Reklama

Na ratunek konającym

2013-12-10 13:35

Agnieszka Konik-Korn
Niedziela Ogólnopolska 50/2013, str. 28-29

miez! / Foter.com / CC BY-SA

Pokuta. To słowo niejednemu kojarzy się z karą, dlatego jej unikają. Inni wychodzą z założenia, że to dla bardziej zaawansowanych, więc jej nie podejmują. Są i tacy, którzy narzucają sobie ciężary nie do uniesienia – rezygnują więc szybko z podjętych postanowień. Jednak do pokuty wzywa wszystkich, bez wyjątku, zarówno Pismo Święte, jak i Matka Boża w uznanych przez Kościół objawieniach. O pokucie przeczytamy także w „Dzienniczku” św. Faustyny. To właśnie w miejscu, z którego wyszła iskra miłosierdzia na cały świat – w krakowskich Łagiewnikach, od niemal dwóch lat działa Apostolat Ratunku Konającym (ARK-a), poprzez post i modlitwę wynagradzający Najświętszemu Sercu Jezusowemu za grzechy konających i nas samych.

U źródeł

– Sakrament pokuty i pojednania pokazał, że wielu ludzi szuka sposobów na przebłaganie Pana Boga za grzechy własne i innych, szczególnie tych, którzy odchodzą z tego świata, nie będąc pojednanymi z Bogiem – mówi ks. Piotr Mikołaj Marks, inicjator i opiekun duchowy dzieł ARK-i. – Z wieloma osobami przez szereg miesięcy podejmowaliśmy różne praktyki, które ewoluowały w kierunku powstania Apostolatu Ratunku Konającym. Ich początek jest właśnie w konfesjonale. Osoby przychodzące do spowiedzi pytały, kierując się swoimi sprawami, co robić, jak czynić pokutę? Wspólnie zastanawialiśmy się nad odpowiedzią. I doszliśmy do wniosku, że nie ma co szukać nowych form modlitwy czy pokuty – one już są, od wieków daje nam je Kościół. Post i modlitwa to coś, co trwa od początków chrześcijaństwa – mówi kapłan.

Modlitwa zaczęła przynosić nadzwyczajne owoce, zdarzały się cuda, uzdrowienia.

Reklama

– To spowodowało, że zaczęto się interesować nami jak jakąś cudownością – mówi ks. Marks. – A przecież cuda nie są ostatecznym rozwiązaniem, choć rzeczywiście, Bóg sprawiał rzeczy po ludzku niemożliwe. My jednak chcieliśmy odejść od sławy i powierzchowności, rozeznawaliśmy, że On oczekuje od nas czegoś więcej. Przyjęliśmy więc założenie, że będziemy w pełni poddani woli Bożej – i tak Pan Bóg doprowadził do powstania, jako pierwszego, Dzieła Pokutnego, które ma na celu wynagradzanie Najświętszemu Sercu Jezusowemu postem i modlitwą za grzechy konających, czyli także za nasze własne.

Konającym na ratunek

Apostolat Ratunku Konającym podejmuje różnorakie działania ukierunkowane na pomoc umierającym, którzy przechodzą ostatnią, najważniejszą walkę w życiu – walkę o wieczność. Jednym z nich jest Dzieło Pokutne, czyli post 40-dniowy. Uczestnik zgłasza się do tzw. szóstki. Wybiera swój dzień pokutny w dowolnym dniu tygodnia i podejmuje w nim drobne umartwienia lub post i modlitwę. Gdy zgłosi się 6 osób podejmujących po sobie pokutę od poniedziałku do soboty, koordynator powiadamia o starcie Dzieła Pokutnego (PiM40). – Intencja wszystkich szóstek jest stała: wynagradzamy Najświętszemu Sercu Pana Jezusa za grzechy konających. Dzień pokutny to dzień szczególnej więzi z Panem Jezusem w Jego Miłosierdziu, dlatego, jeśli to możliwe, zachęcamy też w tym dniu do udziału we Mszy św. i Komunii św. w duchu wynagrodzenia za grzechy wszystkich konających – tłumaczy ks. Piotr.

Do tzw. szóstki można zgłosić się samemu poprzez formularz na stronie internetowej: apostolatratunkukonajacym.pl lub telefonicznie – poprzez koordynatorów ARK-i. Dzień postu dopasowywany jest do możliwości danej osoby. Można zgłosić od razu 6 osób, które będą przez 40 dni pokutować w wybranych dniach. Niektórzy poszczą o chlebie i wodzie, inni odmawiają sobie jakichś przyjemności. – To nie muszą być rzeczy wielkie – mówi ks. Piotr. – Kobiety, które np. lubią się malować, mogą odmówić sobie makijażu. Jeśli ktoś lubi oglądać telewizję lub wiele czasu spędza przed komputerem, w ramach dnia pokutnego może zrezygnować z tych przyjemności. Jeśli ktoś ma małe dzieci, w dniu postu i modlitwy będzie się ćwiczył w cierpliwości do nich. Post 40-dniowy wpisuje się w nasze życie – wyjaśnia kapłan.

Dziś Apostolat Ratunku Konającym liczy ok. 40 grup Dzieła Pokutnego, podejmujących post 40-dniowy, który trwa nieprzerwanie cały rok.

Zbudowani na Eucharystii

Post 40-dniowy rozpoczyna się indywidualnym przygotowaniem poprzez sakrament pokuty i pojednania oraz Eucharystię. – W wybrany dzień pokutny dbamy o to, by przyjąć Komunię św. Jest to, jak już mówiliśmy, dzień szczególnej bliskości z Jezusem cierpiącym – mówi duszpasterz dzieł. – O godz. 15 staramy się odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego w duchu wynagrodzenia Jezusowi za siebie i tych, którzy tego nie czynią, a także w intencji konających. Jesteśmy świadomi swoich słabości – mówi ks. Marks. – Doświadczamy również tego, że szatanowi nie podoba się to dzieło – podkreśla. – Jest wiele trudności organizacyjnych czy komunikacyjnych, które nie ułatwiają nam działania. Dlatego w pełni oddajemy się prowadzeniu Pana Jezusa. Jeśli Jego wolą jest powstanie konkretnych dzieł, to On sam doprowadzi je do skutku. Naszym jedynym i najważniejszym fundamentem jest Eucharystia.

Na straży

– Kiedy wiedzieliśmy już, że opieramy się o ołtarz sanktuarium Bożego Miłosierdzia, zauważyliśmy, że mijamy kaplicę Wieczystej Adoracji – opowiada ks. Piotr. – I nie mogliśmy przejść obok niej obojętnie. Tak powstała Straż Adoracji Najświętszego Sakramentu w intencji konających w pierwsze piątki miesiąca. Od północy do północy można wybrać godzinę, w której przyjdziemy modlić się przed Najświętszym Sakramentem w intencji konających. Do kaplicy Wieczystej Adoracji w Łagiewnikach można przynosić karteczki z imionami osób konających lub w sytuacji zagrożenia życia. Ludzie, którzy w tym czasie trwają na adoracji, będą modlić się przed Panem Jezusem za zgłoszonych. Imiona konających można zgłaszać także poprzez specjalny formularz intencyjny na stronie Apostolatu.

Formalności

Dzieło Pokutne wiele zawdzięcza koordynatorkom, które także zbierają i przekazują informacje o osobach konających, przydzielają zgłaszające się osoby do poszczególnych grup, same modlą się za konających i czuwają na adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Dziełu Straży Adoracji towarzyszy Straż Wieczysta. Kiedy jedne osoby czuwają przed Najświętszym Sakramentem, inne idą do umierających – w szpitalach, hospicjach, w domach.

Koordynatorkom zgłaszane są dane osób konających: imię, adres i telefon, szacowana godzina rozpoczęcia modlitwy. I, jak czytamy na stronie internetowej: „Koordynator potwierdza kontakt z osobą zgłaszającą i przekazuje go Ojcu Duchowemu, a następnie Straży z określonej dzielnicy Krakowa lub innego miasta. Jedna Straż chroni modlitwą jednego konającego – aż do jego śmierci. W przypadku zgłaszania osób przewlekle chorych istnieje możliwość posługi jednej Straży przy kilku konających”.

Realna forma wiary

– Trudno duszę zostawić losowi – mówi ks. Marks. – Nieraz konający nie mają już sił, by prosić Boga o miłosierdzie. Modlimy się zawsze dla kogoś z miłości, by uratować go na wieczność. Dzieło Pokutne to taka góra miłosierdzia, na którą trzeba się wspiąć, nieraz z wielkim trudem. Tu wcale nie chodzi o współczucie, ale o radykalną i realną formę wiary. Dzieło Pokutne skłania ludzi do autorefleksji, do świadomego przeżywania wiary – nie mogę się bać śmierci, bo to przecież mój ratunek, mój cel, do którego zdążam przez całe życie. Dzięki temu dziełu wszyscy uświadamiamy sobie, że idziemy realnie do Pana Jezusa i przez śmierć, tak jak On, idziemy po zmartwychpowstanie! – podkreśla kapłan.

Decyzja woli

W ramach Dzieła Pokutnego ARK-i działają także inne grupy. – Grupa Cierpienia, której patronem jest św. Łazarz, to grupa, w którą – na sposób indywidualny – angażują się osoby przewlekle chore i cierpiące. Ich zadaniem jest w wybrany dzień pokutny ofiarować swoje trudy i cierpienia, wynikające z ich niepełnosprawności, wynagradzając w ten sposób za grzechy swoje, swoich bliskich i innych. Czas trwania w Grupie Cierpienia wybiera samodzielnie osoba cierpiąca, np. do końca życia albo przez miesiąc lub dwa. – W ten sposób cierpieniu nieraz bardzo wielkiemu, przeżywanemu w samotności czy niezrozumieniu, nadajemy sens nadprzyrodzony – wyjaśnia ks. Marks. – Od osób cierpiących nie żądamy godzin modlitwy czy dodatkowych umartwień, ale tylko ofiarowania Jezusowi jednego dnia cierpienia, decyzją woli. Wiara ma Bożą, a więc ludzką twarz – mówi duszpasterz.

Potrzebni innym

W Dziele Pokutnym funkcjonują także wyjątkowe grupy, skupiające najmłodszych. W apostolat ten mogą się włączyć dzieci i młodzież w każdym wieku. Ich zadaniem w wybranym dniu pokutnym jest większe staranie się w pracy nad sobą, niegrymaszenie, nieodkładanie obowiązków na później, uczenie się życia w umiarze, wypracowywanie cnót.

– Taka praca nad sobą w wybrane dni jest ofiarowywana w intencjach trudnych – często o uzdrowienie, nawrócenie. Dzieci modlą się, by ulżyć chorym w cierpieniu – mówi ks. Marks. – Te modlitwy dzieci są bardzo proste, ale wytwarzają pewną ważną świadomość bycia potrzebnym innym ludziom. Poprzez Dzieło Pokutne uczymy się wszyscy normalności, wrażliwości na ludzkie cierpienie. Jesteśmy tylko narzędziami, którymi Pan Bóg się posługuje, a my chcemy Mu dobrze służyć – mówi kapłan.

Koronka i SMS

– Już przeszło rok temu w moim sercu zrodziła się idea SMS-owej Koronki za Konających – opowiada ks. Marks. – Chodziło o natychmiastową modlitwę za konającego, znanego mi z imienia. Takim realnym natchnieniem dla powstania tego dzieła była bardzo przyziemna działalność banków. Pomyślałem, że skoro banki mogą natychmiast informować nas o wydatkach, to dlaczego my nie możemy natychmiast modlić się za konających? I tak się zaczęło... Przekazaliśmy to dzieło do realizacji, zgodnie z wolą bp. Jana Zająca, kustosza sanktuarium Bożego Miłosierdzia, Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia – informuje ks. Piotr.

Dzieło to polega na przesłaniu SMS-a na numer: 505-060-205, z informacją o umierającym znanym z imienia lub o kimś, kto w danym momencie jest w sytuacji zagrażającej życiu. System informuje o potrzebie modlitwy 12 osób, które potwierdzają gotowość do jej podjęcia słowem „Amen”. Aby jak najszybciej odpowiedzieć na to wezwanie o ratunek duszy, osoby zgłoszone do dzieła modlą się w intencji umierającej osoby Koronką do Bożego Miłosierdzia. Więcej informacji o tym dziele można znaleźć na stronie: faustyna.pl.

W inicjatywy podejmowane przez ARK-ę włączają się osoby z Polski i z zagranicy. – Widocznym efektem zaangażowania jest fakt, że w rodzinach, których członkowie włączyli się w Dzieło Pokutne, poprawiają się relacje – mówi jedna z koordynatorek. – To wynika także z podjęcia pracy nad sobą, która jest niełatwa i wymagająca – dodaje.

W ramach Apostolatu Ratunku Konającym nie ma spotkań o charakterze formacyjnym. Zaangażowani w dzieła podejmują pokutę anonimowo, często w zaciszu własnego domu czy kaplicy. Ich mottem są słowa Ewangelii wg św. Mateusza: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 6, 1).

Reklama

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pan Bóg dodaje sił

2019-10-23 19:38

Agata Pieszko

Życie to sztuka wyboru. Niejednokrotnie nasze decyzje wiążą się z wielką odpowiedzialnością. Wtedy stajemy w obliczu wyzwania. Zastanawiamy się, co będzie lepsze, co bardziej wymagające, a co słuszne. O podejmowaniu wyborów i owocach ważnych decyzji opowiadają Anna i Leszek Gerste ze wspólnoty Equipes Notre-Dame.

Agata Pieszko

Początki

Oboje studiowali na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, jednak przez 4 lata się nie spotkali. Oboje trafili także do Duszpasterstwa Akademickiego „Stygmatyk”, ale i tam było im nie po drodze. Poznali się na kajakach, a potem, jak mówi Leszek, przyszedł czas „najbardziej drętwej randki stulecia” z regulowaniem płatności za wyjazd w tle. – Byłem bardzo zestresowany, bo tak bardzo mi zależało. Po czasie zauważyłem jednak, że Ania grawituje ku mnie i tak jest też w drugą stronę. Na zakończenie wakacji pojechaliśmy z duszpasterstwem do Białego Dunajca. Wybraliśmy się we dwoje w góry i na Czerwonych Wierchach stwierdziliśmy, że cały świat mógłby się skończyć, a my moglibyśmy tam trwać. Byliśmy wtedy zupełnie sami – wspomina Leszek. Ani świat, ani Czerwone Wierchy nie przestały istnieć, za to Anna i Leszek trwają razem w małżeństwie już od 11 lat, w tym 8 we wspólnocie.

Czas decyzji

Anna i Leszek przyjęli 25 maja 2019 r. posługę odpowiedzialnych za Region III wspólnoty END. Teraz czuwają nad członkami ruchu z całego południa Polski od Łańcuta do Polkowic oraz nad ekipami ze Słowacji i Czech. Stało się to w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin podczas dorocznej pielgrzymki ruchu END do Wambierzyc. Jak sami mówią, przed przyjęciem odpowiedzialności mieli przygotowany szereg argumentów, dzięki którym mogliby odmówić. Poczuli jednak, że odmowa będzie nieuczciwa wobec wspólnoty i Pana Boga. Nowym zadaniem Anny i Leszka jest pomoc parom poszczególnych sektorów ruchu duchowości małżeńskiej w wymianie doświadczeń między sobą. – Nie jesteśmy na froncie, tylko bardziej w sztabie. Organizujemy rekolekcje, sesje formacyjne dla małżeństw, które już pełnią posługi. Służymy, pomagając innym służyć. Jesteśmy po to, żeby między sektorami była łączność i relacja – tłumaczą. Anna pracuje w administracji. Zajmuje się budżetowaniem, controllingiem, rozliczeniami i projektami unijnymi, natomiast Leszek jest pracownikiem infolinii bankowej, a zatem doskonale zorganizowana Anna oraz umiejący wysłuchać i doradzić Leszek to kandydaci idealni do pełnienia tej posługi. Małżeństwo stwierdza jednak, że to nie wystarcza, ponieważ podejmując ją, muszą stawiać czoła zadaniom, o których wcześniej nie mieli pojęcia. Spotkania z biskupem, kapłanami, wystąpienia publiczne… Anna podzieliła się tym, że lubi mieć wszystko pod kontrolą i nieraz ciężko jej zawierzyć coś Panu Bogu, ale razem z mężem zrobiła tak podczas pierwszych głoszonych rekolekcji. Okazało się, że były one wspaniałym doświadczeniem zarówno dla nich, jak i dla uczestników. To pokazało Annie i Leszkowi, że „Pan Bóg nie powołuje zdolnych, a uzdalnia powołanych”.

Dlaczego warto być we wspólnocie?

Anna i Leszek zgodnie podkreślają wartość wspólnoty: – Jedną zapałkę łatwo złamać, a wiele już nie. Żyjemy w świecie, który ma różne wartości, a wspólnota to miejsce, w którym możemy się umacniać, dzielić swoimi przeżyciami, owocować. Przygotowując się do kolejnego spotkania, stajemy w prawdzie, czy jesteśmy blisko Pana Boga, czy jesteśmy blisko siebie. We wspólnocie dzielimy się tym, czy udało nam się pomodlić, przeczytać Słowo Boże i jak mamy kolejny raz powiedzieć, że coś nam nie wyszło, tym bardziej dokładamy starań, żeby to się udało.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem