Reklama

5 lat turnieju „Bosko Cup”

2014-02-12 16:05

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 7/2014, str. 4-5

Turniej Piłki Nożnej Ministrantów „Bosko Cup” Diecezji Bielsko-Żywieckiej skończył 28 stycznia 5 lat. Z tej okazji inicjator i organizator turnieju, ks. Marcin Pomper odprawił Mszę św. dziękczynną w parafii pw. Matki Bożej Różańcowej na Górnym Borze w Skoczowie, gdzie obecnie posługuje jako wikariusz

Zaczynało się bardzo skromnie. Jeden mecz, dwie drużyny... W styczniu 2009 r. odbywał się w Brennej „Tydzień z Panem Bogiem”. Wówczas ks. Marcin Pomper był wikariuszem w Brennej i on wraz z oazą prowadził tę formę wypoczynku dla dzieci ze szkoły podstawowej. Sam od dziecka pasjonował się piłką nożną. Nawet w pracy magisterskiej pisał o przeciwdziałaniu agresji pseudokibiców, zaznaczając że jedną z form tego przeciwdziałania jest wychowanie przez sport, co było również propagowane przez św. Jana Bosko. Podczas „Tygodnia z Panem Bogiem” zakiełkowała myśl o zorganizowaniu turnieju.

– Pomysł zorganizowania turnieju zrodził się w Brennej podczas „Tygodnia z Panem Bogiem”, któremu patronował wtedy św. Jan Bosko. Trzeba było tylko wybrać jakąś datę. A że zawsze jest jakaś piłkarska środa, to wybrałem środę 28 stycznia 2009 r. Na hali sportowej w Szkole Podstawowej na Bukowej w Brennej rozpoczął się pierwszy mecz tego turnieju. Chociaż było zaproszonych kilka parafii, odpowiedziała tylko jedna – pw. św. Jana Sarkandra w Górkach Wielkich u franciszkanów – wspomina ks. Marcin Pomper. Pierwszy mecz w historii „Bosko Cup” rozegrali między sobą – parafia w Brennej-Centrum i franciszkanie z Górek. Zakończył się wynikiem 5: 2 dla Brennej. Hala była bardzo mała i musiała wtedy pomieścić ok. 100 dzieci na widowni oraz uczestników rozgrywek.

Ks. Marcinowi Pomperowi pomagał wówczas Kamil Pawlak. – Wtedy w turniej była zaangażowana jedna osoba – Kamil, który pracował nad nagłośnieniem. I tak zostało do teraz: nadal zajmuje się nagłośnieniem, wprowadzeniem do finałów, galą otwarcia i prowadzeniem całej imprezy – mówi ks. Marcin Pomper. – Jak się tylko zrodził pomysł turnieju, ks. Marcin poprosił mnie o pomoc w realizacji tego turnieju. Zgodziłem się bez wahania. A poza tym robię w tym turnieju to, co tak naprawdę lubię – podkreśla Kamil Pawlak.

Reklama

„Bosko” w Internecie

Kolejny mecz odbył się latem 2009 r. znów na hali w Brennej. – Miało być na otwartym boisku, ale pogoda nie sprzyjała. Wtedy już grały 4 zespoły. W następnym roku było nieco łatwiej. Więcej drużyn chciało brać udział w turnieju, więc wprowadziliśmy eliminacje. Ale one też wtedy raczkowały, gdyż każdy gdzieś tam sam musiał je rozegrać i zorganizować. Nie braliśmy wtedy odpowiedzialności za eliminacje, tylko uczestnicy sami sobie obierali termin i miejsce rozegrania eliminacji, by wyłonić drużyny. Nam tylko przesyłali wyniki, spisany protokół rozegranego meczu, podpisany oczywiście przez sędziego. Od trzeciego roku zaczęło się już bardziej profesjonalnie. Wtedy mieliśmy już stronę internetową. Wszelkie informacje pojawiały się drogą elektroniczną. Rozgrywki były lepiej zorganizowane – opowiada ks. Marcin Pomper. Stroną internetową zajął się Piotr Krzempek. – Akurat ksiądz zapytał mnie, czy byśmy nie stworzyli strony internetowej dla parafii i dla turnieju. Zgodziłem się. Od samego początku zajmowałem się aktualizacją danych na stronie. Później, od początku nowego roku, starałem się wprowadzić jakieś zmiany w stronie, zaprojektować nowy wygląd itp. Jednakże nie starczało mi na wszystko czasu i moje obowiązki przejął kolega. Wtedy ks. Marcin zaproponował, bym zajął się nagrywaniem, więc się tym zajmowałem. Ale że zabrakło prowadzącego, dlatego w tę rolę zostałem wprowadzony ja. Nie boję się wypowiadać przed kamerą, dlatego myślę, że ks. Marcin chciał, bym prowadził te programy – mówi Piotr, obecnie prezenter w „Bosko Cup”.

Sztab się rozrasta

Turniej nabierał coraz poważniejszego wymiaru. Potrzebne były kolejne osoby, które by pomogły ks. Marcinowi w organizacji przedsięwzięcia. Pojawiła się Małgorzata Greń, którą została protokolantką turnieju. – Objęłam tę funkcję po koleżance. Dla mnie najbardziej aktywnym czasem są finały, eliminacje. Wiadomo, jest teraz coraz więcej obowiązków, które nie pozwalają się tak udzielać, jak się udzielałam kiedyś, ale w miarę możliwości jestem na finałach i spisuję każdą bramkę, zapisuję każdą czerwoną czy żółtą kartkę. Potem robi się z tego statystyki. Ksiądz zaproponował mi tę funkcję. Po namyśle doszłam do wniosku, że też się przydam i tak się zaangażowałam – uśmiecha się Małgorzata. Do Sztabu Organizacyjnego dołączył także Adrian Gajda, który zajął się montażem programów. – Było zapotrzebowanie na złożenie programu. Ks. Marcin szukał kogoś, kto to będzie mógł zrobić. Stwierdziłem że podejmę się tego. Wiadomo, na początku było trochę ciężko, ale z czasem już było lepiej. Tak zaczęła się moja kariera. Teraz trochę mniej się angażuję z racji innych obowiązków i przeciążyłem nieco kolegę, ale jakoś ze sobą współgramy – zaznacza Adrian.

– Kamil, Adrian, Gosia i Piotrek to są osoby, które tworzyły kiedyś wspólnotę Ruchu Światło-Życie w parafii w Brennej, którą założyłem. Podejmowaliśmy wspólnie wiele inicjatyw i dzięki temu poprosiłem ich, żeby weszli w grono tworzących sztab organizacyjny naszego turnieju „Bosko Cup”. Jest jeszcze Marek Gielata, który wraz z Kamilem zajmuje się prowadzeniem całej imprezy otwarcia finałów, przebiegu finałów. Marek również komentuje mecz finałowy. Cieszę się bardzo, że po moim przejściu z Brennej do Skoczowa nadal ta współpraca jest podejmowana – podkreśla ks. Marcin Pomper.

Do osób z Brennej dołączyli jeszcze młodzi ludzie ze Skoczowa, których kapłan poznał, gdy przeszedł na parafię na Górnym Borze. Wcześniej było tak, że kto miał czas, robił zdjęcia podczas turnieju. Teraz fotografowaniem zajmuje się Przemysław Pieter, a Elwira Stańczyk – prowadzeniem wywiadów. – Po jednej niedzielnej Mszy św. podszedłem do ks. Marcina i zapytałem się, czy jakby była jaka okazja, czy mógłbym robić zdjęcia. Ksiądz od razu zapytał się, czy mógłbym dołączyć do tej organizacji, bo jest taka potrzeba. I tak to się zaczęło. Robię na bieżąco zdjęcia na turniejach „Bosko Cup”, a także w parafii – mówi Przemysław. Elwira, która jest najkrócej w Sztabie, bo od listopada ub.r., wspomina: – Ks. Marcin raz mnie zagadnął. Stwierdził, że potrzebuje wygadanej osoby. Wziął mnie na próbę i udało się. Na początku było trudno, ale do teraz dajemy radę. – Jeszcze jest Brian Niemiec. On jest operatorem kamery. To osoba, która została przez Adriana tak trochę wtajemniczona w montaż filmów tak, że myślę, że będzie to z pożytkiem dla nas wszystkich – dodaje ks. Pomper.

Przewodniczącą sztabu została Joanna Michalak. – Z roku na rok poziom organizacyjny wzrasta. Potrzebowałem też takiej osoby, która będzie mnie w stanie zastąpić w wielu elementach i mam taką prawą rękę – jest to pani Asia, szefowa naszego sztabu, która w wielu rzeczach mnie odciąża i to bardzo – zaznacza kapłan. – Na bieżąco w czym się da, to się uzupełniamy. Jestem w sztabie stosunkowo niedawno, bo 2,5 roku, czyli od kiedy ksiądz przyszedł do Skoczowa. Jestem zafascynowana młodzieżą, która to organizuje. Fantastyczna młodzież – chwali młodych ludzi Joanna Michalak.

Reprezentacja

W zeszłym roku w sierpniu z okazji peregrynacji relikwii św. Jana Bosko w Oświęcimiu została wyłoniona Reprezentacja „Bosko Cup”. – To było wyjątkowe dzieło i jest ważne, aby to teraz jeszcze rozwinąć. Reprezentacja zagra 16 lutego br. z Podbeskidziem Bielsko-Biała na hali „Widok”. To już są rozgrywki z poważniejszym rywalem, a dla chłopaków okazja, żeby skonfrontować się z zespołem z wyższej półki. Jest to również okazja do uczczenia 5. rocznicy powstania naszego turnieju – zaznacza kapłan. Ks. Marcin ma też pewne marzenia związane z turniejem: – Ja mam olbrzymi projekt… Może kiedyś doczekamy się „Bosko Areny”, może będziemy mieć stadion im. św. Jana Bosko... Mamy dużo pomysłów, tylko strona finansowa nas trzyma jeszcze. Walczymy o sponsorów i tu jest duża rola Pani Asi, żeby znajdować tych potencjalnych sponsorów. Ale Pan Bóg nam pomaga – mówi ks. Marcin. – Czasem ktoś się pojawi, albo ktoś zadzwoni, coś zaproponuje – dodaje Joanna.

Turniej na chwałę Bożą

28 stycznia ks. Marcin Pomper modlił się wraz ze sztabem i wiernym podczas Mszy św. za cały turniej i wszystkich z „Bosko Cup” związanych. Dla kapłana to zadziwiające, że w ciągu zaledwie 5 lat tak się to dzieło rozwinęło. Obecnie cyklicznie odbywają się turnieje letnie i halowe oraz eliminacje do tych turniejów w wyznaczonych okręgach. Drużyny ministrantów z różnych parafii diecezji grają na dużych boiskach i halach sportowych. Organizowane są również mecze o superpuchar i gale piłkarskie. Ks. Pomper widzi w tym przede wszystkim działanie Boże: – To miało być takie małe dzieło. Tak sobie pomyślałem, że jeśli Pan nam pobłogosławi, to będzie z tego coś większego. Przypuszczałem, że taki większy poziom nasz turniej osiągnie może na 10. rocznicę istnienia. A tu się tak stało, że na 5. rocznicę istnienia mamy już bardzo wysoki poziom. To wszystko jest na chwałę Bożą, dla uwielbienia Pana Boga, tak jak to czynił św. Jan Bosko poprzez sport.

Reklama

Z potrzeby serca – kult ks. Jerzego Popiełuszki w liczbach

2019-10-18 11:50

ar, aw / Warszawa (KAI)

Od 1984 roku grób księdza Jerzego Popiełuszki odwiedziło blisko 23 mln. osób, natomiast muzeum Męczennika, znajdujące się przy parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu zwiedziło ok. 65 tysięcy osób. Relikwie w ponad tysiącu miejsc na świecie, dziesiątki ulic i pomników... W sobotę 19 października przypada 35. rocznica męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, duchownego, który przyciąga ludzi z całego świata – wierzących i niewierzących

Rycerze Kolumba

Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu bł. ks. Jerzego Popiełuszki, powołany przez kard. Kazimierza Nycza na wiosnę 2011 r., rok po beatyfikacji, pieczołowicie odnotowuje wszelkie przejawy czci skromnego duszpasterza ludzi pracy, zamordowanego przez funkcjonariuszy SB 19 października 1984 r. Na pytanie, dlaczego ludzie tu wciąż przychodzą, odpowiadają: Z potrzeby serca.

Wystarczy choć krótko być przy grobie ks. Jerzego w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu żeby zauważyć nieustający potok wiernych, którzy tu przychodzą. W grupach, całymi rodzinami lub indywidualnie, nieraz na kilka minut, żeby pomodlić się w godzinach porannych, by pobiec później do swych codziennych zajęć. Jak podaje Paweł Kęska, specjalista ds. projektów rozwoju Muzeum, Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu oraz Sanktuarium, Błogosławionego Ks. Jerzego Popiełuszki, od 1984 roku grób księdza Jerzego Popiełuszki odwiedziło blisko 23 mln. osób. Nie sposób policzyć nawiedzeń indywidualnych, więc z pewnością liczba ta jest znacznie wyższa.

Łatwiej natomiast ustalić liczbę osób, które w tym roku obejrzały ekspozycję w muzeum, poświęconą ks. Popiełuszce – jest ich ok. 65 tysięcy. Zwiedzający wpisują się do Księgi Pamiątkowej, w której dzielą się wrażeniami i prośbami. Jest wśród nich wiele wpisów, dotyczących spraw społecznych i narodowych. To naturalne – kapłan, który nawoływał do stosowania zasad sprawiedliwości społecznej, upominał się o pokrzywdzonych przez władze komunistycznego reżimu, zwłaszcza robotników z Huty Warszawa, ale przestrzegał też przed pokusą nienawiści i apelował, by zło zwyciężać dobrem, w naturalny sposób stał się orędownikiem trudnych spraw narodu i ojczyzny. Wielu zwiedzających nie kryje wzruszenia i emocji, związanych z obejrzeniem ekspozycji.

Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych abp Angelo Amato, który był legatem papieskim na uroczystości beatyfikacyjne, wyznał w homilii 6 czerwca 2010 r.: “Kilkakrotnie miałem okazję odwiedzić w Warszawie muzeum poświęcone naszemu Błogosławionemu męczennikowi księdzu Jerzemu Popiełuszce. Za każdym razem wzruszenie było tak wielkie, że prowadziło do łez. Potwornie zeszpecona twarz tego łagodnego kapłana była podobna do ubiczowanego i upokorzonego oblicza ukrzyżowanego Chrystusa, które utraciło piękność i godność”.

Wiadomo też, że relikwie błogosławionego trafiły do około 1050 miejsc na całej kuli ziemskiej. Stało się to możliwe po ekshumacji ciała ks. Jerzego, która została przeprowadzona w ramach procesu beatyfikacyjnego. Ponad 700 relikwii trafiło wówczas do kościołów w Polsce, około 300 nie tylko do Europy, Ukrainy, Austrii, Włoch, ale w najbardziej oddalone od Polski zakątki świata – na Filipiny, do Australii, Beninu. Ksiądz Jerzy przemawia więc językiem uniwersalnym.

Każdego 19. dnia miesiąca przy relikwiach błogosławionego w kościele św. Stanisława Kostki odprawiana jest Msza św. z prośbami za wstawiennictwem ks. Jerzego i podziękowaniami za otrzymane łaski. Księga wpisów odnotowuje część podziękowań za otrzymane łaski za wstawiennictwem ks. Jerzego. Większość podziękowań dotyczy zwyczajnych spraw, np. otrzymania pracy, wiele jest świadectw o wyjściu z uzależnień czy porzuceniu planów o rozwodzie. Jednak są tu opisane wydarzenia nadzwyczajne, na przykład niewyjaśnione z punktu widzenia medycyny uzdrowienia. Nie zostały one szczegółowo zbadane, jednak osoby dające świadectwo nie mają wątpliwości, że zawdzięczają uzdrowienie swoje lub bliskich ks. Popiełuszce.

Do kościoła św. Stanisława Kostki i grobu ks. Jerzego nieprzerwanie przychodzą także jego przyjaciele i współpracownicy – gromadził ich za życia, gromadzi i po śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Belgia: Kelly jest zdrowa, ale chce eutanazji, czuje się brzydka

2019-10-18 18:16

Krzysztof Bronk/vaticannews / Leuven (KAI)

W Belgii na oczach mediów rozgrywa się kolejny dramat cywilizacji śmierci. Od siedmiu miesięcy o eutanazję ubiega się tam cierpiąca na depresję 23-letnia Kelly z uniwersyteckiego miasta Leuven. Jej historia przypomina przypadek 17-letniej Noe Pothoven z sąsiedniej Holandii, która w maju tego roku skorzystała z prawa do eutanazji.

Vatican News

Dolegliwości młodej Holenderki wiązały się doświadczeniem gwałtu. Flamandka Kelly jest ładna, ma rodzinę i narzeczonego. Cierpi na paraliżującą nieśmiałość. Kiedy patrzę w lustro widzę potwora – opowiada dziennikarzom. I jak wielu młodych w jej wieku twierdzi, że po prostu się sobie nie podoba.

O możliwości, które oferuje eutanazyjne prawo w Belgii poinformował ją psycholog. Na eutanazję czeka już siedem miesięcy, bo aby śmiertelny zabieg został wykonany, potrzebna jest pozytywna opinia dwóch psychiatrów i jednego lekarza ogólnego. Jej rodzice i rodzeństwo, w tym siostra bliźniaczka, dowiedzieli się o całej sprawie dopiero kilka dni temu.

Przypadek Kelly budzi w Belgii zrozumiałe kontrowersje. Z powodów psychicznych jest wykonywanych w tym kraju 2,4 procent wszystkich eutanazji. Statystycznie co trzecia osoba, która wnioskuje o wspomagane samobójstwo ze względu na cierpienie psychiczne, otrzymuje aprobatę psychiatrów.

Przypadek Kelly budzi kontrowersję, bo przedostał się do mediów. W pełnym świetle ukazuje on zwyrodnienie państwa, które zamiast podać cierpiącym pomocą dłoń, oferuje im pomoc w samobójstwie. Przypomnijmy, że kiedy pół roku temu w Holandii uśmiercono 17-letnią Noę, Papież Franciszek zareagował na jej zgon tymi słowami: „Eutanazja i wspomagane samobójstwo są porażką wszystkich. Odpowiedź, do której jesteśmy wezwani to nieporzucanie nigdy tych, którzy cierpią; nie poddanie się, ale objęcie troską i miłością, by przywrócić nadzieję”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem