Reklama

Lekarze na końcu świata

2013-08-05 13:36

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 32/2013, str. 38-39

Archiwum Duszpasterstwa Lekarzy w Krakowie

Dla uczestników tej wyprawy, lekarzy krakowskich, była to podróż życia, łącząca przeżycia o charakterze podróżniczo-kulturowym z pogłębioną duchowością. W jej centrum były Msze św. przeżywane pod gołym niebem w niezwykłych miejscach Ameryki Łacińskiej

Z różnych form duszpasterstwa lekarze krakowscy szczególnie upodobali sobie właśnie pielgrzymowanie. Byli już w Meksyku, Chinach, Indiach, Nepalu, Australii, Nowej Zelandii, na Kubie. Przemierzyli Europę, odwiedzając wszystkie europejskie sanktuaria, dotarli na Bliski Wschód, zwiedzili Egipt, Turcję i przybyli do Ziemi Świętej, dwukrotnie.

Biuro podróży Oko-Reisen

- Z tej grupy wiele osób, „w abonamencie” bierze wszystko. Jadą na każdą pielgrzymkę. Wspaniała wspólnota. W najbliższym, aktywnym kręgu duszpasterstwa jest około 500 osób - mówi duszpasterz krakowskiego środowiska lekarskiego ks. dr hab. Dariusz Oko. - Lekarze to ludzie bardzo zapracowani. Jeżeli ze stu biur podróży wybierają urlop z „Oko-Reisen” (śmiech), to widzą w tym szczególne wartości: wypoczynek połączony z przeżyciem duchowym. Żartują nawet: „Z firmą «Oko» zajdziesz wysoko” (śmiech) - dodaje. Dewizą duszpasterza jest łączenie niemieckiej solidności z polską fantazją, co wynika z doświadczeń w niemieckim duszpasterstwie, w którym ks. Oko w czasie studiów i wakacyjnych zastępstw spędził około 7 lat.

W tym roku pielgrzymkę lekarzy do Ameryki Południowej poprowadził znawca tego regionu świata, lekarz, podróżnik i dyplomata prof. Zdzisław Jan Ryn. - Ksiądz Dariusz użył mnie jak haczyka na ryby - śmieje się prof. Ryn. - Zupełnie niepotrzebnie, bo akces do pielgrzymowania zgłosiły 73 osoby i musieliśmy wynająć drugi autokar.

Reklama

- Pielgrzymowałem z lekarzami 23. raz, dla prof. Ryna była to 58. podróż do Ameryki Łacińskiej - mówi ks. Oko. - Był najważniejszą osobą. Stary profesor - ocean wiedzy z wielu dziedzin.

Domeyko naszych czasów

Spotykamy się w niewielkiej salce wykładowej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II przy ul. Franciszkańskiej w Krakowie, gdzie zatrudniony jest duszpasterz lekarzy i gdzie tuż obok znajduje się papieskie okno. Postać bł. Jana Pawła II jeszcze niejeden raz zostanie przywołana w naszej rozmowie. Latynosi pokochali papieża z Polski. Do dziś jego wizerunki znajdują się w najważniejszych miejscach tego kontynentu.

Lekarze wybrali lekarza-podróżnika do prowadzenia po Chile, Argentynie i Urugwaju niebezpodstawnie. Profesor jest najlepszym specjalistą od Ameryki Południowej w Polsce. Człowiekiem zakochanym w Ameryce Łacińskiej - spędził w niej 14 lat, w tym 6 lat jako ambasador RP w Chile, Boliwii i Argentynie. - Pielgrzymowanie z Panem Profesorem to uczta duchowa. To nie tylko znawca Ameryki Łacińskiej i jej miłośnik, ale także wielki patriota, znany na tym kontynencie. Przed nim otwierały się drzwi wielu instytucji zamkniętych dla obcokrajowców - mówi ks. Oko. Duszpasterz lekarzy przypomniał monumentalne dzieło prof. Ryna poświęcone patriocie dwu ojczyzn: Polski i Chile - Ignacemu Domeyce. - Wkład Profesora w przygotowania procesu beatyfikacyjnego Ignacego Domeyki budzi podziw. Jego zaangażowanie w tworzenie pomostów między Polską a Ameryką Łacińską pozwala go nazywać „Domeyką naszych czasów” -podkreśla duszpasterz.

Pielgrzymka jako terapia

Lekarze tak jak intensywnie pracują, tak też chcą odpoczywać. Bogaty program pielgrzymki powoduje, że zapominają o troskach dnia codziennego, po prostu nie mają czasu o nich myśleć. - Na pielgrzymkach poznajemy zwykle to, co najpiękniejsze w naturze (piękno Stworzenia), najpiękniejsze w kulturze (dzieła i dzieje człowieka) i najpiękniejsze w wierze (doświadczenie religijne, modlitwa, sanktuaria i święci). To pozwala spojrzeć na swoje życie we właściwej perspektywie i we właściwych proporcjach, zrozumieć, co jest w nim piękne i wartościowe, a co trzeba skorygować.

Dla wielu pielgrzymka staje się terapią i rozwojem ducha. Ludzie dostrzegają między innymi, że ciemne strony to tylko niewielka cząstka tego, co ważne. Regenerują się duchowo. Promienieją. Stają się bardziej religijni i bardziej radośni. Dlatego też chętnie wracają na kolejne pielgrzymki. Ks. Oko stwierdza: - Dla mnie, księdza, to też cudowne przeżycie, duchowy odpoczynek. Jestem wśród ludzi głęboko wierzących. Nie muszę nikogo specjalnie przekonywać, z nikim walczyć. Oczywiście, dyskutujemy, nawet ostro, ale jest w nas jeden wspólny duch - podkreśla. - Pielgrzymi są zachęcani, aby rozwijać i pokazywać przede wszystkim najpiękniejsze strony swojej osobowości. Tak tworzy się wspaniała chrześcijańska wspólnota, jakby przedsmak nieba.

Pielgrzymki to rekolekcje w drodze, swoisty klasztor na kółkach. Podczas często długich przejazdów autobusami pielgrzymi modlą się, słuchają konferencji i oglądaja filmy religijne. Łącznie z Eucharystią daje to zazwyczaj kilka godzin modlitwy i ćwiczeń duchowych dziennie. Lekarze ubogacają się wiarą innych, przeżywają liturgię razem z ludnością tubylczą. - Msze św. i nabożeństwa w odległych zakątkach świata to doświadczenie Kościoła powszechnego z jego bogactwem kultur - podsumowuje ks. Oko. - Odczuwamy jedność w różnorodności. Jesteśmy najbardziej globalną religią. Wszędzie są katolicy, a szczególnie w Ameryce Południowej, gdzie jest największe skupisko katolików na świecie. Lepiej rozumiemy naszą wiarę, gdy widzimy, jak jest przeżywana w innych kulturach. U Latynosów to przeżywanie wiary jest szczególnie żywiołowe, spontaniczne, radosne - dodaje.

Aura pielgrzymki daje asumpt do pogłębiania życia duchowego, przynosi trwałe owoce. Po powrocie lekarze zaczynają uczestniczyć w rekolekcjach i spotkaniach formacyjnych przy kościele Felicjanek przy ul. Smoleńsk 6, gdzie mają swoje centrum duszpasterskie. To tradycja od czasów ks. Wojtyły, który zainicjował te spotkania. Dziś przychodzą na nie lekarze, którzy byli wówczas młodymi ludźmi. Kolejnymi duszpasterzami lekarzy krakowskich byli ks. Franciszek Macharski, późniejszy kardynał, ks. prof. Adam Kubiś, ks. prof. Edward Staniek, ks. dr Wacław Gubała; obecnie funkcję tę pełni ks. Dariusz Oko. To najliczniejsze i najprężniejsze duszpasterstwo lekarzy w Polsce. No cóż, gdy ma się takiego ojca - bł. Jana Pawła...

Duszpasterstwo

Ks. Oko uważa się za szczęściarza, że może pracować z lekarzami. - To środowisko jest mi bliskie także z osobistych powodów. Większość mojej rodziny to lekarze. W czasie spotkań rodzinnych żartujemy, że możemy założyć klinikę „OKO”. Ludzie mają często fałszywe wyobrażenie o życiu i pracy lekarzy. A ja wiem z autopsji, ile trzeba włożyć wysiłku od najmłodszych lat, by zostać lekarzem. To są ludzie o dużych zdolnościach i wielkiej pracowitości.

Duszpasterstwo lekarzy krakowskich tworzyła razem z ks. Karolem Wojtyłą dr Wanda Półtawska. Ks. Dariusz uważa ją za osobę świętą. - Można by ją beatyfikować. Miała heroiczne życie i wykazywała się heroiczną postawą - mówi duszpasterz. Dr Półtawska była jednym z najbliższych przyjaciół kard. Karola Wojtyły. W czasie obrad Soboru Watykańskiego II Ksiądz Kardynał napisał do o. Pio list z prośbą o uzdrowienie z choroby nowotworowej jego przyjaciółki, krakowskiej lekarki, matki czwórki dzieci. Po wielu latach lekarka ta stała się świadkiem świętości Jana Pawła II w jego procesie beatyfikacyjnym. - Dr Półtawska była centrum i filarem tego duszpasterstwa - mówi ks. Oko. - To, że od 16 lat jestem duszpasterzem krakowskich lekarzy, poczytuję sobie za zaszczyt. Broniłem się przed tą funkcją. Bałem się obowiązków i odpowiedzialności. Teraz uważam za wielką łaskę pracować z tyloma wspaniałymi ludźmi.

W ojczyźnie kondora

Ze względu na bogactwo Ameryki Południowej krakowskie środowisko lekarskie poznawanie kontynentu podzieliło na wiele etapów. Poprzednio w kolejnych wyjazdach poznawali Meksyk, Brazylię i Kubę. W tym roku pokonywali szlaki Argentyny, Chile i Urugwaju. W przyszłym roku prof. Ryn, ks. Oko i ks. Tadeusz Rostworowski SJ, który przyleciał do pielgrzymów aż z Australii, udadzą się z lekarzami do Boliwii i Peru. Zawitają też na Wyspę Wielkanocną. Już zgłosiło się 50 osób.

Pielgrzymom zaproponowano program „bez wytchnienia”. Zobaczyli dziką część przyrody magicznej Patagonii, położonej na terenie Argentyny i Chile. Mszę św. przeżyli u czoła jednego z najpiękniejszych lodowców świata Perito Moreno w Andach. W czasie modlitwy poczuli się jak na biblijnej skale. Patagoński wiatr porywał naczynia liturgiczne. Podobnie było nad Fiordem Ostatniej Nadziei. Huragan utrudniał nawet utrzymanie się na nogach. W Ziemi Ognistej dotarli do najbardziej odległego miasta na kuli ziemskiej Ushuaia - stolicy Ziemi Ognistej. - Pielgrzymi głęboko przeżywali fascynujące krajobrazy - mówi prof. Ryn. - Piękno natury to jeden z ważnych dowodów na istnienie Boga. Domeyko wchodził na andyjskie szczyty, ustawiał kompas w kierunki Polski i Litwy, klękał na szczycie i modlił się, tęskniąc za ojczyzną. Jan Paweł II zachwycał się pięknem Andów, które oglądał z samolotu w podróży do Chile. Jako jedyny z papieży z portu Valparaiso skierował telewizyjne przesłanie do mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, a z Puerto Montt do pracujących na... Antarktydzie.

Pielgrzymi

Wielu udaje się na pielgrzymkę z marszu. Jeszcze pełni zobowiązań i rozpoczętych prac. Często podróżują ze współmałżonkami. Ściągają z całego świata. Do Santiago de Chile oprócz wspomnianego ks. Rostworowskiego, towarzyszącego pielgrzymom już w pielgrzymce do Chin, doleciało małżeństwo Polonusów z Nowego Jorku, lekarka ze Szwecji, lekarka z Australii, wolontariuszka z Valparaiso. Ta ostatnia prowadzi dom dla dzieci. W domu przeciekał dach, więc lekarze spontanicznie zrobili zbiórkę. - Dziś dostałem od niej mailem informację ze zdjęciami, że dach już wymieniony - mówi prof. Ryn. - A ks. Rostworowski przysłał wiadomość, że rozpoczął w Australii cotygodniowy cykl audycji radiowych o Domeyce na podstawie książek, które mu dostarczyłem. I to są owoce pielgrzymki - dodaje z uśmiechem.

Chile

Prof. Ryn stara się podtrzymywać tradycyjną sympatię Chilijczyków do Polaków, którą zaszczepił Ignacy Domeyko. Ta sympatia i uznanie dla cudzoziemca, który wybrał Chile jako adopcyjną ojczyznę, przetrwała do dzisiaj. Domeyko oddał jej swoją wiedzę i miłość, przez 17 lat był rektorem Uniwersytetu Chilijskiego, został Obywatelem Honorowym tego kraju. Prof. Ryn mówi Polakom wyjeżdżającym do Chile: „Nie zepsujcie tej opinii!”. Kredyt zaufania owocuje tym, że wystarczy się przyznać do polskości, a otwierają się serca Chilijczyków. Tam jest ogromny potencjał współpracy z Polonią. Prof. Ryn był inicjatorem utworzenia Zjednoczenia Polskiego w Chile im. I. Domeyki i wspierał zjednoczenie organizacji polonijnych w Ameryce Łacińskiej - USOPAŁ. W czasie misji dyplomatycznej w Chile doprowadził do podpisania umowy na budowę w Stoczni Szczecińskiej 26 kontenerowców dla armatora chilijskiego za około miliard dolarów. Dzięki temu tysiące polskich rodzin przez lata miały pracę i chleb. Co roku w Chile osiedla się kilka polskich rodzin, skuszonych opinią rozwiniętego gospodarczo kraju. Łatwo tu o pracę, łatwo uzyskać zgodę na osiedlenie. - Może lepiej pracować jako informatyk w Chile niż na zmywaku w Londynie - komentuje te fakty ks. Oko.

- Widzę ogromną szansę na współpracę gospodarczą z Chile. Takie nadzieje daje KGHM-Miedź Polska, która wykupiła tam tereny pod kopalnie miedzi. Po Stoczni Szczecińskiej to kolejny wielki projekt polsko-chilijski - mówi prof. Ryn. - Rada Nadzorcza KGHM-u zainteresowana jest również odkupieniem domu Ignacego Domeyki w Santiago z przeznaczeniem na polską placówkę naukowo-badawczą. Trwają rozmowy ze spadkobiercami Domeyki - dodaje.

Pielgrzymi zwiedzili duży dom Domeyki, a w salonie, gdzie kiedyś Domeyko miał prywatną kaplicę i gdzie jego syn ks. Hernán odprawiał Mszę św., teraz oni sami przeżywali polską Mszę św. Uczestniczyli w niej także potomkowie Domeyki oraz Polonusi z prezesem Zjednoczenia Polskiego inż. Andrzejem Zabłockim.

Latynosi kochają Jana Pawła II

Ameryka Łacińska to katolicki kontynent. Mieszka tu połowa światowej populacji katolików. Nic dziwnego, że już w czasie poprzedniego konklawe Latynosi modlili się o „swojego” papieża. W tę modlitwę w tym roku włączyli się również polscy pielgrzymi. Tak gorliwie, że na stolicy Piotrowej zasiadł papież Franciszek - kard. Bergolio z Argentyny. Sam kraj jest najbardziej europejskim krajem Ameryki Południowej. Mieszka tu niewielu Indian. Nie ma widocznych dzielnic biedy, zwanych fawelami.

Latynosi kochają polskiego papieża. Ameryka Łacińska była celem jego pierwszej podróży duszpasterskiej. To właśnie on kanonizował pierwszą chilijską świętą - karmelitankę Teresę z Los Andes. Latynosi stawiają mu pomniki (zwykle po kilka w każdym kraju), jego imieniem nazywają ulice, place i aule uniwersyteckie. W najbardziej prestiżowym miejscu stolicy Argentyny Buenos Aires, u stóp Biblioteki Narodowej, znajduje się pomnik Jana Pawła II ufundowany przez prezesa USOPAŁ-u Jana Kobylańskiego. W narodowym sanktuarium Argentyny - w Lujan widnieje tablica upamiętniająca wizytę Jana Pawła II. Podobna tablica umieszczona została na katedrze w La Serenie. W stolicy Urugwaju - Montevideo pomnik Jana Pawła II postawiono przy skrzyżowaniu głównych alei miasta. - W bardzo wielu kościołach Ameryki Płd. znajdują się ślady polskiego papieża - mówi prof. Ryn. Wizyta pielgrzymów z Polski w Santiago de Chile nie mogła się także obyć bez wyjścia na wzgórze św. Krzysztofa, gdzie znajduje się monumentalna figura Virgen del Carmen - najbardziej czczona figura Matki Bożej. Wewnątrz figury znajduje się kaplica, a w niej Pismo Święte ogromnych rozmiarów, podarowane przez Jana Pawła II.

Msze pod gołym niebem

- Odprawiałem je w czasie obozów wędrownych i kajakowych duszpasterstwa akademickiego na Pomorzu i Mazurach. Teraz kontynuuję w pielgrzymkach z lekarzami - mówi ks. Oko. Pielgrzymi uczestniczyli w takich „Mszach kosmicznych” - jak je nazywają - w najpiękniejszych miejscach świata: na brzegach oceanu, w górach. Na Wyspie Wielkanocnej planują Mszę św. w kraterze wulkanu. Msza św. w naturze odczuwana jest jak na ołtarzu świata. Ołtarz przygotowuje sam Pan Bóg. Drzewa tworzą kolumny, a niebo jest jak sklepienie katedry, skały i góry jak ściana ołtarzowa. - Czujemy się jak na Górze Przemienienia, w największym pięknie stworzenia zgromadzeni wokół Piękna Najwyższego - Chrystusa w Eucharystii mówi duszpasterz lekarzy. - Łatwiej nam przyznać, że Bóg istnieje, skoro takie piękno stworzył. Łatwiej wierzyć, że Eucharystia jest Jego największym darem. Takie Eucharystie trudno nam kończyć, podobnie jak uczniom trudno było odchodzić z góry Tabor. Jednak ważne jest tu stopniowanie, nabywanie doświadczenia - podkreśla ks. Oko. - Zanim popłynie się na Amazonką i Rio Negro w Brazylii, dobrze jest najpierw popływać Krutynią, Drawą i Brdą.

Polonia

Ważny jest też patriotyczny akcent pielgrzymek. - Jak grupa przemierzała główny deptak stolicy Chile z polską flagą z napisem „Polska”, to Chilijczycy zatrzymywali się i bili brawa - mówi ks. Oko. Największą Polonię mamy w Brazylii - 2,5 miliona osób przyznaje się do polskich korzeni, 350-400 tys. Polaków żyje w Argentynie, w Chile mieszka ok. 300 rodzin. Polacy odcisnęli piętno na kulturze i gospodarce wielu krajów Ameryki Łacińskiej. Przykład Domeyki nie jest jedyny. Wielu Polaków włącza się w działalność polonijną. Jednym z nich jest Jan Kobylański, założyciel i wieloletni prezes USOPAŁ-u, mecenas wielu ośrodków i zespołów polonijnych, fundator tablic upamiętniających patriotyzm Polaków i pomników bł. Jana Pawła II, a także stypendiów dla polskich studentów. - W związku ze sprawą Kobylańskiego, byłego więźnia obozów koncentracyjnych, w sposób haniebny potraktowanego przez rząd polski, wraz z wielu działaczami polonijnym i ja znalazłem się na czarnej liście ministra Spraw Zagranicznych: nie mam wstępu do ambasad polskich - mówi prof. Ryn.

Podróż życia

- Wiele osób, które do mnie telefonowały po pielgrzymce, mówiło, że była to dla nich najpiękniejsza podróż życia. I trudno się dziwić - mówi prof. Ryn. - Ameryka Południowa to niepowtarzalny krajobraz, niemożliwy do porównania z jakąkolwiek inną częścią świata.

- Oczywiście, dalekie podróże, konfrontacje transkulturowe są doświadczeniem środowiska lekarzy także ze względu na jego możliwości materialne - dodaje duszpasterz lekarzy - ale przecież jest wiele innych uprzywilejowanych w tym zakresie osób, które zwiedzają świat z zaniedbaniem wymiaru duchowego, religijnego - podkreśla.

Wsłuchując się w popielgrzymkowe wspomnienia organizatorów wyprawy do Ameryki Południowej, serce rośnie, że są ludzie, którzy w czasie swojego odpoczynku decydują na kilka godzin modlitwy dziennie, choć mają do wyboru setki biur turystycznych z zupełnie świeckim programem, w którym nie ma miejsca na Mszę św. nawet w niedzielę. - Jest to jedna z form przeżywania i pogłębiania wiary, która przynosi wiele dobrych owoców. Jesteśmy za nią bardzo wdzięczni Stwórcy i Dawcy wszelkiego dobra i piękna - taką refleksją kończą nasze spotkanie duszpasterz krakowskich lekarzy i były ambasador RP w krajach Ameryki Łacińskiej.

Wkrótce poświęcenie pierwszej w Polsce kaplicy - Centrum Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu

2019-11-18 20:07

rm / Radom (KAI)

30 listopada rozpocznie się wieczysta adoracja w intencji rodzin. Miejscem modlitwy będzie kaplica w miejscowości Kolonia Jedlnia, która znajduje się na skraju Puszczy Kozienickiej. Jej poświęcenia dokona bp Henryk Tomasik. Inicjatywa jest dziełem Fundacji "Płomień Eucharystyczny", która została powołana w celu gromadzenia środków na budowę pierwszej w Polsce kaplicy - Centrum Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu.

Bożena Sztajner/Niedziela

- Bogu niech będą dzięki. Artyści plastycy zakończyli tworzenie przepięknych fresków w kopule budynku. Otwarcie kaplicy odbędzie się 30 listopada. Jest to ostatni dzień roku liturgicznego, który w Kościele upłynął pod hasłem „W mocy Bożego Ducha”. Nowy rok liturgiczny ma być poświęcony Eucharystii, zaś w diecezji radomskiej – Rodzinie. Symbolika tej daty jest dla nas bardzo znacząca, ponieważ Adoracja Eucharystyczna w naszej Kaplicy ma być prowadzona przede wszystkim w intencji rodzin - powiedział ks. Sławomir Płusa, prezes fundacji "Płomień Eucharystyczny".

Budowa kaplicy trwała prawie dwa lata. Impuls do jej powstania dał o. Joseph Vadakkel. Patronem kaplicy jest św. Jan Paweł II. Będą się tym miejscem opiekowały siostry sercanki, które przekazały w darze piuskę papieża-Polaka. Ojciec Święty miał ją podczas konsekracji sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Weszły w życie przepisy zwalczające nielegalne adopcje

2019-11-20 13:50

ar, lk, Ministerstwo Sprawiedliwości / Warszawa (KAI)

Weszła w życie nowelizacja, zgodnie z którą za nielegalne lub przeprowadzone z obejściem prawa adopcje dzieci, grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Zmiana ta ma pomóc w zwalczaniu procederu oddawania dzieci do nielegalnych adopcji za pieniądze.

Agnieszka Bugała

Po tym, jak nowe prawo zwalczające nielegalne adopcje 16 października 2019 r. jednogłośnie przyjął Sejm, a dwa dni później bez poprawek Senat, 25 października przepisy o karach za nielegalne adopcje podpisał Prezydent RP. Dziś weszły one w życie.

Dziecko nie może być przedmiotem transakcji. - Stawiamy dobro dzieci na pierwszym miejscu. Zapełniamy lukę w prawie, która pozwalała na groźny proceder nielegalnych adopcji. Podejmujemy zdecydowaną walkę z szarą strefą adopcyjną – podkreślał Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Michał Wójcik, który nadzorował prace nad ustawą.

Do tej pory odpowiedzialność karna groziła jedynie za organizowanie nielegalnych adopcji na szeroką skalę. Można za to trafić do więzienia na okres od 3 miesięcy do 5 lat. Dlatego konieczne były zmiany w prawie.

Nowelizacja Kodeksu karnego powoduje, że bezkarne nie pozostaną również „pojedyncze” nielegalne adopcje. Karę poniesie zarówno matka, jak i osoba przyjmująca dziecko. Nowy przepis stanowi, że kto odda lub przyjmie dziecko do adopcji z pominięciem odpowiedniego postępowania sądowego (np. poprzez fałszywe wskazanie ojcostwa), może trafić do więzienia nawet na 5 lat.

Taka sama kara będzie grozić osobie, która zatai przed sądem, że oddała dziecko za pieniądze lub inną korzyść. Jeśli to zatai, narazi się na 5 lat więzienia. Jeśli nie zatai – sąd uzna, czy doszło do transakcji, która wyklucza możliwość adopcji, czy jedynie do nieznaczącej gratyfikacji.

Chodzi o to, by nie przekreślać adopcji w przypadkach, gdy matka przyjmie od przyszłych rodziców adopcyjnych drobny prezent, np. pieluszki czy mleko dla niemowlęcia.

Zdaniem ministerstwa sprawiedliwości, nie można tolerować sytuacji, w której bezpieczeństwo dziecka w wielu aspektach życiowych, psychologicznych i prawnych jest zagrożone. A takie są konsekwencje bezprawnych adopcji. Groźne zjawisko rozszerzyło się do tego stopnia, że państwowe ośrodki zajmujące się znajdowaniem rodzin dla samotnych dzieci alarmowały o istnieniu w Polsce szarej strefy adopcyjnej.

Według szacunkowych ocen, w Polsce może dochodzić rocznie nawet do 2 tys. przypadków handlu dziećmi, przy około 3 tys. legalnych adopcji. Część dzieci nielegalną drogą trafia za granicę.

Nowe regulacje uderzą w szarą strefę adopcyjną, przeciwdziałając ogromnemu ryzyku dla dzieci. Legalni rodzice adopcyjni są sprawdzani w państwowych ośrodkach, przechodzą szkolenia, muszą spełniać odpowiednie wymogi prawne i etyczne. W szarej strefie nie obowiązują natomiast żadne zasady, rządzi jedynie pieniądz.

Nowe rozwiązania mają umożliwić skuteczne ściganie uczestników groźnego procederu. Będą też miały skutek prewencyjny: surowe kary powinny odstraszyć od zawierania bulwersujących transakcji, w których dziecko jest „żywym towarem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem