Reklama

Spotkanie z abp. Mieczysławem Mokrzyckim

2014-05-29 10:06

Adam Łazar
Edycja zamojsko-lubaczowska 22/2014, str. 4

Adam Łazar

Metropolita Lwowski abp Mieczysław Mokrzycki spotkał się 7 maja br. z lubaczowską młodzieżą, która w tym roku przystąpi do sakramentu bierzmowania. Podzielił się wspomnieniami dotyczącymi życia i pracy Ojca Świętego Jana Pawła II. Rodak z parafii w Łukawcu, kapłan wyświęcony w lubaczowskiej prokatedrze, był przez 9 lat drugim osobistym sekretarzem Papieża Polaka. – Od początku swego pontyfikatu był wrażliwy na potrzeby młodych. Zawsze chciał spotykać się z młodzieżą – zaczął swą opowieść o św. Janie Pawle II. – Zależało mu, by młodzi nie pobłądzili na drogach swego życia. Uwrażliwiał wszystkich, by młodych otaczali szczególną troską, właściwie ją ukierunkowali. Stawiał młodym też wymagania – mówił abp Mieczysław Mokrzycki.

Rytm dnia Papieża

– Przygotowywał się do udanego życia od lat dziecięcych i młodzieńczych. Opowiadał mi pan Jerzy – kolega Papieża pochodzenia żydowskiego, którego Jan Paweł II zapraszał do Rzymu – jak razem bawili się i uczyli: „Karol grał dobrze w piłkę, najczęściej stał na bramce, co nie znaczy, że był słabym napastnikiem. Często spoglądał na zegarek, by nie przedłużać gry. Razem odrabialiśmy lekcje. Karol był lepszy ode mnie w nauce. Pomagał mi. Gdy odrobiliśmy zadanie z danego przedmiotu, wychodził do drugiego pokoju. Zastanawiałem się, po co, czy do łazienki, albo coś zjeść. Pewnego dnia drzwi były lekko uchylone i zobaczyłem, że Karol się modli. Dziękował Bogu za odrobiony przedmiot i prosił o dary Ducha Świętego w odrabianiu następnego przedmiotu”.

Był bardzo wrażliwy na działanie łaski Bożej. Miał ustalony program dnia, którego ściśle się trzymał. Po porannej toalecie był pacierz taki jak przed I Komunią św., a więc: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Wierzę w Boga Ojca, X Przykazań, Przykazania kościele, Prawdy wiary, Modlitwa o dary Ducha Świętego. Codziennie odmawiał Różaniec. Wstępował do kaplicy, by lepiej przygotować się do odprawienia Mszy św., która dla niego była bardzo ważna. Zapraszał na nią gości. Potem było śniadanie, a po nim praca w gabinecie przy biurku, a więc pisanie listów, encyklik, homilii. Od godz. 11.30 były audiencje, podpisywanie dokumentów, obiad, modlitwa w kaplicy, półtoragodzinne czytanie lektury. Od godz. 18 do 19 były audiencje współpracowników, spotkania z papieskimi ministrami. Zanim zasiadaliśmy do kolacji, Papież wchodził do kaplicy, odmawiał w niej brewiarz, nieszpory i inne swoje modlitwy. Potem znów półtorej godziny czytania lektur. Każdego piątku przez cały rok, a nie tylko w okresie Wielkiego Postu, Ojciec Święty odprawiał Drogę Krzyżową. W każdy czwartek adorował Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Nigdy tych nabożeństw nie opuścił. Gdy byłem na studiach doktoranckich w Rzymie, koledzy podejrzewali, że Ojciec Święty sam nie pisze tych swoich przemówień, homilii, encyklik; nie ma na to czasu. Ja też tak myślałem. Gdy zostałem sekretarzem Papieża, to przekonałem się, że pisze je własnoręcznie. Miał na to czas, bo ściśle przestrzegał przyjętego rytmu pracy dnia – snuł opowieść abp M. Mokrzycki. – Za nic nie chciał Ojciec Święty zmienić swojego planu dnia. Gdy był bardziej chory i coraz starszy, sekretarz Stanisław Dziwisz w naszym imieniu proponował, żeby zrezygnował z niektórych praktyk religijnych, czytania lektury. Usłyszeliśmy odpowiedź Ojca Świętego: – Nigdy tego nie zrobię, to mnie trzyma.

Reklama

Czytanie książek i artykułów oraz uciszanie bólu

Pytany, ile czasu Papież poświęcał czytaniu, Arcybiskup odpowiedział: – Trzy godziny dziennie, półtorej po obiedzie i półtorej po kolacji. Kiedy Papież dostawał książkę, musiał ją oglądnąć, przeczytać kilka stron. Gdy już nie mógł czytać sam, przychodziła w poniedziałek siostra zakonna, zabierała te książki i dokonywała ich streszczenia. Te książki, które mu się podobały, czytała mu siostra lub ja w ciągu tygodnia. Czytaliśmy też wybrane artykuły z prasy.

Czy Papież się denerwował, uderzał pięścią w stół? – Ojciec Święty był zawsze spokojny, nie denerwował się, był opanowany. To prawda, że czasem widzieliśmy w telewizji, że ręką uderzał w stół. Uderzał czasem i w oparcie tronu, na którym siedział. Papież był chory. Miał czasem szum w uszach. Bolała go ręka. Uderzanie nią w stół czy oparcie fotela dawało mu chwilowe uciszenie tego bólu, uspokojenie – odpowiedział Arcybiskup.

Rozwijajcie swoje talenty i pasje

Metropolita Lwowski przypomniał, że Karol Wojtyła jako młodzieniec był utalentowany. Chciał być aktorem. Grał w teatrze. Te zdolności przydały się mu później jako biskupowi, kardynałowi i papieżowi. Przyznawał się do błędu. Gdy pojawił się na balkonie po wyborze na papieża, powiedział po włosku: – Jeśli zrobię błąd w waszym języku (i poprawił się) w naszym języku, to mnie poprawcie. Ujął tym Włochów. Uznali go za swojego Papieża. Dzieci pisały listy. Poprawiały błędy, gdy zauważały nieprawidłowości w wymowie niektórych wyrazów włoskich. Przez to zawiązała się więź Papieża z nimi. Papież realizował swoje zainteresowania. Pisał poezję, książki, lubił teatr, muzykę, zapraszał do siebie artystów. Słuchał koncertów. Przed Ojcem Świętym wystąpił też teatr – balet oraz chór z Lubaczowa. Kochał sport, jeździł na nartach, potem robił spacery w góry, korzystał z basenu. Udzielał dziennikarzom wywiadów. Jeden z nich zapytał: „Czy to nie przesada – basen dla Papieża?”. Usłyszał odpowiedź: „Pytałem w Watykanie, ile kosztuje konklawe, przyjazd kardynałów, ich utrzymanie, itp. Zmarł papież Paweł VI. Po nim został wybrany Jan Paweł I. Był papieżem 33 dni. I znów wybór mnie. W krótkim czasie dwa konklawe. Lepiej zatem dbać o zdrowie papieża, bo to mniej kosztuje niż częste konklawe”.

Abp Mieczysław Mokrzycki zachęcał młodych do rozwoju swoich talentów. Robienia tego, co się lubi, co daje satysfakcję i radość. Życzył spełnienia swojego powołania. I co najważniejsze, nie zerwania kontaktu z Panem Bogiem.

Tagi:
abp Mokrzycki

Proszę o modlitwę...

2019-01-23 11:27

Z abp. Mieczysławem Mokrzyckim rozmawiał we Lwowie Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 4/2019, str. 20-21

Abp Mieczysław Mokrzycki od 10 lat jest metropolitą lwowskim. Wcześniej był osobistym sekretarzem Jana Pawła II i Benedykta XVI. To jedyny w historii Polak, który był sekretarzem dwóch papieży. W wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o minionej dekadzie w archidiecezji lwowskiej i planach na przyszłość.

Krzysztof Tadej

KRZYSZTOF TADEJ: – Jaka jest obecnie sytuacja na Ukrainie?

ABP MIECZYSŁAW MOKRZYCKI: – Wielu mieszkańców obawia się, co będzie dalej. Sytuacja jest niestabilna. Od 5 lat trwa wojna na wschodzie kraju. Krym nadal jest okupowany. Ostatnie wydarzenia – aresztowanie przez rosyjski sąd 24 marynarzy – tylko pogłębiło te obawy. Wprowadzenie, pod koniec 2018 r., stanu wojennego w niektórych ukraińskich obwodach było reakcją na potencjalne zagrożenie. W rozmowach z mieszkańcami dominują niepokój i lęk. Dlatego zawsze proszę i apeluję o modlitwę o pokój na Ukrainie.

– A sytuacja ekonomiczna? Czy warunki życia na Ukrainie nadal są bardzo trudne?

– To zależy od sytuacji konkretnych rodzin. Wiele osób z terenów wschodnich szuka pomocy. Niektórzy wyjeżdżają do innych krajów, w tym do Polski. Starają się o polepszenie swojego bytu. Z reguły spotykają się z życzliwością i pomocą, choć nieraz słyszę, że w Polsce jakiemuś obywatelowi Ukrainy ktoś nie zapłacił, oszukał go, źle potraktował. Wiele z takich osób słabo zna język polski i nie może skutecznie dochodzić swoich praw. Nie można akceptować takich zachowań! Nie można tak traktować bliźniego! To grzech! Wielu obywateli Ukrainy znajduje się nadal w bardzo trudnej sytuacji. Nie każdy, oczywiście, może komuś zaoferować pracę, ale zwykła ludzka życzliwość, wyciągnięta pomocna dłoń, nieraz porada, informacja są niezwykle ważne. Pamiętajmy o słowach Pana Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Czynienie dobra dla potrzebujących powinno być bezwarunkowe. Nie pytajmy np., czy ktoś jest z Kościoła prawosławnego, greckokatolickiego czy katolickiego. Po prostu pomagajmy. Na tyle, na ile możemy.

– Od ponad 10 lat jest Ksiądz Arcybiskup metropolitą lwowskim katolików obrządku łacińskiego. Jak w tym okresie rozwijał się Kościół katolicki w archidiecezji lwowskiej?

– Od 1991 r., czyli od ogłoszenia niepodległości Ukrainy, następowało tam odrodzenie życia religijnego po trudnych czasach komunizmu. Wtedy, ale i obecnie możemy mówić o wiośnie Kościoła. On się ciągle rozwija. Mój wielki poprzednik – kard. Marian Jaworski tworzył struktury Kościoła katolickiego – powoływał parafie i odzyskiwał kościoły. Musiał pokonać wiele trudności. Wiązało się to z ogromnym wysiłkiem i poświęceniem. Kiedy powierzono mi archidiecezję w 2008 r., miałem już łatwiej. Mogłem więcej czasu poświęcić na budowanie „żywego” Kościoła – na zwiększenie zakresu katechizacji, na wprowadzenie ruchów kościelnych. Dzisiaj bardzo aktywnie działają np. Ruch Światło-Życie, Rycerze Kolumba czy Domowy Kościół. Cieszy mnie, że w kościołach ciągle widać nowe twarze. Ludzie przychodzą, bo chcą pogłębić swoją wiarę lub wrócić do Kościoła katolickiego. Są też tacy, którzy zjawiają się po raz pierwszy. Sukcesy ewangelizacyjne nie byłyby możliwe bez ogromnego zaangażowania sióstr zakonnych i kapłanów. Podziwiam ich ofiarność i poświęcenie. Pomagają chorym, biednym, samotnym i tym, którzy przeżywają różne problemy. Rozprowadzają też pomoc materialną, dary z Polski: leki, żywność, środki chemiczne, zabawki dla dzieci. Dzięki ofiarności ludzi dobrej woli najbiedniejsze dzieci mogą otrzymać po lekcjach posiłek. Siostry zakonne i kapłani towarzyszą ludziom w trudnościach codziennego życia. Swoją postawą dają świadectwo wiary, która zawsze jest związana z radością i nadzieją. Nadzieją jest życie wieczne.

– W ostatnich 10 latach w archidiecezji lwowskiej były prowadzone różne inwestycje. Które z nich są najważniejsze?

– To wynika z konieczności i potrzeb. Do dzisiaj w 10 parafiach kapłani nie mają jeszcze miejsca, w którym mogą zamieszkać. Nocują w prowizorycznych pomieszczeniach nad zakrystią lub wynajmują skromne pomieszczenia. Budujemy też nowe świątynie. Dla mnie wielką radością jest budowa kościoła pw. św. Jana Pawła II. W 2020 r. będziemy przeżywali 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II i myślę, że kościół już będzie gotowy. We Lwowie, w dzielnicy Brzuchowice, utworzyliśmy ośrodek rekolekcyjny i formacyjny. Powstały tam Dom Pielgrzyma i Dom Miłosierdzia. Klerycy seminarium mają już dobre warunki do studiowania i zamieszkania. W okolicach lwowskiego hipodromu, gdzie w 2001 r. Mszę św. odprawił Jan Paweł II, rozpoczęliśmy budowę klasztoru klauzurowego dla sióstr benedyktynek. Będzie to jedno z najważniejszych miejsc w archidiecezji. Miejsce nieustannych, codziennych modlitw i adoracji Najświętszego Sakramentu.

– Został również wyremontowany Pałac Arcybiskupów we Lwowie.

– To materialny symbol odradzającego się Kościoła katolickiego na Ukrainie. Odzyskaliśmy budynek w opłakanym stanie. Dzięki ofiarności różnych instytucji i osób fizycznych możemy się nim dzisiaj szczycić. Mieści się w nim wiele instytucji kościelnych, takich jak: Kuria Archidiecezji, Sąd i Trybunał Metropolitalny, Księgarnia Świętego Pawła czy muzeum z wieloma cennymi dokumentami, pamiątkami, obrazami. Są tam również osobiste rzeczy papieży – Jana Pawła II i Benedykta XVI.

– Ksiądz Arcybiskup nieraz podkreśla, że wiele się nauczył od wiernych swojej archidiecezji. Czym dokładnie Ekscelencja jest zafascynowany?

– Wiarą ludzi. Ich zaangażowaniem w życie Kościoła, a także identyfikowaniem się z Kościołem. Myślę, że na zachodzie Europy, gdzie wierni mają do dyspozycji tak wiele wspaniałych świątyń, nie ma takiej identyfikacji. U nas, gdzie często kościoły nie są tak ładnie oświetlone i dobrze ogrzane, nie mają organów ani pięknego wyposażenia, jest inaczej. Piękni są ludzie, którzy zawierzają swoje życie Panu Bogu. Można podziwiać ich wiarę. Prosto, niemal z dziecięcą ufnością, odnoszą się do Pana Boga, powierzają Mu wszystkie swoje troski.

– Czy jest realna szansa, żeby papież Franciszek przyjechał do tych ludzi? Czy Ojciec Święty w najbliższych latach odwiedzi Ukrainę?

– Przy każdej okazji zapraszamy Ojca Świętego. On stale nam powtarza, że o nas pamięta. Zapewnia o modlitwach za Ukrainę. Znając sposób podejmowania decyzji przez Franciszka, mam nadzieję, że zaskoczy wszystkich i przyjedzie. I tu, na tej ziemi, będzie prosił o pokój i zaapeluje o zaprzestanie walk.

– Ksiądz Arcybiskup jest jedynym Polakiem, który często spotyka się z papieżem emerytem Benedyktem XVI. Jak on się czuje?

– Mimo podeszłego wieku, bo Ojciec Święty ma już przecież ponad 91 lat, gdy się spotykamy, jest pogodny i uśmiechnięty. Nieco ciszej mówi, fizycznie jest słabszy, ale nie zwracam na to uwagi. Czuję się przy Papieżu jak u siebie w domu, jak za dawnych lat, kiedy byłem jego sekretarzem. I on podkreśla, że ten dom jest zawsze dla mnie otwarty. Ostatni raz spotkaliśmy się pod koniec października ubiegłego roku. Rozmawialiśmy ponad godzinę. Ojciec Święty pytał o Kościół katolicki na Ukrainie, o codzienną posługę, o moje radości i kłopoty. Prosił, żeby przekazać od niego błogosławieństwo kapłanom, siostrom zakonnym i wiernym. Podkreślił, że stale o nas myśli i się za nas modli. Żałował, że w czasie swojego pontyfikatu nie przyjechał na Ukrainę. Pytał również o Polskę. Zawsze kojarzy mnie z Janem Pawłem II i Polską, dlatego i tym razem spytał, co się dzieje w Polsce, jak się mają sprawy Kościoła.

– Czy to prawda, że spytał również o... psa?

– A, tak! Gdy już wychodziłem, zapytał, co u Rolfa. Na początku nie zrozumiałem, o co chodzi – wcześniej przecież rozmawialiśmy o bardzo poważnych sprawach. Po chwili ciszy ponownie zapytał: „Co u Rolfa? Strażnika domu, owczarka niemieckiego...”. Byłem zdumiony, że zapamiętał imię mojego psa. I tak na koniec, przez dłuższą chwilę rozmawialiśmy z humorem o zwierzętach. Papież w którymś momencie powiedział: „Pamiętam to imię, bo mój pierwszy proboszcz też miał owczarka niemieckiego, który miał na imię... Rolf!”. I tak, w wesołej i pogodnej atmosferze, pożegnaliśmy się i podziękowaliśmy sobie wzajemnie. Na koniec tej rozmowy chcę też złożyć podziękowania wszystkim pracownikom „Niedzieli” za ich pracę. Dzięki wam dobra nowina może docierać do wielu osób. Jestem wdzięczny również czytelnikom tygodnika „Niedziela” za modlitwy, za wsparcie duchowe i materialne archidiecezji lwowskiej. Razem tworzymy wielką rodzinę, która przez modlitwę przyczynia się do budowania królestwa Bożego na ziemi. Bardzo wszystkim dziękuję i życzę wspaniałego 2019 r.!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Aborcyjny prezent na Święto Niepodległości

2019-11-10 21:31

Artur Stelmasiak /Niedziela

Kiedy 11 listopada 2019 obchodzimy Święto Niepodległości, nie wszyscy Polacy będą mieli powód do radości. Dokładnie tego dnia traci ważność skarga ws. aborcji do Trybunału Konstytucyjnego. Oznacza to, że w prezencie dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej z okazji 101. rocznicy odzyskania Niepodległości dokładnie 11 listopada umiera kolejna próba ochrony życia. Mimo wielu zapowiedzi i rozbudzanych nadziei będzie tak jak jest, czyli życie straci około trzech maleńkich Polaków dziennie. Kto jest temu winny?

Artur Stelmasiak

Bezpośrednią odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi prezes Trybunału Julia Przyłębska, a pośrednią jej polityczni mocodawcy. Wszyscy bowiem nie mają złudzeń, że aborcyjne prawo w Polsce jest niekonstytucyjne, bo dyskryminuje osoby podejrzane o niepełnosprawność. Niestety pani prezes przez ponad 2 lata skutecznie obroniła niekonstytucyjne prawo zezwalające na zabijanie najmniejszych i najbardziej bezbronnych Polaków.

Sprawa aborcji ma jednak dłuższą historię polityczną i bardzo dużą odpowiedzialność ponoszą liderzy partii rządzącej. Pani prezes Przyłębska blokowała rozpatrzenie sprawy aborcji eugenicznej w Trybunale, a partia rządząca równolegle blokowała ustawę obywatelską w Sejmie.

Gdy Prawo i Sprawiedliwość przez osiem lat było w opozycji popierało wszystkie projekty ochrony życia. Kiedy w 2013 roku do sejmu trafił identyczny projekt jak Zatrzymaj Aborcję posłowie Prawa i Sprawiedliwości poparli go jednogłośnie. To wtedy posłowie w sejmie na czele z Jarosławem Kaczyńskim witali Kaję Godek owacją na stojąco.

PiS w swoim programie wyborczym z 2014 r. miał jasno wpisaną ochronę życia. Po przejęciu władzy w 2015 roku liderzy PiS obiecywali, że poprą Stop Aborcji, który chroniłby życie wszystkich dzieci poczętych. Niestety prorządowe media, ani media publiczne nie informowały o projekcie, co doprowadziło do manipulacji i histerii na ulicach.

Po czarnych protestach w 2016 roku liderzy PiS na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim obiecali zakaz aborcji eugenicznej. Środowiska pro-life oraz Konferencja Episkopatu Polski pomogli partii rządzącej wywiązać się z tej obietnicy i przy pełnym poparciu Kościoła przyniesiono do sejmu prawie milion podpisów ws. aborcji eugenicznej. To jest historyczny rekord w tego typu akcjach. Podczas pierwszego czytania w sejmie projekt uzyskał rekordową liczbę popierających go posłów. Większość za życiem była tak miażdżąca, że ocierała się prawie o większość konstytucyjną.

Po pierwszym czytaniu projekt Zatrzymaj Aborcję trafił do Komisji Rodziny i Polityki Społecznej, a w miedzy czasie uzyskał także pozytywną opinię sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Na tym dobre wieści z sejmu się skończyły, bo ówczesna szefowa komisji Rodziny poseł Bożena Borys-Szopa przez wiele tygodni skutecznie blokowała rozpatrywanie projektu. Nawet, gdy dochodziło do głosowania na komisji to większość polityków PiS głosowało w koalicji z posłami PO i Nowoczesnej skutecznie torpedując dalsze prace nad ochroną życia. W lipcu 2018 roku powołano specjalną podkomisję, do której weszli starannie wyselekcjonowani posłowie PiS. Okazało się, że to najgorsza podkomisja chyba w historii sejmu, bo nie zebrała się ani razu. Osobiście za obronę aborcji eugenicznej odpowiedzialni są posłowie PiS: Grzegorz Matusiak (przewodniczący), Anita Czerwińska, Ewa Kozanecka, Urszula Rusecka, Teresa Wargocka. Na szczęście projekty obywatelskie takie jak Zatrzymaj Aborcję przechodzą na następną kadencję sejmu i nic nie szkodzi, by politycy wreszcie się zajęli sie tym wielkim apelem pro-life prawie miliona Polaków.

Kilka tygodni przed złożeniem projektu Zatrzymaj Aborcję 107. posłów głównie z PiS złożyło wniosek do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej. Ta droga wydawała się łagodniejsza, bo mniej polityczna i omijająca sejmowe waśnie oraz społeczne emocje. Trybunał Konstytucyjny już kiedyś stanął na wysokości, gdy lewica w 1996 roku wprowadziła aborcje ze względów społecznych. Prezes TK prof. Andrzej Zoll uporał się wówczas z aborcją w pięć miesięcy. Przeszedł do historii jako wybitny prawnik i mąż stanu ws. konstytucyjnej ochrony życia. Natomiast Julia Przyłębska zapisze się w historii, jako prezes TK, która przez ponad 2 lata blokuje sędziów przed orzekaniem i jest skuteczną obrończynią niekonstytucyjnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci.

Kilka dni temu ogrodzenie Trybunału Konstytucyjnego zostało udekorowane wstążeczkami. Niestety nie były to wstążki biało-czerwone, ale tylko czerwone, bo symbolizowały ofiary aborcji. Kokardek było ponad sto, a powinno być ok. 2100, bo tyle dzieci zostało "legalnie" zabitych w polskich szpitalach od 27 października 2016 roku, gdy wniosek posłów został złożony w Trybunale Konstytucyjnym. Wniosek do TK ws. aborcji eugenicznej traci ważność dokładnie 11 listopada 2019 roku z okazji 101. rocznicy odzyskania niepodległości. To bardzo "brzydki prezent" dla Polaków i trochę smutne jest tegoroczne święto.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

GRAND PRIX festiwalu dla Michała Kondrata za film "Miłość i Miłosierdzie"

2019-11-12 21:43

Kinga Polak-Gieroń

W Warszawie zakończył się XIV Festiwal Polonijny Losy Polaków 2019 organizowany w ramach wieloletniego Programu „Niepodległa”. Jury XIV Festiwalu Polonijnego pod przewodnictwem, reżysera Pawła Woldana przyznało GRAND PRIX dla Michała Kondrat za film „Miłość i Miłosierdzie”. Nagrodę z rąk Grzegorza Seroczyńskiego, dyrektora Biura Polonijnego Kancelarii Senatu odebrali aktorka Kamila Kamińska – odtwórczyni roli Faustyny i dyrektor Kondrat Media – Marek Trojak.

Materiały prasowe
Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”

Do konkursu zostało zgłoszonych 90 prac festiwalowych: filmów i programów telewizyjnych, programów radiowych, programów multimedialnych oraz kilkudziesięciu portali internetowych ukazujących życie Polaków w 19 krajach świata m.in. w Australii, Białorusi, Francji, Hiszpanii, Indiach, Irlandii, Izraelu, Kanadzie, Kazachstanie, Litwie, Niemczech, Rosji, Turcji, Szwecji, Ukrainie, USA, Wielkiej Brytanii i Polsce.

Natomiast wydanie DVD wraz z książką filmu „Miłość i Miłosierdzie” jest w pierwszej trójce najlepiej sprzedających się filmów na DVD w Empiku (TOP filmy)

Wydanie na DVD zostało wzbogacone o niepublikowane świadectwa uzdrowień za wstawiennictwem Siostry Faustyny.

„Miłość i Miłosierdzie” to niezwykła opowieść o polskiej zakonnicy, siostrze Faustynie – uznanej za świętą przez papieża Jana Pawła II, mistyczce i wizjonerce, która w swoim życiu stanęła przed wykonaniem bardzo ważnej misji. Film pokaże nieznane do tej pory fakty i przybliży widzom narodziny niezwykłego kultu Bożego Miłosierdzia, który zyskał popularność na całym świecie. W tle fascynująca historia polskiego obrazu, który przedstawia wierny wizerunek Chrystusa oraz dowody naukowe na jego zgodność z całunem turyńskim i chustą z Oviedo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem