Reklama

Wiara

Pielgrzymka konna

...U Chrystusa my na ordynansach, słudzy Maryi...

Zaręby Kościelne to niewielka wieś na terenie Mazowsza, oddalona od stolicy o sto kilometrów na wschód. Liczy ledwie siedmiuset mieszkańców. Parafia zaś - niewiele ponad dwa tysiące.
Stąd już po raz piętnasty wyrusza w tym roku pielgrzymka konna na Jasną Górę.

Wioskę, położoną nad rzeką Brok, założył Świętosław z Zarembina w początkach XV wieku. Do dziś na przestrzeni dziejów przewinęły się przez nią różne żywioły. Przede wszystkim polski, rusiński i żydowski. Jak odnotowują kroniki, pierwszy kościół zbudowano we wsi w 1430 r., zaś w 1765 osiadły w tym miejscu zakon reformatów zbudował kościół i zabudowania klasztorne. Tym samym w wiosce znalazły się dwie świątynie. Na przestrzeni wieków z Zarębów wystawiano żołnierzy pieszych i konnych, którzy „przez tysiąc lat polskiej państwowości wolność dla Polski nieśli na koniach” - mówi obecny proboszcz parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennnika w Zarębach Kościelnych ks. Andrzej Dmochowski.

Ułańskie korzenie

Ksiądz proboszcz urodził się w Czyżewie, nieopodal Zarębów, w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Od dziecka niemal codziennie słuchał opowieści ojca i stryja o koniach. Dziadek przez 17 lat służył w carskiej kawalerii. Ojciec księdza był ułanem już w wolnej Polsce, służył w X Pułku Ułanów Litewskich Podlaskiej Brygady Kawalerii w Białymstoku. Podobnie jak i stryjowie księdza. Kiedy jego rówieśnicy wybiegali, żeby popatrzeć na nowoczesne kombajny, jego z domu wyganiał dźwięk podkutych końskich kopyt, wybijających tajemniczą melodię na czyżewskim bruku.

Jako dzieciak ks. Andrzej Dmochowski, później absolwent seminarium w Łomży, niezbyt często mógł pojeździć konno, choć wykorzystywał każdą okazję, która się nadarzyła. Przede wszystkim jednak chłonął, pisane i mówione, opowieści o kawalerzystach i ułanach - dziś ma o nich taką wiedzę, że mógłby napisać na ten temat kilka książek. Zajmowały go zwłaszcza te obnażające kłamstwo nazistowsko-komunistycznej propagandy, wyszydzającej polskich ułanów. - Był taki, wykreowany przez Niemców, obraz: ułan nieudacznik, pijany, rozpaczliwie tnący szablą lufę czołgu. Podtrzymywali ten fałsz komuniści w czasach PRL-u. Nic bardziej kłamliwego - mówi nie bez emocji ks. Dmochowski. - Gdyby ułan był pijany i ktoś by o tym powiedział przełożonemu, to do końca swojej służby wynosiłby spod koni obornik. Nie wziąłby udziału w żadnej defiladzie. Oficer zaś zostałby od razu zdegradowany. Bóg, Honor, Ojczyzna - to były dla ułanów wartości nadrzędne. Jeśli ułan dał słowo honoru, to mogli go posiekać, a on tego słowa nie cofnął.

Reklama

Bo honor był podstawą bycia w kawalerii. W czasie kampanii wrześniowej 40 pułków kawalerii wyruszyło na pola bitewne i żaden sztandar nie dostał się w ręce Niemców. I to był dowód na to, jak sztandar był ceniony i jaki był dla niego szacunek.

Dzisiaj ksiądz proboszcz boleje, obserwując ludzi, którzy nie wiedzą, jak zachować się wobec sztandaru. Bywa, że okazują obojętność, a nawet lekceważenie. - A przecież pod sztandarem, jak napisał marszałek Piłsudski: „żołnierz służy, żołnierz walczy i żołnierz ginie”. I sztandar odprowadza go na wieczną wartę. Poza tym - wyjaśnia ks. Dmochowski - kawaleria zawsze była bardzo maryjna. To nie byli żadni wielkopańscy ułani, jak wmawiała komunistyczna propaganda. Służyli w niej ludzie, którzy mieli do tego predyspozycje. O tym, że kawaleria była maryjna, świadczą właśnie jej sztandary z wizerunkami Matki Bożej i Pana Jezusa. Na naszym sztandarze X Pułku Ułanów Litewskich widnieje wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej. Pielgrzymując, składamy hołd hetmance żołnierza polskiego, której oni służyli i byli wierni. Tak jak śpiewali konfederaci barscy: „Nigdy z królami nie będziem w aliansach, nigdy przed mocą nie ugniemy szyi; bo u Chrystusa my na ordynansach, słudzy Maryi!” (J. Słowacki, „Pieśń Konfederatów

Barskich”, w: „Ksiądz Marek” przyp. red.). Ułani to byli słudzy Maryi. Brali udział w maryjnych świętach. Ułanami byli zresztą nie tylko wierni Kościoła rzymskokatolickiego. Wśród nich służyli również prawosławni i wyznawcy religii mojżeszowej, co widzimy po ofiarach Katynia.

Reklama

Chrzest bojowy księdza

Ks. Dmochowski był 8 razy na pieszej pielgrzymce do Częstochowy. Ilekroć przemierzał trasę do częstochowskiej Pani, marzył, aby wybrać się do Niej z pielgrzymką konną. Pewnego dnia marzenie zaczęło nabierać realnych kształtów. Podczas posługi w parafii w Kolnie w 1995 r. ksiądz dziekan mianował wikarego - ks. Dmochowskiego - duszpasterzem żołnierzy AK. Ci, widząc zainteresowania młodego księdza kawalerią, zaproponowali mu spotkanie z dowódcą IV Suwalskiej Brygady Kawalerii Pancernej w Orzyszu, płk. Kazimierzem Pałaszem, który był równie wielkim entuzjastą ułanów. Obaj pasjonaci szybko znaleźli wspólny język i pułkownik zaproponował księdzu wzięcie udziału w szarży na polach Grunwaldu w kolejną rocznicę słynnego zwycięstwa. - Zgodziłem się, ale jeszcze nie miałem własnego konia - wspomina ks. Dmochowski. - Pułkownik wypożyczył więc konie od zaprzyjaźnionych hodowców na Mazurach. Miesiąc spędziłem w koszarach, ćwicząc z żołnierzami, oficerami i podoficerami. Wreszcie 14 lipca w dwadzieścia trzy konie wystąpiliśmy na polach Grunwaldu w uroczystościach, w czasie których siedem brygad WP przyjmowało tradycje kawaleryjskie. I w ten sposób odbył się chrzest bojowy ułana - ks. Andrzeja Dmochowskiego. Dzięki płk. Pałaszowi ksiądz zaczął poznawać również przedwojennych kawalerzystów - „żołnierzy Września”, dzięki którym mógł poszerzać swoją wiedzę o polskim orężu i jego historii. Na pierwszą konną pielgrzymkę ks. Dmochowski wybrał się nie do Częstochowy, ale do sanktuarium Matki Bożej Królowej Podlasia - Królowej Pojednania w niedalekim Hodyszewie. Już ze swoim niewielkim konnym „proporcem”.

Emocje konia

Pewnego dnia ks. Andrzej Dmochowski wyjawił płk. Pałaszowi swój pomysł pielgrzymki do Częstochowy. - Wtedy już blisko współpracowałem ze śp. profesorem ASP Ludwikiem Maciągiem, malarzem koni i wielkim miłośnikiem jeździectwa - opowiada ksiądz proboszcz. - Bardzo mu się spodobał mój pomysł. Po jakimś czasie zadzwonił do mnie i powiedział, że jeśli mu się uda, to pojedzie do Częstochowy ze swoimi żołnierzami i oficerami. Wówczas był już dowódcą XV Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej im. Zawiszy Czarnego. I to nam bardzo pomogło. Oni nam przetarli szlaki. Jako wojsko mieli szczegółowe mapy, przygotowanych ludzi. Pułkownik wystawił 23 ułanów, tzw. pluton giżycki, my zaś - 20.

Ale od pomysłu do pierwszej pielgrzymki upłynęły 4 lata. Przez ten czas ochotnicy ćwiczyli jazdę konną, brali udział w pogadankach na tematy historyczne związane z kawalerią, w szczególności polską. Uczestniczyli też w zajęciach z historii Polski. Pierwsza pielgrzymka do Jasnogórskiej Panienki ruszyła w 2000 r. Z parafii Zaręby Kościelne pojechali od najmłodszego - 8-latka, po najstarszego - 82-latka. Razem - uczniowie, urzędnicy, rolnicy i lekarze - wyruszyli w 400-kilometrową podróż, pełną niewiadomych i modlitwy, żegnani niemal przez całą parafię. - Nie do końca miałem świadomość, że przy pielgrzymowaniu konnym potrzebne jest innego rodzaju zabezpieczenie logistyczne, że trasa przemarszu musi być bardzo szczegółowo opracowana - opowiada ks. Dmochowski. - M.in. również że trzeba mieć odpowiednie miejsca do furażu. Jednak dzięki uprzejmości wójtów, burmistrzów, dyrektorów szkół i księży do dziś nie mamy problemów z noclegami. Zawsze serdecznie nas przyjmują. Inną kwestią jest sama jazda. Ludzie nie mają problemu podczas przejścia przez ruchliwe skrzyżowanie, przy natłoku samochodów. Ale koń boi się, kiedy z naprzeciwka jadą wielkie samochody ciężarowe. Idzie wtedy pełen niepokoju. Inaczej też wygląda przeprawa przez Wisłę, co jest jedną z większych przeszkód, ponieważ na naszej trasie nie ma żadnego objazdu. Koń odbiera bardzo emocjonalnie drgania mostu, kiedy jadą po nim potężne ciężarówki. Boi się. Człowiek, choć czuje te drgania, potrafi je zracjonalizować. Koń nie. I choćby taka przeszkoda, z pozoru niewielka, jest dla nas poważna. Koń może zareagować zbyt nerwowo - i co wtedy? Trzeba się ciągle odnajdywać w ruchu ulicznym. Kierowcy często podjeżdżają blisko konia. Uważają chyba, że żywy koń jest czymś w rodzaju pluszowego misia, a jeździec - drewnianego żołnierzyka. A przecież koń może się spłoszyć. Albo inna sprawa: trzeba pamiętać, by nie dawać koniowi zimnej wody, tylko nieco podgrzaną na słońcu, żeby nie doszło do wstrząsu termicznego, bo jest zestresowany marszem ulicznym...

Wolność zawsze wjeżdżała na koniach

Pielgrzymka to jednak przede wszystkim przeżycie duchowe. Rodzaj rekolekcji w siodle. Jej uczestnicy, jak wszyscy inni pielgrzymi, codziennie się modlą. Odprawiane są Msze św., odmawiany Różaniec w drodze. W piątek - Droga Krzyżowa i modlitwa za zmarłych ułanów, ofiary wojny i powojennego terroru. Regulamin pielgrzymki jest wzięty z przedwojennych marszów kawaleryjskich. - Co najpiękniejsze, nasi ułani przystępują codziennie do Komunii św.

Dzień bez Eucharystii to dzień stracony - opowiada ks. Dmochowski. - Mamy intencje, z którymi jedziemy. Kiedy ruszaliśmy na pierwszą pielgrzymkę, na trasie słyszeliśmy jakieś docinki, np.: „Co, jedziecie na wojnę, wojna będzie? Sprzedajcie konie, kupcie samoloty”. Ale to wynikało z nieświadomości. Dziś ludzie wiedzą, kim jesteśmy. Przyjmują nas niezwykle serdecznie, często nad wyraz wzruszająco. Kiedyś starsza pani mówi do mnie: Ja codziennie wychodzę na drogę i patrzę, ile śladów zostało po waszych koniach. I tak widzę, że z każdym dniem jest ich mniej. Bo deszcz, bo samochody. A później czekam przez rok i modlę się, bym waszej wizyty doczekała.

Pielgrzymka to też lekcja historii na trasie przemarszu. Niemal na co dzień pielgrzymi spotykają groby powstańców z XIX wieku, „żołnierzy Września”, ofiar późniejszych walk z czasów wojny z Niemcami czy Rosjanami, a także powojennych, z nowym sowieckim okupantem. Wędrują rokrocznie przez Ruski Bród, gdzie był rejon działań mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Tu „Hubal” przychodził do ks. Edwarda Ptaszyńskiego na plebanię, stąd czerpał siłę duchową.

- W tym miejscu czuje się hubalczyków. Szkoda tylko, że co roku przychodzi coraz mniej świadków tamtych wydarzeń - mówi ks. Dmochowski. - Nie zapomnę starszego pana opartego na lasce, który gdy zobaczył naszego wspaniałego konia - powiedział: - Gdyby „Hubal” tu był, to by od razu od was tego konia kupił. Na takich koniach jeździli hubalczycy. Przychodzą do nas ludzie, którzy jeszcze jako dzieci zapamiętali mjr. „Hubala”. Niestety, ich również jest coraz mniej. Spotkałem panią, która powiedziała mi kiedyś: Mieszkałam w Nowym Mieście nad Pilicą koło apteki, do której po zaopatrzenie przychodzili „Hubal” i jego żołnierze. Później dowiedziałam się, że był to również ich punkt kontaktowy z kurierami... To są przeżycia, dla których też warto jeździć. Wiele osób przyjmuje nas we wsiach kwiatami i modlitwą. Często też proszą: „Pomódlcie się za mnie u Matki Bożej Częstochowskiej”. Dla mnie ta pielgrzymka, oprócz jej części rekolekcyjnej, jest też oddaniem hołdu walce żołnierza polskiego. Pielgrzymując, czuję, że oni z nieba patrzą, że są z nami. Mam zresztą od nich wiele znaków. Chodzi więc też o pokazanie prawdy o ułanach w tym pędzącym świecie. Trzeba pamiętać, że przez tysiąc lat polskiej państwowości wolność wjeżdżała do Polski na koniach. Winniśmy im szacunek i pamięć. Chcemy, żeby znalazło się dla nich należne i godne miejsce w historii Polski. Organizujemy w Zarębach uroczystości patriotyczno-kościelne z okazji 11 listopada, Cudu nad Wisłą, powstania listopadowego, styczniowego. Grupa, z którą pielgrzymuję, spotyka się przez cały rok co tydzień po niedzielnej Mszy św. porannej. Oczywiście, niektórzy z nas odchodzą na wieczną wartę - przecież każdy z nas kiedyś odejdzie. Odprowadzamy więc ich godnie: jest Msza św., koń idący w kondukcie okryty jest kirem, dwóch ułanów prowadzi za trumną osiodłanego rumaka. W ten sposób chcemy też podkreślić udział naszego ułana w pielgrzymkach na Jasną Górę... q

2014-07-08 13:29

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przed 20 laty papież Jan Paweł II pielgrzymował do Ziemi Świętej

2020-03-26 16:46

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Ziemia Święta

Izrael

Jordania

św. Jan Paweł II

Wojtek Laski/East News

Przed 20 laty papież Jan Paweł II pielgrzymował do Ziemi Świętej. Była to najtrudniejsza i najbardziej skomplikowana podróż papieża Jana Pawła II. Od początku pontyfikatu w 1978 r. odwiedzał Kościoły lokalne całego świata, jedynie Ziemia Święta była dla niego zamknięta. Dopiero w 22. roku pontyfikatu i w ramach 91. podróży zagranicznej mógł odwiedzić rodzinne ziemie Jezusa.

Wizyta w dniach 20-26 marca 2000 r. w Jordanii, Izraelu i Autonomii Palestyńskiej stała się ogromnym sukcesem: dla obciążonych stosunków chrześcijańsko-żydowskich, dla problematycznych kontaktów z islamem, dla skomplikowanych stosunków ekumenicznych oraz kurczącej się wspólnoty chrześcijańskiej, wspomina w okolicznościowym materiale niemiecka agencja katolicka KNA. Zauważa jednocześnie, że „oczywiście nie obyło się bez dysonansów”.

W tym gorącym regionie zarówno pod względem politycznym jak i religijnym, a także ze względu na nieuregulowaną sytuację z punktu widzenia prawa międzynarodowego, nie była możliwa dla papieża w tamtych czasach ani podróż duszpasterska, ani wizyta państwowa. Planujący wizytę widzieli jako szansę Rok Święty 2000, w którym papież mógł podejmować „wyłącznie pielgrzymki religijne śladami Biblii”. Watykan przez lata tłumaczył, że nie planował podroży papieża do Jerozolimy, gdyż papieska wizyta mogłaby stać się powodem niezgody między mieszkańcami kraju, mogła też powodować, że któraś ze stron uznałaby ją za „swoją”.

Tak więc papież modlił się i medytował w tradycyjnych miejscach świętych: na mojżeszowej Górze Nebo i w miejscu chrztu Jezusa w Jordanii, w bazylice Narodzenia w palestyńskim Betlejem, w Nazarecie, gdzie mieszkał Jezus oraz w miejscach Jego działania nad jeziorem Genezaret w obecnym Izraelu, a w Jerozolimie – w sali Wieczernika oraz w bazylice Grobu Świętego. Jan Paweł II sprawował liturgię w małych wspólnotach katolików i zapewniał ich o solidarności Kościoła powszechnego. Jednak w całym programie zbyt mało miejsca znalazło się dla lokalnych chrześcijan. Brakowało też mas ludzkich wzdłuż trasy, którą przemierzał papieski konwój.

Po raz pierwszy papież odwiedził Instytut Pamięci Holokaustu Jad Waszem. Jan Paweł II ostrzegł przed zapomnieniem „okrutnej tragedii Szoah” i jej minimalizowaniem oraz powtórzył skruchę Kościoła za antysemickie działania chrześcijan. W czasie tej poruszającej ceremonii spotkał się z dawnymi przyjaciółmi i znajomymi. Później udał się do Ściany Płaczu, włożył w szczelinę starego muru Świątyni karteczkę z prośbą o wybaczenie i rozmawiał z rabinami.

KNA zwraca uwagę na jerozolimskie spotkanie zwierzchników trzech religii: żyda, chrześcijanina i muzułmanina. Wprawdzie po raz pierwszy papież zdołał nakłonić naczelnego rabina i wysokiego zwierzchnika muzułmanów do wspólnego publicznego wystąpienia i uściśnięcia rąk, jednak doszło do kontrowersji wokół statusu Jerozolimy. Ton tego spotkania był szorstki, nastrój agresywny, szejk wyszedł z sali przed czasem. Był to wyraźny obraz realiów żydowsko-chrześcijańsko-muzułmańskich w Świętym Mieście. Bardziej harmonijnie przebiegały późniejsza wizyta na Wzgórzu Świątynnym z Kopułą na Skale i meczetem Al-Aksa oraz spotkanie z wielkim muftim.

Ta podróż Jana Pawła II stanowiła też ważny krok dla ekumenizmu. Spotkanie z patriarchą Jerozolimy Diodorem było przyjazne, ale nie sensacyjne, tak jak pierwsze spotkanie na szczycie Kościołów Wschodu i Zachodu w 1964 r., gdy Paweł VI spotkał się tutaj z ekumenicznym patriarchą Atenagorasem. Nie było też tej serdeczności, jaka widoczna była w 2014 r. podczas spotkania Franciszka z patriarchą Bartłomiejem w bazylice Grobu Świętego.

Wizycie Jana Pawła II towarzyszyły daleko idące środki bezpieczeństwa. Przyczyną tego były skomplikowane realia izraelsko-palestyńskie i niewyjaśniony status Jerozolimy. Po nieskomplikowanej z protokolarnego punktu widzenia wizycie w Jordanii, gdzie król Abdullah niezwykle serdecznie przyjął gościa z Watykanu, papież przyleciał na izraelskie lotnisko w Tel Awiwie, a następnie helikopterem do odleglej o 50 km Jerozolimy.

W Jerozolimie papież odwiedził zachodnią część miasta, a następnie udał się do Galilei i pojechał do palestyńskiego Betlejem. Dopiero na koniec udał się na jerozolimskie Stare Miasto: Wzgórze Świątynne, pod Ścianę Płaczu i do bazyliki Grobu Świętego.

Papieska pielgrzymka śladami postaci Pisma Świętego miała prowadzić jeszcze dalej. Papież miał odwiedzić miejsca związane z biblijnym Abrahamem, który do Ziemi Obiecanej przybył z Ur Chaldejskiego w obecnym Iraku. Plany podróży do Iraku, która miała się odbyć pod koniec 1999 r., nie zostały zrealizowane ze względów bezpieczeństwa. Udało się natomiast odwiedzić miejsca związane z Mojżeszem: górę Synaj, gdzie otrzymał on od Boga tablice Dziesięciu Przykazań oraz miejsce jego śmierci - górę Nebo.

W 2001 r. Jan Paweł II kontynuował swoją pielgrzymkę, tym razem śladami apostoła Pawła. Kolejnymi jej etapami były: Ateny, gdzie Paweł głosił kazania na Areopagu, Damaszek, gdzie przeżył swoje nawrócenie, oraz Malta, gdzie Apostoł Narodów spędził kilka miesięcy po tym, jak jego statek się rozbił. Później, jako więzień, został przewieziony do Rzymu.

CZYTAJ DALEJ

Rekolekcje w godzinie próby

2020-03-24 09:02

[ TEMATY ]

rekolekcje

Osiem spotkań z Miłosiernym

REKOLEKCJE LECTIO DIVINA
24 marca – 1 kwietnia 2020

Dzień pierwszy, wtorek, 24 marca

15.30 - Konferencja wprowadzająca w rekolekcje:

Pójdziemy drogą lectio divina. Co to za droga?

EUCHARYSTIA*

21.00 - Wprowadzenie do lectio i meditatio na jutro

- Czas na osobiste przygotowanie do porannej lectio i meditatio

Dzień drugi, środa, 25 marca

Miłosierny i „świat w szpitalu”

Lectio: Mk 1, 21 - 2,17. 3, 1-6

- Czas na osobistą lectio i meditatio

15.30 - Wprowadzenie do oratio i contemplatio

- Czas na osobistą oratio i contemplatio

EUCHARYSTIA online*

Rozmowy na telefon – zob. Rozmównica wsparcia duchowego**

Codzienna lektura duchowa***

21.00 - Wprowadzenie do lectio i meditatio na jutro

- Czas na osobiste przygotowanie do porannej lectio i meditatio

Dzień trzeci, czwartek, 26 marca

Miłosierny i sponiewierana grzesznica

Lectio: J 8, 1-11

- Czas na osobistą lectio i meditatio

15.30 - Wprowadzenie do oratio i contemplatio

- Czas na osobistą oratio i contemplatio

EUCHARYSTIA online*

Rozmowy na telefon – zob. Rozmównica wsparcia duchowego**

Codzienna lektura duchowa***

21.00 - Wprowadzenie do lectio i meditatio na jutro

- Czas na osobiste przygotowanie do porannej lectio i meditatio

Dzień czwarty, piątek, 27 marca

Miłosierny i umierający na drodze

Lectio: Łk 10, 25-37

- Czas na osobistą lectio i meditatio

15.30 - Wprowadzenie do oratio i contemplatio

- Czas na osobistą oratio i contemplatio

EUCHARYSTIA online*

Rozmowy na telefon – zob. Rozmównica wsparcia duchowego**

Codzienna lektura duchowa***

21.00 - Wprowadzenie do lectio i meditatio na jutro

- Czas na osobiste przygotowanie do porannej lectio i meditatio

Dzień piąty, sobota, 28 marca

Miłosierny i pogubieni bracia

Lectio: Łk 15, 11-32

- Czas na osobistą lectio i meditatio

15.30 - Wprowadzenie do oratio i contemplatio

- Czas na osobistą oratio i contemplatio

EUCHARYSTIA online*

Rozmowy na telefon – zob. Rozmównica wsparcia duchowego**

Codzienna lektura duchowa***

21.00 - Wprowadzenie do lectio i meditatio na jutro

- Czas na osobiste przygotowanie do porannej lectio i meditatio

Dzień szósty, niedziela, 29 marca

Miłosierny i publiczny krzywdziciel

Lectio: Łk 19, 1-10

- Czas na osobistą lectio i meditatio

15.30 - Wprowadzenie do oratio i contemplatio

- Czas na osobistą oratio i contemplatio

EUCHARYSTIA online*

Rozmowy na telefon – zob. Rozmównica wsparcia duchowego**

Codzienna lektura duchowa***

21.00 - Wprowadzenie do lectio i meditatio na jutro

- Czas na osobiste przygotowanie do porannej lectio i meditatio

Dzień siódmy, poniedziałek, 30 marca

Miłosierny i „praktykujący niewierzący”

Lectio: J 6, 64-71. 13, 1-30

- Czas na osobistą lectio i meditatio

15.30 - Wprowadzenie do oratio i contemplatio

- Czas na osobistą oratio i contemplatio

EUCHARYSTIA online*

Rozmowy na telefon – zob. Rozmównica wsparcia duchowego**

Codzienna lektura duchowa***

21.00 - Wprowadzenie do lectio i meditatio na jutro

- Czas na osobiste przygotowanie do porannej lectio i meditatio

Dzień ósmy, wtorek, 31 marca – dzień spowiedzi św.****

Miłosierny i zaprzaniec

Lectio: Łk 22, 31-34. 54-62

- Czas na osobistą lectio i meditatio

15.30 - Wprowadzenie do oratio i contemplatio

- Czas na osobistą oratio i contemplatio

EUCHARYSTIA online*

Rozmowy na telefon – zob. Rozmównica wsparcia duchowego**

Codzienna lektura duchowa***

21.00 - Wprowadzenie do lectio i meditatio na jutro

- Czas na osobiste przygotowanie do porannej lectio i meditatio

Dzień dziewiąty, środa, 1 kwietnia

Miłosierny i łotry

Lectio: Łk 23, 33-46

- Czas na osobistą lectio i meditatio

EUCHARYSTIA online*

11.00 - Konferencja na zakończenie rekolekcji

CZYTAJ DALEJ

Franciszek: usuńmy wszystko, co ma posmak śmierci

2020-03-29 12:47

[ TEMATY ]

Anioł Pański

papież Franciszek

źródło: vaticannews.va

O usunięcie z naszego życia tego wszystkiego, co ma posmak śmierci: obłudy w wierze, niszczącej krytyki innych, zniewagi i oszczerstwa, a także marginalizacji ubogich zaapelował papież w rozważaniu przed południową modlitwą „Anioł Pański”. Była ona transmitowana przez media watykańskie z biblioteki Pałacu Apostolskiego.

Ojciec Święty nawiązał do czytanego dziś fragmentu Ewangelii (J 11, 1-45) mówiącego o wskrzeszeniu Łazarza. Zaznaczył, że można w nim dostrzec, iż Bóg jest życiem i daje życie, ale bierze na siebie dramat śmierci. Jezus zechciał uczynić swoim nasze cierpienie, a przede wszystkim chciał ukazać panowanie Boga nad śmiercią.

„Także dzisiaj Jezus powtarza nam: «usuńcie kamień». Bóg nie stworzył nas dla grobu, stworzył nas dla życia, pięknego, dobrego, radosnego. Ale «śmierć weszła na świat przez zawiść diabła» (Mdr 2,24), mówi Księga Mądrości, a Jezus Chrystus przyszedł, aby uwolnić nas z jej więzów” – stwierdził Franciszek.

W tym kontekście papież wskazał, że jesteśmy wezwani do usunięcia kamieni tego wszystkiego, co ma posmak śmierci.

„Obłuda, z jaką przeżywa się wiarę jest śmiercią; niszcząca krytyka innych, jest śmiercią; zniewaga, oszczerstwo, jest śmiercią; usuwanie ubogiego na margines, jest śmiercią. Pan żąda od nas, byśmy usunęli te kamienie z naszych serc, a wówczas wokół nas znów rozkwitnie życie. Chrystus żyje, a ten, kto Go przyjmuje i do Niego przylega, nawiązuje kontakt z życiem. Bez Chrystusa, czy też poza Chrystusem, nie tylko nie ma życia, ale pogrążamy się w śmierci” – podkreślił Ojciec Święty.

Franciszek dodał, że wskrzeszenie Łazarza jest także znakiem odrodzenia, które dokonuje się w wierzącym poprzez chrzest, poprzez pełne wszczepienie w paschalną tajemnicę Chrystusa zaś chrześcijanin jest osobą, która podąża w życiu jako nowe stworzenie: stworzenie dla życia.

„Niech Dziewica Maryja pomoże nam być współczującymi jak Jej Syn Jezus, który uczynił swoim własnym nasze cierpienie. Niech każdy z nas będzie blisko tych, którzy przeżywają trudne doświadczenia, stając się dla nich odblaskiem Bożej miłości i czułości, która wyzwala ze śmierci i sprawia, że zwycięża życie” – wezwał papież kończąc swoje rozważanie. Następnie odmówił modlitwę „Anioł Pański” i udzielił apostolskiego błogosławieństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję