Reklama

"Czekajcie więc, bracia, cierpliwie na przyjście Pana" (Jk 5, 7)

BISKUP KAZIMIERZ ROMANIUK
Edycja warszawska (st.) 49/2000

Rozpoczął się liturgiczny okres Adwentu, czyli czas oczekiwania na przyjście Boga Człowieka. W opinii nie tylko Polaków czekanie nie cieszy się najlepszą reputacją.

Jako naród długo czekaliśmy na odzyskanie upragnionej niepodległości, nie mogliśmy doczekać się końca zwłaszcza II wojny światowej, a gdy już się skończyła, byliśmy skazani na półwiecze dalszego narodowo-politycznego czekania. Wystawaliśmy w najrozmaitszych kolejkach po najbardziej elementarne zakupy z chlebem włącznie, po benzynę przed stacjami paliw, do lekarza, po comiesięczną rentę, do podatkowego okienka w najrozmaitszych korkach ulicznych i na przystankach autobusowo-tramwajowych... Ile przy tym było obrazy Bożej, przekleństw, zniecierpliwienia, międzyludzkich konfliktów i starć nie zawsze tylko słownych... A wszystko przez owo nieszczęsne oczekiwanie. Z czasem wytworzyła się nawet instytucja albo zawód profesjonalnych "czekaczy" . Byli to zazwyczaj emeryci, którzy za odpowiednim wynagrodzeniem spędzali całe godziny, najczęściej nocne, w najrozmaitszych kolejkach: po zakup mebli, pralki, samochodu itp. Ci być może chwalili sobie zjawisko kolejek i obowiązkowego czekania. Czekanie było dla nich sposobem na życie. Natomiast dodatkowo złorzeczyli czekaniu ci, którzy owych zawodowych "czekaczy" byli zmuszeni opłacać. Jeszcze raz powtórzmy: czekanie źle jest notowane, konieczność czekania ma bardzo złą prasę.

Ale czy tylko? Czy ten medal naprawdę nie ma drugiej strony? Czy w ludzkim czekaniu rzeczywiście nie można się dopatrzeć niczego dobrego?

Chyba jednak można. Są bowiem takie gatunki czekania, które wzbudzają nasze emocje, dobre emocje, mobilizują nas wewnętrznie, dodają chęci do życia. To na przykład oczekiwanie na przybycie ukochanej osoby, otrzymanie dyplomu czy wyróżnienia, narodziny upragnionego dziecka, wprowadzenie się do nowego domu. Wszystkie te oczekiwania dodają swoistego uroku ludzkiemu życiu. Człowiek, który już na nic nie czeka, nie bardzo widzi sensu swojego trwania przy życiu. Pozostaje mu, dokładnie mówiąc, jeszcze jedno czekanie, ale to najgorsze z możliwych: już tylko na śmierć. Trudno nie przyznać, że życie, któremu nie towarzyszy już czekanie na cokolwiek i kogokolwiek, jest szare, smutne i nie pociągające.

Dla chrześcijanina zawsze jest adwent

W tym miejscu trzeba jednak zauważyć, że nie jest to sposób myślenia, który mieliby prawo podzielać ludzie wierzący, dokładnie: żyjący wiarą w prawdy przekazane nam przez objawienie. W świetle tych prawd wiary życie chrześcijanina, niezależnie od jego doczesnych okoliczności, zawsze ma charakter adwentowego czekania. Dokładnie przedstawił to św. Paweł, który pisał do Filipian: "Dla mnie bowiem życie - to Chrystus, a śmierć - to po prostu zysk... być z Chrystusem to przecież wielkie szczęście..." (Flp 1, 21. 23).

Tak więc w życiu chrześcijanina nigdy nie powinno być miejsca dla szarzyzny i bezcelowości. Kiedy się już nawet spełnią wszystkie nasze małe ziemskie oczekiwania, pozostaje jeszcze jedno, w pewnym sensie najważniejsze: oczekiwanie na spotkanie z Chrystusem. " Być z Chrystusem to przecież wielkie szczęście". To na pewno największe, najcenniejsze oczekiwanie z kategorii tych wszystkich pozytywnych oczekiwań. I dlatego żaden dom emerytów nie musi być miejscem smutku, beznadziejności i przygnębienia. Tam się oczekuje na radosne spotkanie z Chrystusem. W tym jednym oczekiwaniu rehabilitują się niejako wszystkie inne, najbardziej uciążliwe czekania.

Czekać - to mieć nadzieję

Oczekiwania ludzkie najczęściej bywają określone za pomocą przymiotnika "cierpliwe" lub przysłówka "cierpliwie". Nie ma sprzeczności pomiędzy czekaniem "pełnym napięcia" a "cierpliwym". Emocje, napięcia przyczyniają się nawet do ożywienia cierpliwości. W przypadku oczekiwania na spotkanie z Bogiem u podstawowej cierpliwości znajduje się wiara w niezawodność Bożych obietnic, we wszechmoc i nieskończoną dobroć Boga. U Boga wszystko jest możliwe. To właśnie ta wiara czyni nasze oczekiwania bardziej spokojnymi, pozbawiając je nie zawsze pożądanego podniecenia.

Z drugiej strony, na utrzymywanie się stanu swoistego ożywienia wpływa towarzysząca oczekiwaniu nadzieja. Czekać - to mieć nadzieję, że spełnią się nasze oczekiwanie. W niektórych sytuacjach nadzieja przyczynia się do przedłużenia czekania i utrzymania w nas woli życia. Nie wiemy oczywiście, jakie nadzieje ocalenia podtrzymywały przez przynajmniej pewien czas marynarzy na zatopionym niedawno podwodnym okręcie rosyjskim. Nikt nie dowie się też o sile nadziei tych, którzy nie przeżyli, choć na ratowniczych tratwach utrzymywali się jakiś czas po rozbiciu okrętu. Ale niejednokrotnie już opowiadali o swoich nadziejach ocalenia górnicy uratowani z bardzo groźnej katastrofy albo ofiary trzęsień ziemi, wydobyte po kilku dniach spod zwałów gruzu. Pewien więzień amerykański, skazany niesłusznie na karę śmierci, gdy po kilku latach został w kolejnym procesie uniewinniony, oświadczył publicznie, że wiele razy miał okazję popełnić samobójstwo, ale utrzymywała go przy życiu chrześcijańska nadzieja, że doczeka się skorygowania niesprawiedliwego wyroku. I czekał.

Reklama

Czekanie umiejętne

Czekanie rzadko kiedy jest samą bezczynnością, beztroskim dolce far niente. A jeśli czekający dopuszczą do tego, to może ich spotkać to, co przeżyły nieroztropne panny z Ewangelii. Nie zdobyły się na umiejętność dobrego czekania. W prawdziwe czekanie musi być zaangażowana wiara i nadzieja. No i, rzecz jasna, miłość, zwłaszcza gdy oczekuje się na ukochane osoby i wymarzone zdarzenia. Przypominają się podniesione ku niebu oczy tłumów, wypatrujących helikoptera z Ojcem Świętym w czasie nie jednej jego pielgrzymki.

Czekanie refleksyjne

Warto też zauważyć, że istnieje pewna różnica w oczekiwaniu na kogoś i w oczekiwaniu na coś. Oczekiwaniu na kogoś towarzyszą spekulacje: a to na temat jego wyglądu, jeśli jest w ogóle nieznany, a to na temat zmian w wyglądzie, gdy się osobę oczekiwaną już widziało. Zastanawiamy się, jak zareaguje na nasz widok, co powie, co my powinniśmy odpowiedzieć. Oczekiwanie na kogoś jest pełne myślenia. Nie dostrzega się tego w oczekiwaniu na osiągnięcie jakiejś rzeczy martwej, choćby przedstawiała dla nas niemałą wartość.

Skazani na czekanie?

Wreszcie należy odróżniać oczekiwanie, które sami sobie niejako z całą dobrowolnością zadajemy od oczekiwania narzuconego nam przez innych albo przez zewnętrzne okoliczności. Bywamy więc skazywani na czekanie albo sami decydujemy się poczekać z podjęciem jakiejś decyzji. W tym drugim przypadku oczekiwaniu towarzyszą ludzkie kalkulacje, ciągłe ważenie wszystkich "za" i "przeciw", w pierwszym dokłada się wszelkich starań, żeby samo oczekiwanie nie było zbyt uciążliwe.

Bóg czeka

Posługując się nieco paradoksalnym sposobem i myślenia, i mówienia, można by powiedzieć, że Pan Bóg też przeżywa swój adwent. Pan Bóg też oczekuje: oczekuje na przyjście człowieka. Czasami to oczekiwanie trwa od jednej spowiedzi wielkanocnej do drugiej, ale niekiedy przeciąga się na wiele lat lub na całe życie. Bywa i tak, że w ogóle do niego nie dochodzi za ziemskiego życia człowieka. Trwa Boże oczekiwanie. Skończy się w dniu Sądu Ostatecznego. I jak my w adwentowych modłach prosimy niebiosa, by nam zesłały Sprawiedliwego, tak też On, ów Sprawiedliwy, przeżywając swój adwent, zwraca się do nas z apelem: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy" (Mt 12, 28) lub zaprasza nas na ucztę poprzez swoich wysłanników wołających (Łk 14, 17).

Obyż nasze dobre, pobożne przeżycie czasu adwentowego przyczyniło się do skrócenia adwentu Bożego, czyli czasu oczekiwania na nasz powrót do domu Ojca.

Reklama

Jakub blokuje LGBT

2019-08-21 11:24

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 38-39

Skutkiem ubocznym tzw. marszu równości w Płocku jest duża popularność 15-letniego Jakuba, który próbował zablokować go z krzyżem w ręku. „Niedzieli” opowiada, dlaczego to zrobił

SplashNews.com/EastNews
Jakub z krzyżem w ręku usiłuje powstrzymać marsz równości w Płocku

Zdjęcia i filmiki obiegły internetowe portale. Nastolatek z pokaźnym krzyżem i różańcem stanął na trasie płockiego marszu środowisk homoseksualnych, na który zwieziono autokarami aktywistów z całej Polski. Do konfrontacji nie doszło: Jakub został zatrzymany, zepchnięty i wyniesiony przez eskortujących marsz policjantów.

Dlaczego chciał zablokować marsz, a do tego z krzyżem? – Chciałem przypomnieć gest ks. Ignacego Skorupki z bitwy z bolszewikami – mówi. – Nikt mnie nie namawiał ani nie zmuszał do działania. Mam 15 lat, rozumiem otaczający mnie świat i potrafię świadomie podejmować decyzje. Zrobiłem tylko to, czego nikt inny nie chciał zrobić.

Musimy się bronić

Opinie o takich marszach są przeciwstawne. Ich poplecznicy twierdzą, że to manifestacja równości homoseksualistów itp. oraz innych normalnych ludzi; przeciwnicy mówią o wciskaniu kitu, oswajaniu z nienormalnością i propagowaniu chorych idei i zboczeń. Płocki marsz odbył się pod hasłem: „Płock napędza równość!”.

Jakub, kilkunastolatek z Płocka, ma wyrobioną opinię na temat takich marszów i zachowania ich uczestników: propaganda szerzona w czasie imprez LGBT sprzeciwia się katolickiej nauce i zdrowemu rozsądkowi. – To jest powód – tłumaczy – akcji z krzyżem w ręku.

Chciał też pokazać, że nie ma zgody na profanacje, które na takich marszach się odbywają. – Obrazki Matki Bożej z tęczową aureolą wołają o pomstę do nieba. Katolicy muszą się bronić – mówi twardo. Widział takie bluźniercze podobizny na marszu w Płocku. – To było straszne, łzy stanęły mi w oczach... – wyznaje.

Ma wiele pytań

Jakub niedawno skończył szkołę podstawową i dostał się do katolickiego liceum działającego przy miejscowym seminarium duchownym. List polecający dał mu proboszcz parafii katedralnej ks. kan. Stefan Cegłowski. Proboszcz i Jakuba, i jego rodzinę dobrze zna, ale ani o nim, ani o ostatnich wydarzeniach nie chce mówić. Twierdzi, że szkodzi to chłopcu.

Płocki duchowny zaświadcza o wiarygodności Jakuba. Chłopak żyje tym, o czym mówi. Jest głęboko wierzącym i przekonanym katolikiem, ma poglądy tradycjonalistyczne. – Interesuje się liturgią trydencką i ma wiele pytań z nią związanych. Jako jeden z niewielu w czasie udzielania Komunii św. przyklęka – mówi kapłan. – Jest inteligentny i elokwentny. Zdał do dobrej, katolickiej szkoły. Ma przed sobą przyszłość. Jeśli chce zostać księdzem, może nim zostać – dodaje. Z zastrzeżeniem: jeśli znajdzie w sobie dość pokory. Na razie w wywiadach po zdarzeniach z marszu równości, m.in. w telewizji wrealu.24.pl, ma z tym kłopot.

Chce być księdzem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Radomsko i Zawiercie powitało Jasnogórską Maryję

2019-08-25 14:59

Magda Nowak

Piesze pielgrzymki zdążające na imieniny Matki Bożej Częstochowskiej kolejny dzień docierają na Jasną Górę. W niedzielę 25 sierpnia wśród pątniczych grup przybyły Piesza Pielgrzymka Radomska i Piesza Pielgrzymka Zawierciańska. Wędrowali w skarze słońca przez dwa lub trzy dni, by Matce Bożej przynieść ważne prośby i dziękczynienia. Modlono się przede wszystkim w intencji małżeństw i rodzin.

Magda Nowak/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Peilgrzymi z Zawiercia i Radomska

Ponad 500 osób przywędrowało pieszo z Radomska. Pątników wprowadził na Jasną Górę bp Andrzej Przybylski, który także w czasie drogi wygłosił dla nich konferencję. Ze względu na remonty drogowe trasa pielgrzymki została w tym roku podzielona na dwa dni i prowadziła przez: Radomsko, Gidle, Garnek, Skrzydlów i Mstów. Kierownikiem radomszczańskiej pielgrzymki był ks. Zbigniew Heluszka.

Tegoroczne hasło Pieszej Pielgrzymce Zawierciańskiej brzmiało: „Każda rodzina niesie światło”. Tradycyjnie wędrowano trasą przez Leśniów i Olsztyn. Opiekunem pielgrzymki był ks. Adam Dróżdż. Na szlak wyruszyło z Zawiercia ok. 350 osób. Dużą część grupy stanowili ludzie młodzi. Ich radość wiary, śpiew i energia udzielały się wszystkim witającym pielgrzymki na jasnogórskich błoaniach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem