Reklama

Muniek Staszczyk: czuję, że Bóg mnie kocha

2014-07-25 14:27

rozmawiała Agnieszka Królak / Warszawa / KAI

Patryk Korzeniecki/pl.wikipedia.org

Nie ma nic lepszego niż Dekalog, który w jakiś sposób ustawia Cię do pionu – mówi w rozmowie z KAI Muniek Staszczyk. Lider zespołu T.Love, który zaangażował się w promocję tegorocznego "Rajdu dla Życia", organizowanego przez Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, wyznaje też: "Dużo w życiu nabroiłem, bardzo dużo. Może udział w tej akcji to taki rodzaj mojej pokuty?"

KAI: Powiedział Pan, że akcja "Rajd dla Życia", której został Pan twarzą, nie do końca wpisuje się w klimat dzisiejszego przekazu medialnego. Jaki więc jest ten klimat? Jak się dziś myśli i mówi o wierze? Pytam Pana również jako ojca.

– Nigdy nie stosowaliśmy z żoną takiego nacisku wychowawczego. Nikt nikogo nie zmuszał do chodzenia do kościoła, chociaż my z żoną chodzimy. Ale mam wrażenie, że to często przychodzi samo. Na przykład mój syn, który studiuje italianistykę i jest teraz na Erazmusie we Włoszech, bardzo długo był taki... no, wiadomo. Przez jakiś czas kompletnie to wszystko olewał. Chodził do bardzo liberalnej, prywatnej szkoły i kiedyś na lekcji poróżnił się z pewnym dominikaninem o "te sprawy". Zawsze mówiłem mu, że Jezus Chrystus, Bóg, mówiąc po ludzku, to naprawdę nasz najlepszy kumpel (śmiech). Ale bez żadnego nacisku.
Lata mijały i kiedy odwoziłem go na lotnisko, kiedy wyjeżdżał na Sardynię, mówię: "Pewnie będziesz się ze mnie śmiał, ale dam Ci na drogę krzyżyk franciszkański, żeby Cię dobro otaczało". Akurat dostałem ten krzyżyk, poświęcony na Jasnej Górze, od kolegi zakonnika. A on mi na to: "Tato, wcale się nie będę śmiał, założę go". Poleciał na tę Sardynię, następnego dnia przybył tam papież a mój syn poszedł na to spotkanie z Franciszkiem. Nie jest jakiś mega rozmodlony, ale wiele rzeczy się w jego postawie zmieniło.
Ogólna atmosfera w mediach jest taka, że lansuje się błahostki. Chrześcijaństwo i katolicyzm są przedstawiane jako tępota, ciemnogród i zacofanie. Ja tak wcale nie uważam. Oczywiście, jest dużo bardzo złych rzeczy w Kościele, dużo niemądrych księży, ale również mnóstwo mądrych. Jak to z ludźmi bywa.
To, co ja widzę w Piśmie Świętym to otwartość, wolność – mimo, że niektórym to się wydaje niewolą – zrozumienie drugiego człowieka, nieocenianie go, niesądzenie – bo to jest domena tego naszego Złego Przeciwnika. Ja nie jestem żadnym świętym, jestem człowiekiem, który się potyka. Mam swoje słabości i nie będę nigdy perfekcyjny do końca, ale wybrałem raczej jasną stronę mocy (śmiech).
Dlatego między innymi wziąłem udział w promowanie "Rajdu dla Życia". Stwierdziłem, że dużo w życiu nabroiłem, bardzo dużo. Może udział w tej akcji to taki rodzaj mojej pokuty? Oczywiście wahałem się, zawsze jest ten drugi podszept: po co ci to? Co się będziesz wygłupiał? Co będziesz z siebie robił jakiegoś Zygmusia rozmodlonego...
Ludzie podchodzą do kwestii takich, jak np. aborcja, w sposób lekki. To jest temat bardzo trudny. Pomyślałem sobie, że jeśli jestem osobą znaną, może nawet nie kojarzoną w ten sposób, to dlaczego mam nie zrobić czegoś dobrego?
Takie postawy są dziś generalnie pod prąd. Dużo agresji wzbudza to w ludziach, co widać zwłaszcza dziś, w dobie internetu. "Jak to, taki pijak, narkoman, rock and roll'owiec? Co on się wygłupia, kłamie!"

- I nie boi się Pan kolejnego zaszufladkowania, kolejnych takich ocen po udziale w tej akcji?

- – Nie, nie boję się. Jestem otwarty na wiele rzeczy. Mam kolegów buddystów, ateistów, ultrakatolika. Ani nie nawracam, ani się nie wypieram. Kiedy ktoś pyta, mówię, że jestem wierzący. Bo czego mam się wstydzić?
Jestem za życiem, ogólnie pojętym. I nawet w swoich piosenkach staram się ludzi właśnie tym życiem częstować. Mimo, że T.Love jest zespołem, który opowiada o różnych mrocznych, szarych i ciemnych kolorach człowieka, to jednak chodzi właśnie o to życie. I widzę podczas koncertów taki sensowny uśmiech na twarzach fanów. Nie jest to może rozrywka masowa, ale na koncertach jest naprawdę dobra energia.

- A Kościołowi udaje się dziś ludzi "częstować życiem"? Przekazywać to, co najważniejsze, to, co dobre i radosne?

- – Myślę, że Kościół jest zagubiony po śmierci Jana Pawła II... Wydaje mi się, że przed Kościołem dużo roboty, bo jest też trochę skłócony, bo młodzież ma przed oczami taki stereotyp, że to wszystko to głupota, że katolickie zawężenie itd. Kościół ma trudne zadanie, bo to, co głosi jest kompletnie niemodne. Od razu jesteś kojarzony z jakimś idiotą, prymitywnym antysemitą, zamkniętym człowiekiem.
Myślę też, że potrzebne jest w Kościele uwspółcześnienie dialogu. Są w nim elementy "betonowe", zacofane, ale z drugiej strony, Ewangelia, nauczanie Chrystusa – to nie są rzeczy łatwe. Wiadomo, jak reagowała Europa zachodnia na nauczanie Jana Pawła II.
Generalnie katolicyzm jest religią dosyć wymagającą. Dzisiaj, kiedy na pierwszym miejscu stawia się przyjemność i szmal bez jakiejkolwiek refleksji, to katolicyzm wydaje się proponować coś trudnego, wydaje się do czegoś zmuszać.

- Patrzę na to w taki sposób: czasem spotyka się takiego "betonowego" księdza, który jednak w danym momencie twojej drogi życiowej jest "po coś". Spotkałem się z tym niejednokrotnie. Kiedyś nawet taki właśnie ksiądz nie dał mi podczas spowiedzi rozgrzeszenia. Byłem wkurzony na maksa. Ale on miał wtedy rację. Stałem w tym kościele na Żoliborzu jak banita, czułem się wykluczony. Ale potem moje życie tak się potoczyło, że zrozumiałem, że on miał rację.

- Znam bardzo wielu fajnych, otwartych księży, najczęściej są to zakonnicy. Są też tacy z nieco ograniczonymi horyzontami. Jak mi córka opowiadała, jak wyglądała u nich lekcja religii, no to słabo wyglądała. Była prowadzona w sposób średniowieczny, karcący – taki, że te dzieci były po prostu przestraszone. A chodzi o to, żeby dawać pozytywny przekaz, co nie oznacza, że wszystko można. Gdyby wszystko było można, to w ogóle nie mielibyśmy żadnej "podłogi". Mamy przecież swoje namiętności, popędy. Musi być jakiś porządek w tym wszystkim. Nie ma nic lepszego niż Dekalog, który w jakiś sposób ustawia Cię do pionu.
Kiedy idę na Mszę, to idę na Mszę i na różne rzeczy nie patrzę. Bo idę dla Boga, a nie dla księdza, który jest "przekaźnikiem" i wierzę, że działa w dobrej intencji. Chociaż znam wiele przypadków obrzydliwych, przypadków traktowania tego w sposób biznesowy, nie mający nic wspólnego z powołaniem, nie można tego odnosić do całego Kościoła. Podobnie z problemem pedofilii – to jest bardzo krzywdzące, kiedy na każdego księdza patrzy się teraz jak na pedofila. A ludzie myślą tak stereotypowo, jak barany...
Ja też jestem zagubiony, nie mam zamiaru się mądrzyć, nie uważam, że mam już w kieszeni zbawienie. Ale po prostu wielokrotnie dostałem od Boga pomoc. To nie jest biznes, Pan Bóg nie jest chłopcem na posyłki. Po prostu czuję, że On mnie kocha.

- Skoro Kościół i wiara są dziś często uważane za synonim ciemnogrodu, to co „wskakuje” na to miejsce?

- – "Wskakuje" teraźniejszość, przekonanie, że nie ma żadnego innego wymiaru, więc trzeba się nachapać, nabrać jak najwięcej, bo życie jest krótkie. Wskakuje pieniądz albo jakiś inny bóg, czy też różne połączenia, np. w postaci New Age. Rodzi się postawa typu: coś sobie wezmę z buddyzmu, coś sobie wezmę z Chrystusa itd.

- Czyli potrzeby duchowe zostają?

- – Tak, potrzeby duchowe zostają. Tylko, że nie idzie się do zwykłego polskiego kościoła… Dalajlama powiedział kiedyś: "Trzymaj się swoich korzeni, nie wstydź się ich". To zdanie bardzo mi utkwiło w pamięci. Nie potrzebuję szukać czegoś innego. Byłem nieraz bardzo daleko i bywam, niestety, ale wracam do domu. I mam „podłogę”.
Wiadomo, gram rock and roll'a, a rock and roll nie jest zbyt katolicki. Różne strony życia przez niego poznałem, nie jestem dobrym chłopcem. Ale staram się być dobrym człowiekiem.
rozmawiała Agnieszka Królak
***
Celem rowerowego "Rajdu dla Życia" organizowanego przez KSM jest zwrócenie uwagi na wartość życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, w tym promocja Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. W miejscowościach, przez które prowadzi trasa, rozprowadzane są materiały pro life.
Uczestnikom Rajdu towarzyszą relikwie bł. Karoliny Kózkówny, która została zamordowana w 1914 r. przez rosyjskiego żołnierza, broniąc się przed gwałtem. Bł Karolina jest patronką Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.
Tegoroczny, piąty już Rajd, przebiegał trzema trasami: Hel – Zgorzelec, Zgorzelec – Włodawa oraz liczący aż 688 km i zakończony 23 lipca etap Włodawa – Hel.
W ubiegłych latach rajd promowali Przemysław Babiarz, Wojciech Cejrowski i Radosław Pazura. Promotorem tegorocznego, piątego już Rajdu dla Życia był Muniek Staszczyk – wokalista i lider zespołu T.Love.

Tagi:
wywiad muzyka świadectwo

Reklama

Raper ministrantem

2019-11-19 12:16

Damian Krawczykowski
Niedziela Ogólnopolska 47/2019, str. 16

Zrezygnował z wielkiej kariery, aby zacząć głosić Dobrą Nowinę. Oto Tau i jego odważne świadectwo służby w Kościele

fb.com/tau.bozon

Zagrałem w życiu setki koncertów, ale gdy pierwszy raz czytałem podczas Mszy św. czytanie, trzęsły mi się nogi z tremy – tak swoje początki służby przy ołtarzy opisuje Piotr Kowalczyk, czyli Tau, jeden z najpopularniejszych raperów w Polsce.

– Przecież w trakcie Mszy św. odbywa się największy cud wszech czasów! Jezus umiera i staje się ofiarą za nasze grzechy. Nie-sa-mo-wi-te! To wielkie wyróżnienie i ogromny zaszczyt móc służyć Kościołowi – mówi Tau, któremu jeszcze kilka lat temu nie przeszłoby przez myśl, że będzie stał tuż przy ołtarzu i dzwonił dzwonkami czy podawał wodę i wino kapłanowi.

Tau przeszedł długą i trudną drogę. W młodości popadł w uzależnienia, nie widząc sensu swojego życia. Dopiero kiedy zmienił kierunek i zaczął „płynąć” pod prąd, odnalazł w Bogu źródło szczęścia i zaspokojenia pragnień, których w żaden sposób nie potrafił wypełnić.

– Tak się składa, że mam taki dar, taką łaskę, iż jestem codziennie na Mszy św., i któregoś dnia odczułem pragnienie wstąpienia do służby liturgicznej. Zmagałem się z tą myślą, no bo jak to – ja, ministrantem? (uśmiech). Ale po chwili przyszła refleksja: Zaraz, zaraz. Sam Wszechmogący Bóg zaprasza mnie, abym służył w czasie... Najświętszej Ofiary! Wtedy uświadomiłem sobie, jak wielkim zaszczytem jest służyć przy ołtarzu. To wielka lekcja miłości, pokory i posłuszeństwa – zwierza się Tau na swoim profilu FB.

Raper swoim odważnym przykładem pokazuje, że warto, nie zważając na opinie innych, służyć Bogu całym swoim życiem. Podczas koncertów często zachęca do odwagi w wierze, do aktywnego działania w swoich środowiskach, do bronienia chrześcijańskich wartości. – Jeśli cierpliwie zniesiesz trudy i przeciwności, to nadejdzie poranek zmartwychwstania, który zmieni wszystko na lepsze. Stój niewzruszenie. Odwagi – przekonuje Tau.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święty Mikołaj - „patron daru człowieka dla człowieka”

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 49/2004

6 grudnia cały Kościół wspomina św. Mikołaja - biskupa. Dla większości z nas był to pierwszy święty, z którym zawarliśmy bliższą znajomość. Od wczesnego dzieciństwa darzyliśmy go wielką sympatią, bo przecież przynosił nam prezenty. Tak naprawdę zupełnie go wtedy jeszcze nie znaliśmy. A czy dziś wiemy, kim był Święty Mikołaj? Być może trochę usprawiedliwia nas fakt, że zachowało się niewiele pewnych informacji na jego temat.

pl.wikipedia.org

Wyproszony u Boga

Około roku 270 w Licji, w miejscowości Patras, żyło zamożne chrześcijańskie małżeństwo, które bardzo cierpiało z powodu braku potomka. Oboje małżonkowie prosili w modlitwach Boga o tę łaskę i zostali wysłuchani. Święty Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga.
Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań, nie pragnął rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.
Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego - Myry.

Biskup Myry

Był to czas, gdy chrześcijanie w Myrze przeżywali żałobę po stracie biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę. Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku.
Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem. Niósł Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Starał się krzewić Je wśród pogan.
Tę owocną pracę przerwały na pewien czas edykty cesarza rzymskiego Dioklecjana wymierzone przeciw chrześcijanom. Wyznawców Jezusa uczyniono obywatelami drugiej kategorii i zabroniono im sprawowania obrzędów religijnych. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan. Po latach spędzonych w lochu Mikołaj wyszedł na wolność.
Biskup Mikołaj dożył sędziwego wieku. W chwili śmierci miał ponad 70 lat (większość ludzi umierała wtedy przed 30. rokiem życia). Nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł: zgon nastąpił między 345 a 352 r. Tradycja dokładnie przechowała tylko dzień i miesiąc tego zdarzenia - szósty grudnia. Podobno w chwili śmierci Świętego ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie.
Mikołaj został uroczyście pochowany w Myrze.

Z Myry do Bari

Wiele lat później miasto uległo zagładzie, gdy w 1087 r. opanowali je Turcy. Relikwie Świętego zdołano jednak w porę wywieźć do włoskiego miasta Bari, które jest dzisiaj światowym ośrodkiem kultu św. Mikołaja. Do tego portowego miasta w południowo-wschodniej części Włoch przybywają tysiące turystów i pielgrzymów. Dla wielu największym przeżyciem jest modlitwa przy relikwiach św. Mikołaja.

Międzynarodowy patron

Biskup z Myry jest patronem Grecji i Rusi. Pod jego opiekę oddały się Moskwa i Nowogród, ale także Antwerpia i Berlin. Za swego patrona wybrali go: bednarze, cukiernicy, kupcy, młynarze, piekarze, piwowarzy, a także notariusze i sędziowie. Jako biskup miasta portowego, stał się też patronem marynarzy, rybaków i flisaków. Wzywano św. Mikołaja na pomoc w czasie burz na morzu, jak również w czasie chorób i do obrony przed złodziejami. Opieki u niego szukali jeńcy i więźniowie, a szczególnie ofiary niesprawiedliwych wyroków sądowych. Uznawano go wreszcie za patrona dzieci, studentów, panien, pielgrzymów i podróżnych. Zaliczany był do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Święty zawsze aktualny

Od epoki, w której żył św. Mikołaj, dzieli nas siedemnaście stuleci. To wystarczająco długi czas, by wiele wydarzeń z życia Świętego uległo zapomnieniu. Dziś wiedza o nim jest mieszaniną faktów historycznych i legend. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet w fantastycznie brzmiących opowieściach o św. Mikołaju tkwi ziarno prawdy.
Święty Mikołaj nieustannie przekazuje nam jedną, zawsze aktualną ideę. Przypomina o potrzebie ofiarności wobec bliźniego. Pięknie ujął to papież Jan Paweł II mówiąc, że św. Mikołaj jest „patronem daru człowieka dla człowieka”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Indonezja: dwukrotnie większa ochrona kościołów w okresie Bożego Narodzenia

2019-12-09 11:08

ts (KAI) / Dżakarta

Ponad 160 tys. funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, dwukrotnie więcej niż przed rokiem, władze Indonezji skierowały do ochrony kościołów chrześcijańskich w okresie Bożego Narodzenia. Według informacji azjatyckiej agencji katolickiej Ucanews obok policji, wojska i pracowników instytucji państwowych, w ochronie, która ma także objąć ważne miejsca turystyczne, będzie też uczestniczyć prawie połowa spośród siedmiu milionów młodych ludzi skupionych w muzułmańskiej organizacji masowej Nahdlatul Ulama. W kraju jest ok. 50 tys. kościołów.

Oleg Zabielin/Fotolia.com

Przewodniczący organizacji, Yaqut Cholil Qoumas podkreślił, że „ochrona zwolenników innych religii, również chrześcijan, jest równoznaczna z ochroną Indonezji”.

Na podwyższone zagrożenie atakami islamistów zwrócił uwagę ekspert od służb specjalnych Stanislaus Riyanta z Uniwersytetu Indonezji. Jako dowód wymienił listopadowy zamach bombowy na kwaterę policji w Medan na północy Sumatry oraz miesiąc wcześniej atak nożownika na ministra bezpieczeństwa.

Zamachy przypisano organizacji Jamaah Ansharut Daulah (JAD), mającej powiązania z grupami terrorystycznymi Państwa Islamskiego. Ekspert Riyanta uważa, że „członkowie JAD mają możliwość rozpocząć ataki, a doskonałą dla nich okazją byłyby uroczystości Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

W sposób szczególny mają być chronione kościoły, które już w przeszłości były celem zamachów, jak choćby zaatakowany w maju 2018 kościół Matki Bożej w Surabaya, drugim co do wielkości mieście Indonezji. Widać ponadto, że od 2016 roku islamiści oraz islamistyczne grupy terrorystyczne nasiliły swoją kampanię przeciwko mniejszości chrześcijańskiej, umiarkowanym muzułmanom oraz islamskiej mniejszości szyitów i ahmadów. Jednocześnie indonezyjskie organy bezpieczeństwa podejmują zdecydowane kroki przeciwko terrorowi. Od stycznia zatrzymano ponad sto osób podejrzanych o terroryzm.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem