Reklama

Niedziela Podlaska

Diecezjalne dziękczynienie za kanonizację Jana Pawła II i Jana XXIII

Bielsk Podlaski

W przeddzień kanonizacji Jana Pawła II i Jana XXIII z udziałem wiernych ze wszystkich bielskich parafii odbyła się bielska procesja papieska. Manifestację wiary, pamięci i wdzięczności zgromadzeni rozpoczęli wraz z kapłanami w kościele pw. Matki Bożej z Góry Karmel. Proboszcz ks. Henryk Polak, zapowiadając program obchodów, podkreślił wielki dar świętości Jana Pawła II.

O zmierzchu pod pomnik Jana Pawła II usytuowany przy bazylice z bielskiego Karmelu wyruszyła procesja z relikwiami bł. Jana Pawła II. Pierwsza stacja usytuowana niedaleko kapliczki Matki Bożej poświęcona była 1. Pielgrzymce Jana Pawła II do Polski. Po wprowadzeniu w klimat tej pielgrzymki przez Małgorzatę Bil-Jaruzelską aktor Mateusz Sacharzewski przypomniał słowa Papieża, które zmieniły oblicze ziemi: „Niech zstąpi Duch Twój…”. I stało się. Zmieniło się oblicze naszej ziemi.

Reklama

Foldery kolejnych siedmiu stacji nawiązywały do pielgrzymek Papieża Polaka do Ojczyzny. Niesione przez wiernych lampiony dodawały szczególnego uroku i rozpalały serca wiernych do modlitwy i dziękczynienia. Procesji towarzyszył śpiew w wykonaniu Chóru Polskiej Pieśni Narodowej.

Procesję zakończono przy pomniku Jana Pawła, gdzie odśpiewano Apel Jasnogórski. Po apelu ks. Kazimierz Siekierko udzielił błogosławieństwa relikwiami i zaprosił na uroczysty koncert poświęcony Janowi Pawłowi II. Relikwie wniesione do świątyni zostały ustawione przy portrecie Jana Pawła II.

W wypełnionej bazylice niespełna dwugodzinny koncert Studia Piosenki Fart pt. „Któryś z nami był do końca” został dedykowany Ojcu Świętemu. Wzbogaciły go wypowiedzi Jana Pawła II przypomniane przez prowadzącą zespół Justynę Porzezińską i Sebastiana Misiuka oraz papieska prezentacja multimedialna.

Reklama

Poza śpiewem zespołowym, w którym pięknie zabrzmiały utwory „Santo subito”, „Modlitwa za młodych”, „Na drugi brzeg”, wystąpiły też solistki: Justyna Kotowicz, Sylwia Tarasiuk i Magdalena Baranowska.

Ks. Siekierko podziękował wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób włączyli się do przeżycia tego pięknego wieczoru, a przede wszystkim zespołowi, prowadzącym procesję i policji zapewniającej bezpieczne jej przejście. Zgromadzeni mieli możliwość ucałować relikwie Jana Pawła II. Wielu wiernych mimo późnej pory zatrzymywało się jeszcze przy pomniku, zapalało znicze.

Tadeusz Szereszewski

Hajnówka

27 kwietnia przeszedł do historii. Bł. Jan Paweł II dziewięć lat po śmierci w Watykanie, na Placu św. Piotra, został ogłoszony świętym Kościoła katolickiego.

Przytoczona data na zawsze pozostanie w moich wspomnieniach nie tylko ze względu na jej doniosły charakter, ale również dzięki możliwości duchowego przygotowania do jej należytego przeżycia dzięki inicjatywie Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Hajnówce oraz ich księdza kapelana.

Jestem przekonany, że moje skromne, osobiste podziękowanie będzie również głosem wielu hajnowian, zaangażowanych we wspólne, modlitewne skupienie.

Przez kolejnych dziewięć niedziel w kościele Sióstr Klarysek odbywały się nabożeństwa ku czci Jana Pawła II, które były swoistymi rekolekcjami przygotowującymi do uroczystości kanonizacji, zaś dziękczynna, wspólna dla obu hajnowskich parafii Msza św. stała się ich niesamowitym ukoronowaniem.

Po Eucharystii, odprawionej przed kościołem Sióstr Klarysek, wyruszyła pielgrzymka ulicami naszego miasta. Przy ośmiu stacjach upamiętniających wszystkie pielgrzymki naszego Ojca Świętego do ojczyzny mogliśmy podziękować za jego słowa, modlitwę, naukę, wsparcie i nakładane na nas obowiązki.

Atmosfera pielgrzymki udzieliła się wszystkim zgromadzonym. Zaduma i radość, uśmiech i smutek, wspomnienia i teraźniejszość, modlitwa i śpiew – tak wiele uczuć w tak krótkim czasie! Spektakl dusz wzniesionych ku Bogu w podziękowaniu za jednego z największych w dziejach Polaków, naszego wielkiego, świętego Rodaka!

Przy pomniku Jana Pawła II przy kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego zakończyło się nasze modlitewne spotkanie. Niesamowite kazanie, niespodzianka – fajerwerki oraz błogosławieństwo relikwiami św. Jana Pawła II zakończyło ten wzniosły wieczór.

Mam ogromną nadzieję, że moje odczucia podzielają mieszkańcy naszej małej, podlaskiej ojczyzny.

Jeszcze raz serdeczne Bóg zapłać wszystkim kapłanom i siostrom zakonnym za zaangażowanie w przygotowanie tej wspaniałej uroczystości, dzięki której, z dala od Włoch, na hajnowskiej ziemi, mogliśmy tak głęboko przeżyć kanonizację naszego wielkiego Rodaka.

Na zakończenie powiem zwyczajnie: Dobra robota!

Jan Bagiński

Sokołów Podlaski

„Sokołów Ojcu Świętemu” – to koncert, który mimo niesprzyjającej aury odbył się na ołtarzu papieskim za sokołowską konkatedrą. Ulewa nie wystraszyła mieszkańców miasta, którzy przyszli dziękować Bogu za dar, jakim jest kanonizacja Jana Pawła II. Spotkanie, poprzedzone Mszą św., zorganizowano w Niedzielę Miłosierdzia Bożego 27 kwietnia.

Za nami jedno z najważniejszych wydarzeń dla katolików z całego świata. Papież Franciszek ogłosił swoich poprzedników – Jana XXIII i Jana Pawła II świętymi. Jednocześnie oznacza to, że jedyny w historii Papież Polak został wyniesiony na ołtarze. Dzieci i młodzież z sokołowskich szkół oraz parafii, a także dorośli wystąpili w wyjątkowym koncercie, który odbył się w równie wyjątkowym miejscu, bo na ołtarzu papieskim. Do Sokołowa Podlaskiego ołtarz przeniesiono z błoni drohiczyńskich tuż po wizycie Ojca Świętego Jana Pawła II.

Artyści odśpiewali wiele pieśni, bliskich sercu Jana Pawła II, ale także doskonale znanych wielu Polakom. Zwieńczeniem pochmurnego, ale pełnego wzruszeń wieczoru była pieśń „Zostań z nami” w wykonaniu Zbigniewa Orzełowskiego z parafii pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, Janusza Wilgodzkiego z parafii pw. św. Jana Bosko, Mirosława Grochowskiego z parafii pw. Miłosierdzia Bożego przy akompaniamencie Kazimierza Soszki.

Karolina Skibniewska

Drohiczyn

W niedzielę 27 kwietnia przed Mszą św. o godz. 18 w kościele parafialnym pw. Trójcy Przenajświętszej w Drohiczynie uczniowie z Zespołu Szkół pod kierownictwem dyrektor Grażyny Borzym oraz Marii Dzierzanowskiej zaprezentowali montaż słowno-muzyczny o tematyce papieskiej. Zgłębianie papieskiego nauczania w klimacie modlitwy i pogłębionej refleksji prowadzi do umocnienia wiary, szczególnie przez uświadomienie sobie znaczenia pontyfikatu Papieża Polaka. Św. Jan Paweł II jest przykładem człowieka, który na oczach świata osiągnął świętość życia. Montaż artystyczny, bogaty w piękne treści, dekorację okazjonalną oraz oprawę muzyczną, wzruszył licznie zgromadzonych parafian, którzy w wydarzeniu uczestniczyli. Na zakończenie przemówił proboszcz ks. Zbigniew Średziński, wyrażając słowa wdzięczności za przygotowane przedstawienie i zapraszając do wspólnej modlitwy w czasie Mszy św. wieczornej. Po uroczystym błogosławieństwie wszyscy ucałowali relikwie św. Jana Pawła II.

Ks. Michał Kisiel

Sokołów Podlaski – szkoła salezjańska

Wydawać by się mogło, że z Dniem Papieskim związany jest ściśle październik. I słusznie, bo w październiku (16 o godz. 16.16) właśnie wybrano Karola Wojtyłę na papieża. Ale w tym roku z racji na wielkie wydarzenie, jakim była kanonizacja Jana Pawła II, przesunęliśmy w naszej szkole Dzień Papieski na dzień po kanonizacji, czyli na 28 kwietnia.

Każda klasa miała się odpowiednio do tego dnia przygotować. Pomysł był taki, aby obejrzeć, jak wyglądało życie Karola Wojtyły, zanim doszedł do świętości. Klasy miały przygotować jakiś fragment z jego życia. Uczeń z klasy II c Mateusz Sawicki był Karolem Wojtyłą. Szedł wyznaczoną ścieżką życia i spotykał na swojej drodze różnych ludzi – uczniów poszczególnych klas wraz z nauczycielami. Jedni byli rodziną, inni kolegami z klasy, z boiska. Byli i ci, którzy współpracowali z nim w teatrze, pracowali w kamieniołomach. Pięknie powitali i przypomnieli się Karolowi jego koledzy ze studiów. Potem koledzy z seminarium, aż wreszcie kapłani i ludność z Rzymu, kiedy wybrano go na papieża. Papież odwiedzał kraje misyjne (Meksyk jako pierwszy, potem m.in. Polskę, Hiszpanię, kraje afrykańskie), przyjmował korpus dyplomatyczny: królową angielską, ambasadorów, prezydentów państw. Piękne i wzruszające było spotkanie papieża z Matką Teresą z Kalkuty. Dzieci ubrane w ciekawe stroje, charakterystyczne dla danego stanu czy kraju, wiwatowały na cześć Papieża, machały flagami i wznosiły okrzyki: „Lolek to jest bramkarz, nikt go nie pokona, a od wczoraj masz go za patrona!”.

Na zakończenie pomodliliśmy się wspólnie, dziękując Bogu za wielką łaskę kanonizacji naszego Rodaka, a proboszcz ks. Stanisław Stachal, który był gościem na naszej uroczystości, udzielił błogosławieństwa.

Droga do świętości Jana Pawła II skończyła się dla niego, ale nie dla nas. My – zachęceni tak wspaniałym przykładem – chcemy podążać ku świętości. Uczyć się od Jana Pawła II jak mówić, uczyć się i pracować, by zajść tak daleko jak on.

Dziękujemy wszystkim, którzy włączyli się w tę piękną uroczystość.

Iwona Mergo-Golatowska

2014-05-14 15:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dobrze życzył prześladowcom – jesienią beatyfikacja ks. Jana Machy

[ TEMATY ]

kanonizacja

wikipedia.org

- Jeden z gestapowców widząc, że ks. Jan nie pomstuje na znęcających się nad nim oprawców, powiedział o nim: „To jest albo święty albo idiota!” – opowiada o 28-letnim kapłanie, który w październiku zostanie wyniesiony na ołtarze, postulator procesu beatyfikacyjnego, ks. Damian Bednarski. Jan Macha był pełnym życia i aktywizmu młodym człowiekiem, z drużyną szypiornistów Azoty Chorzów dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski, a zaraz po święceniach, na początku wojny zorganizował na Śląsku olbrzymią sieć pomocy, za co został zgilotynowany. „Umieram z czystym sumieniem, żyłem krótko ale uważam, że cel swój osiągnąłem...” - napisał w pożegnalnym liście.

Marcin Przeciszewski, KAI: Polska niebawem będzie mieć kolejnego męczennika w osobie ks. Jana Machy, młodego kapłana archidiecezji katowickiej, który ma zostać wyniesiony na ołtarze 17 października br. w Katowicach. Na czym polegała świętość tego zaledwie 28-letniego księdza?

Ks. Damian Bednarski, postulator procesu beatyfikacyjnego: Ks. Jan Macha był postacią z pewnością wyjątkową. Zaledwie na początku swej posługi kapłańskiej oddał życie, za to, że odważył się pomagać najbardziej potrzebującym w mrocznym czasie okupacji nazistowskiej. Był przekonany, że stanięcie po stronie dobra i wybór miłości bliźniego są sprawą priorytetową.

Był młodym kapłanem, wyświęconym w czerwcu 1939 r. tuż przed wybuchem wojny. We wrześniu 1939 r. został wikarym w pierwszej swej i jedynej zarazem parafii, i zaledwie w ciągu kilku miesięcy spontanicznie zebrał wokół siebie mnóstwo młodych ludzi. Miał wyjątkowy charyzmat przyciągania młodych do siebie i „zarażania” ich swoim entuzjazmem. Na wielką skalę zorganizował sieć pomocy, która objęła kilka tysięcy osób. Śledzony przez gestapo, świadom niebezpieczeństwa nie zdezerterował. We wrześniu 1941 roku jego misja została brutalnie przerwana. Aresztowano go, umieszczono w więzieniu, a w grudniu 1942 r. wykonano wyrok śmierci.

Jestem przekonany, że w czasach współczesnych potrzeba wyraźnych świadków miłości heroicznej i dlatego tym większa jest wartość jego przykładu życia i niezachwianej wiary, czemu dał świadectwo. Oczywiście, można się zastanawiać dlaczego akurat ten ksiądz został wybrany z grona innych i dziś jest włączany do grona błogosławionych, tyle lat po swojej śmierci. Każdy święty ma swój czas. A jeśli jest to postać, która ma się „wybić” na ołtarze, gdyż Pan Bóg tego chce, to tak się stanie!.

KAI: No właśnie, wielu polskich, także śląskich kapłanów oddało podczas wojny życie w obronie wiary i polskości. Jako pierwszy został beatyfikowany a później kanonizowany o. Maksymilian Kolbe. Jan Paweł II wyniósł na ołtarze w 1999 r. 108 męczenników II wojny światowej, w większości kapłanów. Co zadecydowało o tym, że w październiku będziemy świadkami beatyfikacji tego właśnie młodego kapłana?

- Niewątpliwie wielu kapłanów w czasie II wojny światowej, także na Śląsku – podobnie jak ks. Jan Macha – pomagało charytatywnie i włączało się w konspiracyjną działalność pomocową. Znamy księży, którzy tutaj na Śląsku pomagali w tym czasie, chociażby ks. Ignacy Jeż, który był wtedy wikarym w Chorzowie Batorym, a służył u męczennika, bo jego proboszcz został zabrany do więzienia a potem zginął w obozie. Wiemy, że ks. Bolesław Kominek, który wówczas pracował w kurii katowickiej również organizował taką pomoc. Z kolei ks. Paweł Macierzyński z Bierunia Starego organizował pomoc dla więźniów obozu koncentracyjnego w Auschwitz i za to sam został uwięziony i zamordowany.

Postać i działalność młodziutkiego ks. Jana Machy na tym tle była fenomenem. Miała znacznie szerszy charakter i skupiła wokół siebie większą ilość ludzi. Ale tym co przeważyło o wyborze akurat jego do procesu beatyfikacyjnego, były nie tylko dokonania w sferze charytatywnej, co jego postawa po aresztowaniu, aż do momentu męczeńskiej śmierci. Mówią o niej zachowane źródła w postaci jego listów oraz świadectwo kapelana więziennego, który mu towarzyszył w ostatniej drodze.

Z listów ks. Jana Machy pisanych do bliskich z celi więziennej gdzie oczekiwał wyroku, przebija zaufanie do Boga, poddanie się woli Bożej i brak wewnętrznego buntu. Nie znajdziemy tam śladów rozczarowania w rodzaju: „dałem swe serce, zrobiłem tyle dobrego, a tymczasem chcą mnie zamordować”… Wielu ludzi w takiej sytuacji przeżywa załamanie i bunt, nieraz traci wiarę. Tymczasem postawa ks. Jana w więzieniu, w trakcie prześladowań, tak jak wcześniej jego zaangażowanie charytatywne, budzi jednoznaczny podziw. Jest to postawa dojrzała i warta naśladowania, prosta i naturalna, ale heroiczna. I to były główne motywy wszczęcia procesu beatyfikacyjnego.

KAI: Przyjrzyjmy się bliżej konspiracyjnej, a chyba głównie charytatywnej działalności ks. Jana Machy bezpośrednio po wybuchu wojny.

- 25 czerwca 1939 r. Jan Macha przyjmuje święcenia kapłańskie. Z początkiem września zostaje skierowany do parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej, gdzie proboszczem był ks. Jan Skrzypczyk. Szybko proboszcz zauważył jak gorliwego i świetnego ma współpracownika. Gdy dowiedział się o jego śmierci z bólem stwierdził: „w osobie ks. Jana Machy straciłem najlepszego wikarego i prawdziwego pocieszyciela w okresie mojego tułactwa”. Dodać należy, że ks. Skrzypczyk podczas okupacji musiał opuścić Rudę i się ukrywać.

Jak każdy ksiądz Jan Macha włącza się w życie duszpasterskie, pomimo, że było ono coraz bardziej ograniczane przez Niemców. Prowadzi posługę sakramentalną, głosi Słowo Boże, organizuje w możliwym zakresie spotkania parafialne różnych grup. Wkrótce dostrzega jak wielkie są wokół potrzeby, zwłaszcza w rodzinach, które tracą swoich jedynych żywicieli: ojca, brata. Są to rodziny aresztowanych bądź ukrywających się byłych powstańców śląskich, którzy zostali poddani okrutnym prześladowaniom. Są to rodziny tych, którzy poszli na wojnę w wojsku polskim, a wracając trafiają do niemieckich więzień i obozów. Pozostają kobiety i dzieci, znajdujące się w bardzo trudnej sytuacji, często bez środków do życia. Ks. Jan Macha odpowiada na to spontaniczną akcją pomocy. Najpierw robi to sam, a niebawem gromadzą się wokół niego młodzi sodalisi, harcerze, studenci, członkowie KSM. Pomoc polegała na tym, że zbierano środki materialne, żywność, pieniądze, wreszcie kartki na żywność, która była racjonowana. Rodziny byłych powstańców czy innych prześladowanych pozbawione były nawet kartek na żywność. Ks. Macha ze współpracownikami zbiera to wszystko: żywność, lekarstwa, pieniądze i dyskretnie dostarcza poszkodowanym rodzinom. Tworzyli listy najbardziej potrzebujących. Każdy z członków podlegających mu grup dostarczał te dary konkretnym osobom, najczęściej podrzucając pod drzwi, aby zachować anonimowość. Ten krąg osób zaangażowanych w pomoc coraz bardziej się rozszerza, działa na terenie nie tylko jego parafii w Rudzie Śląskiej, ale kilkunastu śląskich miejscowości aż po Opolszczyznę. W kręgu działalności ks. Machy, jak obliczają historycy, mogło znajdować się kilka tysięcy osób.

W pewnym momencie działalność ks. Machy zauważa Polskie Państwo Podziemne, które na Śląsku buduje swoje struktury. Jego przedstawiciele nawiązują z nim kontakt. Akcja zainicjowana przez ks. Jana Machę zostaje włączona w struktury państwa konspiracyjnego pod nazwą „Opieka społeczna”, jednocześnie znajdując pomoc z jego struktur. Był to pion cywilny Państwa Podziemnego, który nie zajmował się walką zbroją, dywersją czy sabotażem.

Niemcy, dostrzegając, że ks. Macha prowadzi tak szeroką działalność, zaczynają się domyślać, że może mieć kontakt z polską konspiracją. Zaczynają się nim interesować. Na wiosnę 1941 r. zostaje dwukrotnie wezwany na przesłuchanie, ale wypuszczony na wolność. Wówczas Niemcy nie mieli na niego jeszcze żadnego haka. Jednak po kilku miesiącach 5 września 1941 r. ks. Macha zostaje aresztowany na dworcu w Katowicach. Gestapowcy znajdują też przy nim listy osób, którym pomagał oraz inne dokumenty świadczące o organizacji zbiórek. W tym samym dniu aresztowanych zostaje kilku innych członków stworzonej przez niego sieci. Ks. Macha więziony jest najpierw z Mysłowicach, a potem w Katowicach. Zostaje mu przestawiony akt oskarżenia, w którym prowadzona przezeń działalność charytatywna zostaje zakwalifikowana jako zdrada stanu i działanie przeciwko państwu niemieckiemu.

KAI: Skąd taka kwalifikacja działalności czysto charytatywnej?

- To nie może dziwić, gdyż wszelka działalność, która nie byłaby koncesjonowana przez Niemców, była zakazana. Zaraz na początku okupacji polskiej części Śląska, Niemcy przejęli istniejącą tam kościelną Caritas. Nawiasem mówiąc, dokładnie tak samo w latach 50. postąpili komuniści. Jasne jest, że podporządkowane Niemcom struktury Caritas pomagały wyłącznie tym, którym okupanci chcieli pomagać. A rodzinom powstańców, czy byłych polskich żołnierzy, podporządkowana okupantowi Caritas oczywiście nie mogła pomagać. Ks. Macha działa więc równolegle, poza strukturami Caritas. Tworzy alternatywną strukturę charytatywną wobec tej, która była dopuszczona przez Niemców. To było przez okupanta traktowane jako duże niebezpieczeństwo, wszelka działalność tego typu była uważana przez za niedopuszczalną i „de facto” skierowaną przeciwko niemieckiemu państwu.

Zresztą, Kościół katolicki na ziemiach polskich, także w dawnej polskiej części Śląska, traktowany był właśnie w taki sposób. Udało mi się dotrzeć do wypowiedzi decydentów niemieckich, np. Himmlera, który instruował swych podwładnych, aby wszelką działalność nastawionych pro polsko duchownych traktować jako zdradę stanu, aby pokazywać, że są oni przeciwnikami państwa niemieckiego. Odnosząc się do postaw prezentowanych przez ks. Machę i jemu podobnych Heinrich Himmler, szef gestapo, stwierdzał: „Aparat III Rzeszy nie może wykreować ich na męczenników, ale ma ich pokazać jako przestępców. Obraz wyznania wiary w Chrystusa należy usunąć, a służących Kościołowi zniesławić jako politykujących urzędników kościelnych, których postępowanie jest „zdradą stanu, a przy tym szczytową formą zakłamania”.

KAI: Jak przebiega pobyt ks. Machy w więzieniu?

- To w sumie 15 miesięcy, od 5 września 1941 do 3 grudnia 1942 r., kiedy został zgilotynowany. Jest to niezwykły okres w jego życiu, dostarczający wielu dowodów na świętość. Z treści jego listów, które się zachowały, wiemy, że zachowuje tam ogromny spokój, a współwięźniom na ile może, udziela posługi duszpasterskiej. Nawet będąc w więzieniu postarał się o odnowienie jurysdykcji, która pozwoliła mu spowiadać współwięźniów. Przez cały ten czas nie mógł odprawiać Mszy św.

Mszy świętych nie mógł sprawować nawet potajemnie, tak jak to bywało w sowieckich łagrach, bo w więzieniu był pod ciągłym nadzorem. Zupełnie niemożliwe było wyprodukowanie wina w takich warunkach czy zdobycie hostii. Pozwolono mu jedynie na posiadanie i odmawianie brewiarza. Zachował się różaniec ks. Jana, który sam zrobił ze sznurków wyciągniętych z siennika i krzyżyk zrobiony z drzazg wydłubanych z pryczy więziennej. Dopiero po przeniesieniu z więzienia mysłowickiego do Katowic mógł regularnie korzystać z posługi kapelana więziennego. Wielką radością była dla niego spowiedź. Raz w tygodniu mógł przyjmować komunię św.

Dobrze odnosił się do swoich oprawców. Jeden z gestapowców widząc, że ks. Jan nie pomstuje na znęcających się nad nim oprawców, powiedział o nim: „To jest albo święty albo idiota!”. Bo nie tylko cierpliwie znosi te cierpienia, ale błogosławi ich i dobrze życzy tym, którzy się nad nim znęcali.

KAI: Ksiądz jako postulator procesu beatyfikacyjnego dokładnie poznał duchową sylwetkę ks. Jana Machy. Kim on był jako człowiek i kapłan, czym się szczególnie wyróżniał, jaki był na co dzień? Jaki typ duchowości reprezentował? W czym wyrażał się jego szczególny związek z Jezusem?

- Był zupełnie normalnym młodym człowiekiem, pełnym życia, aktywizmu, działał w drużynie sportowej szczypiornistów Azoty Chorzów, grał w piłkę ręczną. Z tą drużyną zdobył mistrzostwo Śląska i dwa razy mistrzostwo Polski. Lubił tańczyć, grał na skrzypcach. Był duszą towarzystwa. A jednocześnie od lat młodzieńczych był blisko Pana Boga i blisko Kościoła, choć nigdy nie był ministrantem. Uczestniczył natomiast w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, gdzie wygłaszał pogadanki, należał też do Róży różańcowej. Bliska mu była duchowość maryjna.

A w tym wszystkim był bardzo wrażliwy i wyczulony na potrzeby innych. Potrafił sobie odjąć od ust, aby drugiemu pomóc. Takie są świadectwa z czasów, gdy był jeszcze w domu rodzinnym. Podobne mamy z seminarium.

KAI: A powołanie kapłańskie, jak ten moment powołania do kapłaństwa wyglądał w jego przypadku?

- Wychowywał się bardzo wierzącej śląskiej rodzinie i miał wujka salezjanina, brata mamy. I to chyba były te inspiracje, aby podjąć tę drogę. Nie ma natomiast świadectwa mówiącego, dlaczego nagle ten młody chłopak zdecydował się na kapłaństwo. Myślę, że była to normalna droga wzrostu duchowego w rodzinie, a później tych grupach czy wspólnotach, w jakich uczestniczył, chociażby w KSM.

A kiedy już podjął decyzję, był bardzo konsekwentny, chociaż początkowo nie został przyjęty do Seminarium Śląskiego w Krakowie. A było to nowe seminarium dla Śląska, utworzone w Krakowie ze względu na bliskość znakomitego wydziału teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Seminarium miało jednak tylko 140 miejsc. Jan Macha zgłasza się za późno i … nie zostaje przyjęty, jest mu smutno ale nie zraża się i idzie na Wydział Prawa UJ. Przez rok tam studiuje ale bez większego zaangażowania, widać, że jest to czas na przeczekanie i nie przystępuje do egzaminów. Po raz drugi puka do furty seminarium w 1934 r. i zostaje przyjęty.

Podczas studiów teologicznych i formacji seminaryjnej postrzegany jest jako człowiek aktywny i z dużą wrażliwością na bliźnich, chętny do różnego rodzaju zaangażowania. Włącza się w działalność studenckiej „Pomocy Bratniej” (popularny „Bratniak”), a gdy bp Stanisław Adamski w seminarium zakłada Akcję Katolicką, to pierwszy wstępuje do niej kleryk Jan Macha.

KAI: A jeśli mielibyśmy scharakteryzować jego duchowość?

- Reprezentuje typową śląską pobożność, nie egzaltowaną, ale mocno stąpającą po ziemi, gdzie modlitwa, bliskość z Panem Bogiem, łączy się bezpośrednio z działaniem. Jest to duchowość otwarta na człowieka i jego potrzeby. Przy tym jest lubiany i zawsze jest duszą towarzystwa. Kocha życie i cieszy się nim wraz z innymi.

Jako młody kapłan, ks. Jan Macha okazywał nie tylko nadzwyczajną zdolność praktykowania wiary, ale szukał sposobów przekazywania jej tym, którzy zostali powierzeni jego trosce duszpasterskiej. Zachowały się wszystkie kazania ks. Jana, gdyż przygotowywał je na piśmie. Są one po polsku i po niemiecku, bowiem w czasie okupacji od pewnego momentu musiał głosić po niemiecku. W sumie jest ich około sześćdziesięciu. Cechuje je solidne umocowanie w Piśmie Świętym. To zakorzenienie w modlitwie ujawniło się później w więzieniu, kiedy brakowało mu dostępu do sakramentów. Z bólem pisze wówczas, że nie może się spowiadać, że słyszy dzwony bijące w pobliskim kościele w Wielki Czwartek, a nie może obecny przy ołtarzu wraz ze innymi kapłanami.

Był też człowiekiem wielkiej nadziei, nawet w najtrudniejszych „beznadziejnych” sytuacjach. W listach z więzienia do rodziny nie tylko nie skarży się na swój los, ale próbuje nadzieję umacniać w swoich bliskich. W jednym z listów pisze: „Mam wielką nadzieję w miłosierdziu Bożym i Opatrzności Boskiej, kogo Bóg kocha dla tego szuka schronienia”...

KAI: Wielkie wrażenie sprawia jego ostatni list, napisany w celi na kilka godzin przed śmiercią...

- Ten list jest faktycznie jest dowodem jego głębokiej duchowości, wręcz świętości. Po pierwsze pokazuje w nim, że po ludzku nie ma sobie nic do zarzucenia. „Umieram z czystym sumieniem, żyłem krótko ale uważam, że cel swój osiągnąłem...” – pisze. A potem zwracając się do bliskich, dodaje: „Nie rozpaczajcie! Idę teraz do Wszechmocnego, On mnie osądzi. Wszystko będzie dobrze. Bez jednego drzewa las lasem zostanie. Bez jednej jaskółki wiosna też zawita, a bez jednego człowieka świat się nie zawali.[…] Pozostało mi bardzo mało czasu. Może jeszcze jakie trzy godziny, a więc do widzenia! Pozostańcie z Bogiem. Módlcie się za Waszego Hanika”. Z tego tekstu tchnie niezwykły pokój, a jest to list pisany na 4 godziny przed śmiercią.

KAI: Jak wyglądał ten szczególny moment, jak zachowywał się skazaniec?

- Zachowało się świadectwo kapelana więziennego, który towarzyszył ks. Janowi i wszystkim tym współwięźniom, którzy zostali zamordowani wraz z nim. 2 grudnia 1942 r. dwunastu osadzonych z katowickiego więzienia usłyszało, że tej nocy wyrok zostanie wykonany. Sprowadzono kapelana ks. Joachima Beslera. Z jego relacji wiemy, co się tam działo, bo dwadzieścia lat po wojnie poproszono go, by zapisał swoje wspomnienia z tych wydarzeń. Na szczęście robił na bieżąco notatki w tzw. czerwonym notesie. Pamiętał, że przybył do więzienia po dwudziestej. Towarzyszył im, gdy jedli ostatnią kolację, gdy pisali pożegnalne listy do rodzin, potem ich spowiadał.

Kapelan więzienny relacjonował: „Wkrótce potem skazańcy zostali pozbawieni swoich ubrań, można powiedzieć symbolicznie odarci z szat, narzucono na ich umęczone ciała papierowe koszule i wyprowadzono przez dziedziniec więzienia do specjalnego pomieszczenia, gdzie stała gilotyna”. Dalej kapłan odnotował: „Pozostałem, żeby jeszcze na ostatniej drodze udzielić absolucji. Pamiętam, jak prowadzono ks. Machę i jak podniósł po raz ostatni oczy ku niebu gwiaździstemu i znikł w drzwiach kaźni śmierci”. Piętnaście minut po północy – o czym informuje księga zgonów – ostrze gilotyny przecięło jego ziemskie życie.

KAI: Przejdźmy do kwestii męczeństwa za wiarę, bo ona jest kluczowa. Pamiętam dyskusje, jakie toczyły się przy okazji procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki. Niektórzy dowodzili, że było to zabójstwo na tle politycznym, a nie męczeństwo za wiarę. Czy w przypadku ks. Machy też były takie wątpliwości?

- Na portalu janmacha.gosc.pl jest mój artykuł, w którym odnoszę się do tej kwestii. Stawiam pytanie czy został skazany na śmierć za dzieła miłosierdzia, czy za zdradę stanu? Czy jako Polak czy jako kapłan? Musiałem się z tego „tłumaczyć” w Watykanie. Ks. Jan Macha będąc Polakiem i angażując się na rzecz swojej ojczyzny, pomagając ludziom, umarł za wiarę, choć nikt od niego nie wymagał zaparcia się wiary, tak jak bywało to w starożytności. Został zamordowany za dzieła miłości świadczone innym. A pozostaje to w ścisłym związku z postawą chrześcijańską. „Jezus mówi: bądźcie miłosierni, wszystko, to co uczyniliście jednemu z tych braci najmniejszych, Mnieście uczynili”... . Ks. Jan za to waśnie został zamordowany, że nie ustał, że nie poddał się świadcząc miłosierdzie potrzebującym. Robił to wszystko jako kapłan posłuszny Kościołowi i jego misji. Znał wypowiedź papieża Pius XI, który w 1937 roku w encyklice „Mit brennender Sorge”, skierowanej przeciwko narodowemu socjalizmowi, skrytykował antykościelną politykę Hitlera, a zarazem zwrócił się z apelem do kapłanów, by w obliczu ideologii narodowosocjalistycznej nie sparaliżował ich lęk, by nie zaniechali wspierania najbardziej potrzebujących. To właśnie realizował ks. Jan.

A wyrok śmierci otrzymał, gdyż nie podporządkował się prawu niemieckiemu. A dlatego nie podporządkował się, że jako chrześcijanin i jako kapłan ponad prawem stawiał sumienie. Zareagował po kapłańsku, jak dobry pasterz. Zatroszczył się o owce. Niemieccy naziści, jak wszyscy inni prześladowcy Kościoła, maskując swoje prawdziwe zamierzenia nie występowali jawnie przeciw Bogu i Kościołowi, ale twierdzili, że trzeba zrobić porządek z tymi kapłanami, którzy występują przeciw władzy, przeciw państwu. I w tym właśnie kręgu znalazł się ks. Jan Macha. Proces, który był prowadzony przeciwko niemu, prowadzony był co prawda w kategoriach politycznych i akt oskarżenia zawiera zarzut zdrady stanu. Jednak ze świadectw jasno wynika, że ks. Macha został aresztowany, był prześladowany i skazany na śmierć jako kapłan i organizator opieki społecznej, który był niekwestionowanym autorytetem wśród młodych, pociągając ich do realizacji chrześcijańskiej idei caritas.

Zarzuty mu stawiane należy więc odczytywać w kontekście ataków na Kościół i duchowieństwo. Najbardziej aktywnych księży starano się wyeliminować ze społeczeństwa - i szukano prawnych podstaw do ich aresztowania i zabicia. Tak było też w przypadku duchownych niemieckich, np. ks. Bernarda Lichtenberga z Berlina, później błogosławionego. Istniał plan oskarżenia Kościoła o zdradę stanu. A ks. Jan Macha jako kapłan, który się wybijał, denerwował Niemców, że ciągnie za sobą młodych… Motywem tej zbrodni była też chęć zastraszenia innych. Musiał zostać zabity.

KAI: Co działo się z pamięcią o ks. Janie po jego śmierci? Czy można mówić o symptomach kultu?

- Podczas wojny pamięć o nim istniała, ale w ograniczonym wymiarze, przede wszystkim w rodzinie, w rodzinnej parafii jak i w parafii, gdzie był wikarym. Rodzina pieczołowicie przechowała wszystkie pamiątki jakie miała po ks. Janie. Nie było jego grobu, gdyż ciało zostało spalone prawdopodobnie w Auschwitz. Były za to listy od niego, różaniec, sutanna, brewiarz i inne przedmioty jakie po nim pozostały. To, co ze sobą miał w więzieniu, zostało oddane bliskim. Natomiast ciało spalono i zabroniono jakiejkolwiek formy uroczystego pogrzebu. Odbyła się tylko cicha msza przy pustym katafalku w kościele i bez organów.

Po wojnie, w 1945 r. w jednym z pierwszych numerów wznowionego „Gościa Niedzielnego” został opublikowany jego ostatni list, przetłumaczony na polski. W kolejnych numerach „Gościa” została przypomniana sylwetka męczennika. Jego rocznikowy kolega ks. Konrad Szweda, zresztą b. więzień Dachau, napisał o nim piękny artykuł: „Bohaterstwo”. W 1951 r. jego koledzy rocznikowi ufundowali symboliczny pomnik na cmentarzu w Chorzowie Starym. Była to odpowiedź na życzenie wyrażone w jego ostatnim liście, gdzie napisał, że pragnie aby urządzono na cmentarzu „cichy zakątek, żeby od czasu do czasu ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie »Ojcze nasz«.” Poza tym, od czasu do czasu pamięć o ks. Janie pojawiała się w różnych wspomnieniach, nawet w prasie emigracyjnej. Jego historię i przejmujący list zamieściła w swej książce Benedicta Kempner pisząca w latach sześćdziesiątych XX wieku o kapłanach postawionych przed trybunałem hitlerowskim.

KAI: Jak przebiegał proces beatyfikacyjny?

- Ks. Jan po raz pierwszy został wzięty pod uwagę przy okazji przygotowywania procesu 108. męczenników II wojny światowej. Ale tamten proces był prowadzony bardzo szybko. Była mowa o dwóch kandydatach z diecezji, więc szukano dość ewidentnych postaci, gdzie została już zgromadzona solidna dokumentacja. Ks. Jana brano pod uwagę, ale gdy sięgnięto po jego teczkę personalną w kurii, zawierała ona nieco ponad 50 stron i nikt nie wiedział, gdzie można znaleźć inne dokumenty. W takiej sytuacji pominięto tę kandydaturę.

W 2011 r. pojawił się film Dagmary Drzazgi, który mówi o tej postaci w dość niezwykły sposób. W 2012 r. abp Wiktor Skworc w 70. rocznicę śmierci ks. Jana Machy w porozumieniu z jego rodziną zorganizował Mszę św. w kaplicy w więzieniu w Katowicach, w którym zginął. A krótko później podjął decyzję o wszczęciu procesu.

Postulatorem procesu zarówno na etapie diecezjalnym, jak i watykańskim zostałem ja. 24 listopada 2013 r. w katowickiej katedrze Chrystusa Króla odbyła się pierwsza sesja etapu diecezjalnego procesu beatyfikacyjnego. Trwał on do 4 września 2015 r. W jego trakcie odbyło się 41 sesji, przesłuchano 27 świadków, a cenzorzy-teolodzy ocenili zachowane kazania ks. Machy. Akta zebrane w trakcie procesu zostały 15 września 2015 r. złożone w watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

KAI: Proces rozpoczął się w 70 lat po śmierci ks. Jana Machy. Czy żyli jeszcze świadkowie, których można było przesłuchać?

- Świadków, którzy znali Sługę Bożego było już bardzo niewielu. Ciekawostką jest to, że żyje jeden z kolegów kursowych ks. Machy! Jest to, mający aktualnie prawie 105 lat, ks. Józef Pośpiech, który od czasów wojny mieszka i pracuje jako duszpasterz za granicą (aktualnie w Szwajcarii). Były też osoby pamiętające go ze Starego Chorzowa, z parafii rodzinnej, m. in. dwaj ministranci, którzy towarzyszyli mu w czasie aresztowania. Byli także świadkowie „ex audito”, czyli ze słyszenia. Nie znalazł się żaden z jego kolegów czy współpracowników z działalności konspiracyjnej. To nie dziwi, gdyż w warunkach konspiracyjnych znani byli tylko ci, co ginęli, a nie znane były nazwiska tych, którzy przeżyli, więc nie sposób było do nich dotrzeć. Tym bardziej, że przez dziesięciolecia PRL-u ci ludzie nie mogli przyznać się do tej działalności. Natomiast zachowały się wcześniej spisane świadectwa oraz inne dokumenty. Ważne było np. świadectwo kapelana więziennego, spisane w latach 60-tych, a także świadectwa niektórych kolegów rocznikowych.

Jeśli chodzi o inne dokumenty historyczne niezbędne do procesu, to weszliśmy we współpracę z Instytutem Pamięci Narodowej. Zaprosiłem do komisji historycznej prokurator Ewę Koj. Jej współpracownicy w archiwum w Berlinie odnaleźli w 2014 r. akt oskarżenia oraz wyrok śmierci ks. Jana Machy. Wydawało się, że zostały one spalone przez Niemców opuszczających Katowice. A jednak odnalazły się, dzięki kopiom przesłanym do berlińskiej centrali.

KAI: A czy można mówić o jakiś elementach kultu, stwierdzonych podczas procesu beatyfikacyjnego?

- W czasie procesu ujawniły się osoby, które czcząc go jako męczennika, modliły się za jego wstawiennictwem. Ludzie przychodzili też licznie na jego symboliczny grób na cmentarzu. Zaczęły się też pojawiać pewne znaki działania Sługi Bożego, czego dowodem było wyproszenie różnych łask, nie wyłączając uzdrowień. Świadectwa te zostały dołączone do Positio. Nie były jednak badane jako cuda, gdyż proces o męczeństwo tego nie wymaga. Zresztą takie świadectwa wyjątkowych łask pojawiają się stale nowe.

KAI: Kiedy rozpoczął się etap watykański procesu beatyfikacyjnego i jak przebiegał?

- Watykańska część procesu rozpoczęła się 16 marca 2016 r. uroczystym otwarciem akt procesu diecezjalnego. Kongregacja wyznaczyła relatora, o. Zdzisława J. Kijasa OFM Conv, tym samym zaczął się etap studium i udowadniania męczeństwa Sługi Bożego. Napisane przez postulatora Positio, czyli dokument dowodzący świętości poprzez męczeństwo zostało złożone przez abp. Wiktora Skworca na ręce kard. Angelo Amato, prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych 11 grudnia 2017 roku. Dwukrotnie dyskutowali nad nim członkowie watykańskiej Komisji Historycznej (8 V 2018 i 19 VI 2018). Następnie dokument został przeanalizowany przez członków Komisji Teologicznej. Ostatecznie został przyjęty podczas kongresu Komisji Teologicznej 8 listopada 2018 r. 5 listopada 2019 r. odbyła się pod przewodnictwem prefekta kard. Angelo Becciu sesja zwyczajna kardynałów i biskupów członków Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Grono to uznało, że sługa Boży został zabity z nienawiści do wiary, a w Positio zostało dowiedzione, że jego śmierć miała charakter męczeński. Na tej podstawie papież nakazał wydać dekret beatyfikacyjny o męczeństwie Sługi Bożego ks. Jana Machy.

KAI: Jak brzmi uzasadnienie dekretu beatyfikacyjnego?

- W dekrecie, który jeszcze nie został opublikowany, mają się znaleźć między innymi takie zdania: „W mrokach niesprawiedliwego uwięzienia powierzył swoje życie Panu. W godzinie próby znalazł w Bogu siłę i łagodność, aby stawić czoła trudnej Kalwarii prześladowań” oraz „ofiarował swe życie bez urazy wobec prześladowców”. Dekret odwołuje się do tego, że naród polski w swojej udręczonej historii zaborów i okupacji zawsze uważał religię katolicką za element jednoczący i pomagający budować wspólnotę. Stąd zrozumiała jest postawa ks. Jana Machy, który zajął się organizacją pomocy charytatywnej, a prześladowca zabił Sługę Bożego jako kapłana „niewygodnego” dla reżimu z powodu jego działalności.

KAI: Jak będzie wyglądała uroczystość beatyfikacyjna? Czy nie jest ona zagrożona z powodu epidemii, podobnie jak beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego? Jak wyglądają przygotowania na Śląsku oraz w całej Polsce?

- Do beatyfikacji przygotowujemy się od momentu, kiedy papież podjął decyzję, że będzie ona możliwa. Następnie abp Wiktor Skworc w porozumieniu z sekretariatem stanu Stolicy Apostolskiej ustalił datę beatyfikacji ks. Jana na 17 października 2020 r. Legatem papieskim będzie prefekt Kongregacji ds. Świętych kard. Angelo Becciu.

Organizacją uroczystości zajmuje się powołany przez abp. Skworca specjalny komitet powołany do przygotowania beatyfikacji. Poszczególne działania i inicjatywy są opracowywane i koordynowane przez sekcje: formacyjną (modlitewną, ewangelizacyjną, katechetyczną), liturgiczno-muzyczną, promocyjną (medialną, graficzno-wydawniczą) oraz logistyczno-ekonomiczną. Kiedy jednak ruszyliśmy z tymi pracami, przyszła zaraza. Nie oznaczało to bynajmniej, że spoczęliśmy na laurach. Każdy z nas w swoim wymiarze pracuje.

KAI: Jak prowadzona jest popularyzacja, gdyż jest to postać poza Śląskiem niemal nieznana?

- W seminarium duchownym w Katowicach przygotowywana jest izba pamięci ks. Jana. Zostaną do niej przekazane wszystkie pamiątki, jakie po nim pozostały. Niebawem ukaże się książka w przystępnej dla każdego formie przybliżającą postać śląskiego męczennika. Jej autorką jest Agnieszka Huf związana z "Gościem Niedzielnym". Napisałem też wiele artykułów naukowych o ks. Masze i opublikowałem jego listy i kazania. Od kilku lat istnieje portal www.ksmacha.pl, gdzie znaleźć można wiele informacji o Słudze Bozym i procesie beatyfikacyjnym. Ponadto w ostatnich miesiącach stworzony został portal internetowy: www.janamacha.gosc.pl, którego autorem jest dr Andrzej Grajewski. Redakcja „Gościa Niedzielnego” przygotowała też dwa konkursy. Pierwszy adresowany jest do Parafialnych Zespołów Caritas i grup charytatywnych. Chodzi o przygotowanie projektu aktywizującego osoby starsze w parafii. Drugi konkurs skierowany jest do młodych sportowców.

Na tydzień przed beatyfikacją ma się odbyć turniej piłki ręcznej pod jego patronatem. O szczegółach obu konkursów informuje „Gość Niedzielny” i portal www.janmacha.gosc.pl. Ponadto przygotowywany jest nowy film dokumentalny, reżyserowany przez Wojciecha Królikowskiego. Pokaże on nie tylko osobę i życie ks. Jana, ale i proces beatyfikacyjny. Film przygotowuje TVP Katowice. Ukaże się przed beatyfikacją.

KAI: Sama uroczystość beatyfikacyjna gdzie się odbędzie?

- W Katowicach w katedrze Chrystusa Króla 17 października br. o 10-tej. Wokół niej mają być rozstawione telebimy i ufamy, że sektory dla wiernych. Oczywiście zobaczymy na co pozwoli epidemia, gdyż na razie Śląsk jest mocno zainfekowany. Spodziewamy się też delegacji z Niemiec, tym bardziej, że nasz arcybiskup od lat jest członkiem kościelnej Grupy Kontaktowej polsko-niemieckiej.

KAI: Jakim wzorem świętości jest ks. Jan Macha. Jako zwykli śmiertelnicy co możemy zrobić, by iść po jego śladach?

- Potrzebne nam są trwałe punkty odniesienia i wyraźne świadectwo tych, którzy oddali życie z miłości do Chrystusa. To może pomóc nam odnowić zapał wiary. Męczennicy, ich postawa, wybory, podejmowane decyzje, rezygnacja z łatwego życia, są widocznym przykładem, w jaki sposób zaangażować całe swoje życie w wyborze miłości wobec Boga i bliźnich. Także dziś, kiedy coraz trudniej oprzeć się stylowi życia promującemu to, co łatwe i przyjemne.

W czasach współczesnych potrzeba wyraźnych świadków miłości heroicznej i dlatego tym większa jest wartość jego przykładu życia i niezachwianej wiary. Jest wzorem dla współczesnych ludzi, którzy chcą nadać sens swojemu życiu i nie zadowalać się tym, co ulotne, często negatywne, zaproponowane przez współcześnie dominujące trendy.

I jeszcze jedno. Ks. Jan Macha ma być patronem Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego. To niezwykle ważna wskazówka dla seminarzystów i młodych kapłanów: masz trwać wiernie w powołaniu, być wrażliwym na Boga i wyczulonym na ludzką biedę.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Sekretarz stanu USA wywiera nacisk na Stolicę Apostolską ws. Chin

2020-09-20 19:01

[ TEMATY ]

Sekretarz Stanu

Mike Pompeo

wpolityce.pl

Przed swą wizytą w Watykanie, zaplanowaną na 29 września, amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo próbuje wywrzeć wpływ na Stolicę Apostolską, by nie przedłużała porozumienia z Chinami z 2018 r. w sprawie nominacji biskupich. Jego obowiązywanie wygasa w październiku br.

Treść podpisanego 22 września 2018 r. w Pekinie Tymczasowego Porozumienia między Stolicą Apostolską a Chińską Republiką Ludową pozostaje poufna, wiadomo jednak, że choć w procesie nominacji biorą udział chińskie władze, to ostateczna decyzja w sprawie nominacji należy do papieża.

Porozumienie doprowadziło też do uznania przez papieża biskupów wyświęconych wcześniej z nominacji władz, bez zgody papieskiej. Dzięki temu po raz pierwszy od 60 lat cały episkopat Chin pozostaje w łączności ze Stolicą Apostolską.

Jednocześnie chińskie władze zaakceptowały od tamtej pory pięciu biskupów mianowanych w minionych latach przez papieża bez ich zgody. Natomiast w sierpniu br. odbyły się święcenia dwóch pierwszych biskupów mianowanych na mocy porozumienia.

Nadal jednak komunistyczne władze prześladują te wspólnoty i osoby, które nie chcą podporządkować ich polityce sinizacji religii.

W serii tweetów Pompeo napisał, że „Stolica Apostolska zawarła porozumienie z Komunistyczną Partią Chin, mając nadzieję, że pomoże chińskim katolikom”. – Ale nadużycia KPCh wobec wiernych się tylko pogorszyły. Odnawiając porozumienie, Watykan naraziłby na szwank swój moralny autorytet – ostrzegł sekretarz stanu USA.

W podobnym duchu wypowiedział się w artykule opublikowanym na łamach pisam „First Things”. Wskazał w nim, że jeśli Komunistyczna Partia Chin zdoła podporządkować sobie Kościół katolicki i inne wspólnoty religijne, wówczas umocnią się reżimy pogardzające prawami człowieka i wzrośnie koszt oporu wobec tyranii przez „odważnych wiernych”.

W kolejnym tweecie sekretarz stanu USA podkreślił, że Departament Stanu zabiera głos w sprawie wolności religijnej w Chinach i nadal to będzie robił, stając u boku chińskich katolików. – Prosimy Watykan, by się do nas przyłączył – napisał Pompeo. Dodał także, że „Watykan powinien być u boku katolików i ludności Hongkongu”, gdzie władze aresztują katolików walczących o wolność.

CZYTAJ DALEJ

Rzecznik rządu: Kubów i Soboń wezmą udział w tym tygodniu w rozmowach z górnikami

2020-09-21 20:20

[ TEMATY ]

górnictwo

P. Tracz / KPRM

W tym tygodniu na Śląsk uda się szef gabinetu politycznego premiera Krzysztof Kubów oraz wiceszef MAP Artur Soboń, który odpowiada za kopalnie i będą prowadzili rozmowy ze strajkującymi górnikami - poinformował w poniedziałek w Polsat News rzecznik rządu Piotr Müller.

"To są przedstawiciele premiera, którzy mają pełnomocnictwa, aby z przedstawicielami górników ustalać wszelkie decyzje" - dodał.

Rzecznik rządu podkreślił, że na obecnym etapie trzeba scharakteryzować rozbieżności między górnikami a rządem.

"Premier Mateusz Morawiecki, jeśli pojawią się rozbieżności, rozstrzygnie na sam koniec, w którą stronę idziemy" - powiedział Müller.

"Chodzi o to, aby jeżeli będą restrukturyzowane kopalnie, żeby z biegiem lat, mówimy o procesie kilkudziesięcioletnim, jednocześnie gwarantować nowe inwestycje na Śląsku, nowe technologie, które będą gwarantował atrakcyjne miejsca pracy na Śląsku" - dodał rzecznik rządu.

Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy (MKPS) ogłosił, że rozpoczęty w poniedziałek po południu podziemny protest górników w kopalniach Ruda i Wujek rozszerzy się na inne kopalnie Polskiej Grupy Górniczej. Na najbliższy piątek związkowcy zaplanowali natomiast manifestację w Rudzie Śląskiej. W poniedziałek minął termin, w którym związkowcy oczekiwali rozpoczęcia rozmów z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego.

Związkowcy chcą rozmawiać o zasadach transformacji górnictwa i energetyki oraz - w tym kontekście - o przyszłości Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Uważają, że transformacja regionu powinna być rozłożona na około 40 lat i kwestionują tempo odchodzenia od węgla w energetyce, wynikające z projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Ich zdaniem, realizacja tej polityki oznaczałaby zamknięcie kopalń węgla kamiennego do 2036-37 r., co przyniosłoby - ich zdaniem - katastrofalne skutki społeczne i gospodarcze.

Przed tygodniem związkowcy ogłosili pogotowie strajkowe i reaktywowali Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. W jego skład weszły największe działające w regionie związki: Solidarność, OPZZ, Kadra i Sierpień'80. Kolejne posiedzenie MKPS zaplanowano w Katowicach na wtorkowe popołudnie. Również we wtorek związkowcy mają przedstawić aktualne informacje o skali rozpoczętego w kopalniach protestu pod ziemią. (PAP)

autor: Mateusz Roszak

mro/ mrr/ skr/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję