Reklama

Polityka

Deficyt demokracji

O nadużywaniu prawa parlamentarnego, braku sejmowej kontroli i usypianiu opinii publicznej z posłem Kazimierzem M. Ujazdowskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Na początku tego roku Sejm wykazał się niezwykłą skutecznością działania – w niebywale ekspresowym tempie znowelizowano ustawę nakładającą na Lasy Państwowe tzw. leśną daninę, rodzaj nadzwyczajnego podatku. Odrzucono też dość znienacka „Pakiet demokratyczny”, czyli projekt uchwały, która z kolei pobiła rekordy przelegiwania w tzw. sejmowej zamrażarce. Co znaczy to przyspieszenie?

POS. KAZIMIERZ M. UJAZDOWSKI: – To typowy przykład moralności Kalego: „Jeśli Kali ukraść krowę to dobrze, jeśli Kalemu ukradziono, to źle”. W tym wypadku jeśli coś odpowiada interesom rządu, jest realizowane tak ekspresowo, że nie baczy się ani na dobro publiczne, ani na jakość stanowionego prawa. Natomiast w przypadku ustaw dla rządu niekorzystnych, PO najczęściej stosuje tzw. zamrażarkę, czyli de facto chowa je przed opinią publiczną. To ukrywanie problemów i zagadnień niewygodnych dla rządzącej większości jest ucieczką przed społeczną dyskusją.

– W sprawie tzw. leśnego haraczu wywiązała się dość ostra dyskusja, lecz dopiero po fakcie...

– Nie po raz pierwszy zastosowano tego rodzaju ucieczkę przed debatą. Ustawę o podniesieniu VAT również uchwalano w ekspresowym tempie. Sami urzędnicy rządowi przyznawali, że projekt był pełen bubli prawnych i wewnętrznych sprzeczności. Bardzo wymowny jest teraz ten ekspresowy pobór pieniędzy z Lasów; świadczy o bardzo spóźnionym rozeznaniu przez rząd potrzeby finansowej. Odpowiedzialny rząd powinien był postawić tę kwestię wraz z projektem budżetu, czyli co najmniej pół roku wcześniej.

– Dlaczego tak się nie stało? Ze strachu przed dyskusją publiczną?

– Zapewne. Ale także dlatego, że ten rząd działa w wielkim chaosie i bardzo często przeprowadza akcje o charakterze nadzwyczajnym, ponieważ ani premier, ani minister finansów nie panują nad całokształtem spraw państwa.

– Wszelkie akcje nadzwyczajne mogą być postrzegane jako elastyczność i sprawność rządzenia, jako niezbędna akcja ratunkowa.

– I tak to przedstawiają rządowe służby PR. Jednak trzeba nazwać rzeczy po imieniu: mamy tu na ogół do czynienia z poważnymi nadużyciami prawa parlamentarnego. Wprawdzie regulamin Sejmu pozwala na zastosowanie trybu ekstra, ale tylko w nadzwyczajnych, nagłych okolicznościach (klęska żywiołowa lub inne niedające się przewidzieć wydarzenia). Bywa też tak, że Sejm dopuści się jakiejś pomyłki, wtedy konieczność naprawy takiego błędu również uzasadnia zastosowanie nadzwyczajnego trybu legislacji. Jednak co do zasady, stanowienie prawa zawsze wymaga odpowiedniego namysłu. Poza przypadkami oczywistymi, będącymi przedmiotem szerokiej zgody, Marszałek Sejmu nie powinien się godzić na zastosowanie nadzwyczajnego, pośpiesznego trybu legislacyjnego.

– Marszałek Sejmu znacznie częściej spotyka się jednak z zarzutem spowalniania prac ustawodawczych.

– Ta krytyka jest słuszna, bo w tym przypadku mamy do czynienia z ukrywaniem niewygodnych dla rządu projektów ustaw.

– Zgadza się Pan Poseł z dość powszechną opinią, że polski Sejm uchwala byle jakie prawo? Dlaczego ustawy wkrótce po zderzeniu się z rzeczywistością wracają do Sejmu z powrotem? Jakie są źródła tej niekompetencji ustawodawczej?

– Bardzo nad tym ubolewam. Ale nie chodzi tu o niekompetencję Sejmu, lecz o niekompetencję większości rządowej; przytłaczająca większość rozpatrywanych ustaw to projekty rządowe. Problem polega na tym, że prace nad tymi projektami zarówno w ich fazie rządowej, jak i sejmowej, są nieskoordynowane. Bardzo często dochodzi do sporów – między resortami i poszczególnymi ministrami – które trwają do końca procesu uchwalania danej ustawy. I to jest źródło niespójności i błędów w ustawach.

– Naprawdę tak trudno tego uniknąć?

– Potrzeba woli politycznej i kompetencji. W moim przekonaniu, naprawa legislacji w Polsce powinna zacząć się od jej skoncentrowania i zindywidualizowania odpowiedzialności, tzn. wyraźnego ustalenia, że za projekt przygotowywany przez rząd odpowiada jeden minister i jeden znany z imienia i nazwiska urzędnik. Również w toku prac parlamentarnych nad tym projektem powinien czuwać jeden wyznaczony przez premiera minister.

– To taki sobie zwykły bałagan, beztroska...?

– To ilustracja poważniejszego problemu. W państwie nie ma gospodarza, który sprawnie planuje dla dobra publicznego politykę państwa, a potem egzekwuje jej realizację. Moim zdaniem, podstawową wadą kultury politycznej czasu rządów PO jest powszechne unikanie odpowiedzialności. Nikt nie chce przyjąć odpowiedzialności za projekty rządowe, w związku z czym wokół uchwalanych ustaw nieskończenie toczą się rozmaite gry polityczne. Oczywiście, zawsze kosztem dobra publicznego. Drastycznym przykładem tej patologii była poprawka posła Andrzeja Halickiego (do ustawy w sprawie izolacji niebezpiecznych przestępców). Halicki namówił posła opozycji, żeby ten zgłosił poprawkę do projektu rządowego przeciw interesowi publicznemu. To przykład potajemnego wpływu na stanowienie prawa, który powinien być wyraźnie potępiony.

– Z powodu tego rodzaju gier może być zagrożone nie tylko dobro publiczne, ale też interesy gospodarcze kraju. Przykład: niemoc odpowiedzialnych resortów w sprawie opracowania ustawodawstwa w związku z wydobyciem gazu łupkowego.

– No właśnie. W takich sprawach najbardziej dziwna jest niemoc samego premiera, który powinien w sposób jasny wyznaczyć osobę odpowiedzialną za przygotowanie prawa w tej sferze. Dlaczego tego nie robi? Naprawdę trudno to zrozumieć.

– Czego tu najbardziej brakuje? Woli politycznej, zrozumienia, czasu, uwagi?

– Brakuje przede wszystkim woli rządzenia. Jeśli miałbym w największym skrócie opisać zło, które się dzieje w sferze stanowienia prawa, to z jednej strony brak przywództwa i woli odpowiedzialnego rządzenia, woli bycia gospodarzem, a z drugiej – uporczywe unikanie kontroli publicznej. W tym drugim przypadku chodzi o to, aby opinia publiczna wiedziała jak najmniej, bo wtedy łatwiej ukryć złe interesy, błędy i niekompetencję. Nie mamy ani przywództwa, ani kontroli parlamentarnej.

– A zatem – nie dość, że nasz parlament kiepsko wywiązuje się z funkcji ustawodawczej, to jeszcze niedoskonale pełni funkcję kontrolną?

– Można mówić o niedostatku kontroli parlamentarnej, która nie jest kategorią abstrakcyjną. Kontrola wykonywana jest w imieniu opinii publicznej. W dobrym ustroju opozycja parlamentarna jest adwokatem opinii publicznej, dlatego musi mieć realne prawa.

– Tymczasem Pan uważa, że w Sejmie kontrolna rola opozycji jest mocno tłamszona?

– Uważam, że istnieje w szczątkowym wymiarze. PO chce uśpić społeczeństwo, odwrócić uwagę obywateli od spraw publicznych. Prawdziwa kontrola parlamentarna budziłaby zainteresowanie sprawami publicznymi. Ponadto PO, mając ogromną protekcję mediów prywatnych i publicznych, chce, by to media, a nie Sejm, były miejscem sporu politycznego. To z tych powodów premier Tusk jak diabeł święconej wody boi się debaty parlamentarnej na wzór brytyjski, w której ministrowie stają naprzeciwko opozycji i przez dwie godziny można im zadać każde pytanie bez cenzury i otrzymać odpowiedź na gorąco.

– Obserwując relacje telewizyjne, można odnieść wrażenie, że tak właśnie jest...

– Bardzo złudne wrażenie. Bo w istocie opinia publiczna nie jest świadkiem rzeczywistego, partnerskiego – czyli na zasadach równości i bez cenzury – sporu toczonego w parlamencie, lecz obserwuje spektakl, w którym rząd gra główną rolę, dobrze wyreżyserowaną przez życzliwe mu media. Polska opinia publiczna nigdy nie doświadczyła prawdziwej, pełnej debaty parlamentarnej opartej na zasadzie równości.

– Na czym dokładnie polega technika wewnątrzsejmowej cenzury?

– Po pierwsze, na stosowaniu „zamrażarki” wobec projektów niewygodnych dla rządzącej większości. Po drugie, na tym, że w warunkach polskich nie istnieje formuła naprawdę wolnej debaty parlamentarnej o polityce rządu. Obecny regulamin Sejmu daje rządowi możliwość unikania odpowiedzi na trudne pytania oraz aranżowania debaty przez premiera i na korzyść rządu. Po trzecie – instytucja wysłuchania publicznego (zakładająca obecność partnerów społecznych w parlamencie) jest martwa, jej stosowanie zawsze zależy od większości w komisjach sejmowych, a więc w praktyce od większości rządowej. Wysłuchania publicznego nie było nawet w kwestii tak ważnej, jak reforma systemu emerytalnego. Obecnie zaczynają się prace nad nowelizacją ustawy o szkolnictwie wyższym – wysłuchanie publiczne zostało zablokowane... Brutalnym elementem sejmowej cenzury jest też możliwość odrzucania już w pierwszym czytaniu projektów obywatelskich, nader często przez partię rządzącą wykorzystywana.

– Można by zatem powiedzieć, że Sejm wcale nie wywiązuje się z funkcji kontrolowania władzy?

– Tego nie twierdzę, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość pomimo przeszkód stara się tę funkcję wykonywać. Ale prawa opozycji w Polsce są skromne i ułomne w porównaniu z dojrzałymi państwami europejskimi. W Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji szef rządu jest autentycznym przywódcą, wie, czego chce, komunikuje to wprost opinii publicznej, zaś parlamentarna opozycja ma naprawdę silne uprawnienia. Trzeba dodać, że uprawnienia te rozbudowano w ostatnich latach. Niemcy i Francja reagują na deficyt demokracji właśnie poprzez wzmożenie funkcji kontrolnej parlamentów.

– Czy w Polsce można dziś mówić o pogłębianiu się deficytu demokracji?

– Platforma Obywatelska świadomie powiększa ten deficyt. A jej strategia jest następująca: my mamy rządzić przez następnych kilkanaście lat, opinia publiczna ma być uśpiona, zwrócona ku kwestiom prywatnym, pogodzona z taką, a nie inną formułą rządów, odstręczona od zainteresowania sprawami publicznymi.

– Jak zatem można by określić i opisać ustrój praktycznie dziś w Polsce panujący?

– W praktyce mamy ucieczkę od przywództwa, rozpraszanie odpowiedzialności. Premier bardzo często mówi, że czegoś nie może, stale unika odpowiedzialności. Uniezależnienie prokuratury od rządu jest tak naprawdę uchylaniem się rządu od odpowiedzialności za bezpieczeństwo publiczne. Do tego należy dodać wspomniane osłabienie kontroli parlamentarnej i stawkę na uśpienie opinii publicznej. Nie jestem idealistą w sprawie kontroli parlamentarnej, ale uważam, że w warunkach polskich im więcej jawności, kontroli i nacisku obywatelskiego, tym lepszą będziemy mieć władzę. Gdybyśmy w Polsce stosowali debatę na wzór brytyjski, to z pewnością nie miałyby szans nawet pewne nominacje ministerialne.

– Dlaczego?

– Debata brytyjska oznacza, że polityk musi mieć własne poglądy i program oraz zdolność do komunikowania się z opinią publiczną. Autentyczna debata w parlamencie sprawdza to bardzo surowo. Wielu z naszych obecnych ministrów nie wytrzymałoby takiej próby, gdyż wyraźnie widać, że przyszli do resortów bez poglądów i pomysłów, a zatem w każdej sprawie muszą się zdawać na urzędników. Co więcej, wydaje się, że sam premier nie wytrzymałby debaty parlamentarnej typu brytyjskiego, czyli konfrontacji na zasadzie równości i bez cenzury.

– Inicjujący reformę ustrojową „Pakiet demokratyczny” (naprawa regulaminu Sejmu) przegrał z kretesem. Co dalej?

– Z pewnością musimy wrócić do naszych najważniejszych propozycji. Zamierzam ponownie zgłosić to, co w „Pakiecie” jest najbardziej wyraziste. Przede wszystkim chodzi o wprowadzenie do regulaminu Sejmu obowiązku złożenia przez premiera informacji przed szczytem Unii o stanowisku polskiego rządu. Druga kwestia to uobywatelnienie prac Sejmu. Chodzi o zakaz odrzucania projektów obywatelskich w pierwszym czytaniu i demokratyzację wysłuchania publicznego.

– Postulowane wcześniej przez PiS zmiany w Konstytucji nie wchodzą już w rachubę? Czy to dlatego, że w obecnych warunkach inicjowanie jakichkolwiek zmian w Konstytucji wydaje się zbyt ryzykowne?

– To prawda. Od roku 2004 PiS ma projekt zmian w Konstytucji. Żeby go zrealizować w sposób odpowiedzialny, trzeba wygrać wybory zdecydowaną większością głosów.

– Jaki więc mógłby być kiedyś ten idealny ustrój?

– Od czasów Arystotelesa zachowuje aktualność pogląd, że najlepszy jest ustrój mieszany, czyli taki, który daje państwu silne przywództwo, ludziom kompetentnym otwiera możliwość pracy publicznej, a społeczeństwu rzeczywiste prawa polityczne. Trzeba znaleźć dobre rozwiązanie instytucjonalne dla tego ideału.

* * *

Kazimierz Michał Ujazdowski – doktor habilitowany nauk prawnych, nauczyciel akademicki i polityk; minister kultury i dziedzictwa narodowego w rządzie AWS (2000-01) i PiS (2005–07), poseł na Sejm ziemi wrocławskiej. Obecnie wiceprzewodniczący Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich.

2014-03-04 15:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Terlecki: koalicja praktycznie nie istnieje

2020-09-18 09:54

[ TEMATY ]

polityka

PAP

W tej chwili sytuacja jest taka, że praktycznie koalicja Zjednoczonej Prawicy nie istnieje i konsekwencje tego będą oczywiście, także jeśli chodzi o stanowiska w rządzie - powiedział w piątek w Sejmie szef klubu PiS Ryszard Terlecki.

Jak mówił wicemarszałek Sejmu, prowadzone od dwóch tygodni "mozolne" rozmowy mające doprowadzić do rekonstrukcji rządu załamały się po głosowaniach nad ustawą o ochronie zwierząt. "Nasi koalicjanci bądź głosowali przeciw, bądź się wstrzymali. Z tego oczywiście trzeba wyciągnąć konsekwencje" - powiedział.

"Wygląda na to, oczywiście nie przesądzajmy, w polityce różne rzeczy są możliwe i wiele się jeszcze może zdarzyć, ale w tej chwili sytuacja jest taka, że praktycznie koalicja nie istnieje i konsekwencje tego będą oczywiście, także jeśli chodzi o stanowiska w rządzie" - powiedział Terlecki w Sejmie.

Pytany, czy będą wcześniejsze wybory, odparł, że to pytanie, które politycy "dziś stawiają sobie od rana".

Sejm uchwalił w nocy nowelę ustawy o ochronie zwierząt, która zakłada m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra i ogranicza ubój rytualny. Spośród 229 przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy, którzy wzięli udział w głosowaniu, nowelizację poparło 176 posłów PiS, w tym minister rozwoju Jadwiga Emilewicz (Porozumienie). Natomiast przeciw noweli zagłosowało 38 posłów klubu PiS, w tym wszyscy posłowie Solidarnej Polski; 15 posłów Porozumienia wstrzymało się od głosu, 2 było przeciw. (PAP)

Autorka: Sylwia Dąbkowska-Pożyczka

sdd/ itm/

CZYTAJ DALEJ

Kard. Ruini: Jan Paweł II miał rację, wiara musi tworzyć kulturę

2020-09-18 15:12

[ TEMATY ]

Włochy

św. Jan Paweł II

Wojtek Laski/East News

Katolicy we Włoszech potrzebują silnego lidera, który odważyłby się iść pod prąd – uważa kard. Camillo Ruini. Zdaniem wieloletniego przewodniczącego Episkopatu Włoch, problemy tutejszego Kościoła wynikają z faktu, że wiara przestała wpływać na kulturę tego kraju, a także na politykę. Od kilkunastu lat Kościół zaniedbuje kształtowanie chrześcijańskiej tożsamości.

Rozmawiając z tygodnikiem „Tempi”, 89-letni purpurat zauważa, że we Włoszech spełniają się słowa Jana Pawła II: „Wiara, która nie staje się kulturą, jest wiarą nie w pełni przyjętą, nie w całości przemyślaną, nie przeżytą wiernie”. Dziś tymczasem mamy do czynienia, i to nie tylko we Włoszech, z kulturową i polityczną diasporą wierzących.

Kard. Runi odniósł się również do problemów katolickiego szkolnictwa we Włoszech, któremu państwo odmawia regularnych subwencji, co w konsekwencji oznacza, że koszty nauczania niemal w całości są pokrywane przez rodziców. W Europie jest to anomalia, którą spotyka się dziś już jedynie we Włoszech.

„W innych krajach, o wiele mniej związanych z Kościołem, istnieje pełna wolność nauczania. Co więcej, dziwią się, że my jej nie mamy” – mówi kard. Ruini. Jego zdaniem są to przeżytki z czasów emancypacji włoskiego państwa, które dziś nie mają już racji bytu. Przypomina, że państwo jest liberalne i demokratyczne nie tylko dlatego, że umożliwia obywatelom udział w głosowaniu, ale także dlatego, że chroni ich wolności. A wolność nauczania to jedna z podstawowych swobód – dodaje włoski kardynał.

Zastrzega jednocześnie, że kościelne szkoły nie mogą być katolickie jedynie z nazwy. Ich wyznaniowy charakter musi się przejawiać zarówno w stylu, jak i treści nauczania.

CZYTAJ DALEJ

Bp Przybylski: Niech „Niedziela” będzie boska, ludzka, jasna i budująca mosty

2020-09-19 14:08

[ TEMATY ]

Jasna Góra

– „Niedziela” przychodzi na Jasną Górę, żeby być środowiskiem, które służy dobrym słowom i kształtuje umysły w Bożym kierunku – powiedział bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, który 19 września przewodniczył w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze Mszy św. podczas 24. Pielgrzymki Czytelników, Pracowników i Współpracowników Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

– Tygodnik Katolicki „Niedziela” to miejsce wyrażania wiary i głębi ducha – powiedział do pracowników „Niedzieli” Jan Paweł II 24 lata temu. Te słowa, jakże dla nas zobowiązujące, stały się hasłem naszej tegorocznej pielgrzymki – powiedział na początku Liturgii ks. Jarosław Grabowski, redaktor naczelny. – Wiemy, że „Niedziela” to pismo z pieczęcią Maryi, Regina Poloniae, dlatego jesteśmy rozpoznawani jako wiarygodny środek przekazu – dodał.

Cytując fragment orędzia na tegoroczny Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, za papieżem Franciszkiem przypomniał, że media „muszą oddychać prawdą dobrych historii, takich, które budują, a nie niszczą, historii, które pomagają odnaleźć korzenie i siłę”. Przywołał również słowa papieża ze spotkania z dziennikarzami, które odbyło się 18 września: „Chrześcijański specjalista ds. komunikacji musi zawsze być nosicielem nadziei i wiary w przyszłość. Szczególnie w czasie pandemii ma podsycać nadzieję”. – Te słowa utwierdzają nas w przekonaniu, że „Niedziela” jest na właściwej drodze. One motywują nas do działania, aby stawać się w dzisiejszym świecie wszechobecnych i wszechmocnych mediów przewodnikiem na drogach wiary i docierać do coraz szerszego grona czytelników i odbiorców – powiedział ks. Grabowski.

– Wszystkie nasze plany powierzamy Matce Najświętszej, naszej pierwszej Redaktorce. Chcemy być dobrze wykorzystanym narzędziem ewangelizacji, pismem, które informuje, komentuje i formuje bez zachwiania – podsumował redaktor naczelny.

Biskup Przybylski odczytał słowo abp. Wacława Depo, metropolity częstochowskiego, który nie mógł uczestniczyć w pielgrzymce.

„Łączę się duchowo ze wspólnotą redaktorów, współpracowników i czytelników naszego Tygodnika Katolickiego „Niedziela” na 24. Ogólnopolskiej Pielgrzymce na Jasną Górę, do domu Matki. Moja dzisiejsza nieobecność pośród was wynika z obowiązku metropolity częstochowskiego wobec Kościoła radomskiego, który w dniu dzisiejszym w katedrze radomskiej kończy II Synod Diecezjalny, który przebiegał pod hasłem: „Uczynić Kościół domem i szkołą jedności”. Wyrażam radość i wdzięczność, że pielgrzymka „Niedzieli”, która według słów Jana Pawła II «jest miejscem wyrażania wiary i głębi ducha», jest eucharystycznym wychowaniem naszych wspólnot, w którym zazębiają się ze sobą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Mam nadzieję, że nasza pielgrzymka, mimo ograniczeń wynikających z obostrzeń sanitarnych, a dzięki transmisji radiowej i telewizyjnej, przyniesie błogosławione owoce w postaci głębokiej więzi z czytelnikami i świadectwem życia wiarą. Z pasterskim błogosławieństwem dla wszystkich pielgrzymujących duchowo i fizycznie abp Wacław Depo, metropolita częstochowski”.

W słowach pouczenia pasterskiego bp Przybylski przypomniał za św. Janem, że „Na początku było Słowo”. Jak zauważył, ta kolejność wydaje się odwrócona, bo „na ogół mamy wrażenie, że najpierw jest myśl, którą później człowiek ubiera w słowa i komunikaty, pisze artykuły do gazety, tworzy treść”. – Św. Jan uparcie i w mocy Ducha Świętego podkreśla tę kolejność i ma rację. To słowo daje umysłom ludzkim treść. To od tego, co ludzie czytają i czego słuchają zależą ich myśli, poglądy i styl życia. Kto odrzuci słowo Boże, odrzuci Boga i wiarę – podkreślił hierarcha.

Pracowników i czytelników „Niedzieli” określił sługami słowa. Zwrócił uwagę, że w dobie wielkiego zamętu i kryzysu słowa konieczna jest wrażliwość i podjęcie za nie odpowiedzialności. – W tym zamęcie „Niedziela” przychodzi na Jasną Górę, żeby w potoku słów być środowiskiem, które służy dobrym słowom i kształtuje umysły w dobrym, Bożym kierunku, a tego kierunku może nas nauczyć tylko Ona, którą w redakcji „Niedzieli” nazywa się główną Redaktorką, Mater Verbi – kontynuował bp Przybylski.

Zaznaczył, że „wszystko, co zawdzięczamy Maryi, zaczęło się od Jej posłuszeństwa słowu Jezusa, bo na początku Jej wielkiego dzieła było słowo”. – „Niedziela” przychodzi tu od wielu lat, żeby uczyć się mądrej posługi słowa, na Jej wzór, według Jej programu. Każda pielgrzymka to też odczytywanie kolejnej lekcji, programu maryjnego dla posługi słowa. Przychodzimy do Niej po nowe inspiracje – powiedział.

Za św. Ambrożym, którego nazwano doctor Marianus, celebrans przypomniał, że cokolwiek czyni Maryja, jest najlepszą lekcją dla nas, czcicieli i Jej uczniów. Na tej kanwie, w oparciu o największe przymioty Maryi, przedstawił i zadał „Niedzieli” cztery lekcje.

– Niech „Niedziela” będzie boska, niech daje ludziom Boga, na wzór Maryi nazwanej Theotokos, czyli Bogurodzicy, która daje Boga i przekazuje Jego słowo. W tych, z którymi się spotyka, rodzi się Bóg. Ona chce prosić dzisiaj „Niedzielę” i utwierdzić ją w kierunku, który tygodnik czyni na swoich łamach, żeby ta gazeta dawała ludziom Boga, bo pewnie w katolickim tygodniku ludzie najbardziej oczekują słowa Bożego. Im bardziej świat staje się pogański, tym to zadanie „Niedzieli” staje się jeszcze ważniejsze – stwierdził bp Przybylski.

Za papieżem emerytem Benedyktem XVI powiedział, że dzisiejsza epoka zamętu i nieodpowiedzialności za słowa jest szansą dla głosicieli słowa Bożego, ponieważ „ludzie są zmęczeni słowami tego świata i poszukują słów Bożych, które dają nadzieję”. – Matka Boża prosi: niech „Niedziela” będzie boska, niech głosi wielkie orędzie Ewangelii – apelował bp Przybylski.

Zdaniem biskupa, „Niedziela” nie może być już tylko „wikariuszem” w parafii, jak mówił założyciel tygodnika bp Teodor Kubina, ponieważ coraz mniej ludzi uczestniczy w parafii we Mszy św. – „Niedziela” ma być misjonarzem i ewangelizatorem. To jest szczególny akcent w jej boskim posłannictwie – wyjaśnił bp Przybylski.

– Niech „Niedziela” będzie ludzka – apelował również hierarcha w odniesieniu do Maryi nazwanej nową Ewą, w której odkrywamy „nie tylko piękno kobiecości, ale człowieczeństwa”. Odwołując się do tradycji świętych, bp Przybylski zauważył, że imię Ewa czytane wspak brzmi: ave, czyli: „bądź pozdrowiona”. – Niech „Niedziela” pokazuje piękno człowieka w jego godności dziecka Bożego. Pokazujcie młodym ludziom, że warto być chrześcijaninem, bo za tym idzie piękne człowieczeństwo. Maryja, nowa Ewa, bardzo oczekuje od was, żebyście nie wybierali tematów, które na mocy skazy grzechu powodują, że ludzie bardziej chcą słuchać i czytać o grzechach. Wierzę, że w ludziach jest pragnienie zobaczenia świadków wiary, ludzi pięknych, wierzących jak Maryja – przyznał bp Przybylski.

– W dobie wojny cywilizacyjnej „Niedziela” ma bardzo ważne zadanie – być moralnie odważną i jasną gazetą – wzywał celebrans w trzeciej lekcji, odnosząc się do słów kard. Stefana Wyszyńskiego, który przypominał, że Maryja jest Dziewicą, która promieniuje moralną jasnością. Biskup powiedział, że polska polityka historyczna jest prowadzona coraz lepiej, ale ważniejsza jest „dobra polityka moralna”. – Ludzie stracili już kryteria oceny, co jest dobre, a co złe, a ze świata idzie walec demoralizacji, dlatego „Niedziela”, tak jak jej Redaktorka, ma być czysta, dziewicza, jasna i bardzo odważna – wzywał.

Przywołał również słowa drugiego biskupa częstochowskiego Zdzisława Golińskiego, podczas posługi którego zamknięto „Niedzielę” na 28 lat. – Biskup pisał, że nie wystarczy, żeby ta diecezja i „Niedziela” miała dom pod Jasną Górą. Mówił też do Częstochowy i Polaków: nie wystarczy, że chlubicie się Jasną Górą. Bóg chce, żebyście sami byli jaśni, czyści i moralni – powiedział bp Przybylski.

– Niech „Niedziela” buduje mosty i przyprowadza do Jezusa niewierzących albo wierzących inaczej – apelował hierarcha w ostatniej lekcji. – Maryja bardzo chce, żeby w „Niedzieli” było miejsce na słowo dla tych, którzy szukają wiary.

Biskup odniósł się tu do ostatniego tekstu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która przeżywając największy kryzys, miała doświadczenie utraty wiary. Napisała, że kocha Maryję, ponieważ kiedy coś przeszkadza jej w rozmowie z Bogiem, Ona jej pomaga i dodaje odwagi, a kiedy nie umie zrozumieć Boga, Maryja jest jej drogą w ciemności do spotkania z Panem. – Oby „Niedziela”, utwierdzając wiarę tych, którzy są w Kościele i mocno ich formując, myślała często o tych, których nawet w Polsce jest coraz więcej, którzy stracili wiarę i nie umieją już rozmawiać z Bogiem – zachęcał bp Przybylski.

– Maryjo, poproś Ducha Świętego, aby „Niedziela” dziś i jutro była boska, ludzka, jasna i budująca mosty – zakończył.

Po Komunii św. akt zawierzenia Tygodnika Katolickiego „Niedziela” Matce Bożej odczytał redaktor naczelny ks. Jarosław Grabowski.

– Niech Bóg błogosławi „Niedzieli”. Błogosławić to znaczy dobrze mówić, a przyjąć błogosławieństwo to jak Maryja zdecydować się być posłusznym słowom Boga w codzienności – powiedział na zakończenie Mszy św. bp Przybylski.

W modlitwie uczestniczyli m.in.: bp Jan Ozga z Kamerunu, ks. inf. Ireneusz Skubiś – honorowy redaktor „Niedzieli”, o. Jan Poteralski, ks. Włodzimierz Kowalik – proboszcz parafii archikatedralnej Świętej Rodziny w Częstochowie, Lidia Dudkiewicz – poprzednik ks. Jarosława Grabowskiego na stanowisku redaktora naczelnego, redaktorzy edycji diecezjalnych z odpowiedzialnymi za nie kapłanami, czytelnicy, przyjaciele i pracownicy tygodnika. Msza św. była transmitowana na portalu www.niedziela.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję