Reklama

Jan Paweł II

Niczego nie robił na pokaz

O codziennej modlitwie Jana Pawła II, jego wrażliwości i świętości z abp. Mieczysławem Mokrzyckim, metropolitą lwowskim, rozmawia ks. Ireneusz Skubiś

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Należymy do szczęśliwego pokolenia wiernych Kościoła, dla których Karol Wojtyła był papieżem. Ksiądz Arcybiskup jako sekretarz Jana Pawła II był bardzo blisko niego. Czy pomyślał Ekscelencja kiedyś, że człowiek, któremu posługuje, będzie w mszale widniał jako święty?

ABP MIECZYSŁAW MOKRZYCKI: – Rzeczywiście, miałem szczęście być drugim sekretarzem papieskim przez 9 ostatnich lat jego życia. Była to łaska darmo mi dana. Ojciec Święty, mimo że odszedł od nas, nadal jest żywy – w nas. W moim sercu, ale i w sercach wielu Polaków, nie tylko chrześcijan. Ciągle o nim myślimy, pamiętamy, pragniemy go słyszeć. Czasem nie tyle modlę się, ile rozmawiam z nim, proszę go, by pomagał mi w duszpasterzowaniu, w prowadzeniu Kościoła archidiecezji lwowskiej. Powracam do niego myślami, wspomnieniami. Czuję jego obecność w różnych sytuacjach. Przede wszystkim widzę go jako człowieka głębokiej wiary, który zaufał w pełni Panu Bogu, zawierzył Mu swoje codzienne życie, swoje posługiwanie Piotra naszych czasów.

– Jak Ksiądz Arcybiskup postrzega Jana Pawła II jako człowieka wiary?

– Ojciec Święty – jak każdy z nas – był człowiekiem z krwi i kości. Takim samym jak my, a jednocześnie innym, odróżniającym się w jakiś sposób swoją postawą, sposobem bycia, sposobem przemawiania, docierania do drugiego człowieka. Swoją szczególną wiarą już na początku swojego pontyfikatu zachwycił cały świat. Zalecał nam otworzyć się na Chrystusa, całkowicie Mu zawierzyć. Myślę, że przygotowywał się do tego przez poprzednie lata swojego życia, kapłaństwa i biskupstwa. Wzorem pełnego zawierzenia Bogu była dla niego Maryja, stąd zawołanie „Totus Tuus” – Cały Twój. Ojciec Święty mimo wielu trudności, wielkiej odpowiedzialności za cały Kościół – bo Kościół to ludzie – miał w sobie wewnętrzny pokój. Troszczył się o cały świat, uwikłany w różnych konfliktach, ale też wierzył w to, że poprzez modlitwę, wytrwałość w dobru, rozmowy można wyciszyć pewne burze i niepokoje.

– Zapewne jednym z takich momentów, o których mówi się ciągle za mało, jest prześladowanie chrześcijan, ich męczeńska śmierć. Jak Papież przeżywał ich męczeństwo?

– Gdy tylko dowiadywał się o takim wydarzeniu, słyszałem westchnienie: „Boże!”. Potem szedł do kaplicy i modlił się. Ale też reagował: rozmawiał z arcybiskupem ministrem spraw zagranicznych, w jaki sposób można interweniować, i pisał list, telefonował. Na „Anioł Pański” czy podczas audiencji środowych często nawiązywał do tego wydarzenia, by pokazać swoją solidarność z prześladowanymi i wezwać ludzi do zastanowienia się, do modlitwy o pokój i docenienie go. Podejmował także dialog z przywódcami różnych religii, wyznań czy z głowami państw. Wrażliwość Ojca Świętego na ludzką krzywdę była bardzo duża. Wzywał nas wszystkich do tolerancji, wzajemnego szanowania się. Często też, m.in. przez spotkania w Asyżu, podkreślał, że wszyscy wierzymy w Boga, tylko jeszcze nie wszystkie religie czy wyznania mają tego Boga w pełni objawionego. Gdybyśmy wszyscy wierzyli naprawdę w Boga – nie byłoby nieporozumień, prześladowań, morderstw.

– Czy u ludzi światowej dyplomacji, przywódców państw, zwierzchników i wyznawców innych religii, którzy spotykali się z Papieżem, można było zauważyć, że mają świadomość kontaktu z człowiekiem Bożym, ze świętym?

– Ojciec Święty był głową Państwa Watykańskiego, ale jednocześnie był głową Kościoła. Widziałem, że kiedy przyjeżdżali prezydenci różnych państw, traktowali Papieża nie tyle jako głowę państwa, ile jako zwierzchnika Kościoła, który ma wielki autorytet i ogromne znaczenie. Widać było jakiś szczególny szacunek dla niego. Nie przychodzili po rady ekonomiczne czy wskazówki, ale by napełnić się duchem, jego osobowością, by spotkać się z nim. Widać było, że ich serca napełniają się pokojem, którym Ojciec Święty promieniował. Spotkania z Papieżem różnych głów państw przyniosły na pewno wiele dobrych owoców.

– Jak Jan Paweł II przeżywał kontakty dla niego niełatwe, które z jednej strony kazały mu być dyplomatą, a z drugiej prorokiem Boga?

– Ojciec Święty był w swoim nauczaniu i przepowiadaniu stanowczy. W czasie niepokoju między Stanami Zjednoczonymi a Irakiem, kiedy USA chciały interweniować tam militarnie, Papież wysyłał swoich delegatów na rozmowy, sam telefonicznie rozmawiał z ministrem spraw wewnętrznych Stanów Zjednoczonych. Potem, kiedy widział, że rozmowy nie przynoszą większych rezultatów, na „Anioł Pański” poza tekstem oficjalnym, w którym apelował, by nie było więcej wojny, wrócił do swoich wspomnień z lat dziecięcych i II wojny światowej, zaznaczając, że wie, czym ona jest. Często też uwrażliwiał ludzi na zło, jakie przynosi konflikt zbrojny. Nigdy natomiast w swoim nauczaniu, w swojej postawie nie był pobłażliwy. Wiemy, że dzięki Ojcu Świętemu – jego modlitwom, rozmowom z głowami państw – blok komunistyczny rozsypał się bez przelewu krwi. Zwłaszcza obywatele wszystkich państw postsowieckich tak myślą, uważają, że zawdzięczają to pontyfikatowi Jana Pawła II.

– A jak Jan Paweł II przyjmował informacje o tym, że blok sowiecki się rozpada?

– Zawsze podkreślał, że Bóg powoli kruszy kajdany i żelazne serca. Był pewien, że cierpienia i modlitwy wielu wiernych chrześcijan przełamały system, blokadę, że wiara ludu przyniosła zwycięstwo prawdy i wolności.

– Skąd Papież brał siły i moc dla swojego działania?

– Na samym początku dnia, jeszcze przed udaniem się na poranną toaletę, Ojciec Święty, leżąc krzyżem w swojej sypialni, odmawiał cząstkę Różańca św. Potem dużo czasu spędzał w swojej kaplicy na modlitwie. Wielokrotnie w ciągu dnia brał do ręki różaniec i modlił się. W każdy piątek – nie tylko w Wielkim Poście, ale przez cały rok – odprawiał Drogę Krzyżową. Wiele godzin spędzał przed Najświętszym Sakramentem. Wierzę, że siła i moc płynęły z jego modlitwy.
Chociaż był mistykiem, w jego codziennym życiu modlitewnym były także proste modlitwy, które odmawia każdy chrześcijanin. Papież zaczynał od pacierza katechizmowego: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Wierzę w Boga”, 10 przykazań Bożych, codziennie modlił się o dary Ducha Świętego i śpiewał Godzinki. W każdy czwartek odmawiał też Godzinę Świętą. Swoje medytacje, rozmyślania przeplatał polskimi pieśniami eucharystycznymi, które nucił albo śpiewał. Odmawiał ze swojego modlitewnika wszystkie litanie. Czasami zastanawiałem się, czy trzeba aż wszystkie – ale on to robił. Już przy końcu swojego życia modlił się, słuchając nas. Często widziałem go zatopionego w modlitwie. W mojej pamięci pozostanie obraz Ojca Świętego klęczącego na klęczniku w swojej prywatnej kaplicy.
Co mnie jeszcze uderzało? Na klęczniku miał spis pracowników całej Kurii Rzymskiej z „L’Osservatore Romano” w języku polskim: od sekretarza stanu, podsekretarza, aż po wykaz wszystkich kongregacji i instytucji. Każdego dnia po Mszy św. brał go do ręki, przewracał kartki (cztery strony) i potem krótko się modlił. Modlił się więc także za swoich najbliższych współpracowników.
Codziennie w swojej prywatnej kaplicy odprawiał Mszę św. w konkretnej intencji. Potem pisał intencje na karteczce – mogliśmy podpatrzeć: często polecał Panu Bogu swoją kurię, diecezję rzymską, cały Kościół powszechny. Raz w tygodniu Msze św. były w intencjach, które wierni przesyłali do niego z prośbą o modlitwę indywidualnie czy w jakichś szczególnych wydarzeniach w życiu Kościoła. To był człowiek modlitwy, bardzo wrażliwy na potrzeby innych, na to, co się dzieje w świecie, w Kościele.

– Ksiądz Arcybiskup zawstydza nas, mówiąc o tym, co praktycznie moglibyśmy realizować my wszyscy, księża, a także biskupi, tymczasem często tłumaczymy się, że nie ma czasu. A Ojciec Święty...

– Tak. Czasem możemy się zastanawiać, skąd Ojciec Święty brał na to wszystko czas. A on nigdy nie opuścił swoich codziennych praktyk religijnych, modlitwy. Nawet podczas trudnych podróży apostolskich, kiedy program był bardzo napięty, organizatorzy wiedzieli, że muszą znaleźć czas na Godzinę Świętą, jeśli wizyta przypadała w czwartek, na Drogę Krzyżową w piątek – bo inaczej to Ojciec Święty opóźniał program o całą godzinę.
Jan Paweł II był człowiekiem bardzo zdyscyplinowanym, każdy jego dzień miał swój program – tego się trzymał. Potem, już przy końcu życia, swoje zadania wykonywał wolniej, brakowało więc trochę czasu na niektóre sprawy i spotkania. Kiedyś abp Dziwisz mówi: „Może by Ojciec Święty coś opuścił, bo ciągle w kaplicy modli się, a potem czyta”. A Papież na to: „To mnie trzyma”. Ten harmonogram dnia zachował do końca swojego życia. Był głodny wiedzy i dlatego też dużo czasu poświęcał na pogłębienie swojej wiedzy teologicznej czy pochłanianie literatury świeckiej.

– To bardzo pouczające, Ekscelencja przypomina zarówno kapłanom, jak i świeckim, jak wzrastać w tym, co się nazywa „virtus religionis” – cnota pobożności.

– Ojciec Święty uczył nas prostego życia, uczył bycia chrześcijaninem normalnym. Mimo że był tak wielkim człowiekiem, że osiągnął świętość, to w jego życiu duchowym były proste praktyki religijne – modlitwy katechizmowe, pieśni. Od Bożego Narodzenia do 7 stycznia wieczory były zawsze wypełnione kolędami, w których widział głębię treści teologicznej i biblijnej. Potem, w Wielkim Poście – Droga Krzyżowa, „Gorzkie Żale”; w maju zawsze po kolacji wychodziliśmy na taras, gdzie była kaplica Matki Bożej Fatimskiej, i tam śpiewaliśmy majówki, w czerwcu – Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Jan Paweł II miał wielką cześć do Matki Bożej. Od lat dziecięcych pielgrzymował do Jej sanktuariów, a potem czynił to jako papież podczas swoich wizyt apostolskich. Często wtedy koronował obrazy, wręczał Matce Bożej swój papieski różaniec czy złotą różę. Zwracał uwagę na kult przydrożnych kapliczek, które są w naszych miejscowościach. Nie wstydził się nosić szkaplerza ani odmawiać Różańca, choć często kojarzy się on nam z osobami starszymi. Te proste formy pobożności w życiu Jana Pawła II były obecne i coraz bardziej doskonaliły jego osobowość, więź z Bogiem i życie duchowe.

– Wszyscy mamy w pamięci krzyż, do którego Ojciec Święty przytulił się podczas swojej ostatniej wielkopiątkowej Drogi Krzyżowej. Ekscelencja jest także z tym krzyżem związany...

– Ten krzyż ma swoją historię. Otóż każdej niedzieli Ojciec Święty przyjmował w Watykanie pielgrzymów z Polski. Pewnego razu pielgrzymi z Zakarpacia ofiarowali mu zwyczajny, prosty krzyż. Ponieważ rozpoczynałem wtedy swoją posługę u Ojca Świętego i potrzebny był krzyż do mojego pokoju, zapytałem po audiencji Papieża, czy mógłbym ten krzyż zatrzymać. I tak od 1996 r. był on w moim pokoju. Podczas tego szczególnego Wielkiego Piątku Ojciec Święty uczestniczył w Drodze Krzyżowej w swojej kaplicy. W czasie rozważania kolejnych stacji dał znać, że potrzebuje krzyża. Wtedy abp Dziwisz powiedział: „Mieciu, przynieś swój krzyż”. Po nabożeństwie krzyż wrócił do mnie, na swoje miejsce. Kiedy Ojciec Święty Benedykt XVI mianował mnie arcybiskupem we Lwowie, zabrałem tę cenną pamiątkę ze sobą. Ten krzyż peregrynuje po Polsce. Jest to już wielka relikwia, do której Polacy są szczególnie przywiązani.

2014-04-22 14:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Senat UPJPII za ogłoszenie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i współpatronem Europy

2020-02-18 11:11

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

senat

św. Jan Paweł II

Archiwum „Aspektów”

Senat Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie uroczyście wyraża swoje poparcie dla inicjatywy ogłoszenia św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i współpatronem Europy. 17 lutego 2020 r. podjęta została uchwała w tej sprawie.

„Bez wątpienia, zarówno osoba, jak i dorobek całego życia św. Jana Pawła II, spełniają wymagania, jakimi kieruje się Kościół, przyznając tytuł doctor Ecclesiae, a są nimi: świętość życia, wyróżniająca się doktryna oraz postawa nauczyciela, które wpłynęły na rozwój nauczania Kościoła i myśli teologicznej, jak również wkład w misję ewangelizacyjną, którą Jezus Chrystus powierzył swemu Kościołowi” – czytamy w uchwale podjętej przez senat Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Jej autorzy zwracają też uwagę, że uzasadnione też jest nadanie św. Janowi Pawłowi II tytułu współpatrona Europy - z uwagi na wkład, jaki wniósł on w dzieło jednoczenia kontynentu budowanego na chrześcijańskich wartościach a także na fakt, że wskazywał na duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu.

Zdaniem senatu UPJPII doskonałą okazję do uhonorowania św. Jana Pawła II tytułem doctor Ecclesiae i ogłoszenia Go współpatronem Europy będzie 100-lecie jego urodzin.

CZYTAJ DALEJ

33 pomysły na kreatywną randkę

Niedziela Ogólnopolska 14/2018, str. 56-57

[ TEMATY ]

Niedziela Młodych

Fisher Photostudio/fotolia.com

Czym jest nuda? Kiedyś na spotkaniu Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży pewien ksiądz podał ciekawą definicję. Stwierdził, że N.U.D.A. to skrót oznaczający Nieumiejętność Używania Daru Agape, a więc brak kreatywnych pomysłów w wyrażaniu miłości. A przecież Pan Jezus powiedział: „Bądźcie roztropni (sprytni) jak węże, a niewinni jak gołębie” (por. Mt 10, 16). Warto więc zastanowić się nad twórczymi sposobami spędzania czasu we dwoje. Przedstawiamy 33 propozycje:

1 Delektujcie się przyrodą i kulturą. Idźcie razem do zoo lub ogrodu botanicznego. Wybierzcie się do kina, teatru, filharmonii, muzeum (np. etnograficznego, historycznego, żydowskiego), parku rozrywki, planetarium czy oceanarium. Idźcie na wystawę, koncert albo na spotkanie z ciekawym człowiekiem. Zobaczcie razem dostępne dla zwiedzających jaskinie, stare klasztory, zamki czy ich ruiny (pomoże wam je znaleźć wujek Google). Odwiedzajcie festiwale i atrakcje turystyczne zgodnie ze swoimi zainteresowaniami.

2 Przygotujcie razem coś do jedzenia dla siebie, rodziny lub przyjaciół. Może to być obiad, ciasto, sałatka owocowa, pizza, pierogi albo jakiekolwiek inne danie. Możecie też wspólnie poszukać przepisów w Internecie lub książce kucharskiej.

3 Nagrajcie filmik kamerą, smartfonem lub aparatem cyfrowym.

4 Inspirująca rozmowa w lesie. Spacer to nie tylko odprężenie i kontakt z przyrodą, ale także okazja do długich rozmów. Wzajemne poznawanie się mogą ułatwić pytania typu: „Co byś zrobił, gdybyś wygrał milion dolarów?" albo „Co zmieniłabyś w swoim życiu, gdybyś mając obecną wiedzę i doświadczenie, mogła cofnąć się w czasie o 15 lat?". Czasem warto też wspólnie pomilczeć i wsłuchać się w śpiew ptaków.

5 Wybierzcie się na cmentarz. Ten pomysł może wydawać się nietypowy, ale wiele par dobrze wspomina wspólne odwiedzanie grobów bliskich, modlitwę, wyszukiwanie ciekawych starych nagrobków czy oglądanie rzeźb cmentarnych aniołów. Być może to miejsce sprzyja rozmyślaniu o miłości „do grobowej deski”.

6 Zagrajcie razem w badmintona, squasha, kręgle, piłkarzyki, piłkę plażową lub tenisa. Idźcie w lecie na rolki, a w zimie na łyżwy. A może skusi was także ścianka wspinaczkowa, klub fitness lub wspólne bieganie wśród zieleni? Próbujcie różnych sportów, aby przez osobiste doświadczenie przekonać się, które najbardziej wam odpowiadają. To świetna zabawa i sposób na rozładowanie stresu.

7 Randka na chłodne dni. Najpierw wybierzcie się na spacer. Potem idźcie razem napić się gorącej czekolady. Możecie też zrobić sobie w domu specjalną kawę z cynamonem lub kardamonem albo herbatkę z sokiem malinowym i goździkami.

8 Dobry uczynek. Możecie wspólnie przygotować kanapki, a może nawet kawę lub herbatę w termosach i zanieść ten poczęstunek osobom bezdomnym. W zimie mogą im się przydać także ciepłe skarpetki i rękawiczki, a w lecie – butelka wody mineralnej.

9 Wspólne układanie śmiesznych piosenek. Wystarczy wymyślać słowa do znanych melodii.

10 Randka w saloniku przy stoliku. Zagrajcie w szachy, warcaby, grę „go”, bierki, kalambury lub gry planszowe. Innym ciekawym pomysłem może być także układanie puzzli.

11 Wspólne czytanie. W domu lub cichej kawiarni można świetnie spędzać czas, oddając się lekturze. Niekiedy jest możliwość, aby czytać tekst z podziałem na role. Najpotężniejszą księgą świata jest oczywiście Biblia, a w niej znajduje się prawdziwa perełka światowej poezji również tej miłosnej: Pieśń nad pieśniami.

12 Idźcie potańczyć. To dobry sposób na wspólną zabawę, odprężenie i dobry nastrój. Badania naukowe wykazują, że regularny taniec obniża poziom kortyzolu (tzw. hormonu stresu) w ślinie badanych. Niektórzy pasjonaci zapisują się także na kurs tańców dworskich.

13 Wspólne wykonywanie drobnych prezentów dla przyjaciół (np. naszyjnik z malowanego makaronu typu „rurki”, figurka z masy solnej, lampiony, ozdoby, pisanki itp.). Wiele ciekawych pomysłów i profesjonalnych instrukcji znajdziecie w necie.

14 Zasadźcie razem drzewo. Wspólna praca nie tylko zbliży was do siebie, ale także da sporą satysfakcję. A my wszyscy zyskamy nowe źródło tlenu i naturalny „oczyszczacz” powietrza.

15 Odwiedźcie razem bibliotekę. Możecie wyszukiwać książki na jakiś ustalony wcześniej temat lub też możecie wzajemnie polecać sobie przeczytane tytuły.

16 Zorganizujcie kolację przy świecach. Taką prawdziwą, z dobrym jedzeniem, muzyką, kwiatami. On niech ubierze na tę okazję garnitur, ona – elegancką sukienkę.

17 Wieczór słuchania muzyki. Przygotujcie płyty, pliki mp3, linki i zanurzcie się w ulubionej muzyce. Dzięki temu będziecie wzajemnie poznawać swoje „małe intymne muzyczne światy” i prezentować sobie wzajemnie ważne dla was utwory. Polecam płyty zespołów takich jak Maleo Reggae Rockers czy 2Tm2,3. Możecie też wspólnie zgłębiać muzykę klasyczną, jeżeli was interesuje.

18 Załóżcie Zeszyt Marzeń i zapisujcie w nim plany do zrealizowania lub miejsca do odwiedzenia. Zapiszcie pomysły na małych karteczkach, które wrzucicie do słoika. Potem losujcie z niego wasze prywatne „zadania do wykonania”.

19 Obejrzyjcie razem mecz lub jakieś igrzyska sportowe.

20 Zorganizujcie wspólne granie na instrumentach np. na gitarach. Można też odnaleźć zapis nutowy i grać na flecie melodie ulubionych piosenek.

21 Odkrywajcie razem nowe miejsca w najbliższej okolicy. Wybierzcie się autobusem lub tramwajem na drugi koniec miasta, tam gdzie jeszcze nie byliście. Eksplorujcie nowe kawiarnie, restauracje i kluby.

22 Wybierzcie się na karaoke!

23 Oglądanie wschodu słońca. Wybierzcie się przed świtem w ustronne miejsce. Możecie zabrać jakieś przekąski i kawę w termosie.

24 Wspólne oglądanie nocnego nieba. Ten pomysł na randkę polecam szczególnie w sierpniu, kiedy można zaobserwować perseidy (tzw. spadające gwiazdy).

25 Zorganizujcie sobie wieczór z YouTube, podczas którego będziecie nawzajem puszczać sobie ciekawe filmiki.

26 Prywatna sesja zdjęciowa. Możecie się zabawić i stworzyć „dowody” w postaci fotografii sugerującej, że odbyliście niesamowitą podróż, która w rzeczywistości nigdy się nie odbyła.

27 Zorganizujcie sobie piknik, grilla lub ognisko, na którym upieczecie kiełbaski i jabłka, a w popiele – ziemniaki.

28 Pływanie razem na statku, łódce z wiosłami, kajaku, żaglówce lub rowerze wodnym.

29 Piszcie wspólnie SMS-y do starych znajomych. Albo lepiej – listy, takie tradycyjne. Możecie też zrobić swoje oryginalne kartki pocztowe!

30 Powietrzna randka. Puszczajcie latawiec, chiński lampion (tylko daleko od zabudowań!) albo balon z helem, do którego przywiążecie pudełeczko z wiadomością dla nieznajomego (można podać w niej swój e-mail, ciekawe, czy ktoś odpisze? ).

31 Stwórzcie razem opowiadanie. Niech jedna osoba napisze pierwsze zdanie, a druga kolejne. I tak na przemian. Postarajcie się, aby historia była sensacyjna i komiczna.

32 Urządźcie w domu seans filmowy. Wcześniej możecie zrobić też własny popcorn. A może uda się skombinować rozwijany ekran i rzutnik?

33 Bycie dla innych. Pomóżcie w nauce dzieciom z rodziny lub sąsiedztwa, odwiedzajcie osoby starsze i pomagajcie im np. w zakupach czy sprzątaniu mieszkania.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek w Bari: prośmy o łaskę miłowania bliźnich

2020-02-23 12:10

[ TEMATY ]

synod

homilia

biskupi

papież Franciszek

Bari

źródło: vaticannews.va

Papież Franciszek podczas Mszy św. w Bari

O aktualności przykazania miłości nieprzyjaciół i potrzebie proszenia Boga o łaskę miłowania braci i sióstr mówił Franciszek w kazaniu podczas Mszy św. sprawowanej 23 lutego na alei Wiktora Emanuela II w Bari. Ojciec Święty skupił się na czytanym w VII niedzielę zwykłą fragmencie „Kazania na górze” (Mt 5,38-48), mówiącym o przykazaniu miłowania nieprzyjaciół.

Na wstępie podkreślił rewolucyjny charakter słów Jezusa, który każe swoim uczniom wyrzec się wszelkiej przemocy. Zauważył, że czyni tak, ponieważ Bóg miłuje każdego człowieka, nawet tego, który czyni zło, a Pan Jezus sam w godzinie męki dał świadectwo tej właśnie miłości nieprzyjaciół, wybaczając swoim oprawcom. Kaznodzieja zachęcił do naśladowania Jego przykładu: „Umiłowani przez Boga, jesteśmy powołani do miłowania; a ci, którym wybaczono, do przebaczania innym; dotknięci miłością, by dawać miłość, nie czekając, aż inni to zaczną; darmo zbawieni, by nie szukać żadnej korzyści w czynionym dobru” – stwierdził papież.

Zaznaczył, że Pan Jezus żąda od nas odwagi miłości bez wyrachowania, gdyż Jego miarą jest miłość bez miary i to właśnie jest sednem Ewangelii. Podkreślił, że jedynym dobrym ekstremizmem chrześcijańskim jest ekstremizm miłości.

Franciszek przekonywał, by nie martwić się niegodziwością innych. Wskazał, że kulturę nienawiści przezwycięża się, walcząc z kultem narzekania. Wskazał, że rewolucja Jezusa polega na tym, że przechodzi się „od nieprzyjaciela, którego trzeba nienawidzić do nieprzyjaciela, którego trzeba miłować, od kultu narzekania do kultury daru. Jeśli należymy do Jezusa, to właśnie jest ta droga!” – stwierdził papież. Podkreślił, że nie jest to logika przegranego, lecz zwycięzcy, a we współczesnym świecie rozwiązaniem jest droga Jezusa: miłość czynna, pokorna i „do końca” (J 13, 1).

Ojciec Święty zauważył, że miłość nieprzyjaciół jest trudnym zdaniem. Ale trzeba się modlić o łaskę, o siłę miłości, prosić Boga, by postrzegać innych „nie jako przeszkody i komplikacje, ale jako braci i siostry, których należy miłować”.

„Dzisiaj wybierajmy miłość, nawet jeśli to kosztuje, nawet jeśli idzie pod prąd. Nie pozwólmy się uzależniać od dominującej mentalności, nie zadowalajmy się półśrodkami. Przyjmijmy wyzwanie Jezusa, wyzwanie miłości. Będziemy prawdziwymi chrześcijanami, a świat będzie bardziej ludzki” – stwierdził Franciszek na zakończenie swej homilii.


Oto polski tekst papieskiej homilii:

Jezus cytuje starożytne prawo: „Oko za oko i ząb za ząb” (Mt 5, 38; Wj 21, 24). Wiemy, co to znaczyło: ktokolwiek coś ci zabierze, zabierzesz mu to samo. To był naprawdę wielki postęp, ponieważ zapobiegał gorszej odpłacie: jeśli ktoś cię skrzywdził, odpłacisz mu w ten sam sposób, nie możesz uczynić mu czegoś gorszego. Zakończenie sporu remisem było krokiem naprzód. Jezus idzie jednak znacznie dalej: „A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu” (Mt 5, 39). Ale jakże to, Panie? Jeśli ktoś źle o mnie myśli, jeśli ktoś wyrządza mi krzywdę, czyż nie mogę odpłacić mu tą samą monetą? „Nie”, mówi Jezus: nie stosuj przemocy, żadnej przemocy.

Możemy sądzić, że nauczanie Jezusa realizuje pewną strategię: w końcu niegodziwy zrezygnuje. Ale nie z tego powodu Jezus żąda, by miłować nawet tych, którzy nas krzywdzą. Jaki to powód? Ten, że Ojciec, nasz Ojciec, zawsze kocha wszystkich, nawet bez wzajemności. On „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (w. 45). A dzisiaj, w pierwszym czytaniu, mówi nam: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19, 2). To znaczy: „Żyjcie tak jak Ja, dążcie do tego, do czego Ja dążę”. Jezus tak uczynił. Nie wskazał palcem na tych, którzy niesłusznie Go skazali i okrutnie zabili, ale rozpostarł dla nich swoje ramiona na krzyżu. I wybaczył tym, którzy wbijali Mu gwoździe w nadgarstki (por. Łk 23, 33-34).

Jeśli więc chcemy być uczniami Chrystusa, jeśli chcemy nazywać się chrześcijanami, to właśnie taka jest droga. Umiłowani przez Boga jesteśmy powołani do miłowania; ci, którym wybaczono, do przebaczania innym; dotknięci miłością, by dawać miłość nie czekając, żeby inni zaczęli; darmo zbawieni, by nie szukać żadnej korzyści w czynionym dobru. I możesz powiedzieć: „Ale Jezus przesadza! Mówi nawet: «Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują» (Mt 5, 44); mówi w ten sposób, aby wzbudzić uwagę, ale może tak naprawdę nie ma tego na myśli”. A jednak tak. Tutaj Jezus nie mówi w sposób paradoksalny, nie używa gry słów. Mówi jasno i wprost. Cytuje starożytne prawo i uroczyście mówi: „A Ja wam powiadam: miłujcie waszych nieprzyjaciół”. Są to słowa zamierzone, dokładne.

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”. To jest nowość chrześcijańska. Tym się wyróżnia chrześcijaństwo. Modlić się i miłować: to właśnie mamy czynić. I to nie tylko wobec tych, którzy nas kochają, nie tylko wobec przyjaciół, nie tylko wobec naszego ludu. Ponieważ miłość Jezusa nie zna granic i barier. Pan prosi nas o odwagę miłości bez wyrachowania. Miarą Jezusa jest bowiem miłość bez miary. Ileż razy lekceważyliśmy Jego prośby, zachowując się jak wszyscy! Jednak przykazanie miłości nie jest zwykłą prowokacją, ale jest sednem Ewangelii. Nie akceptujemy wymówek dotyczących miłości wobec wszystkich, nie głosimy wygodnej roztropności. Pan nie był roztropny, nie poszedł na kompromis, zażądał od nas ekstremizmu miłości. To jedyny ekstremizm chrześcijański: ekstremizm miłości.

Miłujcie waszych nieprzyjaciół. Warto, abyśmy sobie powtórzyli te słowa i zastosowali je wobec osób, które nas źle traktują, irytują nas, które trudno nam zaakceptować, które odbierają nam spokój. Miłujcie waszych nieprzyjaciół. Warto, byśmy zadali sobie również pytania: „O co martwię się w życiu: o nieprzyjaciół, o tych, którzy mi czynią zło? Czy o miłość?”. Nie martw się niegodziwością innych, tych, którzy źle o tobie myślą. Zacznij natomiast rozbrajać swoje serce, ze względu na miłość Jezusa, bo ten, kto miłuje Boga, nie ma wrogów w swoim sercu. Oddawanie czci Bogu jest przeciwieństwem kultury nienawiści. A kulturę nienawiści zwycięża się, zwalczając kult narzekania. Ileż to razy narzekamy na to, czego nie otrzymujemy, czego nie lubimy! Jezus wie, że wiele rzeczy nie wychodzi, że zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie nas lubił, nawet ktoś, kto nas będzie prześladował. Ale chce od nas tylko modlitwy i miłości. Oto rewolucja Jezusa, największa w dziejach: od nieprzyjaciela, którego trzeba nienawidzić do nieprzyjaciela, którego trzeba miłować, od kultu narzekania do kultury daru. Jeśli należymy do Jezusa, to właśnie jest ta droga!

Możesz jednak oponować: „Rozumiem wspaniałość ideału, ale życie to co innego! Jeśli będę miłował i wybaczał, to nie przetrwam na tym świecie, gdzie panuje logika siły i gdzie wydaje się, iż każdy myśli o sobie”. Ale czyżby logika Jezusa stała na straconej pozycji? Jest na straconej pozycji w oczach świata, ale zwycięska w oczach Boga. Święty Paweł powiedział nam w drugim czytaniu: „Niechaj się nikt nie łudzi... Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga” (1 Kor 3, 18–19). Bóg widzi dalej. Wie, jak się zwycięża. Wie, że zło można pokonać jedynie dobrem. W ten sposób nas zbawił: nie mieczem, ale krzyżem. Miłować i przebaczać to życie zwycięzców. Przegramy, jeśli będziemy bronili wiary siłą. Pan powtórzyłby również nam słowa, które wypowiedział do Piotra w Getsemani: „Schowaj miecz do pochwy” (J 18, 11). W dzisiejszych Getsemani, w naszym obojętnym i niesprawiedliwym świecie, gdzie zdajemy się być świadkami umierania nadziei, chrześcijanin nie może postępować tak, jak ci uczniowie, którzy najpierw chwycili za miecz, a następnie uciekli. Nie, rozwiązaniem nie jest wyjęcie miecza przeciw komuś, ani też ucieczka przed czasami, w których żyjemy. Rozwiązaniem jest droga Jezusa: miłość czynna, miłość pokorna, miłość „do końca” (J 13, 1).

Drodzy bracia i siostry, dzisiaj Jezus swoją miłością bez granic podnosi poprzeczkę naszemu człowieczeństwu. Na koniec możemy zadać sobie pytanie: „A czy nam się to uda?”. Gdyby cel był niemożliwy, Pan nie żądałby od nas, abyśmy go osiągnęli. Ale w pojedynkę jest to trudne; jest to łaska, o którą trzeba prosić. Trzeba prosić Boga o siłę miłości, powiedzieć Mu: „Panie, pomóż mi miłować, naucz mnie przebaczać. Nie potrafię tego o własnych siłach, potrzebuję Ciebie”. Trzeba też prosić o łaskę postrzegania innych nie jako przeszkody i komplikacje, ale jako braci i siostry, których należy miłować.

Bardzo często prosimy o pomoc i łaski dla nas, ale jakże mało prosimy o to, byśmy umieli kochać! Nie prosimy dostatecznie, abyśmy umieli żyć istotą Ewangelii, aby być prawdziwie chrześcijanami. Ale „pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości” (Św. Jan od Krzyża, Słowa światła i miłości, 57). Dzisiaj wybierajmy miłość, nawet jeśli to kosztuje, nawet jeśli idzie się pod prąd. Nie pozwólmy się uzależniać od dominującej mentalności, nie zadowalajmy się półśrodkami. Przyjmijmy wyzwanie Jezusa, wyzwanie miłości. Będziemy prawdziwymi chrześcijanami, a świat będzie bardziej ludzki.

tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) / Bari

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję