Reklama

20 lat „Mojego Pisma Tęcza”

2013-12-10 13:35

Mira Bodak
Niedziela Ogólnopolska 50/2013, str. 53

„Moje Pismo Tęcza” od 20 lat służy pomocą w wychowaniu religijnym dziecka. Oferta czasopisma i wskazówki dla rodziców stanowią inspirację do pracy z dzieckiem, zakorzeniania jego codzienności w Bogu

Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela” niemal od początku swego istnienia (1926 r.) troszczyła się o formację najmłodszego grona czytelników. W swojej ofercie wydawniczej posiada obecny na polskim rynku od 20 lat dwumiesięcznik „Moje Pismo Tęcza”. Czasopismo to powstało w wyniku współpracy Katolickiego Tygodnika „Niedziela” z francuskim wydawnictwem „Fleurus Presse”. Ówczesny Ojciec Święty, a obecnie bł. Jan Paweł II nie tylko wyraził swoją radość z wydania nowego pisma, lecz także zalecił, aby było „nowym rodzajem apostolstwa wśród dzieci i ich rodziców”. Oto jak tamten moment wspomina inicjator dzieła, wychowawca pokoleń, redaktor naczelny „Niedzieli” – ks. dr inf. Ireneusz Skubiś: „Gdy zdecydowałem się na wydawanie «Mojego Pisma Tęcza» – a były to wczesne lata 90. – miałem na uwadze fakt, że na polskim rynku wydawniczym jest niewiele propozycji dla dzieci. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Uważam, że «Moje Pismo Tęcza» stanowi wyjątkową ofertę. Jest bowiem głęboko osadzone w Piśmie Świętym. Symbolika, wydarzenia i teksty biblijne oraz komentarze są bardzo starannie dobrane i wprowadzają dziecko w istotę chrześcijaństwa, w istotę życia. Celem pisma jest pomoc rodzicom, dziadkom, katechetom w prowadzeniu rozmów na tematy wiary. Wiemy, że dzisiaj również bardzo wielu młodych rodziców może mieć problemy z dialogiem z dziećmi o Panu Bogu. Dlatego «Moje Pismo Tęcza» wychodzi im naprzeciw, kierując specjalnie do nich dodatek pedagogiczny, poruszający zagadnienia wiary, jak i mówiący o potrzebach psychicznych dziecka na danym etapie rozwojowym”. We Francji głęboko zaawansowana laicyzacja spowodowała, że „Tęcza” jako zbyt katolickie pismo dla dzieci musiało zniknąć z tamtejszego rynku wydawniczego. Wersja polska przeszła metamorfozę, aby odpowiedzieć na oczekiwania rodziców.

20 lat minęło

Rocznica wydawania „Tęczy” skłania do dostrzeżenia jej wkładu w dzieło wychowania religijnego najmłodszych. Na łamach „Tęczy” obecni są znakomici pisarze, jak Małgorzata Nawrocka (autorka ponad 40 książek dla dzieci i młodzieży, tekstów piosenek, scenariuszy) oraz br. Tadeusz Ruciński ze Zgromadzenia Braci Szkolnych (redaktor naczelny „Anioła Stróża”, wspaniały pedagog, pisarz – autor wielu książek dla dzieci, kompozytor piosenek, prelegent spotkań dla wychowawców, rodziców). Na przestrzeni lat nie zabrakło także współpracy z psychologami: Markiem Kuźnikiem i Łukaszem Draczem. „Moje Pismo Tęcza” dzieli los 12 pozostałych dziecięcych czasopism katolickich obecnych na polskim rynku. Podobnie jak i one boryka się z promocją i trafieniem do szerszego kręgu odbiorcy. Szczególną wdzięczność za propagowanie naszego pisma kierujemy pod adresem Przyjaciela „Tęczy” – bp. Ryszarda Karpińskiego, biskupa seniora archidiecezji lubelskiej.

Reklama

Dla dziecka, dla rodzica, katechety

Troską całego zespołu redakcyjnego jest, by „Moje Pismo Tęcza” było cichym pomocnikiem dla rodziców, katechetów, by było jednym z narzędzi integralnego, szlachetnego wychowania człowieka. Dokładamy wszelkich starań, by na jego łamach dominowała „myśl mocna”, kładziemy akcent na rolę rozumu i nadprzyrodzoności; preferowane jest godziwe dobro, zdobywanie sukcesu, który jest efektem trudu; lansowana jest czystość oraz trwałe wzorce osobowe, jak również przywracana jest wartość słowu. To, co istotne, czyli konflikt dobra ze złem, jest przedstawiony klarownie jako przejaw nieustannej walki człowieka o dobro, o wartości. Czasopismo to wpisuje się w personalizm katolicki, ukazuje ono wachlarz bogactwa duchowości Kościoła. Obecną inwazję obrazu – współczesnego narzędzia komunikowania się – staramy się zrównoważyć tekstami komentarzy biblijnych, opowiadań na kanwie Pisma Świętego. Pragniemy, by dziecko od najmłodszych lat poznawało karty Pisma Świętego, bowiem „nieznajomość Biblii to nieznajomość Jezusa”. Małgorzata Nawrocka w swoich opowiadaniach porusza tematy kształtujące właściwe postawy moralne, społeczne. Nie brakuje na łamach „Tęczy” i innych form, np. komiksów czy poezji. Są także wskazówki liturgiczne czy informacje o wydarzeniach z życia Kościoła. Dzieci nieczytające wymagają pomocy rodziców. Albert Einstein twierdził: „Jeżeli chcesz, aby twoje dzieci były inteligentne, czytaj im bajki. Jeżeli chcesz, aby były bardziej inteligentne, czytaj im więcej bajek”. W myśl tych słów, czytanie rozwija nie tylko zasób słów, wyobraźnię dziecka, kreatywność, osobowość, umiejętność wypowiadania się, nade wszystko pozwala rodzicowi spędzić z nim czas i kształtować kulturę czytelniczą, nawyk sięgania po lekturę. Biorąc pod uwagę aspekt duchowy, czytane dziecku treści pomnażają wiarę i wiedzę religijną, bo jak mówi św. Paweł: „(...) wiara rodzi się z tego, co się słyszy” (Rz 10, 17). Najnowszą propozycją „Tęczy”, cenioną przez katechetów, są scenariusze biblijne autorstwa br. Rucińskiego. Warto zauważyć, że inscenizacja, zarówno ta zagrana w domowym zaciszu, jak i na scenie w przedszkolu czy w szkole rozwija dziecięcą spostrzegawczość, nauka kwestii wyrabia umiejętność wypowiadania się, kształtowania emisji głosu i dykcji. Zabawy teatralne wywierają duży wpływ na kształtowanie charakteru i osobowości dzieci. Ulubionymi stronami naszych Czytelników są strony do wycięcia. Propozycje plastyczne do samodzielnego wykonania przez dziecko albo z pomocą rodzica to fantastyczny czas bycia razem, radości tworzenia, np. pływającej Arki Noego, makiety Jasnej Góry, Watykanu, gier planszowych – np. o Lourdes, Fatimie, map, kalendarzy. Wśród propozycji manualnych nie może zabraknąć bożonarodzeniowej szopki.

„Jakie ziarno w serca Wasze padnie... takim będzie późniejsze żniwo” (Stanisław Jachowicz). Starajmy się, by nasze dzieci karmiły się dobrym ziarnem, zdrowymi treściami, pięknymi obrazami zbliżającymi je do Boga, a nie lansowanymi na rynku, w pięknym opakowaniu, czasopismami promującymi kulturę śmierci, z trucizną dla duszy i umysłu.

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W obronie naszej Matki i Królowej

2019-08-25 21:16

Magda Nowak

W wigilię uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, 25 sierpnia głównymi ulicami miasta przechodzi procesja maryjna na Jasną Górę z udziałem duchowieństwa, mieszkańców Częstochowy i pielgrzymów z terenu archidiecezji. Tradycyjnie procesję poprzedzają nieszpory odprawiane w archikatedrze.

M. Sztajner/Niedziela

– Poprzez macierzyńską obecność Maryi Kościół nabiera szczególnej pewności, że żyje życiem Chrystusa Zbawiciela, że żyje tajemnicą odkupienia i uzyskuje także tę jakby doświadczalną pewność, że jest po prostu domem każdego człowieka – mówił podczas nieszporów abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Wskazał również na Maryję jako na znak nadziei, Ona jest Tą, która zachęca by mieć odwagę uwierzyć na nowo Bogu i śmiało spojrzeć w oczy Chrystusa. – Pragniemy w tej właśnie modlitwie i w naszej procesji, która jest zawsze rodzajem świadectwa, podziękować Bogu za dar Matki.

Zobacz zdjęcia: Procesja z Obrazem Matki Bożej z Archikatedry Częstochowskiej na Jasną Górę

Pragniemy prosić Go, aby postawił Maryję na naszej drodze jako światło, które pomaga nam, abyśmy my stali się światłem dla tych, którzy jeszcze trwają w ciemnościach grzechu – podsumował.

W procesji pod przewodnictwem metropolity częstochowskiego abpa Wacława Depo, uczestniczyli kapłani: z biskupem seniorem Antonim Długoszem, biskupem pomocniczym Andrzejem Przybylskim, kapitułą Bazyliki Archikatedralnej; osoby życia konsekrowanego, duża rzesza wiernych, członkowie ruchów i bractw archidiecezji, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie oraz pielgrzymi.

Uwieńczeniem modlitwy była Msza św. celebrowana na jasnogórskim Szczycie, będąca jednocześnie ostatnią nowennową Eucharystią przed jutrzejszą uroczystością. Kazanie do zebranych wygłosił bp diecezji sosnowieckiej Grzegorz Kaszak. Słowa rozważania skupił na trwających w Polsce aktach profanacji wizerunku Matki Bożej. – W trosce o szacunek dla naszej Królowej i o dobrobyt naszej ukochanej ojczyzny nie możemy milczeć, tylko na różne sposoby musimy wyrazić swój sprzeciw przeciwko tym skandalicznym zachowaniom oraz podejmować czyny pokutne, by zadośćuczynić Panu Bogu za bluźnierstwa wobec Maryi i Jego osoby – mówił.

– Pytamy autorów i uczestników ataków na Przenajświętszą Panią: Cóż złego zrobiła wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli. Maryja jest Matką Boga i naszą Matką, którą bardzo szanujemy i kochamy. Tymi haniebnymi czynami obrażacie także nasze uczucia religijne. Dlatego nie ma i nigdy nie będzie naszego przyzwolenia na takie niedopuszczalne zachowanie – zaznaczył abp Grzegorz Kaszak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem