Reklama

Roztańczeni, rozśpiewani, kolorowi

2014-02-11 15:47

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 7/2014, str. 48-50

Archiwum zespołu "Mazowsze"

Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego, jak brzmi jego pełna nazwa, jest do dziś najbardziej rozpoznawalną na świecie polską grupą artystyczną. Ten ponadstuosobowy zespół w minionym 65-leciu przemierzył prawie dwa i pół miliona kilometrów, bawiąc blisko 17 milionów widzów w 51 krajach. W ubiegłym roku „Mazowsze” zaśpiewało w Watykanie kolędy. Niebawem wybiera się na kolejne tournée

Tadeusz Sygietyński, mając zaledwie jedenaście lat, był już autorem kilku udanych kompozycji. Jako czternastolatek prowadził zajęcia z rytmiki w Operze Lwowskiej. Później pobierał nauki u tak wybitnych kompozytorów jak Zygmunt Noskowski czy Arnold Schönberg. Po ukończeniu konserwatorium Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego we Lwowie w okresie II Rzeczypospolitej pracował m.in. dla teatrów Krakowa, Lwowa i Warszawy. Również dla oper w Wiedniu czy Gratzu. W Dubrowniku natomiast założył filharmonię. Współpracował z Polskim Radiem, a także teatrzykami ogródkowymi czy kabaretami, tam też w latach 30. poznał swą przyszłą żonę Mariannę, czyli Mirę Zimińską, popularną wówczas artystkę kabaretową i dramatyczną.

Idea stworzenia zespołu folklorystycznego towarzyszyła Tadeuszowi Sygietyńskiemu od lat 20. Był zafascynowany prostotą polskich pieśni. Zbierał je. Opracowywał. Komponował na ich kanwie własne. Do tego marzenia Sygietyński pozyskał Mirę Zimińską, która miała ogromne wpływy w środowisku komunistycznych notabli. To dzięki niej właśnie w 1948 r. udało się kompozytorowi założyć w podwarszawskich Otrębusach „Mazowsze”. Większość artystów mieszkała i pracowała w pobliskim siedlisku Karolin, tworząc osobliwy rodzaj artystycznej wspólnoty.

Z amatorów zawodowcy

Pod koniec lat 40., na apel animatorów ludowej kultury, do Otrębus zaczęli przyjeżdżać utalentowani młodzi artyści z całej Polski. Dzieci, młodzież, dorośli. Pieśniarze, grajkowie. Sygietyński i Zimińska zaczęli tworzyć z tych twórców profesjonalny zespół folklorystyczny. Zamieszkali w pałacu. Ściągano też ludowych folklorystów, muzyków, pieśniarzy, tancerzy – zarówno instruktorów, jak i wykonawców. Sygietyńscy również wyjeżdżali w Polskę, zbierając pieśni, przyśpiewki i tańce wielobarwnych polskich regionów. Do dziś „Mazowsze” ma w swoim repertuarze pieśni z 42 regionów, z 60 opisanych przez Oskara Kolberga w „Pieśniach ludu polskiego”. Ostatnio opracowywany jest kolejny region: mazursko-warmiński. Z czasem do utworów ludowych, bądź tworzonych na ich kanwie, twórcy „Mazowsza” dołączyli pieśni patriotyczne i narodowe tańce: poloneza, krakowiaka, oberka, kujawiaka, mazura, również pieśni religijne, w tym kolędy i pieśni pasyjne, utwory Chopina i Moniuszki, które w zeszłym roku zostały wydane na płycie, a także piosenki różnych narodów.

Reklama

W zespole śpiew przeważał nad tańcem. Po śmierci niespełna 60-letniego Tadeusza Sygietyńskiego, w 1955 r., zespołem zaczęła kierować Mira Zimińska-Sygietyńska. Wspierało ją grono wybitnych artystów: śpiewaków, tancerzy, muzyków-kompozytorów i dyrygentów, m.in.: Elwira Kamińska, Michał Jarczyk, Zbigniew Kiliński, Eugeniusz Papliński, Stanisław Jopek, Witold Zapała.

Długoletnią współtwórczynię i dyrektor „Mazowsza” artyści zespołu wspominają do dziś jako osobę niezwykle pracowitą i wymagającą. Opowiadają, że oprócz zdolności artystycznych, posiadała osobisty urok i charyzmę. – Była dla mnie damą w każdym calu, mimo już słusznego wieku – mówi Wioletta Milczuk, kierownik baletu. – Zawsze była pięknie uczesana, ubrana. Wytworna. Blisko stulatka, a gotowa, by przyjąć u siebie wspaniałych gości. Taką ją zapamiętałam, taka była. Bardzo związana z chórem, bo przecież sama śpiewała, często sprawdzała interpretację. Dzieliła się z nami swoim doświadczeniem.

– Czasem upatrywała sobie jakiegoś delikwenta i mówiła: „Przyjdziesz do mnie, pośpiewasz”. Brała do swojego gabinetu też akompaniatora i słuchała. Później lubiła opowiadać o swoim życiu. Głównie artystycznym. To były jednostkowe sytuacje. Trzeba było mieć szczęście, aby być tak wyróżnionym… choć trochę się do niej też szło jak na egzamin – opowiada chórzysta Piotr Tomasik. – Przychodziła do nas na próby. Czasem potrafiła przerwać dość ostro, tłukąc ręką w wieko fortepianu. Dla niej, jako artystki teatru, najważniejszy był tekst. Oczywiście muzyka, aranżacja też, ale przede wszystkim tekst. To było wielkie wyróżnienie z nią pracować.

– Znakomicie znała się na ludziach. Była niezwykle wymagająca i wielu z tego skorzystało, m.in. ja – wspomina Katarzyna Klepacz, pracująca w zespole „Mazowsza” jako krawcowa i garderobiana od 1959 r. – Czasem nas obsztorcowała, bo koralik nie w tym miejscu, nie tego koloru. Dbała o każdy szczegół. Po kilku dniach jednak do nas przychodziła. Pukała i mówiła: „Dzień dobry, dziewczynki. Nie gniewacie się na mnie, że was obsztorcowałam?”, „No nie, nie gniewamy się na panią dyrektor”, „No to dobrze, ale przecież wiecie, że miałam rację, prawda?”. I wtedy trzeba było odpowiedzieć: „Tak”, no więc się mówiło i wychodziła uspokojona. Lubiliśmy ją, bo była sprawiedliwa.

Brzemię czasu

Po śmierci współtwórczyni „Mazowsza”, w 1997 r., kolejno szefowali zespołowi: Brygida Linartas, Włodzimierz Jakubas, Włodzimierz Sandecki, Jacek Kalinowski. Od trzech lat zespół prowadzi Włodzimierz Izban. W 2009 r. staraniem mazowieckiego samorządu i w trzech czwartych za pieniądze z UE wybudowano nowy budynek dla zespołu – „Matecznik Mazowsze” centrum folklorystyczne. Pomieszczono tam pełne zaplecze techniczne, sale prób dla baletu, chóru i orkiestry. Również widownię na blisko 600 miejsc. Wkrótce, rozszerzając swoją ofertę, artyści zespołu zaczęli prowadzić warsztaty muzyczne dla dorosłych i dzieci. „Matecznik” ma być zapleczem artystycznym dla „Mazowsza”.

– Dziś zespół, choć nadal rozpoznawalny, musi zabiegać o widza. Również wzbogacać swoją ofertę artystyczną. Śpiewa więc i tańczy nie tylko utwory ludowe, ale też wystawia opery: „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale”, jak również sięga do muzyki klasycznej – mówi Michał Haber – wieloletni tancerz i pieśniarz „Mazowsza”, dziś zajmujący się marketingiem. – Kiedyś zdarzało się, że koncertowaliśmy przez dwa tygodnie, dzień w dzień, w Sali Kongresowej w Warszawie czy katowickim „Spodku”, bo zakłady wykupywały bilety. Mieliśmy mnóstwo koncertów w tzw. słusznych krajach. W ZSRS czy innych socjalistycznych, ale także wszędzie tam, dokąd ówczesny PAGART mógł wysyłać polskich artystów.

– Na przełomie ubiegłego i obecnego wieku zaczęto nas postrzegać jako jakąś archaiczną instytucję. „Mazowsze” przestało być samonapędzającą się maszyną. Poszerzyliśmy więc krąg naszych zainteresowań i od niedawna mamy w repertuarze również „Mszę Koronacyjną” Mozarta. Przygotowujemy „Requiem” – również z udziałem naszych solistów. To przyciąga nowych odbiorców, ale i rozwija. Nie zamyka zespołu i orkiestry tylko w kręgu folkloru – mówi Jacek Boniecki, dyrygent. – Rocznie przygotowujemy dwie, trzy premiery. Oczywiście, poza nurtem zasadniczym. Trzeba przyznać też, że te nasze nowe spektakle świetnie działają na chór i orkiestrę. Zyskujemy nowe brzmienie. Niebawem gościem na próbach ze swoimi cennymi wskazówkami będzie wybitny dyrygent Jerzy Maksymiuk, który zaoferował nam pomoc. Z pewnością da pewien impuls zespołowi, szczególnie podczas przygotowań do „Requiem” Mozarta. To będzie inspirujące dla naszych artystów. Jesteśmy zespołem, który liczy się na rynku. Kiedyś w „Mazowszu” byli zdolni amatorzy. Dzisiaj w dużej mierze są to zawodowi muzycy, śpiewacy, tancerze. Ten nabór warunkuje zmianę, wpływa też na przeobrażanie się stylistyki zespołu.

Dyrygentka Aleksandra Kopp mówi, że osoby stanowiące kierownictwo artystyczne „Mazowsza” muszą być też po trochu etnografami, kulturoznawcami. Do dzisiaj bowiem jeżdżą po Polsce i zbierają kolejne pieśni i tańce w kraju, by później opracowywać je na potrzeby „Mazowsza”. Aleksandra Kopp, oprócz studiów na dyrygenturze, ma również znakomite zaplecze badawcze. Pisała pracę magisterską o Tadeuszu Sygietyńskim. W szczególności o czasie, kiedy zbierał materiały do repertuaru „Mazowsza”. – Był jego wielkim pasjonatem, – podkreśla dyrygentka. – Oprócz tego wybitnym kompozytorem muzyki klasycznej. Stworzył wiele pięknych utworów klasycznych, jak również opracowań muzyki tradycyjnej w bardzo prosty, a zarazem urokliwy sposób. I dlatego te utwory „folklorystyczne” są atrakcyjne do dnia dzisiejszego. Nie są błahe i nie naruszył ich ząb czasu. Do tej pory są wykonywane przez nas, bo są na najwyższym poziomie. Charakteryzuje je z jednej strony prostota, a z drugiej profesjonalizm. Szczycimy się tym, że nasz chór ma bardzo charakterystyczne brzmienie jeśli chodzi o śpiewanie naszych mazowszańskich piosenek. Udało nam się opracować jasne i miłe brzmienie dziewcząt. I jest to naprawdę nie do podrobienia. W dużym stopniu to zasługa pani Miry, która wkładała w to mnóstwo uwagi i energii. Staramy się to dzisiaj pielęgnować i odtwarzać. Ale dzięki temu, że mamy tak świetny zespół, możemy robić tak trudne rzeczy, jak wspomnianego Mozarta.

Tysiące strojów

Zespół „Mazowsze” to nie tylko ponad setka artystów. Niemal drugie tyle stanowi zaplecze techniczne. Pracownicy księgowości. Oświetleniowcy, krawcowe czy obsługa „Matecznika Mazowsze”, gdzie jest bufet, restauracja, hotel dla gości, jak również bursa dla pracowników. Przede wszystkim jednak olbrzymia garderoba, w której jest przechowywanych ponad dwa tysiące kostiumów. Tancerze bowiem w czasie jednego koncertu dwadzieścia razy zmieniają strój. Wszystkie z misternie wykonanymi haftami, złoceniami. Niektóre jeszcze używane na początku XX wieku. I współczesne, stylizowane. Nad całością pieczę sprawuje kostiumolog Rafał Orłowski. – Najcenniejsze kostiumy to te z końca XIX wieku. Ale pokazujemy je w naszym muzeum czy w gablotach. Jednak jeszcze niektóre z początku ubiegłego wieku są przez zespół używane, np. żupan sprzed 60 lat – mówi Rafał Orłowski. – Wiele strojów odnawiamy. A te, które są szyte dziś, muszą być wykonane z oryginalnych materiałów. Kostiumy muszą też być odpowiednio skrojone ze względu na dynamikę podczas tańca. Staramy się wszystko wykonać ręcznie – dodaje.

Rysa na kolorze

W ubiegłym roku „Mazowsze” skończyło 65 lat. W swym życiorysie miało lepsze i gorsze dni. Przed dwoma laty zespół zastrajkował przeciwko ówczesnemu dyrektorowi Jackowi Kalinowskiemu. Gdy ten podał się do dymisji, pojawił się obecny – Włodzimierz Izban – pełniący wówczas obowiązki dyrektora. Załoga przedstawiła wiele postulatów. Pracownicy domagali się m.in. podwyżek. Pensje bowiem niektórych artystów tego reprezentacyjnego zespołu wynosiły… 1400 złotych brutto – dla młodszych adeptów. Zaś dla pracowników z dwudziestoletnim stażem sięgały… 2000 złotych brutto. Dziś sytuacja finansowa zespołu poprawiła się. Choć nie wszyscy są zadowoleni. Mają jednak nadzieję, że Samorząd Województwa Mazowieckiego zauważy, iż „Mazowsze” jest reprezentacyjnym zespołem Polski.

Tagi:
muzyka taniec śpiew Mazowsze

Toruń: w piątek rozpoczyna się Song of Songs Festival

2019-07-17 16:05

tk / Toruń (KAI)

Adam Strug, Natalia Niemen, Gospel Rain, Darek Majelonek Hyperhemon – to niektórzy spośród wykonawców, jacy pojawia się na tegorocznym Song of Songs Festival. Jeden z największych festiwali muzyki chrześcijańskiej w Europie odbędzie się w dniach 19-20 lipca na Scenie Plenerowej Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki w Toruniu.

Jakub Szymczuk

Idea i cel organizowania tej cyklicznej imprezy wynika z przekonania, że w niespokojnej Europie można i trzeba szukać obszarów, w których młodzi ludzie znajdą wspólną płaszczyznę z innymi, podobnie czującymi i myślącymi – zaznaczają organizatorzy.

Ich zdaniem najlepszą formą takiego kontaktu jest muzyka, w szczególności ta inspirowana chrześcijańską tradycją i prawdą płynącą z Ewangelii. „Jest ona jednocześnie drogą do pokonywania uprzedzeń, wrogości i obojętności wobec innych ludzi, czy innych wyznań religijnych” – czytamy na stronie internetowej Festiwalu. Dlatego, zgodnie z formułą towarzyszącą Festiwalowi od początku, także i tym razem zaprezentują się chrześcijańscy muzycy różnych wyznań.

W programie dwanaście koncertów, które zagrają znakomite gwiazdy Polskiej sceny muzycznej.

W trakcie Festiwalu prowadzona będzie zbiórka pod hasłem: „Budujemy i utrzymujemy Most do Nieba – pierwsze hospicjum dla dzieci na Litwie”. To element ogólnopolskiej akcji fundacji Fundacja Aniołów Miłosierdzia.

Song of Songs Festival to międzynarodowy festiwal muzyki chrześcijańskiej, którego pierwsza edycja odbyła się w 1998 r. (z przerwą w latach 2011-16).

Festiwal jest jedną największych w Europie Środkowo-Wschodniej prezentacją czołówki polskich artystów wykonujących współczesną, profesjonalną muzykę chrześcijańską.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzeba jasno powiedzieć: Dość!

2019-07-16 11:47

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiał Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 10-13

Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Ale Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny – mówi abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z Arturem Stelmasiakiem

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

ARTUR STELMASIAK: – Napisał Ksiądz Arcybiskup bardzo mocny list w obronie wartości religijnych. Oczywistych powodów jest wiele, ale czy było jakieś szczególne wydarzenie, które przechyliło szalę goryczy, by zająć stanowisko w tej sprawie?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Od dłuższego czasu mamy do czynienia z niezwykle intensywną dyskusją społeczną, której przedmiotem jest Kościół. Pojawia się wiele głosów nieprzychylnych, a nawet wrogich, wobec Kościoła i wartości religijnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Licheń: zakończyły się warsztaty Ars Celebrandi

2019-07-18 21:22

dg / Licheń (KAI)

Szósta edycja największych na świecie warsztatów liturgicznych Ars Celebrandi dobiegła końca. W dniach 11-18 lipca w licheńskim sanktuarium około 200 uczestników doskonaliło się w celebrowaniu liturgii według dawnych obrzędów. "Wierzymy, że nasze warsztaty w jakimś sensie dotykają nieba i tam wszystkich chcą prowadzić właśnie poprzez liturgię, którą Kościół od wieków sprawował" - mówił w rozmowie z KAI ks. Paweł Korupka, kapelan warsztatów.

Archiuwum Sanktuarium

- Podczas naszych warsztatów staramy się pokazać, że liturgia to nie tylko obrzędy, gesty czy śpiewy, ale to wszystko ma nas otwierać na liturgię niebieską. Zdajemy sobie sprawę, że my do liturgii rozgrywającej się w niebie dołączamy, najpiękniej jak potrafimy. Dlatego wierzymy, że nasze warsztaty w jakimś sensie dotykają nieba i tam wszystkich chcą prowadzić właśnie poprzez liturgię, którą Kościół od wieków sprawował - mówi w rozmowie z KAI kapelan warsztatów, ks. Paweł Korupka.

W tegorocznej edycji udział wzięło ponad 50 księży i kleryków nie tylko z Polski, ale i z kilkunastu krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Oprócz księży diecezjalnych przybyli m.in. dominikanie, pijarzy, redemptoryści i sercanie. Dziewięciu kapłanów odprawiło na tegorocznych warsztatach swoją pierwszą Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego (NFRR). Pozostali doskonalili posiadane wcześniej umiejętności. Dzięki współpracy z klasztorem benedyktynów w Tyńcu wszyscy kapłani i klerycy uczestniczący w Ars Celebrandi mogli doskonalić śpiew kapłański pod kierunkiem kantora klasztoru tynieckiego.

Msza święta oprócz celebransa wymaga także ministrantów. Na tegoroczne warsztaty Ars Celebrandi przybyło ich ponad stu, z czego ok. 25 z grup dla początkujących służyło do Mszy św. w NFRR po raz pierwszy. Dla obcokrajowców nie mówiących po polsku zorganizowana została grupa anglojęzyczna.

- Od ciszy i kontemplacyjnej atmosfery w czasie Mszy recytowanych, poprzez okazałość celebracji solennych, aż po piękny śpiew oficjum brewiarzowego, przez te osiem dni mogliśmy doświadczać różnorodności rzymskiej liturgii, pogłębiając jednocześnie osobistą relację z Panem Bogiem. Mimo że jestem związany z dawna liturgią już od jakiegoś czasu, miałem tu okazję doświadczyć nowych rzeczy, np. benedyktyńskiego monastycznego oficjum czy posługi przy solennej Mszy. Bardzo ważna jest dla mnie towarzysząca całym warsztatom serdeczna atmosfera – mówi Filip Tomaszewski z Oleśnicy.

Poza celebracją kapłańską i ministranturą prowadzone były również warsztaty chorału gregoriańskiego dla śpiewaków liturgicznych, oddzielnie dla mężczyzn i kobiet. Wszyscy uczestnicy korzystali z nabywanych umiejętności podczas licznych codziennych Mszy św. oraz godzin brewiarzowych. Jednak docelowo będą je wykorzystywali tam, gdzie mieszkają – w diecezjalnych środowiskach tradycji łacińskiej, a także rodzinnych parafiach i placówkach posługi duszpasterskiej.

Uczestnicy „Ars Celebrandi” mogli zapoznać się również z bardziej specyficznymi celebracjami, których nie można przeżyć w Kościele na co dzień. W poniedziałek 15 lipca w głównej bazylice licheńskiej odprawiona została Msza św. solenna w rycie dominikańskim – jest to własny obrządek liturgiczny tego zakonu, obowiązujący od jego początków do 1969 r., a dzisiaj celebrowany okazjonalnie.

– We wtorek odprawiono uroczyście Requiem za papieża Innocentego III. Na symbolicznym katafalku leżała tiara, zgodnie ze zwyczajem na czerwonej poduszce, ponieważ żałobnym papieskim kolorem pogrzebowym jest właśnie kolor czerwony. Po liturgii apologie wygłosił ks. dr kanonik Jarosław Powąska, opowiadając o życiu, czynach i cnotach papieża Innocentego III – wyjaśnił w rozmowie z KAI Ryszard Bartoszko, doświadczony ceremoniarz i pasjonat dawnej liturgii.

Stałym elementem warsztatów jest również Msza Requiem za zmarłych, zakończona procesją na miejscowym cmentarzu. - Podczas liturgii stykamy się z Kościołem triumfującym oraz z tymi, którzy na niebo czekają. Dlatego chwalebnym zwyczajem od początku naszych warsztatów jest modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące. Wierzymy, że wstawiennictwo dusz czyśćcowych i świętych pomoże nam dobrze rozumieć i sprawować liturgię – mówi ks. Paweł Korupka.

Przy okazji warsztatów bp Wiesław Mering konsekrował naczynia liturgiczne w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Podkreślił piękno dokonanych obrzędów: „Z wielką starannością i pieczołowitością dokonaliśmy konsekracji kielichów. Ta staranność, precyzja oddawana świętej liturgii, jest wyrazem naszej czci wobec wszechmogącego Boga”. Hierarcha wyraził także radość z tego, że w licheńskich warsztatach uczestniczą ludzie młodzi. „Niech ratują, jak św. Franciszek, Kościół naszego Pana” – powiedział włocławski ordynariusz.

- Ars Celebrandi zawsze są dla mnie dużym przeżyciem. Tydzień modlitw i celebr liturgicznych to rzadka okazja. To była moja czwarta edycja. To również świetna okazja, by poznać bliżej środowisko i razem doskonalić umiejętności posługi do liturgii. Bardzo poruszające były dla mnie konferencje o rozeznawaniu woli Bożej – mówił Bartosz Skrzypczak, który przyjeżdża do Lichenia aż z Edynburga.

W trakcie warsztatów ks. Piotr Buda codziennie głosił kazania rekolekcyjne, poświęcone pełnieniu woli Bożej w ujęciu św. Józefa Sebastiana Pelczara. “Bez posłuszeństwa woli Bożej nie ma pokoju serca, nie ma zbawienia” – zaznaczył ks. Paweł Korupka, kapelan warsztatów. Wyjaśnił, że “w tych czasach jesteśmy szczególnie narażeni na zagubienie, dezorientację, brak głębokiego porządku, a lekarstwem na to jest właśnie podporządkowanie się woli Bożej”.

- Na warsztaty trafiłam dzięki zachęcie koleżanki. Wszystko mi się tu podoba. Czas jest wypełniony świetnie, bywa że nie wiem, co wybrać, jest tyle możliwości. Chętnie chodzę na śpiewanie pieśni nabożnych. Ważne były dla mnie konferencje o woli Bożej, w każdej była istotna myśl, którą chciałabym zapamiętać i realizować. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze tu przyjechać – mówi Małgorzata Wyszyńska.

Uczestnicy wysłuchali też dwóch wykładów. Ryszard Bartoszko opowiedział o liturgii dawnej kaplicy papieskiej, a ks. Grzegorz Śniadoch IBP o postaci Dom Prospera Gueranger OSB i podjętej przez niego restauracji liturgii rzymskiej.

- Podczas warsztatów poznawaliśmy muzykę katolicką, czyli taką, która jest katolicka nie tylko w treści, ale też w formie i stylu. Co paradoksalne, ta dziedzina sztuki jest dzisiaj odkrywana i doceniana nierzadko bardziej poza Kościołem niż przez katolików, lecz dopiero w wymiarze liturgicznym wraca jej tętno i rozkwita całe jej piękno. To jest najważniejsza wartość tych warsztatów. Śpiewając wiele godzin dziennie podczas Mszy i oficjów (a jednego dnia nawet wszystkie osiem godzin brewiarzowych, łącznie z nocnym matutinum) wchodzi się w rytm tej modlitwy i tej muzyki, zaczyna się nimi oddychać. Dla nas, naturalnie nieprzyzwyczajonych do takich "sportów ekstremalnych", jest to trochę szokujące, ale dopiero w takim zanurzeniu można zacząć czuć i rozumieć o co w tym chodzi. Dzięki przewodnictwu kantorów na czele z Marcinem Bornusem-Szczycińskim, jedni mogli zacząć przygodę z monodią liturgiczną, a inni dochodzić do wprawy w śpiewie i czytaniu neum (średniowiecznego zapisu chorału gregoriańskiego) - wyjaśnia Jan Kiernicki.

Oprócz chorału gregoriańskiego nie zabrakło dawnych polskich nabożnych pieśni. Uczestnicy mogli wziąć udział w cieszących się dużym zainteresowaniem spotkaniach śpiewaczych prowadzonych przez niestrudzonego popularyzatora muzyki tradycyjnej, Adama Struga. „Prowadzę spotkania śpiewacze na Ars Celebrandi od czterech lat. Warunkiem dobrego śpiewu jest stała praktyka śpiewacza. Mam nadzieję, że to, co robimy, będzie owocowało w lokalnych środowiskach uczestników” – powiedział śpiewak.

- Chociaż nie wymienia się tego jawnie w celach warsztatów, za jedną z ich największych zalet uważam wspaniałe poczucie przyjaźni i wspólnoty, które się na nich wytworzyło. Uczestnicy autentycznie czekają cały rok, żeby znowu przyjechać i mówią nam o tym. Pierwszy dzień jest pełen radosnych okrzyków i uścisków, a ostatni smutku z rozstania i obietnic odwiedzin w swoich miastach – powiedziała KAI dr Dominika Krupińska z biura prasowego Ars Celebrandi. Zaznaczyła, że jednym z ważniejszych owoców warsztatów są powołania kapłańskie.

W mediach społecznościowych Ars Celebrandi publikowano piękne zdjęcia z celebr i warsztatowych okoliczności, które doczekały się przerabiania przez uczestników na tzw. memy. Organizatorzy ogłosili nawet konkurs na najzabawniejsze.

Warsztaty „Ars Celebrandi” odbywają się na terenie Sanktuarium Maryjnego w Licheniu, które posiada wystarczającą liczbę kaplic i ołtarzy, by kapłanom uczestniczącym w warsztatach zapewnić możliwość codziennego odprawiania Mszy św. w NFRR oraz odpowiednie zaplecze logistyczne dla wszystkich uczestników.

Organizatorem warsztatów liturgicznych „Ars Celebrandi” w Licheniu jest Stowarzyszenie Una Voce Polonia – członek Międzynarodowej Federacji Una Voce, stanowiącej oficjalną reprezentację katolików świeckich, przywiązanych do nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął bp Wiesław Mering, a patronat medialny Katolicka Agencja Informacyjna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem