Reklama

Niedziela Legnicka

O Miłosierdziu Bożym w legnickiej katedrze

2014-04-11 14:14

Niedziela legnicka 15/2014

[ TEMATY ]

miłosierdzie

Monika Łukaszów

Monika Łukaszów: - Jak Ksiądz postrzega swoją wizytę w Legnicy?

Ks. Jan Machniak: - Postrzegam ją jako pewien etap przygotowania do intronizacji obrazu Jezusa Miłosiernego w katedrze legnickiej. Ważne wydarzenie, bo można powiedzieć, że na naszych oczach realizują się słowa, które Pan Jezus powiedział do s. Faustyny: „Idź do świata całego”. Ona w swoim życiu nie zrealizowała tego polecenia Pana Jezusa, ponieważ w tamtych czasach, przed II wojną światową, nie było to możliwe, dlatego wiele razy zastanawiała się, co ma zrobić, jak ma postępować. Pan Jezus podsunął jej myśl, aby zapisywała wszystko, co jej powiedział, a o to, co będzie dalej, żeby się nie martwiła. I rzeczywiście, przyszły takie czasy, gdy „Dzienniczek” s. Faustyny został opublikowany. Karol Wojtyła jako arcybiskup krakowski w 1963 r. zainaugurował proces beatyfikacyjny s. Faustyny i zarówno po beatyfikacji, jak i kanonizacji to orędzie nie tylko jest znane na świecie, ale jest wręcz zalecane, jako pewna forma pobożności ludzi wierzących. Jan Paweł II, kanonizując s. Faustynę w roku 2000, ustanowił święto Miłosierdzia Bożego, a następnie 17 sierpnia 2002 r. podczas konsekracji bazyliki Bożego Miłosierdzia w Krakowie oddał cały świat Bożemu Miłosierdziu. Trzeba powiedzieć, że jesteśmy świadkami niezwykłych czasów, chociaż początki tego kultu były bardzo trudne. Jeszcze kiedy żyła s. Faustyna, ks. Sopoćko - jej spowiednik i kierownik duchowy, próbował wyjść z tym orędziem do świata. Udało się mu w Wilnie namalować obraz u artysty Kazimierzowskiego. Ten obraz już w 1933 r. był wystawiony w Ostrej Bramie do publicznego kultu, ale potem został ustawiony w kościele pw. Świętego Ducha, w którym ks. Sopoćko był duszpasterzem. W Krakowie natomiast od 1935 r. były publikowane obrazki z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego, na odwrocie z Koronką do Bożego Miłosierdzia. To pojawiało się gdzieś w sercu s. Faustyny, to, co ona słyszała w prywatnych wizjach, Kościół przyjmował jakoś powoli, etapami. Trzeba powiedzieć, że na pewno jest tutaj ogromna zasługa samej s. Faustyny, która nie pobiegła z tą nowinką do świata, ale tak jak jej mówił ks. Sopoćko, zapisywała wszystko w „Dzienniczku”. Miała też jeszcze możliwość przed wojną rozmawiać kilka razy z abp. Romualdem Wyrzykowskim w Wilnie, ale miejscowy duszpasterz uznał, że jeszcze nie czas na publiczny kult Jezusa Miłosiernego i kazał s. Faustynie tylko modlić się. Ona wytrzymała to wewnętrzne napięcie, jakie w jej sercu się pojawiało pod wpływem poleceń: „Idź do świata całego, głoś, że jestem Miłością i Miłosierdziem”. Wytrwała rzeczywiście. Ta jej postawa okazała się postawą zbawienną, błogosławioną. Możemy powiedzieć, że II wojna światowa paradoksalnie, powodując ogromne cierpienie w narodzie polskim i nie tylko, przyczyniła się do rozszerzenia kultu. Uciekinierzy z Polski i Kresów Wschodnich, ale również z Krakowa, zabierali te małe obrazki z Koronką do Bożego Miłosierdzia ze sobą. I możemy powiedzieć, że już wtedy roznieśli je po całym świecie. Te obrazki wraz z polskimi emigrantami dotarły na Sybir, do Kazachstanu, nawet do Australii. Zatem to orędzie bardzo szybko się rozszerzyło i jest dzisiaj znane na całym świecie. Dlatego trzeba się cieszyć, że katedra legnicka, czyli miejsce stanowiące centrum całej diecezji, przyjmuje ten obraz i ten obraz będzie odbierał publiczny kult. Tutaj, w sercu diecezji, będzie trwała nieustanna modlitwa o Miłosierdzie Boże dla całego świata.

- Jakie nauki, według Księdza, powinni wynieść z tych rekolekcji wierni, słuchając nauk wielkopostnych?

- Ile razy staję wobec takiego zadania, wobec głoszenia rekolekcji Miłosierdzia i w jakiś sposób pomagania w intronizowaniu obrazu Jezusa Miłosiernego, bo on jest elementem tego kultu, chciałbym bardzo, aby ta tajemnica znana i objawiana przez Boga, stała się bliższa tym ludziom, którzy przychodzą słuchać. A przez nich tym ludziom, do których będą docierać. W moich rekolekcjach zawsze wracam do tego objawienia, które miało miejsce na Synaju, gdzie widzimy Mojżesza, który wychodzi na górę i widzi obraz krzewu gorejącego. A potem słyszy słowa Boga, że ziemia, na której stoi, jest ziemią świętą i takie wyjaśnienie, kiedy pyta: „Kim jesteś?”, Bóg przedstawia się: „Jestem Jahwe”. Ponieważ Mojżesz nie bardzo zrozumiał to tajemnicze słowo, Bóg mu wyjaśnił: Jestem miłosierny, łaskawy, nieskory do gniewu, przebaczający do 7 pokolenia” i wtedy Mojżesz zaczął powoli rozumieć tajemnice Boga - to jest tajemnica Bożego Miłosierdzia. S. Faustyna mówiła, że to największy przymiot Boga. Posługiwała się, można powiedzieć, językiem teologii XIX i początku XX wieku. Tak mówiono, że miłosierdzie jest największym ze wszystkich przymiotów Boga, obok sprawiedliwości, Opatrzności Bożej. Jest ono tak ważne, ponieważ człowiek najczęściej go doświadcza. Nie zawsze widzimy Opatrzność Bożą. Patrzymy na wojny, nieszczęścia. Pytamy, dlaczego, gdzie jest Bóg i nie zawsze znajdujemy odpowiedź. Natomiast, kiedy mówimy „miłosierdzie”, to każdy z nas gdzieś dotyka jakiejś rany naszego serca i mówi: „Tu Bóg mnie dotknął, tutaj mnie poprowadził, tutaj mnie podniósł”. Każdy człowiek gdzieś tam ma ten znak, który od Boga otrzymywał. Moja myśl jest taka, żeby pokazać przez refleksję Boże Miłosierdzie. Rekolekcje polegają na głoszeniu kazań, nie ma dialogu, ale jest monolog. Monolog jest otwarty na człowieka, który słucha, na człowieka, który przychodzi do katedry. Chodzi mi o to, żeby stać się narzędziem, jakby przedłużeniem tego głosu, mocnego głosu s. Faustyny czy potem Jana Pawła II, żeby powiedzieć, że to miłosierdzie jest bardzo blisko nas. I to, co też powtórzył Jan Paweł II: „Nie spocznie ludzkość, dopóki nie zwróci się do Bożego Miłosierdzia”. Bo rzeczywiście, jeśli odwoływalibyśmy się tylko do siły, przemocy, to już dawno wzajemnie pozabijalibyśmy się. Myślę, że właśnie tutaj, na Ziemiach Odzyskanych, jest bardzo ważne, żeby o tym pamiętać. Nie zrozumiemy tego, co się dokonało przez wojnę i po wojnie, jeżeli nie odwołamy się do Miłosierdzia Bożego.

- Patrząc na Ukrainę, na to, co dzieje się na Krymie - nienawiść, chęć odwetu, stajemy na progu wojny. Świat potrzebuje Bożego Miłosierdzia?

- Właśnie tam, gdzie jest wojna, gdzie jest zło, najbardziej jest ono potrzebne. Jest tylko problem, jak dotrzeć do człowieka, który chwyta za broń, siada do czołgów, kieruje armaty przeciwko innym ludziom? Jak dotrzeć do człowieka, a przede wszystkim do tych, którzy podejmują takie decyzje? Każda przemoc, każde używanie broni powoduje odwet. Tak skończyła się historia Hitlera, komunizmu, Stalina i innych przywódców. Dopóki człowiek nie zrozumie, że przy pomocy siły niewiele można zrobić, można odwrócić porządek, ale to tylko na jakiś czas. Czasami po wiekach wraca sprawiedliwość. W ubiegłym roku byłem w Kijowie i głosiłem tam orędzie Miłosierdzia u polskich dominikanów, którzy od lat tam pracują. Odwiedziłem też kościół, który jeszcze jest salą koncertową, ale w podziemiach tego polskiego kościoła z XIX wieku znalazłem obraz Jezusa Miłosiernego. To był dla mnie taki znak, że tam też to miłosierdzie jest potrzebne. I nawet, jeśli tam jest garstka ludzi, tych którzy poznali to orędzie, to oni będą w stanie przekazać to orędzie innym Ukraińcom, po to, żeby nie było tam rozlewu krwi.

- Jan Paweł II był wielkim orędownikiem Bożego Miłosierdzia. Ksiądz powiedział, że Jan Paweł II jest papieżem miłosierdzia...

- Tak się nazywa Jana Pawła II, ponieważ jako biskup krakowski prowadził proces s. Faustyny i doprowadził do tego, że zakaz szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia, jaki nałożyła Kongregacja Doktryny Wiary w 1959 r. tuż przed wyborem Papieża w 1978 r. w Wiedniu, został zniesiony. To jest jakaś ogromna jego zasługa czy też polecenie przepisania „Dzienniczka” s. Faustyny i udostępnienia go ludziom. To już wtedy było orędzie Bożego Miłosierdzia, które poszło w tej oryginalnej wersji do ludzi. Potem jako Papież beatyfikował, a następnie kanonizował s. Faustynę. I ten najważniejszy akt - oddanie świata Bożemu Miłosierdziu. Tak jak jego poprzednicy - papież Pius X czy wcześniej jeszcze Leon XIII oddawali świat Sercu Jezusowemu, tak Jan Paweł II odczytał, że Boże Miłosierdzie to jest znak Boga dla naszych czasów.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Alicja z krainy dobra

2019-12-19 09:41

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 52-54

[ TEMATY ]

miłosierdzie

wolontariat

Klaudia Zielińska

Nie lubi mówić o sobie. Unika udzielania wywiadów. Ratuje ludzi od śmierci, głodu, cierpienia i chorób. Misjonarka w Kenii i Tanzanii. Nazywana przez bliskich „Aniołem Afryki” lub „Matką Teresą z Polski”.

Krzysztof Tadej: Trzy lata temu w wywiadzie dla tygodnika Niedziela powiedziała Siostra m.in.: „Kiedyś pojechałam do jednej z wiosek. Witałam się z ludźmi i nagle usłyszałem dziwny pisk. Spytałam: «Co to takiego?». Wskazano mi jeden z domów. Wczołgałam się, bo nie było drzwi. Zobaczyłam dziecko leżące na liściach od banana. Piszczało z bólu. W jego uchu zagnieździły się robaki i wyjadały błonę bębenkową. Obok leżała matka i nie miała siły wstać. Umierała z głodu. Udało się uratować dziecko i matkę w ostatniej chwili”. Opowiadała Siostra również o innych dramatycznych sytuacjach w kenijskiej miejscowości Laare. Czy od tego czasu sytuacja się poprawiła?

S. Alicja Kaszczuk: Nadal jest wielu potrzebujących. W Laare trwa susza. Od 2 lat nie padał deszcz. Ludzie nic nie sadzą, bo na tej ziemi nic nie wyrośnie. Tracą nadzieję. Niedawno siostry z mojej misji poszły do jednej z rodzin. Po drodze spotkały ludzi, którzy byli na granicy życia i śmierci. Ktoś im powiedział, że siostry będą przechodziły, więc z trudem doszli do drogi i, wycieńczeni, czekali. Rodzice i trójka dzieci. Okazało się, że przez 4 dni nic nie jedli. Skończyła im się żywność. Prosili o pomoc. Siostry sprowadziły ich do misji. Podawaliśmy im specjalne papki, żeby wrócili do normalnego jedzenia. Przebadaliśmy dzieci. Miały wyjedzone stopy przez pchłę piaskową. To u nas duży problem. Robaki dostają się pod skórę i wyjadają kawałki ciała. Trzyletnie dziecko ważyło 7, a ośmiolatek 11 kg. Siostra, która je badała, stwierdziła, że po odrobaczeniu będą ważyły 2 kg mniej.

Dlaczego ta rodzina znalazła się w takiej sytuacji?

Matka nie jest w pełni sprawna. Ojciec pracował na polach u innych ludzi. Jak nastała susza, praca się skończyła. Później zarabiał przy wycince drzew i wypalaniu drewna na węgiel. Zarabiał, to znaczy za cały dzień pracy dostawał talerz z jedzeniem. Przychodził z nim do domu i dzielił się tym, co dostał. Ale i ta praca się skończyła.

To jedna z wielu rodzin, które uzyskały pomoc w misji Zgromadzenia Sióstr Małych Misjonarek Miłosierdzia w Laare.

Zgromadzenie zajmuje się pomaganiem najbiedniejszym, najbardziej potrzebującym, chorym, pozostawionym samym sobie. Nie wystarczy jednak dać komuś jedzenie i ubranie. Należy także ofiarować mu miłość i nadzieję. Naszym pierwszym zadaniem jest głoszenie Ewangelii „aż po krańce ziemi”. Mówimy o Bogu, który jest miłością. Staramy się czynić tak wszędzie, gdzie jesteśmy.

Do Laare przyjechała Siostra po raz pierwszy w 2008 r. „We wsi były tylko jeden sklep i mały budynek poczty. Wysyłanie listów to był jedyny kontakt ze światem. Nigdzie nie było prądu ani wody. Pomyślałam, że to koniec świata” – wspominała Siostra po latach.

Zobaczyłam przerażającą biedę. Nie da się jej opisać słowami. Szybko zaczęliśmy organizować akcję „Adopcja na odległość”. Polega ona na pomocy konkretnemu dziecku. Ktoś w Polsce wpłaca pieniądze i z tych środków zapewniamy dziecku naukę w szkole, obiad, ubezpieczenie zdrowotne. Obiad to często jedyny posiłek, który dzieci jedzą w ciągu dnia.

Ile dzieci jest objętych pomocą?

Dzisiaj jest ich już 1,5 tys.!

Pomagają nie tylko bogaci...

Wiele osób musi z czegoś zrezygnować, żeby pomóc. Pamiętam panią z domu pomocy społecznej. W pokoju miała biureczko, na którym były zdjęcie naszego dziecka z Kenii i obrazek Matki Bożej. Powiedziała, że to całe jej bogactwo. W innym miejscu więźniowie dowiedzieli się o sytuacji naszych dzieci. Postanowili, że to, co zarobią na noszeniu cementu, przekażą naszym dzieciom, żeby mogły się uczyć. Sami nie skorzystali z szansy, jaką daje edukacja. W Kenii natomiast nauka w szkole to marzenie każdego dziecka. Jedyna szansa na sukces w przyszłości.
Nieraz słyszę, że świat jest zły. Przytaczam wtedy konkretne przykłady, które świadczą o tym, jak wiele jest dobra w ludziach.
Często piszą do mnie małżonkowie, że wpłacą pieniądze na pomoc dzieciom w Kenii, bo mają rocznicę. W taki sposób chcą podziękować Bogu za wspólnie przeżyte lata. Przykłady można mnożyć, te gesty dobroci naprawdę są częste. Niedawno przyleciałam na krótki okres do Polski. Byłam na ślubie Klaudii Zielińskiej – przez kilka lat koordynatorki pomocy dla naszych dzieci w Laare w fundacji Czyńmy Dobro. Przed wylotem spytałam ją, jaki prezent chciałaby dostać z Kenii. Odpowiedziała: „Kup 5 worków fasoli. Niech razem z nami ktoś inny przeżywa chwile szczęścia”. U nas fasola dla głodnych jest cenniejsza niż złoto czy najpiękniejsze rzeczy. Klaudia chciała się podzielić swoim szczęściem.
Dobro płynące z Polski ma niesamowitą moc. Trafia tysiące kilometrów dalej – na afrykańską ziemię i zmienia ludzi. Są bardzo wdzięczni. Każdego dnia dzieci modlą się za swoich darczyńców. Modlą się też ich rodziny, dziękując Bogu za morze dobra, które dotarło z Polski.

Siostra próbuje również w inny sposób pozyskać fundusze dla biednych dzieci...

Rada starszych w wiosce ofiarowała naszej misji 50 ha ziemi. Razem z darczyńcami kupiliśmy stado wielbłądów, które dają mleko. Mamy też 200 kur i krowę. Zaczynamy sprzedawać produkty rolne, żeby wspomagać dzieci. Otworzyliśmy również szwalnię, żeby szyć szkolne mundurki i szaty liturgiczne. Cały dochód przeznaczamy dla ubogich.

Siostra pomaga również mieszkańcom Tanzanii.

Tanzania i Kenia to kraje zbliżone pod względem ubóstwa. Arcybiskup archidiecezji Tabora w Tanzanii – Paul R. Ruzoka zaprosił nasze zgromadzenie i ofiarował dom. W jednej części miasta Tabora, niedaleko naszego domu, znajduje się tzw. wioska pokoju, w której mieszkają trędowaci. Miejsce symboliczne w Afryce. Matka Teresa założyła tam 50 lat temu swoją pierwszą afrykańską misję. Zostałyśmy poproszone o katechizację mieszkających tam ludzi i zorganizowanie im pomocy.

Święta spędzi Siostra w Tanzanii czy w Kenii?

Jeszcze nie wiem. W sercu zawsze będę w tych dwóch miejscach i, oczywiście, w Polsce.

Jaka jest specyfika np. świąt Bożego Narodzenia w Kenii? W Polsce wieczerza wigilijna, opłatek, Pasterka, choinka, prezenty, często śnieg, a w Laare?

Gorąco, upalnie i bardzo zielono. To czas, gdy kończy się pora deszczowa. Nie ma choinek. Gdzieniegdzie pojawiają się światełka i ozdoby. W naszej misji ubieramy największą palmę. Zawieszamy na niej łańcuchy i balony. Istota świąt Bożego Narodzenia jest, oczywiście, taka sama na całym świecie, ale różnice dotyczą zwyczajów i miejscowych tradycji. W Kenii nie ma np. kolacji wigilijnej. Jedyną tradycją jest pieczenie kozy. Oczywiście, tam, gdzie rodzina może sobie na to pozwolić.
U nas, w Laare, przygotujemy świąteczny obiad. Co roku uczestniczy w nim przynajmniej 800 dzieci. Przychodzą ze swoimi talerzami i łyżkami. Te, które ich nie mają, przynoszą liście bananów, na których zjedzą swój ulubiony posiłek.

Jaki?

Gotowane mięso z ryżem w zalewie podobnej do naszego sosu. To szczególny dzień, w którym każde dziecko dostaje tyle dokładek, ile chce. Po obiedzie każdy dostanie prezent – najważniejszy i najbardziej przez nich oczekiwany, czyli bochenek chleba.

Bochenek chleba?

Tak robimy od czasu, kiedy zabrałam dzieci na wycieczkę poza miasto. Zatrzymaliśmy się przy jakimś sklepie, dałam każdemu trochę pieniędzy. Po chwili prawie wszystkie dzieci wychodziły z chlebem. Kilka minut wcześniej jadły obfity obiad, więc spytałam, dlaczego nie kupiły np. słodyczy. „Siostro, lizakiem trudno się podzielić. W domu czekają głodni rodzice. Z nimi podzielimy się chlebem” – odpowiedziały. Zrozumiałam, że będzie to najlepszy prezent.

Czy w nocy odprawiana jest Pasterka?

U nas Msza św. rozpoczyna się ok. godz. 20 i trwa 3-4 godziny. Pierwsi wierni pojawiają się przy bramie misji już rano. Grają kolędy na swoich grzechotkach i bębenkach. Wieczorem Msza św. rozpoczyna się od tańca. Ksiądz w pląsach wchodzi w procesji z Dzieciątkiem Jezus. Wszyscy zaczynają klaskać i tańczyć. W ten sposób wyrażają radość z narodzenia Pana Jezusa. Przyznam, że gdy pierwszy raz zobaczyłam w Kenii rozkrzyczanych i roztańczonych ludzi w czasie Mszy św., to pomyślałam, że ich wiara jest płytka. Bardzo się myliłam. Gdy nadchodzi moment konsekracji, wszystko się zmienia. Ludzie przechodzą do kontemplacji. Panuje idealna cisza. Dla każdego z nich to ogromne duchowe przeżycie. Na koniec składamy sobie życzenia.

A czego życzy Siostra czytelnikom Niedzieli?

Doświadczenia Bożej miłości. Bóg przychodzi do każdego z nas – w niespodziewanych sytuacjach, w drugim człowieku. Nieraz ktoś do nas puka i prosi o pomoc. Tak jak wiele lat temu robiła Maryja z Józefem, gdy szukali miejsca w Betlejem. Życzę, żebyśmy byli otwarci na potrzeby innych i gotowi przyjąć Chrystusa w tej rzeczywistości, w której jesteśmy.

CZYTAJ DALEJ

Watykan: Nowy dziekan Kolegium Kardynalskiego

2020-01-25 12:49

[ TEMATY ]

Watykan

kard. Giovanni Battista Re

YouTube.com

kard. Giovanni Battista Re

18 stycznia 2020 r. Ojciec Święty zatwierdził wybór - dokonany przez kardynałów-biskupów - dziekana Kolegium Kardynalskiego w osobie jego eminencji kardynała Giovanniego Battisty Re – poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Jednocześnie poinformowano, że wicedziekanem Kolegium Kardynalskiego wybrano, a papież zatwierdził, Argentyńczyka, prefekta Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich, 76-cio letniego kard. Leonarda Sandriego.

Giovanni Battista Re urodził się 30 stycznia 1934, w Borno w diecezji Brescia na północy Włoch. Po nauce w niższym seminarium duchownym, do którego wstąpił w 1945 r. oraz studiach w wyższym seminarium duchownym święcenia kapłańskie przyjął 3 marca 1957 r. W październiku 1958 roku został wysłany na studia do Rzymu, gdzie w 1962 r. uzyskał doktorat z prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Równocześnie studiował w Papieskiej Akademii Kościelnej.

W 1963 r. podjął pracę w służbach dyplomatycznych Stolicy Apostolskiej, m.in. w Panamie i Iranie. Od 1971 r. pracował w watykańskim Sekretariacie Stanu, gdzie 12 grudnia 1979 r. asesorem. 9 października 1987 Jan Paweł II mianował go sekretarzem Kongregacji ds. Biskupów i arcybiskupem tytularnym Vescovio. Jednocześnie był też sekretarzem Kolegium Kardynalskiego. Ojciec Święty osobiście udzielił mu sakry 7 listopada tegoż roku. W latach 1989-2000 abp Re był substytutem (zastępcą) sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej do spraw ogólnych.

16 września 2000 papież mianował go prefektem Kongregacji Biskupów i przewodniczącym Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej. 21 lutego następnego roku Jan Paweł II włączył go w skład Kolegium Kardynalskiego. Od 1 października 2002 r. należy do grona kardynałów-biskupów.

Był przewodniczącym delegowanym 10 Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów w październiku 2001. W maju 2007 przewodniczył V Konferencji Ogólnej Episkopatów Ameryki Łacińskiej (CELAM) w Aparecidzie. 30 czerwca 2010 r. przeszedł na emeryturę. Jako najstarszy rangą kardynał-elekt w 2013 roku przewodniczył konklawe, które 13 marca ub. roku wybrało papieża Franciszka.

Wielokrotnie reprezentował Ojca Świętego na ważnych uroczystościach kościelnych w różnych krajach, m.in. w październiku 2003 był głównym gościem z Watykanu na obchodach Dnia Papieskiego w Polsce.

Należał do najbliższych współpracowników Jana Pawła II, który często go przyjmuje na audiencjach dla wyższych urzędników kurialnych. W lipcu 1998 wykorzystał letni wypoczynek Ojca Świętego w Lorenzago di Cadore i zaprosił go do swego rodzinnego miasta Borno - było to wielkie święto dla całej okolicy. Po raz pierwszy i jedyny zdarzyło się, że Papież w ramach swego lipcowego wypoczynku letniego zrobił wycieczkę "po kumotersku" w rodzinne strony dostojnika kurialnego. Komentatorzy odebrali to jako szczególny wyraz uznania i zaufania Ojca Świętego dla jednego ze swych najbliższych współpracowników.

W kwietniu 2010 roku kard. Giovanni Battista Re otrzymał Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. To wysokie odznaczenie przyznał mu prezydent Lech Kaczyński 1 kwietnia 2010 r. za wybitne zasługi dla rozwoju współpracy między Rzeczpospolitą Polską i Stolicą Apostolską oraz za działalność na rzecz Kościoła katolickiego w naszym kraju.

Kard. Leonardo Sandri urodził się 18 listopada 1943 w Buenos Aires w rodzinie włoskich imigrantów. Święcenia kapłańskie otrzymał 2 grudnia 1967 r. Od 1974 r. pracował w służbie dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej, początkowo na Madagaskarze, w latach 1977-89 w Sekretariacie Stanu w Watykanie, a następnie do 1991 w nuncjaturze w Waszyngtonie. W latach 1991-97 był asesorem w sekcji ds. ogólnych Sekretariatu Stanu.

22 lipca 1997 Jan Paweł II mianował go arcybiskupem tytularnym Aemona i nuncjuszem apostolskim w Wenezueli. Sakrę biskupią przyjął 11 października tegoż roku z rąk kard. Angelo Sodano. W marcu 2000 został nuncjuszem w Meksyku, ale już we wrześniu tego roku papież mianował go substytutem w Sekcji Spraw Ogólnych Sekretariatu Stanu. W tym charakterze hierarcha wielokrotnie odczytywał za Jana Pawła II teksty jego przemówień, gdy papież miał coraz większe trudności z mówieniem. To on 2 kwietnia 2005 r. ogłosił na Placu św. Piotra w Watykanie wiadomość o śmierci Jana Pawła II. 9 czerwca 2007 Benedykt XVI mianował go prefektem Kongregacji dla Kościołów Wschodnich, a na konsystorzu 24 listopada tegoż roku włączył go do Kolegium Kardynalskiego. W 2013 Franciszek potwierdził jego osobę w funkcji prefekta Kongregacji dla Kościołów Wschodnich. 26 czerwca 2018 ten sam papież włączył go grona kardynałów-biskupów.

Dziekan Kolegium Kardynalskiego przewodniczy temu gremium, nie ma jednak żadnych uprawnień wobec innych purpuratów będąc pierwszym pośród równych. Jest zawsze w randze kardynała -biskupa. Do jego zwyczajowych zadań należy m.in. przewodniczenie uroczystościom pogrzebowym po śmierci papieża, odprawianie Mszy św. na rozpoczęcie konklawe i przewodniczenie obradom konklawe. Zgodnie z paragrafem 4 kanonu 352 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 dziekan Kolegium Kardynalskiego zobowiązany jest do stałego zamieszkania w Rzymie.

CZYTAJ DALEJ

Specjalny paulinobus-mobilna wystawa o dziejach Zakonu dotarł na Jasną Górę

2020-01-25 19:37

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Paulini

BPJG

Ponad 15 metrowy biały autobus ozdobiony paulińskim herbem stanął na dziedzińcu Jasnej Góry. To mobilna wystawa tzw. Palosz-Bus opowiadająca o dziejach a zwłaszcza początkach Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika a także o jego założycielu bł. Euzebiuszu. W tym roku mija 750 lat od jego śmierci i paulini obchodzą rok jubileuszowy. Niezwykła ekspozycja przyjechała z Węgier, bo to tam jest kolebka zakonu. Paulinobus pozostanie w Sanktuarium tylko do jutra.

Na wystawie zobaczymy m.in. kamień z pierwszego paulińskiego klasztoru św. Krzyża założonego na Węgrzech przez bł. Euzebiusza, obraz Matki Bożej z Jasnej Góry i z Márianosztra, zakonny kodeks z XV w., historyczną mapę Węgier, książki paulińskich pisarzy czy zakonny habit.

Ekspozycji towarzyszy tytuł „Pięknie jest żyć po paulińsku”. - Wskazuje on na radość i piękno życia paulińskiego. I nie przypadkowo cała wystawa została pomyślana tak, by motywem opowiadającym o naszym życiu było osiem błogosławieństw, czyli Ewangelia w Ewangelii, szczęście i radość bycia dla Boga samego - powiedział otwierając wystawę przeor Jasnej Góry, o. Marian Waligóra.

Przełożony generalny Zakonu Paulinów o. Arnold Chrapkowski zauważył, że „dzisiejszy dzień jest szczególnym wydarzeniem, bo do Polski kolejny raz przybywa cząstka ziemi węgierskiej, ojczystej ziemi paulińskiej”. - Tak jak w 1382r. paulini przybyli tutaj z klasztoru Márianosztra, po to, aby rozciągnąć opiekę nad Cudownym Wizerunkiem Jasnogórskiej Maryi, tak dzisiaj przybywa cząstka węgierskiej ziemi, po to, aby przypomnieć o naszych korzeniach, a więc o tych wszystkich wydarzeniach, które doprowadziły do zawiązania pierwszej wspólnoty pod kierunkiem pierwszego prowincjała, dziś błogosławionego Euzebiusza, kanonika Ostrzyhomskiego - powiedział o. Generał. Dodał, że ukazanie na wystawie początków istnienia Zakonu, ma „nam uświadomić to, że pomimo różnych dziejowych burz, bardzo trudnych czasów: najazdu tureckiego, rozbiorów, zniewolenia komunistycznego, pomimo wielu prześladowań i cierpień, paulini potrafili zachować swoją pierwotną duchowość”. - Dziś ta mała cząstka z węgierskiej ziemi rozrasta się, bo paulini posługują w 17. krajach świat i w ponad 70. domach – zauważył o. Chrapkowski.

Ekspozycję składającą się z ośmiu odrębnych części łączą zdania ośmiu ewangelicznych błogosławieństw. Tematy związane z każdym z nich nie układają się zgodnie z chronologią wydarzeń w zakonie, leczy ukazują poszczególne aspekty jego dziejów. Np. błogosławieństwo, które dotyczy błogosławionych czystego serca przypomina o Matce Bożej, jako najczystszej z Niewiast, Tej, która tu na Jasnej Górze jest miejscem spotkania z Bogiem i zawierzenia się Jemu. Obrazują to obrazy Maryi, Tej z Jasnej Góry i z Márianosztra skąd paulini przybyli do Częstochowy.

Przy słowach: „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” znajduje się zachęta do podjęcia modlitwy w obronie życia, zapoczątkowanej przez paulinów Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Interaktywna wystawa dostępna jest w języku węgierskim, ale na powierzchniach wystawienniczych nie znajdziemy większych tekstów. Osoby nie znające węgierskiego dzięki kodom QR, przez telefon, lub w razie braku połączenia z internetem, sięgając do informatora mogą je poznać po angielsku i po polsku.

Odwiedzający nakładając specjalne słuchawki mogą usłyszeć np. pieśni w języku węgierskim, także te przygotowane specjalnie na prezentację. Np. zespół Misztrál wykonuje utwór, którego tekst składa się wyłącznie z nazw miejscowości, w których niegdyś, na terenie historycznych Węgier, znajdowały się klasztory paulińskie.

Odwiedzający mogą również wirtualnie przekartkować najbardziej kunsztownie ozdobiony węgierski kodeks z XV w. Można zobaczyć też różne ujęcia postaci bł. Euzebiusza z Ostrzyhomia, jak również siedząc wygodnie w fotelu obejrzeć fotografie prezentujące obrazki z życia paulinów przed 1950 i po 1989 roku oraz krótkie filmy - rozmowy z najstarszymi paulinami.

Objazdowa wystawa przedstawia kolejne elementy życia węgierskich paulinów jako wspólne, dostępne każdemu, dziedzictwo. Pragnie zainteresować nie tylko katolików, nie tylko ludzi wierzących, ale wszystkich, których interesuje węgierska przeszłość, minione dzieje. Elementem tego celu pragnącego połączyć wszystkich odwiedzających jest ustanowiony w autobusie punkt pojednania, który wzywa wszystkich do pogodzenia się ze sobą samym, z Bogiem i z bliźnimi.

Paulini maja nadzieję, że ta mobilna wystawa przyczyni się do lepszego poznania jedynego założonego na Węgrzech zakonu męskiego, jak też naszego wspólnego dziedzictwa kulturalnego.

O. Antal Puskás przeor klasztoru w Budapeszcie, który jest przewodnikiem po wystawie, przypomniał, że „obecny rok na Węgrzech związany jest z trzema ważnymi wydarzeniami: Międzynarodowym Kongresem Eucharystycznym, rokiem bł. Euzebiusza w 750-lecie jego śmierci oraz z wydarzeniami w Trianon, które mają rangę państwowych i przypominają Węgrom o wewnętrznej jedności narodu”. - My, jako paulini, chcemy przez przykład bł. Euzebiusza i przypominając jego osobę, być sługami tej jedności, która też wyraża się w jedności wokół stołu Eucharystii – powiedział o. Puskás.

Podkreślił, że ponieważ wiele takich objazdowych wystaw już pojawiło się to i paulini pomyśleli o specjalnym autobusie.

Mobilna wystawa pozostanie na Jasnej Górze do niedzielnego wieczora. Potem pojedzie do innych paulińskich klasztorów: w Świdnicy, Wrocławiu, Wieruszowie, Toruniu. Na Jasną Górę powróci 2 lutego a potem uda się na Słowację i do Chorwacji. Na Węgrzech autobus objedzie 40 miejsc, nie tylko, tych, gdzie żyją paulini, ale trafi też tam, gdzie nie są jeszcze znani.

It/Jasna Góra

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję