Reklama

W darze dla Pasterza

2013-06-06 14:53

Edyta Hartman
Edycja podlaska 23/2013, str. 2

Archiwum bp. Antoniego Dydycza

Z datą 9 czerwca oddajemy do rąk naszych Drogich Czytelników wyjątkowy numer „Niedzieli Podlaskiej”, bo i okazja ku temu jest szczególna - jubileusz 50-lecia kapłaństwa Pasterza diecezji. Centralne uroczystości jubileuszowe będą miały miejsce w czwartek 13 czerwca. O godz. 16 w katedrze w Drohiczynie rozpocznie się Msza św. jubileuszowa pod przewodnictwem Złotego Jubilata - bp. Antoniego Dydycza, podczas której homilię wygłosi abp Józef Michalik - przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Na wspólne świętowanie do drohiczyńskiej katedry zaproszeni są wszyscy diecezjanie, obecnych będzie wielu biskupów z Polski i zagranicy, przedstawicieli duchowieństwa, świata kultury, mediów i polityki, ludzi różnych stanów i zawodów, których jednoczy osoba bliskiego tak wielu Ordynariusza Drohiczyńskiego.

Jako redakcja nie mogliśmy się nie włączyć w te ważne dla naszej diecezji i każdego wierzącego mieszkańca podlaskiej ziemi obchody i w darze dla Księdza Biskupa przygotowaliśmy numer w całości jemu poświęcony. Ilustrują go archiwalne zdjęcia, pokazujące dzieciństwo i młodość Antoniego Dydycza, jego nowicjat i początki w Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów, są i te z czasów, kiedy Ksiądz Biskup pełnił funkcję definitora generalnego ojców kapucynów w Rzymie i był odpowiedzialny za zakon w Europie Środkowo-Wschodniej. Tę retrospekcję zamykają fotografie współczesne, obrazujące serdeczne, pełne życzliwości i otwartości spotkania z ludźmi o. Pacyfika, dziś już jako Biskupa Drohiczyńskiego. Spotkania te zawsze ubogacają, a Ksiądz Biskup jak nikt potrafi sprawić, że każdy w jego obecności czuje się ważny, wyjątkowy i niepowtarzalny (takie opinie przeważają wśród osób, którym dane było spotkać bp. Antoniego osobiście, choćby na chwilę).

Dzieciństwo i młodość Złotego Jubilata w rodzinnych Serpelicach w rozmowie z ks. Mariuszem Boguszewskim przybliża s. Cezaryna, sercanka mieszkająca obecnie w Drohiczynie, a braterskimi wspomnieniami z okresu życia w Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów dzieli się z Markiem Sobiszem jego przyjaciel o. Gabriel Bartoszewski OFMCap.

Reklama

Swoje życzenia dla Księdza Biskupa w podziękowaniu za pracę na niwie diecezjalnej kierują przedstawiciele różnych stanów, profesji, reprezentanci wszystkich dekanatów w diecezji. Jasno z nich wynika, jak ważną rolę odgrywa Ksiądz Biskup Antoni, kapłan rozpoznawalny nie tylko w swojej diecezji, ale i w całej Polsce, a nawet na świecie, ceniony za klarowną postawę, kochany za poruszające, chwytające za serce, przemawiające do sumienia kazania, a nade wszystko - człowiek prawy i uczciwy.

Niejako uzupełnieniem tego, co znajdziemy w „Niedzieli Podlaskiej”, jest zamieszczony w obecnym wydaniu „Niedzieli” ogólnej, na str. 16-17, wywiad pt. „Chrystianizować, a nie walczyć”. Z bp. Antonim Dydyczem rozmawia redaktor naczelny „Niedzieli” ks. inf. Ireneusz Skubiś.

* * *

Jego Ekscelencji
Księdzu Biskupowi Antoniemu Dydyczowi
z okazji imienin
oraz złotego jubileuszu święceń kapłańskich,
przypadającego 29 czerwca,
życzymy obfitości łask Bożych, zdrowia,
ludzkiej życzliwości
i opieki Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła,
Patronki Diecezji Drohiczyńskiej
Redakcja i Czytelnicy „Niedzieli Podlaskiej”

Tagi:
biskup jubileusz

Reklama

Kolumbia: biskup w stroju bezdomnego na kongresie diecezjalnym

2019-10-15 19:11

pb (KAI/avvenire.it) / Armenia

Ordynariusz kolumbijskiej diecezji Armenia przyszedł na diecezjalny kongres duszpasterstwa społecznego przebrany za bezdomnego. Nierozpoznany przez nikogo, obserwował zachowania uczestników obrad. Swój psychologiczny eksperyment podsumował słowem: „obojętność”.

youtube.com
Biksup podczas przygotowań do roli bezdomnego

Psycholog i komunikator społeczny, 52-letni bp Carlos Arturo Quintero Gómez założył zużyte ubrania, poddał się maskującemu wygląd makijażowi i poszedł na kongres, odbywający się na uniwersytecie Quindío. Żebrał, prosił o pomoc, a nawet upadł, aby przekonać się, jak zareagują zebrani na obecność „intruza”.

- Zrobiłem to, aby zobaczyć reakcje ludzi w spotkaniu z osobą ubogą, bezdomną, w brudnym i śmierdzącym ubraniu, która wchodzi do kościoła czy na diecezjalny kongres. Był to sposób na poznanie postaw chrześcijan - wyjaśnił hierarcha cel swego eksperymentu.

Opowiedział też, co odczuwał w czasie, gdy udawał bezdomnego. - Zacząłem wchodzić w skórę takiej osoby. Odczułem ból i rozdarcie serca na myśl o niedostatku i o ubóstwie. Gdy tylko wszedłem do auli, zacząłem doświadczać obojętności. Wszedłem tam tak, jakbym był u siebie w domu. Nikt mnie nie przyjął, gdy przechodziłem przez recepcję, nikt mnie nie przywitał i nikt nie zapytał, kim jestem. Potem usiadłem w strategicznym miejscu, aby móc analizować zachowania ludzi - stwierdził bp Quintero Gómez.

Przyznał, że nikt go źle nie potraktował, ale to, czego doświadczył, najlepiej oddaje słowo „obojętność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chodząca boso św Jadwiga Śląska

2019-10-16 14:14

wikipedia.org

Święta Jadwiga Śląska to święta Kościoła katolickiego, żona Henryka I Brodatego, księcia wrocławskiego, matka Henryka II Pobożnego, córka hrabiego Bertolda VI von Andechs, księcia Meranii, fundatorka kościołów i klasztorów.

Jędrzej Rams

Według podań Jadwiga była osobą posiadającą cechę wielkiej skromności, a jednocześnie bardzo zaangażowaną w swoje działanie. Cechy te ilustruje legenda, według której Jadwiga, aby nie odróżniać się od reszty swego ludu oraz w imię pokory i skromności, chodziła boso. Irytowało to bardzo jej męża, wymógł więc na spowiedniku, aby ten nakazał jej noszenie butów. Duchowny podarował swej penitentce parę butów i poprosił, aby zawsze je nosiła. Księżna, będąc posłuszną swojemu spowiednikowi, podarowane buty nosiła ze sobą, ale przywieszone na sznurku.

Urodziła się i wychowała w zamku Andechs w Bawarii, jako córka Bertolda VI von Andechs i Agnieszki von Rochlitz z rodu Wettynów. Miała czterech braci, w tym Eckberta, biskupa Bambergu[5] oraz trzy siostry, w tym Agnieszkę (żonę Filipa II Augusta) i Gertrudę (żonę króla węgierskiego Andrzeja II i matkę św. Elżbiety Węgierskiej)[6]. Trzecia z jej sióstr była przełożoną klasztoru benedyktynek w Kitzingen koło Würzburga, dokąd Jadwiga została wysłana w młodym wieku, gdzie zdobyła wykształcenie[7][8].

W wieku 12 lat została wydana za mąż za śląskiego księcia Henryka I Brodatego. Uroczystość ślubna odbyła się najprawdopodobniej w rodzinnym zamku Andechs[d][3]. W 1202 roku Henryk został księciem całego Śląska, a w 1233 został księciem Wielkopolski. W 1229 roku Henryk w wyniku wojny z Mazowszem o ziemię krakowską dostał się do niewoli. Z pomocą przybyła mu Jadwiga. W wyniku rozmów z Konradem Mazowieckim Henrykowi zwrócono wolność w zamian za zrzeczenie się roszczeń do Małopolski[2]. Jadwiga urodziła siedmioro dzieci: Bolesława, Konrada, Henryka, Agnieszkę, Zofię, Gertrudę i Władysława.

Oboje z Henrykiem I byli ludźmi bardzo religijnymi, w 1209 roku złożyli śluby czystości, dbali o rozwój Kościoła i byli fundatorami wielu kościołów, w tym klasztoru sióstr cysterek w Trzebnicy. Prowadziła też działalność dobroczynną, starała się o pomoc chorym i ubogim – zorganizowała działalność wędrownego szpitala dla ubogich, otworzyła szpital dla trędowatych w Środzie Śląskiej, kolejną placówkę leczniczą założyła w Trzebnicy.

Po śmierci męża w 1238 zamieszkała w trzebnickim klasztorze, prowadzonym przez jej córkę Gertrudę. Wkrótce zaangażowała się w ożywienie życia religijnego Śląska, sprowadzając do tamtejszych kościołów duchownych z Niemiec. Wspierała też sprowadzanie niemieckich osadników na słabo zaludnione rejony wówczas zachodniej części Śląska, wspierając tym samym rozwój rolnictwa.

W czasie najazdu tatarskiego w 1241, Jadwiga Śląska schroniła się na zamku w Krośnie Odrzańskim. Od wielu lat w tym właśnie mieście w województwie lubuskim, organizowany jest turniej rycerski „O Pierścień Księżnej Jadwigi” (zwykle we wrześniu), a także wydarzenie muzyczne pod nazwą Festiwal Jadwigensis (zwykle w październiku). Organizatorem obydwu jest Centrum Artystyczno-Kulturalne „Zamek” w Krośnie Odrzańskim.

Jadwiga zmarła 14 lub 15 października 1243 roku w Trzebnicy w opinii świętości i została pochowana w kościele w Trzebnicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bóg afrykańskich dzieci

2019-10-17 12:57

Agata Pieszko

W Kamerunie mieszka ok. 150 Polaków, a wśród nich pallotynka, s. Hanna Gnatowska, która opowiada o realiach misji i o tym, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci.

Archiwum prywatne s. Hanny

Agata Pieszko: – Siostro, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci?

S. Hanna Gnatowska: – Widzę, że Bóg jest dla nich kimś wielkim, mają do niego wiele szacunku, one Go czują. Chciałabym im przedstawić Boga Ojca, bo im często brakuje własnych, ziemskich ojców, którzy niestety odchodzą szybko z powodu różnych chorób.

– Czy Siostra musi tłumaczyć, kim jest Bóg?

– Ja tego nie tłumaczę, ja po prostu jestem z tymi dziećmi. Kiedy przyjeżdżam do szkoły, widzę je wszystkie w mundurkach szkolnych, głodne, zmęczone i zaspane, ale podnoszą flagę, odśpiewują hymn i dzielnie idą na zajęcia. Kiedy ok. godz. 9 mają przerwę, wówczas wjeżdżam z wielką afrykańską muzyką, a one rzucają nawet ukochaną piłkę, podbiegają i krzyczą: „Ma soeur, la musique!”, co po francusku znaczy: „Siostro, muzyka! Prosimy o muzykę!”. Wtedy razem śpiewamy i tańczymy. Może to pyszne, ale myślę, że one odnajdują w tym Boga.

– Pierwsza myśl, kiedy postawiła Siostra stopę na afrykańskiej ziemi?

– Łzy szczęścia. Nie było słów. Kiedy samolot lądował, widziałam czerwoną ziemię, bananowce, tę egzotykę. Bóg jest wielki. To on ofiarował mi misję w dżungli. O Nim trzeba mówić.

– Czemu akurat Afryka?

– Od zawsze była moim marzeniem. Mama śpiewała mi o niej piosenki, kiedy byłam dziewczynką. Pytanie, które zadałam siostrom pallotynkom jako pierwsze, było takie: czy wyjeżdżają na misje do Afryki. Kiedy polskie misje w Rwandzie zostały otwarte, zgłosiłam się. W przeddzień wieczystej profesji otrzymałam informację, że jestem dopuszczona. Już niczego więcej nie musiałam w życiu szukać. Zresztą już w siódmej klasie mówiłam, że chcę być siostrą i chcę mieć pod moim oknem pomarańcze.

– Co jest największym problemem kameruńskiej codzienności?

– Nie wiem, czy największym, ale jednym z wielu jest tradycja czarowników, tzw. marabu, bardzo mocno zakorzeniona w afrykańskiej kulturze. Ludzie mogą być religijni, chodzić do kościoła, ale kiedy z niego wychodzą, często powracają do dawnych wierzeń. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których choroba mylona jest np. z opętaniem. Wtedy rodzina, szukając pomocy, często zamiast do ośrodka zdrowia udaje się do czarownika. Samo oskarżenie o opętanie bywa niebezpieczne, ponieważ zdarza się, że wtedy osoby chore są wykluczane ze swojej społeczności i zaczynają być zdane wyłącznie na siebie. W całej miłości tych ludzi jest jeszcze, niestety, wiele dawnych wierzeń, dlatego misjonarze mają czasem utrudnione pole działania.

– Kobieta dżungli?

– Nie dałabym sobie takiego przywileju, ponieważ jestem tam za krótko, ale w sercu jestem człowiekiem Afryki, a dżunglą jestem zachwycona. Od młodości pociągało mnie wszystko to, co było poza codziennością. Miałam takie młodzieńcze zrywy. Kochałam jazdę konną, sportowe wyczyny i oryginalne zabawy, dlatego wiadomość o tym, że tak wcześnie poszłam do zgromadzenia była dla bliskich zaskoczeniem. Już w liceum byłam zdecydowana.

– Czy misjonarz miewa wolne?

– W trakcie urlopu również szukamy pomocy. Kiedy przybywamy do Ojczyzny, nadal gromadzimy kontakty, pracujemy, żeby przygotować kolejne lata posługi.

– Jakie są cele na misjach w Afryce?

– W szkole św. Pawła w Nkoum z roku na rok przybywa dzieci. Karmię je dwa razy w tygodniu. Gotujemy wtedy ogromne kotły ryżu, dodając do każdego kilka puszek sardynek i sos pomidorowy. Do tego orzeszki ziemne, które są odżywcze, ale bardzo drogie, mimo że są lokalnym produktem. Pragnę ofiarować dzieciakom trzeci posiłek. Kocham je, dlatego chciałabym im pomóc, jednocześnie nie wyrywając ich z rzeczywistości, którą znają. Konieczne są także odpowiednie filmy i kreskówki ewangelizacyjne, mówiące o Bogu w zrozumiały dla nich sposób. Czekam aż powstanie sala z rzutnikiem, w której będzie można przeprowadzać katechezy. Mamy już głośnik i maszynę do produkowania prądu. Potrzebne są także filtry oczyszczające wodę ze studni. Higiena jest tu na bardzo niskim poziomie. Dzieci są bardziej zakochane w Bogu niż we własnym staraniu się o zdrowie, dlatego trzeba ich tego nauczyć.

– Dlaczego warto pomóc?

– Te dzieci są zdane na pomoc z zewnątrz. Rodziców często nie ma, dziadkowie nie mają pojęcia o szkole, a ona jest dla nich wytchnieniem od tej trudnej rzeczywistości, od tej sklejonej chałupy, w której są głód, choroby i cierpienie. Dzięki zebranym funduszom staramy się podnieść ich stopę życia. Człowiek afrykański jest piękny. On przyjmuje, on daje, dzieli się tym, co ma, także swoją nieporadnością.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem