Reklama

„Głęboka Francja” budzi się!

2014-02-11 15:46

Ks. Krystian Gawron
Niedziela Ogólnopolska 7/2014, str. 38

Encyklika „Evangelium vitae” Jana Pawła II miała charakter wyjątkowo proroczy. Była przestrogą przed „wojną przeciw życiu” w skali planety

Konferencje Organizacji Narodów Zjednoczonych w Rio de Janeiro, Kairze, Pekinie, Kopenhadze i w Johannesburgu usiłowały forsować w krajach członkowskich strategię „wojny przeciw życiu” – instytucjonalnie.

Kultura śmierci

Odruch naturalnej samoobrony ludzkości uzewnętrzniały (i uzewnętrzniają nadal) m.in. organizacje pozarządowe przy całym wachlarzu motywacji antropologicznych. W międzyczasie jednak „wojna przeciw życiu” toczy się już w poszczególnych krajach. „Kultura życia” trwa w zwarciu z „kulturą śmierci”. Tu nie może już być biernych widzów. Trzeba się określić – i to zdecydowanie!

Od 35 lat katolicy w Stanach Zjednoczonych (i nie tylko katolicy) obnażają przez manifestacje ludobójczy charakter aborcji, która w samych USA, przez 41 lat, pochłonęła 55 mln nienarodzonych. Za udział w manifestacjach antyaborcyjnych nawet biskupi amerykańscy stawiani byli przed sądem. Nie zaprzestają oni jednak walki o „kulturę życia”. W styczniu 2014 r. Konferencja Episkopatu USA prowadziła Wielką Nowennę pod nazwą: „Dziewięć Dni dla Życia”. Ten ruch rozprzestrzenia się na coraz to nowe kraje. W ostatnim czasie dał się on wyraźnie zauważyć w Hiszpanii.

Reklama

Francja nie chce pozostawać w tyle. „Prawo Simone Veil” składa na sumienia głosujących odpowiedzialność za zabijanych tutaj rokrocznie 40 tys. bezbronnych nienarodzonych dzieci. W 2005 r. powstał więc we Francji ruch społecznej opozycji, która żąda abrogacji tego prawa, zaczęto też organizować tzw. Marches pour la Vie. Uczestnicy tegorocznych marszów ubrali się w stroje w narodowych barwach Hiszpanii, by wyrazić solidarność z Hiszpanami i bardziej zdecydowanie walczyć o te same cele we Francji.

Przeciw prawu aborcyjnemu

W pierwszym Marszu dla Życia w niedzielę 19 stycznia 2014 r. wzięło udział 40 tys. ludzi. Uczestniczyli w nim także biskupi. Cele były określone bardzo wyraźnie: 1) zniesienie aborcyjnej ustawy Veil; 2) protest przeciw rządowym zamiarom ustanowienia prawa do eutanazji, z ostrzeżeniem przed banalizacją debaty nad życiem; 3) obrona demokracji. Może szokować fakt, że zaistniała konieczność obrony demokracji we Francji – „wychowawczyni narodów”. Tutaj bowiem ustanowiono iście totalitarne prawo, że za odradzanie komukolwiek aborcji grozi postępowanie karne z perspektywą 2 lat więzienia albo z grzywną do 30 tys. euro!

Dzień Gniewu

Niedzielę 26 stycznia demonstranci w Paryżu (65 tys.) nazwali „Dniem Gniewu”. Budzi się tzw. Głęboka Francja. Francuzi protestowali przeciw banalizacji życia, której przejawem jest m.in. traktowanie ludzkiego embrionu jako „materiału laboratoryjnego”. Wyrażali swój gniew z powodu coraz ostrzejszej cenzury, dyktatorskiego podnoszenia podatków i likwidacji świadczeń rodzinnych. W „Dniu Gniewu” Francuzi wystąpili zdecydowanie w obronie praw rodziny, protestując przeciw tzw. prawu Taubiry, które legalizuje związki homoseksualne, i to z prawem do adopcji dziecka. Do manifestujących przyłączyli się, niestety, ludzie z zupełnie innymi żądaniami, powodując przy tym ekscesy, a władze francuskie skrzętnie złożyły to wszystko na konto organizatorów, by zdeprecjonować manifestację.

Francuzi przeciw polityce antyrodzinnej

Najważniejszy Marsz dla Życia odbył się we Francji w niedzielę 2 lutego 2014 r. Wzięło w nim udział 500 tys. osób! Podobny marsz w Lyonie zgromadził 40 tys. ludzi. Okrzyki, hasła, żądania były podobne. Paradowano z wymownymi transparentami przedstawiającymi kobietę w stanie błogosławionym, z napisem: „Ani do sprzedaży, ani do wynajęcia”. Reprezentowana była cała Francja. Do Paryża przybyli mieszkańcy z Bordeaux, Saint-Malo, z Thionville, a nawet z Nicei. Młodzi i starzy – cała gama pokoleń. Spokojnie, godnie, niemniej stanowczo demaskowali politykę antyrodzinną, prawa niszczące społeczeństwo, m.in. przemycaną w programach szkolnych ideologię gender.

Manifestanci nie spodziewają się wielkiego skutku. Ulica do siedziby premiera została szczelnie zablokowana. To tak, jakby rząd Francji sprawował władzę z bunkra – nadal głuchy na społeczne protesty. Francuzi doświadczyli tego już poprzednio, kiedy ich rząd zignorował olbrzymi społeczny sprzeciw. Demonstracje: ani pierwsza – ponadmilionowa, ani druga – ponaddwumilionowa, nie miały żadnego odzewu! Owszem, wielu uczestników tych manifestacji zostało surowo ukaranych, nie mówiąc o wysokich grzywnach, jakie zostały nałożone na organizatorów. Główna organizatorka otrzymała nawet nakaz eksmisji ze swojego mieszkania w Paryżu! Francuzi czekają więc (coraz bardziej niecierpliwie) na najbliższe wybory, których wynik zdaje się być przesądzony – zwłaszcza po ostatnich skandalach dotyczących prezydenckiej pary. Czy „Głęboka Francja” oprze się rzeczywiście tym tendencjom w najbliższych wyborach? Czas pokaże. Coraz wyraźniej widać jednak, że obudził się tutaj naturalny instynkt samozachowawczy.

Polska „papugą narodów”?

To samo pytanie odnosi się także do „małpowanych” z Francji tendencji w naszej Ojczyźnie. Ostatnie ekscesy legislacyjne rządu francuskiego przekreślają bardzo zaszczytne dotąd miano Francji jako „wychowawczyni narodów”. Czy Polska przestanie być wreszcie „papugą narodów”? Papież Franciszek apelował, „żeby chrześcijanie odważnie żądali uznawania ich godności, tożsamości i praw”. Póki to jeszcze możliwe, każdy ma święty obowiązek kierować się moralnym imperatywem sumienia przy każdym głosowaniu.

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przasnysz: powstaje komiks o bł. s. Marii Teresie Kowalskiej

2019-12-13 15:29

eg / Przasnysz (KAI)

Muzeum Historyczne w Przasnyszu przygotowuje wydanie komiksu historycznego pt. „Mateczki” – o przasnyskich mniszkach Klaryskach Kapucynkach, z najbardziej znaną postacią - bł. Marią Teresą Kowalską. Błogosławiona w 1941 roku poniosła śmierć męczeńską w obozie niemieckim w Działdowie.

kapucyni.pl

Tytuł komiksu „Mateczki” nawiązuje do potocznego wyrażenia, jakim jest określana przasnyska wspólnota Klarysek Kapucynek przez okolicznych mieszkańców. Pomysł komiksu zrodził się w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej i 20. rocznicę beatyfikacji siostry Marii Teresy od Dzieciątka Jezus.

- Przedstawiona w komiksie historia będzie zapisem życia wspólnoty przasnyskich sióstr zakonnych podczas II wojny światowej w czasie ich pobytu w obozie koncentracyjnym KL Soldau (Działdowo). Stanowić będzie ona istotny głos w dyskusji o martyrologii polskiego Kościoła podczas wojny. Chociaż komiks dotyczyć będzie życia wspólnoty zakonnej, to wydarzenia zostaną przedstawione w szerokim kontekście społecznym, politycznym i kulturowym. Forma komiksowa, mimo ogromnej złożoności poruszanej materii, łatwiej dotrze do każdego czytelnika – wyjaśnia Monika Miłoszewska z Muzeum Historycznego w Przasnyszu.

W powstanie komiksu zaangażowani są twórcy komiksów z wieloletnim doświadczeniem i ugruntowaną pozycją w świecie komiksu. Gwarantować to będzie wysoką jakoś merytoryczną i graficzną publikacji. Partnerami projektu są Fundacja PZU i Fundacja LOTTO im. Haliny Konopackiej.

Promocja komiksu planowana jest na 23 stycznia br. w Przasnyszu, w rocznicę wstąpienia do zakonu s. Marii Teresy Kowalskiej.

S. Maria Teresa (Mieczysława) Kowalska urodziła się 1 stycznia 1902 r. w Warszawie, w rodzinie ateistów. Jej ojciec i brat byli zaangażowani w gwałtownie rozwijający wówczas się ruch socjalistyczny, który negował istnienie Boga. W wieku 21 lat, 23 stycznia 1923 r. Mieczysława zapukała do furty klasztoru w Przasnyszu, gdzie znajdowała się jedyna w tym czasie wspólnota Klarysek Kapucynek w Polsce. Główną motywacją życia za klauzurą było pragnienie zadośćuczynienia Bogu za niewiarę własnej rodziny. Otrzymała imię Marii Teresy od Dzieciątka Jezus.

Pierwsze zakonne śluby złożyła 15 sierpnia 1924 r., wieczyste - 26 lipca 1928 r. Życie zakonne siostry Teresy było głęboko naznaczone kontemplacją Jezusa Ukrzyżowanego. W zakonie pełniła kolejno funkcje furtianki, zakrystianki, bibliotekarki, mistrzyni nowicjatu i tzw. dyskretki (siostry wchodzącej w skład zarządu klasztoru).

2 kwietnia 1941 r. Niemcy aresztowali wszystkie 36 sióstr (Teresa miała wtedy 39 lat). Zakonnice trafiły do obozu koncentracyjnego w Działdowie (KL Soldau), który był jednym z najcięższych tzw. obozów przejściowych. Osoby duchowne były w nim jedną z grup najbardziej prześladowanych. Więźniowie żyli w tragicznych warunkach, brudzie, zimnie, o głodzie. Niedługo po przyjeździe do KL Soldau Teresa bardzo podupadła na zdrowiu. Odezwała się gruźlica, która zaczęła się jeszcze w Przasnyszu. Mniszka umierała przez 11 tygodni. Kilka dni przed śmiercią odnowiła profesję zakonną. Agonia nastąpiła 25 lipca 1941 r. Siostra spoczęła w jednej z masowych mogił, niedaleko Działdowa. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. Niespełna dwa tygodnie później pozostałe mniszki zostały zwolnione z obozu i przewiezione w okolice Suwałk, skąd po wojnie mogły wrócić do Przasnysza. Ofiara Teresy ocaliła polskie kapucynki, żadna z nich nie zginęła w obozie.

13 czerwca 1999 r. Klaryska Kapucynka Maria Teresa od Dzieciątka Jezus (Mieczysława Kowalska), została beatyfikowana w Warszawie przez papieża Jana Pawła II w gronie 108 męczenników II wojny światowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem