Reklama

Historia

Piaśnica - pomorski Katyń

- Musimy ten naród wytępić, od kołyski począwszy. Oddaję wam Polaków w wasze ręce - krzyczał do zgromadzonych przed wejherowskim ratuszem Niemców gauleiter Albert Forster, namiestnik Rzeszy i kierownik NSDAP w okręgu Gdańsk

2013-10-28 14:35

Niedziela Ogólnopolska 44/2013, str. 40-42

[ TEMATY ]

historia

Ze zbiorów Stowarzyszenia Rodzina Piaśnicka

Piaśnica to niewielka wioska w Puszczy Darżlubskiej, oddalona o ok. 10 km od Wejherowa. Stała się symbolem okrucieństwa i zbrodni popełnionej przez hitlerowskich oprawców. Jest to największa na Pomorzu nekropolia Polaków z czasów II wojny światowej, często nazywana przez miejscową ludność Golgotą Kaszubską. To tam od października 1939 r. do kwietnia 1940 r. oddziały Selbstschutzu i SS zamordowały ok. 12 tys. niewinnych ludzi.

Transport śmierci

Mając przyzwolenie swego przełożonego, fanatycy nazizmu przystąpili do eksterminacji mieszkańców Pomorza, głównie przedstawicieli tamtejszej inteligencji. W Piaśnicy zostali zamordowani duchowni, nauczyciele, prawnicy, urzędnicy, rzemieślnicy, rolnicy, działacze społeczni, polityczni i związkowi, a także Żydzi. Specjalnymi pociągami z Niemiec przywożono osoby psychicznie chore, które również zostały tam rozstrzelane. Ofiarami hitlerowskiej zbrodni było wiele wybitnych osób. Znajdowała się wśród nich m.in. bł. s. Alicja Kotowska - przełożona domu zakonnego Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Wejherowie. Została ona wyniesiona na ołtarze przez papieża Jana Pawła II razem ze 108 męczennikami okresu II wojny światowej.

Niemcy nigdy nie pogodzili się z utratą ziem, które przed traktatem wersalskim znajdowały się pod zaborem pruskim. Plany Führera jeszcze przed dojściem do władzy były dość oczywiste. Chciał on usunąć z terenów podbitych ludność nienadającą się, według kryteriów nazistowskich, do zniemczenia. Jego sukcesy na arenie międzynarodowej oraz liczne wiece i przemowy jednoznacznie sugerowały przygotowania do wojny. Niemieckie samoloty coraz częściej naruszały przestrzeń powietrzną naszego kraju. Akty dywersji i prowokacji stawały się coraz częstsze. Nic dziwnego, że Polacy po dojściu do władzy nazistów żyli w stałym poczuciu zagrożenia.

Reklama

Czas próby

1 września 1939 r. rozpoczął się ostrzał Westerplatte z niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein. Hitlerowcy natychmiast rozpoczęli działania wojenne, napierając z morza, powietrza i lądu. Już w pierwszym dniu wojny został przesądzony los Wolnego Miasta Gdańska, który proklamacją gauleitera Alberta Forstera został wcielony do III Rzeszy. Tak przemawiał on w tych dniach: „Mężczyźni i kobiety Gdańska! Wybiła godzina, na którą czekaliśmy z utęsknieniem przez dwadzieścia lat. Z dniem dzisiejszym Gdańsk wraca do Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. Wyzwolił nas nasz Führer Adolf Hitler! (…) W tej uroczystej godzinie podajmy sobie wszyscy ręce i złóżmy przyrzeczenie naszemu Führerowi, że będziemy wszystko czynić, co leży w naszej mocy, wszystko dla naszych pięknych Wielkich Niemiec. Niech żyje nasza wielka niemiecka Ojczyzna! Niech żyje nasz ukochany Führer Adolf Hitler!”.

Wobec braku amunicji i zaopatrzenia, a także dużych strat oraz odcięcia od drogi dowódcy zarządzili odwrót 1. Morskiego Pułku Strzelców z Wejherowa na Kępę Oksywską w rejon Dębogórza. Od 14 do 19 września walki toczyły się w obronie Kępy Oksywskiej. Pomimo znacznych braków amunicji i zaopatrzenia polscy żołnierze dzielnie stawiali opór niemieckiemu najeźdźcy. Ostatnim jego punktem był rejon umocniony Hel, którego broniono w niezwykle trudnych warunkach aż do 2 października. Cała załoga Helu, łącznie z ludnością cywilną, odpierała ataki niemieckie z powietrza i wody. Wrzesień ’39 zasługuje na podziw bohaterskiej postawy polskiego wojska i marynarki wojennej. Dotkliwe straty poniesione przez obrońców Wybrzeża były rezultatem nie tylko przewagi Niemców, ale także stosowanych przez nich barbarzyńskich metod walki, które później przeistoczyły się w okrutne metody okupacyjne.

Od wojny do terroru

Niemcy od początku przystąpili do represji wobec społeczeństwa polskiego. Rozpoczęły się masowe aresztowania i egzekucje. Oddziały operacyjne, wspomagane przez przedstawicieli mniejszości niemieckiej, na podstawie Sonderfahndungsbuch Polen (Specjalnej księgi Polaków ściganych listem gończym) zaczęły wyszukiwać najbardziej aktywnych przedstawicieli polskiego społeczeństwa. Albert Forster wraz ze swymi poplecznikami na licznych wiecach i wystąpieniach podsycał nienawiść i wrogość wobec polskiego społeczeństwa. W Wejherowie rozpoczęły się aresztowania i egzekucje Polaków.

W Grudziądzu gdański gauleiter w publicznym wystąpieniu wyraził zdziwienie, że „na ulicach tego miasta nie widać jeszcze polskiej krwi, mimo morderstw popełnionych na Niemcach”. Po takich bezpośrednich przemówieniach musiały iść konkretne instrukcje określonych postępowań. Dość wyraźne są wytyczne wydane przez Alberta Forstera w okresie wykonywania przez niego funkcji szefa administracji cywilnej na Pomorzu Gdańskim, zatytułowane: „Zasady postępowania na obszarach zajętych przez oddziały niemieckie”, w których czytamy wezwanie do „ujęcia i internowania polskich przywódców i intelektualistów, zwłaszcza nauczycieli, duchownych, wszystkich osób z akademickim wykształceniem i ewentualnie kupców”. Został także wydany memoriał SS-Sturmbannführera dr. Franza Rödera, który był dowódcą pionu służby bezpieczeństwa w Einsatzkommando 16, skierowany 21 października 1939 r. do Głównego Urzędu SS: „Według woli Führera w najkrótszym czasie z polskiego Pomorza mają powstać niemieckie Prusy Zachodnie. Dla przeprowadzenia tego zadania konieczne są, według zgodnej opinii wszystkich kompetentnych czynników, następujące sposoby działania: fizyczna likwidacja wszystkich tych elementów polskich, które w przeszłości występowały po stronie polskiej w jakiejkolwiek przodującej roli albo mogą być w przyszłości nosicielami polskiego oporu”.

Podobnych apeli nie było trzeba powtarzać, aby hitlerowscy okupanci poczuli się panami życia i śmierci Polaków. Od razu pojawiły się na ulicach miast i wsi plakaty z odezwą do miejscowych Niemców, aby ochoczo zasilali szeregi Selbstschutzu, zbrodniczej organizacji parapolicyjnej.

Już w październiku więzienie w Wejherowie zaczęło pękać w szwach, do tego stopnia, że w celach przeznaczonych na 9-10 osób przebywało ich po 30.

Od terroru do zbrodni

Świadkowie wymieniają różne daty rozpoczęcia wywozu skazańców z Wejherowa w kierunku Piaśnicy - między 29 października a 9 listopada. Najwięcej osób przewieziono 11 listopada. Według różnych źródeł - od 300 do nawet 900 osób. Wśród nich była właśnie bł. s. Alicja Kotowska, która oddała życie razem z żydowskimi dziećmi. Wyprowadzona z celi s. Alicja zobaczyła na dziedzińcu błąkające się dzieci. Przygarnęła je i zgromadziła wokół siebie. Najmłodsze dziecko wzięła za rączkę. I tak z tymi dziećmi weszła do ciężarówki.

Wielu wejherowian zauważyło transporty z więzienia oraz ze stacji kolejowej do Piaśnicy. Były to niepokojące sygnały. - W lasach piaśnickich dokonują się egzekucje na polskich obywatelach - mówiono. Niektórzy zauważyli już we wrześniu wzmożone zainteresowanie funkcjonariuszy SS i policji badających teren lasu. Jednym z naocznych świadków egzekucji była Elżbieta Ellwart, wówczas mieszkanka Orla. Jej wstrząsające zeznania obrazują całą grozę zbrodni dokonywanych w Piaśnicy. Polskie elity intelektualne, społeczne, duchowieństwo, kobiety i małe dzieci pozbawiane były życia w bestialski sposób.

Tragiczny bilans

Na podstawie zeznań świadków, nielicznych zachowanych dokumentów oraz wyników ekshumacji, możemy ustalić status osób zamordowanych w Piaśnicy. Klasyfikację można prowadzić pod różnym kątem, ponieważ w Piaśnicy zginęli: kobiety, mężczyźni, dzieci i młodzież, osoby duchowne i świeckie, przedstawiciele narodowości polskiej, ale także żydowskiej, czeskiej i niemieckiej. Wśród ofiar byli również pensjonariusze zakładów dla psychicznie chorych. Skazani na śmierć byli przedstawicielami wszystkich warstw polskiego społeczeństwa. W latach międzywojennych zaangażowani byli w działalność polityczną, społeczną, oświatową, religijną, kulturalną i sportową. Do kształtowania patriotycznej postawy polskiego społeczeństwa Wybrzeża przyczynili się szczególnie nauczyciele, często przypłacając to własnym życiem.

Największe straty wśród ludności ziemi pomorskiej poniosło duchowieństwo. „Okupant utożsamiał wiarę katolicką z polskością, a wyznanie ewangelicke z pochodzeniem niemieckim. Stąd zrozumiałe, że ostrze swej walki skierował przeciwko kapłanom Kościoła rzymskokatolickiego.

Aresztowani księża pod nadzorem sprawców musieli sprzątać ulice i gołymi rękami grabili i zbierali opadłe liście. Była to forma poniżenia więźniów piastujących wysokie urzędy i cieszących się zaufaniem oraz znacznym prestiżem społecznym. Eksterminacja w Piaśnicy spowodowała, że Gdynia i powiat morski zostały praktycznie pozbawione swego duchowieństwa. Niemcom znany był od dawna patriotyczny wpływ księży na ludność Pomorza. Dostrzegali w działalności Kościoła istotną przeszkodę w germanizacji tej ziemi.

Posiew świętości

Ks. Bolesław Witkowski był od 1905 r. proboszczem Mechowa w powiecie puckim. Jako poseł na sejm pruski domagał się praw narodowościowych i gospodarczych dla Polaków. Jako prezes Banku Ludowego i społecznik dbał o to, by żadne z zagrożonych gospodarstw kaszubskich nie dostało się w ręce niemieckie. Za swą działalność patriotyczną i społeczną otrzymał po I wojnie światowej order Polonia Restituta. Zamordowano go w 1939 r. w Piaśnicy.

Podczas przeprowadzonej ekshumacji w jednym z grobów znaleziono fragment różańca. Jak już wspomniałem, męczeńską śmierć w lesie piaśnickim poniosła s. Alicja Kotowska, przełożona Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego i dyrektorka gimnazjum i liceum w Wejherowie. 24 października 1939 r. o godzinie15.30, gdy siostry poszły do kaplicy na wspólną modlitwę, wtargnęli gestapowcy. Podnosząc wrzask, zażądali od s. Consolaty Szukowskiej, znającej język niemiecki, by sprowadziła siostrę przełożoną. Gdy s. Kotowska weszła do westybulu, hitlerowcy kazali jej ubrać płaszcz, po czym odjechali z nią do wejherowskiego więzienia. Nigdy już nie wróciła.

Przemysł śmierci

Nie można, oczywiście, przeprowadzić szczegółowej charakterystyki ofiar, które pochodziły z Rzeszy. Feliks Kreft na procesie gauleitera Alberta Forstera zeznawał: „Od października 1939 r. pracowałem jako Polak na stacji PKP jako telegrafista. W czasie pełnienia służby miałem możność odbierania telegramów zawiadamiających stację Wejherowo, że pociąg 591 prowadzi na końcu 2 lub 3 wagony z umysłowo chorymi dla Wejherowa. (...) O treści otrzymanego telegramu zawiadomić musiałem zawiadowcę stacji. Deklarowanie tych transportów jako umysłowo chorych było fikcyjne, gdyż później miałem możność służbowego podejścia do ludzi przywiezionych i wyładowywanych - rozmawiając z nimi, przekonałem się, że byli to ludzie zupełnie normalni, a przeznaczeni do transportu samochodowego na Piaśnicę. Byli to ludzie pochodzący z głębi Niemiec, z Westfalii, Saksonii i Czech, i to Polacy, którzy posługiwali się językiem niemieckim. Byli to ludzie od najmłodszych lat do starszego wieku, mężczyźni i kobiety różnych stanów. Ludzie ci wykazywali zmęczenie długotrwałą podróżą i pytali, gdzie znajduje się tutaj «Umsiedlungslager» - obóz przesiedleńczy. Według ich zachowania, doszedłem do przekonania, że ludzie ci nie znają swego przeznaczenia. Rzeczy i bagaż ludzie ci zabierali ze sobą. Według mego spostrzeżenia, tygodniowo nadchodziło osiem wagonów, a transporty te trwały od końca października 1939 r. do kwietnia 1940 r.”.

Kolejnym dowodem na to, że w lesie piaśnickim ginęły nie tylko osoby narodowości polskiej, jest zeznanie świadka Wiktora Brylewskiego z Wejherowa, który tak wspomina okres niemieckiej okupacji: „Na stację kolejową w Wejherowie przychodziły transporty w wagonach pulmanowskich lub zwyczajnych, doczepionych do pociągu, przychodzących z Lęborka do Gdańska o godz. 9.45. W wagonach tych były osoby obojga płci z dziećmi (…). Kiedy raz drzwi się nie dały otworzyć, wszedłem do wagonu przez okno i byłem w tym wagonie około 10 min. Widziałem tam kobiety, dzieci i mężczyzn. Kobiety płacząc, pytały, gdzie są i gdzie leży Krokowo. Kobiety płakały i wiedziały już o rozstrzeliwaniach w Piaśnicy. Transporty przyjeżdżały z Meklemburgii i z Rostocku. Na rozkaz zawiadowcy stacji Webde Heina podpisałem zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy”.

Dokumenty niemieckie natomiast potwierdzają ich internowanie w ramach przygotowanej już przed wojną akcji eksterminacji wszystkich cudzoziemców - oponentów polityki narodowościowej i tzw. szkodliwych elementów (schädigende Elemente), do których zaliczano Żydów i psychicznie chorych. O rozmiarze masowych internowań cudzoziemców w Rzeszy świadczą liczne pisma urzędowe. Akta archiwum magdeburskiego zawarte w obszernej teczce zatytułowanej „Ausweisung von Ausländern” informują o usunięciu z państwa niemieckiego m.in. Polaków, Francuzów, Czechów, Cyganów.

Smutny los spotkał rodziny żydowskie mieszkające zarówno na Pomorzu, jak i w całej Polsce. Pierwsze aresztowania Żydów w powiecie morskim rozpoczęły się 12 września. Pojmanych (przeważnie mężczyzn) wywieziono do jednego z obozów przejściowych na terenie Gdyni. Następnie przewieziono ich do Nowego Portu, a stamtąd do Stutthofu.

Symboliczny powrót do domu

Piaśnica stała się po wojnie miejscem spotkań rodzin, które straciły najbliższych. Pierwsza uroczystość ku czci zamordowanych mieszkańców Wybrzeża i innych miejsc odbyła się 22 września 1946 r. Wzięły w niej udział wielotysięczne tłumy. Środki przekazu zawsze były zainteresowane przekazaniem relacji z tych wydarzeń.

Pierwotny wygląd terenu nekropolii piaśnickiej ulegał ciągłej zmianie. We wrześniu 1955 r. odsłonięty został pomnik ku czci pomordowanych. Wzniesiono go dzięki zaangażowaniu i ofiarności społeczeństwa. W 1993 r. postawiono pomnik poświęcony dzieciom pomordowanym w Piaśnicy. W 1995 r. nekropolia piaśnickia została wyłączona z parafii w Leśniewie i przekazana parafii Chrystusa Króla w Wejherowie, która przez to wzięła na siebie obowiązek organizowania corocznych uroczystości. W 1999 r. został poświęcony obelisk upamiętniający męczeństwo bł. Alicji Kotowskiej i Jezuitów z Gdyni. Tradycyjnie od wielu lat odbywają się tam w pierwszą niedzielę października Msze św., starannie przygotowywane przez Gminę Wejherowo oraz członków poszczególnych organizacji „piaśnickich” (Komitet Piaśnicki oraz Stowarzyszenie Rodzina Piaśnicka). Uroczystym nabożeństwom przewodniczą arcybiskupi, biskupi, którzy w swych kazaniach przestrzegają przed nienawiścią propagowaną w totalitarnych ideologiach. W późniejszych latach postawiono ołtarz polowy w formie kaplicy oraz Bramę Piaśnicką, która również ma przedstawiać drogę krzyżową dla tysięcy mieszkańców Pomorza i Kaszub oraz ich „symboliczny” powrót do domu. Temat ludobójstwa został także przedstawiony w wielu wydaniach książkowych, w filmach, a nawet w piosence. Wejherowskie społeczeństwo wyraziło swój wielki szacunek poprzez nadanie nazw ulicom Ofiar Piaśnicy i sióstr Kazimiery i Stanisławy Panek. Zespół Szkół nr 3 w Wejherowie nosi imię Martyrologii Piaśnicy. Dzięki pracy setek osób zaangażowanych w działalność stowarzyszeń nadal trwa pamięć o zbrodni w lesie piaśnickim.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Polacy bohaterom Monte Cassino

2020-01-16 08:25

[ TEMATY ]

historia

Monte Cassino

Artur Stelmasiak

Na Monte Cassino

Wojskowy Instytut Wydawniczy serdecznie zaprasza na konferencję prasową dot. projektu historyczno-sportowego „Polacy bohaterom Monte Cassino”. To polsko-włoska, społeczna inicjatywa, której celem jest wybudowanie w mieście Cassino memoriału gen. Władysława Andersa z okazji przypadającej w tym roku 50. rocznicy śmierci dowódcy 2 Korpusu Polskiego.

Dodatkowo, na zboczach słynnego wzgórza wytyczona zostanie ścieżka edukacyjna, która przybliży odwiedzającym to miejsce turystom historię walk żołnierzy 2 Korpusu w trakcie II wojny światowej. Inicjatywa objęta jest patronatem honorowym ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka.

Odsłonięcie memoriału oraz inauguracja ścieżki edukacyjnej będą częścią oficjalnych obchodów 76. rocznicy zakończenia bitwy o Monte Cassino, zaplanowanych na 17-19 maja 2020 roku.

Uczestnikami konferencji będą:

- p. Anna Maria Anders, ambasador RP we Włoszech

- p. Enzo Salera, burmistrz miasta Cassino

- p. Bogusław Mamiński, prezes Klubu Biegacza „Sporting Międzyzdroje”, organizator „Biegu na Monte Cassino” i pomysłodawca budowy memoriału gen. Andersa

- p. Antoine Tortolano, prezes stowarzyszenia „Aprocis” z Cassino, organizator „Biegu na Monte Cassino”

- przedstawiciel Ministra Obrony Narodowej

- p. Anna Putkiewicz, redaktor naczelna kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”, pomysłodawca budowy ścieżki edukacyjnej na Monte Cassino

Konferencja odbędzie się w poniedziałek 20 stycznia o godz. 11 w Centrum Prasowy Foksal w Domu Dziennikarza (Warszawa, ul. Foksal 3/5).

Wszelkich dodatkowych informacji dot. konferencji i projektu „Polacy bohaterom Monte Cassino” udziela Maciej Chilczuk, Wojskowy Instytut Wydawniczy, maciej.chilczuk@zbrojni.pl, tel. 781 403 212.

CZYTAJ DALEJ

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Niedziela łowicka 6/2003

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Przewodniczący Episkopatu po śmierci bp. Stefanka: jego życie opisują słowa „We wszystkim Chrystus”

2020-01-17 19:49

[ TEMATY ]

kondolencje

abp Stanisław Gądecki

bp Stanisław Stefanek

episkopat.news

abp Stanisław Gądecki

In omnibus Christus. We wszystkim Chrystus – słowa biskupiego zawołania śp. biskupa Stanisława opisują szczególny rys nie tylko jego pasterskiej posługi, ale całego jego życia – napisał abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w liście kondolencyjnym po śmierci bp. Stanisława Stefanka, biskupa seniora diecezji łomżyńskiej.

Przewodniczący Episkopatu w liście kondolencyjnym przesłanym 17 stycznia 2020 r. na ręce bp. Janusza Stepnowskiego, biskupa łomżyńskiego wyraził smutek z powodu śmierci bp. Stanisława Stefanka, biskupa seniora diecezji łomżyńskiej.

„W imieniu Konferencji Episkopatu Polski składam wyrazy współczucia wszystkim, których dotknęła ta śmierć – rodzinie, znajomym, kapłanom oraz diecezjanom, którym zmarły biskup Stanisław służył najpierw jako biskup pomocniczy diecezji szczecińsko-kamieńskiej, a później jako biskup i biskup senior diecezji łomżyńskiej” – czytamy w liście.

Abp Gądecki nawiązał do słów zawołania biskupiego Zmarłego Biskupa „In omnibus Christus. We wszystkim Chrystus”. Podkreślił, że opisują one szczególny rys nie tylko jego pasterskiej posługi, ale całego jego życia. Wspomniał tu drogę jego posługi od alumna Niższego Seminarium Duchownego Księży Chrystusowców w Ziębicach, poprzez studenta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i doktoranta Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, wykładowcę i dyrektora Instytutu Studiów nad Rodziną aż po biskupa pomocniczego diecezji szczecińsko-kamieńskiej oraz biskupa i biskupa seniora diecezji łomżyńskiej.

„Słowa zawołania śp. biskupa Stanisława charakteryzowały również styl jego służby w ramach Konferencji Episkopatu Polski jako członka, a następnie przewodniczącego Komisji ds. Rodziny, członka Komisji ds. Misji, członka Komisji ds. Zakonnych, Komisji ds. Liturgii oraz – w wymiarze Kościoła powszechnego – członka Papieskiej Rady ds. Rodziny” – napisał abp Gądecki.

Podkreślił też, że słowa „We wszystkim Chrystus” przede wszystkim wyrażały charakterystyczny rys człowieczeństwa bp. Stefanka, „o czym mógł przekonać się każdy, kto zwrócił się do niego z prośbą o radę lub pomoc”.

Na zakończenie listu Przewodniczący Episkopatu przywołał Słowa z Ewangelii wg św. Mateusza: „Rzekł mu pan jego: +Dobrze, sługo dobry i wierny! W małej rzeczy byłeś wierny, nad wieloma cię postawię. Wejdź do radości twojego pana+” (Mt 25, 21).

Bp Stanisław Stefanek TChr, biskup senior diecezji łomżyńskiej, zmarł 17 stycznia, ok. godz. 17.30 w Szpitalu w Lublinie. Miał 84 lata, w tym 60 lat kapłaństwa i prawie 40 lat biskupstwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję