Reklama

Historia

Piaśnica - pomorski Katyń

- Musimy ten naród wytępić, od kołyski począwszy. Oddaję wam Polaków w wasze ręce - krzyczał do zgromadzonych przed wejherowskim ratuszem Niemców gauleiter Albert Forster, namiestnik Rzeszy i kierownik NSDAP w okręgu Gdańsk

Niedziela Ogólnopolska 44/2013, str. 40-42

[ TEMATY ]

historia

Ze zbiorów Stowarzyszenia Rodzina Piaśnicka

Piaśnica to niewielka wioska w Puszczy Darżlubskiej, oddalona o ok. 10 km od Wejherowa. Stała się symbolem okrucieństwa i zbrodni popełnionej przez hitlerowskich oprawców. Jest to największa na Pomorzu nekropolia Polaków z czasów II wojny światowej, często nazywana przez miejscową ludność Golgotą Kaszubską. To tam od października 1939 r. do kwietnia 1940 r. oddziały Selbstschutzu i SS zamordowały ok. 12 tys. niewinnych ludzi.

Transport śmierci

Mając przyzwolenie swego przełożonego, fanatycy nazizmu przystąpili do eksterminacji mieszkańców Pomorza, głównie przedstawicieli tamtejszej inteligencji. W Piaśnicy zostali zamordowani duchowni, nauczyciele, prawnicy, urzędnicy, rzemieślnicy, rolnicy, działacze społeczni, polityczni i związkowi, a także Żydzi. Specjalnymi pociągami z Niemiec przywożono osoby psychicznie chore, które również zostały tam rozstrzelane. Ofiarami hitlerowskiej zbrodni było wiele wybitnych osób. Znajdowała się wśród nich m.in. bł. s. Alicja Kotowska - przełożona domu zakonnego Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Wejherowie. Została ona wyniesiona na ołtarze przez papieża Jana Pawła II razem ze 108 męczennikami okresu II wojny światowej.

Niemcy nigdy nie pogodzili się z utratą ziem, które przed traktatem wersalskim znajdowały się pod zaborem pruskim. Plany Führera jeszcze przed dojściem do władzy były dość oczywiste. Chciał on usunąć z terenów podbitych ludność nienadającą się, według kryteriów nazistowskich, do zniemczenia. Jego sukcesy na arenie międzynarodowej oraz liczne wiece i przemowy jednoznacznie sugerowały przygotowania do wojny. Niemieckie samoloty coraz częściej naruszały przestrzeń powietrzną naszego kraju. Akty dywersji i prowokacji stawały się coraz częstsze. Nic dziwnego, że Polacy po dojściu do władzy nazistów żyli w stałym poczuciu zagrożenia.

Reklama

Czas próby

1 września 1939 r. rozpoczął się ostrzał Westerplatte z niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein. Hitlerowcy natychmiast rozpoczęli działania wojenne, napierając z morza, powietrza i lądu. Już w pierwszym dniu wojny został przesądzony los Wolnego Miasta Gdańska, który proklamacją gauleitera Alberta Forstera został wcielony do III Rzeszy. Tak przemawiał on w tych dniach: „Mężczyźni i kobiety Gdańska! Wybiła godzina, na którą czekaliśmy z utęsknieniem przez dwadzieścia lat. Z dniem dzisiejszym Gdańsk wraca do Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. Wyzwolił nas nasz Führer Adolf Hitler! (…) W tej uroczystej godzinie podajmy sobie wszyscy ręce i złóżmy przyrzeczenie naszemu Führerowi, że będziemy wszystko czynić, co leży w naszej mocy, wszystko dla naszych pięknych Wielkich Niemiec. Niech żyje nasza wielka niemiecka Ojczyzna! Niech żyje nasz ukochany Führer Adolf Hitler!”.

Wobec braku amunicji i zaopatrzenia, a także dużych strat oraz odcięcia od drogi dowódcy zarządzili odwrót 1. Morskiego Pułku Strzelców z Wejherowa na Kępę Oksywską w rejon Dębogórza. Od 14 do 19 września walki toczyły się w obronie Kępy Oksywskiej. Pomimo znacznych braków amunicji i zaopatrzenia polscy żołnierze dzielnie stawiali opór niemieckiemu najeźdźcy. Ostatnim jego punktem był rejon umocniony Hel, którego broniono w niezwykle trudnych warunkach aż do 2 października. Cała załoga Helu, łącznie z ludnością cywilną, odpierała ataki niemieckie z powietrza i wody. Wrzesień ’39 zasługuje na podziw bohaterskiej postawy polskiego wojska i marynarki wojennej. Dotkliwe straty poniesione przez obrońców Wybrzeża były rezultatem nie tylko przewagi Niemców, ale także stosowanych przez nich barbarzyńskich metod walki, które później przeistoczyły się w okrutne metody okupacyjne.

Od wojny do terroru

Niemcy od początku przystąpili do represji wobec społeczeństwa polskiego. Rozpoczęły się masowe aresztowania i egzekucje. Oddziały operacyjne, wspomagane przez przedstawicieli mniejszości niemieckiej, na podstawie Sonderfahndungsbuch Polen (Specjalnej księgi Polaków ściganych listem gończym) zaczęły wyszukiwać najbardziej aktywnych przedstawicieli polskiego społeczeństwa. Albert Forster wraz ze swymi poplecznikami na licznych wiecach i wystąpieniach podsycał nienawiść i wrogość wobec polskiego społeczeństwa. W Wejherowie rozpoczęły się aresztowania i egzekucje Polaków.

Reklama

W Grudziądzu gdański gauleiter w publicznym wystąpieniu wyraził zdziwienie, że „na ulicach tego miasta nie widać jeszcze polskiej krwi, mimo morderstw popełnionych na Niemcach”. Po takich bezpośrednich przemówieniach musiały iść konkretne instrukcje określonych postępowań. Dość wyraźne są wytyczne wydane przez Alberta Forstera w okresie wykonywania przez niego funkcji szefa administracji cywilnej na Pomorzu Gdańskim, zatytułowane: „Zasady postępowania na obszarach zajętych przez oddziały niemieckie”, w których czytamy wezwanie do „ujęcia i internowania polskich przywódców i intelektualistów, zwłaszcza nauczycieli, duchownych, wszystkich osób z akademickim wykształceniem i ewentualnie kupców”. Został także wydany memoriał SS-Sturmbannführera dr. Franza Rödera, który był dowódcą pionu służby bezpieczeństwa w Einsatzkommando 16, skierowany 21 października 1939 r. do Głównego Urzędu SS: „Według woli Führera w najkrótszym czasie z polskiego Pomorza mają powstać niemieckie Prusy Zachodnie. Dla przeprowadzenia tego zadania konieczne są, według zgodnej opinii wszystkich kompetentnych czynników, następujące sposoby działania: fizyczna likwidacja wszystkich tych elementów polskich, które w przeszłości występowały po stronie polskiej w jakiejkolwiek przodującej roli albo mogą być w przyszłości nosicielami polskiego oporu”.

Podobnych apeli nie było trzeba powtarzać, aby hitlerowscy okupanci poczuli się panami życia i śmierci Polaków. Od razu pojawiły się na ulicach miast i wsi plakaty z odezwą do miejscowych Niemców, aby ochoczo zasilali szeregi Selbstschutzu, zbrodniczej organizacji parapolicyjnej.

Już w październiku więzienie w Wejherowie zaczęło pękać w szwach, do tego stopnia, że w celach przeznaczonych na 9-10 osób przebywało ich po 30.

Od terroru do zbrodni

Świadkowie wymieniają różne daty rozpoczęcia wywozu skazańców z Wejherowa w kierunku Piaśnicy - między 29 października a 9 listopada. Najwięcej osób przewieziono 11 listopada. Według różnych źródeł - od 300 do nawet 900 osób. Wśród nich była właśnie bł. s. Alicja Kotowska, która oddała życie razem z żydowskimi dziećmi. Wyprowadzona z celi s. Alicja zobaczyła na dziedzińcu błąkające się dzieci. Przygarnęła je i zgromadziła wokół siebie. Najmłodsze dziecko wzięła za rączkę. I tak z tymi dziećmi weszła do ciężarówki.

Wielu wejherowian zauważyło transporty z więzienia oraz ze stacji kolejowej do Piaśnicy. Były to niepokojące sygnały. - W lasach piaśnickich dokonują się egzekucje na polskich obywatelach - mówiono. Niektórzy zauważyli już we wrześniu wzmożone zainteresowanie funkcjonariuszy SS i policji badających teren lasu. Jednym z naocznych świadków egzekucji była Elżbieta Ellwart, wówczas mieszkanka Orla. Jej wstrząsające zeznania obrazują całą grozę zbrodni dokonywanych w Piaśnicy. Polskie elity intelektualne, społeczne, duchowieństwo, kobiety i małe dzieci pozbawiane były życia w bestialski sposób.

Tragiczny bilans

Na podstawie zeznań świadków, nielicznych zachowanych dokumentów oraz wyników ekshumacji, możemy ustalić status osób zamordowanych w Piaśnicy. Klasyfikację można prowadzić pod różnym kątem, ponieważ w Piaśnicy zginęli: kobiety, mężczyźni, dzieci i młodzież, osoby duchowne i świeckie, przedstawiciele narodowości polskiej, ale także żydowskiej, czeskiej i niemieckiej. Wśród ofiar byli również pensjonariusze zakładów dla psychicznie chorych. Skazani na śmierć byli przedstawicielami wszystkich warstw polskiego społeczeństwa. W latach międzywojennych zaangażowani byli w działalność polityczną, społeczną, oświatową, religijną, kulturalną i sportową. Do kształtowania patriotycznej postawy polskiego społeczeństwa Wybrzeża przyczynili się szczególnie nauczyciele, często przypłacając to własnym życiem.

Największe straty wśród ludności ziemi pomorskiej poniosło duchowieństwo. „Okupant utożsamiał wiarę katolicką z polskością, a wyznanie ewangelicke z pochodzeniem niemieckim. Stąd zrozumiałe, że ostrze swej walki skierował przeciwko kapłanom Kościoła rzymskokatolickiego.

Aresztowani księża pod nadzorem sprawców musieli sprzątać ulice i gołymi rękami grabili i zbierali opadłe liście. Była to forma poniżenia więźniów piastujących wysokie urzędy i cieszących się zaufaniem oraz znacznym prestiżem społecznym. Eksterminacja w Piaśnicy spowodowała, że Gdynia i powiat morski zostały praktycznie pozbawione swego duchowieństwa. Niemcom znany był od dawna patriotyczny wpływ księży na ludność Pomorza. Dostrzegali w działalności Kościoła istotną przeszkodę w germanizacji tej ziemi.

Posiew świętości

Ks. Bolesław Witkowski był od 1905 r. proboszczem Mechowa w powiecie puckim. Jako poseł na sejm pruski domagał się praw narodowościowych i gospodarczych dla Polaków. Jako prezes Banku Ludowego i społecznik dbał o to, by żadne z zagrożonych gospodarstw kaszubskich nie dostało się w ręce niemieckie. Za swą działalność patriotyczną i społeczną otrzymał po I wojnie światowej order Polonia Restituta. Zamordowano go w 1939 r. w Piaśnicy.

Podczas przeprowadzonej ekshumacji w jednym z grobów znaleziono fragment różańca. Jak już wspomniałem, męczeńską śmierć w lesie piaśnickim poniosła s. Alicja Kotowska, przełożona Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego i dyrektorka gimnazjum i liceum w Wejherowie. 24 października 1939 r. o godzinie15.30, gdy siostry poszły do kaplicy na wspólną modlitwę, wtargnęli gestapowcy. Podnosząc wrzask, zażądali od s. Consolaty Szukowskiej, znającej język niemiecki, by sprowadziła siostrę przełożoną. Gdy s. Kotowska weszła do westybulu, hitlerowcy kazali jej ubrać płaszcz, po czym odjechali z nią do wejherowskiego więzienia. Nigdy już nie wróciła.

Przemysł śmierci

Nie można, oczywiście, przeprowadzić szczegółowej charakterystyki ofiar, które pochodziły z Rzeszy. Feliks Kreft na procesie gauleitera Alberta Forstera zeznawał: „Od października 1939 r. pracowałem jako Polak na stacji PKP jako telegrafista. W czasie pełnienia służby miałem możność odbierania telegramów zawiadamiających stację Wejherowo, że pociąg 591 prowadzi na końcu 2 lub 3 wagony z umysłowo chorymi dla Wejherowa. (...) O treści otrzymanego telegramu zawiadomić musiałem zawiadowcę stacji. Deklarowanie tych transportów jako umysłowo chorych było fikcyjne, gdyż później miałem możność służbowego podejścia do ludzi przywiezionych i wyładowywanych - rozmawiając z nimi, przekonałem się, że byli to ludzie zupełnie normalni, a przeznaczeni do transportu samochodowego na Piaśnicę. Byli to ludzie pochodzący z głębi Niemiec, z Westfalii, Saksonii i Czech, i to Polacy, którzy posługiwali się językiem niemieckim. Byli to ludzie od najmłodszych lat do starszego wieku, mężczyźni i kobiety różnych stanów. Ludzie ci wykazywali zmęczenie długotrwałą podróżą i pytali, gdzie znajduje się tutaj «Umsiedlungslager» - obóz przesiedleńczy. Według ich zachowania, doszedłem do przekonania, że ludzie ci nie znają swego przeznaczenia. Rzeczy i bagaż ludzie ci zabierali ze sobą. Według mego spostrzeżenia, tygodniowo nadchodziło osiem wagonów, a transporty te trwały od końca października 1939 r. do kwietnia 1940 r.”.

Kolejnym dowodem na to, że w lesie piaśnickim ginęły nie tylko osoby narodowości polskiej, jest zeznanie świadka Wiktora Brylewskiego z Wejherowa, który tak wspomina okres niemieckiej okupacji: „Na stację kolejową w Wejherowie przychodziły transporty w wagonach pulmanowskich lub zwyczajnych, doczepionych do pociągu, przychodzących z Lęborka do Gdańska o godz. 9.45. W wagonach tych były osoby obojga płci z dziećmi (…). Kiedy raz drzwi się nie dały otworzyć, wszedłem do wagonu przez okno i byłem w tym wagonie około 10 min. Widziałem tam kobiety, dzieci i mężczyzn. Kobiety płacząc, pytały, gdzie są i gdzie leży Krokowo. Kobiety płakały i wiedziały już o rozstrzeliwaniach w Piaśnicy. Transporty przyjeżdżały z Meklemburgii i z Rostocku. Na rozkaz zawiadowcy stacji Webde Heina podpisałem zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy”.

Dokumenty niemieckie natomiast potwierdzają ich internowanie w ramach przygotowanej już przed wojną akcji eksterminacji wszystkich cudzoziemców - oponentów polityki narodowościowej i tzw. szkodliwych elementów (schädigende Elemente), do których zaliczano Żydów i psychicznie chorych. O rozmiarze masowych internowań cudzoziemców w Rzeszy świadczą liczne pisma urzędowe. Akta archiwum magdeburskiego zawarte w obszernej teczce zatytułowanej „Ausweisung von Ausländern” informują o usunięciu z państwa niemieckiego m.in. Polaków, Francuzów, Czechów, Cyganów.

Smutny los spotkał rodziny żydowskie mieszkające zarówno na Pomorzu, jak i w całej Polsce. Pierwsze aresztowania Żydów w powiecie morskim rozpoczęły się 12 września. Pojmanych (przeważnie mężczyzn) wywieziono do jednego z obozów przejściowych na terenie Gdyni. Następnie przewieziono ich do Nowego Portu, a stamtąd do Stutthofu.

Symboliczny powrót do domu

Piaśnica stała się po wojnie miejscem spotkań rodzin, które straciły najbliższych. Pierwsza uroczystość ku czci zamordowanych mieszkańców Wybrzeża i innych miejsc odbyła się 22 września 1946 r. Wzięły w niej udział wielotysięczne tłumy. Środki przekazu zawsze były zainteresowane przekazaniem relacji z tych wydarzeń.

Pierwotny wygląd terenu nekropolii piaśnickiej ulegał ciągłej zmianie. We wrześniu 1955 r. odsłonięty został pomnik ku czci pomordowanych. Wzniesiono go dzięki zaangażowaniu i ofiarności społeczeństwa. W 1993 r. postawiono pomnik poświęcony dzieciom pomordowanym w Piaśnicy. W 1995 r. nekropolia piaśnickia została wyłączona z parafii w Leśniewie i przekazana parafii Chrystusa Króla w Wejherowie, która przez to wzięła na siebie obowiązek organizowania corocznych uroczystości. W 1999 r. został poświęcony obelisk upamiętniający męczeństwo bł. Alicji Kotowskiej i Jezuitów z Gdyni. Tradycyjnie od wielu lat odbywają się tam w pierwszą niedzielę października Msze św., starannie przygotowywane przez Gminę Wejherowo oraz członków poszczególnych organizacji „piaśnickich” (Komitet Piaśnicki oraz Stowarzyszenie Rodzina Piaśnicka). Uroczystym nabożeństwom przewodniczą arcybiskupi, biskupi, którzy w swych kazaniach przestrzegają przed nienawiścią propagowaną w totalitarnych ideologiach. W późniejszych latach postawiono ołtarz polowy w formie kaplicy oraz Bramę Piaśnicką, która również ma przedstawiać drogę krzyżową dla tysięcy mieszkańców Pomorza i Kaszub oraz ich „symboliczny” powrót do domu. Temat ludobójstwa został także przedstawiony w wielu wydaniach książkowych, w filmach, a nawet w piosence. Wejherowskie społeczeństwo wyraziło swój wielki szacunek poprzez nadanie nazw ulicom Ofiar Piaśnicy i sióstr Kazimiery i Stanisławy Panek. Zespół Szkół nr 3 w Wejherowie nosi imię Martyrologii Piaśnicy. Dzięki pracy setek osób zaangażowanych w działalność stowarzyszeń nadal trwa pamięć o zbrodni w lesie piaśnickim.

2013-10-28 14:35

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

101. urodziny obchodzi Anna Koźmińska, najstarsza Sprawiedliwa wśród Narodów Świata

2020-05-22 08:59

[ TEMATY ]

historia

www.sprawiedliwi.gov.pl

Anna Koźminska

101. urodziny obchodzi w piątek Anna Koźmińska, najstarsza spośród żyjących osób, uhonorowanych indywidualnie medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata - przypomniał Instytut Pamięci Narodowej.

Historia Koźmińskiej, jak wskazuje IPN w komunikacie przesłanym PAP, przez dziesiątki lat pozostawała nieznana.

IPN poinformowało, wojnę Anna spędziła ze swoją macochą Marią Koźmińską w Częstochowie, gdzie w latach 1943–45 ukrywały żydowskiego chłopca Abrahama Jabłońskiego. Chłopiec ten posiadał dokumenty po zabitym przez Niemców dziecku na nazwisko Bohdan Wojciech Bloch.

Ośmioletni Abram z pomocą swojej siostry Izy we wrześniu 1942 r. wydostał się z getta w Częstochowie. Ośmiolatek ukrywał się między innymi w komórce na węgiel, gdzie zaczął tracić wzrok. Maria Koźmińska wraz z pasierbicą Anną, na prośbę jego wuja, zgodziły się udzielić chłopcu schronienia. Znajomych poinformowały, że dziecko przeżyło tragedię rodzinną, straciło ojca i jest czasowo pod ich opieką. Koźmińskie dbały o jego edukację oraz zabierały na spacery; pomimo niemieckich rewizji, udało się go uratować.

Kobiety udzieliły też czasowego schronienia dalekiemu krewnemu rodziny Jabłońskich – Rubinsteinowi – oraz jego znajomej Ricie wraz z matką Stefą.

Po wojnie Abraham Jabłoński wyemigrował do Izraela, gdzie zaświadczył o humanitaryzmie i odwadze obu kobiet. Po czterdziestu siedmiu latach odnalazł Annę Koźmińską w Warszawie. Poprosił ją o spisanie wspomnień z okresu wojny, co też uczyniła.

To właśnie na jego wniosek 11 lutego 1991 r. Maria i Anna Koźmińskie zostały uhonorowane przez Instytut Yad Vashem medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W roku 2016 Anna Koźmińska otrzymała od prezydenta Andrzeja Dudy Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Ponieważ w związku z pandemią koronawirusa odwiedziny u jubilatki w dniu urodzin nie mogły się odbyć, kierownictwo IPN przekazało w piątek kwiaty wraz z życzeniami - poinformował IPN. (PAP)

>
CZYTAJ DALEJ

Ks. J. Hou w Warszawie: „Byłem święcony po kryjomu o 5 nad ranem”

2020-05-26 07:58

[ TEMATY ]

Chiny

odkupiciel.net.pl

Wyświęcił mnie 9 maja 2015 o godz. 5 nad ranem biskup, pozostający w areszcie domowym ponad 200 km od mojej parafii – wspominał ks. Jan Hou podczas Mszy św. 25 maja w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie. Przewodniczył on liturgii, sprawowanej z okazji Światowego Dnia Modlitwy za Kościół w Chinach; wraz z nim koncelebrowali ją m.in. ks. Jacek Gniadek SVD – prezes Stowarzyszenia „Sinicum” i ks. Jerzy Limanówka SAC – prezes fundacji „Salvatti”.

Rozpoczynając kazanie główny celebrans przedstawił się, mówiąc, że pochodzi z miasta Handan w prowincji Hebei a jego pełne nazwisko brzmi Hou Yongwang. Oznajmił, że według danych oficjalnych w Chinach mieszka ok. 12 mln katolików, co może robić duże wrażenie w Europie, ale w swoim kraju nie stanowią oni nawet jednego procenta wśród prawie 1,4 mld mieszkańców. Przyznał, że Kościół katolicki w jego ojczyźnie przeżywa wielkie trudności, jest prześladowany i na różne sposoby ograniczany w swej działalności.

Jako przykład podał swoją diecezję, która nie ma biskupa od 2007 roku. Gdy w 2015 miał przyjąć święcenia kapłańskie, przez długi czas nie można była znaleźć biskupa, który mógłby mu ich udzielić. Wreszcie udało się dotrzeć do biskupa, ale przebywającego od wielu lat w areszcie domowym, ponad 200 km od jego parafii. Wraz z kilku towarzyszącymi mu księżmi i świeckimi udał się nocą do wioski, w której w miejscowym klasztorze sióstr przebywał uwięziony hierarcha. Przy wejściu była zainstalowana kamera, śledząca przychodzących i wychodzących oraz urzędowali policjanci, sprawdzający wszystkich.

„Z zasłoniętymi twarzami, aby nas nie rozpoznano, pod osłoną nocą weszliśmy do biskupa, który już na nas czekał i ok. godz. 4 nad ranem rozpoczęła się Msza święta, podczas której zostałem wyświęcony na kapłana. Cała uroczystość trwała niecałych 40 minut, żeby nie wzbudzić podejrzeń” – opowiadał ks. Jan. Zaznaczył, że z zachowaniem podobnych środków ostrożności i bezpieczeństwa wracali od biskupa.

Zwrócił następnie uwagę, że obecna pandemia koronawirusa, która wyszła z Chin, jeszcze bardziej wzmogła prześladowania Kościoła i np. nadal prawie wszystkie świątynie pozostają zamknięte. Ale bodaj największym zagrożeniem dla wiary jest propagowany obecnie przez partię komunistyczną program tzw. „czerwonej kultury”, który władze chcą narzucić Kościołowi. Na razie jest on testowany tylko w jednej prowincji, ale jeśli się tam sprawdzi, obejmie cały kraj – obawia się kaznodzieja. Wyjaśnił, że do katechezy i do życia Kościoła będą wprowadzone treści komunistyczne, w kościołach trzeba będzie śpiewać piosenki rewolucyjne itd.

Na zakończenie ks. Hou poprosił zebranych, aby pamiętali o swych współwyznawcach w Cbinach i modlili się o wolność Kościoła w tym kraju.

Przed końcowym błogosławieństwem miejscowy kapłan ks. Piotr Rutkowski CM przypomniał, że w okresie międzywojennym posługę duszpasterską i misyjną w Państwie Środka prowadziło ok. 40 misjonarzy św. Wincentego a Paulo, które to zgromadzenie od ponad 3 stuleci pracuje przy parafii Świętego Krzyża w Warszawie.

W liturgii uczestniczyła też grupa katolików chińskich, mieszkających w Polsce.

Po Mszy św. w dolnym kościele sinolożka mgr Agnieszka Couderq-Kubas wygłosiła krótki odczyt nt. polskiego jezuity o. Michała Piotra Boyma (1612-59), który kilka lat spędził na misjach w Chinach i – chociaż żył stosunkowo krótko – pozostawił po sobie kilka bezcennych dzieł, opisujących medycynę, faunę i florę oraz geografię tego kraju. Jako pierwszy Europejczyk przekazał wiadomości o medycynie chińskiej. Mimo wielkich osiągnięć i zasług dla Kościoła i nauki o Chinach jego postać jest nadal mało znana w naszym kraju. Popularyzacji jego życia i dokonań służy obecnie kilka fundacji i organizacji, a zwłaszcza fundacja jego imienia.

Światowy Dzień Modlitw za Kościół w Chinach ustanowił Benedykt XVI w 2007, wyznaczając jego datę na 24 maja – w liturgiczne wspomnienie NMP Wspomożycielki Wiernych. Jest Ona otaczana szczególną czcią w sanktuarium maryjnym w Szeszanie koło Szanghaju. Ponieważ w tym roku w tym dniu była niedziela, przeto zarówno samo święto maryjne, jak i Światowy Dzień Modlitw przeniesiono na poniedziałek 25 bm.

Ponadto w tym roku przypada 20. rocznica kanonizacji 120 męczenników chińskich, której dokonał 1 października 2000 św. Jan Paweł II. „Ze względu na ten jubileusz tegoroczny Dzień Modlitw poprzedzony jest nowenną za wstawiennictwem męczenników chińskich, rozpoczętą w piątek 15 maja. Każdego zapraszamy do włączenia się w tę modlitwę” – powiedział o. Jacek Gniadek SVD, prezes Stowarzyszenia „Sinicum” im. Michała Boyma SJ. Na stronie sinicum.pl można m.in. zapoznać się z intencjami na poszczególne dni nowenny a także z postaciami niektórych chińskich świętych. Można również posłuchać, jak brzmi śpiewana po chińsku modlitwa „Zdrowaś Mario”.

CZYTAJ DALEJ

Pierwszy polski biskup wziął udział w akcji #hot16challenge2

2020-05-26 19:40

[ TEMATY ]

#Hot16Challenge2

YouTube

Bp Adrian Galbas SAC jako pierwszy z polskich biskupów wziął udział w akcji #hot16challenge2. Biskup pomocniczy diecezji ełckiej zamieścił swoje nagranie na kanale YouTube „Pallotti TV”.

Na wstępie filmiku pallotyn przyznaje, że kiedy cztery miesiące temu zostawał biskupem spodziewał się wielu wyzwań, ale nie myślał, że wśród nich znajdzie się wezwanie do rapowania. - Przekonał mnie do tego mój współbrat, mówiąc, że to jest bardzo w duchu Pallottiego, aby każdym możliwym sposobem głosić Ewangelię – dodaje.

Twa modlitwa nie jest próżna, ale ważna jałmużna. Może biedny, może krezus - tak nauczał przecież Jezus (…) Będą wdzięczni ci lekarze, którym te pieniądze w darze, dziś złożone ciut pomogą walczyć z tą chorobą srogą - rapuje bp Galbas z Ełku.

Duchowny do udziału w akcji nominował kleryków pallotyńskich z Ołtarzewa, kleryków diecezji ełckiej, Siostry Uczennice Krzyża oraz Marka Kalka.

Akcja #Hot16challenge polega na nagraniu 16 wersów i nominowaniu do udziału w inicjatywie kolejnych osób, które mają stworzyć swoje nagranie rapu w ciągu 72 godzin. Akcji towarzyszy zbiórka środków na wsparcie lekarzy i szpitali w walce z koronawirusem. Jak podano na stronie www.siepomaga.pl/hot16challenge na chwilę obecną zebrano na ten cel już prawie 3,3 mln złotych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję