Reklama

Niedziela Rzeszowska

Oddany kapelan Armii Krajowej – ks. kan. Józef Czyż

Czas szybko mija, zacierają się w pamięci wydarzenia, osoby, które powinny pozostać w historii wojennych wydarzeń rejonu rzeszowskiego. W Inspektoracie Rzeszowskim AK szczególną pozycję zajmował zmarły przed 30 laty ks. Józef Czyż, pseudonim „Wołysz”, „Kasper” – wikariusz parafii św. Józefa w Rzeszowie-Staromieściu – jeden z tych, którzy wytrwali w przysiędze złożonej na wierność Bogu i wolnej Ojczyźnie; wyrytej na pamiątkowej tablicy w kościele farnym w Rzeszowie w 1979 r., której ks. Józef Czyż był jednym z fundatorów. Jako mój długoletni proboszcz w parafii Przybyszówka niemal codziennie dzielił się wspomnieniami z pracy konspiracyjnej AK w Rzeszowie.

Z okropnością wojny ks. Józef spotkał się w pierwszych jej dniach, kiedy to pospieszył z posługą religijną do ofiar zbombardowanego pociągu osobowego stojącego na torach pomiędzy Rudną a Staromieściem. Był jednym z pierwszych, który znalazł się w szeregach AK; mianowany na wniosek biskupa polowego Gawliny kapelanem obwodu rzeszowskiego i/”O.R.S.” w stopniu kapitana (dokument podpisany przez komendanta Sił Zbrojnych AK Bora-Komorowskiego), odznaczony Krzyżem AK, Medalem Wojska Polskiego, Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami – wszystkie odznaczenia otrzymał z Londynu.

Przez całą wojnę miał u siebie w pokoju na wikarówce kwaterę konspiracyjną Inspektoratu Rzeszowskiego AK, gdzie urzędował komendant płk Łukasz Ciepliński, ps. „Pług”. Tu odbywał on odprawy z dowódcami, spotykał się z żołnierzami, odbierał od nich przysięgę, wydawał rozkazy, przyjmował skoczków z Anglii np. kapitana Władysława Micieka, ps. „Mazepa”. Spośród powierzonych przez komendanta obowiązków, najwięcej czasu zajmowało mu prowadzenie tajnego archiwum AK wszelkich rozkazów, dokumentów, meldunków oraz ksiąg rachunkowych. Zawierzono ks. Józefowi wielkie pieniądze, które rozdzielał wg rozkazu dowódcy. Odrębną jego pracą było roznoszenie rozkazów, tajnych listów do partyzantów, łączników, do ludzi zagrożonych. Przenosił je nieraz dwa razy w ciągu dnia przez linię obronną okopów niemieckich, za każdym razem ubrany w komżę, stułę, z bursą na piersiach i biretem na głowie udając, że spieszy do chorego. Wiele razy zatrzymywany był przez Niemców, ale po krótkiej rozmowie – znał bowiem dobrze język niemiecki – przepuszczany bez żadnej kontroli. Mając stare już nieaktualne pieczątki parafii Brzozów, Sokołów i Staromieście ratował życie wielu zagrożonym dostarczając kennkarty oraz blankiety metrykalne – te szczególnie Żydom za pośrednictwem parafianki Kretowej, której mąż przebywał w Oświęcimiu. Niejaki Kazimierz Dziopak wielokrotnie osobiście mu dziękował, że dzięki takiej kennkarcie ocalił życie. W niektórych dniach miał dostęp do korespondencji pocztowej wyłapując anonimy do władz niemieckich, do Gestapo, niszczył je, a do tych, którzy się pod donosem podpisali osobiście jeździł ostrzegając ich, aby więcej tego nie czynili. Uratował w ten sposób ks. Andrzeja Ostrowskiego, dziekana i proboszcza w Łące. Wychwycony na poczcie w Rzeszowie anonim adresowany do Gestapo z okropnymi oskarżeniami przekazał osobiście ks. Ostrowskiemu. Ten rozpoznał, że list pisany jest przez jego parafianina, a w dodatku pracownika parafialnego, którego ks. Józef przestrzegł, że jeżeli jeszcze raz to uczyni, grozi mu śmierć. Ks. Czyż uratował także innego parafianina, który prowadził ubój za tajną ugodą z Niemcami za donosy. Chociaż jeszcze nikomu nie zaszkodził, tajny sąd AK wydał na niego wyrok śmierci. Sąd zwrócił się jeszcze do ks. Czyża, aby jako o parafianinie wydał o nim opinię. Przestrzeżono go tylko, wychłostano, ale odbierać mu życia ks. Józef stanowczo zabronił. Od chwili, kiedy można było wysyłać paczki do Oświęcimia stale co tydzień posyłał na adres ks. Władysława Dobosza, który dzięki tym paczkom przeżył gehennę obozu. Odbierał od znajomego dyrektora mleczami sery i masło i dostarczał konspiratorom dla ich potrzeb. Do konspiracyjnych celów wykorzystywał radio schowane przed Niemcami na strychu kaplicy cmentarnej, a słuchane przez parafianina Ungeheuera. W porozumieniu z dowództwem AK zainstalował u Ignacego Wiśniewskiego aparat, z którego przez całą wojnę we czterech na zmianę słuchali komunikatów z Londynu zaszyfrowanych piosenką lub hasłem. Ukryta piwnica pod jego pokojem niejednokrotnie zamieniała się w magazyn broni, zaś pistolet „Lama” komendanta Cieplińskiego przechowywał w kościele w figurze św. Katarzyny.

Reklama

Inną jakże ważną pracą księdza Józe­fa była posługa w konfesjonale. Przed każdą akcją AK komendant Ciepliński nie zapominał o duchowym przygotowaniu swych żołnierzy i organizował spowiedź w kościele w Staromieściu. Spowiedzi te przeważnie zawsze były z całego życia.

Nie odbyło się bez różnych szykan ze strony hitlerowców z powodu donosu volksdeutscha ze Staromieścia za przedwojenną akcję antyhitlerowską, a także za śpiewanie na nabożeństwach różańcowych „Boże, coś Polskę... racz nam wrócić Panie...”. Stąd groźną była rewizja w jego mieszkaniu przeprowadzona przez gestapowców Flaschke i Pottenbauma, na których niedługo AK wydało rozkaz zlikwidowania.

Oto kilka przykładów z bogatej działalności ks. kan. Józefa Czyża, które zjednały mu wielki szacunek w środowisku braci akowskiej i wielki autorytet, którym cieszył się do końca życia. Tak jak wcześniej w czasie okupacji żołnierze AK przesiadywali w jego pokoju, dyskutowali długie godziny, on, czym miał, ich częstował, nieraz i przenocował – tak było aż do jego śmierci. Stale na plebanii w Przybyszówce bywali jacyś goście z czasów konspiracji – wspomnieniom wtedy nie było końca. Częstym gościem był następca Cie­plińskiego Edward Brydak, pseudonim „Andrzej”. Jednak zawsze, aż do śmierci bolało go bardzo, że mimo narażania się przez całą wojnę na tyle niebezpieczeństw, aby Polska była Polską wolną, niepodległą, wraz z innymi akowcami uznano go za niebezpiecznego dla nowej powojennej rzeczywistości, a nawet za wroga. Ośmiu najwybitniejszych dowódców AK Rzeszowszczyzny, jego najbliższych współpracowników osądzonych w Warszawie w procesie pokazowym skazano na śmierć i rozstrzelano. Dowody ich szlachetnej działalności w czasie wojny były pieczołowicie przechowywane przez ks. Czyża w archiwum AK – początkowo na strychu kościelnym w Staromieściu, a kiedy biskup mianował go proboszczem nowo utworzonej parafii Trzebownisko, przeniósł archiwum AK do Zaczernia ukrywając je w domu p. Stopy. W Trzebownisku rozpoczął budowę kościoła, ale niestety niedługo musiał opuścić placówkę. Zaraz po wojnie UB podejrzewało ks. Czyża, przeżył nawet pełne grozy dwa aresztowania i długie nieludzkie przesłuchiwania, ale z braku dowodów wy­puszczono go warunkowo na wolność. Kiedy jednak 24 czerwca 1948 r. dostało się w ręce UB jego archiwum zdradzone przez nieznaną osobę, wtedy musiał natychmiast uciekać.

Reklama

Przyjechali zaraz po niego, ale ks. Czyż powiadomiony przez p. Stopę, że archiwum zostało zabrane, natychmiast wsiadł w pociąg do Bytomia, gdzie ścigany przez komunistyczne władze listem gończym rozpoczął inny rozdział swoich przeżyć – tym razem powojennego ukrywania się przez osiem lat. Od bp. Franciszka Bardy otrzymał bezterminowy urlop i ukrywał się najpierw rok w Bytomiu, pomagając w pracy parafialnej. Następnie był kapelanem Sióstr Karmelitanek we Wrocławiu – po wpadce innych ukrywających się tam kapelanów kolegów, udało mu się szczęśliwie uciec do Poznania, gdzie był kapelanem Sióstr Urszulanek do 2 stycznia 1957 r. Wziął udział w słynnych wypadkach czerwcowych w 1956 r. Miał propozycję pozostania w diecezji poznańskiej, wrócił jednak do swojej diecezji przemyskiej. Był przykładnym kapłanem, dbał o materialny i duchowy rozwój powierzonej mu parafii. Trzy miesiące przed śmiercią uroczyście obchodził 50-lecie pracy kapłańskiej – powiedział wtedy, że „dzień ten to ostatni radosny promyk słońca przed zachodem”. Wszystko, co dobre, jak to często powtarzał, zawdzięczał opiece swego patrona św. Józefa, do którego całe życie miał gorące nabożeństwo.

2014-08-21 13:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Byłem księdzem Polakiem

2020-07-08 08:41

Niedziela przemyska 28/2020, str. IV

[ TEMATY ]

ksiądz

Polak

Archiwum autora

Ks. Wojciech Michna (1845-1893)

Brał w obronę robotników, propagował ideę ubezpieczeń, potrzebę tworzenia straży pożarnych, działał w Galicyjskim Towarzystwie Gospodarskim. Pod sztandarem „Polska ukrzyżowana” organizował pielgrzymki chłopów do Rzymu i Ziemi Świętej – ks. Wojciechowi Michnie Bóg nie poskąpił talentów.

W marcu minęło 200 lat od narodzin ks. Wojciecha Michny. Chcąc przypomnieć tego zasłużonego na wielu polach kapłana i tym samym uhonorować go w roku okrągłej rocznicy jego urodzin, chcielibyśmy ukazać jego postać przez pryzmat umiłowania Ojczyzny. Będąc proboszczem w Chłopicach, część dochodu z wydawanych przez siebie publikacji przeznaczył na utworzenie funduszu dla ubogich parafian i byłych powstańców styczniowych. Dla upamiętnienia powstania doprowadził do budowy kapliczek w różnych miejscowościach na Podkarpaciu.

CZYTAJ DALEJ

Bp Ignacy Dec: Katolik powinien głosować na kandydata głoszącego poglądy zgodne z Dekalogiem i Ewangelią

2020-07-07 07:46

[ TEMATY ]

Dec

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Katolik powinien głosować na kandydata, który hierarchię wyznawanych wartości opiera na Dekalogu i Ewangelii - mówi rozmowie z „Naszym Dziennikiem” bp Ignacy Dec, przewodniczący Rady ds. Apostolstwa Świeckich KEP.

"Nasz Dziennik" we wtorkowym wydaniu pisze, że decyzja osoby wierzącej o udziale w wyborach i o poparciu konkretnego kandydata na prezydenta to przede wszystkim sprawa jego prawego sumienia, czyli sumienia uformowanego w zgodzie z Ewangelią i nauczaniem moralnym Kościoła.

"Każdy obywatel jest odpowiedzialny za Ojczyznę, winien uczestniczyć w sprawach publicznych, a zatem udział w wyborach to nasz obowiązek. Wynika on z odpowiedzialności za dobro wspólne. Jednocześnie katolik, dokonując wyboru, powinien zawsze pamiętać, że każda nasza decyzja ma moralny wymiar. Może być dobra albo zła. Ta wyborcza także" – podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. bp Dec.

"Nasz Dziennik" podkreśla, że w głosowaniu na prezydenta wybieramy głowę państwa, która ma realny wpływ na przyszłość naszej Ojczyzny, na stanowione prawo, na kształt życia społecznego.

"Katolik powinien głosować na kandydata, który hierarchię wyznawanych wartości opiera na Dekalogu i Ewangelii. To jest kryterium podstawowe" - zwraca uwagę ks. bp Dec. (PAP)

aop/ itm/

CZYTAJ DALEJ

COMECE: budujmy bardziej sprawiedliwą i przyjazną Europę

2020-07-10 20:53

[ TEMATY ]

Unia Europejska

Europa

kryzys

COMECE

Vatican News

Wobec kryzysu i trudności, które przeżywa, Europa potrzebuje wspólnego działania, aby była bardziej sprawiedliwa, gdzie wszyscy będą mieli jednakowe szanse i będą jednakowo traktowani, gdzie poszanowany będzie zrównoważony rozwój. Opinię tę wyraził sekretarz generalny Komisji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE) po spotkaniu ze stałym obserwatorem Niemiec przy Unii Europejskiej Michaelem Claussem. Kraj ten od 1 lipca br. sprawuje prezydencję w UE.

Ks. Manuel Barrios Prieto podkreślił, że u początków powstania Unii leżała świadomość, iż tylko wspólnie można przezwyciężyć trudności i budować pokój i dobro wspólne. Wskazał także na główne tematy ważne z punktu widzenia Kościoła. Mówi sekretarz generalny COMECE

Głos Kościoła głosem biednych, obrony życia, najsłabszych

„Uważam, że głos Papieża jest dziś jednym z najbardziej autorytatywnych na poziomie światowym wśród różnych spraw, o których mówi. Są tematy, na poziomie europejskim, które są bardzo istotne, jak ochrona stworzenia, czyli temat troski o nasz wspólny dom. To jest bardzo ważne i naprawdę razem musimy się o niego troszczyć, nie tylko ludzie wierzący, ale także i wszyscy ludzie dobrej woli, gdyż rozwój Unii Europejskiej niesie ze sobą zrównoważony rozwój, dbałość o przyszłe pokolenia ze wszystkimi trudnościami, które może on ze sobą przynieść – powiedział w wywiadzie dla Radia Watykańskiego ks. Manuel Barrios Prieto. - Naszym zdaniem najważniejsze są następujące tematy: troska o najsłabszych w naszych społeczeństwach, o tych, którzy tracą pracę, o osoby, które naprawdę zostaną dotknięte kryzysem gospodarczym. Trzeba myśleć o młodych, którzy poniosą koszty tego kryzysu, a którzy będą wchodzić w świat pracy. Nie można zapominać także o temacie migracji, który dla Kościoła jest tak ważny. To czas, kiedy jako Kościół musimy zabrać głos, który jest także głosem biednych, rodzin, głosem obrony życia, obrony najsłabszych, sprawiedliwości. Obronimy się razem, tylko w ten sposób możemy przezwyciężyć kryzys. Albo wszyscy zwyciężymy, albo wszyscy poniesiemy porażkę. Istnieje bowiem ryzyko, że projekt europejski, który narodził się po II wojnie światowej, rozmyje się i to dla ludzkości byłoby wielką stratą.“

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję