Reklama

Wiadomości

Mówi członek Hiszpańskiej Rodziny Królewskiej

W tych dniach uwaga świata skierowana jest na Hiszpanię w związku z abdykacją króla Juana Carlosa, po 40 latach panowania. Jego następcą zostaje syn – książę Filip. Aby bliżej poznać Hiszpanię i zostawione tam polskie ślady, z hrabią José Miguelem Zamoyskim de Borbón, który przynależy do Hiszpańskiej Rodziny Królewskiej, o związkach Polski z Hiszpanią i miłości do ojczyzny rozmawia Cezary Taracha

Niedziela Ogólnopolska 26/2014, str. 22-23

[ TEMATY ]

rodzina

Hiszpania

TOMAS DE LA CAL ARROYO

CEZARY TARACHA: – Zamoyscy to jedna z najbardziej znanych rodzin arystokratycznych w historii Polski. Jej wybitnym przedstawicielem był wielki kanclerz Jan Zamoyski, założyciel miasta Zamość, znajdującego się dziś na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W XIX wieku na skutek prześladowań ze strony zaborców czy to z innych powodów wielu Polaków musiało opuścić swoją ziemię i osiedlić się w innych krajach. W jakich okolicznościach Pana krewni nawiązali kontakty z Hiszpanią?

JOSÉ MIGUEL ZAMOYSKI DE BORBÓN: – Rodzina Zamoyskich od wielu pokoleń miała związki krwi z hiszpańską rodziną królewską, czy to z Burbonami, czy z Habsburgami. Najbardziej znany mi jest, oczywiście, przypadek mojego dziadka Jana Zamoyskiego, który poślubił hiszpańską infantkę Izabelę Alfonsę de Borbón, siostrzenicę króla Alfonsa XIII.

– Wkrótce po ślubie młode małżeństwo, Pana dziadek i infantka, udali się do Starej Lubowli, miejscowości położonej na pograniczu polsko-słowackim, gdzie Zamoyscy posiadali swoje dobra. Jak wyglądało życie Pana dziadków na słowackim Podtatrzu?

– Na podstawie wielu rodzinnych świadectw, dokumentów i pamiątek, jakie z tamtych czasów zachował mój ojciec, wiem, że były to szczęśliwe czasy. Zwykłe, proste życie na wsi, połączone z zajęciami o charakterze rolniczym, z dala od wielkich stolic i dworów europejskich. Panowała atmosfera rodzinnej miłości. Moja babcia, infantka Izabela Alfonsa, poświęcała swój czas dzieciom, administrowaniu dobrami i swemu uwielbianemu mężowi. Warto w tym miejscu przypomnieć związki tych ziem z Polską. Starostwo spiskie stanowiło przez wieki część Rzeczypospolitej, co znalazło swoje odzwierciedlenie również w literaturze pięknej, choćby w „Potopie” Henryka Sienkiewicza. To właśnie historyczne zainteresowania oraz miłość do pamiątek związanych z polską historią sprawiły, że mój pradziadek – hrabia Andrzej Zamoyski zakupił Starą Lubowlę.

– Również w czasie II wojny światowej Pana dziadek dał wiele dowodów swego patriotyzmu i miłości do Polski…

– Istotnie, mój dziadek, Jan Zamoyski de Borbón, cierpiał prześladowania i uwięzienie przez nazistów z powodu pomocy udzielanej polskim patriotom przedzierającym się przez granicę oraz wielu innym osobom doświadczanym przez okupanta. Warto tu dodać, że moja babcia oraz dzieci przez cały czas trwania okupacji musieli podlegać rygorom aresztu domowego. Nie chcąc stosować się do zaleceń władz niemieckich, dziadkowie poddawani byli różnym represjom, ograniczającym ich wolność. Mój ojciec wspominał, że z powodu strategicznego położenia Starej Lubowli Niemcy zainstalowali się na zamku, niszcząc życie rodzinne i dobytek dziadków.

– Zajęcie tych terenów przez wojska sowieckie stanowiło zagrożenie dla życia rodziny Zamoyskich i zmusiło ich do powrotu do Hiszpanii oraz pozostawienia całego majątku. Jak dziadkowie przystosowali się do życia w nowych okolicznościach?

– Wyjazd, a właściwie ucieczka z pogranicza polsko-słowackiego, to bardzo trudny epizod w życiu moich dziadków. Przez prawie rok przedzierali się z czwórką małych dzieci przez kolejne linie frontu. Fakt, że dotarli do Hiszpanii cali i zdrowi, można uznać niemal za cud. Dziadek wspominał, że opuścili Starą Lubowlę, słysząc o rozstrzeliwaniu całych rodzin i obawiając się o los dzieci. Zamek został zajęty przez wojska sowieckie, a wiele osób związanych z Zamoyskimi aresztowano i rozstrzelano. Mimo tych strasznych okoliczności dwie siostry mojego dziadka, hrabianki Róża i Teresa Zamoyskie, postanowiły zostać, co zakończyło się aresztowaniem, represjami i smutnym końcem życia. Początkowo dziadek planował, że po przewiezieniu rodziny do Hiszpanii wróci do Starej Lubowli, ale nowe porządki i sowiecka blokada pokrzyżowały jego zamiary. W takich trudnych i smutnych okolicznościach dziadkowie rozpoczynali nowy etap swego życia.

– Po upadku systemu komunistycznego w Europie Środkowo-Wschodniej w wielu krajach rozpoczął się proces zwracania własności przejętych przez państwo. Z tego, co wiem, Państwo również podjęli starania o odzyskanie tego, co stanowiło ich własność. Informacje na ten temat znalazłem w opublikowanej niedawno w Słowacji książce pt. „Šl’achtické rody na hrade L’ubovňa” (2012). Jakie są rezultaty rozmów prowadzonych w tej sprawie z władzami słowackimi?

– Rzeczywiście, już moi dziadkowie – hrabia Jan Zamoyski oraz infantka Izabela usiłowali odzyskać swoje dobra w Polsce i na Słowacji. Niestety, bez rezultatu. Nie udało się odebrać nawet przedmiotów osobistego użytku, które po wyjeździe dziadków pozostały na zamku w Starej Lubowli. Bezskuteczne okazały się również próby skontaktowania się z hrabiankami Różą i Teresą. Wszystko to było dla nich bardzo ciężkim doświadczeniem, a mojego dziadka kosztowało utratę zdrowia i pogrążyło w głębokim smutku, z którego nie potrafił wydobyć się do końca swego życia. W późniejszych czasach podobne starania podjął mój ojciec. Przy różnych okazjach i różnymi drogami starał się o odzyskanie przynajmniej części posiadłości w Polsce i na Słowacji. Niestety, podobnie jak dziadek, spotykał się z murem niechęci do jakichkolwiek negocjacji. To bardzo przykre doświadczenie dla mojej rodziny. Bardzo szybko zapomniano o wielkim wkładzie moich dziadków w gospodarczy i społeczny rozwój tych terenów. Byli to ludzie bardzo oddani swojej ziemi, prowadzący proste życie, oddający się pracy. Wszystko, co mieli, zainwestowali w rozwój rolnictwa oraz w turystyczną promocję uzdrowiska Wyżne Rużbachy, które również stanowiło własność Zamoyskich. Dzięki ich wysiłkowi tereny te przeżywały w okresie przedwojennym okres prosperity, a uzdrowisko stało się jednym z najsłynniejszych ośrodków wód termalnych w tej części Europy. Ten brak uznania wysiłku moich dziadków, którzy z miłością i poświęceniem pracowali na swej ziemi, wydaje mi się szczególnie niesprawiedliwy. Okoliczności polityczne i rozwój wydarzeń okazały się wyjątkowo okrutne wobec moich dziadków, skazując ich na prześladowania, konieczność opuszczenia rodzinnych stron, na finansową ruinę i gorycz ostatnich lat życia. Mój dziadek był patriotą, moja babcia ofiarowała nowej ojczyźnie swoją duszę i siły, a ojciec i jego rodzeństwo wyrośli z tej ziemi. Nigdy nie uczynili nikomu niczego złego.

– Przynależy Pan do Hiszpańskiej Rodziny Królewskiej. Proszę powiedzieć, jak w początkach XXI wieku funkcjonuje dwór królewski? Jaką osobą jest król Juan Carlos I, który właśnie ogłosił swoją abdykację?

– Mój ojciec był kuzynem Jego Wysokości Króla Hiszpanii. Mama króla z kolei, Jej Wysokość Hrabina Barcelony, była siostrą mojej babci. Przez całe życie obie utrzymywały bardzo bliskie kontakty, podobnie jak moi rodzice z Ich Wysokościami Hrabiostwem Barcelony. Jeśli chodzi o mego wuja, króla Juana Carlosa I, to jest on wspaniałym człowiekiem – uprzejmym, hojnym i oddanym sprawom państwowym. Swoje życie poświęcił służbie Hiszpanii. A dwór hiszpański? Funkcjonuje dziś zupełnie inaczej niż przed wiekami, bez zbędnego ceremoniału i protokołu. Kiedy mój wuj zasiadł na tronie, zdecydował się na uproszczenie wszelkich możliwych form, dostosowując się do wymagań współczesnych czasów i państwowej służby. Z drugiej strony jednak warto pamiętać, że domy królewskie reprezentują tradycję, przeszłość i współczesność swych krajów. Stanowią istotny składnik tożsamości poszczególnych państw, które – tak jak Hiszpania – mają swoją bogatą historię.

– Jak postrzega Pan obecną sytuację Hiszpanii, która przeżywa okres kryzysu? Jakie rozwiązania są możliwe?

– Istotnie, obecna sytuacja kraju doświadczonego poważnym kryzysem gospodarczym jest skomplikowana i dotkliwa dla wszystkich Hiszpanów. Mamy jednak nadzieję, że dzięki rzetelnej pracy i mądremu zarządzaniu sprawami publicznymi ze strony właściwych instytucji administracji państwowej uda się nam przezwyciężyć te problemy w stosunkowo niedługim czasie.

– A jak odbiera Pan współczesną Polskę? Czy czuje się Pan z nią związany?

– Polska jest wspaniałym krajem, a Polacy to ludzie dzielni, wyróżniający się swoją godnością. To naród, który na przestrzeni swoich dziejów zawsze potrafił się odnaleźć, nawet w najtrudniejszych momentach. A ja sam, podobnie jak mój ojciec hrabia Józef Zamoyski oraz dziadek, czuję się zaszczycony swoją polską krwią. Zarówno ojciec, jak i ja uczyliśmy się języka polskiego. Zwyczaj ten wprowadził mój dziadek w czasach, gdy mieszkali w Starej Lubowli. Sprowadził on wówczas do zamku polskie nauczycielki, które miały uczyć jego dzieci polskiego języka, historii i kultury. Piękne świadectwo tych czasów daje w swych publikowanych wspomnieniach pani Wilhelmina Wajda-Jankowska, która w latach 30. XX wieku niosła kaganek polskiej oświaty dzieciom hiszpańskiej infantki. A współczesna Polska? Wydaje mi się, że potrafiła dobrze przystosować się do wymogów dzisiejszych czasów, a głównym jej bogactwem są ludzie.

– Posiada Pan obywatelstwo hiszpańskie, ale utrzymuje liczne i bliskie kontakty z rodziną i przyjaciółmi w Polsce…

– Tak. Zwłaszcza w ostatnich latach udało się odbudować relacje rodzinne, kontakty z krewnymi, które wcześniej z powodów politycznych były bardzo ograniczone. Z tego względu zawsze bardzo cieszą mnie moje wizyty zarówno w Polsce, jak i na Słowacji, podczas których mogę poznać bliskich mi ludzi, zawrzeć nowe znajomości i przyjaźnie. Chciałbym podkreślić, że mam ogromny szacunek dla Polski i Słowacji oraz ich mieszkańców.

– W 2007 r. wraz z grupą polskich przyjaciół zwiedzał Pan Tatry. Jak wspomina Pan tamten czas?

– Wspomnienia z wypraw w te strony zawsze są dla mnie pozytywne i przejmujące. Ze szczególnym wzruszeniem wspominam pierwszą podróż do Starej Lubowli i Wyżnych Rużbachów, którą odbyłem z moimi rodzicami po zmianach ustrojowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Mój ojciec na widok miejsc swego dzieciństwa doświadczył tak wielkiego wzruszenia, że z trudnością się poruszał. Przysiadł na murku przed wejściem do zamku i pogrążył się we wspomnieniach. Miejscowi ludzie rozpoznawali go, choć mylili z dziadkiem ze względu na duże podobieństwo fizyczne. Podchodzili i wzruszeni rozmawiali. Patrząc na to, zdałem sobie sprawę, jak wiele łączy ojca z tą ziemią. Dla niego jednak było to również bardzo trudne doświadczenie, wyszedł bowiem na spotkanie swego dzieciństwa. Od tamtego czasu miałem wiele okazji do kolejnych wizyt na pograniczu polsko-słowackim. Bardzo miłym wspomnieniem jest dla mnie wyprawa w Tatry w roku 2007, kiedy to w towarzystwie moich przyjaciół: pani Jadwigi Król-Wilczek, pana Wojciecha Wilczka oraz Pana, Panie Profesorze, poznawałem najpiękniejsze zakątki Zakopanego i Tatr. Każde spotkanie z ziemią tak bliską moim dziadkom i rodzicom jest również dla mnie źródłem wyjątkowych przeżyć. Właśnie tu, w górach, na zamku w Starej Lubowli, odnajduję ślady obecności mych przodków.

2014-06-24 16:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ochroń swoje dziecko!

2020-08-12 08:35

Niedziela Ogólnopolska 33/2020, str. 50-51

[ TEMATY ]

rodzina

Adobe.Stock

Pięści zaciskają się w gniewie, rodzi się bunt. Nieuporządkowane życie seksualne przybiera różne formy. Nic jednak nie równa się ze złem seksualnego wykorzystywania dzieci.

Dzień na chybił trafił – czwartek 23 lipca, krótki przegląd wiadomości z kraju. Na koloniach w Ch. 43-letni opiekun usiłował zgwałcić 14-letniego chłopca; sąd w B. wydał wyrok skazujący za nakłanianie wychowanka domu dziecka do przesłania swoich nagich zdjęć; podczas spaceru z 10-letnią córką mieszkanka P. znalazła plastikową butelkę zawierającą list od pedofila. Do butelki przywiązano cukierki. Dziewczynka myślała, że to część gry w podchody. Znalezienie tych wiadomości zajęło mi 10 minut.

CZYTAJ DALEJ

Abp Marek Jędraszewski: Krzyż nie może być poniewierany

2020-08-12 08:39

[ TEMATY ]

homilia

abp Marek Jędraszewski

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Uczestnicy 40. Jubileuszowej Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej zgromadzili się na wieczornej Mszy św. na jasnogórskim Szczycie pod przewodnictwem abpa Marka Jędraszewskiego, metropolity krakowskiego.

Wspólnie modlili się przewodnicy grup, kapłani, siostry zakonne, bracia zakonni, klerycy, członkowie wszystkich służb odpowiedzialnych za przebieg pielgrzymki. Mszę św., która rozpoczęła się o godz. 19.00, koncelebrowali: abp Stanisław Nowak, arcybiskup senior z Częstochowy, który pochodzi z arch. krakowskiej i mimo podeszłego wieku, co roku uczestniczy w tej Mszy św.; bp Jan Zając, biskup pomocniczy arch. krakowskiej oraz ks. Jan Przybocki, koordynator 40. Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej.

Słowa powitania skierował do pielgrzymów o. Samuel Pacholski, przeor Jasnej Góry. „Jestem głęboko wdzięczny za to, że po raz 40. przybywacie na Jasną Górę, że przybywacie tutaj od samego początku dziękując za św. Jana Pawła II – pierwsza pielgrzymka wyruszyła jako dziękczynienie za uratowanie Jego życia po zamachu w maju 1981 roku, i jesteście temu pielgrzymowaniu wierni. Gratuluję Wam i bardzo się cieszę, że w tak trudnym roku, tak trudnym dla pielgrzymek, zwłaszcza pieszych, jesteście tutaj. Brawo dla was! - mówił o. przeor - Wykazaliście się niezwykłą roztropnością i odpowiedzialnością, że przy tych rygorach sanitarnych potrafiliście zorganizować się w ten sposób, że jak dotychczas, jako najliczniejsza pielgrzymka, jesteście na Jasnej Górze. Jestem Wam głęboko za to wdzięczny, za Waszą determinację, miłość i świadectwo wiary”.

W homilii abp Marek Jędraszewski mówił: „Krzyż nie może być poniewierany, bo nie może być poniewierana miłość Boga do człowieka. Chrześcijanin, który nie chce być Bożym dzieckiem, który przyjmuje mentalność tego świata i obojętnieje na najświętsze wartości, zamyka przed sobą przyszłość”.

Abp Jędraszewski: chrześcijanin nie może być obojętny na najświętsze wartości ani ich profanowanie

W homilii abp Marek Jędraszewski mówił o czterech wymiarach miłości chrześcijanina: do Boga, człowieka, Ojczyzny i Kościoła.

- Nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym apelował w homilii za św. Janem Pawłem II metropolita krakowski. Przypomniał papieskie nauczanie o wartości znaku krzyża.

Odnosząc się do ostatniej profanacji pomnika Chrystusa Zbawiciela dźwigającego krzyż na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, podkreślił, że chrześcijanina musi boleć, że krzyż jest tak bardzo znieważany.

- Krzyż nie może być poniewierany, bo nie może być poniewierana miłość Boga do człowieka. Chrześcijanin, który nie chce być Bożym dzieckiem i który przyjmuje mentalność tego świata, obojętnieje na najświętsze wartości, zamyka przed sobą przyszłość – tłumaczył kaznodzieja.

– To nas musi boleć, bo jeżeli nie będzie, to znaczy, że zatraciliśmy w sobie jakąś najbardziej podstawową wrażliwość ludzką, że w nas coś zostało stłumione, przyjęło najbardziej przerażającą postać obojętności, która przyjmuje jakże piękne imię tolerancji – mówił abp Jędraszewski i diagnozował, że za tym kryje się uległość ducha oraz paraliżujące uczucie niemożności.

Hierarcha zwrócił uwagę, że kochać Boga, to także kochać siebie stworzonego na Boży obraz i Boże podobieństwo, „odkrywać w sobie tę szczególną godność, jaką w nas umieścił sam Pan, wywyższając nas ponad wszystkie inne istoty tego świata, kochać siebie jako kobietę, jako mężczyznę, bo takich nas stworzył Bóg”. W godności osoby ludzkiej wymiar płciowości jest niezwykle ważny, a tego nie można dowolnie zmieniać ani ośmieszać – zaakcentował. – Ten wielki dar bycia kobietą czy bycia mężczyzną trzeba kochać w sobie, co przekłada się na miłość do dzieci, będących owocem miłości ich rodziców – wyjaśniał abp Jędraszewski.

Zwrócił uwagę, że piękna i odpowiedzialna miłość do dzieci wyraża się także w trosce o ich dzieciństwo, rozwój i ochronę, „przed tymi ideologiami, które chcą pozbawić niewinności i to już w wieku przedszkolnym, które pragną je znieprawiać”. - To jest nasza troska o to, jaki będzie naród polski w kolejnych pokoleniach – podkreślił metropolita krakowski.

Abp Jędraszewski przypomniał także o trzecim wymiarze chrześcijańskiej miłości, którą jest umiłowanie Ojczyzny, nawet wtedy, kiedy ta miłość staje się trudna i bolesna. Duchowny, przywołując wydarzenia sprzed stu lat, czyli zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej, przypomniał, że „ cud, który się dokonał, dzięki Bożej interwencji za przyczyną Matki Najświętszej, to cud, za którym stała ofiarna miłość prostych, nieznanych nam w większości ludzi, ale naszych bohaterów”. – Tak było w 1939, tak było podczas Powstania Warszawskiego, przez dziesięciolecia zmagań o polską duszę, o naszą prawdę historyczną w trudnych czasach PRL-u. Tak jest także i dzisiaj, kiedy przychodzą trudne chwile, ale w tych naprawdę trudnych chwilach Polska staje się najważniejsza – tłumaczył. Ponadto zwrócił uwagę, że tożsamość Ojczyzny ocala się przez pamięć.

Metropolita krakowski stawia chrześcijanom za zadanie we współczesnym świecie przede wszystkim starania, by ocalić tożsamość chrześcijańską, „nie dać się złamać przez żadne ideologie, które chciałyby wyrwać Boga z naszych serc w imię tolerancji i samorealizacji, tworzyć zupełnie nowy świat”. Dobrego świata nie da się urządzić bez Boga, co pokazuje historia ludzkości, świat bez Boga staje się światem przemocy i rozpaczy – przekonywał.

Wskazując na chrześcijańską miłość do Chrystusowego Kościoła, zwrócił uwagę na potrzebę gotowości do podjęcia nawet heroicznej ofiary, co potwierdza chociażby nasz kult świętych męczenników a także na naszą odpowiedzialność za powołania.

W tym roku z wawelskiego wzgórza, na 6-dniowy pielgrzymi szlak liczący około 150 km wyruszyło ok. 1350 pątników. Szli w dziewięciu niezależnych prawnie kompaniach, z odrębnymi trasami i noclegami. Pielgrzymi z okolic Suchej Beskidzkiej i Bochni pokonali w ciągu 8 dni około 220 km. W pielgrzymce opiekę duchową sprawowało 27. kapłanów diecezjalnych i zakonnych.

Według szacunków, w ciągu 40. lat w pielgrzymce krakowskiej przyszło na Jasną Górę ok. 400 tys. osób.

Pielgrzymi z Krakowa wyruszyli po tzw. białym marszu w 1981r., dziękując za ocalenie życia Jana Pawła II po zamachu i prosząc za Ojczyznę. Dziś wciąż modlą się za Polskę i papieża.

CZYTAJ DALEJ

Bp Kawa: czas, abyśmy z odwagą mówili: „jestem człowiekiem wierzącym”

2020-08-12 20:54

[ TEMATY ]

wiara

chrześcijanin

franciszkanie.pl

Przyszedł czas, abyśmy z odwagą mówili: jestem człowiekiem wierzącym, ochrzczonym, chcę żyć według wartości, które noszę w swoim sercu – mówił bp Edward Kawa ze Lwowa podczas Mszy św. w czasie Wielkiego Odpustu Kalwaryjskiego ku czci Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla.

W homilii bp Kawa pytał, dlaczego dzisiaj, jako ludzie wierzący, „tak często jesteśmy smutni, tak często boimy się bronić swoich wartości, tak często się lękamy, aby ktoś o nas źle nie mówił?”

– Często nawet boimy się przyznać się do tego, że jesteśmy ludźmi wierzącymi. Może właśnie przyszedł czas, abyśmy z odwagą razem za Maryją mówili te słowa: Wielbi dusza moja Pana, moje życie jest uwielbieniem Pana, jestem człowiekiem wierzącym, ochrzczonym, chcę żyć według wartości, które noszę w swoim sercu, które Bóg włożył mi w serce. I chcę, aby te wartości były naprawdę wszędzie tam, gdzie ja jestem: w moim domu, w mojej ojczyźnie. I nikt i nic, żaden system, żadna ideologia, żadna propaganda medialna czy żaden inny system nie może nam tego zniszczyć – podkreślił bp Kawa.

Nawiązując do fragmentu Ewangelii o nawiedzeniu św. Elżbiety przez Maryję, kaznodzieja ocenił, że w takim stanie, w jakim była św. Elżbieta, znajduje się Kościół katolicki w Polsce i na świecie. Odniósł się w ten sposób do ostatnich wydarzeń w Warszawie, gdzie doszło do profanacji symboli religijnych i patriotycznych.

– To są rzeczy, które są niedopuszczalne, które godzą nie tylko w naszą godność chrześcijan i katolików, ale to są rzeczy, które tak naprawdę godzą w naszą tożsamość. I nie możemy milczeć. Nie możemy być pasywnymi czy obojętnymi. „Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli” - jest to słowo, które dzisiaj bardzo mocno jest dla nas aktualne – podkreślił.

Lwowski biskup pomocniczy stwierdził, że w matce Jana Chrzciciela możemy odnaleźć siebie, ponieważ u każdego z nas rodzi się wiele pytań na temat obecnej sytuacji i każdy z nas odczuwa pewną samotność – i to nie tylko teraz, kiedy panują obostrzenia związane z epidemią.

– Przeżywamy teraz czas wielkiej samotności, kryzys. Czujemy się bardzo często niepotrzebni, jeśli nie jesteśmy produktywni, jeśli nasze życie nie przynosi sukcesów. Jeśli nie nadążamy za tym światem, to bardzo często jesteśmy właśnie w takim stanie jak Elżbieta. Wpatrując się w Elżbietę można dzisiaj dla siebie znaleźć bardzo dużo odpowiedzi. Ta, która całe życie uchodziła za przeklętą, stała się błogosławioną, dlatego że poczęła życie w swoim łonie, pod swoim sercem. Bóg zmienia przekleństwo w błogosławieństwo. I dzisiaj Bóg chce dokonać takiej przemiany w naszym życiu. Chce to, co dzisiaj jest dla nas największym ciężarem przekleństwem, aby stało się dla nas wielkim darem – mówił.

Zdaniem hierarchy, dzisiaj Kościół jest tak jak św. Elżbieta – ma w sobie życie, ale jest bardzo izolowany i marginalizowany.

Bp Kawa podkreślił, że tak jak do Elżbiety, tak dzisiaj Maryja „śpieszy dzisiaj, aby przybyć do nas, abyśmy nie byli samotni, abyśmy się nie czuli odrzuceni, czy zapomniani”.

Tegoroczny odpust jest przeżywany w wyjątkowych okolicznościach z kilku powodów. Pierwszym jest trwająca pandemia, z powodu której program uroczystości został mocno okrojony. Kolejny to uroczyste ogłoszenie dekretu o podniesieniu kościoła w Kalwarii Pacławskiej do godności bazyliki mniejszej. Dokona tego nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio podczas Mszy św. 13 sierpnia o godz. 18.00.

W tym roku przypada również 400. rocznica urodzin Andrzeja Maksymiliana Fredry, fundatora Kalwarii Pacławskiej, który rozpoczął w 1665 r. budowę pierwszego kościoła oraz klasztoru i dróżek kalwaryjskich, a w 1668 r. zaprosił franciszkanów, aby opiekowali się tym miejscem i przybywającymi pielgrzymami.

Franciszkanie chcą także uczcić 100. rocznicę urodzin św. Jana Pawła II. Z tej okazji 13 sierpnia o 20.45 na placu kościelnym odbędzie się prawykonanie oratorium „Otwórzcie drzwi Chrystusowi” autorstwa Andrzeja Głowienki.

Obchody odpustu kalwaryjskiego potrwają do 15 sierpnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję