Reklama

Świeczka zgasła a światło płonie - 133 lata przemyskiej sceny

Ks. Henryk Hazik
Edycja przemyska 1/2003

Umiłowała sobie Melpomena przemyski gród, ale też była to miłość odwzajemniona. Próbowała już kusić wcześniej żaków szkoły katedralnej w ich inscenizacjach spod znaku św. Grzegorza, a całkiem nieźle zadomowiła się w jezuickim kolegium. Nie mamy na to dowodów wprost, ale skoro w Przemyślu powstało takie arcydzieło jak Rozmyślania przemyskie w czasach, gdy Kolumb odkrywał Amerykę, to nie jest wykluczone przedstawianie misteriów pasyjnych, bądź paschalnych czy nawet z życia Świętej Rodziny przez duchowieństwo katedry. Było zaś tego materiału na aktorów w sutannach sporo: samych wikarych 9, potem od bp. Goślickiego nawet 11, a od 1510 r. wzmocnionych 4 mansjonarzami i luźnym zespołem altarystów, których liczbę ks. dr Borcz ostrożnie szacuje na przynajmniej 16 beneficjentów. Z taką armią 30 duchownych można było się porwać na spektakle o dużo większych ambicjach niż żakinada scholarów i popisy konwiktorów szanownego Towarzystwa Jezusowego.
Ani jednak "Gregoły", ani teatrzyk jezuicki czy domniemany wykwit misteryjny niższego duchowieństwa katedry nie spełniały roli, o jakiej marzyło każde szanujące się miasto - obecność stałej sceny. Przemyśl nie doczekał się jej w okresie staropolskim, dopiero po uzyskaniu autonomii zaborca austriacki, podpisem swego namiestnika we Lwowie, wyraził łaskawie zgodę na zawiązanie się Towarzystwa Dramatycznego w grodzie nad Sanem. Było to w 1869 r., właśnie wtedy, gdy już stratedzy cesarsko-królewskiego sztabu wojennego w Wiedniu rysowali na planach naszej sennej mieściny pierścienie fortów i bunkrów. Otrząśnięcia z tego snu nie dokonały jednak oskardy wojskowe. Zasługę niezaprzeczalną trzeba zostawić panu we fraku, z sympatyczną bródką połączoną z wąsem i bujnym włosem zaczesanym do góry, który był zarazem pierwszym autorem monografii o Przemyślu. Tak nam przedstawia Leopolda Hausera jego portret - ten przybysz z Dobromila a "korzeniami" związany z Kałuszem, mógł się rzeczywiście podobać nie tylko Melpomenie.
U nas jednak zdawał maturę i w cieniu baszt przemyskiego zamku szamotał się z myślami, czy iść za kordon do powstania. Chęć nauki chyba jednak przemogła i po krótkim epizodzie powstańczym, widzimy go w ławach studentów Wszechnicy Lwowskiej. Po ukończeniu prawa wrócił do Przemyśla, obejmując stanowisko auskultanta w sądzie obwodowym, co brzmi tak egzotycznie, że nawet trudno się nam domyśleć, iż za tym dziwnym wyrazem kryje się nasze poczciwe przesłuchanie. Pan auskultant nie tylko jednak skutecznie przesłuchiwał świadków, słuchał też głosów z rynku, koszar, salonów i przedmieść i to jest największy atut młodego członka palestry przemyskiej. Wiedział, czym żyje przeciętny "Sionek" i o czym marzy mieszczanin z większymi aspiracjami. Dlatego porwał się na założenie grupy teatralnej. Był to dzień 13 października 1869 r.
Przyjrzyjmy się tym ambitniejszym mieszkańcom dawnego królewskiego miasta. Nie był im obcy los dzieci w ochronkach i uczniów po bursach. Z zapałem aktorskim łączyli cele charytatywne. Tak wychowywali sobie publiczność. Bracia Jelenie - zasłużeni drukarze przemyscy, inżynier budowlany ze starostwa Karol Baecker i największy pasjonat Melpomeny Karol Szukiewicz - aktor, reżyser i artysta w każdym calu. To właśnie ci zapaleńcy przed 125 laty wskrzesili myśl Hausera i znów Fredro przemówił do przemyślan swymi znakomitymi dialogami. Nie był jeszcze ich oficjalnym patronem, ale grupa wyraźnie faworyzowała jego sztuki. Świeczka zgasła należy do tych premier, które 15 listopada 1877 r. znów zafascynowały zgromadzoną publiczność. I choć przez minione 8 lat świeczka zapalona przez Hausera całkowicie nie zgasła, ten wymowny tytuł jakby ostrzegał, że społecznicy przemyscy zaangażowani w trupie teatralnej nie powinni poddawać się wichrom, które rade by zdmuchnąć wątłe światełko Melpomeny. Na szczęście sala "Pod Opatrznością" wydzierżawiana od kapituły ruskiej (Franciszkańska 24 - dziś nie istnieje) pękała w szwach i dopingowała młody zespół do urozmaicania repertuaru. Magistrat nasz też szedł na rękę udostępniając swą salę, czasem coraz bardziej lubiany Teatr Amatorski wypożyczał salę w hotelu "Pod dębem".
Pan mecenas po ożenku w 1876 r. z Wandą Daukszanką, dziedziczką z Niebieszczan, nie tylko ustabilizował swój żywot - stabilizacji takiej chciał też dla Towarzystwa Dramatycznego, dlatego ułożył dlań statut. Może dziś z lekceważeniem patrzymy na takie niuanse formalno-prawne, ale była to w tamtych czasach rzecz szalenie ważna. Gwarantowała nie tylko stabilność zespołowi, ale organizowała całe życie teatralne w najdrobniejszych jego przejawach. "Szlifowano" go aż na 4 posiedzeniach. Głos zabierali: Franciszek Gamski - przedsiębiorca budowlany, Słotwińska - córka urzędnika Towarzystwa Zaliczkowego, Stupnicki "dziadzia" - ze znanej rodziny rzemieślników przemyskich, Jan Adelman - radca sądu, wybrany na przewodniczącego i 4 adwokatów z cenzusem: doktorzy Doliński, Dworski, Tarnawski i Weygart, słusznie uwiecznieni w nazwach ulic przemyskich.
Przeciągające się debaty nie powinny dziwić - teatr amatorski była to rzecz bez precedensu w ówczesnej Galicji. Opracowania statutów musiały być oryginalne, gdyż teatry stałe - zawodowe: rządowe i miejskie funkcjonowały na całkiem innych zasadach. Dobrze, że mądrych adwokatów nie brakowało wtedy w Przemyślu. "Przenicowane" paragrafy przetrwały próbę czasu i dlatego Fredreum istnieje do dnia dzisiejszego. Dobrze to koresponduje z kolejną wystawioną sztuką, czwartą z rzędu Przezorna mama, której tytuł można odnieść do tego obradującego przed 125 laty gremium. Komedia Blizińskiego ma co prawda inny wydźwięk, ale tytuł pasuje do tych pierwszych kroków sceny przemyskiej.
Wybrany zarząd też był owocem dojrzałych przemyśleń. Poza wymienionymi już Adelmanem, Baeckerem, Gamskim, Hauserem, Szukiewiczem, dołączono innych przedstawicieli palestry przemyskiej: Jana Gawła, Jana Kantego Krupińskiego i Lucjana Marynowskiego. Innym reprezentantem rodzącej się inteligencji był inż. Franciszek Żygulski. Temu 9-osobowemu gremium, mimo ciągłych przetasowań, zawdzięczamy to, że świeczka kultury polskiej nie zgasła w Przemyślu, nawet opasanym pancernymi fortami.
Kiedy wróciłem z wojska jesienią 1969 r., Fredreum przeżywało swój piękny jubileusz - 100-lecie działalności. Ks. prof. Wielobób, wielki przyjaciel i sympatyk tego teatru zabrał nas do zamku na Zemstę Fredry. Porównywałem pierwszy raz jako kleryk moje doświadczenia z dawnych wyjazdów do Krakowa - Teatr Słowackiego (chwała Zofii Pelcowej), Rzeszowa - Teatr Siemaszkowej (to znów zasługa Jadwigi Kleczkowskiej) właśnie do Przemyśla (niech dobry Bóg da niebo Ludmile Taklińskiej), występy aktorów wrocławskich na scenie Miejskiego Domu Kultury w Brzegu i nie znajdywałem żadnej różnicy w poziomie wykonania. Wtedy dopiero przymiotnik "amatorski" zacząłem pojmować trochę inaczej, a cześnik Sandera, rejent Stupnickiego, Papkin Żółtowskiego, Dyndalski Sieniutowicza, Klara Kowalowej i Podstolina Stupnickiej - to było prawdziwe zawodowstwo, mimo innego nazewnictwa w nagłówku.
Pozostaje już tylko apel do dzisiejszych przemyślan, parafian katedralnych, moich uczniów ze Słowackiego, aby podtrzymać to wspaniałe dziedzictwo, które się zaczynało od tego wstępu na salę za 50 centów, a za krzesło 1 zł 25 centów (tak, tak - nie wszyscy wtedy siedzieli wygodnie), aby wymowna nazwa pierwszej sali "Pod Opatrznością" rozciągała się na poczynania dzisiejszych następców tamtych pionierów (brawo za o. Demeskiego). Tytuł zaś owej sztuki Świeczka zgasła niech będzie przestrogą dla dzisiejszych prominentów, aby za ich kadencji ta cenna świeczka kultury polskiej nie tylko nie zgasła, ale płomień jej ogarniał coraz nowsze pokolenia nadsańskiego grodu.

Reklama

Muniek Staszczyk trafił do szpitala

2019-07-18 14:41

Muniek Staszczyk, pochodzący z Częstochowy lider zespołu T.Love podczas krótkiego pobytu w Londynie z powodu nagłej choroby trafił do miejscowego szpitala, gdzie jest poddawany leczeniu.

- Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - podał na FB Paweł Walicki z ART2 Music Management.

"Jednak z uwagi na stan zdrowia artysty jesteśmy zmuszeni do odwołania najbliższych koncertów" - dodał Walicki.

Zobacz także:
Przeczytaj także: Muniek Staszczyk: czuję, że Bóg mnie kocha
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odnaleziono miejsce urodzenia św. Piotra Apostoła?

2019-07-20 20:00

ts (KAI) / Nowy Jork

Podczas prac wykopaliskowych w Al-Araj nad Jeziorem Galilejskim na północy Izraela archeolodzy odkryli prawdopodobne miejsce narodzin św. Piotra. Tezę, że Al-Araj to antyczne miasta Betsaida i Julias, a zatem miejsce narodzin apostołów Piotra, Filipa i Andrzeja, potwierdza znalezienie dużego kościoła bizantyjskiego obok pozostałości osiedla z czasów rzymskich. Poinformował o tym nowojorski ośrodek Center for the Study of Ancient Judaism and Christian Origins" (CSAJCO ) uczestniczący w pracach wykopaliskowych.

Israel_photo_gallery / Foter / CC BY-SA

Zdaniem naukowców tego centrum oraz izraelskiego Kinneret Academic College, odkryta świątynia w Al-Araj może być tym samym kościołem, który na swoich rysunkach utrwalił biskup Willibald z Eichstätt, gdy w 725 roku po Chrystusie przybył nad Jezioro Galilejskie. Biskup udający się z Kafarnaum do Kursi zanotował, że był to kościół wzniesiony nad miejscem zamieszkania Piotra i Andrzeja.

"Odsłonięty teraz kościół jest jedyną dotąd odnalezioną świątynią między obiema miejscowościami" - powiedział w rozmowie z izraelską gazetą „Haaretz” szef ekipy archeologów Mordechai Aviam z Kinneret Academic College. Dodał, że kościół został odkryty w pobliżu osiedla z czasów rzymskich, dlatego pasuje do opisu Betsaidy przez historyka Józefa Flawiusza. Nie ma powodów do kwestionowania tego przekazu historycznego - twierdzą archeolodzy.

Do tej pory naukowcy odkopali południowe pomieszczenia kościoła należącego do kompleksu klasztornego. Odkryto m.in. mozaiki podłogowe, szklane kamienie mozaikowe oraz części marmurowego ogrodzenia chóru. Te znaleziska świadczą o wielkości i bogatym wyposażeniu świątyni.

Wykopaliska ukazały ponadto, że antyczna wioska żydowska zajmowała większą powierzchnię niż dotychczas sądzono. Archeolodzy znaleźli też pozostałości rzymskiego domu prywatnego z I-III w. Badania geologiczne wskazują, że liczne domy rozpadły się na skutek erozji spowodowanej przez rzekę Jordan.

Podczas wcześniejszych wykopalisk archeolodzy odkryli m.in. 300-kilogramowy blok bazaltu z trzema wydrążonymi pojemnikami. Zdaniem naukowców, mógł to być relikwiarz świętych apostołów Piotra, Andrzeja i Filipa.

Izraelscy archeolodzy twierdzą, że wykopaliska w Al-Araj to antyczne miasta Betsaida i Julias, a zatem miejsce urodzenia św. Piotra Apostoła, natomiast miasto zidentyfikowane w 1989 r. przez archeologów z uniwersytetu w Hajfie jako biblijna Betsaida, to dzisiejsze Et-Tell położone o dwa kilometry dalej na północ.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem