Reklama

Chrzest święty - brama prowadząca ze śmierci do Życia

2013-10-02 09:18

Z bp. Marianem Rojkiem rozmawia Małgorzata Godzisz
Edycja zamojsko-lubaczowska 40/2013, str. 4-5

Ewa Wiśniewska

MAŁGORZATA GODZISZ: - Jak odczytywać wartość daru, tej Bożej łaski i mocy, która wypływa z sakramentu chrztu świętego?

BP MARIAN ROJEK: - Pytanie jest bardzo trudne, dlatego że nie ma jednoznacznej odpowiedzi: „jak?”. Gdyby taka była, to by było pięknie. Każdy człowiek musi szukać możliwości tego, by tajemnica Bożego życia w nim się otwierała, wzrastała i była obecna. To pytanie - „jak?” - jest osobistym wołaniem każdego z nas, które musimy sobie stawiać przez całe życie. Dlatego też, ci młodzi ludzie, którzy tutaj (na Exodusie) są, również z tego powodu się tu znajdują. Szukają odpowiedzi na to pytanie: „jak?”. Jakby intuicyjnie przychodzą tutaj, żeby znaleźć tę drogę, wskazówkę, w pewien sposób świadectwo, doświadczenie, które by ich przekonało i potwierdziło, że to jest właśnie ta odpowiedź na pytanie: „jak?”.

- Nowe Życie każdy z nas otrzymał przez chrzest święty. Wiemy też dobrze, że ten sakrament jest bramą prowadzącą ze śmierci do Życia. Czym jest chrzest święty i czym powinien być dla chrześcijanina?

- Ze śmierci do życia. Skąd się ta śmierć wzięła? Musimy przypomnieć sobie tamto wydarzenie z raju. Przecież życie Pan Bóg zaproponował i do życia zostaliśmy stworzeni. Nasi prarodzice - Adam i Ewa - za pokusą złego ducha wybrali inną drogę. Sprzeciwili się pełnemu posłuszeństwu względem Boga i utracili dar życia. Jakiego? Oczywiście życia w sensie fizycznym. Przecież wyraźnie, w teologicznym rozumieniu, mówi się o tym, że śmierć jest skutkiem grzechu. Utrata życia fizycznego jest właśnie skutkiem grzechu. W tym momencie dotykamy tej wielkiej tajemnicy, że utracili także życie łaski uświęcającej, owego Bożego daru, jaki w sobie posiadali. Widzimy następnie konsekwencje tamtej decyzji, że to życie fizyczne jest przekazywane przez rodzenie, ale ono ma swoje słabości. Skutkiem grzechu, różnych doświadczeń zewnętrznych, doczesnej przemijalności, po prostu to życie fizyczne się kończy, w momencie, który Pan Bóg orzeka i wybiera dla każdego z nas. Natomiast, jeżeli chodzi o utracone życie duchowe, człowiek sam sobie dać go nie może i dopiero tajemnica Jezusa Chrystusa, Bożego Syna, który przychodzi i przywraca na nowo ten dar Bożego życia; On wyprowadza nas ze śmierci do wieczności. To wszystko dokonuje się w przedziwny sposób, w tym pierwszym podstawowym sakramencie - bramie wszystkich sakramentów - w chrzcie świętym.

- Czym jest nadanie dziecku czy osobie dorosłej imienia?

- Imię. Ono ma pewną głębię biblijną. Człowiek nie jest masowy, jakby zapomniany, nieokreślony. Imię sprawia konkretne nazwanie, wymienienie. Uwypukla godność, wybór, misję. Oznacza, że ja wobec Boga jawię się jako ktoś szczególny, kogo On doskonale zna. To imię w sensie biblijnym wskazywało także na to, że ktoś, kto znał imię drugiej osoby, miał w pewien sposób władzę nad tym człowiekiem. Proszę popatrzeć na ten wymiar bardziej współczesny. Zobaczmy chociażby historię tych bolesnych doświadczeń wojennych. Co się robiło z człowiekiem? Człowiek nie miał imienia. Człowiek był numerem. Ciągła walka o to, by mieć imię, mieć swoją godność, by być kimś określonym, kto w oczach Bożych ma swoją wartość. W kulturze ludzkiej imiona odnosiły się do pewnych cech, właściwości, postaw i człowiek noszący takie imię, zwracał na to uwagę. Jakby chciał pewne cechy tego imienia, tych właściwości w swoim życiu naśladować. Niekiedy próbuję podsunąć taką sugestię w czasie sakramentu bierzmowania, kiedy młodzi wybierają swojego patrona, nowe imię. To nie jest rewia mody, to nie jest pragnienie zaskoczenia, zaszokowania swoich kolegów i koleżanek, że się wybierze imię całkowicie oryginalne, które w naszym środowisku nie jest znane. Zasadniczo wybiera się imię kogoś ze świętych. Patrzą ci młodzi do katalogu, pojawiają się imiona, które przeminęły, bo ich czas jest bardzo dawny. Dziś nikt takich imion nie pamięta. Czasami w pewnych środowiskach, kulturach, wydają się one trochę odmienne, czasami zaskakujące, trochę śmieszne. To jest też roztropność wybrania tego imienia, żeby ono było dla mnie przesłaniem, było drogą, także pewną cechą, wartością, której ja się trzymam i którą realizuję. Niech każdy z nas się zastanowi nad tym, jakie ma imię. Niech spróbuje odkryć także w tym sens teologiczny, jakie to imię ma znaczenie, jaką cechę. Niech zobaczy, jak wyglądają u niego te skarby, sposoby życia, te drogi, czy on je realizuje w sobie, nosząc to imię, niech pozna także pełne znaczenie tego imienia. Gdy chodzi o sakrament chrztu świętego, człowiek otrzymuje konkretne imię, a więc jest nazwany, wyłączony z tego tłumu, jawi się jako ktoś konkretny, kto się liczy wobec Pana Boga, wchodzi w szczególną relację osobową. Ja nie wchodzę w jakiś obojętny związek z drugim człowiekiem, tylko chcę znać jego imię, pragnę wiedzieć, kto to jest i to wtedy powoduje bezpośrednie, wzajemne relacje. To imię powoduje, że ja mam głęboką więź z Bogiem, który mnie wzywa po imieniu i po imieniu mnie zna i po imieniu mnie nazywa w moim życiu, czy moich zadaniach.

- W swoim przesłaniu do młodych Ksiądz Biskup napisał o zagubionej świadomości tego, cośmy otrzymali, i że boimy się misji przyjętej za nas przez rodziców i rodziców chrzestnych. Dlaczego tak się dzieje i co trzeba zrobić, żeby to zmienić?

- Sytuacja jest taka: żyjemy w społeczności religijnej, a więc gdy chodzi o sakrament chrztu, generalnie jesteśmy jako niemowlęta przynoszeni do świątyni przez naszych rodziców i rodziców chrzestnych, a ci w naszym imieniu wyrażają gotowość naszego przygotowania, potem dojrzewania, wzrastania i pogłębiania tej tajemnicy chrztu św. Wiadomo, że w pierwotnym chrześcijaństwie, kiedy na chrzest decydowali się ludzie dorośli, mieli większą świadomość tego, na co się decydują, w co wchodzą, jakie są ich obowiązki, jaka jest ich godność i co przyjmują. Wtedy to oni sami wprowadzali te prawdy w swoje życie. Dziś jako dzieci otrzymujemy sakrament chrztu, a potem następuje na tym poziomie katechizacja, pogłębienie wartości, znaczenia tego sakramentu. Powoli odkrywamy skarb, dar i misję, która wypływa z naszego chrztu św. i powinna być przez nas przyjęta. Stąd też to wszystko dzieje się tak pedagogicznie w życiu sakramentalnym, jeżeli chodzi o wiek szkolny, po chrzcie druga, trzecia klasa, to przygotowanie do I Komunii, potem sakrament bierzmowania, jako wejście w dojrzałość chrześcijańską. Ów sakrament, przyjmowany na przełomie gimnazjalnego i licealnego wieku, przywołuje nam tajemnicę chrztu, owe skarby i tam otrzymane dary. Wówczas ja w sposób świadomy, swoim osobistym wyborem potwierdzam, ponawiam i decyduję się na realizację tego, co przyjąłem i co otrzymałem w sakramencie chrztu św. Wiemy, ta świadomość przystępujących do bierzmowania może być różna, czasem przede wszystkim idzie się w pewną formę tradycji i zwyczaju. Jakby nie wnika się osobiście w głębię tego, na co ten młody człowiek się decyduje. Pozostaje się tylko w pewnej strukturze zewnętrznej życia i tradycji religijnej. To powoduje, że gubi się po drodze wartość tego skarbu, który ma się w sobie, bo się go otrzymało jako znamię dziecięctwa Bożego. Ono może być zapomniane, zgubione, po prostu może być nieożywione i potrzebuje takiej możliwości pobudzenia do tego, byśmy na nowo odkryli ten dar. I to czyni m.in. droga neokatechumenatu. Na nowo odkrywa skarb, który został przez nas przyjęty w sakramencie chrztu św.

- „Dar, który otrzymują nowo narodzone dzieci, każde z nich powinno, kiedy już dorośnie, przyjąć w sposób wolny i odpowiedzialny. Ten proces dojrzewania doprowadzi je do tego, że otrzymają sakrament bierzmowania, który utwierdzi ich chrzest i na każdym z nich wyciśnie «pieczęć» Ducha Świętego” (Benedykt XVI). Wsłuchując się w te słowa sami obserwujemy, że wielu zaprzecza swoim życiem, że chrzest jest jedyną droga do zbawienia.

- Jestem przekonany o tym, że gdybyśmy tak szczerze chcieli porozmawiać z każdym człowiekiem, który gdzieś zagubił w swoim życiu ten skarb, to dopiero wtedy moglibyśmy odkryć dramat życia tej osoby. Może też i zrozumieć, czy też przyglądnąć się bliżej pewnym drogom, sytuacjom, które doprowadziły do zagubienia tego wszystkiego, co się otrzymało na chrzcie św. Mam świadomość tego, iż tę prawdę ciągle się podkreśla. Chrześcijaństwo w formie struktury daje każdemu możliwość, że może jakby łatwiej skorzystać z krynicy życia Bożego, daru Bożego dziecięctwa. Po przyjęciu tego daru, on sam musi na nowo je odkryć w sobie. Winien je zrozumieć. Dopiero wtedy może je przełożyć na konkretne świadectwo życia. Potrafimy wejść w pewne struktury, schematy, ale jak my ich nie rozumiemy, jak one nie staną się naszą sprawą, czymś, co my przeżyjemy i czego pragniemy, to one nadal pozostaną uschnięte, ukrywając w sobie ten skarb życia, będą bezowocne dla nas. Dopiero ta owocność polega na tym, że my dotrzemy do rdzenia, odkryjemy i próbujemy sami to wprowadzić w nasze życie. Łaska Boża, w wielu przypadkach (nieraz czytamy o takich nagłych nawróceniach) powoduje, że w momentach dla nas niewytłumaczalnych przychodzi pewne olśnienie dla człowieka. Dotknął i zrozumiał tajemnicę Bożej miłości, miłosierdzia i dopiero wtedy zaczął szukać, zastanawiać się. Okazało się, że on ten skarb w sobie miał, ale gdzieś był przykryty i po prostu nie mógł owocować. Dopiero odkrycie, współpraca z łaską Bożą powodują, że to chrześcijaństwo jest chrześcijaństwem świadomym, odpowiedzialnym i radosnym. Można przyjąć formę zewnętrzną, być człowiekiem ochrzczonym, ale to nic nie daje. Widząc brak autentyczności świadectwa chrześcijańskiego, także sam się zniechęca i nie mobilizuje do świętości życia.

- Nowe Życie to Nowy Człowiek. Warunkiem przejścia ze starego do nowego człowieka jest usłyszenie Bożego głosu i wyjście mu naprzeciw. Pamięta Ksiądz Biskup takie momenty z życia, kiedy narodził się na nowo?

- Na pewno są takie wydarzenia i to szczególnie, gdy chodzi o życie związane z powołaniem, w seminarium, potem w relacjach z innymi ludźmi. Podam konkretny przykład. Mam grupę znajomych jeszcze z duszpasterstwa akademickiego, z wakacyjnych pielgrzymek. Kiedyś, przy jakiejś okazji, podczas wspólnej modlitwy - pamiętam, że to było w środę i potem była mała agapa - zauważyłem, że były potrawy mięsne, a jedna osoba ich nie jadła. Zapytałem: co się stało? Dziś jest środa, to nie jest piątek. A ona mówi do mnie: Słuchaj, ja poszczę dwa dni w tygodniu; takie jest moje duchowe postanowienie. To było dla mnie zaskoczeniem i poruszeniem. Niekiedy przychodzi pokusa w piątek, żeby skosztować kawałek kiełbasy i muszę z tym nieraz walczyć, i nawet nie myślę, żeby w dodatkowy dzień tygodnia powstrzymywać się od pokarmów mięsnych, a tu osoba świecka, żyjąca w rodzinie, jest gotowa na taki dar. To dla mnie stało się mobilizacją, zauważeniem tego człowieka, jego zdecydowanej postawy i zawstydzeniem dla mnie samego. Zwyczajna świętość, tak chociażby się objawiająca, powoduje, że on, wierny Chrystusowi i zasadom podjętego postępowania, sam się każdorazowo nad tym nie zastanawia, ale pobudza innych do głębszej refleksji nad tym, czy mnie na to stać. Byłem trochę zawstydzony ową sytuacją.

- Na koniec naszej rozmowy przytoczę słowa Benedykta XVI: „Nasze życie należy już do Chrystusa, a nie do nas samych. W Jego towarzystwie, wręcz ogarnięci Jego miłością, jesteśmy wolni od lęku. On obejmuje nas i dźwiga tam, gdzie idziemy. On, który sam jest życiem”. Jak żyć tym Nowym Życiem i dzielić się nim z innymi?

- Nowe Życie to jest Nowy Człowiek. Jaki ten Nowy Człowiek ma być? Proszę nawet z ciekawości zaglądnąć do Listów św. Pawła Apostoła. On pokazuje te pewne właściwości Nowego Człowieka, elementy jego nowej zbroi, w którą ma się ubrać, gdy chodzi o wiarę, nadzieję, miłość, posłuszeństwo oraz zaangażowanie. To wszystko cechuje i ukazuje tego Nowego Człowieka, który odkrył tajemnicę Nowego Życia. A skoro odkrył ten skarb, to tym skarbem się dzieli. O tym skarbie mówi i tym skarbem się cieszy. Niech to będzie przesłaniem dla młodego człowieka, który odkrył tutaj, dotknął w jakiś sposób tej tajemnicy Nowego Życia, by nie chował tego, jak mówi nieraz „do skarpetki” dla samego siebie i wieczorem sobie zaglądał co on tam ma i sam się tym cieszył. Niech to pokazuje swoim rówieśnikom. Niech mówi, że warto o to dbać. Wtedy ta jego radość, jaką posiada, dzielona z innymi, przymnaża tego optymistycznego ducha wśród ludzi. Tego życzę, by tego skarbu odkrytego Nowego Życia nie trzymać dla siebie, ale by go pokazywać innym, nad nim dalej pracować. To nie jest tak, że się go raz otrzymało i potem cały czas się go ma. Niekiedy przychodzą różne kłopoty, pewne skazy, sytuacje, które zaciemniają oczywistości i wiarygodność tego daru, a więc trzeba w nich na nowo wzrastać, dojrzewać i tym skarbem po prostu obracać. Wiele mamy przykładów biblijnych z Ewangelii. Jak dostał jeden talent i schował go ze strachu, potem przyniesie ten jeden i wiemy, co się z nim stało. A ci, którzy otrzymali pięć, dziesięć obracają, przynieśli pięć czy drugie dziesięć. Każdy ma otrzymane duchowe dobra. Nie powyrównujmy się, czy ja mam jeden, czy pięć, czy dziesięć, bo to nie jest dla mnie istotne, tylko to, co mam, ten skarb, obracam nim. Niech to będzie tajemnica Nowego Życia, którą się dzielę z innymi poprzez słowo, zaangażowanie, miłość, wierność Kościołowi i przede wszystkim wzrost naszej osobistej wiary w tym Roku Wiary.

Tagi:
chrzest

Reklama

Japonia: ponad 100 dorosłych katechumenów przyjęło chrzest

2019-04-22 15:24

vaticannews / Tokio (KAI)

Kościół w Japonii w Święta Zmartwychwstania Pańskiego tradycyjnie zyskuje nowych członków, którzy przyjmują chrzest. Wielu wiernych w kraju Kwitnącej Wiśni to ludzie nawróceni, którzy odkrywają Jezusa w wieku dojrzałym. W kościele św. Ignacego w centrum Tokio w Wigilię Paschalną oraz Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego chrzest przyjęło ponad 100 osób.

Fotolia.com

Kościół św. Ignacego to jeden z najbardziej międzynarodowych kościołów w Japonii i jedna ze świątyń, w których Msza celebrowana jest codziennie w południe. Oprócz Mszy po japońsku, angielsku, hiszpańsku, indonezyjsku, portugalsku i wietnamsku w każdą pierwszą niedzielę miesiąca celebrowana jest Msza po polsku. Japońska polonia uczestniczy w Eucharystii po polsku również w święto Bożego Narodzenia oraz w święto Zmartwychwstania Pańskiego.

Podczas niedzielnej Mszy duszpasterz polonijny z Zakonu Kaznodziejskiego o. Paweł Janociński porównał Zmartwychwstanie do wschodu słońca, przynoszącego nadzieję. Wspomniał zmarłą niedawno kucharkę, która pracowała u ojców dominikanów w Tokio i była katoliczką. Zginęła w tragicznym wypadku samochodowym przed klasztorem dzień przed wigilią Bożego Narodzenia w zeszłym roku. W niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, jej mąż przyjął chrzest w kościele ojców dominikanów. „Chrzest męża pani Reiko Wada pokazuję, że zmartwychwstanie daje człowiekowi sens życia, a krzyż niesie przesłanie miłości. Krzyż jest punktem odniesienia dla ludzi cierpiących” – powiedział duszpasterz japońskiej polonii. Liturgię uświetnił śpiew japońskiej śpiewaczki operowej Sonoko Nagai, która odbywa obecnie studia magisterskie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i przyjechała do Japonii na święta. W zeszłym roku przyjęła ona chrzest podczas Mszy po polsku w kościele św. Ignacego.

Duszpasterz polonijny poświęcił w niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego pokarmy przyniesione w koszyczkach przez ok. 80 Polaków mieszkających lub przebywających czasowo w Japonii. Po Mszy odbyło się świąteczne spotkanie Polonii japońskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Matka Boża Szkaplerzna

xzr
Edycja szczecińsko-kamieńska 31/2002

Arkadiusz Bednarczyk

16 lipca przypada w liturgii Kościoła wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Dzień ten nazywany jest często dniem Matki Bożej Szkaplerznej, gdyż bezpośrednio wiąże się z nabożeństwem szkaplerza.

Historia szkaplerza karmelitańskiego sięga XII w. Duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili życie modlitwy na Górze Karmel w Palestynie. Nazywali się Braćmi Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Z powodu prześladowań przenieśli się do Europy. Kościół uznał ich regułę życia i dał prawny początek Zakonowi Karmelitów, który promieniował przykładem świętości w nowym dla siebie środowisku, ale nie uniknął też określonych trudności. Wtedy odznaczający się świętością generał zakonu, angielski karmelita św. Szymon Stock, zmobilizował swoich braci i zawierzając się Maryi, prosił Ją o pomoc. Jak podają kroniki, gdy modlił się słowami antyfony Flos Carmeli ( Kwiecie Karmelu) w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. ukazała mu się Maryja w otoczeniu aniołów i wskazując na szkaplerz, powiedziała: "Przyjmij, najmilszy synu, Szkaplerz twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania". Nabożeństwo szkaplerzne, praktykowane początkowo tylko we wspólnotach karmelitańskich, bardzo szybko rozpowszechniło się wśród ludzi świeckich i duchowieństwa.

Do nabożeństwa szkaplerznego przywiązane są przywileje uznane przez Kościół jako objawione przez Maryję:

- noszącym szkaplerz Maryja zapewniła opiekę w trudach i niebezpieczeństwach życia zarówno względem duszy, jak i ciała;

- w znaku szkaplerza Maryja obiecała szczęśliwą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia;

- każdy, kto nosi szkaplerz, jest złączony z Zakonem Karmelitańskim i ma udział w jego duchowych dobrach za życia i po śmierci (objęty jest intencjami Mszy św., komunii św., umartwień, postów, modlitw itp.).

Z końcem XV w. do powyższych łask dołączono tzw. przywilej sobotni oparty na objawieniu, jakie miał mieć papież Jan XXII. Maryja obiecała przez niego, że każdy noszący szkaplerz i zachowujący czystość według swego stanu zostanie uwolniony z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci.

Każdy, kto chciałby przyjąć i nosić szatę Maryi, niech czuje się zaproszony na comiesięczne skupienie Bractwa Szkaplerza w Sanktuarium Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Szczecinie ( os. Słoneczne). Każdego 16. dnia miesiąca wspólnotowa adoracja od godz. 17.00, Różaniec i o godz. 18.00 Msza św., podczas której jest możliwość przyjęcia szkaplerza św. 16 lipca, z okazji wspomnienia Matki Bożej Szkaplerznej, miało miejsce wspólne dziękczynienie noszących szkaplerz, składane Maryi w Jej sanktuarium za nieustanną opiekę nad nami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święta szata

2019-07-16 20:50

Beata Pieczykura

W klasztorze pw. Miłosierdzia Bożego w Częstochowie w uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, 16 lipca, Mszy św. przewodniczył oraz homilię wygłosił bp Andrzej Przybylski.

Beata Pieczykura/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Święta szata

Do licznie zebranych powiedział: – Czas ucieka, a szkaplerz niesie nas ku wieczności. Do nieba prowadzi nas m.in. wielki znak szkaplerza świętego. Razem ze siostrami my, tu zgromadzeni w Karmelu w Częstochowie, chcemy odnowić przywiązanie do szkaplerza, wiarę w ten święty znak i to wszystko, co on oznacza. Ksiądz Biskup przypomniał, że szkaplerz jest świętą szatą, która oznacza przyobleczenie się w Chrystusa, czyli decyzję przemiany życia, by każdego dnia stylem życia naśladować Jezusa i Jego Matkę. Tym, którzy zdecydowali się przyjąć szkaplerz, przedstawił obowiązki (takie jak współpracować z łaską, często spowiadać się, odmawiać znaczoną w dniu przyjęcia modlitwę, czynić dobrze bliźnim), a przede wszystkim obietnice, że znajdują się pod szczególną opieką Matki Bożej w trudach i niebezpieczeństwach życia ziemskiego, zostaną zachowani od wiecznego potępienia, a Matka Jezusa już w pierwszą sobotę po ich śmierci uwolni z czyśćca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem