Reklama

Rasa panów pisze na nowo historię II wojny światowej

2013-06-24 12:49

Elżbieta Morawiec
Niedziela Ogólnopolska 26/2013, str. 33-34

Kadr z filmu "Nasze matki, nasi ojcowie"

Przez trzy wieczory w polskich domach „gościł” niemiecki film pt. „Nasze matki, nasi ojcowie”. Za pokazanie tego serialu niemieckiej propagandy w TVP Juliusz Braun powinien sobie dodać von przed nazwiskiem. A może i otrzymać odznaczenie niemieckie jakiegoś zasłużonego polakożercy, np. Stresemanna? Odznaczenie należy mu się także za dobór dyskutantów po emisji.

Antypolska polityka historyczna

„Nasze matki, nasi ojcowie” to najczystszy wykwit niemieckiej maszyny propagandowej, skłamany od początku do końca. W generaliach i detalach. Trudno uznać, że wyprodukowany w publicznej telewizji niemieckiej, jest sprawą przypadkową. To z pewnością ważny element polityki historycznej Niemiec, zmierzający do tego, aby co najmniej podzielić się odpowiedzialnością za wojnę z „podludźmi” Europy Wschodniej.

Zacznijmy od kłamstwa generalnego - dla piątki dzielnych niemieckich bohaterów z Berlina ta wojna zaczyna się w 1941 r.! - w roku ataku Hitlera na Związek Sowiecki. Nie było agresji na Polskę, nie było podboju Francji i całej Europy. Nie ma zatem powodu, aby mówić o niemieckich zbrodniach na ziemi polskiej, o KL Auschwitz, zbudowanym w 1940 r., o Pawiaku, łapankach, terrorze. Piątka młodych berlińczyków nic nie słyszała o prześladowaniu Żydów, choć wśród nich jest syn żydowskiego krawca, ofiary kryształowej nocy. Czworo z nich po prostu wybiera się na front, aby walczyć za ojczyznę. Jak to na wojnie. W ostatnim odcinku jeden z bohaterów powie nawet: „3 lata temu wyruszyliśmy do walki, aby r a t o w a ć (sic!) nasz naród”. Oni nie byli agresorami, oni szli „ratować naród”. Przez prowokację gliwicką, atak na Westerplatte i Wolbrom, przez spalone polskie wsie i miasta szli ratować wielki niemiecki naród. Niewykluczone zresztą, że w jakimś kolejnym niemieckim filmie dowiemy się, iż np. prowokacja gliwicka była sprawką polskich podludzi. A może być i tak, że równie odkrywczy okażą się nasi domowi „odbrązawiacze” - panowie Pasikowski i Krzyształowicz?

Reklama

Widziane z perspektywy rasy panów

Ten serial nie tylko szkaluje AK, ale jest jawnie, cynicznie antypolski. Nakręcony z tak ulubionej przez naród Beethovena i Adolfa Hitlera perspektywy rasy panów, rasy nadludzi.

Niemieccy bohaterowie serialu są czyści, niewinni, mają skrupulatne sumienia. Wokół nich są co prawda jacyś Sturmbannführerowie, ale nawet oni czasem świadczą dobro Żydom.

W niemieckich okopach gdzieś pod Kurskiem młody poborowy marzy o studiach u Heideggera, jak na wychowanka wysokiej niemieckiej kultury przystało. A nasi bohaterowie dokonują cudów skrupulatności sumienia, np. pielęgniarka Charlotte, która najpierw co prawda donosi na ukraińską Żydówkę, ale gdy ją zabiera gestapo, roni gorące łzy. No i nawraca się na człowieczeństwo. Czy tak być nie mogło? Zapewne bywało, jednostkowo -w „Naszych matkach, naszych ojcach” urasta to do rangi uogólnienia. Piątka protagonistów to bowiem symbol „normalnego” niemieckiego narodu, otoczonego co prawda różnymi zwyrodnialcami spod znaku SS i gestapo, ale to zdrowa tkanka niemieckości. „Zwykli” żołnierze Wehrmachtu, także ci dalszoplanowi, gdy mają strzelać do Ukraińców, czynią to ze złamanym sercem. Jakby Wehrmacht nie był w tej wojnie winien żadnych zbrodni (co przypomniała przed laty polska wystawa „Zbrodnie wojenne Wehrmachtu”).

Co innego rasy niższe, przede wszystkim Polacy (i Ukraińcy). Już sam dobór aktorów wyraźnie charakteryzuje założenie: po niemieckiej stronie ludzka uroda, a polscy chłopi i AK-owcy to jakieś „kartoflane gęby”, motłoch bez jednej myślącej twarzy. Dowódca oddziału partyzanckiego usiłuje w Viktorze rozpoznać Żyda... węchem. Jak pospolite zwierzę.

Podczas ataku na pociąg AK-owcy, stwierdziwszy, że w bydlęcych wagonach jechali Żydzi w pasiakach - odchodzą, nie uwalniając ich. A jeden z nich komentuje: „Żydzi są gorsi niż komuniści czy Ruskie”... Chłopi polscy dostarczający zaopatrzenie partyzantom dopytują się dociekliwie: „A Żydów u was nie ma?”. Odpowiedź AK-owca: „Potopimy ich jako koty”. Tyle wystarczy, aby ukazać naród podbity, naród, który wystawił największą armię podziemną w walczącej z Niemcami Europie - jako pospolite, antysemickie bydło. Naród - nie tylko żołnierzy Armii Krajowej.

Wśród tego wschodnioeuropejskiego motłochu korzystnie wyróżniąją się zwykli Rosjanie, nawet - bolszewicy. Kobiecy kamandir (zapewne z NKWD) ratuje niemiecką pielęgniarkę, w imię szczytnej idei - budowania przyszłej Europy. Chata rosyjskich chłopów to patriarchalny, święty obraz - dwoje schludnych staruszków zasiada przy czysto zastawionym stole. A u polskiego chłopstwa - bród i smród, muchy łażą po tłustym połciu słoniny. Lepiej nie wymyśliłby Władimir Putin, który w 2009 r. oznajmił Polakom, że traktat wersalski był krzywdzący dla Niemiec. Autorzy scenariusza doskonale się orientują, z kim w Europie należy się liczyć, zapewne pamiętają też, jak korzystnie w historii przebiegał zawsze sojusz Berlin-Moskwa.

Debata

Osobna sprawa to debata w TVP po emisji „Naszych matek, naszych ojców”. Zgromadziła ona dziwne zaiste grono ekspertów ze strony niemieckiej. I tak np. zaproszono do wypowiedzi konsultanta filmu, Żyda niemieckiego pochodzenia. Jak łatwo było się spodziewać - natychmiast padło oskarżenie Polaków o Jedwabne i tzw. pogrom w Kielcach. I podsądnym, znowu!, stał się rzekomy polski antysemityzm - zamiast niemieckiego kłamstwa. Ale jak mogło być inaczej, skoro ów profesorski ekspert jest obywatelem niemieckim? Jakoś ani Piotrowi Kraśce, prowadzącemu debatę, ani jego zwierzchnikom nie przyszło do głowy, aby zaprosić pracującego w Niemczech prof. Bogdana Musiała, pierwotnego konsultanta filmu, który wycofał się z firmowania kłamstw scenariusza, kiedy wszystkie jego sugestie odrzucono. Stronę polską reprezentowali: prof. Tomasz Szarota, ppłk AK Tadeusz Filipkowski, kilku żurnalistów, wśród nich rozmywający problem Adam Krzemiński. I jedyny rzetelnie, odważnie krytyczny - Piotr Semka.

Dziennikarz telewizyjny Piotr Kraśko w sposób niedopuszczalny sam ustanowił się głównym arbitrem w sprawie skandalicznej wymowy serialu, a głos - w polskiej sprawie, w polskim studiu TV! - najpierw oddał Niemcom. Prof. Szarota ledwo się przebijał ze swoimi opiniami przez wypowiedzi Szewacha Weissa. Wypowiedzi ppłk. Filipkowskiego były skutecznie „zagadywane” przez współdyskutantów i prowadzącego. Jeśli w świadomości polskiego telewidza coś pozostało, to może jedynie głos Semki, który stwierdził m.in., że „Nasze matki, nasi ojcowie” ukształtują z wolna pogląd na przebieg wojny nie tylko w niemieckich głowach. Niezwykle znamienny był dialog (nie wprost) pomiędzy płk. Filipkowskim a korespondentem wpływowego „Die Welt”. W reakcji na przypomnienie, że AK była regularną armią, emanacją podziemnego państwa polskiego, Gerhard Gnauck znakomitą polszczyzną, z jawnym cynizmem oświadczył, że Niemcy wiedzą może o francuskim Resistance, o partyzantce włoskiej, ale o AK nie słyszeli. Marginesowy ruch oporu Petainowskiej Francji temu panu i jego rodakom jawi się jako bardziej znaczący niż wielotysięczna podziemna Armia Krajowa... Tak to właśnie możemy „debatować” z sąsiadami zza Odry o wojennych dziejach Europy. Z sąsiadami, którzy właśnie rzucili nam pogardliwie w twarz nową wersją historii, napisaną z perspektywy rasy panów. Czy ciąg dalszy nastąpi? Można się obawiać, że tak, jeśli polityka historyczna dzisiejszego państwa polskiego będzie taka, jaka jest. Od ładnych kilku lat promująca poniżanie, politykę wstydu wobec polskiego patriotyzmu, polskich wojennych zasług. Prowadzona także przez rodzimych, wewnętrznych - najdelikatniej mówiąc - „rewizjonistów” historii.

Tagi:
film telewizja Niemcy

Premiera filmu „Duchowe świadectwo”

2019-04-30 09:22

Zofia Białas

Premiera filmu „Duchowe świadectwo”

Zofia Białas

W niedzielę 28 kwietnia, w Święto Miłosierdzia Bożego, w Zgromadzeniu Sióstr Opieki Społecznej p.w. Świętego Antoniego z Padwy (popularnie „Siostry Antoninki”) w Wieluniu odbyła się premiera filmu dokumentalnego pt. „Duchowe świadectwo” poświęconego Matce Innocencie Katarzynie Rzadkiej (1894 – 1962), Założycielce Zgromadzenia i Zgromadzeniu, którym kierowała aż do śmierci. Nazwę swą zgromadzenie zawdzięcza I Biskupowi Częstochowskiemu Teodorowi Kubinie, który erygował je w 1946 roku, jako Zgromadzenie Kanoniczne oparte na Regule św. Franciszka z Asyżu. W 1960 roku Zgromadzenie zostało agregowane do I Zakonu Braci Mniejszych.

Film został zrealizowany przez Zgromadzenie Sióstr Opieki Społecznej z racji 85 lat istnienia (powołane 8 grudnia 1933 w Piekarach Śląskich w święto Niepokalanego Poczęcia N.M.P.) i 80 lat pobytu w Wieluniu, do którego przybyły z Mirkowa w 1935 roku i gdzie tak naprawdę rozpoczęła się ich konkretna działalność.

Film, jak mówiła Maria Blajer – Matka Generalna Zgromadzenia – powstał dzięki pomocy i wsparciu Wieluńskiej Firmy „Ania”, Fundacji na Rzecz Rozwoju Powiatu Wieluńskiego, rodziny siostry Antoniny Mamzer, darczyńców z Belgii, Francji, rodzin wieluńskich. Reżyserami filmu są Jakub i Alicja Jarzyńscy.

Na premierze pojawili się znamienici goście, (choć nie wszyscy zaproszeni dotarli) będący jednocześnie bohaterami filmu. Przybyli: ks. abp Grzegorz Ryś z Łodzi, ks. kanclerz Zbigniew Tracz, ks. bp Stanisław Napierała, ks. prałat Henryk Orszulak, ks. prałat Marian Stochniałek, O. Syrach Janicki, ks. kapelan Jan Bednarek, ks. kapelan Paweł Otręba, ks. prałat Jacek Zieliński, ks. dziekan Marian Mermer, ks. kanonik Jarosław Boral, ks. Andrzej Kornacki, ks. Andrzej Walaszczyk, ks. Rafał Zawisza, ks. Henryk Sikora, reżyserzy Jakub i Alicja Jarzyńscy, Andrzej Chowis – prezes Fundacji na Rzecz Rozwoju Powiatu Wieluńskiego, Jacek Bogucki – prezes Firmy „Ania”, Tomasz Akulicz – przewodniczący Rady Miejskiej, Paweł Rychlik – Poseł na Sejm RP, Krzysztof Dziuba – wicestarosta wieluński, Jan Książek – dyrektor Muzeum Ziemi Wieluńskiej, Zdzisław Włodarczyk – prezes Wieluńskiego Towarzystwa Naukowego, siostry Antoninki z Wielunia, Mirkowa i Częstochowy, siostry Bernardynki, rodzina, Elżbieta Muszyńska z mężem, Anna i Krzysztof Bury w zastępstwie świadków Genowefy Czarnuch i Heleny Torchały.

Film, który zaprezentowano, jest filmem zrealizowanym dla sióstr.

Trwają rozmowy, żeby film miał swoją emisję w jednej z telewizji o zasięgu ogólnopolskim.

Film będzie wówczas bardziej zwarty i zsyntezowany, tym samym nieco krótszy, ale oddający wszystko to, co biorący udział w filmie chcieli powiedzieć na temat duchowości Matki Innocenty. A mówili o tym, że Matka Założycielka odznaczała się żywą wiarą, duchem modlitwy, umartwieniami, zdaniem się całkowicie na wolę Bożą, zaufaniem Opatrzności, umiłowaniem ubóstwa, oddaniem Kościołowi i niezwykłym szacunkiem do kapłanów (jej brat Antoni Rzadki został rozstrzelany przez Niemców w 1939 roku). Matka Innocenta promieniowała na otoczenie swoja dobrocią i szlachetnością. Wszystkim okazywała swoje macierzyńskie serce. Miejscowa ludność nazywała ja matką ubogich i chorych, których otaczała swoją opieką. Swoim życiem i działaniem, mówiły siostry, położyła fundament pod rozwój zgromadzenia. Od początku formacji uczyła siostry miłości Boga i bliźniego, ducha modlitwy, i poświęcenia oraz wytrwałej pracy dla bliźnich, w myśl hasła „ Z miłości do Boga, w służbie bliźniemu, nieść pomoc w potrzebie”.

Od roku 1991 Zgromadzenie Sióstr Opieki Społecznej jest Instytutem na prawie papieskim.

Film kończy się sekwencją na cmentarzu, przy grobie Matki Innocenty, gdzie oprócz sióstr pojawił się mężczyzna, który tak sam z siebie dał świadectwo o Matce Założycielce i odczytaną modlitwą ułożoną przez śp. Księdza Ryszarda Frysiaka:

Wszechmogący i miłosierny BOŻE,
który napełniłeś serce


Twojej Służebnicy Siostry Innocenty
miłością kapłanów, ubogich i chorych
i obdarzyłeś Ja heroiczną mocą
i ufnością w trudach życia,
przez Jej czynną,
służebną miłość BOGA i człowieka
udziel nam łaski…
o którą Ciebie BOŻE
przez Jej przyczynę pokornie prosimy.
Maryjo Niepokalanie Poczęta
i święty Antoni Padewski,
szczególnie przez Nią czczeni,
wyproście nam łaskę,
abyśmy mogli ujrzeć Ją
w chwale niebieskiej.
Matko Innocento, wstawiaj się za nami
przed obliczem BOGA w niebie.
Przez Chrystusa Pana naszego.
Amen

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie Franciszkanów po artykule "Gazety Wyborczej"

2019-05-22 07:11

mip / Kraków (KAI)

Przemysław Kowalczyk był uczniem szkoły od września 1989 r. do 24 stycznia 1990 r. - czytamy w nowym oświadczeniu Biura Prasowego Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (Franciszkanów) związanym z publikacją w "Gazecie Wyborczej". Wcześniej wydane oświadczenie zostało poszerzone o nową wiedzę.

BP KEP
Kard. Henryk Gulbinowicz

Publikujemy treść sprostowania:

W związku z artykułem Gazety Wyborczej zatytułowanym „Były uczeń seminarium duchownego oskarżył kardynała Gulbinowicza o molestowanie” wyższy przełożony o. Józefa, byłego rektora Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy, natychmiast po otrzymaniu informacji o publikacji w internecie osobiście skontaktował się z o. Józefem. O godz. 12.31 do mediów zostało przesłane następujące oświadczenie:

„Oświadczamy, że z rozmowy wynikają jasno dwie rzeczy:

Po pierwsze, imię i nazwisko Przemysław Kowalczyk nie figuruje w żadnych archiwalnych dokumentach szkoły. Kilku upoważnionych pracowników szkoły kilka razy sprawdzało dzienniki i inne dokumenty i nie odnaleźli takiego nazwiska.

Po drugie, o. Józef nigdy nikogo po nic nie wysyłał do kard. H. Gulbinowicza. Ani uczniów, ani dorosłych”.

Jednak o godz. 16.55 o. Józef zadzwonił do Sekretariatu Prowincji z wiadomością, że odnalazł informację, że Przemysław Kowalczyk był uczniem szkoły od września 1989 r. do 24 stycznia 1990 r. Jednocześnie podtrzymuje wypowiedź, że żaden z jego uczniów nigdy nie był przez niego posyłany do Księdza Kardynała.

Biuro Prasowe Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (Franciszkanów)

***

"Gazeta Wyborcza" opublikowała artykuł, w którym Karol Chum, wrocławski informatyk i autor wierszy, oskarża o molestowanie kardynała Henryka Gulbinowicza, ówczesnego metropolitę wrocławskiego. Miało to mieć miejsce w styczniu 1989 r., gdy Przemysław Kowalczyk (Karol Chum to jego literacki pseudonim) miał 15 lat i był klerykiem Niższego Seminarium Duchownego franciszkanów w Legnicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak wyjść z kryzysu – polscy biskupi pracują nad dokumentem

2019-05-22 18:15

mp, tk / Warszawa (KAI)

Projekt dokumentu wskazującego drogi wyjścia z kryzysu, w jakim znalazł się Kościół omawiała dziś w Warszawie Rada Stała KEP – poinformował po spotkaniu ks. Piotr Studnicki, koordynator medialny Centrum Ochrony Dziecka (COD). Opracowanie zwraca uwagę zwłaszcza na konieczność udoskonalenia pomocy osobom pokrzywdzonym.

Flickr/episkopat.pl

„W tej dziedzinie mamy wiele do zrobienia, a film braci Sekielskich bardzo jasno to pokazał” – ocenił ks. Studnicki. Wyjaśnił, że chodzi tu m. in. o kwestię zbudowania profesjonalnego systemu zgłoszeń, żeby osoby pokrzywdzone wiedziały, że nie jest to skomplikowane oraz, że ten system po prostu działa.

Projekt, który został opracowany w grupie osób skupionych wokół o. Adama Żaka jest próbą systemowej odpowiedzi na kryzys, który przeżywa Kościół w Polsce i wyznacza konkretne kierunki działania – powiedział ks. Studnicki.

Opracowanie podkreśla przede wszystkim konieczność zbudowania kompleksowej pomocy osobom pokrzywdzonym. Chodzi o system specjalnych punktów, w których osoby pokrzywdzone łatwo mogłyby znaleźć pomoc, np. psychologiczną.

Mowa jest także o prowadzonych przez COD już od dłuższego czasu, działaniach na rzecz prewencji i a więc systemie szkoleń skierowanych do zgromadzeń zakonnych, seminariów duchownych, księży i całego Kościoła. Chodzi o to, jak wyjaśniał koordynator medialny COD, „żeby poprzez zmianę świadomości, edukację i informację stwarzać coraz bardziej bezpieczne środowiska dla dzieci i młodzieży”.

Bardzo mocny nacisk pada w projekcie na kwestie prawne. Ma powstać ekspercka grupa robocza, która pomoże wprowadzić w życie nowe motu proprio Franciszka „Vos estis lux mundi”. Grupa ta będzie doradzać we wszystkich kwestiach prawnych, które mogą się zrodzić wśród diecezjalnych delegatów ds. ochrony małoletnich.

Projekt ma służyć także usprawnieniu komunikację wewnątrz Kościoła tak, by uniknąć sytuacji zobrazowanej w filmie Sekielskich, gdy ktoś usunięty z kapłaństwa, w dalszym ciągu podaje się za księdza. Poprawy wymaga także komunikacja z wiernymi. Jak zapowiedział ks. Studnicki, ma powstać grupa robocza, która zastanowi się jak wyjść z tematem wykorzystywania seksualnego do grup kościelnych, wspólnot czy też jak mierzyć się z tym tematem w kazaniach.

Obecnie po wstępnej aprobacie projektu przez Radę Stałą, opracowanie zostanie przekazane do dalszej dyskusji wszystkim biskupom. Projekt będzie jednym z tematów czerwcowych obrad episkopatu w Świdnicy. Gościem spotkania będzie abp Charles Scicluna, sekretarz pomocniczy Kongregacji Nauki Wiary, który w imieniu papież zajmuje się walką z pedofilią w Kościele.

Odpowiadając na pytanie o odpowiedzialność jak zostanie wyciągnięta wobec sprawców oraz ich przełożonych, abp Wojciech Polak zaznaczył, że w ramach opracowywanej strategii odbyło się dziś szkolenie dla wszystkich metropolitów w zakresie prawa ogłoszonego przez Papieża Franciszka w motu propio z 9 maja br. Wyjaśnił, że przewiduje ono również badanie przez metropolitów, jeśli takie zawiadomienia będą, w jaki sposób prowadzone były sprawy związane z przestępstwami ze strony duchownych.

Delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży wyjaśnił, że nowe papieskie motu proprio przewiduje również możliwość wszczęcia przez metropolitę postępowania, którego celem jest zbadanie prawidłowości działań biskupów z jego metropolii w tej sprawie. A jeśli zarzuty dotyczyć będą samego metropolity to postępowania takie winno zostać przeprowadzone przez najstarszego stażem biskupa ordynariusza z diecezji sufraganalnych wchodzących w skład metropolii. Przyznał, że postępowanie to będzie prowadzone w ścisłej jedności ze Stolicą Apostolską, a ostateczna decyzja odnośnie do księży biskupów podejmowana będzie nie na poziomie metropolii, tylko przez Ojca Świętego.

Odpowiadając na pytanie dotyczące ewentualnych zaniedbań ze strony kard. Kazimierza Nycza w sprawie ks. Olejniczka, prymas odpowiedział, że sam kard. Nycz wyszedł z inicjatywą zbadania tej sprawy przez zespół niezależnych, głownie świeckich, prawników. Materiał przez nich przygotowany zostanie przesłany do Stolicy Apostolskiej, a konkretnie do Kongregacji Nauki Wiary, która dokona oceny działań dokonywanych w tej sprawie w archidiecezji warszawskiej oraz wyciągnie ewentualne wnioski.

Zwołana dziś przez przewodniczącego Episkopatu Rada Stała podjęła pracę nad systemową odpowiedzią na problem wykorzystywania dzieci i młodzieży przez niektórych duchownych oraz na sytuację jaka zaistniał po emisji filmu „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich.

Tematem odrębnego, odbywającego sie po zakonczeniu obrad Rady Stałej kilkugodzinnego szkolenia dla arcybiskupów metropolitów były zasady wprowadzane przez list apostolski motu proprio „Vos estis lux mundi”, opublikowany przez Stolicę Apostolską 9 maja, a którego normy obowiązywać będą w całym Kościele katolickim od 1 czerwca br.

Szkolenie prowadził wybitny kanonista ks. Prof. Piotr Majer z Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie, który dokonał analizy prawnej dokumentu Franciszka.

Istotą Motu Proprio „Vos estis lux mundi” są regulacje prawne dotyczące całego Kościoła katolickiego w zakresie działań podejmowanych w przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Zawierają też one regulacje odnoszące się do biskupów podejrzanych o przestępstwa bądź zaniedbania w tej materii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem