Reklama

Jak Rzeczypospolita swego króla w Sulęcinie witała

2014-07-23 14:57

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 30/2014, str. 4-5

wikipedia.org

Koniec rządów dynastii jagiellońskiej w Koronie Królestwa Polskiego i w Wielkim Księstwie Litewskim wiązał się z ważnymi decyzjami ustrojowymi. Brak męskiego następcy tronu stawiał te dwa państwa połączone ze sobą unią personalną i silnymi związkami politycznymi w trudnej sytuacji. Wspólne państwo i nowy ustrój, który się wówczas zrodził, zakładał możliwość wyboru króla przez wszystkich szlachetnie urodzonych. Został nim… Edward Aleksander, znany u nas jako Henryk I Walezy.

Wiele miast i miejscowości naszej diecezji może się poszczycić faktem obecności lub nawet zamieszkiwania przez dłuższy czas któregoś z królów Polski. Przez stulecia ziemie nad środkową Odrą i dolną Wartą były terenem pogranicznym. Nie było tu stałej rezydencji królewskiej. Jednak polscy królowie odcisnęli tu ślad swej obecności.

Do takich miast należy Sulęcin. Tu Henryk Walezy zatrzymał się tylko na chwilę. Ale to właśnie w tym mieście witały swego króla pierwsze roty polskiego wojska i przedstawiciel naszego rządu. Warto zatem dowiedzieć się, jak to sulęcińskie przywitanie wyglądało.

Reklama

Dawny Sulęcin

Sulęcin powstał z dawnej osady słowiańskiej leżącej przy drodze z Poznania do Lubusza. Najstarsza wzmianka o mieście pochodzi z 1241 r., gdy komes Mroczko z Pogorzeli uzyskał zgodę na osadzenie w Sulęcinie niemieckich kolonistów. Po trzech latach przekazał gród templariuszom. Obok samego Sulęcina templariusze otrzymali także kilka wsi, tworząc swoisty klucz dóbr zakonników. W tym okresie wzniesiono sulęciński zamek, a do miasta sprowadzono sukienników, którzy przez wieki rozsławiali Sulęcin.

W 1250 r. Sulęcin wraz z Ziemią Lubuską został sprzedany margrabiom brandenburskim. Po kasacie templariuszy i wieloletnich sporach z Wittelsbachami w 1350 r. Sulęcin przeszedł w ręce joannitów. Zakonnicy rządzili miastem aż do 1810 r. Później Sulęcin stał się siedzibą powiatu torzymskiego. Od 1873 r. miasto było siedzibą powiatu wschodniotorzymskiego. Po II wojnie światowej Sulęcin wraz ze wschodnią częścią Ziemi Lubuskiej powrócił do Polski.

Zmiany ustrojowe w Polsce i na Litwie

Bezpotomna śmierć ostatniego z Jagiellonów – Zygmunta Augusta (1572 r.) postawiła przed elitami ówczesnej Rzeczypospolitej problem wyboru nowego króla. Przeniesienie przez Zygmunta Augusta na Koronę praw dziedzicznych do tronu litewskiego pomogło zachować jedność i uchroniło przed wyborem wielkiego księcia wbrew woli polskiej strony. Zimą 1573 r. zebrał się w Warszawie sejm konwokacyjny, na którym przyjęto zasadę wyboru nowego króla przez całą szlachtę, która mogła – lecz nie musiała – uczestniczyć w elekcji. Ustalono także miejsce przyszłej elekcji w okolicach Warszawy. Elekcja odbyła się w kwietniu i w maju 1573 r. Najpoważniejszymi kandydatami do tronu byli arcyksiążę Ernest, Henryk Walezy i Iwan Groźny. Niechęć do absolutyzmu i obawa przed żądaniami kandydatów spowodowały, że na arenie pozostał Henryk Walezy. Musiał on jednak zgodzić się na przyjęcie dwóch ważnych dokumentów – artykułów henrycjańskich oraz pacta conventa. Pierwszy dokument stanowił o zachowaniu przez nowego króla podstaw ustrojowych Rzeczypospolitej. Drugi był zbiorem doraźnych zobowiązań każdego władcy. Ich brzmienie zależało od aktualnej sytuacji wewnętrznej lub międzynarodowej. Zaprzysiężenie obu dokumentów stanowiło o ważności dokonanej elekcji.

Henryk Walezy

Aleksander Edward Henryk de Valois urodził się 19 września 1551 r. Był synem króla Francji Henryka II i Katarzyny Medycejskiej. Był ostatnim królem z francuskiej dynastii Walezjuszy. Jego starsi bracia Franciszek i Karol byli francuskimi królami. Wychowany był na katolickim dworze. Choć w młodości przejawiał pewne oznaki zainteresowania protestantyzmem, to jednak wpływ matki ugruntował w nim wiarę katolicką. Matka pragnęła, aby każde dziecko mogło objąć jakiś tron. Także w przypadku młodego Henryka podjęto starania o znalezieniu mu własnego władztwa. Starano się nawet o tron Algierii. W młodości był uznawany za najzdolniejszego spośród rodzeństwa. Był wysoki, o bardzo miłym obyciu, dobrze zbudowany. Znał język włoski i władał także łaciną. Gdy nadarzyła się okazja objęcia tronu Rzeczypospolitej, rozpoczęto działania dyplomatyczne. Tron polski objął 21 lutego 1574 r. koronacją w katedrze wawelskiej. Arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski Jakub Uchański koronował Henryka Walezego na króla Polski. 30 maja 1574 r. zmarł brat Henryka Karol IX, król Francji. Na wieść o tym wydarzeniu Henryk rozpoczął starania o koronę francuską. Nocą z 18 na 19 czerwca Henryk opuścił Wawel i udał się w kierunku granicy. Prawie natychmiast wyruszyła pogoń. Król obiecał, że powróci za kilka miesięcy. Pomimo nalegań senatorów Walezy nie powrócił w wyznaczonym terminie do Polski i został zdetronizowany. W lutym 1575 r. Walezy został koronowany w Reims na króla Francji. Rządy Henryka we Francji wypadły w okresie wojen religijnych. Henryk zmarł 2 sierpnia 1589 r., zmordowany przez dominikanina Jacques’a Clémenta

Spotkanie w Sulęcinie

Do Polski orszak królewski jechał blisko dwa miesiące. Orszak liczył 1200 koni, liczne karety i wozy z bagażami. Z królem jechało wielu dworzan. Walezy nie spieszył się zbytnio. Pozwalał sobie na dłuższe postoje. Po przekroczeniu granicy Łużyc do Walezego dołączył piastowski książę Jerzy II Brzeski. Do spotkania w Sulęcinie doszło w styczniu 1574 r. Nowego króla przyjechał tu powitać marszałek wraz ze 130 konnymi, a zebrani oddali cześć nowemu władcy zgodnie z przyjętym w Polsce zwyczajem. Kronikarz z tematego okresu tak opisał to wydarzenie: „Z Frankfurtu ruszyliśmy na Ośno i aczkolwiek to miasteczko jak Sulęcin wygląda ubogo i niepociągająco, toć przecież z racji obecności w naszym poczcie elektorskich brandenburskich radców i urzędników (starostów) nie odczuwaliśmy w drodze żadnych braków. Stad, tj. z Ośna, skręciliśmy na Sulęcin, gdzie na przyjazd króla oczekiwał z powitaniem polski marszałek z pocztem 130 konnych wszystkich równo ubranych w popielatą barwę. Tenże marszałek powitał króla, który jeszcze nie wysiadł był z pojazdu, z wielką uniżonością i rewerencją jako swego pana i uczcił go darem trzech pięknych koni w czarnych rzędach (ozdobionych drogimi kamieniami i diamentami oraz srebrnymi okuciami). Gdy zaś marszałek i jego otoczenie witające króla całowali go w kolano, król, jako że nie podobał mu się ten sposób oddawania czci, wzbraniał się przed tym i za pośrednictwem tłumacza wszczął rozmowę z marszałkiem.

Następnego dnia Branderburczycy przysłani przez elektora jako ostatnia eskorta towarzysząca królowi na terenie świętej Rzeszy Niemieckiej odprowadzali nas jeszcze półtorej mili aż do polskiej granicy. Skoro tylko król znalazł się na swojej polskiej ziemi i ujrzał oczekujących go polskich panów, wysiadł z pojazdu. Polacy zbliżali się doń i całowali go w kolano, po czym jeden dostojny pan polski, ubrany w czarną aksamitną szatę, powitał go w imieniu całego rycerstwa polskiego łacińską mową. Na to król odpowiedział również w łacińskim języku. Po dokonanym powitaniu król kazał przedefilować przed sobą całemu polskiemu oddziałowi (...), po czym wsiadł ponownie do pojazdu i kazał jechać do Międzyrzecza, pierwszego miasta w jego państwie” (M. Sczaniecki, W. Korcz, „Dzieje Ziemi Lubuskiej w wypisach”, Warszawa 1960, s. 81-82).

Tak oto w osobie polskiego marszałka i towarzyszącej mu świty dokonało się przywitanie nowego króla. W granice swojego nowego królestwa wjechał więc Walezy w towarzystwie polskiego wojska i z przedstawicielem najwyższych władz. Sulęcin stoi zatem u początków dziejów królów elekcyjnych w naszej Ojczyźnie.

Tagi:
historia

Płock: apel poległych i modlitwa w 99. rocznicę obrony przed bolszewikami

2019-08-18 17:44

eg / Płock (KAI)

Modlitwa za obrońców Płocka, poległych w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku oraz apel poległych, odbyły się 18 sierpnia na Cmentarzu Garnizonowym w Płocku w 99. rocznicę obrony miasta. Modlitwę za poległych poprowadził ks. kan. Stefan Cegłowski, proboszcz parafii katedralnej i kapelan płockich kombatantów.

wikipedia.org

W 99. rocznicę najbardziej gwałtownych walk o Płock w czasie wojny polsko-bolszewickiej, na Cmentarzu Garnizonowym przy ul. Norbertańskiej w Płocku modlono się za poległych w tej wojnie oraz wszystkich, którzy walczyli o wolność ojczyzny.

Uczestnicy rocznicowego spotkania wysłuchali hymnu narodowego oraz apelu poległych. Salwę honorową wykonali członkowie Płockiej Drużyny Kuszniczej i Bractwa Kurkowego. Ponadto uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty i zapalili znicze na mogiłach żołnierzy poległych w obronie Płocka w 1920 roku, a także podczas I i II wojny światowej.

Modlitwę za wszystkich poległych żołnierzy i płocczan w obronie ojczyzny i Płocka odmówił ks. kan. Stefan Cegłowski, proboszcz parafii katedralnej pw. św. Zygmunta w Płocku i kapelan płockich kombatantów. Duszpasterz poprowadził modlitwy „Ojcze nasz” i „Wieczny odpoczynek” w intencji poległych w obronie Płocka (były to osoby różnych wyznań). Przypomniał też zgromadzonym modlitwę ks. Piotra Skargi za ojczyznę.

W uroczystości na Cmentarzu Garnizonowym udział wzięli m.in. przedstawiciele organizacji kombatanckich, harcerze, samorządowcy, parlamentarzyści, służby mundurowe, delegacje szkół oraz poczty sztandarowe. Obecni byli także przedstawiciele rodzin obrońców Płocka 1920 roku.

W niedzielę na Wiśle uczczono także Flotyllę Wiślaną, biorącą udział w obronie Płocka w 1920 roku. Miasta bronił wtedy uzbrojony statek „Stefan Batory”, który ostrzeliwał bolszewickie oddziały Gaj Chana. Za bohaterską postawę kilku marynarzy z „Batorego” oraz ich dowódca Stefan Kwiatkowski zostali odznaczeni Orderem Virtuti Militari. Płoccy wodniacy, związani z Bractwem św. Barbary, podczas rocznicowego rejsu zrzucili do wody kwiaty, a po minucie ciszy - oddali salut syrenami.

W ramach kilkudniowych obchodów 99. rocznicy obrony Płocka przed bolszewikami odbył się m.in. IV Bieg Obrońców Płocka 1920 roku, capstrzyk harcerski Hufca ZHP Płock im. Obrońców Płocka 1920 roku oraz spacer z przewodnikami Płockiej Lokalnej Organizacji Turystycznej do miejsc symbolicznie związanych z obroną miasta przed bolszewikami.

W sierpniu 1920 roku Płock był punktem strategicznym na froncie wojny polsko-bolszewickiej.

Atak bolszewicki nastąpił 18 sierpnia 1920 r. około godziny 14.00. Załoga wojskowa Płocka wykonywała w tym czasie natarcie na pozycje bolszewickie na przedpolu miasta w rejonie Boryszewa i Trzepowa. Szczególnie silne uderzenie spadło na batalion zapasowy 6 pułku piechoty Legionów kpt. Mieczysława Głogowieckiego i spieszony szwadron Tatarskiego pułku ułanów rtm. Włodzimierza Rychtera, atakujących w kierunku Trzepowa. Oba pododdziały zostały rozbite, co otworzyło oddziałom rosyjskim drogę do miasta. Żołnierze polscy i mieszkańcy na widok galopujących kawalerzystów w popłochu uciekali w kierunku mostu i dalej – za Wisłę.

Panikę opanowało kilku oficerów: dowódca przedmościa mjr Janusz Mościcki, kpt. Albert de Buré, rtm. Romuald Borycki, por. Iskander Achmatowicz oraz sanitariuszka Janina Landsberg - Śmieciuszewska, którzy powstrzymywali uciekających żołnierzy i organizowali punkty oporu. W pierwszej fazie walk dużą rolę odegrał oddział żandarmerii wojskowej por. Edwarda Czuruka, który swoimi żandarmami obsadził kluczowe punkty w mieście. Niemal od początku do walki włączyła się 9 kompania telegraficzna jazdy por. Zbigniewa Brodzińskiego.

Stopniowo zza Wisły docierały posiłki, stabilizując sytuację w mieście. Na korzyść strony polskiej działało również to, że po wtargnięciu do miasta żołnierze bolszewiccy rozbiegli się po domach, rabując i demolując mieszkania, gwałcąc kobiety oraz żądając jedzenia i alkoholu. Ich ofiarą padli mieszkańcy ze wszystkich grup społecznych, narodowościowych i wyznaniowych: bogaci i biedni, Polacy i Żydzi, księża katoliccy i mariawiccy.

W nocy do miasta nadeszły kolejne posiłki, co pozwoliło na podjęcie 19 sierpnia 1920 r. rano działań zaczepnych i stopniowe wypieranie nieprzyjaciela z Płocka. Równocześnie z polskim natarciem dowódca III Korpusu Konnego Gaj Bżyszkian otrzymał rozkaz porzucenia Płocka i natychmiastowego włączenia się do bitwy w rejonie Płońska. W rezultacie około godziny 11.00 dnia 19 sierpnia oddziały polskie wyparły bolszewików z miasta.

Obrona Płocka w dniach 18-19 sierpnia była przypadkiem boju z udziałem niemal wszystkich rodzajów broni i służb. W mieście i na przedpolu walczyła piechota i kawaleria, wspomagana przez artylerię. Na Wiśle pojedynek ogniowy z nieprzyjacielem prowadziła flotylla rzeczna. 19 sierpnia ustępujący z Płocka III Korpus Konny ostrzeliwali polscy lotnicy.

W walkach brały też udział różne służby: żandarmi z plutonu żandarmerii wojskowej, łącznościowcy z 9 kompanii telegraficznej jazdy czy żołnierze intendentury z Wojskowego Urzędu Gospodarczego. Walczących wspierali policjanci oraz członkowie organizacji cywilnych, takich jak Straż Obywatelska, Służba Narodowa Kobiet Polskich i harcerze. W pomoc wojsku i bezpośredni udział w walkach zaangażowali się także zwykli mieszkańcy, nie będący członkami żadnych formacji.

Za ofiarną obronę przed bolszewikami Płock otrzymał od Marszałka Józefa Piłsudskiego odznaczenie - Krzyż Walecznych. Płock jest jednym z dwóch miast, które zostały wyróżnione odznaczeniem po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej. Drugim był Lwów, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Płock jest także jednym z dwóch miast obdarzonych przez Piłsudskiego tytułem „miasta bohatera”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

2019-08-21 18:46

it / Jasna Góra (KAI)

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

BPJG

Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. - Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze - podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

- Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi - wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

- To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

- Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek - wyznała Emma Morosini.

Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

- To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. - Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

- Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. - Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. - Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik Episkopatu: Maryja z Jasnej Góry łączy Polaków

2019-08-26 07:59

BP KEP / Warszawa (KAI)

Nie ma drugiego takiego miejsca, które łączy Polaków tak bardzo, jak Jasna Góra. Nie ma drugiego takiego obrazu, który tak bardzo kojarzy się z Polską, jak obraz Matki Bożej Jasnogórskiej – powiedział ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski z okazji przypadającej 26 sierpnia uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej.

Graziako/Niedziela
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik Episkopatu zauważył, że obraz Matki Bożej Jasnogórskiej jest znakiem rozpoznawczym Polaków na całym świecie. „Kiedy widzimy ten obraz, od razu kojarzymy go z Polską i Polakami. To właśnie przed jasnogórskim obrazem śpiewamy apel: Maryjo, Królowo Polski!” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Zwrócił też uwagę na większą liczbę pielgrzymów przybywających do jasnogórskiego sanktuarium. „Według najnowszych danych w tym roku było o ponad 4 tys. więcej pieszych pielgrzymów niż w roku minionym. W sumie w 182 pielgrzymkach pieszych wzięło udział 86 tysięcy osób. A rocznie Jasną Górę odwiedza ponad 4 miliony pielgrzymów” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Dodał, że przed jasnogórską ikoną ludzie podejmują ważne życiowe decyzje.

Rzecznik Episkopatu zachęcił, by jak najczęściej odwiedzać Jasną Górę. „Obchodzona 26 sierpnia uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej to kolejna okazja do tego, by być razem u naszej Matki. Księża biskupi zachęcają byśmy spotykali się u Niej jak najczęściej. Jeśli zaś nie możemy być na Jasnej Górze, pójdźmy tego dnia do kościoła pod Jej wezwaniem. Warto podkreślić, że w Polsce co czwarta parafia jest pod wezwaniem Matki Bożej” – powiedział ks. Rytel-Andrianik.

Głównym punktem uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej będzie Msza święta 26 sierpnia o godz. 11.00 z udziałem Episkopatu Polski. Przewodniczyć jej będzie i homilię wygłosi abp Wojciech Polak, Prymas Polski. Podczas uroczystości zostanie dokonany Akt Odnowienia Ślubów Jasnogórskich. Dzień później na Jasnej Górze będzie miało miejsce zebranie Rady Biskupów Diecezjalnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem