Reklama

Chrzest święty - brama prowadząca ze śmierci do Życia

2013-10-02 09:18

Z bp. Marianem Rojkiem rozmawia Małgorzata Godzisz
Edycja zamojsko-lubaczowska 40/2013, str. 4-5

Ewa Wiśniewska

MAŁGORZATA GODZISZ: - Jak odczytywać wartość daru, tej Bożej łaski i mocy, która wypływa z sakramentu chrztu świętego?

BP MARIAN ROJEK: - Pytanie jest bardzo trudne, dlatego że nie ma jednoznacznej odpowiedzi: „jak?”. Gdyby taka była, to by było pięknie. Każdy człowiek musi szukać możliwości tego, by tajemnica Bożego życia w nim się otwierała, wzrastała i była obecna. To pytanie - „jak?” - jest osobistym wołaniem każdego z nas, które musimy sobie stawiać przez całe życie. Dlatego też, ci młodzi ludzie, którzy tutaj (na Exodusie) są, również z tego powodu się tu znajdują. Szukają odpowiedzi na to pytanie: „jak?”. Jakby intuicyjnie przychodzą tutaj, żeby znaleźć tę drogę, wskazówkę, w pewien sposób świadectwo, doświadczenie, które by ich przekonało i potwierdziło, że to jest właśnie ta odpowiedź na pytanie: „jak?”.

- Nowe Życie każdy z nas otrzymał przez chrzest święty. Wiemy też dobrze, że ten sakrament jest bramą prowadzącą ze śmierci do Życia. Czym jest chrzest święty i czym powinien być dla chrześcijanina?

- Ze śmierci do życia. Skąd się ta śmierć wzięła? Musimy przypomnieć sobie tamto wydarzenie z raju. Przecież życie Pan Bóg zaproponował i do życia zostaliśmy stworzeni. Nasi prarodzice - Adam i Ewa - za pokusą złego ducha wybrali inną drogę. Sprzeciwili się pełnemu posłuszeństwu względem Boga i utracili dar życia. Jakiego? Oczywiście życia w sensie fizycznym. Przecież wyraźnie, w teologicznym rozumieniu, mówi się o tym, że śmierć jest skutkiem grzechu. Utrata życia fizycznego jest właśnie skutkiem grzechu. W tym momencie dotykamy tej wielkiej tajemnicy, że utracili także życie łaski uświęcającej, owego Bożego daru, jaki w sobie posiadali. Widzimy następnie konsekwencje tamtej decyzji, że to życie fizyczne jest przekazywane przez rodzenie, ale ono ma swoje słabości. Skutkiem grzechu, różnych doświadczeń zewnętrznych, doczesnej przemijalności, po prostu to życie fizyczne się kończy, w momencie, który Pan Bóg orzeka i wybiera dla każdego z nas. Natomiast, jeżeli chodzi o utracone życie duchowe, człowiek sam sobie dać go nie może i dopiero tajemnica Jezusa Chrystusa, Bożego Syna, który przychodzi i przywraca na nowo ten dar Bożego życia; On wyprowadza nas ze śmierci do wieczności. To wszystko dokonuje się w przedziwny sposób, w tym pierwszym podstawowym sakramencie - bramie wszystkich sakramentów - w chrzcie świętym.

- Czym jest nadanie dziecku czy osobie dorosłej imienia?

- Imię. Ono ma pewną głębię biblijną. Człowiek nie jest masowy, jakby zapomniany, nieokreślony. Imię sprawia konkretne nazwanie, wymienienie. Uwypukla godność, wybór, misję. Oznacza, że ja wobec Boga jawię się jako ktoś szczególny, kogo On doskonale zna. To imię w sensie biblijnym wskazywało także na to, że ktoś, kto znał imię drugiej osoby, miał w pewien sposób władzę nad tym człowiekiem. Proszę popatrzeć na ten wymiar bardziej współczesny. Zobaczmy chociażby historię tych bolesnych doświadczeń wojennych. Co się robiło z człowiekiem? Człowiek nie miał imienia. Człowiek był numerem. Ciągła walka o to, by mieć imię, mieć swoją godność, by być kimś określonym, kto w oczach Bożych ma swoją wartość. W kulturze ludzkiej imiona odnosiły się do pewnych cech, właściwości, postaw i człowiek noszący takie imię, zwracał na to uwagę. Jakby chciał pewne cechy tego imienia, tych właściwości w swoim życiu naśladować. Niekiedy próbuję podsunąć taką sugestię w czasie sakramentu bierzmowania, kiedy młodzi wybierają swojego patrona, nowe imię. To nie jest rewia mody, to nie jest pragnienie zaskoczenia, zaszokowania swoich kolegów i koleżanek, że się wybierze imię całkowicie oryginalne, które w naszym środowisku nie jest znane. Zasadniczo wybiera się imię kogoś ze świętych. Patrzą ci młodzi do katalogu, pojawiają się imiona, które przeminęły, bo ich czas jest bardzo dawny. Dziś nikt takich imion nie pamięta. Czasami w pewnych środowiskach, kulturach, wydają się one trochę odmienne, czasami zaskakujące, trochę śmieszne. To jest też roztropność wybrania tego imienia, żeby ono było dla mnie przesłaniem, było drogą, także pewną cechą, wartością, której ja się trzymam i którą realizuję. Niech każdy z nas się zastanowi nad tym, jakie ma imię. Niech spróbuje odkryć także w tym sens teologiczny, jakie to imię ma znaczenie, jaką cechę. Niech zobaczy, jak wyglądają u niego te skarby, sposoby życia, te drogi, czy on je realizuje w sobie, nosząc to imię, niech pozna także pełne znaczenie tego imienia. Gdy chodzi o sakrament chrztu świętego, człowiek otrzymuje konkretne imię, a więc jest nazwany, wyłączony z tego tłumu, jawi się jako ktoś konkretny, kto się liczy wobec Pana Boga, wchodzi w szczególną relację osobową. Ja nie wchodzę w jakiś obojętny związek z drugim człowiekiem, tylko chcę znać jego imię, pragnę wiedzieć, kto to jest i to wtedy powoduje bezpośrednie, wzajemne relacje. To imię powoduje, że ja mam głęboką więź z Bogiem, który mnie wzywa po imieniu i po imieniu mnie zna i po imieniu mnie nazywa w moim życiu, czy moich zadaniach.

- W swoim przesłaniu do młodych Ksiądz Biskup napisał o zagubionej świadomości tego, cośmy otrzymali, i że boimy się misji przyjętej za nas przez rodziców i rodziców chrzestnych. Dlaczego tak się dzieje i co trzeba zrobić, żeby to zmienić?

- Sytuacja jest taka: żyjemy w społeczności religijnej, a więc gdy chodzi o sakrament chrztu, generalnie jesteśmy jako niemowlęta przynoszeni do świątyni przez naszych rodziców i rodziców chrzestnych, a ci w naszym imieniu wyrażają gotowość naszego przygotowania, potem dojrzewania, wzrastania i pogłębiania tej tajemnicy chrztu św. Wiadomo, że w pierwotnym chrześcijaństwie, kiedy na chrzest decydowali się ludzie dorośli, mieli większą świadomość tego, na co się decydują, w co wchodzą, jakie są ich obowiązki, jaka jest ich godność i co przyjmują. Wtedy to oni sami wprowadzali te prawdy w swoje życie. Dziś jako dzieci otrzymujemy sakrament chrztu, a potem następuje na tym poziomie katechizacja, pogłębienie wartości, znaczenia tego sakramentu. Powoli odkrywamy skarb, dar i misję, która wypływa z naszego chrztu św. i powinna być przez nas przyjęta. Stąd też to wszystko dzieje się tak pedagogicznie w życiu sakramentalnym, jeżeli chodzi o wiek szkolny, po chrzcie druga, trzecia klasa, to przygotowanie do I Komunii, potem sakrament bierzmowania, jako wejście w dojrzałość chrześcijańską. Ów sakrament, przyjmowany na przełomie gimnazjalnego i licealnego wieku, przywołuje nam tajemnicę chrztu, owe skarby i tam otrzymane dary. Wówczas ja w sposób świadomy, swoim osobistym wyborem potwierdzam, ponawiam i decyduję się na realizację tego, co przyjąłem i co otrzymałem w sakramencie chrztu św. Wiemy, ta świadomość przystępujących do bierzmowania może być różna, czasem przede wszystkim idzie się w pewną formę tradycji i zwyczaju. Jakby nie wnika się osobiście w głębię tego, na co ten młody człowiek się decyduje. Pozostaje się tylko w pewnej strukturze zewnętrznej życia i tradycji religijnej. To powoduje, że gubi się po drodze wartość tego skarbu, który ma się w sobie, bo się go otrzymało jako znamię dziecięctwa Bożego. Ono może być zapomniane, zgubione, po prostu może być nieożywione i potrzebuje takiej możliwości pobudzenia do tego, byśmy na nowo odkryli ten dar. I to czyni m.in. droga neokatechumenatu. Na nowo odkrywa skarb, który został przez nas przyjęty w sakramencie chrztu św.

- „Dar, który otrzymują nowo narodzone dzieci, każde z nich powinno, kiedy już dorośnie, przyjąć w sposób wolny i odpowiedzialny. Ten proces dojrzewania doprowadzi je do tego, że otrzymają sakrament bierzmowania, który utwierdzi ich chrzest i na każdym z nich wyciśnie «pieczęć» Ducha Świętego” (Benedykt XVI). Wsłuchując się w te słowa sami obserwujemy, że wielu zaprzecza swoim życiem, że chrzest jest jedyną droga do zbawienia.

- Jestem przekonany o tym, że gdybyśmy tak szczerze chcieli porozmawiać z każdym człowiekiem, który gdzieś zagubił w swoim życiu ten skarb, to dopiero wtedy moglibyśmy odkryć dramat życia tej osoby. Może też i zrozumieć, czy też przyglądnąć się bliżej pewnym drogom, sytuacjom, które doprowadziły do zagubienia tego wszystkiego, co się otrzymało na chrzcie św. Mam świadomość tego, iż tę prawdę ciągle się podkreśla. Chrześcijaństwo w formie struktury daje każdemu możliwość, że może jakby łatwiej skorzystać z krynicy życia Bożego, daru Bożego dziecięctwa. Po przyjęciu tego daru, on sam musi na nowo je odkryć w sobie. Winien je zrozumieć. Dopiero wtedy może je przełożyć na konkretne świadectwo życia. Potrafimy wejść w pewne struktury, schematy, ale jak my ich nie rozumiemy, jak one nie staną się naszą sprawą, czymś, co my przeżyjemy i czego pragniemy, to one nadal pozostaną uschnięte, ukrywając w sobie ten skarb życia, będą bezowocne dla nas. Dopiero ta owocność polega na tym, że my dotrzemy do rdzenia, odkryjemy i próbujemy sami to wprowadzić w nasze życie. Łaska Boża, w wielu przypadkach (nieraz czytamy o takich nagłych nawróceniach) powoduje, że w momentach dla nas niewytłumaczalnych przychodzi pewne olśnienie dla człowieka. Dotknął i zrozumiał tajemnicę Bożej miłości, miłosierdzia i dopiero wtedy zaczął szukać, zastanawiać się. Okazało się, że on ten skarb w sobie miał, ale gdzieś był przykryty i po prostu nie mógł owocować. Dopiero odkrycie, współpraca z łaską Bożą powodują, że to chrześcijaństwo jest chrześcijaństwem świadomym, odpowiedzialnym i radosnym. Można przyjąć formę zewnętrzną, być człowiekiem ochrzczonym, ale to nic nie daje. Widząc brak autentyczności świadectwa chrześcijańskiego, także sam się zniechęca i nie mobilizuje do świętości życia.

- Nowe Życie to Nowy Człowiek. Warunkiem przejścia ze starego do nowego człowieka jest usłyszenie Bożego głosu i wyjście mu naprzeciw. Pamięta Ksiądz Biskup takie momenty z życia, kiedy narodził się na nowo?

- Na pewno są takie wydarzenia i to szczególnie, gdy chodzi o życie związane z powołaniem, w seminarium, potem w relacjach z innymi ludźmi. Podam konkretny przykład. Mam grupę znajomych jeszcze z duszpasterstwa akademickiego, z wakacyjnych pielgrzymek. Kiedyś, przy jakiejś okazji, podczas wspólnej modlitwy - pamiętam, że to było w środę i potem była mała agapa - zauważyłem, że były potrawy mięsne, a jedna osoba ich nie jadła. Zapytałem: co się stało? Dziś jest środa, to nie jest piątek. A ona mówi do mnie: Słuchaj, ja poszczę dwa dni w tygodniu; takie jest moje duchowe postanowienie. To było dla mnie zaskoczeniem i poruszeniem. Niekiedy przychodzi pokusa w piątek, żeby skosztować kawałek kiełbasy i muszę z tym nieraz walczyć, i nawet nie myślę, żeby w dodatkowy dzień tygodnia powstrzymywać się od pokarmów mięsnych, a tu osoba świecka, żyjąca w rodzinie, jest gotowa na taki dar. To dla mnie stało się mobilizacją, zauważeniem tego człowieka, jego zdecydowanej postawy i zawstydzeniem dla mnie samego. Zwyczajna świętość, tak chociażby się objawiająca, powoduje, że on, wierny Chrystusowi i zasadom podjętego postępowania, sam się każdorazowo nad tym nie zastanawia, ale pobudza innych do głębszej refleksji nad tym, czy mnie na to stać. Byłem trochę zawstydzony ową sytuacją.

- Na koniec naszej rozmowy przytoczę słowa Benedykta XVI: „Nasze życie należy już do Chrystusa, a nie do nas samych. W Jego towarzystwie, wręcz ogarnięci Jego miłością, jesteśmy wolni od lęku. On obejmuje nas i dźwiga tam, gdzie idziemy. On, który sam jest życiem”. Jak żyć tym Nowym Życiem i dzielić się nim z innymi?

- Nowe Życie to jest Nowy Człowiek. Jaki ten Nowy Człowiek ma być? Proszę nawet z ciekawości zaglądnąć do Listów św. Pawła Apostoła. On pokazuje te pewne właściwości Nowego Człowieka, elementy jego nowej zbroi, w którą ma się ubrać, gdy chodzi o wiarę, nadzieję, miłość, posłuszeństwo oraz zaangażowanie. To wszystko cechuje i ukazuje tego Nowego Człowieka, który odkrył tajemnicę Nowego Życia. A skoro odkrył ten skarb, to tym skarbem się dzieli. O tym skarbie mówi i tym skarbem się cieszy. Niech to będzie przesłaniem dla młodego człowieka, który odkrył tutaj, dotknął w jakiś sposób tej tajemnicy Nowego Życia, by nie chował tego, jak mówi nieraz „do skarpetki” dla samego siebie i wieczorem sobie zaglądał co on tam ma i sam się tym cieszył. Niech to pokazuje swoim rówieśnikom. Niech mówi, że warto o to dbać. Wtedy ta jego radość, jaką posiada, dzielona z innymi, przymnaża tego optymistycznego ducha wśród ludzi. Tego życzę, by tego skarbu odkrytego Nowego Życia nie trzymać dla siebie, ale by go pokazywać innym, nad nim dalej pracować. To nie jest tak, że się go raz otrzymało i potem cały czas się go ma. Niekiedy przychodzą różne kłopoty, pewne skazy, sytuacje, które zaciemniają oczywistości i wiarygodność tego daru, a więc trzeba w nich na nowo wzrastać, dojrzewać i tym skarbem po prostu obracać. Wiele mamy przykładów biblijnych z Ewangelii. Jak dostał jeden talent i schował go ze strachu, potem przyniesie ten jeden i wiemy, co się z nim stało. A ci, którzy otrzymali pięć, dziesięć obracają, przynieśli pięć czy drugie dziesięć. Każdy ma otrzymane duchowe dobra. Nie powyrównujmy się, czy ja mam jeden, czy pięć, czy dziesięć, bo to nie jest dla mnie istotne, tylko to, co mam, ten skarb, obracam nim. Niech to będzie tajemnica Nowego Życia, którą się dzielę z innymi poprzez słowo, zaangażowanie, miłość, wierność Kościołowi i przede wszystkim wzrost naszej osobistej wiary w tym Roku Wiary.

Tagi:
chrzest

Filipiny: kard. Tagle ochrzci 450 dzieci ulicy

2019-09-24 11:22

tom, pb (KAI) / Manila

Czy katolicy muszą płacić za przyjęcie sakramentów? Kościół katolicki na Filipinach zamierza sprzeciwić się tej powszechnej i błędnej praktyce i w przyszłym tygodniu 450 dzieci ulicy zostaje ochrzczonych w Manili.

Janusz Pasik
Kard. Luis Antonio Tagle na spotkaniu z młodzieżą Caritas z całego świata (pierwsza od lewej), Daniel i Evalina

Wspierany przez Fundację Anak-Tulay ng Kabataan (Most dla dzieci) kard. Luis Antonio Tagle, metropolita Manili udzieli sakramentu chrztu św. młodym Filipińczykom. Według agencji Asia News w ciągu ostatnich 21 lat fundacja pomogła ponad 55 tys. dzieci, w tym Darwinowi Ramosowi (1994-2012), dziecka ulicy, żyjącego w slumsach Pasay w Manili, którego proces beatyfikacyjny rozpoczęła diecezja Cubao.

Jak podkreśla archidiecezja Manili inicjatywa masowego chrztu dla dzieci ulicy zrodziła się także dlatego, że w slumsach często panuje powszechne przekonanie, że za przyjęcie sakramentów trzeba zapłacić.

Darwin Ramos nie chodził do szkoły, lecz wraz ze swą młodszą siostrą zbierał na ulicach i sprzedawał plastikowe odpady, pomagając w ten sposób rodzicom w utrzymaniu rodziny. Gdy choroba Duchenne’a - dystrofia mięśniowa, powodująca osłabienie, a w końcu zanik mięśni - uniemożliwiła mu tę pracę, ojciec zanosił go na pobliską stację metra Libertad, by prosił o jałmużnę. Za użebrane przez syna pieniądze ojciec często pił alkohol.

Gdy miał 12 lat, żebrzący Darwin został zauważony na stacji metra przez wolontariuszy fundacji Anak-Tulay ng Kabataan (Most dla dzieci), która od 1998 r., z inicjatywy francuskiego misjonarza o. Matthieu Daucheza opiekuje się dziećmi ulicy w Manili. Chłopiec został umieszczony w ośrodku fundacji w Quezon City i tam „odkrył miłosierną miłość Boga”. Przyjął chrzest, bierzmowanie i pierwszą komunię. Od tej pory wiara stała się jego siłą w znoszeniu choroby, którą nazywał swą misją. Jego towarzysze (dawne dzieci ulicy) wspominają, że najczęściej słyszeli od niego: „Dziękuję” i „Kocham Cię”. Nieustannie powierzał się Jezusowi.

Ostatni tydzień jego życia, spędzony w szpitalu dziecięcym w Quezon, był naznaczony ogromnym bólem fizycznym. Jego agonia była duchową walką („Walczę z diabłem” - mówił Darwin). Jednocześnie nie przestawał mówić o pokoju danym przez Boga i dziękować tym, którzy się nim opiekowali. Zmarł w niedzielę 23 września 2012 r., zanim skończył 18 lat.

Ordynariusz diecezji Cubao - Honesto Ongtioco wszczął starania o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego na prośbę Stowarzyszenia Przyjaciół Darwina Ramosa. - Darwin jest przykładem świętości. Będąc dzieckiem ulicy, chorym na miopatię, był ściśle zjednoczony z Chrystusem w swoich cierpieniach i radościach - podkreślił hierarcha, którego diecezja obejmuje wschodnie przedmieścia Manili.

W czerwcu br. watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wyraziła zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Utracone, ale nie na zawsze

2019-10-01 13:55

Marzena Cyfert
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 16-17

Boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać

Zapytałam kiedyś przedszkolaków, co to jest skarb. Padały różne propozycje. – Brylanty, złoto, skrzynia z pieniędzmi. W końcu padła nieśmiała odpowiedź: – Jak rodzice nie mają długo dziecka i to dziecko im się w końcu urodzi, to jest ich skarb.

Magda cieszy się swoim skarbem, ale zanim to się stało, straciła sześcioro dzieci w pierwszych miesiącach ciąży. Mówi, że jej serce składa się z sześciu kawałków, bo tyle razy pękało – przy każdej stracie. Dziś 5-letni Wiktor to plasterek miodu na jej popękane serce. 15 października w Dzień Dziecka Utraconego spotykam ich na Mszy św. w intencji rodziców dzieci utraconych, a później patrzę, jak wysyłają niebu sześć białych baloników. – Dla Antosi, Bartka, Karolinki... – wymienia Wiktor. Spotykam też Ewę z mężem – mają dwa białe baloniki, ale w swoich dłoniach nie trzymają dziecięcej rączki. Stracili dwoje dzieci, a później już się nie udało. Mówią, że zamiary Boże nie są tak oczywiste i przewidywalne, jak by się chciało.

Dziecko, które się rozmyśliło

Utrata dziecka zawsze jest traumą, niezależnie od jego wieku i okoliczności, w których to nastąpiło. Konsekwencje psychiczne i społeczne takiej straty są wielowymiarowe, gdyż stres potraumatyczny może powodować różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i depresyjne. Najtrudniejszym elementem przy stracie dziecka nienarodzonego dla kobiety jest fakt, że nigdy go nie zobaczyła ani nie przytuliła, a przecież wiedziała o jego istnieniu. Jak pisze ks. Arkadiusz Olczyk: „Mówiąc krótko, boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać”.

Trudny jest również brak społecznego przyzwolenia na przeżycie żałoby. Z jednej strony bagatelizuje się zaistniały fakt, z drugiej zaś słyszy się tanie pocieszanie: „Jeszcze będziesz miała dziecko”; „Jakby miało być chore, to lepiej...”. Tymczasem kobieta przeżywa dramat i czuje żal, bo umarło jej dziecko – to konkretne, na które teraz czekała. – Czasem jest to żal do całego świata: do spotykanych na ulicy kobiet w zaawansowanej ciąży, bo im się udało; do Pana Boga, bo mógł temu zaradzić, a nic nie zrobił; a nawet absurdalny żal do warzyw na straganach, które każdego dnia odmierzasz z aptekarską dokładnością, a jednak nie zapewniają zdrowia twojemu dziecku – wspomina Małgosia. – Najtrudniejsze było jednak wytłumaczenie 3-letniej córeczce – pukającej palcem w mój brzuch i pytającej, co słychać u dzidziusia – że on się nie urodzi. Mała zapytała wtedy zawiedziona: czy dzidziuś się rozmyślił? – zwierza się Małgosia.

Nie bądźcie smutni

Na wrocławskim cmentarzu osobowickim widziałam pomnik dziecka utraconego, które wyciąga ręce do pogrążonych w bólu rodziców, by ich pocieszyć. Figura dziecka jest przezroczysta i jest symbolem osoby utraconej, ale zarazem obecnej, która zdaje się, że mówi: Nie bądźcie smutni! Zanim jednak rodzice przestaną być smutni, muszą przejść przez dni rozpaczy i żałoby, a to różnie wygląda. Inaczej przeżywa stratę ojciec dziecka – równie mocno, choć przeważnie bardziej skrycie – a inaczej matka. Nie ma ustalonych reguł i jednego sposobu na jej przeżycie, każdy ma też swoje tempo przeżywania. Faktem jest jednak, że po wielu dniach bólu, smutku i cierpienia przychodzi wewnętrzny spokój. Psychologowie mówią, że czas trwania żałoby to optymalnie dwanaście miesięcy – tak, by rodzice mogli przejść ze świadomością straty przez wszystkie kluczowe dni roku: pierwsze Boże Narodzenie bez dziecka, pierwsze uroczystości rodzinne bez dziecka... Ania wspomina: – Jasia straciliśmy w 4. miesiącu ciąży, ale do 9. miesiąca zastanawiałam się, co by się z nim teraz działo, jaki byłby duży. Może już by się nawet uśmiechał na USG. I w myślach uśmiechałam się do niego. Zaraz jednak pojawiał się tamten obraz z pamiętnego USG – smutna, spuszczona główka. I przychodziła rozpacz.

Formą radzenia sobie z żalem może też być zadaniowość – kobieta od razu planuje kolejne ciąże albo wpada w wir wymyślonych obowiązków, by się czymś zająć i nie myśleć o stracie.

Co na to przepisy

Jednym z etapów przeżywania żałoby jest pogrzeb i pożegnanie bliskiej osoby, dlatego pogrzeb dziecka ma duże znaczenie. Obecne przepisy pozwalają na jego zorganizowanie, niezależnie od tygodnia, w którym nastąpiła śmierć. Rodzicom przysługuje również zasiłek pogrzebowy. Szpitale zazwyczaj o tym nie informują, a na pytanie dotyczące procedur nie potrafią odpowiedzieć pracownicy ani szpitali, ani zakładów pogrzebowych. – Lekarz w szpitalu patrzył na mnie jak na kobietę szaloną. Ja również patrzyłam na niego jak na kogoś, kto postradał zmysły, bo dziecko, które mieszkało dziewięć cudownych tygodni pod moim sercem, nazywał martwą ciążą i nie chciał mi go oddać. Tłumaczyłam, że każdemu utraconemu dziecku należą się pogrzeb i miejsce na ziemi. W końcu przyznał mi rację. Rozpłakałam się, gdy w USC podawałam imię córeczki: Anna! A później z dumą patrzyłam na akt urodzenia, choć był to jednocześnie akt zgonu mojego dziecka – opowiada Renata.

Przez kilka lat niektóre szpitale uniemożliwiały pogrzeb dziecka z powodu nieznajomości jego płci. Rodzice musieli płacić za kosztowne badania genetyczne, mieli też problemy z uzyskaniem zasiłku pogrzebowego. Zmieniło się to w 2016 r. Na stronie Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” czytamy: „Aby ubiegać się o refundację kosztów pogrzebu dziecka zmarłego przed narodzeniem, konieczne jest uzyskanie aktu urodzenia z adnotacją o urodzeniu martwym, czyli zarejestrowanie dziecka w urzędzie stanu cywilnego. Do rejestracji konieczne jest określenie płci dziecka, co w niektórych przypadkach jest możliwe wyłącznie za pomocą badań genetycznych. Należy pamiętać, że koszt tych badań uznaje się za wydatki związane z pogrzebem, a to oznacza, że są one refundowane w ramach zasiłku pogrzebowego”.

Renata zorganizowała pogrzeb swojej córeczce miesiąc po poronieniu. – Nie wiedziałam, że grób jest taki ważny. Myślałam, że skoro dziecko na zawsze zostanie w moich myślach, to nie potrzeba nam marmurowego nagrobka. Tylko czemu taka bezdomna się czułam za każdym razem, przechodząc przez cmentarz? – dzieli się swoim doświadczeniem. – Po pogrzebie zaś odczułam ulgę, jakbym zamknęła jakiś ważny rozdział w życiu, bo nasza Ania dostała swoje miejsce nie tylko w naszych sercach – dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Na patriotyczną nutę

2019-10-15 11:48

Maria Fortuna- Sudor

To już tradycja, że z okazji Święta Niepodległości uwadze naszych czytelników polecamy koncert, który stanowi finał XVII Małopolskiego Przeglądu Pieśni Patriotycznej,organizowanego przez Akcję Katolicką Archidiecezji Krakowskiej, przy wsparciu Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, Małopolskiego Kuratora Oświaty, Parafii Matki Bożej Częstochowskiej oraz Młodzieżowego Domu Kultury im. Janusza Korczaka.

Przegląd Pieśni Patriotycznej

Przegląd Pieśni Patriotycznych

Jak informują organizatorzy, celem cyklicznego wydarzenia jest upowszechnianie, poprzez śpiew, patriotyzmu, zarówno wśród dorosłych, jak i dzieci oraz młodzieży. Zależy im również na uświadamianiu roli wartości narodowo-patriotycznych w życiu każdego Polaka. Pragną tym przeglądem także zwrócić uwagę na nasze dziedzictwo kulturowe; religię, pieśni, tradycję i obyczaje.

Małopolski Koncert Przeglądowy jest zaplanowany na 16 listopada br. Rozpocznie się o godziny 9:00 w auli kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej, na osiedlu Szklane Domy 7 w Krakowie. Natomiast w niedzielę 17 listopada, o 18. 30 w tym samym miejscu odbędzie się Koncert Galowy Laureatów, w trakcie którego wystąpią wyróżnione chóry, zespoły, soliści oraz zaproszeni artyści. Nastąpi także ogłoszenie rekomendacji do udziału w finale ogólnopolskim. Koncert poprzedzi9 o 17.00) Msza św. w intencji Ojczyzny. Na: www.krakow.ksm.org.pl znajdują się szczegóły na temat przeglądu i koncertu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem