Reklama

Jan Paweł II

Z heroizmem świętego niósł światu wiarę

Kazanie kard. Angelo Comastriego – archiprezbitera watykańskiej Bazyliki św. Piotra – wygłoszone 28 kwietnia 2014 r. na Placu św. Piotra w Rzymie podczas Mszy św. dziękczynnej za kanonizację Jana Pawła II

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

8 kwietnia 2005 r. – zaledwie dziewięć lat temu – wielu z nas było tutaj, na tym placu, aby oddać ostatni hołd Janowi Pawłowi II. Nasze oczy, mokre od łez, patrzyły zdumione – pamiętacie to? – obserwując ewangeliarz leżący na prostej trumnie, umieszczonej w centrum placu przed bazyliką. Nagle, ku zdziwieniu wszystkich, wiatr zaczął przewracać karty księgi.

Wszyscy w tym czasie zastanawialiśmy się: Kim był Jan Paweł II? Dlaczego tak bardzo go kochaliśmy?

Reklama

Niewidzialna ręka przewracająca karty ewangeliarza zdawała się mówić: Odpowiedź jest w Ewangelii! Życie Jana Pawła II było nieustannym posłuszeństwem Ewangelii Jezusa – powiedział nam wiatr. – Za to go kochaliście! Rozpoznaliście w jego życiu odwieczną Ewangelię, która dała światło i nadzieję wielu pokoleniom chrześcijan!

Wiemy dziś, że to przeczucie było inspiracją, ponieważ Kościół poprzez Papieża wczoraj uznał świętość Jana Pawła II, a my dzisiaj radujemy się i wspólnie dziękujemy Bogu, niestrudzonemu Twórcy świętych.

Pamiętając jednak o słowach Jana Pawła II: „Święci nie żądają od nas oklasków, ale byśmy ich naśladowali”, musimy postawić sobie pytanie: Czego uczy nas świętość tego niezwykłego ucznia Jezusa w XX wieku?

Wielka lekcja odwagi wiary...

Natychmiast przychodzi na myśl pierwsza odpowiedź: Jan Paweł II miał odwagę otwarcie wyrażać wiarę w Jezusa w epoce „«milczącej apostazji» człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał” („Ecclesia in Europa”, nr 9). Wieczorem 16 października 1978 r., kiedy dopiero co został wybrany na papieża, ukazując się z loggii tej bazyliki, Jan Paweł II zawołał: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Było to wołanie jego wiary, to był cel jego życia, były to pierwsze słowa jego pontyfikatu.

3 kwietnia 2006 r. na tym samym placu o swoim poprzedniku Benedykt XVI powiedział: „Nieodżałowany Papież, którego Bóg obdarzył wielorakimi darami ludzkimi i duchowymi, przechodził próbę ogniową trudów apostolskich i choroby, coraz bardziej jawił się jako «skała» w wierze. Kto miał sposobność obcować z nim, mógł niemal namacalnie stwierdzić, jak szczera i niezłomna była jego wiara, która jeśli wywierała wrażenie na kręgu współpracowników, niewątpliwie miała – w czasie jego długiego pontyfikatu – wielki dobroczynny wpływ na cały Kościół, zwłaszcza w ostatnich miesiącach i dniach jego życia. Była to wiara świadoma, mocna i autentyczna, wolna od lęków i kompromisów”. Tak zaświadczył Benedykt XVI.

Słusznie zatem, podczas choroby Jana Pawła II pewien francuski dziennikarz inteligentnie zauważał: „Podczas gdy Papież stawał się słabszy cieleśnie, jego świadectwo stawało się bardziej skuteczne: Jego wiara jaśniała jak pochodnia w nocy”.

Dziś jesteśmy tu, by powiedzieć mu: dziękuję! A przede wszystkim jesteśmy tutaj, by zebrać to, co nam pozostawił, oraz przykład jego mężnej wiary. Jakie dziedzictwo i jaki przykład?

...odwagi w obronie rodziny

Jan Paweł II miał odwagę bronienia rodziny, która jest Bożym planem, wyraźnie wypisanym w księdze życia: bronił rodziny, kiedy coraz bardziej upowszechniały się zamęt i publiczna agresja w stosunku do rodziny, w szalonej próbie napisania jakiejś „anty-Księgi Rodzaju”, wymierzonej przeciw Stwórcy. W adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio” Jan Paweł II wyraźnie powiedział: „W obecnym momencie historycznym, gdy rodzina jest przedmiotem ataków ze strony licznych sił, które chciałyby ją zniszczyć lub przynajmniej zniekształcić, Kościół jest świadom tego, że dobro społeczeństwa, i jego własne, związane jest z dobrem rodziny, czuje silniej i w sposób bardziej wiążący swoje posłannictwo głoszenia wszystkim zamysłu Bożego dotyczącego małżeństwa i rodziny” (nr 3).

Mówił o tym 29 maja 1994 r. podczas modlitwy „Anioł Pański”, gdy wrócił ze szpitala: „Chciałbym wyrazić dziś przez Maryję moją wdzięczność za dar cierpienia. Zrozumiałem, że ten dar był potrzebny. Zrozumiałem wtedy, że mam wprowadzić Kościół Chrystusowy w trzecie tysiąclecie przez modlitwę i wieloraką działalność, ale przekonałem się później, że to nie wystarcza: trzeba było wprowadzić go przez cierpienie – przez zamach 13 lat temu i dzisiaj przez tę nową ofiarę. Dlaczego właśnie teraz, dlaczego w tym roku, w Roku Rodziny? Właśnie dlatego, że rodzina jest zagrożona, rodzina jest atakowana. Także papież musi być atakowany, musi cierpieć, aby każda rodzina, by cały świat ujrzał, że istnieje Ewangelia – rzec można – «wyższa»: Ewangelia cierpienia, którą trzeba głosić, by przygotować przyszłość, trzecie tysiąclecie rodzin, każdej rodziny i wszystkich rodzin”.

Św. Janie Pawle II, wyjednaj nam z nieba dar wielkiego światła, by odnaleźć drogę Bożego planu w odniesieniu do rodziny. Jest to jedyna droga dająca rodzinie godność, prawdę miłości oraz przyszłość małżonkom i przyszłość dzieciom.

...w obronie życia

Jan Paweł II miał też odwagę, by bronić życia ludzkiego – i to każdego życia ludzkiego – w czasach, w których upowszechnia się kultura odrzucenia, jak wielokrotnie mówił papież Franciszek: tak, we współczesnym głodzie miłości najsłabsi są odrzucani, ponieważ nie znosi ich egoizm, odczuwając ich jako ciężar. Fakt straszliwy, będący oznaką cofania się cywilizacji!

Encyklika „Evangelium vitae”, która jest zaangażowanym krzykiem obrony życia, kończy się piękną modlitwą do Maryi, w której odnajdujemy całego Jana Pawła II. Mówi on tak:

„O Maryjo,
jutrzenko nowego świata,
Matko żyjących,
Tobie zawierzamy sprawę życia:
spójrz, o Matko, na niezliczone rzesze
dzieci, którym nie pozwala się
przyjść na świat,
ubogich, którzy zmagają się z trudnościami
życia,
mężczyzn i kobiet – ofiary nieludzkiej
przemocy,
starców i chorych zabitych przez obojętność
albo fałszywą litość.
Spraw, aby wszyscy wierzący w Twojego Syna
potrafili otwarcie i z miłością głosić
ludziom naszej epoki
Ewangelię życia...”
(nr 105).

Jakże prawdziwe są te słowa, jakże aktualne, prorocze: są cennym dziedzictwem. Ale pasja obrony życia ludzkiego stała się prawdziwym krzykiem w Dolinie Świątyń w Agrigento. Papież Jan Paweł II, wstrząsany dreszczem godnym Amosa czy Izajasza, wołał: „Bóg powiedział raz: nie zabijaj. Nie może człowiek – ktokolwiek, jakakolwiek ludzka organizacja... – nie może zmienić i podeptać tego najświętszego prawa Boga! (...) Konieczna jest kultura życia! W imię Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego (i oczyma wskazał na krucyfiks, który trzymał w rękach), w imię Chrystusa, który jest Życiem, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, zwracam się do odpowiedzialnych: nawróćcie się! Pewnego dnia przyjdzie sąd Boży!”.

Jakaż wiara, jaka moc, jaki heroizm krył się za tymi słowami! Był to heroizm świętego.

...w obronie pokoju

Ale mężna wiara Jana Pawła II oznaczała coś więcej.

Miał odwagę, by bronić pokoju, gdy wiały posępne wiatry wojny. W 1991 i 2003 r. próbował ze wszystkich sił zapobiec dwóm wojnom w Zatoce Perskiej: nie został wysłuchany, ale nieustannie wołał o pokój. 16 marca 2003 r., w ostatniej próbie zatrzymania machiny wojennej zechciał powiedzieć: „Ja wiem, co to jest wojna, lecz muszę powiedzieć, że wojna nie rozwiązuje problemów, ale je mnoży”. Święte słowa, słowa prawdziwe i aktualne.

Lekcja szczerego dialogu z młodzieżą

Jan Paweł II miał odwagę wyjść do ludzi młodych, aby ich wyzwolić z kultury pustki i tego, co efemeryczne, zachęcające ich do przyjęcia Chrystusa, jedynego światła życia i jedynego, który może dać pełnię radości ludzkiemu sercu.

15 sierpnia 2000 r., witając nieprzebrany tłum młodzieży tutaj, na Placu św. Piotra, powitał ich w ten sposób: „Czego szukacie?...Pozwólcie, że jeszcze raz zapytam: czego szukacie? Albo lepiej – kogo szukacie?... Odpowiedź może być tylko jedna: szukacie Jezusa Chrystusa! Jezusa Chrystusa, który jednak wychodzi pierwszy na poszukiwanie was... Nie sądźcie nigdy, że w Jego oczach jesteście nieznajomymi, niczym puste liczby tworzące anonimowy tłum. Chrystus ceni każdego z was, każdego osobiście zna i gorąco kocha”.

Młodzi z całego świata rozpoznali w Janie Pawle II prawdziwego ojca, autentycznego przewodnika, prawego wychowawcę. Któż może zapomnieć uścisk Papieża z młodym człowiekiem, który podczas czuwania na Tor Vergata pokonał wszystkie kordony bezpieczeństwa, podbiegł do niego, aby mu po prostu powiedzieć: „Dziękuję! Kocham cię!”. To scena, która weszła do naszych serc i w dzieje ludzkości.

...odwagi w obronie kapłaństwa

Jan Paweł II w trudnych czasach kryzysu powołań do kapłaństwa miał odwagę żyć wobec świata radością z powodu bycia kapłanem, radością z przynależności do Chrystusa i całkowitego poświęcenia się dla sprawy Jego królestwa.

Pewien były ksiądz, który doprowadził się do tego, że żył jako bezdomny, pewnego dnia w towarzystwie zaprzyjaźnionego współbrata udał się na papieską audiencję do Sali Klementyńskiej. Papież został poinformowany o tej szczególnej obecności i na zakończenie audiencji poprosił o spotkanie z byłym księdzem. Co się stało? Papież ukląkł i poprosił o możliwość spowiedzi, aby obudzić w sercu kapłana świadomość wielkości kapłaństwa.

Witając go, powiedział: „Zobacz, jak wielkie jest kapłaństwo! Nie niszcz go!”. Słowa i gesty godne świętego.

...w obronie pobożności maryjnej

W końcu Jan Paweł II miał odwagę zmierzyć się z oziębieniem pobożności maryjnej, cechującym pierwszą fazę posoborową.

Zdecydowanie i z przekonaniem zaproponował na nowo pobożność maryjną: pobożność będącą nieodłączną częścią Ewangelii, tzn. dzieła zbawienia, tak jak było ono i jest dokonywane przez Boga w Jezusie Chrystusie.

Sam powiedział: „13 maja 1981 r. jedna ręka trzymała pistolet, a inna prowadziła kulę... Odczułem ową niezwykłą macierzyńską troskę i opiekę, która okazała się mocniejsza od śmiercionośnej kuli”.

A 24 lutego 2005 r. po tracheotomii, która pozbawiła go głosu, napisał na kartce: „Co mi zrobiliście! Ale – «Totus Tuus»”.

Aż do końca Jan Paweł II dał się prowadzić Maryi po drodze wiary, zawierzenia, całkowitego daru z siebie.

Był świętym!



Św. Janie Pawle II, módl się za Kościół, który tak bardzo umiłowałeś i pchnąłeś śmiało na drodze heroicznej wierności Jezusowi.

Św. Janie Pawle II, módl się za nas, abyśmy, zgromadzeni wokół papieża Franciszka, tworzyli – zgodnie z życzeniem i modlitwą Jezusa – jedno serce i jedną duszę, aby świat uwierzył. Amen.

Tłum. KAI/Watykan

2014-05-06 15:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kazanie abp Gądeckiego podczas centralnego nabożeństwa ekumenicznego (dokumentacja)

2020-01-23 19:43

[ TEMATY ]

kazanie

Warszawa

abp Stanisław Gądecki

Nabożeństwo ekumeniczne

BP KEP

Abp Stansław Gądecki

Pełn treść kazania abp Stanisława Gądeckiego podczas nabożeństwa centralnego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan w warszawskim kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy 23 stycznia 2020 r.

Pomagajmy sobie wzajemnie! We wszystkich wspólnotach są biegli teologowie: niech dyskutują, niech szukają prawdy teologicznej, ponieważ jest to ich obowiązek, ale my wędrujmy razem, modląc się za siebie nawzajem i spełniając uczynki miłosierdzia. I tak twórzmy wspólnotę w drodze - mówił abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, podczas nabożeństwa centralnego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan w warszawskim kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy 23 stycznia 2020 r. Publikujemy pełną treść kazania.

Abp Stanisław Gądecki

Jeden Pan, jedna wiara, jeden Chrzest. 20. rocznica podpisania wspólnej deklaracji „Sakrament Chrztu znakiem jedności. Deklaracja Kościołów w Polsce na progu trzeciego tysiąclecia” (Warszawa, kościół ewangelicko-augsburski Świętej Trójcy – 23.01.2020).

Na świecie istnieje dziś około 40 000 wspólnot chrześcijańskich, posiadających odrębną podmiotowość określoną przez własną nazwę, naukę i strukturę. Dla niewierzących ich liczebność jest przedmiotem drwin, dla pobożnych – powodem smutku. Jak to możliwe, że na podstawie jednej i tej samej Biblii, która tak często nawołuje do jedności, powstało tyle różnych odłamów chrześcijaństwa? Co jest tego przyczyną i co można zrobić dla sprawy jedności chrześcijan?

Warto w tej sytuacji podjąć 3 tematy: skąd się biorą podziały pośród chrześcijan, konieczność zjednoczenia, konkretny przykład jedności, jakim jest wspólna deklaracja o Chrzcie.

1. PODZIAŁ

„Bóg pragnie jedności całego rozproszonego rodzaju ludzkiego. Dlatego zesłał swego Syna, aby umierając za nas i zmartwychwstając, obdarzył nas swoim Duchem miłości. W przeddzień ofiary krzyżowej sam Jezus modli się do Ojca za swoich uczniów i za wszystkich wierzących w Niego, aby byli jedno, jedną żywą wspólnotą. Wynika stąd nie tylko obowiązek dążenia do jedności, ale także odpowiedzialność wobec Boga i wobec Jego zamysłu, spoczywająca na tych, którzy przez Chrzest stają się Ciałem Chrystusa — Ciałem, w którym winny się w pełni urzeczywistniać pojednanie i komunia. Czyż jest możliwe, byśmy pozostawali podzieleni, jeżeli przez Chrzest zostaliśmy „zanurzeni” w śmierci Chrystusa, to znaczy w tym właśnie akcie, przez który Bóg za sprawą Syna obalił mury podziałów? Podział „jawnie sprzeciwia się woli Chrystusa, jest zgorszeniem dla świata, i przy tym szkodzi najświętszej sprawie przepowiadania Ewangelii wszelkiemu stworzeniu” (Ut unum sint, 6).

a. przyczyny podziałów

A jednak – mimo Bożego pragnienia - od samego początku w Kościele dochodzi do wielu podziałów. Ich przyczyną była najpierw sama osoba Jezusa Chrystusa. „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej»” (Łk 12,51-53). Jezus przynosi ludziom pojednanie z Bogiem i między sobą, lecz Jego orędzie spotyka się raz z przyjęciem innym razem z odrzuceniem i nienawiścią, wywołując nieuchronnie podziały między ludźmi. Jedni przyjmują Ewangelię, drudzy ją odrzucą. Podział pojawi się nawet wewnątrz rodzin, pomiędzy jednymi, którzy przyjmą Ewangelię i Ducha Świętego, i drugimi, którzy Jezusa odrzucą. W takich sytuacjach niejednokrotnie ktoś, kto chce być wierny Jezusowi i Jego Ewangelii musi sprzeciwić się własnej rodzinie: ojcu, matce, teściom, którzy nieraz chcą, by syn czy synowa stosowali się do ich „trzeźwych” rad i pełnili ich wolę, i „nie przesadzali” z pełnieniem woli Bożej.

W najbardziej radykalnej formie Ten podział na płaszczyźnie religijnej nastąpił od razu między samym żydami, z których jedni uznali w Jezusie Mesjasza, inni nie uznali.

Przyczyną podziału religijnego między żydami a chrześcijanami była niewiara żydów w Jezusa Mesjasza. Przykładem takiego klasycznego podziału na płaszczyźnie czysto religijnej była sytuacja w Koryncie. Przy Pawle – który przebywał w Koryncie półtora roku (prawdopodobnie od końca 49 do połowy 51 roku) - zaczęła się tam gromadzić wspólnota chrześcijan, która mogła liczyć ok. dwustu członków, głównie pochodzenia nie żydowskiego. Wkrótce jednak doszło tam do konfliktu ze wspólnotą żydowską (Dz 18,6), która odrzuciła naukę o Jezusie Mesjaszu, podobnie jak wcześniej uczyniła to w Jerozolimie. Konflikt ten zaostrzył się w Koryncie, gdy doszło do nawrócenia przełożonego żydowskiej synagogi, który: „uwierzył w Pana z całym swym domem” (Dz 18, 8). Gdy w roku 52 po Chr. do Koryntu przybył nowy prokonsul Achai, Galio, wspólnota żydowska Koryntu oskarżyła Pawła o zaprowadzanie nowej religii bez pozwolenia władz państwowych. Prokonsul zignorował jednak zarzuty żydów i okazał całkowity brak zainteresowania wewnętrznymi sporami żydowskimi (Dz 18,14-15).

Przykłady podobnych podziałów z podobnych powodów było więcej: „W Ikonium weszli tak samo do synagogi żydowskiej i przemawiali, tak że wielka liczba Żydów i pogan uwierzyła. Ale ci Żydzi, którzy nie uwierzyli, podburzali i źle usposobili pogan wobec braci. Pozostali tam dość długi czas i nauczali odważnie, ufni w Pana, który potwierdzał słowo swej łaski cudami i znakami, dokonywanymi przez ich ręce. I podzielili się mieszkańcy miasta: jedni byli z Żydami, a drudzy z apostołami” (Dz 14,1-4).

Głębszym źródłem podziału między chrześcijanami pochodzącymi z judaizmu a chrześcijanami pochodzącymi z innych narodów była sama kultura grecka. Kultura, filozofia i polityka grecka były zawsze bardzo indywidualistyczne. Mimo wysokiego stopnia cywilizacji i demokracji Grecy nigdy nie stworzyli – poza Aleksandrem Wielkim - jednego imperium ani jednego wspólnego zjednoczonego państwa. Istniały tylko niezależne od siebie miasta-państwa, które jednoczyły się tylko w obliczu poważnego niebezpieczeństwa zewnętrznego. Jeszcze głębsze były podziały filozoficzne między wielkimi szkołami filozoficznymi.

Paweł natomiast pochodził z kultury hebrajskiej, która była wspólnotowa, połączona ściśle więzami rasowymi i religijnymi. Wszyscy żydzi uważali się za potomków tych samych praojców (Abrahama, Izaaka i Jakuba) i dziedzicami tych samych Bożych obietnic. Poza tym, naród żydowski – podobnie jak Paweł apostoł - rozumował bardziej w kategoriach wiary niż w kategoriach rozumu - jak czynili to Grecy.

Ta głęboka różnica kulturowa między mentalnością grecką a mentalnością żydowską i chrześcijańską rodziła radykalne niezrozumienie. Ewangelia głoszona w Koryncie mogła być spontanicznie odczytywana jako swoiste nauczanie filozoficzne, podobne do spekulacji charakterystycznej dla różnych szkół filozoficznych, poszukujących przede wszystkim „mądrości” (sophia). Kościół był odczytywany w kluczu racjonalistycznym a nie w kluczu wiary. Historyczny fakt śmierci i zmartwychwstania Chrystusa traktowano jako abstrakcyjną teorię, z którą można dyskutować. Tymczasem, aby zrozumieć chrześcijaństwo nie wystarczy sama kultura i racjonalność ludzka, trzeba posiadać mentalność wiary. My dzisiaj również doświadczamy w sobie balast greckiego indywidualizmu i racjonalności.

Na płaszczyźnie politycznej dało to o sobie znać już wtedy, gdy Ewangelia dotarła do Rzymu. Cesarz Klaudiusz – według rzymskiego historyka Swetoniusza - wysiedlił z Rzymu wszystkich żydów, ponieważ „były z nimi wieczne kłopoty za sprawą niejakiego Chrestosa: Iudaeos impulsore Chresto assidue tumultuantes Roma expulit (De vita caes. 5,25,4; por. Dz 18,1-2).

Po opuszczeniu Koryntu przez Pawła doszło do następnego podziału, tym razem już nie między żydami a chrześcijanami, a między samymi chrześcijanami. Do tego kryzysu przyczynił się sama duchowa niedojrzałość chrześcijan. Ujawniła się ona m.in. z powodu Apollosa - żyda pochodzącego z Aleksandrii i doskonale znającego Pisma Święte (Dz 18,24) - który po swoim przybyciu do Koryntu: „pomagał bardzo za łaską [Bożą] tym, którzy uwierzyli. Dzielnie uchylał twierdzenia żydów, wykazując publicznie z Pism, że Jezus jest Mesjaszem” (Dz 18,27-28). Dzięki swojej erudycji pozyskał on wielu zwolenników gminy korynckiej. To spowodowało, że jedni zaczęli utożsamiać z Apollosem, inni zaś z Pawłem (por. ks. Mariusz Rosik, Pierwszy List do Koryntian. Wprowadzenie i przekład). Duchowa niedojrzałość niektórych doprowadziła do tego, że na miejscu Chrystusa stawiali Jego apostoła.

W tych okolicznościach Paweł - z wyrzutem – zwraca się do członków korynckiej gminy: „Myślę o tym, co każdy z was mówi: ‘Ja jestem Pawła, a ja Apollosa, ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa’” (1 Kor 1,12). Paweł podkreślał przede wszystkim wyzwolenie od Prawa Mojżeszowego. Apollos był szanowany z uwagi na nauczanie mądrości (por. Dz 18,24-28). Do Kefasa odwoływali się prawdopodobnie chrześcijanie wywodzący się z judaizmu. Paweł – ze swojej strony – stara się przypomnieć, iż nikogo z ludzi nie może stawiać na równi z Chrystusem; nikt nie może przyćmić centralnej roli Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, jedynego zbawiciela wszystkich, zawsze i wszędzie.

Z 1 Listu do Koryntian wynika, że główną przyczyną podziałów między chrześcijanami pochodzącymi z pogaństwa były różnice wynikające z istniejących stosunków społecznych, które znalazły odzwierciedlenie w chrześcijańskiej wspólnocie.

Podziały między samymi apostołami powodowane były też pychą, powodującą wzajemną rywalizację; spory o to, „który z nich zdaje się być największy” (Łk 22,24).

Do podziałów między apostołami dochodziło również z uwagi na nieporozumienia i niespełnione oczekiwania podczas prowadzenia pracy apostolskiej: „Po pewnym czasie powiedział Paweł do Barnaby: ‘Wróćmy już i zobaczmy, jak się mają bracia we wszystkich miastach, w których głosiliśmy słowo Pańskie’. Barnaba chciał również zabrać Jana, zwanego Markiem; ale Paweł prosił, aby nie zabierał z sobą tego, który odszedł od nich w Pamfilii i nie brał udziału w ich pracy. Doszło do ostrego starcia, tak że się rozdzielili” (Dz 15,36-39). Można by powiedzieć, że spory i podziały między apostołami były nieodłączną częścią tradycji życia religijnych żydów (Dz 26,3).

Podziały wewnątrz samych wspólnot chrześcijańskich rodziły się wraz z - pojawiającymi się od samego początku = fałszywymi prorokami i nauczycielami, którzy bardziej pożądali bogactw, władzy i sławy niż duchowego dobra wiernych. „Znaleźli się jednak fałszywi prorocy wśród ludu tak samo, jak wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje. Wyprą się oni Władcy, który ich nabył, a sprowadzą na siebie rychłą zgubę. A wielu pójdzie za ich rozpustą, przez nich zaś droga prawdy będzie obrzucona bluźnierstwami; dla zaspokojenia swej chciwości obłudnymi słowami was sprzedadzą ci, na których wyrok potępienia od dawna jest w mocy, a zguba ich nie śpi” (2 Pt 2,1-3). Przykładem fałszywych nauczycieli był – piętnowany przez Jana - Diotrefes, który pragnął być pierwszym i nie przyjmował pracowników Ewangelii przysłanych przez innych apostołów, złośliwie wypowiadał się przeciwko apostołom, odmawiał udzielania braciom gościny, a tym, którzy chcieli to czynić, zabraniał, a nawet wykluczał ich z Kościoła (por. 3 J 9-10)

U podstaw takiego postępowania leżało przeinaczanie Ewangelii, o czym mówi Paweł w Liście do Galatów: ,,Dziwię się, że tak prędko dajecie się odwieść od tego, który was powołał w łasce Chrystusowej do innej ewangelii, chociaż innej nie ma; są tylko pewni ludzie, którzy was niepokoją i chcą przekręcić ewangelię Chrystusową” (Ga 1,6-7). Przeinaczanie Ewangelii i zastępowanie jej własnymi ideami i tradycjami otwierało zawsze drogę do nowych podziałów (Kol 2.8; 2 Tm 2.17-18).

b. upomnienia

Sytuacja ta była bardzo niebezpieczna dla jedności Kościoła, że apostoł Paweł zmuszony był napominać i ganić chrześcijan; św. Paweł wręcz woła: „Czyż Chrystus jest podzielony” (1 Kor 1,13). To nic innego jak retoryczne pytanie, które potwierdza, że tylko Chrystus został ukrzyżowany za wszystkich. Słowa „Czyż Chrystus jest podzielony?” rozbrzmiewają jak wyrzut z powodu pomniejszania zasadniczej roli Chrystusa. „Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost” (1 Kor 3,6).

Stąd usilne napomnienie apostoła: „Upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” (1 Kor 1,10; por. 1 Kor 11,18-19; Ga 1,6-9; 1 J 2,18-19). Tylko w imię Chrystusa chrześcijanie otrzymują łaskę Chrztu. Tylko w imię Chrystusa otrzymujemy odpuszczenie grzechów. Nikt nie został ochrzczony w imię Pawła, przez to dowiadujemy się, iż niektórzy wywodzili swoją nazwę nie tylko od nauczycieli, ale także od tych, którzy udzielili im Chrztu (por. Teodoret z Cyru, Komentarz do 1i 2 listu do Koryntian, Kraków 1998, 23).

„Obawiam się, że gdy przyjdę, znajdę was nie takimi, jakimi pragnąłbym was znaleźć, a i dla was okażę się takim, jakiego sobie nie życzycie. żeby przypadkiem nie [było wśród was] sporów, zazdrości, gniewu, niewłaściwego współzawodnictwa, obmów, szemrania, wynoszenia się, kłótni” (2 Kor 12,20).

„Proszę was jeszcze, bracia, strzeżcie się tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia przeciw nauce, którą otrzymaliście. Strońcie od nich! Tacy bowiem ludzie nie Chrystusowi służą, ale własnemu brzuchowi, a pięknymi i pochlebnymi słowami uwodzą serca prostaczków” (Rz 16,17-18).

„Jeśli ktoś naucza inaczej i nie trzyma się zdrowych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z pobożnością, jest nadęty, niczego nie pojmuje, lecz choruje na dociekania i słowne utarczki. Z nich rodzą się: zawiść, sprzeczka, bluźnierstwa, złośliwe podejrzenia, ciągłe spory ludzi o wypaczonym umyśle i którym brak prawdy - ludzi, którzy uważają, że pobożność jest źródłem zysku” (1 Tm 6,3-5).

Prawdziwą przyczyną niszczenia jedności Kościoła są uczynki pochodzące z ciała: „Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” (Ga 5,19-21).

Prawdziwą przyczyną niszczenia jedności Kościoła jest kierowanie się „ziemską” mądrością: „Nie na tym polega zstępująca z góry mądrość, ale mądrość ziemska, zmysłowa i szatańska. Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek” (Jk 3,15-16).

c. Liczba rozłamów pomnożyła się w czasach poapostolskich. I chociaż to jeden Bóg w Jezusie Chrystusie jest źródłem chrześcijańskiej wiary, to jednak w obrębie tej samej chrześcijańskiej wiary powstały w ciągu wieków różne pęknięcia i rozłamy. „Wszyscy wyznają, że są uczniami Pana, a przecież [wspólnoty chrześcijańskie] mają rozbieżne przekonania i różnymi podążają drogami, jak gdyby sam Chrystus był rozdzielony” (por. 1 Kor 1,13). Chrystus Pan z pewnością „założył jeden jedyny Kościół, a mimo to wiele jest chrześcijańskich Wspólnot, które wobec ludzi podają się za prawdziwe spadkobierczynie Jezusa Chrystusa” (Unitatis redintegratio, 1), w odróżnieniu od innych.

W trakcie swojej drogi przez historię Kościół jest nieustannie kuszony przez Złego, który usiłuje go podzielić, i niestety jego praca nie pozostaje bezowocna. Niektóre podziały trwają bardzo długo, aż do naszych czasów, toteż trudno jest teraz odtworzyć wszystkie ich powody, a przede wszystkim znaleźć możliwe rozwiązania. Racje, które doprowadziły do rozłamów i podziałów, mogą być najróżniejsze: od różnicy zdań na temat zasad dogmatycznych i moralnych oraz odmiennych koncepcji teologicznych i duszpasterskich, przez motywy polityczne i wzgląd na korzyści, aż po spory spowodowane przez antypatie i osobiste ambicje... Pewne jest to, że w taki czy inny sposób za tymi podziałami kryją się zawsze pycha i egoizm, które są przyczyną każdej niezgody i sprawiają, że stajemy się nietolerancyjni, niezdolni do słuchania i akceptowania tych, których poglądy bądź stanowiska są inne od naszych (por. Papież Franciszek, Nie gódźmy się z podziałami. Audiencja generalna – 8.10.2014 ).

2. ZJEDNOCZENIE

Drugi temat to zjednoczenie w wierze. Jest dzisiaj bardzo wielu braci, którzy podzielają naszą wiarę w Chrystusa, ale należą do innych wyznań lub tradycji niż nasze. Wielu pogodziło się z tym podziałem i to jest wstydem dla nas. Również wzajemne relacje nie zawsze są nacechowane szacunkiem i serdecznością. Czy my również pogodziliśmy się z tymi podziałami? Czy nie jesteśmy na nie obojętni? Czy wierzymy w to, że można i trzeba podążać ku pojednaniu i pełnej komunii, czyli do możliwości udziału wszystkich razem w Ciele i Krwi Chrystusa.

Apostoł Paweł upomina nas w tym względzie w sposób jednoznaczny: „A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; (σχισματα); byście byli jednego ducha i jednej myśli” (εν τω αυτω νοι και εν τη αυτη γνωμη - 1 Kor 1,10).

Biblia Gdańska 2017: ,ale abyście byli zespoleni jednakowym umysłem i jednakowym zdaniem,

Biblia Poznańska: ,abyście wszyscy mówili to samo i aby nie było wśród was rozłamów. Żyjcie w zgodzie, bądźcie wszyscy tej samej myśli i tego samego zdania,

Inaczej mówiąc, trzeba, aby w życiu każdej wspólnoty chrześcijańskiej była obecna ta sama rzeczywistość jaka jest obecna w Chrystusie i w Jego Ojcu. Co dokonuje się między Ojcem i Synem, winno stać się rzeczywistością również między nami. Trzeba „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś” (J 17,21). „Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i że Ty ich umiłowałeś, tak jak Mnie umiłowałeś” (J 17,23).

„Krótko mówiąc, jedność Kościoła nigdy nie może być inna niż jedność w wierze apostolskiej, w wierze powierzonej każdemu nowemu członkowi Ciała Chrystusowego w obrzędzie Chrztu. Jest to ta wiara, która łączy nas z Panem, sprawia, że mamy udział w Jego Duchu Świętym i tym samym, już teraz, w życiu Trójcy Świętej, będącej wzorcem koinonii Kościoła na tym padole” (Benedykt XVI, Dążenie do jedności zrodziło się z wiary. Londyn, Opactwo Westminster, 18.09.2010).

Co każdy z nas - jako członek świętej Matki Kościoła - może i powinien zrobić, słysząc takie pragnienie Zbawiciela – pyta papież Franciszek? Niewątpliwie nie może zabraknąć modlitwy nawiązującej do modlitwy Jezusa i z nią zjednoczonej. A poza modlitwą Chrystus prosi nas o nowe otwarcie; prosi, abyśmy nie zamykali się na dialog i na spotkanie, lecz byśmy dostrzegali wartościowe i pozytywne rzeczy głoszone również przez tych, którzy nie myślą tak jak my lub zajmują inne stanowiska. Prosi nas, abyśmy starali się lepiej poznać i kochać Jezusa oraz dzielić bogactwo Jego miłości. Pociąga to za sobą przylgnięcie do prawdy a także zdolność do przebaczania sobie, do odczuwania, że jesteśmy częścią tej samej rodziny chrześcijańskiej. Do uznania tego, iż jesteśmy darem jedni dla drugich i dokonywania razem wielu dobrych rzeczy.

My wszyscy mamy przecież ze sobą coś wspólnego. Wszyscy wierzymy w Ojca, w Syna i w Ducha Świętego. Wszyscy wierzymy w Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Zbawiciela. Wszyscy „w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało […]. Wszyscy też zostaliśmy napojeni jednym Duchem” (1 Kor 12,13).

Pomagajmy sobie wzajemnie! We wszystkich wspólnotach są biegli teologowie: niech dyskutują, niech szukają prawdy teologicznej, ponieważ jest to ich obowiązek, ale my wędrujmy razem, modląc się za siebie nawzajem i spełniając uczynki miłosierdzia. I tak twórzmy wspólnotę w drodze. To się nazywa ekumenizm duchowy — podążanie drogą życia razem w naszej wierze. Dziękujmy Panu za nasz Chrzest, dziękujmy za naszą komunię, i niech ta komunia obejmie wszystkich, razem.

Drodzy przyjaciele, podążajmy naprzód do pełnej jedności! Historia nas rozdzieliła, lecz jesteśmy w drodze do pojednania i komunii! Wszyscy jesteśmy w drodze do jedności. A gdy ten cel może się nam wydawać zbyt odległy, niemal nieosiągalny, i ogarnia nas zniechęcenie, niech pokrzepia nas myśl, że Pan Bóg nie może zamknąć uszu na głos swego Syna i nie wysłuchać Jego i naszej modlitwy, by wszyscy chrześcijanie byli naprawdę jednym. Jednym nie w sensie ujednolicenia, ale w sensie wzajemnego uzupełniania się (por. Papież Franciszek, Nie gódźmy się z podziałami. Audiencja generalna – 8.10.2014). Pamiętajmy też o tym, że jedność chrześcijan nie polega na podążaniu za wizją jakiegoś człowieka, kimkolwiek by nie był, lecz skupieniu się na osobie Jezusa Chrystusa i uwielbianiu go całym swoim życiem

„Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli - jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie [παραμυθιον αγαπης ει τις κοινωνια πνευματος ει τινα σπλαγχνα και οικτιρμοι] - dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, 3 a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!” (Flp 2,1-4). „W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi! [φιλοστοργοι]” (Rz 12,10).

3. PRZYKŁAD ZJEDNOCZENIA

Trzecia kwestia to konkretny przykład zjednoczenia chrześcijan w Polsce. Takim przykładem było to, co dokonało się podczas uroczystego nabożeństwa ekumenicznego w warszawskim kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy dnia 23 stycznia 2000 roku. Wtedy to zwierzchnicy głównych Kościołów chrześcijańskich w Polsce podpisali „Deklarację o wzajemnym uznaniu ważności Chrztu”. Ten dokument - podpisany 20 lat temu – zyskał szczególne znaczenie dzięki temu, że dokonało się to w Roku Wielkiego Jubileuszu 2000-lecia chrześcijaństwa.

Tekst ten był owocem kilkudziesięcioletnich żmudnych wysiłków, spotkań i rozmów prowadzonych przez przedstawicieli Kościoła katolickiego i Kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej (PRE). Jego postanowienia głoszą, że Chrzest raz udzielony w jednym z Kościołów jest ważny także w innym. W praktyce oznacza to, że w sytuacji, gdy chrześcijanin jednego wyznania przechodzi do innego, nie trzeba go powtórnie chrzcić. Jest to uroczyste potwierdzenie tradycji Kościoła, że sakrament Chrztu przyjmuje się tylko raz; że jest on wspólny wszystkim wyznaniom chrześcijańskim i stanowi ich podstawę.

W tekście tym Kościoły dziękują Trójjedynemu Bogu za ponad tysiąc lat chrześcijaństwa na polskich ziemiach. Z radością wyznają, że Jezus Chrystus ustanowił sakrament Chrztu i polecił go udzielać innym (Mt 28,19; Mk 16,16). Stwierdzają, iż Chrzest jest z wody i Ducha Świętego, że udziela się go w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego i że jednoczy on ochrzczonego z Chrystusem, stanowiąc początek życia w Chrystusie, wprowadza chrześcijan do Kościoła i jednoczy ich między sobą.

Świadectwem tego jak trudny jest dialog ekumeniczny jest to, iż skreślenie tych kilku prostych stwierdzeń wymagało ponad 30 lat pracy członków zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej. W ciągu tych dwudziestu lat nie wypracowaliśmy dokumentu, który byłby podobnej rangi. Dialog ten trwał długo, ale ostatecznie Kościół katolicki zawarł porozumienia nt. Chrztu z 8 Kościołami: Kościołem prawosławnym (4.10.1978), metodystycznym (5.11.1978), starokatolickim mariawitów (11.06.1974 i 15.11.1978), ewangelicko-reformowanym (20.02.1979), baptystów (2.04.1979), ewangelicko-augsburskim (11.05.1979), polskokatolickim (7.05.1980) i Zjednoczonym Kościołem Ewangelicznym (dziś już nieistniejącym; 24.05.1982).

Nie wszystkie wyznania chrześcijańskie jednakowo rozumieją Chrzest, a zwłaszcza sposób jego udzielania. Nawet te Kościoły, które chrzczą dzieci, też różnią się w sposobach udzielania tego sakramentu. Różne są też wypowiadane przy tym słowa, choć zawsze musi to być wypowiedziana formuła wyrażająca wiarę w Trójcę Świętą (Krzysztof Gołębiowski). Niemniej jednak dzięki temu tekstowi stało się oczywistym faktem to, iż sakrament Chrztu jest znakiem jedności.

ZAKOŃCZENIE

Dziękujmy Bogu za to, co zostało dokonane. Prośmy o to, aby nastało u nas zjednoczenie także w innych przestrzeniach życia kościelnego. Niech Duch Święty - będący odwieczną miłością, więzią jedności w Trójcy Świętej - swoją mocą jednoczy w Bożej miłości rozproszonych ludzi, tworząc w ten sposób wielokształtną i wielką wspólnotę Kościoła na całym świecie.

„Onej przemiany nadludzkiej nie zdoła wyrazić nasze marne ziemskie słowo, lecz ten ją pojmie, kogo łaska woła.” (Dante, Boska Komedia, Raj, Pieśń I,70-72)

Zobacz zdjęcia: Nabożeństwo ekumeniczne w Warszawie 2020
CZYTAJ DALEJ

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Niedziela łowicka 6/2003

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Sakrament odnowy serca

2020-01-29 15:22

pixabay

Oczekiwanie Chrystusa na człowieka w sakramencie pojednania nie jest ani fikcją, ani symbolem. Jest rzeczywistością. Ale my, ludzie XXI w., nie chcemy się zatrzymać i „zrzucić swego ciężaru na Niego”. Wolimy iść sami. Wolimy czekać z decyzją o spowiedzi na Wielki Piątek, albo na uroczystość rodzinną. Czasem czekamy, aż zmusi nas ciężka choroba. Czasem zdążamy w ostatniej godzinie naszego życia. Czasem...nie zdążamy. Kiedy brudzą nam się ręce - sięgamy po mydło. Gdy ubranie nie jest już świeże, sięgamy po proszek. Czy nasze serce, które jest mieszkaniem Boga, nie potrzebuje więcej troski? Sakrament pokuty jest czasem, w którym nie tylko pierze się serce z brudu grzechu. To czas, w którym dostajemy je zupełnie nowe. Za darmo.

Powiedzmy to od razu bardzo wyraźnie: sakrament pokuty był, jest i zawsze będzie czymś trudnym, poważnym i wymagającym. Nie zmienią tego faktu ani coraz wygodniejsze konfesjonały, ani spowiedź w formie dialogu penitenta z kapłanem, ani najgorętsze nawet zachęty. Dlaczego? Dzieciom tłumaczymy prosto: „Wtedy będzie rozgrzeszenie, kiedy będzie nawrócenie”. Proste? Niekoniecznie, gdyż nawrócenie ma swoją cenę, a często bardzo boli! Ile trzeba mieć wiary, odwagi i pokory, by swój własny grzech nazwać po imieniu, zerwać z postępowaniem niegodnym chrześcijanina, zdobyć się na szczery żal, szczerze wyznać swoje grzechy, podjąć pokutę i zadośćuczynienie! A Chrystus takiego radykalizmu domaga się od każdego z nas - i to Jego wymaganie sprawia, że uciekamy od konfesjonałów, dorabiamy ideologię do swoich złych czynów, spowiadamy się rzadko, byle jak i nie ma w nas owoców nawrócenia.

„Człowiek o zatwardziałym sercu, o znieprawionym sumieniu, choć może się cieszyć pełnią sił i sprawności fizycznych, jest duchowym kaleką - i trzeba wszystko czynić, ażeby mu przywrócić zdrowie ducha” - powiedział przed laty Jan Paweł II. Ucieczka spod słuchatelnicy ujawnia swoisty „instynkt samobójczy” grzesznika, który traci szansę na pełne uzdrowienie. Osłabienie, a nawet zanik wiary następuje według łatwego do zaobserwowania scenariusza: najpierw pojawiają się zaniedbania w modlitwie, następnym krokiem staje się lekceważenie udziału w Eucharystii, dalej rezygnacja ze spowiedzi św., wreszcie zobojętnienie na wszelkie formy pobożności - i oto mamy ochrzczonego niewierzącego!

Aż dziw bierze, że wciąż można usłyszeć wyznanie: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący” lub „wierzę, ale…”. A wszystko dlatego, że gdy się nie żyje według zasad wiary, owe zasady sprowadza się do poziomu swego życia. Przy takim myśleniu człowiek ucieka od miejsc, które każą mu stawać w prawdzie.

Podzielę się dwoma wspomnieniami.

Gdy kilka lat temu podążałem na swój dyżur w konfesjonale, przed głównym wejściem do katedry zobaczyłem coś niezwykłego: na bruku leżała pokaźnych rozmiarów drewniana skrzynia. Podszedłem bliżej i okazało się, że był to… konfesjonał! Z niepokojem zajrzałem do środka: konfesjonał był na szczęście pusty, a w dodatku częściowo rozebrany. Przypomniałem sobie wtedy, że zacny infułat, zatroskany o powierzoną jego proboszczowskiej trosce świątynię, zalecił renowację czcigodnych szaf.

Odetchnąłem z ulgą. Ale to wspomnienie każe mi postawić pytanie: Co by się stało z nami wszystkimi, gdyby rzeczywiście zabrakło nam w kościołach nie tylko konfesjonałów, ale sakramentu pojednania i tych, którzy w imieniu Jezusa odpuszczają grzechy?

I drugie wspomnienie.

Miałem szczęście modlić się przy grobie św. proboszcza z Ars Jana Marii Vianneya. Kapłan ten wypowiedział mniej więcej takie słowa: „Zabierzcie ludziom księży, a zobaczycie, że za 20 lat ci ludzie zaczną czcić zwierzęta”. Wszystko wskazuje dziś na to, że stałoby się tak znacznie wcześniej!

Obyśmy przez odrzucenie daru sakramentu spowiedzi nie musieli doświadczać losu syna marnotrawnego, któremu rozum wrócił na swoje miejsce dopiero wtedy, gdy - głodny i obdarty - posłany został do obsługiwania chrząkających „braci mniejszych” (zob. Łk 15, 15-18).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję