Reklama

Piaśnica - pomorski Katyń

2013-10-28 14:35

Marcin Drewa i Piotr Grzybowski
Niedziela Ogólnopolska 44/2013, str. 40-42

Ze zbiorów Stowarzyszenia Rodzina Piaśnicka

- Musimy ten naród wytępić, od kołyski począwszy. Oddaję wam Polaków w wasze ręce - krzyczał do zgromadzonych przed wejherowskim ratuszem Niemców gauleiter Albert Forster, namiestnik Rzeszy i kierownik NSDAP w okręgu Gdańsk

Piaśnica to niewielka wioska w Puszczy Darżlubskiej, oddalona o ok. 10 km od Wejherowa. Stała się symbolem okrucieństwa i zbrodni popełnionej przez hitlerowskich oprawców. Jest to największa na Pomorzu nekropolia Polaków z czasów II wojny światowej, często nazywana przez miejscową ludność Golgotą Kaszubską. To tam od października 1939 r. do kwietnia 1940 r. oddziały Selbstschutzu i SS zamordowały ok. 12 tys. niewinnych ludzi.

Transport śmierci

Mając przyzwolenie swego przełożonego, fanatycy nazizmu przystąpili do eksterminacji mieszkańców Pomorza, głównie przedstawicieli tamtejszej inteligencji. W Piaśnicy zostali zamordowani duchowni, nauczyciele, prawnicy, urzędnicy, rzemieślnicy, rolnicy, działacze społeczni, polityczni i związkowi, a także Żydzi. Specjalnymi pociągami z Niemiec przywożono osoby psychicznie chore, które również zostały tam rozstrzelane. Ofiarami hitlerowskiej zbrodni było wiele wybitnych osób. Znajdowała się wśród nich m.in. bł. s. Alicja Kotowska - przełożona domu zakonnego Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Wejherowie. Została ona wyniesiona na ołtarze przez papieża Jana Pawła II razem ze 108 męczennikami okresu II wojny światowej.

Niemcy nigdy nie pogodzili się z utratą ziem, które przed traktatem wersalskim znajdowały się pod zaborem pruskim. Plany Führera jeszcze przed dojściem do władzy były dość oczywiste. Chciał on usunąć z terenów podbitych ludność nienadającą się, według kryteriów nazistowskich, do zniemczenia. Jego sukcesy na arenie międzynarodowej oraz liczne wiece i przemowy jednoznacznie sugerowały przygotowania do wojny. Niemieckie samoloty coraz częściej naruszały przestrzeń powietrzną naszego kraju. Akty dywersji i prowokacji stawały się coraz częstsze. Nic dziwnego, że Polacy po dojściu do władzy nazistów żyli w stałym poczuciu zagrożenia.

Reklama

Czas próby

1 września 1939 r. rozpoczął się ostrzał Westerplatte z niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein. Hitlerowcy natychmiast rozpoczęli działania wojenne, napierając z morza, powietrza i lądu. Już w pierwszym dniu wojny został przesądzony los Wolnego Miasta Gdańska, który proklamacją gauleitera Alberta Forstera został wcielony do III Rzeszy. Tak przemawiał on w tych dniach: „Mężczyźni i kobiety Gdańska! Wybiła godzina, na którą czekaliśmy z utęsknieniem przez dwadzieścia lat. Z dniem dzisiejszym Gdańsk wraca do Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. Wyzwolił nas nasz Führer Adolf Hitler! (…) W tej uroczystej godzinie podajmy sobie wszyscy ręce i złóżmy przyrzeczenie naszemu Führerowi, że będziemy wszystko czynić, co leży w naszej mocy, wszystko dla naszych pięknych Wielkich Niemiec. Niech żyje nasza wielka niemiecka Ojczyzna! Niech żyje nasz ukochany Führer Adolf Hitler!”.

Wobec braku amunicji i zaopatrzenia, a także dużych strat oraz odcięcia od drogi dowódcy zarządzili odwrót 1. Morskiego Pułku Strzelców z Wejherowa na Kępę Oksywską w rejon Dębogórza. Od 14 do 19 września walki toczyły się w obronie Kępy Oksywskiej. Pomimo znacznych braków amunicji i zaopatrzenia polscy żołnierze dzielnie stawiali opór niemieckiemu najeźdźcy. Ostatnim jego punktem był rejon umocniony Hel, którego broniono w niezwykle trudnych warunkach aż do 2 października. Cała załoga Helu, łącznie z ludnością cywilną, odpierała ataki niemieckie z powietrza i wody. Wrzesień ’39 zasługuje na podziw bohaterskiej postawy polskiego wojska i marynarki wojennej. Dotkliwe straty poniesione przez obrońców Wybrzeża były rezultatem nie tylko przewagi Niemców, ale także stosowanych przez nich barbarzyńskich metod walki, które później przeistoczyły się w okrutne metody okupacyjne.

Od wojny do terroru

Niemcy od początku przystąpili do represji wobec społeczeństwa polskiego. Rozpoczęły się masowe aresztowania i egzekucje. Oddziały operacyjne, wspomagane przez przedstawicieli mniejszości niemieckiej, na podstawie Sonderfahndungsbuch Polen (Specjalnej księgi Polaków ściganych listem gończym) zaczęły wyszukiwać najbardziej aktywnych przedstawicieli polskiego społeczeństwa. Albert Forster wraz ze swymi poplecznikami na licznych wiecach i wystąpieniach podsycał nienawiść i wrogość wobec polskiego społeczeństwa. W Wejherowie rozpoczęły się aresztowania i egzekucje Polaków.

W Grudziądzu gdański gauleiter w publicznym wystąpieniu wyraził zdziwienie, że „na ulicach tego miasta nie widać jeszcze polskiej krwi, mimo morderstw popełnionych na Niemcach”. Po takich bezpośrednich przemówieniach musiały iść konkretne instrukcje określonych postępowań. Dość wyraźne są wytyczne wydane przez Alberta Forstera w okresie wykonywania przez niego funkcji szefa administracji cywilnej na Pomorzu Gdańskim, zatytułowane: „Zasady postępowania na obszarach zajętych przez oddziały niemieckie”, w których czytamy wezwanie do „ujęcia i internowania polskich przywódców i intelektualistów, zwłaszcza nauczycieli, duchownych, wszystkich osób z akademickim wykształceniem i ewentualnie kupców”. Został także wydany memoriał SS-Sturmbannführera dr. Franza Rödera, który był dowódcą pionu służby bezpieczeństwa w Einsatzkommando 16, skierowany 21 października 1939 r. do Głównego Urzędu SS: „Według woli Führera w najkrótszym czasie z polskiego Pomorza mają powstać niemieckie Prusy Zachodnie. Dla przeprowadzenia tego zadania konieczne są, według zgodnej opinii wszystkich kompetentnych czynników, następujące sposoby działania: fizyczna likwidacja wszystkich tych elementów polskich, które w przeszłości występowały po stronie polskiej w jakiejkolwiek przodującej roli albo mogą być w przyszłości nosicielami polskiego oporu”.

Podobnych apeli nie było trzeba powtarzać, aby hitlerowscy okupanci poczuli się panami życia i śmierci Polaków. Od razu pojawiły się na ulicach miast i wsi plakaty z odezwą do miejscowych Niemców, aby ochoczo zasilali szeregi Selbstschutzu, zbrodniczej organizacji parapolicyjnej.

Już w październiku więzienie w Wejherowie zaczęło pękać w szwach, do tego stopnia, że w celach przeznaczonych na 9-10 osób przebywało ich po 30.

Od terroru do zbrodni

Świadkowie wymieniają różne daty rozpoczęcia wywozu skazańców z Wejherowa w kierunku Piaśnicy - między 29 października a 9 listopada. Najwięcej osób przewieziono 11 listopada. Według różnych źródeł - od 300 do nawet 900 osób. Wśród nich była właśnie bł. s. Alicja Kotowska, która oddała życie razem z żydowskimi dziećmi. Wyprowadzona z celi s. Alicja zobaczyła na dziedzińcu błąkające się dzieci. Przygarnęła je i zgromadziła wokół siebie. Najmłodsze dziecko wzięła za rączkę. I tak z tymi dziećmi weszła do ciężarówki.

Wielu wejherowian zauważyło transporty z więzienia oraz ze stacji kolejowej do Piaśnicy. Były to niepokojące sygnały. - W lasach piaśnickich dokonują się egzekucje na polskich obywatelach - mówiono. Niektórzy zauważyli już we wrześniu wzmożone zainteresowanie funkcjonariuszy SS i policji badających teren lasu. Jednym z naocznych świadków egzekucji była Elżbieta Ellwart, wówczas mieszkanka Orla. Jej wstrząsające zeznania obrazują całą grozę zbrodni dokonywanych w Piaśnicy. Polskie elity intelektualne, społeczne, duchowieństwo, kobiety i małe dzieci pozbawiane były życia w bestialski sposób.

Tragiczny bilans

Na podstawie zeznań świadków, nielicznych zachowanych dokumentów oraz wyników ekshumacji, możemy ustalić status osób zamordowanych w Piaśnicy. Klasyfikację można prowadzić pod różnym kątem, ponieważ w Piaśnicy zginęli: kobiety, mężczyźni, dzieci i młodzież, osoby duchowne i świeckie, przedstawiciele narodowości polskiej, ale także żydowskiej, czeskiej i niemieckiej. Wśród ofiar byli również pensjonariusze zakładów dla psychicznie chorych. Skazani na śmierć byli przedstawicielami wszystkich warstw polskiego społeczeństwa. W latach międzywojennych zaangażowani byli w działalność polityczną, społeczną, oświatową, religijną, kulturalną i sportową. Do kształtowania patriotycznej postawy polskiego społeczeństwa Wybrzeża przyczynili się szczególnie nauczyciele, często przypłacając to własnym życiem.

Największe straty wśród ludności ziemi pomorskiej poniosło duchowieństwo. „Okupant utożsamiał wiarę katolicką z polskością, a wyznanie ewangelicke z pochodzeniem niemieckim. Stąd zrozumiałe, że ostrze swej walki skierował przeciwko kapłanom Kościoła rzymskokatolickiego.

Aresztowani księża pod nadzorem sprawców musieli sprzątać ulice i gołymi rękami grabili i zbierali opadłe liście. Była to forma poniżenia więźniów piastujących wysokie urzędy i cieszących się zaufaniem oraz znacznym prestiżem społecznym. Eksterminacja w Piaśnicy spowodowała, że Gdynia i powiat morski zostały praktycznie pozbawione swego duchowieństwa. Niemcom znany był od dawna patriotyczny wpływ księży na ludność Pomorza. Dostrzegali w działalności Kościoła istotną przeszkodę w germanizacji tej ziemi.

Posiew świętości

Ks. Bolesław Witkowski był od 1905 r. proboszczem Mechowa w powiecie puckim. Jako poseł na sejm pruski domagał się praw narodowościowych i gospodarczych dla Polaków. Jako prezes Banku Ludowego i społecznik dbał o to, by żadne z zagrożonych gospodarstw kaszubskich nie dostało się w ręce niemieckie. Za swą działalność patriotyczną i społeczną otrzymał po I wojnie światowej order Polonia Restituta. Zamordowano go w 1939 r. w Piaśnicy.

Podczas przeprowadzonej ekshumacji w jednym z grobów znaleziono fragment różańca. Jak już wspomniałem, męczeńską śmierć w lesie piaśnickim poniosła s. Alicja Kotowska, przełożona Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego i dyrektorka gimnazjum i liceum w Wejherowie. 24 października 1939 r. o godzinie15.30, gdy siostry poszły do kaplicy na wspólną modlitwę, wtargnęli gestapowcy. Podnosząc wrzask, zażądali od s. Consolaty Szukowskiej, znającej język niemiecki, by sprowadziła siostrę przełożoną. Gdy s. Kotowska weszła do westybulu, hitlerowcy kazali jej ubrać płaszcz, po czym odjechali z nią do wejherowskiego więzienia. Nigdy już nie wróciła.

Przemysł śmierci

Nie można, oczywiście, przeprowadzić szczegółowej charakterystyki ofiar, które pochodziły z Rzeszy. Feliks Kreft na procesie gauleitera Alberta Forstera zeznawał: „Od października 1939 r. pracowałem jako Polak na stacji PKP jako telegrafista. W czasie pełnienia służby miałem możność odbierania telegramów zawiadamiających stację Wejherowo, że pociąg 591 prowadzi na końcu 2 lub 3 wagony z umysłowo chorymi dla Wejherowa. (...) O treści otrzymanego telegramu zawiadomić musiałem zawiadowcę stacji. Deklarowanie tych transportów jako umysłowo chorych było fikcyjne, gdyż później miałem możność służbowego podejścia do ludzi przywiezionych i wyładowywanych - rozmawiając z nimi, przekonałem się, że byli to ludzie zupełnie normalni, a przeznaczeni do transportu samochodowego na Piaśnicę. Byli to ludzie pochodzący z głębi Niemiec, z Westfalii, Saksonii i Czech, i to Polacy, którzy posługiwali się językiem niemieckim. Byli to ludzie od najmłodszych lat do starszego wieku, mężczyźni i kobiety różnych stanów. Ludzie ci wykazywali zmęczenie długotrwałą podróżą i pytali, gdzie znajduje się tutaj «Umsiedlungslager» - obóz przesiedleńczy. Według ich zachowania, doszedłem do przekonania, że ludzie ci nie znają swego przeznaczenia. Rzeczy i bagaż ludzie ci zabierali ze sobą. Według mego spostrzeżenia, tygodniowo nadchodziło osiem wagonów, a transporty te trwały od końca października 1939 r. do kwietnia 1940 r.”.

Kolejnym dowodem na to, że w lesie piaśnickim ginęły nie tylko osoby narodowości polskiej, jest zeznanie świadka Wiktora Brylewskiego z Wejherowa, który tak wspomina okres niemieckiej okupacji: „Na stację kolejową w Wejherowie przychodziły transporty w wagonach pulmanowskich lub zwyczajnych, doczepionych do pociągu, przychodzących z Lęborka do Gdańska o godz. 9.45. W wagonach tych były osoby obojga płci z dziećmi (…). Kiedy raz drzwi się nie dały otworzyć, wszedłem do wagonu przez okno i byłem w tym wagonie około 10 min. Widziałem tam kobiety, dzieci i mężczyzn. Kobiety płacząc, pytały, gdzie są i gdzie leży Krokowo. Kobiety płakały i wiedziały już o rozstrzeliwaniach w Piaśnicy. Transporty przyjeżdżały z Meklemburgii i z Rostocku. Na rozkaz zawiadowcy stacji Webde Heina podpisałem zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy”.

Dokumenty niemieckie natomiast potwierdzają ich internowanie w ramach przygotowanej już przed wojną akcji eksterminacji wszystkich cudzoziemców - oponentów polityki narodowościowej i tzw. szkodliwych elementów (schädigende Elemente), do których zaliczano Żydów i psychicznie chorych. O rozmiarze masowych internowań cudzoziemców w Rzeszy świadczą liczne pisma urzędowe. Akta archiwum magdeburskiego zawarte w obszernej teczce zatytułowanej „Ausweisung von Ausländern” informują o usunięciu z państwa niemieckiego m.in. Polaków, Francuzów, Czechów, Cyganów.

Smutny los spotkał rodziny żydowskie mieszkające zarówno na Pomorzu, jak i w całej Polsce. Pierwsze aresztowania Żydów w powiecie morskim rozpoczęły się 12 września. Pojmanych (przeważnie mężczyzn) wywieziono do jednego z obozów przejściowych na terenie Gdyni. Następnie przewieziono ich do Nowego Portu, a stamtąd do Stutthofu.

Symboliczny powrót do domu

Piaśnica stała się po wojnie miejscem spotkań rodzin, które straciły najbliższych. Pierwsza uroczystość ku czci zamordowanych mieszkańców Wybrzeża i innych miejsc odbyła się 22 września 1946 r. Wzięły w niej udział wielotysięczne tłumy. Środki przekazu zawsze były zainteresowane przekazaniem relacji z tych wydarzeń.

Pierwotny wygląd terenu nekropolii piaśnickiej ulegał ciągłej zmianie. We wrześniu 1955 r. odsłonięty został pomnik ku czci pomordowanych. Wzniesiono go dzięki zaangażowaniu i ofiarności społeczeństwa. W 1993 r. postawiono pomnik poświęcony dzieciom pomordowanym w Piaśnicy. W 1995 r. nekropolia piaśnickia została wyłączona z parafii w Leśniewie i przekazana parafii Chrystusa Króla w Wejherowie, która przez to wzięła na siebie obowiązek organizowania corocznych uroczystości. W 1999 r. został poświęcony obelisk upamiętniający męczeństwo bł. Alicji Kotowskiej i Jezuitów z Gdyni. Tradycyjnie od wielu lat odbywają się tam w pierwszą niedzielę października Msze św., starannie przygotowywane przez Gminę Wejherowo oraz członków poszczególnych organizacji „piaśnickich” (Komitet Piaśnicki oraz Stowarzyszenie Rodzina Piaśnicka). Uroczystym nabożeństwom przewodniczą arcybiskupi, biskupi, którzy w swych kazaniach przestrzegają przed nienawiścią propagowaną w totalitarnych ideologiach. W późniejszych latach postawiono ołtarz polowy w formie kaplicy oraz Bramę Piaśnicką, która również ma przedstawiać drogę krzyżową dla tysięcy mieszkańców Pomorza i Kaszub oraz ich „symboliczny” powrót do domu. Temat ludobójstwa został także przedstawiony w wielu wydaniach książkowych, w filmach, a nawet w piosence. Wejherowskie społeczeństwo wyraziło swój wielki szacunek poprzez nadanie nazw ulicom Ofiar Piaśnicy i sióstr Kazimiery i Stanisławy Panek. Zespół Szkół nr 3 w Wejherowie nosi imię Martyrologii Piaśnicy. Dzięki pracy setek osób zaangażowanych w działalność stowarzyszeń nadal trwa pamięć o zbrodni w lesie piaśnickim.

Tagi:
historia

Premiera filmu „Częstochowa lata 1939-1945 – II wojna światowa”

2019-12-06 10:43

Red.

Od wybuchu II wojny światowej minęło 80 lat. Z tej okazji autorzy filmów historycznych o Częstochowie postanowili zrealizować kolejny dokument

Kasfilm

Autorami filmu „Częstochowa 1939-1945 – II wojna światowa” są m.in.: Zbisław Janikowski – scenarzysta, Krzysztof Kasprzak – reżyser i Robert Nawrot – montażysta.

W dokumencie wykorzystano materiały archiwalne osób prywatnych, Filmoteki Narodowej oraz wszystkich instytucji w Częstochowie, które zajmują się gromadzeniem archiwaliów.

W filmie pokazana jest mało znana walka obronna z września 1939 roku i tragiczna zagłada społeczności żydowskiej. Istotnym wątkiem jest też obraz życia codziennego: terror, niepewność jutra, zagrożenie życia, ale również opór i walka o zachowanie godności i dążenie do odbudowy niepodległego państwa. „Częstochowa 1939-1945 – II wojna światowa” pozwala poznać bliżej mało znaną historię miasta i pomaga ocalić od zapomnienia ten tragiczny czas.

Premiera filmu odbędzie się we wtorek 10 grudnia o godz. 18.00 w klubie Politechnik w Częstochowie – al. Armii Krajowej 23/25. Wstęp wolny. Na miejscu można będzie zakupić płyty DVD z filmem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie w sprawie o. Pelanowskiego

2019-11-30 18:46

Ojcowie Paulini

Poniżej zamieszczamy oficjalne oświadczenie Kurii Generalnej Zakonu Paulinów w sprawie o. Augustyna Pelanowskiego:

Agnieszka Bugała

W związku z propagowanymi przez o. Augustyna Pelanowskiego poglądami stojącymi w jaskrawej sprzeczności z niektórymi prawdami doktryny katolickiej oraz szacunkiem należnym Ojcu Świętemu Franciszkowi, Zakon św. Pawła I Pustelnika (Paulini) oświadcza, iż zdecydowanie odcina się od prywatnych poglądów wyżej wymienionego kapłana.

Jednocześnie zwracamy uwagę, iż o. Augustyn łamie śluby zakonne, zarówno poprzez publikacje, na które nie otrzymał zgody, jak również przez trwającą ponad 11 miesięcy samowolną nieobecność w klasztorze.

Wyrażamy głębokie ubolewanie z powodu zamętu i zgorszenia, jakie w dusze wiernych wprowadzić może indywidualna działalność o. Pelanowskiego. Jednocześnie informujemy, że już wcześniej podjęte zostały kroki przewidziane przez Kodeks Prawa Kanonicznego.

W duchu braterstwa trwamy w modlitwie za o. Augustyna.

o. Paweł Przygodzki

Sekretarz Generalny Zakonu Paulinów

Częstochowa – Jasna Góra, 30 listopada 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Szal: orędownicy postępującej laicyzacji chcą usunąć religię ze szkół

2019-12-06 18:39

pab / Przemyśl, Ustrzyki Dolne (KAI)

Jednym z celów, jaki postawili przed sobą „orędownicy postępującej laicyzacji”, jest ograniczenie, a następnie całkowite usunięcie nauczania religii ze szkół – wskazuje abp Adam Szal. Metropolita przemyski wystosował list do wiernych, który w niedzielę 8 grudnia, ma być odczytany we wszystkich kościołach i kaplicach dekanatu Ustrzyki Dolne.

Joanna Trudzik
Abp Adam Szal

Burmistrz miasta i gminy Ustrzyki Dolne wysunął pomysł zmniejszenia liczby lekcji religii w szkołach gminnych, tłumacząc to szukaniem oszczędności. Samorząd miałby zyskać w ten sposób ok. 250 tys. zł rocznie.

Metropolita przemyski przypomina, że każdy chrześcijanin jest wezwany do coraz bardziej świadomego poznawania Słowa Bożego, a od prawie trzydziestu lat dokonuje się to również w szkole, na lekcjach religii. „Katecheza została bezprawnie usunięta stamtąd przez komunistów w 1961 r., powróciła zaś do szkół w 1990 r. Zdecydowana większość Polaków przyjęła ten fakt z radością i zadowoleniem” – zwraca uwagę.

Abp Szal podkreśla, że poznawanie „prawdziwej, Bożej nauki, staje się niezwykle istotne i dzisiaj”. „Jesteśmy świadkami negatywnych działań, których celem są dzieci i młodzież pochodzące z katolickich rodzin, a które mają zmienić myślenie i zburzyć ewangeliczną hierarchię wartości. Dowodem na to są coraz nachalniejsze próby wchodzenia do szkół – zwykle bez zgody rodziców – ludzi, którzy propagują ideologie sprzeczne nie tylko z wiarą katolicką, ale godzące również w ogólnie przyjęte normy społeczne i wartości narodowe. W związku z tym, potrzebne jest zaangażowanie i świadectwo ludzi wierzących, zwłaszcza katolickich rodziców, którzy przynosząc dziecko do chrztu, zobowiązują się przed Bogiem do wychowania go w wierze” – pisze metropolita przemyski.

Zdaniem hierarchy, jednym z celów, jaki postawili przed sobą „orędownicy postępującej laicyzacji”, jest ograniczenie, a następnie całkowite usunięcie nauczania religii ze szkół. „Uzasadniają to rzekomym poszanowaniem demokracji i wolą społeczeństwa. Otóż pragnę przypomnieć, że zgodnie z obowiązującym prawem, szkoły podstawowe organizują naukę religii na życzenie rodziców, a szkoły ponadpodstawowe – na życzenie rodziców lub samych uczniów, po osiągnięciu przez nich pełnoletności” – wskazuje abp Szal.

Metropolita przemyski wylicza zalety nauczania religii w szkołach. Wskazuje, że katecheza „rozwija, a niekiedy w ogóle umożliwia życie wiary i modlitwy; wychowuje do życia sakramentalnego i liturgicznego; kształtuje sumienia dzieci i młodzieży, uczy odróżniania dobra od zła; w niezastąpiony sposób pomaga rodzinie i szkole w procesie wychowania; uczy szacunku do narodowej i kulturowej tożsamości, uczy odpowiedzialności; dopełnia misję szkoły w zakresie rozwoju kulturalnego i społecznego; przywraca i uzdrawia właściwe relacje międzypokoleniowe oraz stwarza pole duszpasterskiego oddziaływania wobec wszystkich osób tworzących środowisko szkolne”.

„Katecheza szkolna stanowi nieocenioną wartość w procesie formacyjnym dzieci i młodzieży, także w całościowym systemie wychowawczym szkoły. Obecność katechety, który przypomina w środowisku szkolnym o wartościach najważniejszych, jest niezwykle potrzebna. Fakt ten próbuje się dziś podważać, manipulując przy tym opinią publiczną” – zaznacza abp Szal.

Metropolita przemyski zauważa, że szkoła jest instytucją formacyjną, a nauczanie religii, jest naturalnym uzupełnieniem procesu wychowawczego. „W czasach oszalałej konsumpcji, trzeba tym głośniej przypominać o tym, że wartości materialne nie są w życiu najważniejsze” – podkreśla.

Hierarcha w swoim liście przywołuje także słowa św. Jana Pawła II, który cieszył się, gdy w 1990 r. religia wracała do polskich szkół i który wskazywał, że „w wychowaniu bowiem chodzi właśnie o to, ażeby człowiek stawał się coraz bardziej człowiekiem - o to, ażeby bardziej był, a nie tylko więcej miał”.

Metropolita przemyski dziękuje „wszystkim, którym zależy na chrześcijańskim wychowaniu młodego pokolenia”, szczególnie rodzicom i katechetom. Jednocześnie zaznacza, że „ci którzy rezygnują z katechezy, popełniają grzech zaniedbania, a rodzice wypisujący swoje dzieci z katechezy wyrządzają im poważną krzywdę”. Zachęca także, aby przykład życia rodziców zachęcał dzieci i młodzież do aktywnego udziału w katechezie parafialnej i szkolnej. „Nie ustawajmy w poznawaniu prawdziwej, Bożej nauki w sposób systematyczny i nieskrępowany obłędem ideologii wrogich człowiekowi i chrześcijaństwu” – apeluje abp Szal.

List metropolity przemyskiego ma być odczytany we wszystkich kościołach i kaplicach dekanatu Ustrzyki Dolne w niedzielę 8 grudnia. W pozostałych parafiach archidiecezji przemyskiej księża mają w tym względzie dowolność.

Burmistrz Ustrzyk Dolnych Bartosz Romowicz (PSL) przed kilkoma dniami zwrócił się do metropolity przemyskiego abpa Adama Szala z prośbą o zgodę na zmniejszenie liczby lekcji religii do jednej godziny lekcyjnej w tygodniu oraz połączenia zajęć z religii w oddziałach, gdzie liczba uczniów jest mniejsza niż 13 osób. Argumentuje to szukaniem oszczędności w oświacie. Samorząd miałby zyskać w ten sposób ok. 250 tys. zł rocznie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem