Reklama

Postawy wiary w Piśmie Świętym

Kain

2014-07-08 14:29

Ks. Marcin Gęsikowski
Edycja świdnicka 28/2014, str. 7

Przypowieść o siewcy z dzisiejszej niedzieli (Mt 13,1-23) bierze za przykład pracę rolnika. W Biblii protoplastą tego zawodu jest Kain: o nim mówi się jako o „uprawiającym rolę” (Rdz 4,2). Kain traktowany jest jako przeciwieństwo brata Abla, który był pasterzem trzód. Imię Kain oznacza „istotę nabytą lub stworzoną przez Boga”. Zabójstwo brata było tragicznym wydarzeniem, które na zawsze naznaczyło życie Kaina-rolnika, będącego odtąd symbolem przemocy, która opanowała najbardziej rozwinięte i złożone struktury społeczne. Głos Boga pomieszany z wołaniem krwi Abla dopadł sumienie Kaina: „Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi!”. Ciąży nad nim sąd Boga, który wyrywa go z jego ziemi, czyniąc tułaczem i zbiegiem. A oto skrucha winowajcy: „Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść”. To jest właśnie moment, w którym Bóg bierze grzesznika pod swoją władzę: „O nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotnej pomsty doświadczy. Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił nikt, kto go spotka”. Być może ten znak odwołuje się do tatuaży i fryzur, bądź innych symboli, które na starożytnym Bliskim Wschodzie wyróżniały różne plemiona i klany. W tym przypadku odnosiłby się do symbolu, który właściwy był Kenitom, plemieniu uznawanym za potomków Kaina. Oczywiście, dla autora biblijnego znak Kaina ma wartość religijną. Jest oznaką Bożej troski także o grzeszników. Po osądzeniu zabójcy Bóg nie zostawia go na łasce losu, lecz przyjmuje pod swoją opiekę, gdyż do Niego należy pomsta. Prorok Ezechiel odnosi następujące słowa do Boga: „Czyż tak bardzo miałoby mi zależeć na śmierci występnego – wyrocznia Pana Boga – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył? Ja nie mam żadnego upodobania w śmierci – wyrocznia Pana Boga. Zatem nawróćcie się, a żyć będziecie” (Ez 18,23.32).

Tagi:
Biblia

Reklama

Sport i Biblia

2019-07-24 11:33

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 30/2019, str. 7

Czy można połączyć sport z Biblią? Okazuje się że tak, a najlepszym dowodem na to są Igrzyska Dziecięce Kids Games, które odbywały się po raz drugi w Skoczowie

Monika Jaworska
Symboliczne przekazanie kluczy

Jak podkreślają organizatorzy, Kids Games to inicjatywa dla dzieci, organizowana przez Kościoły i wspólnoty chrześcijańskie, skoncentrowana na sporcie oraz oparta na Biblii: – Dzieci mają nie tylko możliwość wspólnej zabawy, uczestniczenia w rozgrywkach sportowych, ale również mogą pogłębiać i rozwijać swoje wartości chrześcijańskie – tłumaczą organizatorzy. Pastor Misji „Centrum Służby Życia” w Skoczowie Adam Śliwka zauważa, że połączenie sportu, zabawy oraz duchowej i społecznej formacji, jest mieszanką, jakiej to pokolenie potrzebuje. – Dzieci świetnie się bawią, rywalizują w wybranych konkurencjach sportowych oraz uczą się, jak z pomocą Bożego Słowa radzić sobie z różnymi sytuacjami życiowymi – mówi Adam Śliwka, który uczestniczył w ceremonii otwarcia igrzysk na skoczowskim rynku 8 lipca. Wraz z nim na scenie pojawili się pozostali przedstawiciele organizatorów: ks. Przemysław Guzior z parafii Matki Bożej Różańcowej w dzielnicy Górny Bór, ks. Bogdan Wawrzeczko z parafii ewangelickiej Świętej Trójcy, pastor Maciej Wilkosz z Kościoła zielonoświątkowego i zastępca burmistrza Skoczowa, Andrzej Bubnicki, który symbolicznie wręczył klucz do miasta na znak otwarcia igrzysk.

Już podczas otwarcia przygotowano szereg atrakcji dla dzieci, w tym spotkanie z klaunem. Zaśpiewał dziecięcy chór Nadzieja z parafii ewangelickiej. Od 9-13 lipca dzieci uczestniczyły w grach i zabawach sportowych oraz lekcjach biblijnych w obiektach sportowych gminy Skoczów. Opiekowali się nimi wolontariusze i trenerzy. Nie zabrakło posiłku. Igrzyska zakończyły się 14 lipca na stadionie „Beskid”. Wydarzenie zorganizowały skoczowskie parafie i wspólnoty chrześcijańskie: parafie rzymskokatolickie, parafia ewangelicko-augsburska, Kościół zielonoświątkowy „Wspólnota Ewangelii” oraz Misja „Centrum Służby Życia”. Igrzyskom patronował burmistrz Skoczowa Mirosław Sitko. Zadanie dofinansowano ze środków budżetu Gminy Skoczów w ramach konkursu dotacyjnego na 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szukała kogoś, kto pomoże usunąć ciążę. Dostała telefon do księdza

2019-09-09 10:35

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

Renata (imię zmienione) chciała usunąć ciążę. Pytała koleżanek czy mają kontakt do kogoś, kto może jej pomóc w dokonaniu aborcji. Zamiast tego, jedna z przyjaciółek dała jej numer telefonu do ks. Tomasza Kancelarczyka z Fundacji Małych Stópek. Ks. Tomasz jest organizatorem Szczecińskiego Marszu dla Życia. Co roku gromadzi na ulicach miasta kilkanaście tysięcy osób, a na co dzień prowadzi działalność pro life, o której opowiada w rozmowie z KAI.

Fundacja Małych Stópek

KAI: Czym zajmuje się Fundacja Małych Stópek?

Ks. Tomasz Kancelarczyk: Fundacja pomaga samotnym matkom, ale nie tylko tym, co już urodziły, także tym, które jeszcze nie urodziły. To też są mamy. Sprawa pani Renaty z Wielkopolski wcale nie jest wyjątkowa. Sytuacji, w których trafiają do nas kobiety na pograniczu życia i śmierci swojego nienarodzonego dziecka jest tak dużo, że musiałbym co kilka dni taką sprawą ujawniać i prosić o pomoc. Dzięki temu, że mamy stałych darczyńców Fundacji Małych Stópek, nie muszę za każdym razem prosić o finansowe wsparcie. Każda z tych historii jest inna ale wszystkie mają jeden wspólny mianownik: nieodpowiedzialność, brak osób, które objęłyby pomocą i troską kobietę, brak miłości najbliższych.

- Wracając do przypadku z Wielkopolski. Kobieta chciała usunąć ciążę. Pytała koleżanek czy mają kontakt do kogoś, kto może jej pomóc w dokonaniu aborcji. Zamiast tego, jedna z przyjaciółek dała jej numer telefonu do księdza?

- Dziewczyna dała ten numer mówiąc, że tam pomogą ci w przerwaniu ciąży. Gdy usłyszałem w telefonie "Dzień dobry" nie odpowiedziałem, jak mam w zwyczaju, "Szczęść Boże". Też odpowiedziałem „Dzień dobry”. W kolejnych zdaniach usłyszałem, że dzwoni do mnie kobieta z prośbą o pomoc w dokonaniu aborcji. Mnie też nie uprzedzono o tym telefonie, ale to nie był pierwszy taki przypadek. Zacząłem wypytywać o kontekst życia tej osoby, o ojca dziecka, o rodzinę. Usłyszałem wiele przykrych słów nie tylko na temat ojca dziecka, ale przede wszystkim rodziny. Były też słowa, które wypowiadano w jej stronę, ale nie nadają się do cytowania. „A gdybyś miała taką możliwość, że zamieszkasz poza domem, w którym nie chcą widzieć twojego dziecka, gdzie patrzą na ciebie wilkiem i obrzucają bluzgami? A gdybyś miała zapewniony byt i konkretną pomoc?” Nakreśliłem konkretnie, jak pomagamy w Fundacji. Wtedy całkiem zmienił się ton jej wypowiedzi. Rozmowa trwała blisko 40 minut. Zakończyła się ofertą: załatwię ci konkretnie taką pomoc.

- Co ksiądz zaoferował?

-To, co trzeba było. W takiej sytuacji trzeba zrobić jedno: zabrać taką osobę ze środowiska aborcyjnego. Jeżeli tego nie zrobimy, to nic nie zdziałamy. Możemy dużo gadać, moralizować. Możemy kreślić wizję przyszłości. Jeżeli ta osoba jest w otoczeniu osób, które nastają na życie dziecka i negatywnie odnoszą się do niej, to są małe szanse. Wtedy musi być bardzo odporna psychicznie. Dlatego zawsze proponuję wyrwanie ze środowiska aborcyjnego. Jakimś rozwiązaniem jest pokierowanie do domu samotnej matki, ale to nie zawsze się udaje. Dom samotnej matki nie jest wymarzonym miejscem dla takiej osoby, jak pani Renata. To jest bardzo dobre miejsce dla kobiet, które walczą o swoje dziecko i same poszukują miejsca do przeżycia. W tym przypadku zaproponowałem wynajęcie kawalerki. Zaproponowałem sumę potrzebną do zabezpieczenia jej bytu i tego, co będzie potrzebne dla jej dziecka na dwa lata. Tak, żeby dla niej wizja przyszłości była bezpieczna. Wyceniłem to na 25 tys. złotych. Niektórzy mówią, że dużo. Odpowiadam pytaniem czy życie dziecka za 25 tys. zł to jest tak dużo? Nieraz przy takich środkach jest bardzo trudno wynająć mieszkanie dla samotnej kobiety z dzieckiem. Wynajęcie mieszkania, pomoc finansowa na bieżące wydatki, wyprawka dla dziecka i 2 tysięcy pieluch na cały okres macierzyński to pomoc, którą należało zaoferować.

- Pomoc dla kobiety mogliście zaproponować, dzięki wsparciu ofiarodawców Fundacji Małych Stópek?

- Tak. Jeśli brakuje środków, to prosimy ofiarodawców, licząc na wsparcie. Za każdą historią kryje się życie dziecka. Poza wsparciem materialnym, ważne, żeby potem przy tej osobie był ktoś, kto będzie towarzyszył. Jeżeli po urodzeniu dziecka nie powróci do takiej osoby rodzina, to ona znajduje się sama. Bywa tak, że już jakiś czas po porodzie dzwoni do mnie z płaczem kobieta. Dziecko jest w żłobku i dzwonią, żeby zabrać je, bo gorączkuje. W pracy z kolei mówią jej, że jak wyjdzie, to już nie ma po co wracać. Nie ma osób towarzyszących: babci, dziadka, a najlepiej, żeby był mężczyzna. Jest ciężko.

- Ile jest takich sytuacji, w których pomagacie?

-Nie chcę mówić, że to dzięki nam. Najważniejsze, żeby zmieniło się serce kobiety, potem rodziny. Myślę, że konkretnych interwencji, gdzie przychodzimy z pomocą jest na pewno kilka w miesiącu. Oczywiście sytuacji, w których jest udzielana pomoc kobietom w trudnej sytuacji są setki. Kobiety same się do nas zgłaszają. Ważne więc, żeby grono obrońców życia, czyli Bractwa Małych Stópek powiększać - abyśmy mogli z odwagą rozmawiać z tymi kobietami i byśmy mogli mówić, że zapewnimy im pomoc bez uciekania się do wsparcia miejskich instytucji. Te kobiety nie chcą się ujawniać.

- Mówił ksiądz, że sytuacja w rodzinie zmienia się często po przyjściu dziecka na świat.

- Tak. Wielokrotnie bywało, że wracali ojcowie dzieci, przynajmniej z pragnieniem bycia przy dziecku. Rodziny również. Miałem wiele takich sytuacji, ale jedną, sprzed kilku lat, szczególnie wspominam. Dziadek dziecka, który wcześniej domagał się aborcji, trzymał dziecko i mówił z dumą "mój wnuk". Widziałem to na własne oczy. Kiedy widzę takie sytuację, to myślę sobie, że naprawdę warto walczyć o życie.

- Wasze magazyny są pełne pieluch i środków, które mogą wspomóc kobietę i jej małe dziecko. Czy to wystarcza?

- Cały czas te magazyny napełniamy. Jestem w trakcie zakupu następnych 60 tys. pieluch. To nie jest dużo. Poza tym chemia kosmetyczna, chusteczki, wózek, łóżeczko. A oprócz tego lokal, zamieszkanie, troska najbliższych. Rodziny to my nie zapewnimy… Dlatego tak ważne jest, żeby zajmowała się tym nie tylko Fundacja Małych Stópek. Jesteśmy w stanie zareagować na nieliczne przypadki. Wszyscy mamy być czujni, kochać życie od poczęcia i wychodzić z gotowością pomocy.

- Czy Fundacja sprawuje również patronat nad Domem Miłosierdzia w Poczerninie? - To dom prowadzony przez Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Wcześniej był tam Dom Samotnej Matki prowadzony przez siostry zakonne. Teraz jest to schronienie nie tylko dla kobiet w trudnej sytuacji, ale też mężczyzn wymagających pomocy i dachu nad głową. Dom wymaga remontu, również otoczenie tego domu – żeby kobiety z wózkami nie grzęzły w błocie.

- Działalność Bractwa Małych Stópek i Fundacji zaczęła się od Marszu dla Życia (w tym roku kilkanaście tysięcy osób przeszło ulicami Szczecina w manifestacji w obronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci; był to 17-sty marsz - przyp.red.). - My nie możemy maszerować raz do roku. To maszerowanie ma trwać nieustannie. Życie to wymusiło. Byliśmy kojarzeni z obroną życia, więc zgłaszały się do nas kobiety, które były w trudnej sytuacji. Musieliśmy się organizować, również formalnie. Stąd Fundacja, a skoro na organizatorów Marszu dla Życia mówiono "ekipa małych stópek", więc nazwa wydała się oczywista. Niektóre rzeczy wozimy na drugi koniec Polski. Na miejscu magazynujemy potrzebne rzeczy, organizujemy rozmowy wyspecjalizowanych osób z kobietami, które potrzebują pomocy. Zachęcamy wszystkich do pomocy, również tej materialnej. Więcej szczegółów na dlazycia.info.
Dziękuję za rozmowę.

- Rozmawiał: Piotr Kołodziejski

- Numer konta Fundacji: Fundacja Małych Stópek ul. Św. Ducha 9 70-205 Szczecin

- przelewy krajowe nr konta: 13 2030 0045 1110 0000 0231 0120 w tytule przelewu: DAROWIZNA CIĄŻA

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Misjonarz Afryki

2019-09-15 18:02

Ks. Wojciech Kania

W rodzinnej miejscowości kardynała Adama Kozłowieckiego SJ zmarłego w 2007 r. odbyły się XII dni poświęcone jego działalności jako wybitnego misjonarza.

Ks. Wojciech Kania

Huta Komorowska, to niewielka miejscowość na podkarpaciu, gdzie rodzina Kozłowieckich posiadała swój majątek. Każdego roku we wrześniu odbywają się tam Dni Kardynała Adama Kozłowieckiego. Również w tym roku 15 września, w parku pałacowym miały miejsce uroczystości upamiętniające życie i działalność niezwykłego misjonarza Afryki. Obchody XII Dni Kardynała Adama Kozłowieckiego rozpoczęła Msza św., której przewodniczył bp Krzysztof Nitkiewicz. Koncelebrowali bp pomocniczy senior Edward Frankowski oraz liczne grono kapłanów. Bp Nitkiewicz przypomniał na początku Eucharystii, że tegoroczne Dni Kardynała Adama Kozłowieckiego zbiegają się z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej, która dla młodziutkiego wówczas jezuity stała się Golgotą.

Zobacz zdjęcia: Misjonarz Afryki

– Niemieccy zbrodniarze zdarli z niego habit i nałożyli obozowy pasiak. Bili, głodzili, poniżali, jak innych polskich biskupów i księży Nie zdołano mu tylko zabrać miłości do Boga, do współwięźniów, nawet do prześladowców. Ta miłość ocaliła jego duszę i człowieczeństwo, a myślę, że uratowała również wielu innych. Pomimo kajdan, które nosił dla Chrystusa, był na wzór ukrzyżowanego Zbawiciela prawdziwie wolny i taki pozostał jako misjonarz i kardynał, bo tylko miłość daje prawdziwą wolność. Jedynie człowiek złączony dogłębnie z Bogiem zdolny jest do takiej miłości. Weźmy sobie do serca świadectwo kardynała Kozłowieckiego – powiedział biskup.

Homilię do zebranych wygłosił o. Kazimierz Szymczycha SVD, sekretarz Komisji Episkopatu Polski ds. Misji. Kaznodzieja wskazał na wypełnianie przez kard. Kozłowieckiego powołania misyjnego poprzez trzy etapy: pokorę, umiejętność słuchania, służbę. – To kar. Adam, po wyzwoleniu z obozu w Dachau, z pokorą i na własną prośbę, wyjechał na misję jezuicką do Północnej Rodezji. Organizował dom zakonny i szkolnictwo katolickie. Przyjął święcenia biskupie z pokorą i po czterech latach został promowany na pierwszego arcybiskupa metropolitę Lusaki. To w duchu słuchania, dzielenia doświadczeń swoim misjonarstwem, kard. Adam brał udział w obradach Soboru Watykańskiego II, a także w sesjach Światowego Synodu Biskupów w Watykanie. Całe życie zakonno-misyjne kard. Adama było służbą. Najpierw jako misjonarz, później jako misyjny hierarcha – podkreślił kaznodzieja.

Kolejna cześć spotkania miała miejsce w Szkole Podstawowej nr 1 w Majdanie Królewskim, gdzie krótką cześć artystyczną przygotowały dzieci i młodzież. Następnie wystąpienie miał o. Czesław Henryk Tomaszewski SJ, który wygłosił wykład „Misje dziś”. Na początku prelegent podzielił się osobistymi doświadczeniami z misji, a następnie przedstawił działalność misyjną prowincji Jezuitów w Afryce. Podkreślił, że obecnie najważniejszym problemem do rozwiązania na Czarnym Kontynencie pozostaje ubóstwo wśród dzieci i dostęp do edukacji.

Ostatnim punktem obchodów Dni Kardynała Adama Kozłowieckiego był koncert w parku pałacowym w Hucie Komorowskiej, podczas którego wystąpili: Joanna Dudkowska, Dariusz Malejonek i Maleo Reggae Rockers, JOSHUA AARON oraz ZESPÓŁ MIQEDEM Z IZRAELA.

Organizatorem Dni Księdza Kardynała Adama Kozłowieckiego jest Zarząd Fundacji im. Księdza Kardynała Adama Kozłowieckiego SJ „Serce bez granic”.

Ks. kard. Adam Kozłowiecki urodził się l kwietnia 1911 r. w Hucie Komorowskiej k. Kolbuszowej. Był więźniem obozów koncentracyjnych w Auschwitz i Dachau, jezuitą, misjonarzem, pierwszym arcybiskupem metropolitą Lusaki w Zambii. Zmarł w wieku 96 lat we wrześniu 2007 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem