Reklama

Niedziela Świdnicka

Kościół nadal was potrzebuje

Niedziela świdnicka 45/2013, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

Dom Księży Seniorów

Przemyslaw Awdankiewicz

Powinnością każdego chrześcijanina, powinnością prezbitera jest przynosić plon na każdym etapie życia. Dlatego Kościół diecezji świdnickiej troszczy się o tych, którzy byli na żniwie Pana i już są wypracowani, są na emeryturze, potrzebują odpoczynku i opieki. Księża emeryci są jednak nadal we wspólnocie Kościoła, mogą jej służyć i nadal ją budować. Mają szczególny dar czasu dla kontemplacji, modlitwy, duchowego zaangażowania w sprawy Kościoła, który nasza diecezja skrzętnie wykorzystuje.

Co dzieje się z kapłanem, któremu wiek coraz bardziej utrudnia wykonywanie obowiązków? Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego proboszczowie przechodzą na emeryturę po ukończeniu 75. roku życia. Nie dzieje się to automatycznie. Kanon 538, par. 3 KPK stanowi, że proboszcz po ukończeniu 75 lat jest proszony o złożenie na ręce biskupa rezygnacji z urzędu. Biskup rozpatruje prośbę i wedle uznania pozostawia księdza na stanowisku lub odsyła na emeryturę.

Emerytura nie oznacza dla księdza zupełnego lenistwa. Nie musi się on obawiać o tzw. dożycie. Zgodnie z Kodeksem Kanonicznym biskup jest obowiązany zapewnić emerytowi odpowiednie utrzymanie i mieszkanie. Zwykle na utrzymanie emerytów składają się wszyscy czynni księża z diecezji. W niektórych starsi kapłani mogą zamieszkać w specjalnych domach dla emerytowanych księży, ale przeważnie pozostają w parafiach jako rezydenci i wspomagają pracę duszpasterską.

Reklama

Miejsce i rola księdza emeryta i rencisty, wyznaczone bogatą tradycją duchową, pastoralną i prawną wspólnoty eklezjalnej, pozostaje w sposób niezaprzeczalny w centrum życia Kościoła. Ojciec Święty Jan Paweł II, kierując List do ludzi w podeszłym wieku, zapewnia kapłanów: „Pamiętam o was, drodzy bracia w kapłaństwie, którzy z powodu przekroczenia ustalonej granicy wieku zrzekliście się już bezpośredniej odpowiedzialności pasterskiej. Kościół nadal was potrzebuje. Wysoko ceni sobie przysługi, jakie nadal jesteście gotowi mu oddawać w różnych dziedzinach apostolatu, liczy na wasz wkład wytrwałej modlitwy, oczekuje waszych wyważonych rad i wzbogaca się dzięki ewangelicznemu świadectwu, jakie składacie każdego dnia” (nr 13).

Dlatego prezbiterium diecezjalne jest wdzięczne starszym kapłanom za ich wierną służbę Chrystusowi i Kościołowi oraz okazuje im konkretną solidarną pomoc, której potrzebują ze względu na swą sytuację, zarówno w sprawach duchowych, jak i materialnych. Współbracia dbają, by nie izolowali się od wiernych i innych kapłanów, a osobista troska o formację stałą umacnia w nich wolę i radość bycia kapłanem uczestniczącym w budowaniu Kościoła.

– W diecezji świdnickiej od samego początku jej istnienia działa Bratnia Pomoc Kapłańska – mówi bp Adam Bałabuch. – To specjalny fundusz pomocowy, na który składają się wszystkie parafie, a często sami księża również wpłacają tam pieniądze. Z tej puli czerpiemy środki, by pomóc tym starszym kapłanom, którzy czekają na wsparcie – choćby na pomoc w leczeniu czy rehabilitacji. Bratnia Pomoc Kapłańska diecezji świdnickiej jest więc ewangeliczną troską o kapłanów będących na rencie lub emeryturze, a także kapłanów chorych i niepełnosprawnych będących w szczególnie trudnej sytuacji zdrowotno-socjalnej. Podstawowym celem Bratniej Pomocy Kapłańskiej jest niesienie pomocy braterskiej kapłanom diecezji świdnickiej ze środków tworzonego w tym celu funduszu.

Reklama

Obecnie w diecezji świdnickiej mamy 30 księży emerytów. Część z nich mieszka jako rezydenci w parafiach, część – w domach księży seniorów.

– Obecnie w naszej diecezji działają dwie takie placówki – wylicza bp Adam Bałabuch. – Funkcjonują one w Pieszycach oraz w Polanicy-Zdroju.

Świdnicka Kuria Biskupia kończy właśnie budowę placówki z prawdziwego zdarzenia dla starszych kapłanów.

– Rozważaliśmy wiele lokalizacji, ostatecznie jednak podjęliśmy decyzję, że powstanie ona w kompleksie przy kościele pw. św. Józefa w Świdnicy – mówi bp Ignacy Dec. – To ogromne przedsięwzięcie, duża inwestycja.

– Obecnie prace są już na finiszu – dodaje ks. Łukasz Ziemski, rzecznik prasowy Świdnickiej Kurii Biskupiej i nowo mianowany dyrektor DKE. – Liczymy, że na początku przyszłego roku uda się zakończyć budowę, potem pozostanie jeszcze tylko wyposażenie gmachu. Mamy nadzieję, że w czasie wakacji nowy dom przyjmie pierwszych pensjonariuszy.

Świdnicki Dom Księży Emerytów będzie dysponował ok. 30 miejscami.

Jak podkreślają Księża Biskupi, księża emeryci – o ile pozwala im na to stan zdrowia – nadal aktywnie uczestniczą w pracy duszpasterskiej. Księża z całej diecezji chętnie sięgają po radę i po pomoc do prezbiterów seniorów. Ich doświadczenie jest nie do przecenienia.

– Sytuacje, w których do księży emerytów płyną prośby o przyjazd na parafie i wzięcie udziału w Eucharystii, wygłoszenie homilii czy pomoc w spowiedzi, są codzienną praktyką – mówi bp Adam Bałabuch.

Odwiedzając pensjonariuszy domu spokojnej starości w Wiecznym Mieście, papież Benedykt XVI wypowiedział znamienne słowa: „Świadom trudności, jakie niesie nasz wiek, chciałbym powiedzieć wam z głębokim przekonaniem: pięknie jest być starym!”.

Księża emeryci diecezji świdnickiej

Ks. Henryk BUJOK, KHKŚ, em. od 2008 r.

Ks. Tadeusz DUDEK, prałat, em. od 2009 r.

Ks. Stanisław FRANCZAK, prałat, em. od 2005 r.

Ks. Stefan GUDZOWSKI, RM, em. od 2006 r.

Ks. Sylwester IRLA, prałat, em. od 2009 r.

Ks. Stanisław KOŚCIELNY, KKKeN, em. od 2009 r.

Ks. Stanisław LECHOWSKI, KKKeN, em. od 2011 r.

Ks. Stanisław MAJCHRZAK, RM, em. od 2011 r.

Ks. Stanisław MELNIK, RM, em. od 2009 r.

Ks. Józef MICHALSKI, KKKeN, em. od 2010 r.

Ks. Jerzy MIKOŁAJKO, em. od 2006 r.

Ks. Józef MOLENDA, prałat, KEKŚ, KHKL, em. od 2009 r.

Ks. Augustyn NAZIMEK, prałat, em. od 2011 r.

Ks. Zenon OCHEL, RM, em. od 2008 r.

Ks. Stanisław PAJĄK, prałat, em. od 2007 r.

Ks. Stanisław PASYK, prałat, em. od 2007 r.

Ks. Józef POTOCKI, EC, em. od 2007 r.

Ks. Henryk PRAGA, KKKeN, em. od 2009 r.

Ks. Jan PRYSZCZEWSKI, prałat, em. od 2011 r.

Ks. Wenancjusz RÓG, prałat, em. od 2005 r.

Ks. Adam RUSZAŁA, RM, em. od 2008 r.

Ks. Anatol SAHAJDAK, RM, em. od 2009 r.

Ks. Stanisław SIERAKOWSKI, RM, em. od 2011 r.

Ks. Stanisław SKOWRON, KKKeN, em. od 1997 r.

Ks. Piotr SOWA, RM, em. od 2007 r.

Ks. Alojzy SWOBODA, RM, em. od 2009 r.

Ks. Tadeusz SZACOŃ, RM, em. od 2011 r.

Ks. Andrzej SZYLER, EC, em. od 2006 r.

Ks. Antoni WARZYBOK, RM, em. od 2009 r.

Ks. Julian ŹRAŁKO, infułat, KEKŚ, KHKL, em. od 2010 r.

2013-11-07 12:54

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Stara i nowa plebania

Niedziela zamojsko-lubaczowska 49/2012, str. 7

[ TEMATY ]

kapłan

kapłaństwo

Hrubieszów

Dom Księży Seniorów

Archiwum al. Artura Młodzińskiego

Dom Księży Seniorów w Hrubieszowie

Parafia św. Mikołaja w Hrubieszowie w czasie rozpoczęcia budowy nowej plebanii liczyła 24 tys. wiernych. Należało do niej całe miasto i okoliczne wioski. Duszpasterstwo skupiało się przy dwóch kościołach, parafialnym św. Mikołaja i filialnym św. Stanisława Kostki zwanym „kościółkiem”. Księży było dużo. Wszyscy księża mieszkali w starej plebanii przy ul. 3 Maja 6. W latach 70. staraniem ks. proboszcza Franciszka Osucha i administratora ks. Stanisława Chomicza oraz przy wsparciu prof. Wiktora Zina parafia otrzymała pozwolenie na budowę nowej plebanii przy ul. 3 Maja 5. Budową zajął się administrator parafii ks. Stanisław Chomicz. Budowa została ukończona w pierwszej połowie lat 80. Odtąd nowo wybudowana plebania stała się mieszkaniem dla księży, jak się potem okazało - również dla księży rozpoczynających pracę w nowo powstałych parafiach Hrubieszowa. Na prace przy konserwacji starego obiektu nie było wtedy pieniędzy.

W 1993 r., po nominacji ks. prał. Kazimierza Gawlika na nowego proboszcza parafii, okazało się, że stara plebania jest zagrzybiona i wymaga gruntownego remontu. W pierwszych planach Kurii Biskupiej w Zamościu i konserwatora zabytków miała być ona wyremontowana i przeznaczona na Religijne Muzeum Ziemi Hrubieszowskiej. Jednak z racji wysokich kosztów utrzymania obydwu budynków (starej i nowej plebanii) potrzeba było szukać innego rozwiązania. Po wielu rozmowach uzgodniono z bp. Janem Śrutwą, że na jednej plebanii może mieścić się dom dla księży seniorów. Według ks. Biskupa powinna to być stara plebania. Przystąpiono więc do remontu.

Prace remontowe starej plebanii ze względu na jednoczesną budowę zespołu sakralnego parafii Ducha Świętego trwały kilkanaście lat. W tym czasie nastąpiła zmiana biskupa diecezjalnego. Nowy pasterz bp Wacław Depo, po przedstawieniu przez Proboszcza sprawy przeznaczenia starej plebanii zdecydował inaczej, a mianowicie: stara plebania po wykończeniu ma być plebanią parafii św. Mikołaja, natomiast nowa plebania pozostając nadal własnością parafii, zostanie przeznaczona (przynajmniej w części) na Dom Księży Seniorów. Żeby przyspieszyć tę sprawę ks. Biskup udzielił finansowego wsparcia zarówno na wykończenie starej plebanii jak i na adaptację pomieszczeń dla księży emerytów w nowej plebanii.

W ostatnich latach z parafii św. Mikołaja utworzono trzy nowe parafie: w 1982 r. parafię MBNP, w 2001 r. parafię św. Stanisława Kostki i parafię Ducha Świętego. Przy parafii św. Mikołaja pozostało więc ok. 8 tys. wiernych. Utrzymanie dwóch plebanii przez tak zmniejszoną już dziś parafię byłoby niemożliwe, gdyby nie pomysł na utworzenie w jednej z nich Domu Księży Seniorów. Budynek jest nadal własnością parafii, ale w kosztach utrzymania - poza parafią - po części partycypują sami Seniorzy i po części Kuria Biskupia w Zamościu. Można więc powiedzieć, że w tej sytuacji obecność Księży Seniorów jest nie tylko duchowym, ale i materialnym dobrodziejstwem dla naszej parafii.

Dom Księży Seniorów rozpoczął swoje funkcjonowanie w lipcu 2010 r. Obecnie mieszkańcami domu są: ks. kan. Edward Wójcik były proboszcz z Dołhobyczowa, ks. kan. Stefan Syrokosz, były proboszcz z Czartowca, ks. kan. Aleksander Miszczak, były proboszcz z Nieledwi oraz ks. prał. Kazimierz Gawlik, były dziekan i proboszcz parafii św. Mikołaja w Hrubieszowie zamieszkuje osobny budynek przy ul. 3 Maja 5. Drogim naszym Seniorom życzymy dużo zdrowia i spokojnej emerytury. Niech nas wspierają swoimi modlitwami, ubogacają doświadczeniem życiowym i w miarę sił służą swoją kapłańską posługą.

CZYTAJ DALEJ

Niemcy: Benedykt XVI nie pojedzie na pogrzeb brata do Ratyzbony

2020-07-05 20:06

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

@Mazur/Episkopat

Benedykt XVI nie weźmie udziału w uroczystościach pogrzebowych swego brata ks. Georga Ratzingera w Ratyzbonie, zaplanowanych na 8 lipca. Według portalu Vatican News z 3 bm. na pogrzeb przybędą m.in. osobisty sekretarze papieża-seniora abp Georg Gänswein i były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Ludwig Müller, który w latach 2002-12 był biskupem Ratyzbony.

Brat Benedykta XVI był przez 30 lat kapelmistrzem w katedrze ratyzbońskiej i kierownikiem działającego tam chóru chłopięcego „Regensburger Domspatzen”. Zmarł 1 lipca w wieku 96 lat. 93-letni papież-senior przebywał w Ratyzbonie w dniach 18-22 czerwca, by odwiedzić swego ciężko chorego brata. Jak wspominał obecny biskup tego miasta Rudolf Voderholzer, podczas tych pięciu dni bracia widzieli się dziewięć razy: „Było mało słów, wiele ufnych gestów, a przede wszystkim wspólna modlitwa”. Obaj bracia, którzy tego samego dnia 29 czerwca 1951 roku przyjęli święcenia kapłańskie, przez całe życie byli z sobą bardzo związani.

Uroczystości pogrzebowe ks. prałata Georga Ratzingera odbędą się 8 lipca w Ratyzbonie. Po Mszy św. pogrzebowej w miejscowej katedrze zostanie on pochowany na cmentarzu katedralnym w grobie należącym do fundacji chóru katedralnego „Regensburger Domspatzen”.

Ten znany na świecie chór pożegna swego wieloletniego kierownika podczas nieszporów w jego intencji w niedzielę 5 lipca. W nabożeństwie weźmie udział 220 śpiewaków. W uroczystości nie będą mogli jednak uczestniczyć wierni ze względu na panujące jeszcze ograniczenia, związane z koronawirusem. Całość będzie transmitowana na żywo na stronie internetowej diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Anna Rastawicka: kard. Stefan Wyszyński widział w każdym człowieku dziecko Boże

2020-07-07 12:01

[ TEMATY ]

wywiad

kardynał

śmierć

człowiek

ARCHIWUM

- W każdym człowieku, również w tym odnoszącym się do Kościoła z nienawiścią, kard. Stefan Wyszyński widział Boże dziecko.

Miał przekonanie, że często ludzie, którym się wydaje, że walczą z Bogiem, w istocie walczą z jakimś Jego fałszywym obrazem a prawdziwego Boga zupełnie nie znają – mówi Anna Rastawicka, jedna z najbliższych współpracownic Prymasa Wyszyńskiego. Jak podkreśla w rozmowie z KAI, Prymas Polski był głosicielem Boga Miłosierdzia.

Maria Czerska (KAI): Wybrała Pani życie konsekrowane w instytucie świeckim. Czy postać Prymasa Wyszyńskiego miała wpływ na wybór tej drogi?

- Tak. Poznałam Księdza Prymasa jako dziecko – 14 września 1952 w kościele Matki Bożej Zwycięskiej na Kamionku udzielił mi sakramentu bierzmowania. Miałam 8 lat, gdyż w tym czasie do bierzmowania przystępowało się zaraz po pierwszej komunii świętej, a ja przyjęłam Pana Jezusa mając 7 lat. Przed bierzmowaniem baliśmy się, że Ksiądz Prymas będzie nas pytał z katechizmu. Ale on pytał tylko o imię jakie sobie wybraliśmy i tak przechodził od jednego dziecka do drugiego. Pamiętam jego wysoką, ciepłą postać. I ten majestat – to mi pozostało w sercu do dzisiejszego dnia.
Gdy miałam 13 lat zaczęłam uczestniczyć w młodzieżowych spotkaniach ruchu Rodzina Rodzin. Ruch prowadziła członkini Instytutu – ciocia Lila, czyli p. Maria Wantowska. Przychodziliśmy czasem do Księdza Prymasa na opłatek, czy „jajko”. Po maturze, miałam 18 lat, gdy p. Wantowska zabrała nas do Niepokalanowa na zakończenie roku pracy formacyjnej Rodziny Rodzin. Pamiętam, odtworzyła nam wtedy nagranie kazania kard. Wyszyńskiego z 1962 r. do lekarzy. Mówił, o potrzebie obrony Kościoła przez ludzi świeckich. Zapamiętałam taką myśl – Kiedyś chciano ukamienować Chrystusa a teraz lecą kamienie na Kościół. I nie ma kto by stanął i osłonił. Pomyślałam wtedy: „czy mogłabym coś lepszego zrobić z moim życiem, niż stanąć i próbować chociaż trochę osłonić?”. I tak podjęłam decyzję o wstąpieniu do Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej, Matki Kościoła (obecnie Instytut Prymasa Wyszyńskiego).

- To był dopiero początek współpracy z kard. Wyszyńskim.

-

Już jako członkini Instytutu, po studiach polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim zaczęłam pracować w Sekretariacie Prymasa Polski na Miodowej. Oprócz mnie zatrudnione tam były jeszcze 4 osoby z Instytutu. Początkowo przygotowywałam dary dla grup, które przychodziły do Księdza Prymasa na audiencje. Nie było możliwości druku, więc organizowałyśmy przepisywanie tekstów kard. Wyszyńskiego, które wręczałyśmy uczestnikom wraz ze zdjęciami Prymasa. Protestował – „Dzieci, nie róbcie tego, nie dawajcie moich zdjęć…” – „Ale Ojcze, ludzie o to proszą”. Ostatecznie pozwolił.

Po kilku latach zaczęłam pomagać naszej założycielce, p. Marii Okońskiej, w opracowywaniu redakcyjnym kazań Księdza Prymasa. Maria Okońska miała głębokie przekonanie, że każde słowo kard. Wyszyńskiego trzeba ocalić, gdyż to jest mądrość nie na jedne pokolenie. Tymczasem on mówił zawsze z głowy, nigdy nie pisał kazań, chyba, że najważniejsze cytaty. Początkowo nagrywaniem zajmowały się członkinie Instytutu, później poproszono o to księdza kapelana, który wszędzie towarzyszył Księdzu Prymasowi. Te nagrania były spisywane a następnie – właśnie przez nas – opracowywane językowo. Dzięki temu mamy 67 autoryzowanych tomów maszynopisu. Każdy po kilkaset stron.
Jeśli chodzi o nagrania, część z nich znajduje się w Polskim Radiu, które pomagało nam utrwalić je cyfrowo. We własnym archiwum mamy ok. tysiąca nagranych kazań. Posiadamy też archiwum fotograficzne z tysiącami zdjęć robionych przez m.in. br. Cypriana Grodzkiego – franciszkanina z Niepokalanowa i innych fotografów, którzy towarzyszyli Księdzu Prymasowi podczas rozmaitych uroczystości.
Natomiast fotografie prywatne, w tym również fotografie z czasu uwięzienia, wszystkie poza małymi wyjątkami, zrobiła p. Maria Okońska. Kiedy dostała przepustkę i pierwszy raz jechała do Komańczy do uwięzionego Księdza Prymasa, właśnie br. Cyprian przyniósł jej na dworzec aparat i pokazał, jak ma go obsługiwać. I chociaż uważała, że jest człowiekiem a-technicznym i rzeczywiście nie miała talentu do tych spraw, otrzymała jakąś szczególną łaskę do tego zadania. Zrobiła ich ok. 10 tys. Są w zbiorach Instytutu.

Na początku lat 90. wspomniane autoryzowane kazania kard. Wyszyńskiego zaczęły ukazywać się w edycji „Dzieła zebrane kard. Wyszyńskiego”. Do tej pory wydane zostało 20 tomów. Teksty uporządkowane są chronologicznie. Zostało jeszcze wiele do zrobienia, gdyż jesteśmy dopiero w 1967 roku.

- Powiedziała Pani w jednej z rozmów: „Pamięć o kard. Wyszyńskim wydaje mi się bardzo okaleczona”. Co okalecza pamięć o kard. Wyszyńskim? - Prymas w społecznej świadomości najczęściej kojarzony jest jako bohater drugiego planu z filmów o Janie Pawle II. Stojąca w tle monumentalna, pomnikowa postać, trochę przywodząca na myśl Inkwizycję. Nieustraszony obrońca Kościoła, pancerny kardynał gromiący swoim pastorałem komunistów. Tymczasem to był człowiek wielkiej dobroci, niezwykłej wrażliwości, który na swoich nieprzyjaciół potrafił patrzeć z miłością i wyrozumiałością, bo - jak mówił - tak właśnie patrzy na nas Bóg. To był człowiek, który z takim samym szacunkiem odnosił się do najniżej i najwyżej stojących w hierarchii społecznej ludzi. Ze współczuciem potrafił dostrzec z ambony, że płacze dziecko, bo wypadł mu z ręki miś. Kard. Wyszyński zwyciężał miłością. Był jednym z najpiękniejszych duchowo ludzi, jakich spotkałam. Niestety i on sam jako człowiek i jego nauczanie są bardzo mało znane. KAI: Jakie elementy tego nauczania zostały najbardziej zapomniane?

- Przede wszystkim szacunek dla o wielkiej godności każdego człowieka. „Dziwisz się, że Bóg ciebie miłuje, bo nie znajdujesz w sobie nic, co by było dla Niego do miłowania. Ale on znajduje. Bo on widzi w Tobie swoje dziecko” - tak nauczał. I takimi właśnie oczami starał się patrzeć na innych ludzi. Widział w nich Dzieci Boże.
Jeszcze jako kleryk, przed święceniami zapisał sobie postanowienie: „Miłosierdzie Boże na wieki wysławiał będę”. Prawda o Bogu Miłosierdziu była czymś bardzo mu bliskim, choć nie łączył tego z nabożeństwem polecanym przez św. siostrę Faustynę (trzeba pamiętać, że w czasach, gdy kierował Kościołem w Polsce Stolica Apostolska zakazała tego kultu).
Pewnego razu Ksiądz Prymas mówił konferencję o miłości nieprzyjaciół. Pamiętam - często o tym opowiadam, bo mnie to szczególnie urzekło - nie mogłam zrozumieć tego jak można kochać nieprzyjaciół. Był to czas, gdy Pierwszym Sekretarzem PZPR był pan Gomułka i rzeczywiście wiele zła wyrządził Kościołowi i samemu Księdzu Prymasowi. Może krzywdy bym mu nie zrobiła, ale kochać takiego człowieka? Po konferencji zebrałam się na odwagę i zapytałam – „Ojcze, a tego Gomułkę to ty też kochasz?”. Odpowiedział: - “Aniu, przecież Bóg go kocha. To co ja mam do powiedzenia?”.
Z komunistami rozmawiał z ogromną cierpliwością. Jedna z rozmów z Gomułką i Cyrankiewiczem trwała 11 godzin. Kiedy miał odejść Gierek, Ksiądz Prymas spotkał się z nim. Pojechał nawet do niego do domu, do Klarysewa. Potem Gierek to wspominał – „On ze mną rozmawiał, jak z człowiekiem”.
Nie wszyscy rozumieli sens Porozumienia rządem w 1950 r. Przecież komuniści byli obłożeni ekskomuniką. W Watykanie, w Sekretariacie Stanu pytano ze zdumieniem - Czy Prymas z diabłem rozmawia? Odpowiadał: „Z diabłem nie, ale z ludźmi będę rozmawiał”. Miał też głębokie przekonanie, że często ludzie, którym wydaje się, że walczą z Bogiem, w istocie walczą z jakimś fałszywym obrazem Boga, z wytworzonym przez siebie majakiem, „monstrum”, którego się boją, a które z prawdziwym Bogiem nie ma nic wspólnego. Prawdziwego Boga, który jest Miłością - nie znają. Uważał, że wciąż mają szansę - bo przecież w istocie nie odrzucają Boga, tylko Jego fałszywy obraz.
Zawsze z podziwem patrzyłam na jego umiejętność łączenia miłości i prawdy. Nie zamazywał jej, nie był ugodowy, łatwy dla swoich rozmówców. Widział błędy, piętnował je ale potrafił oddzielić błąd od człowieka. Prymas - o tym się bardzo mało mówi – zawsze podkreślał, że cały ład społeczny powinien opierać się o szacunek dla człowieka. Sam ustrój, forma rządów jest w gruncie rzeczy czymś wtórnym. Zwracał na to uwagę i po wojnie, gdy zaczynał się socjalizm i w roku 1980, gdy zdawało nam się wszystkim, że koniec socjalizmu jest już bliski i że to co po nim nastąpi będzie rajem na ziemi. Podkreślał, że istotą zmiany jest wewnętrzna przemiana człowieka. Bo nie chodzi o to, by pieniądze z kasy państwowej przeszły z rąk jednych złodziei w ręce drugich złodziei, a krążąca butelka wódki z rąk jednych pijaków w ręce drugich pijaków, tylko żeby przyszło „nowych ludzi plemię”. Żyjemy już 30 lat w wolnym kraju i wciąż przekonujemy się o prawdzie tych słów.

- Prymas Wyszyński w swoim nauczaniu społecznym bardzo podkreślał też wartość codziennej pracy. W jaki sposób on sam pracował?

- Miał wielką umiejętność pracy, co wiązało się też z umiejętnością dobrego wykorzystywania czasu. O tym też pisał w swoich postanowieniach przed święceniami - trzeba cenić każdą chwilę, bo każda chwila jest w życiu ważna. Fakt, że podołał tak ogromnej pracy, jaką miał do wykonania – wydaje się cudem. Był arcybiskupem Gniezna i Warszawy. To jest obecnie 5 diecezji: warszawska, warszawsko – praska, łowicka, gnieźnieńska i bydgoska. Oprócz tego był administratorem apostolskim Ziem Odzyskanych. Wszędzie tam bierzmował, udzielał święceń. Gdy się czyta „Pro Memoria” łatwo zobaczyć jak jego dzień był wypełniony co do minuty. Przechodził od jednego zajęcia do drugiego z ogromną sprawnością.
Rano na jego biurku leżał zawsze stos korespondencji. Po godzinie - wszystko było uporządkowane. Odpisywał zawsze na każdy list, nawet dziecku. Kiedy miał napisać np. list pasterski - po prostu siadał i pisał, wiedział, co ma napisać. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, w których wymknęła mu się uwaga: „O, tak bym poszedł na spacer, a muszę coś pisać...”. To, czego mu naprawdę brakowało, to czasu na spokojną adorację Eucharystyczną. Pamiętam, kiedyś zatrzymał się przy mnie w kaplicy i powiedział: “Jesteś szczęśliwa, że możesz się modlić. A ja muszę gonić od jednych ludzi do drugich…” Ofiarowywał to Bogu - “To dla Ciebie, Boże, idę do tych ludzi”.
Praca była jego modlitwą, służbą Bogu poprzez służbę bliźnim. Na tej służbie był cały czas. To było jego życie, które kochał. W czasie uwięzienia największym jego bólem było to, że nie może być w czynnej służbie - w głoszeniu Słowa, w katedrze, między kapłanami. Gdy był chory i nie mógł gdzieś pojechać - był bardzo nieszczęśliwy. Zwłaszcza, gdy nie mógł pojechać na Jasną Górę. Kiedyś - pamiętam - nie mógł uczestniczyć w jakiejś uroczystość Matki Bożej i żartobliwie narzekał - “Nie chciała mnie, nie chciała. Teraz będę siedział pod murkiem...”.
Kard. Wyszyński właściwie nie miał prywatnego życia. Sam mi kiedyś powiedział: “Wiesz, ja chyba naprawdę nie mam już nic swojego”. Odpoczywał 20 minut po obiedzie. Wtedy też zresztą najczęściej przeglądał prasę i czytał.

- Jakie książki czytał?

- Czytał bardzo dużo, jednocześnie kilka książek - coś z teologii, coś z socjologii, coś z literatury. To była cała jego rozrywka - nie chodził przecież do teatru, nie oglądał telewizji. Jego ulubione książki to „Trylogia” Sienkiewicza, ale bardzo lubił też Makuszyńskiego, Tołstoja, „Chłopów” Reymonta. Po śmierci kard. Wyszyńskiego uczestniczyłam w spotkaniu z Ojcem Świętym w Rzymie. W pewnym momencie papież się zamyślił i powiedział: „Prymas to odchodził jak Boryna…”

- Kard. Wyszyński mówił o szacunku i miłości do drugiego człowieka. W jaki sposób okazywał to w życiu codziennym?

- Np. przy stole. Ksiądz Prymas nie zajmował się tylko własnym talerzem, ale rozglądał się, czy komuś czegoś nie podać. Zachęcał do jedzenia. Był uważny. Potrafił dostrzec, że ktoś jest zmęczony, że źle się czuje. Martwił się tym. W sytuacji złego samopoczucia trzeba było się naprawdę dobrze maskować, żeby go nie niepokoić. Choć czasem przeciwnie - to mogła być szansa na wyciągnięcie Księdza Prymasa na wspólny spacer i chwilę odpoczynku. Ludzie pisali do niego z prośbą o pomoc w załatwieniu zagranicznych lekarstw - pomagał, gdy tylko mógł. Dzieci prosiły o znaczki watykańskie - gdy tylko znał adres dziecka, zawsze odpisywał. Do ludzi odwiedzających go odnosił się z taką samą uwagą i szacunkiem - czy to był prosty chłop czy ważny ambasador.
Znana jest opowieść człowieka, który kiedyś, jako młody chłopak odwiedził kard. Wyszyńskiego z grupą polonijną. Był najmłodszy z tego grona. Wszyscy zajęli miejsca a dla niego akurat zabrakło krzesła. Prymas to dostrzegł, poszedł do drugiego pokoju i przyniósł krzesło. Po latach ten chłopiec ufundował pomnik kard. Wyszyńskiego u stóp Jasnej Góry.

- Dobrze znany jest szacunek kard. Wyszyńskiego do kobiet, otwartość na kobiety w Kościele oraz troska o duchowość i duszpasterstwo kobiet. Jakie elementy nauczania i postawy Prymasa wobec kobiet są do odkrycia na nowo w Kościele w Polsce?

- Przede wszystkim Ksiądz Prymas patrzył na kobietę w perspektywie planu Boga. Uważał, że i kobieta i mężczyzna mają przed sobą zadania równie ważne, choć inne. Uważał, że mają być dla siebie pomocą, co nie umniejsza znaczenia żadnego z nich. Nie chodzi o to, by ze sobą konkurowali poprzez jakieś formy feminizmu czy maskulinizmu - lecz by się dopełniali.
Kard. Wyszyński patrzył na kobietę całościowo, z szacunkiem dla wszystkich wymiarów jej powołania. Bardzo doceniał duchowe i intelektualne możliwości kobiet. Był przekonany, że Bóg je bardzo hojnie wyposażył i należy z tego korzystać. Nigdy nie dyskwalifikował kobiet, nie sprowadzał ich roli jedynie do zadań domowych. Widział wartość tego, co wnoszą w życie społeczne i życie Kościoła. Miał też świadomość wagi duszpasterstwa kobiet i szczególnych potrzeb duchowych. Powtarzał, że odejście mężczyzn od Kościoła nie jest jeszcze największym dramatem, ale odejście kobiet – jest ostateczną katastrofą.
Warto przypomnieć, że Ksiądz Prymas miał też ciekawe i konkretne propozycje rozwiązań społecznych doceniających rolę kobiety. Był przekonany, że kobieta, która wychowuje dzieci powinna otrzymywać uposażenie porównywalne do tego, jakie można uzyskać pracując zawodowo, gdyż wypełnia najważniejsze zadanie dla narodu – przedłuża jego życie. Postulował stworzenie elastycznych rozwiązań, które umożliwiałyby połączenie macierzyństwa z pracą zawodową. Zawsze stawał po stronie kobiet i w obronie kobiet. Światłem na tej drodze była dla niego Matka Boża.
Myślę, że swój naturalny, prosty stosunek do kobiet wyniósł z domu rodzinnego. Bardzo kochał swoją matkę, miał trzy siostry rodzone i jedną przyrodnią. Wszystkie okazywały mu wielkie serce. Szczególnie bliski kontakt miał ze swoją siostrą Stanisławą. To z nią pojechał na Mszę świętą prymicyjną na Jasną Górę. Ostatnią Mszę świętą przed śmiercią odprawił też dla swoich sióstr, które odwiedziły go w rocznicę sakry biskupiej, 12 maja 1981 r.

- Czy w codzienności kard. Wyszyńskiego była Pani świadkiem szczególnych ingerencji Opatrzności?

- To, co było cudem – to pokój serca, który zachował mimo wszystkich trudnych okoliczności życia. I to, że podołał tej wielkiej pracy. Jako młody człowiek, podczas własnych święceń kapłańskich marzył o tym, aby litania do Wszystkich Świętych trwała jak najdłużej. Leżąc krzyżem na posadzce bał się, że gdy wstanie, to nie utrzyma się na nogach. Zakrystianin powiedział mu wtedy – „księże, z takim zdrowiem, to lepiej od razu na cmentarz…”. Ale już następnego dnia pojechał z siostrą na Jasną Górę, na prymicję – prywatną, bez żadnych uroczystości. Mówił – pojechałem, żeby mieć Matkę, żeby stanęła przy każdej mojej Mszy świętej.

- Jak na obecną sytuację w Kościele w Polsce należałoby patrzeć z perspektywy nauczania kard. Wyszyńskiego?

- Przede wszystkim – z nadzieją. Prymas zawsze ją miał. Mówił – nie ma kryzysu Kościoła, choć może być kryzys w Kościele. Uczył, że Kościół to żyjący Chrystus a Chrystus nie umiera i nie podlega kryzysom. Kiedy pytano z niepokojem – Eminencjo co teraz będzie? Odpowiadał: „Tylko Bóg na pewno będzie, a my w Nim”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję