Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Chrzest święty - brama prowadząca ze śmierci do Życia

Niedziela zamojsko-lubaczowska 40/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

chrzest

Ewa Wiśniewska

MAŁGORZATA GODZISZ: - Jak odczytywać wartość daru, tej Bożej łaski i mocy, która wypływa z sakramentu chrztu świętego?

BP MARIAN ROJEK: - Pytanie jest bardzo trudne, dlatego że nie ma jednoznacznej odpowiedzi: „jak?”. Gdyby taka była, to by było pięknie. Każdy człowiek musi szukać możliwości tego, by tajemnica Bożego życia w nim się otwierała, wzrastała i była obecna. To pytanie - „jak?” - jest osobistym wołaniem każdego z nas, które musimy sobie stawiać przez całe życie. Dlatego też, ci młodzi ludzie, którzy tutaj (na Exodusie) są, również z tego powodu się tu znajdują. Szukają odpowiedzi na to pytanie: „jak?”. Jakby intuicyjnie przychodzą tutaj, żeby znaleźć tę drogę, wskazówkę, w pewien sposób świadectwo, doświadczenie, które by ich przekonało i potwierdziło, że to jest właśnie ta odpowiedź na pytanie: „jak?”.

- Nowe Życie każdy z nas otrzymał przez chrzest święty. Wiemy też dobrze, że ten sakrament jest bramą prowadzącą ze śmierci do Życia. Czym jest chrzest święty i czym powinien być dla chrześcijanina?

- Ze śmierci do życia. Skąd się ta śmierć wzięła? Musimy przypomnieć sobie tamto wydarzenie z raju. Przecież życie Pan Bóg zaproponował i do życia zostaliśmy stworzeni. Nasi prarodzice - Adam i Ewa - za pokusą złego ducha wybrali inną drogę. Sprzeciwili się pełnemu posłuszeństwu względem Boga i utracili dar życia. Jakiego? Oczywiście życia w sensie fizycznym. Przecież wyraźnie, w teologicznym rozumieniu, mówi się o tym, że śmierć jest skutkiem grzechu. Utrata życia fizycznego jest właśnie skutkiem grzechu. W tym momencie dotykamy tej wielkiej tajemnicy, że utracili także życie łaski uświęcającej, owego Bożego daru, jaki w sobie posiadali. Widzimy następnie konsekwencje tamtej decyzji, że to życie fizyczne jest przekazywane przez rodzenie, ale ono ma swoje słabości. Skutkiem grzechu, różnych doświadczeń zewnętrznych, doczesnej przemijalności, po prostu to życie fizyczne się kończy, w momencie, który Pan Bóg orzeka i wybiera dla każdego z nas. Natomiast, jeżeli chodzi o utracone życie duchowe, człowiek sam sobie dać go nie może i dopiero tajemnica Jezusa Chrystusa, Bożego Syna, który przychodzi i przywraca na nowo ten dar Bożego życia; On wyprowadza nas ze śmierci do wieczności. To wszystko dokonuje się w przedziwny sposób, w tym pierwszym podstawowym sakramencie - bramie wszystkich sakramentów - w chrzcie świętym.

- Czym jest nadanie dziecku czy osobie dorosłej imienia?

- Imię. Ono ma pewną głębię biblijną. Człowiek nie jest masowy, jakby zapomniany, nieokreślony. Imię sprawia konkretne nazwanie, wymienienie. Uwypukla godność, wybór, misję. Oznacza, że ja wobec Boga jawię się jako ktoś szczególny, kogo On doskonale zna. To imię w sensie biblijnym wskazywało także na to, że ktoś, kto znał imię drugiej osoby, miał w pewien sposób władzę nad tym człowiekiem. Proszę popatrzeć na ten wymiar bardziej współczesny. Zobaczmy chociażby historię tych bolesnych doświadczeń wojennych. Co się robiło z człowiekiem? Człowiek nie miał imienia. Człowiek był numerem. Ciągła walka o to, by mieć imię, mieć swoją godność, by być kimś określonym, kto w oczach Bożych ma swoją wartość. W kulturze ludzkiej imiona odnosiły się do pewnych cech, właściwości, postaw i człowiek noszący takie imię, zwracał na to uwagę. Jakby chciał pewne cechy tego imienia, tych właściwości w swoim życiu naśladować. Niekiedy próbuję podsunąć taką sugestię w czasie sakramentu bierzmowania, kiedy młodzi wybierają swojego patrona, nowe imię. To nie jest rewia mody, to nie jest pragnienie zaskoczenia, zaszokowania swoich kolegów i koleżanek, że się wybierze imię całkowicie oryginalne, które w naszym środowisku nie jest znane. Zasadniczo wybiera się imię kogoś ze świętych. Patrzą ci młodzi do katalogu, pojawiają się imiona, które przeminęły, bo ich czas jest bardzo dawny. Dziś nikt takich imion nie pamięta. Czasami w pewnych środowiskach, kulturach, wydają się one trochę odmienne, czasami zaskakujące, trochę śmieszne. To jest też roztropność wybrania tego imienia, żeby ono było dla mnie przesłaniem, było drogą, także pewną cechą, wartością, której ja się trzymam i którą realizuję. Niech każdy z nas się zastanowi nad tym, jakie ma imię. Niech spróbuje odkryć także w tym sens teologiczny, jakie to imię ma znaczenie, jaką cechę. Niech zobaczy, jak wyglądają u niego te skarby, sposoby życia, te drogi, czy on je realizuje w sobie, nosząc to imię, niech pozna także pełne znaczenie tego imienia. Gdy chodzi o sakrament chrztu świętego, człowiek otrzymuje konkretne imię, a więc jest nazwany, wyłączony z tego tłumu, jawi się jako ktoś konkretny, kto się liczy wobec Pana Boga, wchodzi w szczególną relację osobową. Ja nie wchodzę w jakiś obojętny związek z drugim człowiekiem, tylko chcę znać jego imię, pragnę wiedzieć, kto to jest i to wtedy powoduje bezpośrednie, wzajemne relacje. To imię powoduje, że ja mam głęboką więź z Bogiem, który mnie wzywa po imieniu i po imieniu mnie zna i po imieniu mnie nazywa w moim życiu, czy moich zadaniach.

- W swoim przesłaniu do młodych Ksiądz Biskup napisał o zagubionej świadomości tego, cośmy otrzymali, i że boimy się misji przyjętej za nas przez rodziców i rodziców chrzestnych. Dlaczego tak się dzieje i co trzeba zrobić, żeby to zmienić?

- Sytuacja jest taka: żyjemy w społeczności religijnej, a więc gdy chodzi o sakrament chrztu, generalnie jesteśmy jako niemowlęta przynoszeni do świątyni przez naszych rodziców i rodziców chrzestnych, a ci w naszym imieniu wyrażają gotowość naszego przygotowania, potem dojrzewania, wzrastania i pogłębiania tej tajemnicy chrztu św. Wiadomo, że w pierwotnym chrześcijaństwie, kiedy na chrzest decydowali się ludzie dorośli, mieli większą świadomość tego, na co się decydują, w co wchodzą, jakie są ich obowiązki, jaka jest ich godność i co przyjmują. Wtedy to oni sami wprowadzali te prawdy w swoje życie. Dziś jako dzieci otrzymujemy sakrament chrztu, a potem następuje na tym poziomie katechizacja, pogłębienie wartości, znaczenia tego sakramentu. Powoli odkrywamy skarb, dar i misję, która wypływa z naszego chrztu św. i powinna być przez nas przyjęta. Stąd też to wszystko dzieje się tak pedagogicznie w życiu sakramentalnym, jeżeli chodzi o wiek szkolny, po chrzcie druga, trzecia klasa, to przygotowanie do I Komunii, potem sakrament bierzmowania, jako wejście w dojrzałość chrześcijańską. Ów sakrament, przyjmowany na przełomie gimnazjalnego i licealnego wieku, przywołuje nam tajemnicę chrztu, owe skarby i tam otrzymane dary. Wówczas ja w sposób świadomy, swoim osobistym wyborem potwierdzam, ponawiam i decyduję się na realizację tego, co przyjąłem i co otrzymałem w sakramencie chrztu św. Wiemy, ta świadomość przystępujących do bierzmowania może być różna, czasem przede wszystkim idzie się w pewną formę tradycji i zwyczaju. Jakby nie wnika się osobiście w głębię tego, na co ten młody człowiek się decyduje. Pozostaje się tylko w pewnej strukturze zewnętrznej życia i tradycji religijnej. To powoduje, że gubi się po drodze wartość tego skarbu, który ma się w sobie, bo się go otrzymało jako znamię dziecięctwa Bożego. Ono może być zapomniane, zgubione, po prostu może być nieożywione i potrzebuje takiej możliwości pobudzenia do tego, byśmy na nowo odkryli ten dar. I to czyni m.in. droga neokatechumenatu. Na nowo odkrywa skarb, który został przez nas przyjęty w sakramencie chrztu św.

- „Dar, który otrzymują nowo narodzone dzieci, każde z nich powinno, kiedy już dorośnie, przyjąć w sposób wolny i odpowiedzialny. Ten proces dojrzewania doprowadzi je do tego, że otrzymają sakrament bierzmowania, który utwierdzi ich chrzest i na każdym z nich wyciśnie «pieczęć» Ducha Świętego” (Benedykt XVI). Wsłuchując się w te słowa sami obserwujemy, że wielu zaprzecza swoim życiem, że chrzest jest jedyną droga do zbawienia.

- Jestem przekonany o tym, że gdybyśmy tak szczerze chcieli porozmawiać z każdym człowiekiem, który gdzieś zagubił w swoim życiu ten skarb, to dopiero wtedy moglibyśmy odkryć dramat życia tej osoby. Może też i zrozumieć, czy też przyglądnąć się bliżej pewnym drogom, sytuacjom, które doprowadziły do zagubienia tego wszystkiego, co się otrzymało na chrzcie św. Mam świadomość tego, iż tę prawdę ciągle się podkreśla. Chrześcijaństwo w formie struktury daje każdemu możliwość, że może jakby łatwiej skorzystać z krynicy życia Bożego, daru Bożego dziecięctwa. Po przyjęciu tego daru, on sam musi na nowo je odkryć w sobie. Winien je zrozumieć. Dopiero wtedy może je przełożyć na konkretne świadectwo życia. Potrafimy wejść w pewne struktury, schematy, ale jak my ich nie rozumiemy, jak one nie staną się naszą sprawą, czymś, co my przeżyjemy i czego pragniemy, to one nadal pozostaną uschnięte, ukrywając w sobie ten skarb życia, będą bezowocne dla nas. Dopiero ta owocność polega na tym, że my dotrzemy do rdzenia, odkryjemy i próbujemy sami to wprowadzić w nasze życie. Łaska Boża, w wielu przypadkach (nieraz czytamy o takich nagłych nawróceniach) powoduje, że w momentach dla nas niewytłumaczalnych przychodzi pewne olśnienie dla człowieka. Dotknął i zrozumiał tajemnicę Bożej miłości, miłosierdzia i dopiero wtedy zaczął szukać, zastanawiać się. Okazało się, że on ten skarb w sobie miał, ale gdzieś był przykryty i po prostu nie mógł owocować. Dopiero odkrycie, współpraca z łaską Bożą powodują, że to chrześcijaństwo jest chrześcijaństwem świadomym, odpowiedzialnym i radosnym. Można przyjąć formę zewnętrzną, być człowiekiem ochrzczonym, ale to nic nie daje. Widząc brak autentyczności świadectwa chrześcijańskiego, także sam się zniechęca i nie mobilizuje do świętości życia.

- Nowe Życie to Nowy Człowiek. Warunkiem przejścia ze starego do nowego człowieka jest usłyszenie Bożego głosu i wyjście mu naprzeciw. Pamięta Ksiądz Biskup takie momenty z życia, kiedy narodził się na nowo?

- Na pewno są takie wydarzenia i to szczególnie, gdy chodzi o życie związane z powołaniem, w seminarium, potem w relacjach z innymi ludźmi. Podam konkretny przykład. Mam grupę znajomych jeszcze z duszpasterstwa akademickiego, z wakacyjnych pielgrzymek. Kiedyś, przy jakiejś okazji, podczas wspólnej modlitwy - pamiętam, że to było w środę i potem była mała agapa - zauważyłem, że były potrawy mięsne, a jedna osoba ich nie jadła. Zapytałem: co się stało? Dziś jest środa, to nie jest piątek. A ona mówi do mnie: Słuchaj, ja poszczę dwa dni w tygodniu; takie jest moje duchowe postanowienie. To było dla mnie zaskoczeniem i poruszeniem. Niekiedy przychodzi pokusa w piątek, żeby skosztować kawałek kiełbasy i muszę z tym nieraz walczyć, i nawet nie myślę, żeby w dodatkowy dzień tygodnia powstrzymywać się od pokarmów mięsnych, a tu osoba świecka, żyjąca w rodzinie, jest gotowa na taki dar. To dla mnie stało się mobilizacją, zauważeniem tego człowieka, jego zdecydowanej postawy i zawstydzeniem dla mnie samego. Zwyczajna świętość, tak chociażby się objawiająca, powoduje, że on, wierny Chrystusowi i zasadom podjętego postępowania, sam się każdorazowo nad tym nie zastanawia, ale pobudza innych do głębszej refleksji nad tym, czy mnie na to stać. Byłem trochę zawstydzony ową sytuacją.

- Na koniec naszej rozmowy przytoczę słowa Benedykta XVI: „Nasze życie należy już do Chrystusa, a nie do nas samych. W Jego towarzystwie, wręcz ogarnięci Jego miłością, jesteśmy wolni od lęku. On obejmuje nas i dźwiga tam, gdzie idziemy. On, który sam jest życiem”. Jak żyć tym Nowym Życiem i dzielić się nim z innymi?

- Nowe Życie to jest Nowy Człowiek. Jaki ten Nowy Człowiek ma być? Proszę nawet z ciekawości zaglądnąć do Listów św. Pawła Apostoła. On pokazuje te pewne właściwości Nowego Człowieka, elementy jego nowej zbroi, w którą ma się ubrać, gdy chodzi o wiarę, nadzieję, miłość, posłuszeństwo oraz zaangażowanie. To wszystko cechuje i ukazuje tego Nowego Człowieka, który odkrył tajemnicę Nowego Życia. A skoro odkrył ten skarb, to tym skarbem się dzieli. O tym skarbie mówi i tym skarbem się cieszy. Niech to będzie przesłaniem dla młodego człowieka, który odkrył tutaj, dotknął w jakiś sposób tej tajemnicy Nowego Życia, by nie chował tego, jak mówi nieraz „do skarpetki” dla samego siebie i wieczorem sobie zaglądał co on tam ma i sam się tym cieszył. Niech to pokazuje swoim rówieśnikom. Niech mówi, że warto o to dbać. Wtedy ta jego radość, jaką posiada, dzielona z innymi, przymnaża tego optymistycznego ducha wśród ludzi. Tego życzę, by tego skarbu odkrytego Nowego Życia nie trzymać dla siebie, ale by go pokazywać innym, nad nim dalej pracować. To nie jest tak, że się go raz otrzymało i potem cały czas się go ma. Niekiedy przychodzą różne kłopoty, pewne skazy, sytuacje, które zaciemniają oczywistości i wiarygodność tego daru, a więc trzeba w nich na nowo wzrastać, dojrzewać i tym skarbem po prostu obracać. Wiele mamy przykładów biblijnych z Ewangelii. Jak dostał jeden talent i schował go ze strachu, potem przyniesie ten jeden i wiemy, co się z nim stało. A ci, którzy otrzymali pięć, dziesięć obracają, przynieśli pięć czy drugie dziesięć. Każdy ma otrzymane duchowe dobra. Nie powyrównujmy się, czy ja mam jeden, czy pięć, czy dziesięć, bo to nie jest dla mnie istotne, tylko to, co mam, ten skarb, obracam nim. Niech to będzie tajemnica Nowego Życia, którą się dzielę z innymi poprzez słowo, zaangażowanie, miłość, wierność Kościołowi i przede wszystkim wzrost naszej osobistej wiary w tym Roku Wiary.

2013-10-02 09:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie żałuję podjętej decyzji

Jest imigrantką z bliskowschodniego kraju muzułmańskiego. Nie chce ujawniać swego nazwiska. Odnalazła Boga i przyjęła chrzest św.

Gdy dopytuję, jaka była jej droga do przyjęcia chrztu w Kościele katolickim, opowiada swoją historię: – Po raz pierwszy z chrześcijaństwem zetknęłam się dzięki nauczycielce, która wykładała język polski na uniwersytecie w mojej ojczyźnie. Była Polką i katoliczką. Swoim życiem świadczyła o Chrystusie. To ona pierwsza zaznajamiała mnie z podstawowymi prawdami wiary. Dużo się też za mnie modliła.

W Polsce

Mieszkając już w Polsce, studiowałam polonistykę. Wśród wielu obowiązkowych lektur wymagano od nas także znajomości Biblii w przekładzie jezuity Jakuba Wujka. Moment, w którym uwierzyłam, dotyczył fragmentu z Księgi Rodzaju o grzechu pierworodnym. Gdy rozważałam ten tekst, wszystko, co mnie męczyło, stało się dla mnie niesamowicie lekkie…

Natomiast po przyjęciu chrztu w rozwoju duchowym i pogłębianiu wiary wspierał mnie pewien ksiądz salezjanin, który jest bardzo pokornym i rozmodlonym człowiekiem. Zawsze był dla mnie wyrozumiały i wszystko cierpliwie mi wyjaśniał. Osobie, która jako człowiek dorosły decyduje się na przyjęcie wiary katolickiej, szczególnie na początku może być bardzo trudno. Uważam więc, że od posługi kapłana dużo zależy.

W ojczyźnie

Chciałabym zaznaczyć, że urodziłam się w kraju muzułmańskim, który przez wiele lat należał do ZSRR. Jednym z celów komunistów było wyeliminowanie Boga ze społeczeństwa.

W związku z tym w mojej ojczyźnie dominuje islam szyicki o liberalnej odmianie. Pochodzę z rodziny o muzułmańskiej mentalności. Jednak nikt z moich bliskich nigdy nie praktykował islamu. W mojej ojczyźnie bardzo rzadko karze się śmiercią za wybór chrześcijaństwa. Grozi mi natomiast dręczenie psychiczne ze strony rodziny. Związane jest to z tradycją muzułmańską, w której się wychowałam. Reguluje ona relacje pomiędzy ludźmi. O wartości człowieka decyduje jego płeć. Jest to świat zdominowany przez mężczyzn.

Kobieta traktowana jest jako gorsza i nieczysta. Podlega całkowitej kontroli ze strony męskiej części rodziny. Nie ma prawa do prywatności i nie może decydować o sobie. Wartościowanie płci w świecie muzułmańskim prowadzi bardzo często do tragedii wielu kobiet. W moim przypadku nadmierna kontrola doprowadziła do powstania nerwicy.

Relacje

Pytasz, jak kształtują się moje relacje z rodziną? Mama zmarła, gdy byłam dzieckiem. Aktualnie utrzymuję kontakt z siostrą i starszym bratem. Jednak tylko siostra wie, że jestem katoliczką.

W Polsce czuję się bezpiecznie i swobodnie. Mam tutaj wielu przyjaciół. Polacy są otwarci na innych. W mojej pracy codziennie mam kontakt z ludźmi. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z jakąkolwiek formą dyskryminacji. Szczególnie lubię polskie babcie, które nie stawiają żadnych barier, są bardzo ciepłe i serdeczne. Staram się rozwijać moje zainteresowania. Moją pasją jest filmoznawstwo. Nie żałuję podjętej decyzji i nie tęsknię za moją ojczyzną.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Dziwisz: zjednoczmy się na modlitwie w 15. rocznicę przejścia Jana Pawła II do domu Ojca

2020-03-30 13:20

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

kard. Stanisław Dziwisz

Joanna Adamik

Potrzebujemy siebie nawzajem, by wspólnie, za wstawiennictwem Świętego Papieża, wołać do miłosiernego Boga i błagać Go, by ustała pandemia koronawirusa – pisze kard. Stanisław Dziwisz, zachęcając do modlitewnej jedności w 2 kwietnia, w 15. rocznicę śmierci Jana Pawła II. Osobisty sekretarz papieża Polaka prosi o duchową łączność o 21.37.

„Gdy 15 lat temu św. Jan Paweł II odchodził do domu Ojca, na placu św. Piotra w Watykanie, w kościołach i kaplicach całego świata, na miejskich placach i przy przydrożnych krzyżach trwało wielkie modlitewne czuwanie milionów ludzkich serc. Nasze ulice i świątynie wypełniał cichy szept rozmodlonych ludzi, którzy pragnęli być w tych dniach razem i jednoczyli się przy umierającym Papieżu, by towarzyszyć mu swoją miłością i w ten sposób podziękować za dar jego życia i świętości” – wspomina kard. Dziwisz w przekazanym komunikacie. „On wiedział o tym, że odchodzi otoczony wielką rodziną, jak ojciec wśród kochających dzieci” – dodaje.

Krakowski metropolita senior wyznaje, że wraca wspomnieniami do tamtych chwil jedności, gdy patrzy dziś na opustoszały plac św. Piotra, gdy widzi „puste świątynie i zamarłe ulice”. „Świat zatrzymał się tak, jak zatrzymał się 15 lat temu” – zauważa.

„Wtedy poczuliśmy się osieroceni, ale potrafiliśmy wzajemnie się umacniać i szukać pocieszenia w Bogu, który jest Źródłem Życia. Czy potrafimy dziś – tak jak wtedy - trwać we wzajemnej miłości, we wspólnym nam wszystkim bólu i tęsknocie? Czy potrafimy szukać nadziei i czerpać siłę z prawdy, że wprawdzie nie możemy dziś fizycznie się spotkać, ale przecież nasza wspólnota jest realna i istnieje mimo zamkniętych drzwi naszych domów?” – pyta najbliższy współpracownik św. Jana Pawła II.

Kard. Dziwisz apeluje, by w najbliższy czwartek, 2 kwietnia, o 21.37 zjednoczyć się we wspólnej modlitwie za wstawiennictwem Jana Pawła II i prosić o ustanie pandemii koronawirusa. „Proszę Was wszystkich, Drodzy Bracia i Siostry, o to, byśmy w 15. rocznicę przejścia Jana Pawła II do domu Ojca znów się przy nim zjednoczyli. Bardzo Was proszę, niech nikogo nie zabraknie w tej duchowej wspólnocie 2 kwietnia o godzinie 21.37. Niech wzniesie się do nieba nasza modlitwa zawierzenia” – zachęca.

Hierarcha proponuje, by odmówić wtedy Akt zawierzenia Bożemu Miłosierdziu, który sam niedawno złożył w łagiewnickim sanktuarium:

„Wszechmogący Boże, w obliczu pandemii, która dotknęła ludzkość, z nową gorliwością odnawiamy akt zawierzenia Twemu miłosierdziu, dokonany przez św. Jana Pawła II. Tobie, miłosierny Ojcze, zawierzamy losy świata i każdego człowieka. Do Ciebie z pokorą wołamy.

Błogosław wszystkim, którzy trudzą się, aby chorzy byli leczeni, a zdrowi chronieni przed zakażeniem. Przywróć zdrowie dotkniętym chorobą, dodaj cierpliwości przeżywającym kwarantannę, a zmarłych przyjmij do swego domu. Umocnij w ludziach zdrowych poczucie odpowiedzialności za siebie i innych, aby przestrzegali koniecznych ograniczeń, a potrzebującym nieśli pomoc.

Odnów naszą wiarę, abyśmy trudne chwile przeżywali z Chrystusem, Twoim Synem, który dla nas stał się człowiekiem i jest z nami każdego dnia. Wylej swego Ducha na nasz naród i na cały świat, aby ci, których zjednoczyła walka z chorobą, zjednoczyli się także w uwielbieniu Ciebie, Stwórcy wszechświata i gorliwie walczyli również z wirusem grzechu, który niszczy ludzkie serca.

Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna, miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Maryjo, Matko Miłosierdzia, módl się za nami. Św. Janie Pawle II, św. Faustyno i wszyscy święci, módlcie się za nami”.

CZYTAJ DALEJ

Spowiedź i Komunia Święta na Wrzecionie

2020-03-31 22:41

[ TEMATY ]

spowiedź

komunia święta

Parafia Niepokalanego Poczęcia NMP

Wrzeciono

Maciej Cholewiński / parafia-wrzeciono.pl

Parafia Niepokalanego Poczęcia na Wrzecionie zaprasza do spowiedzi. Do Wielkiej Środy w godz. 8.00-13.00 oraz 15.00- 18.00 w kościele można przystąpić do sakramentu pokuty. W świątyni nie może przebywać więcej niż pięć osób.

„Zapraszamy wszystkich głodnych Boga i stęsknionych za Nim!” - czytamy na parafialnym Facebooku. Parafia Niepokalanego Poczęcia NMP dziękuje również za wszystkie ofiary na rzecz utrzymania kościoła, składane do specjalnej skrzynki znajdującej się przy wejściu do świątyni. W tym trudnym dla wsyzstkich czasie, powinniśmy pamiętać o wspieraniu materialnym swoich parafii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję