Reklama

Polska

Kard. Nycz złożył zeznania w tzw. procesie koszalińskim

Wszelkie komentarze zostawiam na czas po zakończeniu procesu – powiedział kard. Kazimierz Nycz, który zeznawał dzisiaj w procesie cywilnym, jaki wytoczył diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, parafii św. Wojciecha w Kołobrzegu oraz byłemu księdzu Zbigniewowi R. poszkodowany Marcin. K. Mężczyzna domaga się przeprosin w prasie i 200 tys. zł. zadośćuczynienia.

[ TEMATY ]

proces

Marcin Żeglińśki

Rozprawa odbyła się w Sądzie Okręgowym w Koszalinie, ale w trybie telekonferencji zeznania złożył dzisiaj w Warszawie kard. Nycz. - Stanąłem przed sądem jako świadek, wezwany do tzw. procesu koszalińskiego. Złożyłem zeznania. Nie będę komentował ani zeznań ani niczego, dopóki się proces nie skończy – powiedział po wyjściu z gmachu warszawskiego Sądu Okręgowego. Do dziennikarzy zaapelował, aby nie robili alternatywnego, w stosunku do tego, co się dzieje w sądzie, procesu – medialnego.

Kardynał odpowiadał na pytania sądu i stron dotyczące okresu, kiedy był biskupem-koszalińsko-kołobrzeskim, a także o jego kontakt i wiedzę nt. skazanego w procesie karnym za czyny pedofilne byłego ks. Zbigniewa R., ówczesnego proboszcza parafii św. Wojciecha w Kołobrzegu.

Kard. Nycz zeznał, że w czasie kiedy przestępstwo miało miejsce, a więc w latach 2000-2001, był on biskupem pomocniczym w Krakowie i – jak powiedział – „niczego o sprawie nie mógł wiedzieć i nie wiedział”. Biskupem koszalińsko-kołobrzeskim był od sierpnia 2004 do roku 2007 i w tym okresie nie miał żadnych wiadomości o zachowaniach pedofilnych ks. Zbigniewa R. Natomiast po roku 2009 nabył pośrednio wiedzę o sprawie z prasy oraz z relacji bp. Edwarda Dajczaka na zebraniach Episkopatu Polski. –

Reklama

- Ks. R. pamiętam jako jednego z proboszczów w Kołobrzegu, proboszcza, który budował wówczas kościół św. Wojciecha. Moje kontakty z parafią były takie, jak z każdą inną parafią diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Do mnie żadne wiadomości na temat skłonności czy czynów ks. R. nie docierały w tamtym czasie – zeznał kard. Nycz.

Nie posiadam wiedzy, aby ktokolwiek informował diecezję o przypadkach niewłaściwego postępowania ks. R wobec osób małoletnich. – Jestem pewny, że ze mną nikt na ten temat nie rozmawiał. Nie mam także wiedzy pośredniej, którą mógłbym uzyskać od kogoś z moich współpracowników – dodał.

Na pytania czy kuria prowadzi dokumentację dotyczącą przebiegu drogi kapłańskiej poszczególnych księży Kardynał odpowiedział, że każdy ksiądz, w każdej diecezji, ma swoją dokumentację od chwili wstąpienia do seminarium aż do śmierci, po czym teczka z jego dokumentacją trafia do archiwum danej diecezji.

Reklama

Obejmując diecezję koszalińsko-kołobrzeską kard. Nycz nie zapoznał się z teczką personalną ks. R. – Nie zapoznałem się dlatego, że najważniejsze sprawy personalne, duszpasterskie i materialne są przekazywane przez poprzednika. Natomiast w sytuacji, kiedy w diecezji jest 500 księży czy 2 tys. jak np. w Krakowie nie ma fizycznie takiej możliwości, żeby zapoznawać się dokumentacją księży, chyba, że jakaś konkretna sprawa naprowadza na sprawdzenie dokumentacji, ale wówczas nie otrzymałem takich sygnałów, toteż nie zaglądałem – przyznał Kardynał.

Kard. Nycz nie pamiętał, w którym roku został proboszczem ks. R. - W sierpniu 2004 r. gdy przyszedłem do diecezji, on już był proboszczem budującym kościół – zeznał. W odpowiedzi na jedno z pytań przyznał, że nie prowadził nigdy, w żadnej diecezji, analizy jak często dany ksiądz jest przenoszony z parafii na parafię. Ksiądz z Kołobrzegu był wówczas relatywnie młodym proboszczem, miał już wtedy zaawansowaną budowę kościoła więc kardynałowi „nie przyszło do głowy”, żeby sprawdzać, czy był już wcześniej proboszczem. Kard. Nycz nie pamiętał też kto z księży był wikarym w czasie, gdy proboszczem był ks. R.

Ogólna opinia o ks. R w 2004 r. kiedy przyszedłem do diecezji była generalnie pozytywna dla niego. Budowa kościoła - w moim odczuciu i w odczuciu wiernych – szła dobrze. Na poziomie dekanatu opinia innych księży o tym proboszczu była pozytywna.

Gdy kard. Nycz był biskupem koszalińsko-kołobrzeskim ks. Zbigniew R. nie był karany, żadną karą kościelną, bo wtedy – jak powiedział metropolita - nie było ku temu żadnych podstaw. W tym okresie w diecezji nie było też przypadku spraw innych duchownych o molestowanie seksualne małoletnich, które zakończyłyby się rozstrzygnięciem czy to na poziomie sądu kościelnego, tak jak to przewiduje Stolica Apostolska, czy też na poziomie sądu powszechnego. – Jeżeli były zgłoszenia, to zawsze sprawdzaliśmy z największą troską rzetelność doniesienia. Nigdy tego nie bagatelizowałem. Uważam, że z punktu widzenia bezpieczeństwa w tej wielkiej tragedii jaką jest pedofilia nie można być pobłażliwym w tych sprawach – mówił kardynał przed sądem. - Za moich czasów ks. R nie był odsunięty od zajęć z dziećmi. – Pewnie gdybym wiedział i znał sprawę tę z 2000 r. to bym to zrobił – dodał.

Kard. Nycza pytano również, w jaki sposób jest egzekwowane od duchownych zobowiązanie do zachowania „wieczystej wstrzemięźliwości”. – Kapłani są zobowiązani do zachowania celibatu i jeśli mam jako biskup uzasadniony przykład życia wbrew tej zasadzie celibatu i czystości, niezależnie od tego, czy jest to związek z kobietą czy homoseksualny, wtedy następuje upomnienie i – w ostatecznym rozrachunku jeśli nie ma poprawy to suspensa, która jest zwyczajną karą w takich wypadkach – podkreślił metropolita warszawski.

Pytany o wiedzę kurii na temat okoliczności podejmowania aktów seksualnych przez ks. R kard. Nycz zeznał, że „jeżeli czasem dochodziły do kurii jakieś głosy na jego temat, to były to głosy o skłonnościach homoseksualnych tego księdza”. Zawsze stosowałem w takich wypadkach zasadę, że „muszę mieć pewność”. Sama skłonność nie jest grzechem, natomiast zawsze interweniowałem wtedy, kiedy następowało zrealizowanie tej skłonności w życiu – mówił kard. Nycz. - W przypadku ks. R. takiej wiedzy wtedy nie miałem i takiej decyzji nie mogłem podejmować – zaznaczył.

Kardynał przyznał, że pod koniec jego posługi w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej do kurii docierały wątpliwości dotyczące skłonności homoseksualnych ks. R. - Nigdy, za moich czasów, nie miałem żadnego dowodu, jakoby był on czynnym homoseksualistą. Muszę się opierać na faktach a nie na takich czy innych opiniach. Zdaniem kard. Nycza, gdyby biskup kierował „ulotnymi opiniami”, gdy nie ma „twardych dowodów” mógłby narobić wiele szkód.

Kardynała pytano również o to, czy według Kodeksu Prawa Kanonicznego biskup posiada władzę sądowniczą, wykonawczą i ustawodawczą w diecezji, kto powołuje proboszcza i czy kandydat na proboszcza musi odznaczać się jakimś specjalnymi cechami.

Do przestępstw popełnionych przez byłego księdza R. doszło w latach 1999-2001. W latach 1998-2008 ex-duchowny był proboszczem parafii pw. św. Wojciecha w Kołobrzegu.

W 2008 r. odwołano go z tej funkcji z powodu podejrzenia naruszenia zasad celibatu przez kontakty seksualne z dorosłym mężczyzną. Tuż przed rozpoczęciem procesu karnego w 2009 r. w którym zarzucono mu popełnienie czynów pedofilnych, został suspendowany przez biskupa, a następnie decyzją Stolicy Apostolskiej 10 stycznia 2014 został przeniesiony do stanu świeckiego.

Zbigniew R. został we wrześniu 2012 r. prawomocnie skazany na dwa lata więzienia za 10 czynów pedofilskich wobec Marcina K. i jeden czyn popełniony na innym małoletnim. Od listopada 2013 r. odbywa karę więzienia.

2014-09-12 19:26

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Belgia: eutanazja po raz pierwszy na wokandzie

[ TEMATY ]

eutanazja

Belgia

proces

Vatican News

W Belgii toczy się proces trzech lekarzy oskarżonych o złamanie norm regulujących zasady przeprowadzania eutanazji, a w konsekwencji zabicie 38-letniej Tiny Nys. W wypadku udowodnienia winy grozi im dożywocie. Ten symboliczny proces może poważnie wpłynąć na system opieki zdrowotnej w Belgii, która w 2003 r. zalegalizowała eutanazję i mocno lansuje „słodką śmierć”.

Eutanazja Tiny Nys miała miejsce 27 kwietnia 2010 r. i została przeprowadzona na jej prośbę. Rodzice i rodzeństwo kobiety wnieśli jednak sprawę do sądu, oskarżając lekarzy o sfałszowanie historii jej choroby oraz o działanie w sposób niekompetentny i pozbawiony szacunku.

Tina Nys, która

była całkowicie zdrowa poprosiła o eutanazję po rozstaniu z narzeczonym.
Psychiatra, do której się udała, i która już wcześniej miała ją pod opieką, stwierdziła jednak, że nie ma mowy u niej o „chronicznej i nieuleczalnej chorobie”, która wymagana jest do wydania zgody na śmiertelny zastrzyk. Nys zwróciła się więc z pozytywnym skutkiem do słynnej psychiatry, która, jak piszą belgijskie media, autoryzowała 1/3 wszystkich przypadków eutanazji przeprowadzonych w tym kraju z powodów psychicznych.

Rodzice informują, że Lieve Thienpont zaledwie po dwóch, trzech spotkaniach z ich córką nagle zdiagnozowała u niej Zespół Aspergera, tę samą lekką postać autyzmu, na którą cierpi Greta Thunberg, i na tej podstawie autoryzowała przeprowadzenie eutanazji. Następnie uczyniła wszystko, co w jej mocy, by utrudnić rodzicom otrzymanie dokumentacji medycznej (dostali ją po 51 dniach, zamiast po czterech dniach przewidzianym prawem). Lekarka uciekła się nawet do stwierdzenia: „jest to rodzina głęboko straumatyzowana, zraniona i anormalna o niewielkiej empatii i szacunku do innych. Zaczynam teraz lepiej rozumieć cierpienia Tiny”.

Wśród powodów, dla których rodzice wnieśli sprawę na wokandę był też sam sposób przeprowadzenia eutanazji. Lekarz, który przyjechał do domu Tiny, by podać jej kroplówkę ze śmiertelnym lekiem, nie miał nawet plastra do przyklejenia igły i kazał ją podtrzymywać ojcu, podczas gdy sam podawał truciznę. Po śmierci kobiety dał stetoskop komuś z rodziny, by sprawdził, czy jej serce przestało bić. Wychodząc porównał śmierć Tiny ze „śmiertelnym zastrzykiem, które podaje się domowemu zwierzęciu, by ulżyć mu w cierpieniu”.

Proces toczy się za zamkniętymi drzwiami, a adwokaci mają zakaz informowania o jego przebiegu mediów. Lekarzom grozi dożywocie, co budzi poważne obawy w świecie medycznym. „Jeśli nawet w niewielkim wymiarze zostanie skazany choćby jeden z trzech oskarżonych medyków, zagrozi to całemu systemowi” – pisze flamandzki dziennik „De Morgen”, wskazując, że w takiej sytuacji lekarze zaczęliby zrzucać na innych odpowiedzialność za decyzję o przeprowadzeniu eutanazji.

Obrońcy życia w Belgii są zadowoleni z dyskusji o końcu życia, którą sprowokował proces. Nie liczą jednak na wygraną. Przypominają, że w ub.r. w Holandii po raz pierwszy lekarz stanął przed sądem za przeprowadzenie eutanazji kobiety, która nie prosiła o to, by umrzeć. Mimo że komisja ds. kontroli norm dotyczących eutanazji stwierdziła, że „lekarz przekroczył procedury”, sędzia uniewinnił go motywując, że potwierdzenie woli pacjenta „jest niekoniecznym środkiem ostrożności” w przeprowadzaniu eutanazji. Wyrok w trwającym w Gandawie procesie ma zapaść za dwa tygodnie.

CZYTAJ DALEJ

Ryba

[ TEMATY ]

chrześcijanie

symbol

ryba

MAGDALENA NIEBUDEK

Znak ryby jest tym symbolem, którym Pan Jezus posłużył się wiele razy. Już na początku do upatrzonych rybaków powiedział:

„Pójdźcie za Mą, a uczynię was rybakami ludzi” (Mt 4, 19).
Przejętego Piotra pocieszył:
„Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (Łk 5, 10).

Słuchającą i wygłodniałą rzeszę ludzi nakarmił chlebem i rybami przez cudowne rozmnożenie. Pieczoną rybę przygotował uczniom czekając na nich po zmartwychwstaniu.


Pierwsi chrześcijanie otaczali ten symbol szacunkiem. Dla nich znak ryby przypominał chrzest, podczas którego byli zanurzani w wodzie, aby stać się nowym człowiekiem. W sztuce tego czasu rybakiem jest szafarz sakramentu, zaś neofita rybą. Rybak, który często przypominał św. Piotra, nie tylko włącza do Kościoła, ale też pomaga w rozwoju i przygotowuje do królestwa Bożego. Chrześcijanie przejęli symbolikę ryby od ludów starożytnych, ale poszerzyli jej znaczenie. Chętnie posługiwali się tym znakiem, ponieważ wyznawca Chrystusa zanurzony w Nim przez chrzest i umocniony Eucharystią ma życie łaski uświęcającej i nie dosięga go śmierć druga.

Na nagrobkach chrześcijan II wieku znajdują się rysunki ryby i grecki napis ICHTHYS, co tłumaczone na język polski się tłumaczy: „I – Jezus, CH – Chrystus, TH – Boży, Y – Syn, S – Zbawiciel”.


Jak tym znakiem posługiwali się chrześcijanie w życiu katakumbowym, opisuje Henryk Sienkiewicz w powieści „Quo vadis”. Symbol ryby narysowany na piasku przez nieznanego człowieka oznaczał, że spotkało się chrześcijanina. Pozostaje jeszcze jeden ważny symbol biblijny ryby. Jest nim osoba proroka Jonasza i ryby, w której przebywał przez trzy dni. Jonasz jest symbolem Chrystusa przebywającego w grobie, który przezwyciężył niebezpieczeństwo śmierci i zmartwychwstał dnia trzeciego.

CZYTAJ DALEJ

Posłowie wszystkich klubów i kół za świadczeniem dla deportowanych do ZSRS

2020-07-15 15:01

[ TEMATY ]

pieniądze

sejm

ZSRR

Tomasz Zajda – stock.adobe.com

Posłowie PiS, KO, Lewicy, Koalicji Polskiej, a także Konfederacji opowiedzieli się w środę za przyznaniem polskim obywatelom 200 zł za każdy miesiąc ich zesłania lub deportacji do ZSRS w latach 1939-56.

Projekt w tej sprawie zgłosił prezydent Andrzej Duda; było to jego pierwsze czytanie.

Projekt przewiduje przyznanie jednorazowych świadczeń pieniężnych, które - biorąc pod uwagę średni czas przebywania na zesłaniu - mogą wynieść 13,2 tys. zł. Pieniądze te będą przyznawane w wysokości proporcjonalnej do okresu przebywania danej osoby na zesłaniu lub deportacji w Związku Sowieckim. Za każdy pełny miesiąc okresu podlegania w latach 1939–56 tego rodzaju represji ma przysługiwać 200 zł, jednak nie mniej niż 2,4 tys. zł.

Projekt ustawy w tej sprawie przedstawił posłom sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera. Minister podkreślił, że przepisy mają zniwelować nierówności i zaspokoić słuszne roszczenia obywateli polskich zesłanych lub deportowanych do ZSRR, którzy do tej pory nie otrzymali rekompensaty za doznane cierpienia. Zaapelował też do posłów o jednomyślność w tej sprawie i szybkie uchwalenie przepisów ze względu na wiek osób deportowanych.

W dyskusji nad projektem posłowie wszystkich klubów i kół opowiedzieli się za zaproponowanymi przepisami, podkreślając, że są one próbą zadośćuczynienia za wyrządzone zło. Posłowie Koalicji Obywatelskiej zgłosili też wniosek o niezwłoczne przystąpienie do drugiego czytania projektu (bez prac w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny) i uchwalenie ustawy jeszcze podczas obecnego posiedzenia Sejmu. Za tym wnioskiem opowiedziała się część posłów, m.in. Koalicji Polskiej.

Projekt poparło także Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Zgodnie z propozycją prezydenta świadczenie ma być przyznawane na wniosek osoby zainteresowanej złożonej szefowi Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Z danych UdsKiOR wynika, że świadczenia, które będą finansowane z budżetu państwa, może uzyskać ok. 22 tys. osób.

We wniosku powinno się znaleźć oświadczenie o nieuzyskaniu odszkodowania lub zadośćuczynienia na podstawie ustawy z 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległości Polski. Wypłata zadośćuczynienia będzie wolna od egzekucji i nie będzie podlegać wliczeniu do dochodu uprawniającego do wszelkich świadczeń i dodatków. Świadczenie będzie też zwolnione od podatku dochodowego od osób fizycznych.

W uzasadnieniu projektu podano, że średni czas przebywania na deportacji lub w obozie w Związku Sowieckim w przypadku Sybiraków zamieszkujących na terytorium Polski wynosi 66 miesięcy. Tym samym średnia wysokość świadczenia pieniężnego dla jednej osoby może wynosić 13,2 tys. zł.

Koszt wypłaty świadczeń oszacowano na ok. 290 mln zł. (PAP)

nno/ wj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję