Reklama

Pod osłoną igrzysk

2014-02-11 15:47


Niedziela Ogólnopolska 7/2014, str. 54-55

Eas News

Tuż po starcie zimowych igrzysk w Soczi na temat olimpijskiego wizerunku Rosji z posłem Witoldem Waszczykowskim – byłym wiceministrem spraw zagranicznych – rozmawia Wojciech Dudkiewicz

WOJCIECH DUDKIEWICZ: – Czy igrzyska w Soczi odegrają istotną rolę w polityce? Czy będą miały wpływ na to, co dzieje się na świecie?

WITOLD WASZCZYKOWSKI: – Oczywiście, że będą miały i mają wpływ. Igrzyska już sporo namieszały, chyba nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie ze względu na zbliżające się igrzyska wyszli z więzień Michaił Chodorkowski, członkinie grupy „Pussy Riot”, a także aktywiści Greenpeace zatrzymani w ubiegłym roku na Morzu Barentsa. Prezydent Władimir Putin, żeby nie doszło do jakiejś formy bojkotu, chcąc uniknąć złych opinii, złej atmosfery wokół imprezy, złagodził retorykę wypowiedzi i postępowanie. Było to widać na niedawnym szczycie Unia Europejska – Rosja. Spotkanie trwało bardzo krótko, ale pokazało tendencje: prezydent Putin zajął stanowisko niesłychanie pojednawcze. Nie głosił żadnych antyukraińskich tez, podkreślił, że Rosja pomaga narodowi ukraińskiemu, a nie temu czy innemu ugrupowaniu politycznemu lub rządowi, zapowiedział także, że Rosja nie wycofa pożyczki dla Ukrainy ani porozumień gazowych, jeśli zmieni się tam władza.

– To retoryka, a zmiany w postępowaniu?

– Też było je widać. Przypomnę, że w związku z wprowadzeniem zakazu propagandy homoseksualnej Putin spotkał się z ostrą krytyką niektórych środowisk na Zachodzie. To skłoniło go do złagodzenia kursu na czas igrzysk, do stwierdzenia, że nowe regulacje nie będą respektowane na terenach olimpijskich, że ze strony władz nic nie grozi sportowcom homoseksualnym. Może to tylko gest w stronę Zachodu, ale znając kontekst, wydaje się on znaczący. Oczywiście, już od lat tego typu wydarzenia, jak igrzyska, mistrzostwa Europy czy mistrzostwa świata w piłce nożnej, nie są już tylko zawodami, rywalizacją ważną tylko dla kibiców, sportowców, trenerów czy działaczy. Organizuje się je z politycznym zamysłem. Chodzi o to, by pokazać kraj, jego piękno, siłę i zdolności organizacyjne. Przecież rząd PO i PSL, ale i poprzedni rząd – Prawa i Sprawiedliwości chciały, żeby mistrzostwa Euro 2012 nie tylko pobudziły gospodarczo Polskę, ale stały się też zaczynem współpracy polsko-ukraińskiej. Oczekiwano, że na bazie ważnej, wspólnej imprezy dojdzie do zbliżenia, połączenia infrastrukturalnego Polski z Ukrainą, co byłoby podstawą do budowy subregionu środkowoeuropejskiego. Mówiąc dyplomatycznie, to się nie powiodło. Teraz prezydent Putin ma podobnie rozbudowane nadzieje. Chce pokazać Rosję inną niż dotychczas ją postrzegano. Nie taką, która się zbroi, wydaje coraz więcej pieniędzy na armię. Nie tylko taką Rosję, która napada na Gruzję, która straszy siłą, ale i skandalami, prawami antygejowskimi. Chce pokazać Rosję piękną, nowoczesną, dobrze zorganizowaną. Przynajmniej w jednym, ale bardzo pięknym jej zakątku. Tak jak Niemcy pokazują swoje Mercedesy, BMW, technikę, osławioną niemiecką organizację, on chce pokazać, że potrafi przeprowadzić wielką imprezę. Ta zimowa olimpiada, zorganizowana za ogromne pieniądze, ma być teraz ikoną Rosji. Ma być bardziej potiomkinowska niż putinowska. Inną sprawą jest, czy mu się to uda. Aspekt polityczny jest wyraźny i wszechobecny na tej imprezie. Na czas igrzysk polityka zagraniczna Rosji na pewno złagodnieje. Będziemy obserwować przyjazną, nieagresywną, nieasertywną retorykę. Bez tego nie dałoby się osiągnąć efektu potiomkinowskiego.

– Mówi Pan, że na czas igrzysk Rosja złagodniała. To znaczy, że gdy się zakończą, wszystko wróci do normy?

– W dużej mierze tak, bo ambicje imperialne Rosji były, są i nadal będą ogromne, szczególnie za rządów ekipy Putina. Za jakiś czas, za kilka, kilkanaście tygodni, góra – parę miesięcy, gdy świat nie będzie już żył igrzyskami, lecz mistrzostwami świata w piłce nożnej w Brazylii, Putin wróci do swoich dalekosiężnych planów i ambicji imperialnych. Gdyby bacznie przyjrzeć się temu, jak dotychczas działała Rosja, wyraźnie widać, że Moskwa ma ambicje bycia graczem w kilku regionach, próbuje rozszerzyć czy raczej odtworzyć strefę wpływów, jaką utraciła po rozwiązaniu ZSRS. Przypominają o tym nie tylko słowa Putina, ale konkretne działania wobec dawnych radzieckich republik.

– Czy na wydarzenia na Ukrainie, gdzie władze nie przeprowadziły na razie frontalnego ataku na protestujących, używając najmocniejszych argumentów tylko wycinkowo, miało wpływ zachowanie Rosji?

– Wspomniałem o złagodzeniu retoryki Rosji. Nie wykluczam, że prezydent Wiktor Janukowycz w pewnym momencie złagodniał właśnie pod wpływem retoryki Rosji. Przypomnę, że ugiął się, podjął rozmowy z opozycją, oferował jej nawet stanowisko premiera, zrezygnował – przynajmniej czasowo – z drakońskich ustaw antydemokratycznych, a nawet powyrzucał część ludzi związanych z Rosją, reprezentujących rosyjski punkt widzenia, z otoczenia odwołanego premiera Mykoły Azarowa. Możliwe, że stosunkowo łagodna postawa Janukowycza wobec protestujących na Ukrainie jest rezultatem wstrzymania nacisku Rosji na niego. Ale można na to spojrzeć inaczej, można wyobrazić sobie, że to, co się dzieje na Ukrainie, ten chaos, ta wojna – kontrastująca z olimpijskim spokojem, pięknymi i wielkimi wydarzeniami w Soczi – mogłaby być na rękę Rosji.

– W grze o Ukrainę?

– Nie tylko. Także w kreśleniu wspomnianego sielankowego obrazu Rosji. Tyle że prezydent Putin doskonale wie, że światowa opinia publiczna od dawna uważa, że rozgrywa on swoją partię na Ukrainie, dlatego uznał, że gdyby doszło tam do siłowych rozwiązań, również on byłby oskarżany, wikłany w to. W przypadku, gdy chce, żeby w świat poszedł pozytywny przekaz z Soczi, nie miał wyjścia: nacisnął hamulec, powstrzymując Janukowycza od stosowania rozwiązań siłowych. Prawdopodobnie za jakiś czas, jeśli nie zdarzy się nic nieoczekiwanego, jeśli sytuacja nie wymknie się spod kontroli, trzeba będzie zacząć liczyć się z zaostrzeniem kursu także na Ukrainie.

– Ale w światowych mediach jest sporo informacji, które nie budują sympatycznego obrazu Rosji organizującej wielką imprezę w Soczi. Dużo mówi się o skandalach, aferach korupcyjnych, niszczeniu przyrody, zagrożeniach terrorystycznych, kłopotach z poruszaniem się w efekcie ogromnej mobilizacji służb bezpieczeństwa.

– Wygra ten obraz, który będzie bardziej sugestywny. Okaże się, czy igrzyska zdominują informacje rysujące obraz wielkiego, pięknego święta sportowego, nowoczesnych budynków, lśniących nowością dróg i linii kolejowych, sportowych rekordów i medali. Czy raczej te, że jest to najdroższa dotychczas impreza sportowa, obarczona katastrofą ekologiczną, ogromnym poziomem korupcji – kilkakrotnie musiał tam interweniować sam Putin, ustawiając lokalnych wykonawców – zagrożeniem ze strony „czarnych wdów” czeczeńskich itp. Obraz, który przebije się silniej, zdominuje oceny igrzysk. Na pewno Putin zrobił sporo i jeszcze dużo zrobi, żeby obraz igrzysk był pozytywny, żeby okazały się one sukcesem propagandowym. I z pewnością się okażą. Bo politycy, społeczeństwa krajów demokratycznych wpadają w pułapkę. Z jednej strony dostrzegają negatywne strony imprezy, która chyba w ogóle nie powinna odbywać się w Rosji, ale z drugiej – wszyscy bardzo chcą mieć wielkie święto sportowe. I będą je mieć.

– Świat jest pod presją?

– Pod bardzo silną presją działaczy, trenerów, a szczególnie sportowców, którzy przez wiele lat przygotowują się, rywalizują, chcą zdobywać medale. To dla nich zbyt ważne wydarzenie, żeby miało ich ominąć. Także dlatego np. nie mogło być mowy o żadnym bojkocie igrzysk. Mieliśmy w przeszłości przykłady bojkotowania igrzysk – w Moskwie, po sowieckiej inwazji na Afganistan, potem rewanż w Los Angeles. Nie dawało to efektów, były to tylko gesty, z których świat sportowy był niezadowolony. Co ciekawe, im mniej demokratyczny kraj, tym lepiej takie igrzyska wyglądają. Proszę przypomnieć sobie olimpiadę w Atenach, która przyczyniła się do późniejszego krachu Grecji, gdzie działano według zasady: zastaw się, a postaw się. A z drugiej strony wspaniałe igrzyska w Pekinie – zachłyśnięto się medalami, oprawą, blichtrem, a o negatywnych skutkach świat się nie dowiedział. Igrzyska w Pekinie były tak wspaniałe, że cały świat zapomniał o… Bożym świecie.

– Ma Pan na myśli inwazję rosyjską na Gruzję przeprowadzoną w czasie olimpiady w Pekinie?

– Oczywiście. To była inwazja pod osłoną igrzysk. W sierpniu 2008 r., gdy wszyscy politycy zajęci byli śledzeniem transmisji, gdy prezydent USA George W. Bush oglądał zawody sportowe, armia rosyjska wkroczyła do Gruzji. To pokazuje, że czas wielkich imprez sportowych sprzyja nadzwyczajnym niesportowym wydarzeniom. Może działać uspokajająco na politykę albo… wprost przeciwnie.

Kard. Dziwisz: Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła

2019-10-23 07:15

Stanisław kard. Dziwisz / Warszawa (KAI)

Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła - to tytuł wykładu, który wygłosił kard. Stanisław Dziwisz podczas warszawskiej części III Międzynarodowego Kongresu "Europa Christi", która odbyła się we wtorek na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Bożena Sztajner/Niedziela

Publikujemy treść wystąpienia:

Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła.

Obecny kryzys kulturowy jest potężnym dziejowym wezwaniem do mądrego powrotu do wspólnego dziedzictwa historycznego. Renesans, na który wszyscy czekamy, jak zwykle, może się dokonać jedynie jako nowe przemyślenie i podjęcie klasycznej wizji człowieka i świata. Nie ulega wątpliwości, że w takim kontekście, dziedzictwo św. Papieża Jana Pawła II Wielkiego posiada wybitną wartość kulturotwórczą. Karol Wojtyła zostawił nam ogromny materiał do przemyślenia. Jego duchowy i intelektualny świat cechuje – podobnie jak owego uczonego, którego w ewangelii chwali Jezus (por. Mt 13, 52) – umiejętne pogodzenie tradycji i nowości. Dziedzictwo papieża Wojtyły to bogata, wielostronna i twórcza synteza wielu ludzkich ścieżek myślenia. Nie ulega wątpliwości, że wciąż pozostaje ona, i na długo pozostanie, istotnym i całościowym projektem odnowy kulturowej na globalną skalę. Projekt ten nie jest wezwaniem do prostego powrotu do przeszłości. Myśl Jana Pawła II jest bowiem na wskroś nowoczesna, oryginalna i twórcza, pozostając jednocześnie szlachetnie klasyczną. To Wojtyłowe, trudne balansowanie między tradycją a nowoczesnością, wniosło ogromny powiem świeżości w życie Kościoła, a przezeń w uniwersalne przestrzenie szeroko rozumianej kultury, polityki i nauki. W tym względzie święty papież stał się prawdziwym nauczycielem i doktorem Kościoła, a w nim istotnym stróżem wartości europejskich, które stanowią nieusuwalny fundament współczesnej cywilizacji. W niniejszym wystąpieniu chciałbym zwrócić Państwa uwagę na trzy wymiary dziedzictwa św. Jana Pawła II, w których jest ono najbardziej twórcze. Są to jednocześnie, moim zdaniem, najważniejsze powody dla których Jan Paweł II powinien zostać uznany za doktora Kościoła i współpatrona naszego europejskiego domu.

1.Jana Pawła II wizja Kościoła: doktorat z eklezjologii

Papież z Polski był tytanem pracy. Ogromna ilość publicznych wystąpień, audiencji, zagranicznych podróży i bogatych treściowo dokumentów dowodzi nie tylko jego pracowitości, ale i prawdziwej miłości do Oblubienicy Chrystusa, której zmartwychwstały Pan uczynił go stróżem i pasterzem. Wielkość tego dziedzictwa, nie powinna być jednak mierzona jedynie ilościowo. Nie wolno nam zapominać, że życie Karola Wojtyły, papieża Jana Pawła II jest wielkim świadectwem prymatu Boga w życiu osobistym i społecznym. Wielkość papieża to wielkość danej mu przez Boga łaski, której Chrystusowy uczeń wiernie odpowiadał, strzegł i przekazywał, której stał się apostołem, głosicielem, świadkiem i ikoną. Dziedzictwo Wojtyły to świadectwo: największa siła papieża nie polegała na posiadaniu władzy kluczy, ale na byciu pokornym i przejrzystym świadkiem piękna, dobroci i miłości Boga w pośrodku cierpiącego świata. Wezwanie na urząd papieski było dla niego przede wszystkim sprawą wewnętrznego powołania do jeszcze większej solidarności z Bogiem i człowiekiem. Instytucjonalno-prawne wymiary papieskiego świadectwa – wyrażone chociażby w postaci odnowionego Kodeksu Prawa Kanonicznego z roku 1983 – były zawsze podporządkowane budowaniu relacji, poszerzaniu przestrzeni Kościoła rozumianego jako „niejako sakrament intymnego zjednoczenia z Bogiem”. To Kościół budzący się w duszach, żeby posłużyć się wyrażeniem Romano Guardiniego, znajdował się w centrum życia i posługi Jana Pawła II.

Wagę papieskiego świadectwa widzę przede wszystkim w tym jak Wojtyła rozumie Kościół. Jeszcze przed wyborem na stolicę apostołów Piotra i Pawła, napisał w Stanisławie, że Kościół wyznacza dla niego najbardziej intymną przestrzeń jego własnego wnętrza, jest „dnem jego bytu”. W konsekwencji spotkania z Chrystusem, Papież Wojtyła przyjął Kościół do samego centrum swojego osobistego życia. Kościół stał się dlań domem, a on domem dla Kościoła. Jak rozumieć te słowa będzie wiedział każdy, kto choć raz osobiście go spotkał i pamięta jego spojrzenie i dotyk dłoni. W nich nie istniała obcość i dystans. Jako człowiek oddany Bogu i Kościołowi wydał się również ludziom i znalazł dla nich miejsce w samym sobie. Zewnętrzna serdeczność wypływała z głębi wnętrza uczynionego gościnnym domem dla wszystkich. Najbardziej istotna lekcja Wojtyły to właśnie ta o przyjęciu Kościoła do swojego wnętrza, o utożsamieniu się z ludźmi, którzy wierzą, kochają i maja nadzieję w Bogu.

Powiedzmy to zdecydowanie i wyraźnie: w świecie pokawałkowanym, rozbitym, w świecie, w którym coraz więcej ludzi doświadcza różnorakich bezdomności, Jan Paweł II konsekwentnie głosił tajemnicę Kościoła jako domu dla każdego. Papież Wojtyła był Papieżem z ludzi wziętym i dla ludzi ustanowionym. Świadczy o tym jego wola bycia blisko ludzi, otwarte dla tak wielu msze w prywatnej kaplicy, spotkania przy stole, pokonywanie barier podczas audiencji, stosy kartek z modlitewnymi intencjami, które zamieszkiwały nieprzerwanie w zakamarkach jego klęcznika. Można stwierdzić bez przesady, że za pontyfikatu Jana Pawła II Kościół na nowo i zdecydowanie ukazał swoje ludzkie oblicze, stał się jeszcze raz domem. Świadczą o tym nie tylko konkretne wydarzenia na miarę epoki, wydarzenia niejednokrotnie przekraczające konwenanse, ale również liczne dokumenty papieskie i treści w nich zawarte. Wspomnijmy chociażby o przełomowym charakterze Familiaris Consortio, w którym de facto zdejmuje on mała ekskomunikę z osób rozwiedzionych, zapraszając ich do głębszej integracji z Kościołem. Jakże to piękny wyraz serdecznej troski o człowieka, wyraz towarzyszenia i jednocześnie dowód ogromnej pasterskiej odwagi na epokową miarę. W tym względzie, Jan Paweł II na zawsze pozostanie prawdziwym doktorem Kościoła nauczającym, że jedynie ten go rozumie, kto wpuszcza go do własnego wnętrza.

Ta nowatorska eklezjologia, wyrażona bardziej w praktyce życia niż na papierze, zasługuje na miano eklezjologii serdecznej. Misyjne otwarcie Kościoła, duszpasterski tenor Piotrowej posługi, ukazanie przyjaznej twarzy Kościoła to wszystko są owoce takiej serdecznej wizji Kościoła zakorzenionego głęboko w sercu Jana Pawła II. Nie ulega wątpliwości, że w dziedzinie eklezjologii, a szczególnie rozumienia urzędu papieskiego, Jan Paweł II lokuje się wśród tak wielkich papieży jak wielcy Leon i Grzegorz, którym w dużej mierze zawdzięczamy koncepcję papiestwa. Jeśli wspomniani starożytni papieże budowali doktrynę papieskiego autorytetu w oparciu o władzę kluczy, Wojtyła uzupełnia ich teologię i praktykę o mocny wymiar duszpasterski. Papież staje się duszpasterzem, świadkiem, głosicielem, a bliskość z człowiekiem staje się formą sprawowania właściwej mu władzy. Mamy tu do czynienia z zupełnie odnowioną koncepcją autorytetu papieskiego.

W kontekście serdecznej eklezjologii, chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden wymiar kościelnego świadectwa papieża Wojtyły. Otóż w epoce postmodernizmu, Wojtyła pozostaje zdecydowanym obrońcą rozumu. Późna nowoczesność odrzuca bowiem rozum i jego zdolność do poszukiwania i odkrywania prawdy. Epoka ta ogłosiła jako swój manifest śmierć prawdy, a wraz z nią śmierć człowieka. Kiedy nie istnieje już prawda pozostają jedynie równowartościowe, efemeryczne opinie, których zadaniem jest tworzyć świat wedle własnych, subiektywnych projektorów. Takie podejście daje się dzisiaj zauważyć niestety również w niektórych obszarach działalności duszpasterskiej. Chodzi o takie inicjatywy, które rozdzielają porządek wiary i poszukiwania prawdy, redukują wymiar racjonalny wiary na rzecz pustego emotywizmu. I tutaj papież Wojtyła okazuje się być istotnym świadkiem prawdziwej natury Kościoła. Jako człowiek ducha, jest również wybitnym intelektualistą, jako filozof uprawia również teologię. Jego serdeczna posługa oferowania ludziom domu w Kościele łączy się i naturalnie wypływa z życia intelektu zafascynowanego Bogiem i wciąż przekraczającego swoje granice, aby lepiej głosić tajemnicę Jego bliskości w świecie. Także rozum ma wierzyć, kochać, ufać. Nie ma wiary, która nie poszukiwałyby zrozumienia.

W tym względzie papież Wojtyła, nie tylko przypomina tradycję Kościoła i wciela ją w życie, ale, szczególnie w Fides et ratio, buduje całościową i spójną wizję relacji między rozumem a wiarą. Encyklika ta należy bez wątpienia do najważniejszych tekstów pontyfikatu. To ona bowiem diagnozuje bezpośrednie przyczyny współczesnych kryzysów ludzkości i twórczo wskazuje na drogę ich przezwyciężenia przez odnowiony sojusz wiary i rozumu. Papież opisuje w niej oryginalnie syntezę wiary i rozumu, a przede wszystkim broni rozumu i prawdy z perspektywy doktryny wiary. Ta paradoksalna obrona rozumu przeze wiarę jest epokowo znacząca, a jej waga wykracza poza współczesny kontekst. Chodzi w tym przypadku o teologiczne i magisterialne opracowanie prawdy o rozumie, o włączenie go w świat prawd wiary. Kościół Wojtyły służy prawdzie, służy również rozumowi. W tym świetle należy odczytywać przełożone wystąpienia papieża dotyczące nauk ścisłych i ich głównych osiągnięć, chociażby ewolucji, którą papież Wojtyła uznał za „więcej niż hipotezę”.

2. Karol Wojtyła/Jan Paweł II i głębsze rozumienie człowieka: doktorat z antropologii

Karol Wojtyła – jak słusznie ujmuje to tytuł jego ekranowej biografii – przeszedł do historii jako „człowiek, który został Papieżem i papież, który pozostał człowiekiem”. Ten lapidarny i zgrabny tytuł wyraża istotny moment życia i działalności polskiego papieża. Obdarzony wyjątkowo bogatym doświadczeniem ludzkim (samotność, cierpienie, poezja, praca, kapłaństwo, filozofia) rozumie intuicyjnie soborowe słowa o tym, że „Chrystus zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”. To one motywują go do przyjęcia człowieczeństwa jako drogi Kościoła. Jan Paweł II, mistycznie zjednoczony z Bogiem, staje się na mocy tego zjednoczenia miłośnikiem człowieka. To ta jedna jedyna miłość, w której „sprawy ludzkie łączą się ze sprawami boskimi” każe mu nie tylko człowiekowi służy, ale i próbować go coraz lepiej rozumieć. Cała działalność naukowa Karola Wojtyły obracała się wokół tajemnicy człowieka, jego osoby i jego osobowego działania w świecie. W centrum tej refleksji od zawsze stała – widać to już we wczesnej poezji – prawda o przeznaczeniu do odpowiedzialnej miłości, której zwieńczeniem jest ojcostwo i macierzyństwo. Myśl Wojtyły powoli kształtowała się w wirze życia akademickiego i duszpasterskiej posługi. Wątki teoretyczne wypływały wprost z praktyki życia, z bycia z człowiekiem, z rozmów i wspólnie przeżytych chwil, z towarzyszenia małżonkom i rodzinom. Ten długi i złożony proces dochodzenia do rozumienia człowieka i poszukiwania najbardziej adekwatnego sposobu wyrażenia odkrytej prawdy osiąga swoją pełnię w teologii ciała. Teologia ta jest bez wątpienia wyrazem najbardziej dojrzałej myśli Wojtyły i jednocześnie jego najbardziej oryginalnym wkładem w dzieje teologii, i szerzej, w historie rozumienia człowieka. To do jej krótkiej prezentacji ograniczę tutaj opis, skądinąd bardzo bogatego i wielostronnego, wkładu Jana Pawła II do antropologii.

Jan Paweł II nie jest oczywiście pierwszym, który podejmuje w dziejach Kościoła tematykę ciała, małżeństwa, rodziny. Niemniej w perspektywie horyzontów roztaczanej przez siebie wizji, jej syntetyczności, jak i sposobu ujęcia i opisu wspomnianych rzeczywistości, zasługuje na miano twórcy integralnie pojętej teologii ciała. Jego wizja w tym względzie pozostaje wybitną syntezą wątków teologicznych, filozoficznych, psychologicznych i naukowych. Rozum, doświadczenie i wiara pozwalają mu na przenikliwe opracowanie zagadnień, które praktycznie nigdy wcześniej nie były badane przez teologów. Ciało, seksualność, miłość mężczyzny i kobiety, ich biologiczna, psychologiczna, socjologiczna komplementarność zostają ujęte w perspektywie przesłania ewangelii. Kluczem do zrozumienia przygód ciała staje się tajemniczy dar z samego siebie, bez którego człowiek nie może stać się sobą. W ten sposób, teologia ciała zbudowana zostaje na ofierze Chrystusa, w której staje się On mistrzem używania ciała. W interpretacji Wojtyły, ciało staje się nośnikiem najbardziej ewangelicznych prawideł ludzkiej egzystencji nie w abstrakcji, ale w konkrecie codziennego doświadczenia człowieka pragnącego kochać i oczekującego na miłość.

W teologii ciała Wojtyły widzieć trzeba opracowanie i spełnienie starej intuicji wczesnochrześcijańskiego pisarza, Tertuliana, który twierdził, iż ciało jest zawiasem zbawienia. Tertulian nie opracował dokładniej swojej intuicji. Wygląda na to, że jej opracowanie było możliwe dopiero w naszych czasach, i że czekało ono właśnie na papieża z rodu Polaków. Jego filozoficzny, fenomenologiczny warsztat naukowy, kapłańska i aktorska wrażliwość, doświadczenie duszpasterskie sprawiły, że mógł on podjąć problematykę ludzkiej cielesności więcej niż tylko z jednej perspektywy. Owoc pracy pozostaje zachwycający. Teologia ciała pozwala na wniknięcie w głębiny tajemnicy człowieka, której wnętrze staje się jawne w znaku ciała. Teologia ta odpowiada na najgłębsze pytania współczesnego człowieka, chroni go przed uprzedmiotowieniem i wskazuje na piękno jego tajemnicy, którą sam Bóg uczynił swoim obrazem i syntezą całego stworzenia. I w tym względzie, szczególnie w tym względzie, papież Wojtyła pozostanie wybitnym nauczycielem Kościoła.

3. Patron Europy

Autentyczne duszpasterstwo nie ogranicza się nigdy jedynie do budowania samego Kościoła. Ono wykracza poza jego widzialne struktury i dotyka spraw świata w ich centralnych momentach. Dzięki przedziwnym drogom boskiej Opatrzności, ta prawda znalazła swoje potwierdzenie w życiu i dziele Jana Pawła II. Jego osobowość, myśl, praca pozostawiły ogromny ślad nie tylko w życiu Kościoła, ale i całej społeczności światowej. W tym względzie papież Wojtyła reprezentuje najszlachetniejszy ideał Europejczyka. Jego wkład do życia naszego kontynentu widzę szczególnie w perspektywie dwóch spraw, które umacniają moje przeświadczenie o wciąż aktualnej roli Jana Pawła II w życiu naszego kontynentu.

Po pierwsze, życie Karola Wojtyły/papieża Jana Pawła II jest przypomnieniem o chrześcijańskich korzeniach Europy i całej cywilizacji zachodniej. Papież dowodzi swoim życiem, że bycie Europejczykiem i bycie uczniem Chrystusa nie wykluczają się, ale radykalnie zakładają. Chrześcijaństwo wpisane jest w europejskie fundamenty, jest nieusuwalnym kodem genetycznym europejskości. W tym względzie, papież Wojtyła i jego dziedzictwo mogą być uznane za wielką apologię chrześcijaństwa, europejskości i ich wzajemnego związku. Jeśli europejska nowoczesność rosła wraz z umacnianiem się podejrzenia, że religia osłabia więzi społeczne i deprymuje integralny rozwój człowieczeństwa, to najlepszym przykładem dowodzącym tez przeciwnych jest właśnie kształt człowieczeństwa Jana Pawła II. Jest ono ukazaniem piękna chrześcijańskiej wizji człowieka, jej otwartości i integralności. Wojtyła był i pozostaje Europejczykiem, był nim i pozostaje jako syn Kościoła, jako wierzący w Chrystusa. Integralność jego człowieczeństwa, wyrażona nie tylko w praktyce codzienności, ale także w spuściźnie pisarskiej, jest wybitnym przykładem i wzorem prawdziwie europejskich wartości.

Po drugie, podkreślić trzeba wkład Jana Pawła II w najnowsze dzieje Europy. Wielu historyków, polityków i komentatorów przyznaje papieżowi centralną rolę w obaleniu komunizmu i integracji kontynentalnej wspólnoty. To jego posługiwanie stanowiło kamień węgielny w polskim, narodowym przebudzeniu nadziei. To ono przyczyniło się walnie i lawinowo do skonsolidowania ruchów społecznych i politycznych mających na celu stworzenie wolnej, równej, dziejowo sprawiedliwej Europy.

Z tych wszystkich powodów, trzeba stwierdzić, iż papież Wojtyła to nie tylko wielki współczesny doktor Kościoła, ale i wybitny patron dla Europy, który ma ogromnie wiele do powiedzenia wszystkim, zarówno wierzącym, jak i niewierzącym. W tak trudnych i złożonych czasach jak nasze, jego wstawiennictwo u Boga, o którym tak pięknie zapewniał kard. Ratzinger w pogrzebowej homilii, stanowi mocne oparcie dla wszystkich ludzi dobrej woli, zaś dziedzictwo jakie pozostawił w swoich pismach jest pełną mapą drogową wytyczającą dobre kierunki dla naszej wspólnej wędrówki ku lepszemu światu, ku ostatecznemu spotkaniu z przychodzącym Panem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kęszyca Leśna: Ogólnopolskie rekolekcje kapłańskie dla duszpasterzy nauczycieli

2019-10-24 01:08

Kamil Krasowski

W Kęszycy Leśnej odbywają się Ogólnopolskie rekolekcje kapłańskie dla duszpasterzy nauczycieli (22-24 października). Prowadzi je ojciec duchowny ks. dr Zygmunt Zapaśnik. W spotkaniu uczestniczy 13 duszpasterzy nauczycieli, z którymi jest bp Piotr Turzyński, delegat KEP ds. Nauczycieli.

Karolina Krasowska
Drugiego dnia rekolekcji ich uczestnicy odwiedzili Wyższe Seminarium Duchowne w Gościkowie-Paradyżu

- W tym roku na rekolekcje do Kęszycy zaprosiliśmy duszpasterzy z całej Polski. Jest nas wszystkich 13. Przyjechali duszpasterze z całej ściany wschodniej naszego kraju, a także z środkowej Polski. Jest z nami ksiądz biskup z Radomia również ze swoim duszpasterzem. Jeśli chodzi o ścianę zachodnią to są duszpasterze z Zielonej Góry, Poznania i Legnicy - mówi ks. Krzysztof Hołowczak, duszpasterz nauczycieli diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. - W ostatnim czasie takie spotkania odbywały się w Białobrzegach i Ostrowcu Świętokrzyskim, więc w tym roku zaprosiłem biskupa i księży do naszej diecezji, bo nigdy tutaj nie byli. Cieszą się tym, co widzą, naszą wspólną modlitwą, wspólnym byciem. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem