodziły na takie a nie inne rozwiązania?

- Dokument, na który zgodził się prezydent Lech Kaczyński i rząd PiS nie dawał żadnych podstaw do dzisiejszej niezrównoważonej polityki Unii. Dopiero później partnerzy unijni zaczęli realizować tylko agendę klimatyczną, lekceważąc energetyczną (w dokumencie wyjściowym nie można znaleźć żadnego uzasadnienia, by takie postępowanie było dopuszczalne). Pierwotny dokument nie rodził też żadnych konsekwencji, które mogłyby być bolesne dla polskiego przemysłu. Wymagania co do wielkości redukcji określono wówczas na takim poziomie, że Polska mogła je łatwo spełnić. Jednak podczas kolejnych faz wprowadzania Pakietu dokonywano prób zaostrzania. Zaczęto napierać na podnoszenie limitów redukcji CO2 bez porozumienia globalnego, mimo że w dokumencie z 2007 r. jest zapis, że można podnosić cele redukcyjne w UE tylko na podstawie takiego porozumienia. Takiego porozumienia oczywiście nie ma, a mimo to UE cały czas natarczywie puka do drzwi państw członkowskich, przede wszystkim do Polski, żeby podnieść cele emisyjne (czyli ograniczyć emisję CO2, co uderza w rozwój przemysłu). A więc winny nie jest tu ani rząd PiS, ani nawet bardziej ustępliwy rząd PO, tylko skrajnie nielojalna polityka europejska.

- W Polsce słyszy się zarzut, głównie pod adresem rządu PO, że w 2008 r. nie powinien był podpisywać Pakietu...

- Przypuszczam, że gdyby w 2008 r. negocjował to nasz rząd, byłoby bardziej prawdopodobne, że doszłoby do polskiego weta bez obawy o kryzys w relacjach polsko-unijnych. Rząd Donalda Tuska wtedy, po wygranych wyborach (wygranych na nucie zgody z partnerami europejskimi), chciał pokazać, że jest rządem europejskiej zgody, że nie będzie sięgał po weto. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, Polska uzyskała pewne ulgi (bezpłatne pozwolenia na emisję CO2), jeśli chodzi o rytm wprowadzania Pakietu. Niestety, wkrótce zaczęła się tu dość nielojalna europejska gra.

- Przejrzystość tej wielkiej gry ma zapewniać dokument zwany „mapą drogową”, opisujący kolejne etapy zaostrzania polityki klimatycznej.

- To jest dokument strategiczny wybiegający poza horyzont najbliższych lat. Ma nakreślić scenariusze możliwe w Europie do roku 2050. Kluczowym i fundamentalnym wątkiem tzw. mapy drogowej jest powtarzanie postulatu zaostrzania polityki klimatycznej. Dlatego Polska wetuje ten dokument i dlatego posłowie PiS do Parlamentu Europejskiego nigdy za nim nie zagłosują.

- Czy Polska ma dziś szanse wygrania czegokolwiek w tej klimatycznej grze?

- Nie liczymy na żadną wielką wygraną. Domagamy się tylko tego, aby nie łamać kompromisu zawartego w 2008 r., bo przecież doszło do niego po bardzo trudnych negocjacjach. To prawda, że dziś cena pozwoleń na emisje CO2 jest niższa, ale powodem jest kryzys i ograniczenie działalności przemysłowej. Stąd nie ma popytu na uprawnienia do emisji CO2. Poza tym wtedy umówiliśmy się, że cena uprawnień do emisji CO2 będzie ustalana na rynku. Rynek właśnie zareagował jej obniżką.

- Niskie ceny uprawnień mogłyby być zbyt wielką szansą dla krajów mniej pogrążonych w kryzysie, takich jak Polska; mogłyby one uzyskiwać więcej pozwoleń na emisję CO2, a więc rozwijać działalność przemysłową opartą na węglu.

- I to chyba najbardziej nie podoba się w UE, stąd ten pomysł ręcznego sterowania rynkiem uprawnień do emisji CO2. Mamy do czynienia z niedochowaniem pierwotnych umów i naprawdę skrajną nielojalnością.

- Wygląda na to, że na forum europejskim Polska jest raczej osamotniona w tej walce o rozsądek w zrównoważeniu ekologii z gospodarką...

- Rzecz jest cały czas w grze. Zrozumienie dla naszych racji rośnie. Jesteśmy na granicy uzyskania blokującej mniejszości w sprawach związanych z zaostrzaniem polityki klimatycznej zarówno w Parlamencie, jak i w Radzie UE.

Druga część rozmowy w następnym numerze.

* * *

Konrad Szymański - polityk, prawnik, publicysta, od 2004 r. poseł PiS do Parlamentu Europejskiego

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Optymistyczne wieści z Brukseli!

2020-01-16 19:41

[ TEMATY ]

Unia Europejska

fundusze

polityka klimatyczna

wPolityce.pl/FRATRIA

Polscy dyplomaci przekonują, że Polska jest usatysfakcjonowana tym, iż 27 proc. środków z puli dla całej UE ma trafić na niwelowanie społecznych skutków transformacji nad Wisłą. Podkreślają jednak, że to nie koniec rozmów. Nieoficjalnie część krajów uważa, że Warszawa dostała za dużo.

Komisja Europejska przyjęła we wtorek propozycję dotyczącą utworzenia Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (FST), który ma wesprzeć te regiony, w których realizacja polityki klimatycznej będzie najbardziej bolesna. Pieniądze mają być dostępne dla wszystkich państw UE, a nie tylko tych, w których wydobywa się węgiel.

Z dokumentów, do których dotarła PAP, wynika, że do Polski trafi najwięcej pieniędzy - więcej niż co czwarte euro (prawie 27 proc. całej puli). Środki będą przeznaczone dla regionów, a to oznacza, że ich największym beneficjentem w UE będzie Śląsk.

Najbardziej usatysfakcjonowana z propozycji KE może czuć się przede wszystkim Polska, ale sporo dostały także Niemcy i Rumunia. Nikt tego nie mówi głośno, ale gdyby propozycja w obecnym kształcie została przyjęta, rządy tych krajów mogłyby czuć się zadowolone - powiedział PAP unijny dyplomata.

To nie jest tak, jak mówili niektórzy w grudniu po szczycie w Brukseli, że pociąg odjechał i Polska została sama na peronie. KE proponuje przeznaczenie 27 proc. funduszy na transformację regionów w Polsce, a nie zapominajmy, że w UE jesteśmy jednym z 28 krajów. Trudno teraz zaprzeczyć, że strategia polskiego rządu przyjęta na grudniowym szczycie w Brukseli okazała się właściwa. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że mogliśmy dostać więcej, ale propozycja, jeśli zostanie przyjęta, jest bardzo korzystna - mówi PAP jeden z polskich dyplomatów.

Polscy dyplomaci wskazują, że są usatysfakcjonowani propozycją na tym etapie rozmów, bo nie kończy ona negocjacji. Polska wysuwa też kolejne postulaty w sprawie transformacji.

Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że sprawa alokacji środków w ramach funduszu była omawiana na środowym spotkaniu ambasadorów państw członkowskich przy UE w Brukseli i niektórzy z nich skrytykowali ją; negatywnie odniosły się do niej m.in. Słowacja, Węgry czy Hiszpania

Wiele krajów wiedziało, że Polska dostanie najwięcej z tej puli, jednak część wyraziła zdziwienie i zawód, że aż tyle - powiedział PAP jeden z dyplomatów.

Rozmowy na temat szczegółów transformacji związanej z polityką klimatyczną trwają. Polscy dyplomaci zapowiadają, że będą nadal zabiegali o uwzględnienie w regulacjach zasady neutralności technologicznej, czyli równego traktowania różnych źródeł energii.

Jak dowiedziała się PAP, założenia funduszu ma przedstawić w dniach 27-28 stycznia w Katowicach na konferencji poświęconej transformacji energetycznej unijna komisarz ds. spójności i reform Elisa Ferreira.

Komisja nie przedstawiła we wtorek podziału środków między kraje członkowskie. Z dokumentów, do których dotarła PAP, wynika, że z 7,5 mld euro „świeżych pieniędzy” na FST do Polski skierowanych ma być 2 mld euro.

Z kolei z ponad 100 mld euro zmobilizowanych przez mechanizm sprawiedliwej transformacji, w ramach którego poza funduszem FST będą też inne środki z unijnego budżetu, a także nisko oprocentowane kredyty z programu Invest EU i Europejskiego Banku Inwestycyjnego, do Polski ma trafić ponad 27 mld euro. To zdecydowanie najwięcej ze wszystkich państw członkowskich.

Choć podział pieniędzy na poszczególne państwa członkowskie to dopiero orientacyjny szacunek KE, pokazuje on, jak wielki zastrzyk finansowy mogą otrzymać regiony UE, w których dominuje przemysł z wysoką intensywnością emisji CO2. Wyliczenia urzędników w Brukseli potwierdzają, że to właśnie w Polsce najwięcej osób zatrudnionych jest w przemyśle w regionach z wysoką emisją gazów cieplarnianych.

Tymczasem jeśli chodzi o wielkość emisji przemysłowych, to już nie Polska, a Niemcy są na pierwszym miejscu. Kraj ten odpowiada za 28 proc. emisji w całej UE, tymczasem Polska za 17 proc.

Odzwierciedla to też szacowany podział środków, bo do naszego zachodniego sąsiada ma trafić 11,7 proc. funduszy na sprawiedliwą transformację. To drugi wynik po Polsce. Na trzecim miejscu znalazła się Rumunia (10 proc.), a na czwartym Francja (5,4 proc.). Żadne z pozostałych państw członkowskich nie może liczyć na więcej niż 5 proc. funduszy.

Zaproponowana przez KE metodologia podziału pieniędzy ma uwzględniać wielkość emisji gazów cieplarnianych z przemysłów w kwalifikujących się regionach i wielkość zatrudnienia w kopalniach węgla brunatnego i kamiennego, przy produkcji torfu czy eksploatacji łupków bitumicznych.

CZYTAJ DALEJ

Watykan planuje manifest etyczny dotyczący sztucznej inteligencji

2020-01-18 17:27

[ TEMATY ]

Watykan

sztuczna inteligencja

geralt/pixabay.com

Stolica Apostolska zamierza pozyskać wielkie koncerny informatyczne do etycznego postępowania w kwestii sztucznej inteligencji. Odpowiedni apel w tej sprawie mają podpisać m.in. prezes Microsoftu Brad Smith i wiceprezes IBM John E. Kelly w ramach zaplanowanej na luty konferencji w Watykanie.

Robocza konferencja Papieskiej Akademii Życia odbędzie się w dniach 26-28 lutego. Jej uczestnicy zajmą się etycznymi aspektami sztucznej inteligencji, stosowaniem tej technologii w sektorze zdrowia i związanymi z tym kwestiami prawnymi.

Ogłoszenie manifestu etycznego zapowiedział przed miesiącem prezes Papieskiej Akademii, abp Vincenzo Paglia. Podczas spotkania 12 grudnia w Rzymie hierarcha powiedział, że celem tego dokumentu jest krytyczna ocena działań oraz ryzyka sztucznej inteligencji, a także możliwości regulacji. Jednocześnie ostrzegł przed ograniczaniem powszechnego dostępu do informacji, jeśli rozwój i zastosowanie sztucznej inteligencji będą kontrolowane wyłącznie przez koncerny, organy bezpieczeństwa i rządy.

Podczas obrad w Watykanie referaty wiodące wygłoszą japoński badacz komórek macierzystych i laureat Nagrody Nobla Shin’ya Yamanaka oraz były minister oświaty w rządzie Włoch Francesco Profumo. Uczestników konferencji przyjmie na audiencji 28 lutego papież Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Bp Guzdek: nie wolno nam sięgać po język i metody niegodne ucznia Chrystusa

2020-01-19 15:55

[ TEMATY ]

wojsko

katedrapolowa.pl

Stając w obronie zasad ewangelicznych wartości, musimy być otwarci na tych, którzy znajdują się na obrzeżach lub poza dostrzegalnymi granicami Kościoła – mówił w Krakowie bp Józef Guzdek. Biskup polowy Wojska Polskiego przewodniczył w kościele garnizonowym św. Agnieszki Mszy św., po której poświęcił tablicę upamiętniającą asa myśliwskiego Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii Stefana Janusa.

W homilii podkreślał, że chrześcijanie muszą być niejednokrotnie znakiem sprzeciwu, ale trzeba pamiętać o tym, aby „nie sięgać po metody i nigdy nie posługiwać się językiem niegodnym ucznia Chrystusa”.

Nawiązał do homilii św. Jana Chryzostoma, w której przestrzega on, by owce nie stały się wilkami. „Jak długo jesteśmy owcami, zwyciężymy. Otoczeni gromadą wilków, stajemy się mocniejsi. Gdy jednak stajemy się wilkami, ulegamy, ponieważ jesteśmy pozbawieni pomocy Dobrego Pasterza. Wszak nie jest on pasterzem wilków, ale owiec” – przywołał słowa tej homilii.

– Jakże to jest ważne, żebyśmy się nie „zwilczyli”; byśmy stosowali metody godne chrześcijanina! – podkreślił.

Kaznodzieja zauważył, że obrazem Kościoła jest bazylika św. Piotra w Rzymie: zarówno wnętrze świątyni, jak i plac z otaczającą go kolumnadą, przypominającą rozwarte ramiona. - Tak właśnie musi wyglądać Kościół katolicki. Gdyby zamiast kolumnady zbudował nieprzekraczalny mur, zrezygnowałby ze swojej katolickości – stwierdził hierarcha.

Jak zaznaczył, jako uczniowie Chrystusa, stając w obronie zasad i będąc świadkami ewangelicznych wartości, „musimy być otwarci na tych, którzy znajdują się na obrzeżach lub poza dostrzegalnymi granicami Kościoła”. - We wspólnocie Kościoła jest miejsce zarówno dla chrześcijan od urodzenia, jak i dla spóźnionych i zwlekających z odpowiedzią na łaskę wiary – dodał.

- Jakie jest moje chrześcijaństwo? Czy jestem wierny Ewangelii i ojczyźnie? Czy zdradziłem Chrystusa i ewangeliczne metody? – zapytywał zgromadzonych w świątyni. Podkreślił, że początkiem nawrócenia drugiego człowieka jest zdumienie. - W słowach i czynach powinniśmy być źródłem zachwytu i zdumienia, aby o nas mówiono tak jak o pierwszych chrześcijanach: „Patrzcie, jak oni się miłują, jak oni są wierni Chrystusowi i Ewangelii, jak oni są wierni wszystkim przykazaniom dekalogu” - mówił. Dodał, w sferze duchowej nic nie można osiągnąć „na rozkaz”.

Po Mszy św. biskup polowy Wojska Polskiego poświęcił tablicę, którą uroczyście odsłonili: przedstawicielka rodziny pilota Jolanta Janus, dyrektor krakowskiego oddziału IPN Filip Musiał i wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa Sławomir Pietrzyk

- Oddajemy dziś hołd temu konkretnemu oficerowi, ale widzimy w jego życiorysie także dokonania setek tysięcy innych polskich żołnierzy, którzy w mundurach polskich sił zbrojnych, a czasem także obcych armii alianckich walczyli przeciwko zniewoleniu w latach II wojny światowej. Widzimy wyjątkową determinację – powiedział Filip Musiał, przypominając życiorys Stefana Janusa i wysiłki, które podejmował, by mógł walczyć o wolność ojczyzny. Przywołał słowa gen. Stanisława Maczka: „Żołnierz polski walczył o wolność wszystkich narodów, ale umierał tylko dla Polski”.

Dr Filip Musiał przypomniał, że Stefan Janus podczas II wojny światowej wykonał 110 lotów bojowych, 27 lotów operacyjnych, mając potwierdzonych sześć zestrzeleń maszyn wroga, a jego wyjątkowość potwierdzają odznaczenia, które otrzymał m.in. Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari, cztery Krzyże Walecznych i brytyjski Distinguished Service Order.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję