Reklama

Katolickie Bałkany – ślady Jana Pawła II

2014-05-13 13:04

Ewa Górska
Niedziela Ogólnopolska 20/2014, str. 22-23

W wiekach średnich, zanim na te tereny wkroczyli Turcy, wszystkie ludy bałkańskie były chrześcijańskie, w czym niemała zasługa świętych Cyryla i Metodego, do których obecnie odwołują się zarówno katolicy, jak i prawosławni. Pielgrzymujący dziś po Bałkanach są przekonani, że do odnowienia wiary katolickiej w niedawnych czasach wielkich konfliktów narodowościowych przyczyniło się to, co wydarzyło się w Medjugorie, oraz dwoje wielkich świętych – Matka Teresa z Kalkuty i papież Jan Paweł II.

„Barka” w Bitoli

Macedonia jest jednym z niewielu krajów Europy, gdzie Jan Paweł II nie był ani razu, a jednak pamięta się tam o nim, o czym miałam okazję przekonać się w Bitoli. To jedna z dwóch parafii katolickich w tym kraju, z konkatedrą Najświętszego Serca Jezusowego przy głównej ulicy zabytkowego miasta, trzynawowym niewielkim kościołem, do którego przylegają inne budynki. Trafiamy na Mszę św., w której uczestniczy kilka osób, a więc – aby nie przeszkadzać w modlitwie – tylko rzut oka na wnętrze. W lewej nawie pod figurą Matki Bożej ustawione są dwa portrety: Matki Teresy i Jana Pawła II, a przy nich stoją zapalone świeczki. Czy jest ku temu jakaś szczególna okazja?

Chcąc uzyskać odpowiedź na to pytanie, wracam tam jeszcze przed zakończeniem zwiedzania miasta. Kolejna wzruszająca niespodzianka: słyszę „Barkę”, oczywiście w języku macedońskim, ale jak tu nie włączyć się do wspólnego śpiewania... Mam teraz okazję przyjrzeć się bliżej uczestnikom Mszy św.: trzy siostry zakonne, hinduski duchowny i trzy osoby świeckie. Później okazuje się, że ksiądz sprawujący Najświętszą Ofiarę to ordynariusz w Skopje – bp Kiro Stojanov, goszczący biskupa z Indii Bosco Butcora. I już wiadomo, dlaczego wizerunki tych dwóch – chyba najbardziej znaczących dla współczesnego chrześcijaństwa – postaci pojawiły się na ołtarzu. Usiłujemy trochę rozmawiać o Kościele katolickim w Macedonii, który – jak mówi ten pierwszy od 105 lat biskup pochodzenia macedońskiego – choć niewielki, bo liczący niecałe 30 tys. wiernych (w tym niemal połowę stanowią grekokatolicy), jest niezwykle prężny. Gdy wspominam o Janie Pawle II, bp Stojanov wyraźnie się ożywia i wyraża żal, że Papież nie zdążył odwiedzić Macedonii (zaproszenie otrzymał w 2003 r.). Mój rozmówca śpieszy się, bo wraz z hinduskim biskupem wraca do Skopje, które my odwiedziliśmy dwa dni wcześniej.

Reklama

Stolica Macedonii odbudowana po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1963 r. – w którym zginęło ponad tysiąc osób, a zniszczeniu uległo 75 proc. zabudowy – robi wrażenie. Na zachowanym fragmencie budynku Poczty Głównej i dworca znajduje się zegar, którego wskazówki zatrzymały się w chwili pierwszego wstrząsu na godz. 5.17. Nasz przewodnik podkreśla, że to dwaj polscy architekci – Adolf Ciborowski i Stanisław Jankowski wygrali konkurs zorganizowany przez ONZ na opracowanie koncepcji odbudowy Skopje. Docieramy do miejsca, w którym urodziła się Agnes Gonxha Bojaxhiu, czyli Matka Teresa. W miejscu kościoła, w którym została ochrzczona, zwiedzamy Dom Pamięci Matki Teresy, otwarty w styczniu 2009 r. w związku z 100. rocznicą jej urodzin. Ciekawa architektura z elementami XIX-wiecznego domu osmańskiego, w którym urodziła się przyszła święta, oraz ornamentyką indyjską, która towarzyszyła jej przez całe dorosłe życie. Oglądamy różne przedmioty z nią związane, m.in. sari i różaniec, dokumenty z dyplomem noblowskim z 1979 r., zdjęcia. Na górze znajduje się kaplica z wizerunkiem świętej, można więc pomodlić się i zadumać nad niezwykłością tej postaci.

W ojczyźnie Matki Teresy

Ten kraj to dla nas wielkie zaskoczenie: zamiast widocznej biedy, którą spodziewaliśmy się zobaczyć w Albanii – szerokie autostrady, po których jeżdżą głównie mercedesy, i dziesiątki nowych kolorowych osiedli. Ale widzimy jeszcze więcej bunkrów, pozostałości po mrocznych czasach komunizmu i izolacji od świata. „A teraz pełna otwartość”, jak przekonuje nasz młody przewodnik, który studiował w Polsce.

W różnych miejscach Albanii pamięta się o wielkiej rodaczce, począwszy od stolicy, gdzie jej imię nosi uniwersytet, który mamy okazję zobaczyć, są także lotnisko i szpital im. Matki Teresy z Kalkuty. Jej figura wita wchodzących do nowoczesnego kościoła św. Pawła przy bocznej uliczce od placu Skanderbega. Podziwiamy też witraże świątyni przedstawiające Matkę Teresę z Janem Pawłem II.

Nasz Papież pielgrzymował do Albanii 25 kwietnia 1993 r., już rok po pierwszych wolnych wyborach, jakby chciał podkreślić, że kraj zmierza we właściwym kierunku. Poza Tiraną odwiedził wtedy Szkodrę na północy kraju, gdzie w katedrze konsekrował 4 albańskich biskupów (pierwszych od 50 lat), którzy wiele lat spędzili w komunistycznych więzieniach. Gdy wjeżdżamy do tego miasta, przewodnik zwraca uwagę na nowe sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady, pod którego budowę Jan Paweł II wmurował kamień węgielny. Nie ma wiele czasu na zwiedzanie, a właściwie jest tylko spacer główną ulicą, której patronuje Matka Teresa. To chyba podczas papieskiej pielgrzymki ostatni raz odwiedziła swą ojczyznę.

Różnie ocenia się liczbę katolików w Albanii – 6, może 10 proc., a niektórzy mówią o kilkunastu procentach. Ważne, że przetrwali oni czasy, w których oznaki każdej wiary były traktowane jak przestępstwo. Może ten wspólny los sprawił, że nie ma w tym kraju jakichś szczególnych waśni religijnych, chociaż muzułmanie mają znaczną liczebną przewagę.

Religię traktuje się tu jako bardzo prywatną sprawę, a przewodnik podkreśla, że nikt nikogo nie pyta o wyznanie, nawet dla celów statystycznych. Na pewno jest to jakaś pozostałość po mrocznych czasach Envera Hodży, kiedy to Albanię ustanowiono krajem ateistycznym, zakazano publicznego sprawowania kultu religijnego i okrutnie prześladowano tych, którzy nie wyrzucili wiary ze swego serca. Opłakany stan znajdującego się w Tiranie mauzoleum tego dyktatora – zwłaszcza w porównaniu z murami uniwersyteckiego gmachu, któremu patronuje jego niepozorna rodaczka – to jakby namacalny dowód zwycięstwa miłości nad nienawiścią.

Pielgrzymuję tam w modlitwie

Tak pisał Jan Paweł II w jednym z listów do przyjaciół z Krakowa o miejscu objawień Matki Bożej w Medjugorie, a do Mirjany, jednej z wizjonerek, miał powiedzieć podczas audiencji w 1997 r., że gdyby nie był papieżem, dawno by tam pojechał. A Bośnię i Hercegowinę odwiedził dwukrotnie, właśnie w 1997 i 2003 r., i pozostał we wdzięcznej pamięci nie tylko nielicznych katolików, ale też muzułmanów, którzy planowali nawet postawienie mu pomnika najpierw w Sarajewie, a później w Banja Luce. Do chwili obecnej – choć 25 czerwca miną 33 lata od pierwszych objawień – nie ma w ich sprawie oficjalnego stanowiska Kościoła. Trudno, żeby było inaczej, skoro ten wewnętrzny przekaz Matki Bożej trwa nadal.

Cieszymy się więc, kiedy przewodniczce, pani Reginie, udaje się dołączyć naszą grupę do innych pielgrzymów spotykających się z Vicką, najstarszą z „widzących”, choć odbędzie się to kosztem Drogi Krzyżowej na górę Križevac.

Mamy już za sobą wspinaczkę na kamienistą Górę Objawień – Podbrdo, odmawiany po drodze Różaniec, modlitwę na szczycie przy figurze Królowej Pokoju, zwiedzanie rozległego terenu sanktuarium i modlitwę we franciszkańskim kościele św. Jakuba. Jeszcze tego dnia po południu, a jest to niedziela, idziemy na wielki plac przed polowym ołtarzem, gdzie zgromadził się różnojęzyczny tłum, aby po odmówieniu Różańca uczestniczyć we Mszy św. Nasi księża odprawiali ją wśród 60 celebransów, ale bywało ich tu prawdopodobnie nawet 600, jak mówił później ks. Zbyszek, który przeglądał dokumentację. Najbardziej zadziwiające jest jednak miejsce za ołtarzem, gdzie w kilkudziesięciu konfesjonałach księża spowiadają chyba we wszystkich językach, a wszędzie są ogromne kolejki, poza konfesjonałem, w którym spowiada się... po polsku (najwyraźniej my przybywamy tu w stanie łaski uświęcającej). Nie bez powodu miejsce to nazywane jest konfesjonałem świata.

Następnego dnia rano jedziemy parę kilometrów poza centrum, gdzie znajduje się kilka budynków, a w nich duże sale, w których gromadzą się pielgrzymi pogrupowani według języków. W naszej grupie – Niemcy, Czesi, Japończycy, ale najwięcej jest Polaków z różnych stron kraju. Gdy jednak później opuszczamy to miejsce, i tak gubimy się wśród tysięcy Włochów, których najwięcej spośród wszystkich nacji przybywa do Medjugorie. Niecierpliwe, wypełnione modlitwą oczekiwanie. Wśród trójki tłumaczy jest wysoka Polka o długich blond włosach, której tożsamość skojarzę dopiero po powrocie do Polski i przeczytaniu historii Anny Golędzinowskiej w jej książce: „Ocalona z piekła. Wyznania byłej modelki”. W tłumaczonych na język niemiecki, czeski i polski słowach Vicki, która doznaje tak niezwykłej łaski Nieba, nie ma nic szczególnego. Główne przesłanie to modlitwa (nie tylko słowami, ale sercem, zwłaszcza różańcowa w intencji Kościoła, kapłanów, młodzieży, która jest też skuteczną bronią wobec wszechogarniającego zła i szatana), post i pokuta (w środy i piątki, wyrzeczenie się tego, co sprawia największą przyjemność, zwłaszcza grzechu), pokój (o który należy się modlić, ale zaczynając od swojego serca). Vicka przekazuje również zatroskanie Matki Bożej o młodzież, prośbę, aby Mszę św. postawić na pierwszym miejscu w życiu i odpowiednio się do niej przygotowywać. Mówi też: „Codziennie wieczorem, kiedy przychodzi Matka Boża, polecam jej chorych, aby mogli nieść swój krzyż”. Sama też została dotknięta cierpieniem, ale jest niezwykle pogodna, uśmiech nie schodzi z jej twarzy. Tak jakby wypełniała ją jakaś wewnętrzna radość, która promieniuje na innych, i to robi największe wrażenie.

Istota przekazu Maryjnego orędzia tak naprawdę dociera do świadomości dopiero w Mostarze, który zwiedzamy tego samego dnia. „Jestem Królową Pokoju” – powtarzała w Medjugorje Matka Boża na początku objawień, co w kontekście późniejszych wydarzeń na Bałkanach nabrało szczególnego znaczenia. Na filmie oglądanym w miejscowym muzeum powracają obrazy bombardowań i zniszczeń z okrutnej wojny toczonej tu w latach 90. ubiegłego wieku.

Chorwacja zawdzięcza mu niepodległość

Tak o Janie Pawle II mówi nasza przewodniczka w Szybeniku, tłumacząc nazwę placu jego imienia. To trochę zaskakujące stwierdzenie, bo wydawało się, że tak jednoznacznie o Papieżu Polaku mogą mówić tylko jego rodacy. Podpytuję ją więc i dowiaduję się, że tak jest oceniane zaangażowanie Stolicy Apostolskiej w dyplomatyczną obronę niepodległości Chorwacji w 1991 r. i uznanie władz w Zagrzebiu (Watykan uczynił to jako drugi kraj po Niemczech). Chorwaci wdzięczni są też za trzy papieskie pielgrzymki do ich kraju, czego dowody znajdujemy w różnych miastach, gdzie upamiętniają je liczne tablice.

Wiadomo, że katolicyzm był zawsze silnym elementem tożsamości narodowej Chorwatów i tak pozostało do dziś. Na pytanie np., jaki procent w Bośni i Hercegowinie stanowią katolicy, usłyszałam odpowiedź, że Chorwatów jest ok. 17 proc., jakby to było całkowicie równoznaczne. Kościół hierarchiczny zawsze wspierał niepodległościowe aspiracje tego narodu, choć nie zawsze pochwalał metody, jakimi próbowano wywalczyć wolność, zwłaszcza w okresie II wojny. Stąd jednym z bohaterów narodowych jest kard. Alojzy Stepinac (skazany na 16 lat, 5 lat spędził w komunistycznym więzieniu), którego Jan Paweł II beatyfikował podczas swojej drugiej pielgrzymki. Dokonał tego w położonym niedaleko Zagrzebia sanktuarium Marija Bistrica z figurą Czarnej Madonny, które stanowi ostatni punkt naszego pielgrzymowania po Bałkanach.

Najważniejsze dla Chorwatów miejsce kultu Maryjnego jest jakby wyludnione, może dlatego, że to przedpołudniowe godziny zwykłego dnia pracy. Po Mszy św. możemy więc swobodnie zwiedzać rozległy, trzeba przyznać – bardzo zadbany, teren sanktuarium. Uwagę przykuwają stacje Drogi Krzyżowej na pobliskim wzgórzu, a na placu, na którym znajduje się ołtarz polowy, stoi prawie trzymetrowy pomnik z brązu przedstawiający postać Jana Pawła II, odsłonięty w 83. rocznicę urodzin Papieża (tuż przed trzecią pielgrzymką do tego kraju).

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Adrian Józef Galbas SAC – biskupem pomocniczym diecezji ełckiej

2019-12-12 12:37

KAI

Ks. Adrian Józef Galbas SAC, prowincjał Księży Pallotynów w Poznaniu został mianowany przez Ojca Świętego Franciszka biskupem pomocniczym diecezji ełckiej. Decyzję Papieża ogłosiła dziś w południe Nuncjatura Apostolska w Polsce.


Ks. Adrian Józef Galbas SAC

Biskup nominat Adrian Józef Galbas ma 51 lat. Jest doktorem teologii duchowości. Studiował też dziennikarstwo. W czasie dotychczasowej posługi pełnił m.in. funkcję prefekta alumnów w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Pallotynów w Ołtarzewie. Był też proboszczem parafii pw. św. Wawrzyńca w Poznaniu oraz radcą prowincjalnym. Od 2011 roku pełni funkcję przełożonego prowincjalnego pallotyńskiej Prowincji Zwiastowania Pańskiego z siedzibą w Poznaniu.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC, urodził się 26 stycznia 1968 roku w Bytomiu. W 1987 roku został przyjęty do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. W latach 1987-1993 studiował w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie. Śluby wieczyste złożył 10 września 1993 roku w Zakopanem, a 7 maja 1994 r. roku w Ołtarzewie został wyświecony na kapłana.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC od 1994 do 1995 r. był wikariuszem w parafii św. Michała Archanioła w Łodzi. W latach 1995 – 1998 studiował na KUL-u teologię oraz komunikacje i dziennikarstwo. W latach 1998-2002 pełnił funkcje prefekta w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie., a od 2002 do 2005 był radcą w zarządzie Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu. W latach 2002 – 2003 był też sekretarzem ds. Apostolstwa w Częstochowie. W 2003 roku został proboszczem parafii św. Wawrzyńca w Poznaniu i był nim do 2011 roku. Jednocześnie od 2008 do 2011 roku pełnił także funkcję radcy w zarządzie Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC w 2012 roku otrzymał tytuł doktora teologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2011 roku jest prowincjałem Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu.

BP KEP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem