Reklama

Kultura

Roztańczeni, rozśpiewani, kolorowi

Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego, jak brzmi jego pełna nazwa, jest do dziś najbardziej rozpoznawalną na świecie polską grupą artystyczną. Ten ponadstuosobowy zespół w minionym 65-leciu przemierzył prawie dwa i pół miliona kilometrów, bawiąc blisko 17 milionów widzów w 51 krajach. W ubiegłym roku „Mazowsze” zaśpiewało w Watykanie kolędy. Niebawem wybiera się na kolejne tournée

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tadeusz Sygietyński, mając zaledwie jedenaście lat, był już autorem kilku udanych kompozycji. Jako czternastolatek prowadził zajęcia z rytmiki w Operze Lwowskiej. Później pobierał nauki u tak wybitnych kompozytorów jak Zygmunt Noskowski czy Arnold Schönberg. Po ukończeniu konserwatorium Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego we Lwowie w okresie II Rzeczypospolitej pracował m.in. dla teatrów Krakowa, Lwowa i Warszawy. Również dla oper w Wiedniu czy Gratzu. W Dubrowniku natomiast założył filharmonię. Współpracował z Polskim Radiem, a także teatrzykami ogródkowymi czy kabaretami, tam też w latach 30. poznał swą przyszłą żonę Mariannę, czyli Mirę Zimińską, popularną wówczas artystkę kabaretową i dramatyczną.

Idea stworzenia zespołu folklorystycznego towarzyszyła Tadeuszowi Sygietyńskiemu od lat 20. Był zafascynowany prostotą polskich pieśni. Zbierał je. Opracowywał. Komponował na ich kanwie własne. Do tego marzenia Sygietyński pozyskał Mirę Zimińską, która miała ogromne wpływy w środowisku komunistycznych notabli. To dzięki niej właśnie w 1948 r. udało się kompozytorowi założyć w podwarszawskich Otrębusach „Mazowsze”. Większość artystów mieszkała i pracowała w pobliskim siedlisku Karolin, tworząc osobliwy rodzaj artystycznej wspólnoty.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Z amatorów zawodowcy

Reklama

Pod koniec lat 40., na apel animatorów ludowej kultury, do Otrębus zaczęli przyjeżdżać utalentowani młodzi artyści z całej Polski. Dzieci, młodzież, dorośli. Pieśniarze, grajkowie. Sygietyński i Zimińska zaczęli tworzyć z tych twórców profesjonalny zespół folklorystyczny. Zamieszkali w pałacu. Ściągano też ludowych folklorystów, muzyków, pieśniarzy, tancerzy – zarówno instruktorów, jak i wykonawców. Sygietyńscy również wyjeżdżali w Polskę, zbierając pieśni, przyśpiewki i tańce wielobarwnych polskich regionów. Do dziś „Mazowsze” ma w swoim repertuarze pieśni z 42 regionów, z 60 opisanych przez Oskara Kolberga w „Pieśniach ludu polskiego”. Ostatnio opracowywany jest kolejny region: mazursko-warmiński. Z czasem do utworów ludowych, bądź tworzonych na ich kanwie, twórcy „Mazowsza” dołączyli pieśni patriotyczne i narodowe tańce: poloneza, krakowiaka, oberka, kujawiaka, mazura, również pieśni religijne, w tym kolędy i pieśni pasyjne, utwory Chopina i Moniuszki, które w zeszłym roku zostały wydane na płycie, a także piosenki różnych narodów.

W zespole śpiew przeważał nad tańcem. Po śmierci niespełna 60-letniego Tadeusza Sygietyńskiego, w 1955 r., zespołem zaczęła kierować Mira Zimińska-Sygietyńska. Wspierało ją grono wybitnych artystów: śpiewaków, tancerzy, muzyków-kompozytorów i dyrygentów, m.in.: Elwira Kamińska, Michał Jarczyk, Zbigniew Kiliński, Eugeniusz Papliński, Stanisław Jopek, Witold Zapała.

Długoletnią współtwórczynię i dyrektor „Mazowsza” artyści zespołu wspominają do dziś jako osobę niezwykle pracowitą i wymagającą. Opowiadają, że oprócz zdolności artystycznych, posiadała osobisty urok i charyzmę. – Była dla mnie damą w każdym calu, mimo już słusznego wieku – mówi Wioletta Milczuk, kierownik baletu. – Zawsze była pięknie uczesana, ubrana. Wytworna. Blisko stulatka, a gotowa, by przyjąć u siebie wspaniałych gości. Taką ją zapamiętałam, taka była. Bardzo związana z chórem, bo przecież sama śpiewała, często sprawdzała interpretację. Dzieliła się z nami swoim doświadczeniem.

Reklama

– Czasem upatrywała sobie jakiegoś delikwenta i mówiła: „Przyjdziesz do mnie, pośpiewasz”. Brała do swojego gabinetu też akompaniatora i słuchała. Później lubiła opowiadać o swoim życiu. Głównie artystycznym. To były jednostkowe sytuacje. Trzeba było mieć szczęście, aby być tak wyróżnionym… choć trochę się do niej też szło jak na egzamin – opowiada chórzysta Piotr Tomasik. – Przychodziła do nas na próby. Czasem potrafiła przerwać dość ostro, tłukąc ręką w wieko fortepianu. Dla niej, jako artystki teatru, najważniejszy był tekst. Oczywiście muzyka, aranżacja też, ale przede wszystkim tekst. To było wielkie wyróżnienie z nią pracować.

– Znakomicie znała się na ludziach. Była niezwykle wymagająca i wielu z tego skorzystało, m.in. ja – wspomina Katarzyna Klepacz, pracująca w zespole „Mazowsza” jako krawcowa i garderobiana od 1959 r. – Czasem nas obsztorcowała, bo koralik nie w tym miejscu, nie tego koloru. Dbała o każdy szczegół. Po kilku dniach jednak do nas przychodziła. Pukała i mówiła: „Dzień dobry, dziewczynki. Nie gniewacie się na mnie, że was obsztorcowałam?”, „No nie, nie gniewamy się na panią dyrektor”, „No to dobrze, ale przecież wiecie, że miałam rację, prawda?”. I wtedy trzeba było odpowiedzieć: „Tak”, no więc się mówiło i wychodziła uspokojona. Lubiliśmy ją, bo była sprawiedliwa.

Brzemię czasu

Po śmierci współtwórczyni „Mazowsza”, w 1997 r., kolejno szefowali zespołowi: Brygida Linartas, Włodzimierz Jakubas, Włodzimierz Sandecki, Jacek Kalinowski. Od trzech lat zespół prowadzi Włodzimierz Izban. W 2009 r. staraniem mazowieckiego samorządu i w trzech czwartych za pieniądze z UE wybudowano nowy budynek dla zespołu – „Matecznik Mazowsze” centrum folklorystyczne. Pomieszczono tam pełne zaplecze techniczne, sale prób dla baletu, chóru i orkiestry. Również widownię na blisko 600 miejsc. Wkrótce, rozszerzając swoją ofertę, artyści zespołu zaczęli prowadzić warsztaty muzyczne dla dorosłych i dzieci. „Matecznik” ma być zapleczem artystycznym dla „Mazowsza”.

Reklama

– Dziś zespół, choć nadal rozpoznawalny, musi zabiegać o widza. Również wzbogacać swoją ofertę artystyczną. Śpiewa więc i tańczy nie tylko utwory ludowe, ale też wystawia opery: „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale”, jak również sięga do muzyki klasycznej – mówi Michał Haber – wieloletni tancerz i pieśniarz „Mazowsza”, dziś zajmujący się marketingiem. – Kiedyś zdarzało się, że koncertowaliśmy przez dwa tygodnie, dzień w dzień, w Sali Kongresowej w Warszawie czy katowickim „Spodku”, bo zakłady wykupywały bilety. Mieliśmy mnóstwo koncertów w tzw. słusznych krajach. W ZSRS czy innych socjalistycznych, ale także wszędzie tam, dokąd ówczesny PAGART mógł wysyłać polskich artystów.

– Na przełomie ubiegłego i obecnego wieku zaczęto nas postrzegać jako jakąś archaiczną instytucję. „Mazowsze” przestało być samonapędzającą się maszyną. Poszerzyliśmy więc krąg naszych zainteresowań i od niedawna mamy w repertuarze również „Mszę Koronacyjną” Mozarta. Przygotowujemy „Requiem” – również z udziałem naszych solistów. To przyciąga nowych odbiorców, ale i rozwija. Nie zamyka zespołu i orkiestry tylko w kręgu folkloru – mówi Jacek Boniecki, dyrygent. – Rocznie przygotowujemy dwie, trzy premiery. Oczywiście, poza nurtem zasadniczym. Trzeba przyznać też, że te nasze nowe spektakle świetnie działają na chór i orkiestrę. Zyskujemy nowe brzmienie. Niebawem gościem na próbach ze swoimi cennymi wskazówkami będzie wybitny dyrygent Jerzy Maksymiuk, który zaoferował nam pomoc. Z pewnością da pewien impuls zespołowi, szczególnie podczas przygotowań do „Requiem” Mozarta. To będzie inspirujące dla naszych artystów. Jesteśmy zespołem, który liczy się na rynku. Kiedyś w „Mazowszu” byli zdolni amatorzy. Dzisiaj w dużej mierze są to zawodowi muzycy, śpiewacy, tancerze. Ten nabór warunkuje zmianę, wpływa też na przeobrażanie się stylistyki zespołu.

Reklama

Dyrygentka Aleksandra Kopp mówi, że osoby stanowiące kierownictwo artystyczne „Mazowsza” muszą być też po trochu etnografami, kulturoznawcami. Do dzisiaj bowiem jeżdżą po Polsce i zbierają kolejne pieśni i tańce w kraju, by później opracowywać je na potrzeby „Mazowsza”. Aleksandra Kopp, oprócz studiów na dyrygenturze, ma również znakomite zaplecze badawcze. Pisała pracę magisterską o Tadeuszu Sygietyńskim. W szczególności o czasie, kiedy zbierał materiały do repertuaru „Mazowsza”. – Był jego wielkim pasjonatem, – podkreśla dyrygentka. – Oprócz tego wybitnym kompozytorem muzyki klasycznej. Stworzył wiele pięknych utworów klasycznych, jak również opracowań muzyki tradycyjnej w bardzo prosty, a zarazem urokliwy sposób. I dlatego te utwory „folklorystyczne” są atrakcyjne do dnia dzisiejszego. Nie są błahe i nie naruszył ich ząb czasu. Do tej pory są wykonywane przez nas, bo są na najwyższym poziomie. Charakteryzuje je z jednej strony prostota, a z drugiej profesjonalizm. Szczycimy się tym, że nasz chór ma bardzo charakterystyczne brzmienie jeśli chodzi o śpiewanie naszych mazowszańskich piosenek. Udało nam się opracować jasne i miłe brzmienie dziewcząt. I jest to naprawdę nie do podrobienia. W dużym stopniu to zasługa pani Miry, która wkładała w to mnóstwo uwagi i energii. Staramy się to dzisiaj pielęgnować i odtwarzać. Ale dzięki temu, że mamy tak świetny zespół, możemy robić tak trudne rzeczy, jak wspomnianego Mozarta.

Tysiące strojów

Zespół „Mazowsze” to nie tylko ponad setka artystów. Niemal drugie tyle stanowi zaplecze techniczne. Pracownicy księgowości. Oświetleniowcy, krawcowe czy obsługa „Matecznika Mazowsze”, gdzie jest bufet, restauracja, hotel dla gości, jak również bursa dla pracowników. Przede wszystkim jednak olbrzymia garderoba, w której jest przechowywanych ponad dwa tysiące kostiumów. Tancerze bowiem w czasie jednego koncertu dwadzieścia razy zmieniają strój. Wszystkie z misternie wykonanymi haftami, złoceniami. Niektóre jeszcze używane na początku XX wieku. I współczesne, stylizowane. Nad całością pieczę sprawuje kostiumolog Rafał Orłowski. – Najcenniejsze kostiumy to te z końca XIX wieku. Ale pokazujemy je w naszym muzeum czy w gablotach. Jednak jeszcze niektóre z początku ubiegłego wieku są przez zespół używane, np. żupan sprzed 60 lat – mówi Rafał Orłowski. – Wiele strojów odnawiamy. A te, które są szyte dziś, muszą być wykonane z oryginalnych materiałów. Kostiumy muszą też być odpowiednio skrojone ze względu na dynamikę podczas tańca. Staramy się wszystko wykonać ręcznie – dodaje.

Rysa na kolorze

W ubiegłym roku „Mazowsze” skończyło 65 lat. W swym życiorysie miało lepsze i gorsze dni. Przed dwoma laty zespół zastrajkował przeciwko ówczesnemu dyrektorowi Jackowi Kalinowskiemu. Gdy ten podał się do dymisji, pojawił się obecny – Włodzimierz Izban – pełniący wówczas obowiązki dyrektora. Załoga przedstawiła wiele postulatów. Pracownicy domagali się m.in. podwyżek. Pensje bowiem niektórych artystów tego reprezentacyjnego zespołu wynosiły… 1400 złotych brutto – dla młodszych adeptów. Zaś dla pracowników z dwudziestoletnim stażem sięgały… 2000 złotych brutto. Dziś sytuacja finansowa zespołu poprawiła się. Choć nie wszyscy są zadowoleni. Mają jednak nadzieję, że Samorząd Województwa Mazowieckiego zauważy, iż „Mazowsze” jest reprezentacyjnym zespołem Polski.

2014-02-11 15:47

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rozśpiewać się dla Chrystusa

Dla piękna liturgii trzeba zadbać nie tylko o poprawność liturgicznych tekstów oraz dykcji, ale również o sferę muzyczną. Wyrosły na odnowie Soboru Watykańskiego II Ruch Światło-Życie od samego początku dbał o piękno i estetykę sprawowanego kultu. W ramach Oazy działa Diakonia Muzyczna, której zadaniem jest troska o kształcenie posługujących śpiewem i grających podczas celebracji liturgicznych. W ciągu roku prowadzona jest Szkoła Animatora Muzycznego. Natomiast w czasie wakacji członkowie Diakonii zorganizowali rekolekcje połączone z warsztatami muzycznymi. Jak informuje ks. Tadeusz Janda, prowadzący zajęcia: - To, co tu robimy nie tylko ma podnosić kwalifikacje muzyczne. Chcemy przede wszystkim zadbać o rozwój duchowy uczestników. Tematyka rozważań ma na względzie hasło roku w pracy oazowej: „Narodzić się na nowo”. Zasadniczy motyw rekolekcyjny krąży wokół spotkania Jezusa z Nikodemem z trzeciego rozdziału Ewangelii wg św. Jana. Tak Bóg sprawił, że teksty liturgiczne z danego dnia świetnie nam w tym pomagają.
CZYTAJ DALEJ

Unikatowa księga na Jasnej Górze. Tylko do 19 września zobaczysz oryginał Ślubów Narodu!

2026-09-15 20:46

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Jasnogórskie Śluby Narodu

Monika Książek

Kard. Stefan Wyszyński, zdjęcie z wystawy jasnogórskiej w Bastionie św. Rocha

Kard. Stefan Wyszyński, zdjęcie z wystawy jasnogórskiej w Bastionie św. Rocha

Tylko do soboty 19 września, na Jasnej Górze można zobaczyć znaną z archiwalnych ujęć Księgę z tekstem Jasnogórskich Ślubów Narodu, które 26 sierpnia 1956 r. odczytał wobec rzeszy wiernych bp Michał Klepacz w zastępstwie uwięzionego Prymasa Wyszyńskiego. Unikatowy dokument „Odnowienie Ślubów Narodu na Jasnej Górze 1956” ze zbiorów Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie jest udostępniony na wystawie w Bastionie św. Rocha. O historii tej niezwykłej pamiątki oraz o tym, co Śluby mówią nam dzisiaj, w rozmowie z portalem niedziela.pl mówi przeor Jasnej Góry, o. dr Grzegorz Prus OSPPE.

Agata Kowalska: Ojcze, kiedy patrzymy na tę księgę, widzimy przedmiot, ale za tym przedmiotem kryje się konkretna historia, czyli internowany kardynał Wyszyński, biskup Michał Klepacz i setki tysięcy wiernych. Jakie myśli ma Ojciec jako przeor Jasnej Góry, kiedy patrzy na ten dokument?
CZYTAJ DALEJ

102 metry! Powstaje drugi pod względem wysokości krzyż na świecie

2026-09-16 11:41

[ TEMATY ]

krzyż

pexels.com

W niewielkim mieście Cruz Alta w południowej Brazylii powstaje obecnie krzyż o wysokości 102 metrów, drugi pod względem wielkości na świecie. Jak poinformował dziennik „Folha de S. Paulo”, projekt ten, którego koszt szacuje się na około pięć milionów euro, ma zostać sfinansowany z pieniędzy podatników. Liczące zaledwie 60 tysięcy mieszkańców miasto, położone na samym południu kraju, chce w ten sposób przyciągnąć turystów i pielgrzymów.

Gigantyczny krzyż stanowi część większego przedsięwzięcia, którego budowę rozpoczęto na początku września. Na terenie wokół niego mają powstać również: chrześcijański park tematyczny, kolejka linowa oraz sad z owocami typowymi dla czasów biblijnych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję