Reklama

Wiadomości

Mówi członek Hiszpańskiej Rodziny Królewskiej

W tych dniach uwaga świata skierowana jest na Hiszpanię w związku z abdykacją króla Juana Carlosa, po 40 latach panowania. Jego następcą zostaje syn – książę Filip. Aby bliżej poznać Hiszpanię i zostawione tam polskie ślady, z hrabią José Miguelem Zamoyskim de Borbón, który przynależy do Hiszpańskiej Rodziny Królewskiej, o związkach Polski z Hiszpanią i miłości do ojczyzny rozmawia Cezary Taracha

Niedziela Ogólnopolska 26/2014, str. 22-23

[ TEMATY ]

rodzina

Hiszpania

TOMAS DE LA CAL ARROYO

CEZARY TARACHA: – Zamoyscy to jedna z najbardziej znanych rodzin arystokratycznych w historii Polski. Jej wybitnym przedstawicielem był wielki kanclerz Jan Zamoyski, założyciel miasta Zamość, znajdującego się dziś na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W XIX wieku na skutek prześladowań ze strony zaborców czy to z innych powodów wielu Polaków musiało opuścić swoją ziemię i osiedlić się w innych krajach. W jakich okolicznościach Pana krewni nawiązali kontakty z Hiszpanią?

JOSÉ MIGUEL ZAMOYSKI DE BORBÓN: – Rodzina Zamoyskich od wielu pokoleń miała związki krwi z hiszpańską rodziną królewską, czy to z Burbonami, czy z Habsburgami. Najbardziej znany mi jest, oczywiście, przypadek mojego dziadka Jana Zamoyskiego, który poślubił hiszpańską infantkę Izabelę Alfonsę de Borbón, siostrzenicę króla Alfonsa XIII.

– Wkrótce po ślubie młode małżeństwo, Pana dziadek i infantka, udali się do Starej Lubowli, miejscowości położonej na pograniczu polsko-słowackim, gdzie Zamoyscy posiadali swoje dobra. Jak wyglądało życie Pana dziadków na słowackim Podtatrzu?

– Na podstawie wielu rodzinnych świadectw, dokumentów i pamiątek, jakie z tamtych czasów zachował mój ojciec, wiem, że były to szczęśliwe czasy. Zwykłe, proste życie na wsi, połączone z zajęciami o charakterze rolniczym, z dala od wielkich stolic i dworów europejskich. Panowała atmosfera rodzinnej miłości. Moja babcia, infantka Izabela Alfonsa, poświęcała swój czas dzieciom, administrowaniu dobrami i swemu uwielbianemu mężowi. Warto w tym miejscu przypomnieć związki tych ziem z Polską. Starostwo spiskie stanowiło przez wieki część Rzeczypospolitej, co znalazło swoje odzwierciedlenie również w literaturze pięknej, choćby w „Potopie” Henryka Sienkiewicza. To właśnie historyczne zainteresowania oraz miłość do pamiątek związanych z polską historią sprawiły, że mój pradziadek – hrabia Andrzej Zamoyski zakupił Starą Lubowlę.

– Również w czasie II wojny światowej Pana dziadek dał wiele dowodów swego patriotyzmu i miłości do Polski…

– Istotnie, mój dziadek, Jan Zamoyski de Borbón, cierpiał prześladowania i uwięzienie przez nazistów z powodu pomocy udzielanej polskim patriotom przedzierającym się przez granicę oraz wielu innym osobom doświadczanym przez okupanta. Warto tu dodać, że moja babcia oraz dzieci przez cały czas trwania okupacji musieli podlegać rygorom aresztu domowego. Nie chcąc stosować się do zaleceń władz niemieckich, dziadkowie poddawani byli różnym represjom, ograniczającym ich wolność. Mój ojciec wspominał, że z powodu strategicznego położenia Starej Lubowli Niemcy zainstalowali się na zamku, niszcząc życie rodzinne i dobytek dziadków.

– Zajęcie tych terenów przez wojska sowieckie stanowiło zagrożenie dla życia rodziny Zamoyskich i zmusiło ich do powrotu do Hiszpanii oraz pozostawienia całego majątku. Jak dziadkowie przystosowali się do życia w nowych okolicznościach?

– Wyjazd, a właściwie ucieczka z pogranicza polsko-słowackiego, to bardzo trudny epizod w życiu moich dziadków. Przez prawie rok przedzierali się z czwórką małych dzieci przez kolejne linie frontu. Fakt, że dotarli do Hiszpanii cali i zdrowi, można uznać niemal za cud. Dziadek wspominał, że opuścili Starą Lubowlę, słysząc o rozstrzeliwaniu całych rodzin i obawiając się o los dzieci. Zamek został zajęty przez wojska sowieckie, a wiele osób związanych z Zamoyskimi aresztowano i rozstrzelano. Mimo tych strasznych okoliczności dwie siostry mojego dziadka, hrabianki Róża i Teresa Zamoyskie, postanowiły zostać, co zakończyło się aresztowaniem, represjami i smutnym końcem życia. Początkowo dziadek planował, że po przewiezieniu rodziny do Hiszpanii wróci do Starej Lubowli, ale nowe porządki i sowiecka blokada pokrzyżowały jego zamiary. W takich trudnych i smutnych okolicznościach dziadkowie rozpoczynali nowy etap swego życia.

– Po upadku systemu komunistycznego w Europie Środkowo-Wschodniej w wielu krajach rozpoczął się proces zwracania własności przejętych przez państwo. Z tego, co wiem, Państwo również podjęli starania o odzyskanie tego, co stanowiło ich własność. Informacje na ten temat znalazłem w opublikowanej niedawno w Słowacji książce pt. „Šl’achtické rody na hrade L’ubovňa” (2012). Jakie są rezultaty rozmów prowadzonych w tej sprawie z władzami słowackimi?

– Rzeczywiście, już moi dziadkowie – hrabia Jan Zamoyski oraz infantka Izabela usiłowali odzyskać swoje dobra w Polsce i na Słowacji. Niestety, bez rezultatu. Nie udało się odebrać nawet przedmiotów osobistego użytku, które po wyjeździe dziadków pozostały na zamku w Starej Lubowli. Bezskuteczne okazały się również próby skontaktowania się z hrabiankami Różą i Teresą. Wszystko to było dla nich bardzo ciężkim doświadczeniem, a mojego dziadka kosztowało utratę zdrowia i pogrążyło w głębokim smutku, z którego nie potrafił wydobyć się do końca swego życia. W późniejszych czasach podobne starania podjął mój ojciec. Przy różnych okazjach i różnymi drogami starał się o odzyskanie przynajmniej części posiadłości w Polsce i na Słowacji. Niestety, podobnie jak dziadek, spotykał się z murem niechęci do jakichkolwiek negocjacji. To bardzo przykre doświadczenie dla mojej rodziny. Bardzo szybko zapomniano o wielkim wkładzie moich dziadków w gospodarczy i społeczny rozwój tych terenów. Byli to ludzie bardzo oddani swojej ziemi, prowadzący proste życie, oddający się pracy. Wszystko, co mieli, zainwestowali w rozwój rolnictwa oraz w turystyczną promocję uzdrowiska Wyżne Rużbachy, które również stanowiło własność Zamoyskich. Dzięki ich wysiłkowi tereny te przeżywały w okresie przedwojennym okres prosperity, a uzdrowisko stało się jednym z najsłynniejszych ośrodków wód termalnych w tej części Europy. Ten brak uznania wysiłku moich dziadków, którzy z miłością i poświęceniem pracowali na swej ziemi, wydaje mi się szczególnie niesprawiedliwy. Okoliczności polityczne i rozwój wydarzeń okazały się wyjątkowo okrutne wobec moich dziadków, skazując ich na prześladowania, konieczność opuszczenia rodzinnych stron, na finansową ruinę i gorycz ostatnich lat życia. Mój dziadek był patriotą, moja babcia ofiarowała nowej ojczyźnie swoją duszę i siły, a ojciec i jego rodzeństwo wyrośli z tej ziemi. Nigdy nie uczynili nikomu niczego złego.

– Przynależy Pan do Hiszpańskiej Rodziny Królewskiej. Proszę powiedzieć, jak w początkach XXI wieku funkcjonuje dwór królewski? Jaką osobą jest król Juan Carlos I, który właśnie ogłosił swoją abdykację?

– Mój ojciec był kuzynem Jego Wysokości Króla Hiszpanii. Mama króla z kolei, Jej Wysokość Hrabina Barcelony, była siostrą mojej babci. Przez całe życie obie utrzymywały bardzo bliskie kontakty, podobnie jak moi rodzice z Ich Wysokościami Hrabiostwem Barcelony. Jeśli chodzi o mego wuja, króla Juana Carlosa I, to jest on wspaniałym człowiekiem – uprzejmym, hojnym i oddanym sprawom państwowym. Swoje życie poświęcił służbie Hiszpanii. A dwór hiszpański? Funkcjonuje dziś zupełnie inaczej niż przed wiekami, bez zbędnego ceremoniału i protokołu. Kiedy mój wuj zasiadł na tronie, zdecydował się na uproszczenie wszelkich możliwych form, dostosowując się do wymagań współczesnych czasów i państwowej służby. Z drugiej strony jednak warto pamiętać, że domy królewskie reprezentują tradycję, przeszłość i współczesność swych krajów. Stanowią istotny składnik tożsamości poszczególnych państw, które – tak jak Hiszpania – mają swoją bogatą historię.

– Jak postrzega Pan obecną sytuację Hiszpanii, która przeżywa okres kryzysu? Jakie rozwiązania są możliwe?

– Istotnie, obecna sytuacja kraju doświadczonego poważnym kryzysem gospodarczym jest skomplikowana i dotkliwa dla wszystkich Hiszpanów. Mamy jednak nadzieję, że dzięki rzetelnej pracy i mądremu zarządzaniu sprawami publicznymi ze strony właściwych instytucji administracji państwowej uda się nam przezwyciężyć te problemy w stosunkowo niedługim czasie.

– A jak odbiera Pan współczesną Polskę? Czy czuje się Pan z nią związany?

– Polska jest wspaniałym krajem, a Polacy to ludzie dzielni, wyróżniający się swoją godnością. To naród, który na przestrzeni swoich dziejów zawsze potrafił się odnaleźć, nawet w najtrudniejszych momentach. A ja sam, podobnie jak mój ojciec hrabia Józef Zamoyski oraz dziadek, czuję się zaszczycony swoją polską krwią. Zarówno ojciec, jak i ja uczyliśmy się języka polskiego. Zwyczaj ten wprowadził mój dziadek w czasach, gdy mieszkali w Starej Lubowli. Sprowadził on wówczas do zamku polskie nauczycielki, które miały uczyć jego dzieci polskiego języka, historii i kultury. Piękne świadectwo tych czasów daje w swych publikowanych wspomnieniach pani Wilhelmina Wajda-Jankowska, która w latach 30. XX wieku niosła kaganek polskiej oświaty dzieciom hiszpańskiej infantki. A współczesna Polska? Wydaje mi się, że potrafiła dobrze przystosować się do wymogów dzisiejszych czasów, a głównym jej bogactwem są ludzie.

– Posiada Pan obywatelstwo hiszpańskie, ale utrzymuje liczne i bliskie kontakty z rodziną i przyjaciółmi w Polsce…

– Tak. Zwłaszcza w ostatnich latach udało się odbudować relacje rodzinne, kontakty z krewnymi, które wcześniej z powodów politycznych były bardzo ograniczone. Z tego względu zawsze bardzo cieszą mnie moje wizyty zarówno w Polsce, jak i na Słowacji, podczas których mogę poznać bliskich mi ludzi, zawrzeć nowe znajomości i przyjaźnie. Chciałbym podkreślić, że mam ogromny szacunek dla Polski i Słowacji oraz ich mieszkańców.

– W 2007 r. wraz z grupą polskich przyjaciół zwiedzał Pan Tatry. Jak wspomina Pan tamten czas?

– Wspomnienia z wypraw w te strony zawsze są dla mnie pozytywne i przejmujące. Ze szczególnym wzruszeniem wspominam pierwszą podróż do Starej Lubowli i Wyżnych Rużbachów, którą odbyłem z moimi rodzicami po zmianach ustrojowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Mój ojciec na widok miejsc swego dzieciństwa doświadczył tak wielkiego wzruszenia, że z trudnością się poruszał. Przysiadł na murku przed wejściem do zamku i pogrążył się we wspomnieniach. Miejscowi ludzie rozpoznawali go, choć mylili z dziadkiem ze względu na duże podobieństwo fizyczne. Podchodzili i wzruszeni rozmawiali. Patrząc na to, zdałem sobie sprawę, jak wiele łączy ojca z tą ziemią. Dla niego jednak było to również bardzo trudne doświadczenie, wyszedł bowiem na spotkanie swego dzieciństwa. Od tamtego czasu miałem wiele okazji do kolejnych wizyt na pograniczu polsko-słowackim. Bardzo miłym wspomnieniem jest dla mnie wyprawa w Tatry w roku 2007, kiedy to w towarzystwie moich przyjaciół: pani Jadwigi Król-Wilczek, pana Wojciecha Wilczka oraz Pana, Panie Profesorze, poznawałem najpiękniejsze zakątki Zakopanego i Tatr. Każde spotkanie z ziemią tak bliską moim dziadkom i rodzicom jest również dla mnie źródłem wyjątkowych przeżyć. Właśnie tu, w górach, na zamku w Starej Lubowli, odnajduję ślady obecności mych przodków.

2014-06-24 16:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Namiastka na czas pandemii

2020-03-31 14:49

Niedziela Ogólnopolska 14/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

rodzina

koronawirus

Adobe.Stock.pl

Mamy powszechny dostęp do mediów, w tym katolickich. W czasie trwania pandemii, korzystając z dyspensy od udziału we Mszy św. niedzielnej w kościele, warto, byśmy się zastanowili, jak uczestniczyć w Liturgii za ich pośrednictwem.

Zbliża się 42. rocznica wyjątkowej transmisji Mszy św. przez polskie radio i telewizję. Było to jeszcze w czasach PRL, a celebracją była inauguracja pontyfikatu Jana Pawła II. Kolejne transmisje to wizyta papieża w ojczyźnie w 1979 r. Po tych przełomowych wydarzeniach wśród postulatów robotników strajkujących w 1980 r. znalazł się i ten o możliwości radiowej transmisji Mszy św. niedzielnej. Solidarność zgłosiła ten pomysł z uwagi na osoby starsze i chore oraz niemogące się udać do kościoła. Od tamtych wydarzeń wiele się zmieniło. Rozwinęła się technika, obok telewizji i radia pojawił się internet. Zniknęła cenzura, która ograniczała lub uniemożliwiała przekaz pewnych treści. Mamy powszechny dostęp do mediów, w tym katolickich. W czasie trwania pandemii, korzystając z dyspensy od udziału we Mszy św. niedzielnej w kościele, warto, byśmy się zastanowili, jak uczestniczyć w Liturgii za ich pośrednictwem. Czy to w ogóle jest możliwe?

CZYTAJ DALEJ

Siostry Elżbietanki wciąż niosą pomoc

2020-04-03 19:48

pixabay

Choć na ulicach pusto i głucho, choć z tygodnia na tydzień mierzymy się z coraz bardziej ograniczoną rzeczywistością, zatroskane o drugiego człowieka siostry Elżbietanki nie odczuwają większych zmian.

- Zajmujemy się chorymi, głodnymi i ubogimi. Od poniedziałku do soboty wydajemy im gorące posiłki, herbatę, kanapki. Może jedyne co się zmieniło, to że teraz, w czasie epidemii, nie mogę wpuścić nikogo do stołówki – mówi z lekkim żalem s. Salomea CSSE - Wszyscy muszą jeść na dworze.

Takie są przepisy. Żeby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusów, siostry wydają obiady w specjalnych strojach i z wielką pieczołowitością dbają o higienę w kuchni. Nie mogą rozlewać zupy do pojemników przyniesionych przez osoby ubogie. Skąd zatem je wziąć, skoro dotychczasowe możliwości pozyskiwania pieniędzy na działalność kuchni, czyli sprzedaż własnoręcznie wykonanych ozdób na kiermaszach parafialnych, jest niemożliwa?

Do pomocy włączyła się Marionicka Fundacja Misyjna i ogłosiła zbiórkę słoików oraz datków na butelki plastikowe i artykuły spożywcze. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Wciągu kilku dni zebrano kilkaset słoików, które umyte, wyparzone i ze smaczną zawartością trafiają do głodnych.

Podczas gdy siostry obsługują jadłodajnię, na miasto wychodzą wolontariusze z ciepłym posiłkiem dla chorych. Pod opieką Elżbietanek pozostaje kilkanaście osób w wieku osiemdziesięciu - dziewięćdziesięciu lat, które są „przykute” do łóżek. Podobną troską siostry obejmują również kilkanaście rodzin wielodzietnych w potrzebie.

- Niestrudzeni wolontariusze zanoszą im paczki z żywnością każdego dnia, zachowując wszelkie środki ostrożności i zalecenia sanepidu. Dla bezpieczeństwa mijają ludzi z daleka, ale wyróżnia ich głębokie i ufne spojrzenie w oczy i ciepły uśmiech – w ostatnim czasie zachowanie mocno zapomniane, a szkoda.

Czy towarzyszy im lęk?

- Nie. Staramy się podporządkować przepisom, aby, z miłości ku bliźnim, nie stwarzać zagrożenia żadnej ze stron – tłumaczy odpowiedzialna za dzieło siostra.

U Elżbietanek bez zmian. W dalszym ciągu, z wielką wiarą modlą się, w podawanych przez internetową Księgę Modlitwy intencjach (https://elzbietanki.wroclaw.pl/prosba-o-modlitwe/), motywują do współpracy młodzież, gotują dla potrzebujących, rozgrzewając nie tylko ich żołądki, ale i serca. Życiu i posłudze sióstr wciąż towarzyszy wdzięczność, bo jak tu nie błogosławić Bogu i ludziom dobrej woli, którzy z drugiego końca Polski przysyłają niespodzianie kuriera z paczką 10 kilogramów makaronu czy kaszy? Albo dzielą się z obfitością słoikami.

- To daje nadzieję i pokrzepienie, że w tak trudnym czasie, ludzie potrafią myśleć nie tylko o sobie lecz i o innych. Wspierają jak mogą Fundację Dobroczynności prowadzonej przez nasze siostry. To z jej funduszy kupujemy każdego dnia chleb do jadłodajni – wyjaśnia s. Salomea. - Nasza stołówka nie jest dofinansowana z miasta i każdy dar serca: modlitwa, ręce do pracy czy pomoc materialna, są na wagę złota.

A Ty chcesz podzielić się dobrem? Jeśli chcesz i możesz pomóc, zadzwoń:

s. Salomea CSSE: 667 220 174.

CZYTAJ DALEJ

Kapłański dar serca

2020-04-04 23:31

[ TEMATY ]

pomoc

Bożena Sztajner/Niedziela

Wiemy, że w swoich lokalnych wspólnotach niesiecie duchową i materialną pomoc chorym, szpitalom, placówkom medycznym i opiekuńczym, że na miarę swoich możliwości organizujecie pomoc seniorom na terenie swoich parafii.

U progu Wielkiego Tygodnia, jako Wasi biskupi, chcemy Was poprosić o wspólną, dobrowolną jałmużnę kapłańską na rzecz Wojewódzkiego Szpitala im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie.

Caritas naszej archidiecezji, w łączności z ogólnopolską fundacją SMS z Nieba, prowadzi zbiórkę środków na respiratory i łóżka dla chorych leczonych w tej placówce, szczególnie tych dotkniętych koronawirusem. Wierzymy, że wspólny, konkretny dar od nas, duchowieństwa archidiecezji częstochowskiej, dla szpitala noszącego imię Matki Bożej będzie znakiem naszej solidarności i wrażliwości oraz ważnym świadectwem dla naszych diecezjan i parafian.

Sami, chętnie włączając się w tę zbiórkę, prosimy i Was o konkretne wpłaty na ten cel, na konto lub w kasie Caritas Archidiecezji Częstochowskiej. Prosimy Księży Dziekanów i Księży odpowiedzialnych za inne wspólnoty kapłańskie o przekazanie tej prośby do wszystkich księży, a tam, gdzie będzie to jakimś ułatwieniem, o przeprowadzenie tej zbiórki. Prosimy, żeby ten dar serca przekazać najpóźniej do Wielkiego Piątku. Już dziś, dziękujemy Wam wszystkim za ten gest kapłańskiej miłości do Boga i ludzi.

Z wdzięcznością i modlitwą za każdego z Was

(-) +Wacław DEPO

Arcybiskup Metropolita Częstochowski

(-) + Andrzej PRZYBYLSKI

Biskup Pomocniczy Archidiecezji Częstochowskiej

Dokonaj wpłaty na stronie Zobacz

Przelej dowolną kwotę na Konto bankowe PLN:

09 1020 1664 0000 3802 0145 0634

Przelew z tytułem: “Zbiórka na respiratory”

Caritas Archidiecezji Częstochowskiej

ul. ks. Stanisława Staszica 5, 42-200 Częstochowa

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję