Reklama

Wiara

Nienawiść uczyniła was więźniami – miłość do Boga i ludzi uczyni was wolnymi!

„Bóg da Ci wyraźny znak, do czego Cię powołał” (sługa Boży o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan, założyciel Zgromadzenia Zakonnego Salwatorianów). Taki znak otrzymał ks. Paweł Krężołek, dyrektor Salwatoriańskiego Ośrodka Powołań w Krakowie, który pod koniec marca głosił rekolekcje wielkopostne wśród więźniów Zakładu Karnego w Zamościu.

MAŁGORZATA GODZISZ: – Od czego zaczęło się nowe życie Księdza wśród Salwatorianów?

KS. PAWEŁ KRĘŻOŁEK SDS: – Kiedy wracam pamięcią do swojego dzieciństwa i lat młodzieńczych, nigdy bym nie pomyślał, że Pan Bóg tak pokieruje moim życiem. Poprzez moich rodziców, rodzeństwo, a także tych, z którymi uczyłem się, mieszkałem i jeździłem na rekolekcje, dawał mi wyraźny znak, do czego chce mnie w Kościele. Jeden z moich bliskich przyjaciół jeździł do salwatorianów na rekolekcje. Zaprosił mnie, bym przyjechał na dzień skupienia do seminarium, które mieści się na Dolnym Śląsku w Bagnie. Wtedy byłem człowiekiem prowadzącym dość rozrywkowe życie. Pod dwoma warunkami się zgodziłem. Po pierwsze: on nigdy nikomu nie powie, że ja tam byłem, i po drugie – to był pierwszy i ostatni raz... Kiedy zobaczyłem 50-60 zakonników w czarnych habitach, pomyślałem: Panie Boże, czego Ty ode mnie chcesz? A dzisiaj, kiedy sięgam pamięcią do tego czasu, myślę sobie: Pan Bóg to ma poczucie humoru – kiedyś nie chciałem znać ani tworzyć takiej wspólnoty, a dziś jestem dyrektorem referatu powołań. Mimo że jestem 12 lat w zgromadzeniu i ta moja droga do kapłaństwa nie była prosta, to za każdym razem ponawiam swój wybór i mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Moim zadaniem nie jest ubierać ich w habity i wpychać na siłę za mury klasztoru, ale pomóc im tak rozeznać, żeby sami wybierali drogę, do której przeznaczył ich Bóg. Pamiętam, kiedy byłem święcony w 2010 r., prosiłem Pana Boga, żebym miał siły być takim księdzem, aby ludzie, których spotkam, nigdy nie patrzyli na mnie jako na Pawła Krężołka, ale widzieli Jezusa Chrystusa. Bym miał siłę zrobić coś więcej niż to, co proboszcz czy przełożony nakaże mi w grafiku, żebym miał czas spotkać się z ludźmi i przede wszystkim wysłuchać. Dzisiaj świat nie potrzebuje księży showmanów, ale dobrych ludzi, którzy będą mieli odwagę rozmawiać o konkretnych problemach, nie zamiatać ich pod dywan. Będą potrafili przyjmować drugiego człowieka z całym balastem życia, ale też ludzi, którzy będą sobą.

– Salwatorianie, salwatorianki i osoby świeckie przeżywają swój charyzmat i misję w duchowości. Jak to się realizuje w tej codziennej pracy, którą podejmujecie?

– Ten charyzmat realizuje się w różnego rodzaju duszpasterstwie, które prowadzimy. Ukochałem Salwatorianów za to, że każdy dom, każda działalność toczy się wokół wspólnoty ludzi w różnym wieku. W tym się wyraża nasza duchowość. Ważne jest, żebyśmy potrafili odkrywać znaki czasów dzisiejszego Kościoła, bo Kościół jest na takim etapie, że musi wyjść do ludzi. Bardzo często my sami, jako kapłani, stajemy się takim antyświadectwem dla ludzi. Oni odchodzą od Kościoła, bo są zgorszeni postawą ludzi wierzących. Powtarzam, że nie ma na świecie ateistów, tylko są ludzie, którzy nigdy Pana Jezusa nie poznali i nie pokochali albo spotkali nas, którzy tak naprawdę od Boga i wiary ich po prostu odpędziliśmy. Myślę, że to jest wielka misja dla nas, biskupów, kapłanów, także ludzi świeckich, którzy pracują jako animatorzy w różnych wspólnotach i stowarzyszeniach, żebyśmy potrafili nie wstydzić się wiary, ale potrafili wyjść do świata.

– Nasza rozmowa ma miejsce w Zakładzie Karnym w Zamościu, gdzie osadzeni są mężczyźni. To tutaj poprowadził Ksiądz rekolekcje dla więźniów.

– Muszę się przyznać… zawsze moim marzeniem było znaleźć się w więzieniu. Nie po tej drugiej stronie, ale w jakiś sposób spotkać ludzi, którzy się tu znajdują. Znalazłem się w miejscu mocno męskim i szorstkim, w którym wielu musi udawać twardzieli. Te trzy dni w Zakładzie Karnym w Zamościu potwierdziły, że ci ludzie są skazani, ale nie potępieni. Co mnie przeraziło? Ogrom bram, krat, na których trzask w pierwszym momencie zatrzymuje się serce. Kiedyś myślałem, że ci ludzie są sami sobie winni, dziś już wiem, że to poszczególne dramaty nie tylko tych, których skrzywdzili, ale ich samych. Wielu ludzi w tym miejscu żyje strachem. Wiara w Pana Boga to jedyna rzecz, która trzyma ich przy życiu. W jednej z nauk powtarzałem im słowa, że często zapominamy o swoim powołaniu, do którego przeznaczył nas Bóg. Bawimy się w gangsterów, bandziorów, podrywaczy, narkomanów, dilerów, zamiast tak naprawdę wypełniać to, czego chce od nas Pan Bóg. Dla nich jeszcze większy dramat rozpocznie się, kiedy odbędą zasądzoną karę i wyjdą do świata. Gdybym ja był pracodawcą i otrzymał CV człowieka, który ma takie i takie wykształcenie, a do tego 15 lat pobytu w więzieniu, to... pewnie nie przyjąłbym go. Jakie on ma szanse znaleźć siłę do tego, by stanąć na nogi, wychować swoje dzieci? Ci ludzie mają rodziny, żony, dzieci, które często się ich wyrzekły. Tam jest dramat człowieka. To konkretny krzyż, który muszą dźwigać. Dla mnie nie było satysfakcjonujące prowadzenie rekolekcji tutaj, bo wolałbym tych ludzi spotkać w domach rodzinnych, gdzie dzisiaj umierają przykuci do łóżek ich rodzice, w szpitalach, domach opieki czy hospicjach. Wolałbym spotkać ich pośród ich dzieci, które dzisiaj błąkają się po ulicach i szukają choćby odrobiny miłości. Ich miejsce jest w Domach Dziecka, na ulicy, gdzie dzisiaj jest kryzys polskiego mężczyzny. Tutaj są chojrakami i twardzielami; dlaczego nie potrafią być nimi w domach rodzinnych? Czy mają odwagę przytulić swoje dziecko, ukochać żonę i powiedzieć: kocham cię, jesteś dla mnie kimś ważnym? Łatwiej jest stanąć po stronie przemocy, ukraść, zabrać, zabić. Kiedy spotykałem się z ludźmi i widziałem ich pocięte ręce, zmasakrowane ciała wytatuowane od góry w dół, pierwsze, co mi przyszło na myśl i o co ich pytałem, to: co do tego doprowadziło? Odpowiedź: strach i lęk, brak sensu…
Ci ludzie bardzo często nie potrafią w tym miejscu odkryć działania Pana Boga. Żyją ze świadomością, że On ich nie chce. Myślą, że Pan Bóg skazał ich na wieczne potępienie. Chciałem im udowodnić, że Pan Bóg ich kocha; ukochał i będzie kochał. On powiedział do nas: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Nie jest tylko z tymi, których życie jest święte i dobre, ale ze wszystkimi. Jadąc do tego miejsca też się bałem. Nie tego, że ci ludzie mogą mi zrobić krzywdę – chociaż kiedy zamknęli mnie w celi z więźniem, a strażnik odszedł, to sobie pomyślałem: teraz dużo nie trzeba... Ale już od pierwszych chwil, kiedy klękali czy siadali naprzeciw mnie, widziałem w tych ludziach ogromny głód Boga. Rozpłakałem się podczas drugiej konferencji, gdzie siedziało 40-50 więźniów. Teoretycznie powinni mnie skreślić; powiedzieć, że jestem słaby. Zaczęli wszyscy płakać ze mną, a potem bili brawo. Okazuje się, że z całej tej grupy grypsujących, twardzieli, gangsterów, morderców, bandytów, oni mają serca i tych serc nie stracili. Dziękuję Panu Bogu, że postawił mnie na ich drodze życia, że pozwolił mi także docenić to, co ja mam. My często musimy coś stracić, upaść bardzo nisko jak ten marnotrawny syn, aby mieć odwagę na nowo wzbudzić w sobie i przywołać ten dom Ojca, który na nas czeka. Nieważne, co w swoim życiu zrobimy, ale żebyśmy mieli odwagę do tego Ojca przychodzić i – jak marnotrawny syn – od razu rozpoczynać swoją spowiedź: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko Bogu i względem Ciebie; już nie jestem godzien nazywać się Twoim synem. Co robi ojciec w przypowieści? Każe zwołać sługi. Od razu daje piękną suknię i sandały, pierścień na rękę. Kocha i cieszy się, bo wraca jego syn. Tutaj poprzez trzy dni rekolekcji doświadczyłem takiego powrotu marnotrawnego syna.

– Jak dawać Chrystusa osobom, które żyją za kratami, gdzie światło i powietrze są nieco inne, gdzie nie ma rodziny?

– Odpowiedź jest jedna. Ona dotyczy nie tylko tych ludzi, którzy znajdują się tutaj, zamknięci w kryminale, pozbawieni wolności, ale wszędzie tam, gdzie żyjemy. Przede wszystkim nie wstydzić się Jezusa, nie bać się swojej wiary. Dzisiaj podstawowym problemem jest fakt, że często wstydzimy się tego, że jesteśmy ludźmi wierzącymi. Tak naprawdę możemy zapytać siebie, czy potrafimy w rodzinie uklęknąć do wspólnej modlitwy, czy potrafimy każdy dzień życia, pracy, drogi, rozpocząć znakiem krzyża, czy potrafimy dziś rozmawiać o wierze? Jeszcze nie tak dawno w sześciu polskich miastach ukazała się wielka kampania reklamowa, na wielkich billboardach umieszczono hasło: „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę. Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam”. Czasem sobie myślę: co za głupota, wydawać dziesiątki tysięcy złotych na tego rodzaju kampanię. Wystarczy przyjść do niejednego z naszych domów, zobaczyć, jak ze sobą rozmawiamy, w miejscach pracy, uczelniach, przystankach autobusowych. My może nie powiemy wprost, że jesteśmy ludźmi niewierzącymi, ale nasze życie to odzwierciedla. Wiara domaga się czynów wszędzie tam, gdzie jesteśmy, poprzez zwykły uścisk dłoni czy udzieloną pomoc. Czasem mamy skulone uszy, jak ludzie „jadą” po nas jako wierzących. Nie mamy odwagi, żeby uderzyć pięścią w stół i powiedzieć: dość! nie zgadzam się! ja jestem człowiekiem wierzącym, nie pozwolę sobie na to! Jestem przekonany, że kiedyś Jezus Chrystus stanie pośród nas i powie nam to samo: przyznałeś się do Mnie, ale oprócz tego nic więcej nie zrobiłeś, nigdy nie stanąłeś w Mojej obronie. To jest dla mnie doświadczenie bardzo cenne jako młodego kapłana, by w serca tych, w których są wielkie krzyże, dawać nadzieję, że Pan Bóg nas chce i potrzebuje. Wierzę, że ci ludzie wyjdą z tego miejsca i On doda im siły, żeby stawali na nogi, udowadniali przede wszystkim sobie i innym, że potrafią być ludźmi dobrymi i Bożymi, bo takich potrzebuje Polska, świat i Kościół.

* * *

Na czas najpiękniejszych świąt, które wołają do naszej wiary – Świąt Wielkanocnych, życzę Wam, Kochani, prawdziwego pokoju w sercu, radości, że mimo Wielkiego Piątku – wielkiego cierpienia i krzyża, Wielkiej Soboty – bezsensu i ciszy, jest zawsze Niedziela Zmartwychwstania i to radosne zawołanie: Alleluja! Niech Chrystus zwycięża w Waszym życiu, daje wiary, siły i mocy, abyśmy każdego dnia wstając, budząc się do życia dziękowali Panu Bogu, że nas chce jako ojców, matki, synów, braci, krewnych. Byśmy z wielką radością potrafili iść przez życie, świadcząc o Nim i cieszyć się z drugim człowiekiem, którego On sam stawia na naszej drodze życia.
Ks. Paweł Krężołek SDS

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W Kościele jest miejsce dla każdego

2020-01-15 09:36

[ TEMATY ]

duchowość

wiara

freelyphotos.com

Opuszczenie. Odrzucenie. Wykluczenie z danej społeczności. Poczucie odosobnienia, nieużyteczności i inności. Co musiał czuć trędowaty człowiek, który cierpiąc na chorobę oznaczającą w jego czasach całkowite wykluczenie z publicznego życia, siedział w opuszczeniu na rynku w Asyżu, na zbitej glebie mokrej od łez kapiących mu z oczu?

A może inaczej. Jak ja się czuję, kiedy ktoś wyklucza mnie z danej grupy, przez odmienne zdanie, „gorszy” wygląd, czy brak siły przebicia? Co rodzi się w moim sercu, gdy ktoś publicznie uzna mnie niegodnym, niechcianym… wyobcowanym.

Do wspomnianego trędowatego podszedł tylko św. Franciszek, całując jego rany. Wszyscy z pogardą mijali cierpiącego, chcąc być od niego jak najdalej. A jak jest dziś w Kościele? Czy nie jesteśmy często właśnie tym tłumem ludzi z Asyżu, który gardzi ludźmi grzeszącymi, pogubionymi, chcąc być jak najdalej i nie chcąc mieć nic z nimi wspólnego? Dlaczego zamiast „ucałować” rany tych ludzi, my wybieramy często patrzenie na nich „z góry”?

Jezus na każdym kroku uczył nas, że mamy potępiać grzech a nie grzesznika. Gardzić złem, a nie zło czyniącym.

A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!».

Czy nie chcemy dziś uczynić z Kościoła hotelu dla świętych, kiedy on ma być jak mawia papież Franciszek szpitalem dla grzeszników? Czy Jezus nie naucza, że Bogu najbardziej zależy na tej zabłąkanej „owcy”? To dlaczego my tak często tych zagubionych odtrącamy? Kościół dziś musi się stać współczesnym św. Franciszkiem. Musimy wyjść z naszej strefy bezpieczeństwa i ukazać tym wykluczonym, że dla nich też jest miejsce w Kościele. Oczywiście nie musimy zgadzać się ze złem które dana osoba czyni, mamy prawo je potępiać. Naszym głównym zadaniem jest miłosierne pokazanie jej, że dla Boga jest kimś szalenie ważnym, że On właśnie na tą osobę czeka najbardziej.

Nie zmienimy świata zamykając się w swoim gronie, ale zmienić go możemy otwierając nasze serca na miłosierdzie.

W Kościele jest miejsce zarówno dla papieża jak i chłopaka z więzienia. Jezus chce przemieniać serca szczególnie tych pogubionych. Przyjęcie i akceptacja osoby taką jaka jest, to podstawa do procesu zmiany nastawienia w jej sercu. Kiedy zamiast potępienia damy ludziom zrozumienie i chęć niesienia pomocy, wtedy zaczną dziać się prawdziwe cuda.

Ciekawy jest fakt, że św. Franciszek podchodząc do trędowatego całuje jego rany. A może to wskazówka dla nas, trop do odnalezienia sensu ludzkiego pogubienia? Bo z czego ono się rodzi? Czy nie najczęściej z ran, które znaczą serce człowieka już od najmłodszych lat? Jak często zło popełnione względem małego dziecka, wychodzi „na jaw” w jego dorosłości? Złe wychowanie zbiera żniwa zła w przyszłości.

Nie oceniajmy człowieka, ale postarajmy się pomóc mu w odnalezieniu tych trudnych chwil w jego życiu, aby mógł oddać je nareszcie Bogu.

Pocałunek ran trędowatego to akt miłosierdzia względem grzesznika. Akt, który może pomóc mu otworzyć się na dar Bożego uzdrowienia. Jezus nikogo nie przekreśla. Dla niego najgorszy grzesznik może stać się świętym. Św Paweł mordował chrześcijan i co? Jest dziś traktowany jako wzór. Dla Boga nie istnieją takie słowa jak: „to koniec”.

Brońmy dobra, brońmy miłości, brońmy chrześcijańskich wartości przed atakami, pogardzajmy złem i złymi ideologiami, ale nigdy nie gardźmy drugim człowiekiem, bo nieważne jak bardzo by on był splamiony grzechem, nigdy nie przestanie być dzieckiem Boga.

Naszym zadaniem jest tą jego królewską tożsamość mu ukazać. Kluczem do tego może być pokazanie mu, że dla niego też jest miejsce w Kościele. I nie dopiero wtedy kiedy zmieni swoje życie. Może jeszcze bardziej teraz, w jego aktualnym pogubieniu.

______________________________

Artykuł zawiera tekst opublikowany w styczniowym numerze "Wzrastania". Więcej: Zobacz

Wzrastanie

CZYTAJ DALEJ

Indie: profanacja Najświętszego Sakramentu

2020-01-22 20:42

[ TEMATY ]

profanacja

Najświętszy Sakrement

Indie

davideucaristia/pixabay.com

W kościele św. Franciszka z Asyżu w Bengaluru – stolicy stanu Karnataka w południowo-zachodnich Indich, doszło do profanacji Najświętszego Sakramentu. Konsekrowane hostie zostały rozrzucone po posadzce. „Jestem zaszokowany i przepełniony bólem” – powiedział metropolita tamtejszej archidiecezji abp Peter Machado na wieść o tym wydarzeniu.

Sprawcy tego czynu nie ukradli nic z kościoła, stąd przypuszcza się, że chodziło im o zniszczenie świątyni i jej profanację. Arcybiskup wezwał wszystkich wiernych do zadośćuczynienia i najbliższy piątek 24 stycznia wyznaczył w archidiecezji dniem szczególnej adoracji, uwielbienia i przepraszania Jezusa eucharystycznego za popełniony czyn.

„Proszę wszystkich proboszczów i kapelanów, aby przez cały dzień w kościołach był wystawiony Najświętszy Sakrament, aby wszyscy wierni mogli się przed Nim pomodlić” – zaapelował hierarcha.

Zachęcił także do modlitwy w intencji sprawców tego haniebnego czynu, który obraża uczucia religijne wszystkich katolików.

Jedna z organizacji indyjskich zajmujących się obroną praw chrześcijan w tym kraju (United Christian Forum Human Rights – UCFHR) podała przy okazji, że w pierwszych dziewiętnastu dniach stycznia tego roku doszło już do 17 przypadków przemocy wobec chrześcijan. M.in. aresztowano jednego pastora, doszło do kilku aktów przemocy fizycznej oraz w kilku przypadkach zabroniono chrześcijanom spełniania funkcji religijnych.

CZYTAJ DALEJ

Kielce: IPN przypomni „Raport z Auschwitz”

2020-01-22 21:29

[ TEMATY ]

Auschwitz

pokaz

Bożena Sztajner/Niedziela

Auschwitz

Opowieść o Polakach, którzy alarmowali świat o terrorze w okupowanej Polsce, obozach Zagłady, a w szczególności o KL Auschwitz, będzie tematem pokazu filmowego i spotkania w Centrum Edukacyjnym IPN „Przystanek Historia” w Kielcach. Wydarzenie odbędzie się w czwartek 30 stycznia.

W filmie zaprezentowano nieznane dotąd dokumenty z archiwów brytyjskich, które świadczą o tym, że Polacy regularnie od 1941 roku do końca wojny informowali wszystkich aliantów o tym, co dzieje się w obozach Zagłady na terenie okupowanej Polski.

W filmie o KL Auschwitz opowiadają także więźniowie, głównie z pierwszych transportów: Kazimierz Albin, Kazimierz Piechowski, Jerzy Bogusz, Karol Tendera, a także Eva Mozes-Kor - ofiara dr Mengele.

Po pokazie odbędzie się spotkanie z reżyserem dokumentu, którego światowa premiera miała miejsce w Parlamencie Europejskim.

Projekcja filmu będzie kolejnym spotkaniem w stałym cyklu „Seans historyczny” w którym w Centrum Edukacyjnym „Przystanek Historia” są prezentowane filmy fabularne, dokumentalne oraz reportaże z towarzyszącym im komentarzem historyka.Wydarzenie odbędzie się w siedzibie „Przystanek Historia” przy ul. Warszawskiej 5. Początek o godz. 17.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję