Reklama

Niedziela Wrocławska

Bogu zawdzięczam swoje życie

Ksiądz kanonik Franciszek Rozwód, najstarszy kapłan archidiecezji wrocławskiej, obchodził 10 października swoje sto drugie urodziny. Księdzem został niemal 77 lat temu. Pomimo podeszłego wieku wciąż trzymają się go żarty.

Niedziela wrocławska 43/2013, str. 6-7

[ TEMATY ]

kapłan

Żanna Korba

ŻANNA KORBA: - Księże kanoniku, jubileusz to szczególny czas do zatrzymania się i refleksji, ale przede wszystkim dziękczynienia Bogu za dar długiego życia i powołania. Niech ksiądz kanonik opowie o swoich korzeniach.

KS. KAN. FRANCISZEK ROZWÓD: - Refleksja o moim życiu wymagałaby długiej księgi... Zacznę więc od czasów dzieciństwa i młodości. Urodziłem się 10 października 1911 roku w diecezji lwowskiej, w parafii Chodorów, w powiecie Bóbrka. Rodzice byli bardzo pobożni, szczególnie matka. Jej życie mogłyby oddać dwa słowa: modlitwa i praca. Zawsze ciężko pracując, starała się być blisko Boga. Mama, choć skończyła kilka klas, wiele się nauczyła: umiała czytać i pisać po polsku, niemiecku i ukraińsku, potrafiła dobrze liczyć. Już jako dziecko była bardzo odważna! Była taka sytuacja, w której skacząc do wody uratowała życie dwóm tonącym osobom. To, co mama przekazała później dzieciom, wyniosła z rodzinnego domu. Prowadziła dom bardzo przykładnie, dzieci były czyste i zadbane, tato był zadowolony, a rodzice mieli u nas wielkie poszanowanie. Nie było u nas przekleństw i nigdy nie było kłótni, także ten ład i spokój można było mieć za wzór.

- Modliliście się wspólnie?

- W naszym domu każdy dzień zaczynał się od modlitwy i wspólnego pacierza. Potem razem śpiewaliśmy godzinki. W niedzielny i świąteczny dzień całą rodziną uczestniczyliśmy w Eucharystii. Mieszkaliśmy na wsi, do kościoła mieliśmy ok. 5 km, ale nie wyobrażałem sobie, aby nie być w kościele. Rodzice mieli konie i wóz, w niedzielę jechaliśmy całą rodziną na główną Mszę - sumę do kościoła. A kiedy przeżywałem okres gimnazjum, miałem zalecenie uczestniczenia we Mszy św. z udziałem młodzieży, więc wtedy te 5 km chodziłem na pieszo. To była przyjemność. Mile wspominam te szkolne lata.

Reklama

- Pochodzi Ksiądz z rodziny wielodzietnej.

- Miałem czterech braci i pięć sióstr, było nas trzynaścioro, troje rodzeństwa zmarło, a dziewięcioro dorosłych pracowało razem ze mną. Mama bardzo chciała, abyś któryś z jej synów został księdzem. To właśnie mamie zawdzięczam swoje powołanie. Tak byłem kierowany przez matkę, że nigdy nie opuściłem Mszy św., żadnego nabożeństwa i lekcji religii.

- A jak to się stało że Ksiądz zdecydował się pójść do seminarium?

- Jak każdy młody człowiek, były sympatie, spotkania, ale zawsze Pan Bóg mnie ratował i czułem wolę Najwyższego, Bóg mnie upominał i prowadził na dobrą drogę. Były chwilowe miłostki osiemnastoletniego młodzieńca, ale nie miałem takiej większej miłości.
Czasami mnie pytają, dlaczego zostałem księdzem, ja opowiadam taką historyjkę, prawdziwą nieprawdę. Niech to będzie zapisane tylko dla nas. Chodziłem do szkoły koedukacyjnej, miałem cztery koleżanki, czułem sympatię to do jednej, to do drugiej, ale nic nigdy nie powiedziałem. Ale po maturze, na pożegnalnej herbacie, postanowiłem, że powiem jednej z nich, że coś do niej czuję, kupiłem róże, schowałem do bocznej kieszeni i po herbacie, na spacerze, mówię do niej: ponieważ, iż aczkolwiek… zdawałoby się, że nigdy nic! … to jednak zważywszy wszystko za i przeciw… przyszedłem do przekonania… Jeżeli tak… to cóż, jeżeli nie tak, to po cóż… O tyle, o ile. Czemu by nie… zastanowimy się. Bo jeżeli ktoś komuś coś… to pal go licho! Ale tu nikt! Nikomu! Nic? Przystanąłem i mówię - na zadatek przyjmij kwiatek! A ona zdumiona: Bawole! Wykręciła się na pięcie i zniknęła na zakręcie. A ja oszołomiony, zawiedziony krzyknąłem: Jędza! To ja pójdę na księdza! Ona poszła swoją drogą, a ja służę Panu Bogu.

- Po tym zabawnej historii, chciałabym jednak dowiedzieć się, kiedy pojawiła się taka pierwsza myśl o powołaniu?

- Powołanie jest wolą Bożą. Kilka razy czułem i widziałem znaki. Pamiętam jak w wieku 16 lat miałem coś zainscenizować, a mama powiedziała, że jestem przeznaczony do innych rzeczy. I mnie to tak zastanowiło i dało okazję do refleksji. A potem na maturze, o dziwo, nauczyciele dali mi pytanie: Ksiądz w literaturze polskiej. To był znany temat, powiedziałem to płynnie. I jakoś to połączyło się z wcześniejszymi moim przemyśleniami. Po maturze poszedłem do księdza, aby zapytać, jaką on widzi dla mnie drogę. Utwierdził mnie w przekonaniu, abym szedł drogą wyznaczoną przez Boga. Po dłuższej rozmowie ksiądz proboszcz podpowiedział, że może spróbowałbym studiować teologię, że widzi we mnie księdza. Wtedy to w obecności Księdza Proboszcza napisałem podanie o przyjęcie do seminarium duchownego we Lwowie. I to była taka moja pieczęć, że Pan Bóg mnie kieruje na tę drogę. Do seminarium wstąpiłem po maturze, w 1932 roku, we Lwowie.

Reklama

- Jak Ksiądz zapamiętał swoje pierwsze kroki stawiane na drodze kapłańskiej? Jakie wspomnienia zostały księdzu po pierwszej parafii?

- Po otrzymaniu święceń kapłańskich, w lipcu 1937 r, Biskup skierował mnie do pracy w charakterze wikariusza, do Nawarii niedaleko Lwowa. Zastałem tu proboszcza, księdza Gabriela Trzebickiego. Był to starszy, bardzo zacny kapłan, ale niestety poważnie wtedy chory na cukrzycę z otwartą raną. Przy pierwszym naszym spotkaniu powierzył mi wszystkie obowiązki. Do dziś pamiętam słowa, jakie do mnie skierował, powierzając mi całą parafię, duszpasterskie obowiązki, szkołę oraz jego małe gospodarstwo: masz administrację całej parafii - bo ja z powodu mojej choroby mogę ci tylko służyć radą. Od samego początku naszej współpracy łączyła nas przyjaźń ojcowsko-synowska. Ksiądz Proboszcz był dla mnie ojcem, opiekunem oraz doradcą w trudniejszych sprawach. Z zapałem rzuciłem się do pracy, wzorowo wywiązywałem się z obowiązków, pamiętam, że Ksiądz Proboszcz cieszył się z moich poczynań i był z nich zadowolony. Nawaria była dla mnie miejscem szczególnym. Wszystko tu było dla mnie nowe, pierwsze... To tak jak pierwsza miłość, którą pamięta się przez całe życie... Bo przecież tu - jak gdyby na starcie do nowego życia - mogłem wykazać swój zapał, energię, umiłowanie do kapłańskiej posługi i ukazywać piękno modlitwy. Tu także napotkałem środowisko przyjazne mi i życzliwe, otwarte na mnie i na wszystkie moje duszpasterskie i gospodarcze inicjatywy. Byli to ludzie świeccy, którym leżało na sercu dobro tej parafii i kościoła. To ich zaangażowanie należało podtrzymywać - ale także po mojej krótkiej obserwacji i spostrzeżeniach - ulepszyć i usprawnić.

- Obecnie rezyduje ksiądz w Domu Księży Emerytów im. bł. Jana XXIII we Wrocławiu. Prawo Kanoniczne zobowiązuje każdego kapłana, aby gdy ukończy 75 rok życia złożył rezygnację z pełnienia funkcji proboszcza i przeszedł na emeryturę, co kierowało Księdzem, że podjął wcześniej taką decyzję?

- Gdy skończyłem 70 lat, kierowałem się taką zasadą, możesz - powinieneś - musisz. Gdy masz 65 lat, możesz przejść na emeryturę, w wieku 70 lat powinieneś odejść, jeszcze w pełni sił, a w wieku 75 lat musisz odejść. Ja w 45. roku posługi kapłańskiej, w wieku 70 lat przeszedłem na emeryturę, zamieszkałem w Domu Księży Emerytów i zaadaptowałem się w nowych warunkach. Pewnego dnia usłyszałem pytanie: jak się czujesz w tej nowej sytuacji? Nie wiedząc czemu, odpowiedziałem: jak król! i sam nie wiem dlaczego. Następnie postawił pytanie, co to znaczy? Odpowiedziałem, teraz to moje życie tak wygląda, szanują mnie tu jako seniora, za nic nie odpowiadam, w związku z tym mam spokojne sumienie, o nic się nie troszczę, a więc mam spokojną głowę, mam tu wszystko, co potrzebne jest duszy i ciału. Czyż król ma więcej? Po zastanowieniu, doszedłem do przekonania, że moja nagła odpowiedź był trafna. Po zamieszkaniu w Domu Księży Emerytów odczułem wielką ulgę i spokój.

- Pomimo swojego wieku, prowadzi Ksiądz bardzo aktywny tryb życia. Cały czas odprawia Msze Święte i pomaga innym księżom w kapłańskich posługach. Czy jest też czas na pasje?

- W młodości kochałem pszczelarstwo, nawet byłem pszczelarzem, miałem po trzydzieści uli. Do dziś zbieram znaczki pocztowe. W swojej kolekcji mam znaczki z całej Polski, wszystkie roczniki do obecnej chwili. Od czasu do czasu lubię tak sobie usiąść i je oglądać. A poza tym czytam dość dużo. I modlę się. Lubię już łóżko, tak po śniadaniu położyć się i tak ze dwie godziny pospać.

- Jest Ksiądz w doskonałej kondycji i aktywności. Jak Ksiądz wykorzystuje ten dar od Boga? I jaka jest recepta na długowieczność?

- Receptę to pisze lekarz, a ja tylko Bogu zawdzięczam swoje życie. Wyznaję zasadę, że to co najlepsze do jedzenia - jest na stole. Czasem używam alkoholu, ale tylko łyk na lekarstwo. Recepty nie mam, to Pan Bóg daje. Staram się nie leniuchować, ale wykorzystywać czas jak mogę. Zawsze staram się być na każdym nabożeństwie w Domu Księży Emerytów. No i Pan Bóg tak daje, że ja Mu mogę służyć. I ja Jemu służę, a on mi to życie przedłuża.

2013-10-24 09:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Najstarszy kapłan archidiecezji krakowskiej kończy 100 lat

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

kapłan

diecezja.bielsko.pl

100 lat kończy dziś najstarszy w kapłan w archidiecezji krakowskiej ks. prałat Józef Strączek. Mieszkający na terenie parafii w Porąbce w diecezji bielsko-żywieckiej duchowny podkreśla, że spełniony i szczęśliwy żywot polega na udzielaniu się dla innych, wykorzystywaniu podarowanych przez Boga talentów, i staraniu się, by realizować swoje marzenia. „Zawsze trzeba też mieć czas na brewiarz, modlitwę... i ogródek” – podkreślił w rozmowie z KAI kapłan, który urodził się 17 października 1914 roku w Pcimiu.

Ks. Strączek nigdy nie bał się pracy fizycznej, dlatego ruch i wysiłek fizyczny uważa za klucz do dobrego samopoczucia. Wciąż za priorytetowe uznaje zajęcia w ogródku, który może oglądać codziennie z balkonu swego domu otoczonego beskidzkimi szczytami.

CZYTAJ DALEJ

Ostatnia droga Franciszka

2021-07-30 09:25

ks. Mirosław Benedyk

Msza św. pogrzebowa małego Franciszka

Msza św. pogrzebowa małego Franciszka

Od kilku miesięcy 7-letni Franek ze Świdnicy zmagał się z nieuleczalną chorobą nowotworową. Rodzice chłopca nie tylko walczyli o jego życie ziemskie, ale zrobili wszystko, aby zapewnić mu życie wieczne.

Franciszek był jednym z pięciu synów Pawła i Marty. Był radosnym i otwartym dzieckiem, lubiącym sport i zabawę. Miał swoje marzenia, a także zainteresowania. Dzięki miłości, której doświadczał od swoich rodziców i braci, odznaczał się wielką wrażliwością na drugiego człowieka. Wychowywany w duchu pobożności maryjnej, uczył się relacji z Panem Bogiem. Wszystko przerwała niespodziewana choroba i przedwczesna śmierć.

CZYTAJ DALEJ

Abp Henryk Hoser SAC ponownie trafił do szpitala. Jego stan jest poważny

2021-07-30 22:11

[ TEMATY ]

abp Henryk Hoser

razem.tv

O modlitwę w intencji powrotu do zdrowia swojego poprzednika prosi bp Romuald Kamiński.

Ordynariusz warszawko-praski w liście skierowanym do księży, sióstr zakonnych, osób konsekrowanych i wszystkich diecezjan podkreślił, że abp Hoser jest hospitalizowany i znajduje się w poważnym stanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję