Reklama

Niedziela Małopolska

Jezus uzdrawia poprzez liturgię

Już po raz 7. odbędą się w Krakowie rekolekcje „Mysterium fascinans” (12-14 września), pt. „W Jego ranach nasze zdrowie – sakramenty uzdrowienia”. O historii i idei tych wyjątkowych i jedynych w Polsce rekolekcji liturgicznych rozmawiamy z ich inicjatorem i organizatorem, ks. Krzysztofem Porosło

AGNIESZKA KONIK-KORN: – Skąd wziął się pomysł na rekolekcje liturgiczne?

KS. KRZYSZTOF POROSŁO: – Historia rekolekcji „Mysterium fascinans” sięga jeszcze czasów sprzed mojego pójścia do seminarium. Po wakacyjnych rekolekcjach oazowych rozmawiałem z kolegą, animatorem liturgicznym, o tym, że po oazie nie mamy w zasadzie możliwości dalszej formacji liturgicznej. Wówczas myśleliśmy o tym z perspektywy animatorów i oazowiczów. Potem poszedłem do seminarium. Już po pierwszym roku studiów udało się zorganizować pierwsze rekolekcje liturgiczne w Skomielnej Czarnej. Wtedy też poznałem o. Tomasza Grabowskiego OP, wówczas diakona, który „przypadkowo” przyjechał na te rekolekcje w zastępstwie za innego ojca. Tam rozpoczęła się nasza współpraca, która trwa do dziś.

– Czy kolejne tematy rekolekcji powstawały wg jakiegoś klucza?

– Każdy kolejny temat wypływał z poprzedniego. Pierwsze rekolekcje nosiły tytuł „Liturgia na przestrzeni wieków” i poświęcone były aspektom historycznym liturgii. W kolejnym roku w Bystrej skupiliśmy się na aspektach teologicznych. Trzecia edycja „Mysterium fascinans” odbyła się w Zembrzycach. Ponieważ obchodziliśmy wtedy jubileusz Konstytucji o liturgii, temu właśnie tematowi poświęciliśmy rekolekcje. Z kolei przedłużeniem teologii zawartej w liturgii było wydobycie z niej elementów eschatologii. To były pierwsze rekolekcje, w których uczestniczyli goście z zagranicy. Z tematu eschatologii „narodził się” temat sakramentów, któremu poświęciliśmy kolejną, 5. edycję rekolekcji, „Żyć w Chrystusie”. Nasze spotkanie dotyczyło sakramentów inicjacji chrześcijańskiej. To były przełomowe rekolekcje. Odbywały się w krakowskim Wyższym Seminarium Duchownym, przybyło na nie blisko 200 osób. W tym czasie udało nam się przeżyć rekolekcje w takiej formie, jaką zakładaliśmy na samym początku. Chodziło o to, by rekolekcje liturgiczne nie miały formy sympozjum o liturgii, ale by były prawdziwie duchowym przeżyciem dla ich uczestników. I choć wiele osób wcześniej nie wierzyło, że się to uda, od tamtej pory „Mysterium fascinans” to przede wszystkim nie spotkanie z liturgią w teorii, ale w głębokiej, duchowej praktyce.
Kontynuacją tematyki związanej z sakramentami były zeszłoroczne rekolekcje pt. „Duch – nasze uświęcenie”. Przyjechało na nie wiele osób, które początkowo szukały innej formy skupienia. Okazało się jednak, że nikt nie przyjechał tam przypadkowo, że Pan Bóg poprzez liturgię Kościoła działał, dogłębnie uzdrawiał i przemieniał uczestników.

– Tegoroczny plakat rekolekcji „Mysterium fascinans” – „W Jego ranach nasze zdrowie” – robi wrażenie...

– Rzeczywiście. Posłużyliśmy się wymownym obrazem Caravaggia „Niewierny Tomasz”. Od samego początku mam głębokie przekonanie, że Pan Bóg działa w liturgii. Zazwyczaj podczas rekolekcji głoszone są katechezy, słowo Boże, ale celebracje liturgiczne wydają się być na dalszym planie. A przecież, powiedzmy sobie szczerze – Kościół nie ma nic ważniejszego do zaoferowania człowiekowi niż sprawowanie liturgii. Dlatego w czasie naszych rekolekcji referaty zaproszonych gości coraz częściej przyjmują formę katechez mistagogicznych, które wprowadzają ludzi w głębsze poznawanie i celebrowanie liturgii. Naukowość ustępuje miejsca duchowi popularyzatorskiemu.

– Czy w trakcie rekolekcji są jakieś stałe punkty programu?

– Każdy dzień rekolekcji oparty jest o Liturgię Godzin. Od 3. edycji rekolekcji cała sobota poświęcona jest starszym formom liturgii. Eucharystia odprawiana jest w formie nadzwyczajnej, również Liturgia Godzin odmawiana jest wg tradycji dominikańskiej lub benedyktyńskiej. Staramy się, by wszystkie celebracje liturgiczne były maksymalnie uroczyste. W tym roku rekolekcje rozpoczniemy Modlitwą w ciągu dnia, potem przeżyjemy nabożeństwo pokutne, doświadczając wspólnotowego wymiaru sakramentu pokuty. Po nabożeństwie będzie spowiedź, a dzień zakończy się Eucharystią. Śpiew poprowadzi Paweł Kisiel, kantor Bazyliki Mariackiej. Oprócz gości, którzy będą przedstawiać swoje referaty, charakter rekolekcyjny będzie podkreślony przez homilie znakomitego biblisty ks. Wojciecha Węgrzyniaka, który wygłosi je podczas celebracji liturgicznych. Przez całą sobotę będzie nam towarzyszyć „Schola Cantorum Minorum Chosoviensis” pod dyrekcją Sławomira Witkowskiego. W niedzielę będziemy uczestniczyć we Mszy św. o godz. 10 w katedrze wawelskiej. Muszę dodać, że w niedzielę będą głoszone tylko katechezy mistagogiczne. Nie będzie wykładów, wymagających od prelegentów pracy w niedzielę, zamknięty będzie również sklepik z książkami.

– Kto przyjeżdża na rekolekcje „Mysterium fascinans”?

– Każdy może przyjechać na nasze rekolekcje. Od kilku lat uczestniczą w nich osoby z całej Polski, biskupi, księża i siostry zakonne. Ale również ludzie młodzi, nastolatkowie oraz starsi, nieraz po 70-tce. Przyjeżdżają osoby samotne i zamężne, matki, ojcowie. Staramy się, by każdy znalazł w tych rekolekcjach przestrzeń dla siebie. Jest taka zasada, że w trakcie rekolekcji, szczególnie wieczorem, w budynku panuje cisza, ale jest też miejsce, gdzie można razem usiąść, pogadać, napić się herbaty czy kawy. Dla mnie fenomenem są wieczorne, przedłużające się do późna w nocy, rozmowy, w których uczestniczą zarówno słuchacze rekolekcji, jak i profesorowie, prelegenci. Zawiązują się przyjaźnie, są osoby, które przyjeżdżają na „Mysterium fascinans” każdego roku. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu na tych rekolekcjach budowane jest środowisko liturgiczne w Polsce. To podczas tych rekolekcji narodziły się nasze wspólne katechezy mistagogiczne, które głosimy z o. Tomaszem Grabowskim, spotkania liturgiczne w Tyńcu czy seria książek liturgicznych.

– Kogo będzie można posłuchać w tym roku?

– W tym roku referaty wygłoszą: ks. dr hab. Artur Malina, ks. dr hab. Dariusz Kwiatkowski, ks. dr Maciej Zachara MIC, o. dr Mateusz Przanowski OP oraz o. Tomasz Grabowski OP i Magdalena Ryszka, psycholog. Razem z o. Tomaszem będziemy również głosić katechezę mistagogiczną o sakramencie pojednania.

2014-09-03 16:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O. Bartoszewski o szczegółach procesu beatyfikacyjnego kard. Stefana Wyszyńskiego

2020-02-14 10:40

[ TEMATY ]

wywiad

kard. Stefan Wyszyński

kard. Wyszyński

Marian P. Romaniuk

O. Gabriel Bartoszewski z tomem pierwszym Positio sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego

Dokładną historię oraz kulisy procesu beatyfikacyjnego Prymasa Tysiąclecia, który będzie wyniesiony na ołtarze w Warszawie 7 czerwca - prezentuje w wywiadzie dla KAI o. Gabriel Bartoszewski OFMCap, promotor sprawiedliwości a następnie wicepostulator w procesie beatyfikacyjnym kard. Stefana Wyszyńskiego.

Tomasz Królak, Marcin Przeciszewski (KAI): Co to jest i jak przebiega proces beatyfikacyjny? Proszę nam wyjaśnić bliższe szczegóły rozpoczęcia procesu dotyczącego Prymasa Tysiąclecia?

O. Gabriel Bartoszewski: Proces beatyfikacyjny jest to dochodzenie prawno-kanoniczne nad życiem chrześcijanina, który przeżywał pełne cnót życie nacechowane heroizmem, co utrwaliło się w pamięci otoczenia. Chodzi tu o chrześcijańskie cnoty: wiary, nadziei, miłości, męstwa, itd. Dochodzenie to musi przebiegać w oparciu o wszystkie przepisy prawa kanonizacyjnego. Zatem jeśli w środowisku zjawi się taki świątobliwy chrześcijanin, i trwa o nim opinia, że zmarł w opinii świętości a wierni mają o tym głębokie przekonanie, to po jego śmierci, zgodnie z przepisami prawa kanonizacyjnego, mogą się zwrócić do biskupa z prośbą o rozpoczęcie procesu.

Jesienią 1988 roku prymas Józef Glemp jako arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski podjął działania administracyjne w sprawie rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego swego poprzednika. 12 października 1988 r. postulatorem procesu Stefana Wyszyńskiego minował ks. Jerzego Mrówczyńskiego CR, postulatora generalnego spraw polskich w Rzymie. Jego zastępcą, czyli wicepostulatorem 15 października 1988 r. mianował ks. Bronisława Piaseckiego, b. kapelana zmarłego Prymasa. Ks. Jerzy Mrówczyński wkrótce opuścił Rzym i przestał funkcjonować jako postulator. Jego funkcję w tym procesie przejął wice postulator ks. Bronisław Piasecki, były kapelan zmarłego Prymasa.


Wcześniej kard. Glemp uzyskał pozytywną opinię w tej sprawie ze strony Konferencji Episkopatu Polski. Konferencja obradująca na Jasnej Górze dnia 2-3 maja 1988 r. w odpowiedzi na prośbę Prymasa Polski, wyraziła pozytywną opinię o stosowności rozpoczęcia procesu kard. Wyszyńskiego.

Po otrzymaniu opinii pozytywnej Episkopatu, kard. Glemp jako arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski w marcu 1988 r. zwrócił się do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych z prośbą o otrzymanie „nulla osta” na rozpoczęcie procesu na szczeblu diecezjalnym. Chodzi tu o potwierdzenie Stolicy Apostolskiej, że nic nie stoi na przeszkodzie do rozpoczęcia procesu. W praktyce, Kongregacja po otrzymaniu takiego pisma przeprowadza dochodzenie w Kurii Rzymskiej związane z pozyskaniem informacji o zmarłym. Jeśli był biskupem to pytania są kierowane do Kongregacji ds. Biskupów, jeśli kapłanem, do Kongregacji ds. Duchowieństwa, a w każdym przypadku do Kongregacji Nauki Wiary. Taki pozytywny dekret „nulla osta” podpisany przez kard. Angelo Felici Prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych został wydany 26 kwietnia 1989 r.

Po załatwieniu wymaganych formalności kard. Glemp rozpoczął proces diecezjalny w archidiecezji warszawskiej o życiu, sławie świętości i heroiczności cnót sługi Bożego oraz łaskach w ogólności. Dekretem z 14 maja 1989 r. mianował Trybunał beatyfikacyjny. W jego skład weszli jako delegaci: bp Stanisław Kędziora, biskup pomocniczy warszawski; ks. Grzegorz Kalwarczyk, kanclerz Kurii Metropolitalnej; ks. dr Andrzej Gałka, profesor warszawskiego seminarium. Zadaniem delegata jest przesłuchiwanie świadków na okoliczność ustalonych pytań.

Z kolei do moich obowiązków jako promotora sprawiedliwości należało opracowanie pytań o życiu, sławie, świętości i heroiczności cnót teologalnych (wiara, nadzieja, miłość Boga i bliźniego, roztropność, sprawiedliwość, męstwo i powściągliwość) oraz moralnych (czystość, ubóstwo posłuszeństwo i pokora). Całość pytań obejmowała 28 stron maszynopisu. Według tych pytań przesłuchiwani byli świadkowie.


Notariuszem głównym procesu został ks. Andrzej Tokarski, a notariuszami pomocniczymi ks. Tadeusz Balewski i Aniela Michalska.

- Co jest głównym zadaniem Trybunału beatyfikacyjnego?

- Przeprowadzenie procesu polegającego na zbadaniu życia kandydata na ołtarze oraz zbadanie heroiczności cnót teologicznych i moralnych lub męczeńskiej śmierci sługi Bożego. Jako promotor sprawiedliwości przedłożyłem zestaw obszernych, licznych pytań dla świadków.

- Kto decyduje powołaniu kogoś na świadka? Ilu świadków powołano?

- Ich wyłonienie należy do postulatora. Pożądany jest szeroki przekrój tego grona, żeby ich relacjom nie groziła jakaś jednostronność, uwzględnienie tylko niektórych aspektów życia. Podstawowym kryterium doboru świadków jest wiedza, jaką dysponują. Fakt bycia osobą niewierzącą nie wyklucza z możliwości składania zeznań.


Wicepostulator wraz z pismem proszącym o rozpoczęcie procesu przedłożył listę 55 świadków którzy osobiście znali Sługę Bożego. Grono to stanowili członkowie rodziny (4 osoby), biskupi (9), domownicy i pracownicy Sekretariatu Prymasa Polski (5), księża (16 osób); członkinie Instytutu Maryi Matki Kościoła (4), siostry zakonne (4), współwięźniowie (2) oraz świeccy (12).

Do tej grupy, zgodnie z przepisami, delegat biskupa na mocy własnej decyzji wyznacza cztery osoby jako świadków z urzędu. W sumie ich liczba na dalszym etapie powiększa o się 4 świadków „ex officio”. Następnie przesłuchiwanymi świadkami są biegli Komisji Historycznej.

- A kiedy miała miejsce pierwsza sesja procesu?

- Pierwsza główna i publiczna sesja procesowa z udziałem wiernych odbyła się 20 maja 1989 r. o godz. 16-tej w warszawskiej archikatedrze św. Jana. Arcybiskup metropolita kard. Glemp, jako przewodniczący Trybunału dokonał wprowadzenia, złożył przysięgę o zachowaniu tajemnicy w sprawie pytań i odpowiedzi świadków oraz złożył podpis. Podobną przysięgę złożyli następnie wszyscy członkowie Trybunału oraz wicepostulator, po czym ją podpisali.


A skoro sesja była publiczna i odbywała się w języku łacińskim, to za zgodą przewodniczącego kard. Glempa objaśniałem wiernym po polsku treści dekretów i przebieg uroczystości w jej poszczególnych fragmentach.


Z chwilą zakończenia pierwszej sesji „bohaterowi” procesu przysługuje tytuł Sługa Boży, który nie dopuszcza jednak oddawania mu publicznego kultu religijnego.


12 czerwca 1989 r. odbyła się druga sesja i przesłuchanie kolejnych świadków.

- Na czym polega przesłuchiwanie świadków w procesie beatyfikacyjnym?

- Świadek jest wzywany urzędowym pismem tzw. cytacją z określeniem dnia, godziny i miejsca składania zeznań. Pierwszym świadkiem składającym zeznania był ks. Zdzisław Peszkowski.


Po rozpoczęciu sesji delegat sprawdza tożsamość świadka i przyjmuje przysięgę. Dokonuje się to w obecności promotora sprawiedliwości i notariusza. Świadek składa przysięgę według zamieszczonego tekstu, zobowiązuje się zeznać informacje zgodne z prawdą i zachować tajemnicę, oraz podpisuje protokół sporządzony „ad hoc” na tę okazję. Po czym następuje otworzenie pliku akt. Natomiast członkowie trybunału nie składają przysięgli podczas kolejnych sesji, gdyż złożyli ją podczas pierwszej.


Delegat otwiera zamkniętą kopertę z pytaniami promotora sprawiedliwości i według nich przesłuchuje świadków. Odpowiedzi głośno dyktuje notariuszowi do zapisania w protokole. Sesje przesłuchań są poufne, odbywają się w lokalu kościelnym, np. w kurii biskupiej lub w sądzie biskupim. Także promotor sprawiedliwości podczas przesłuchana może zadawać pytania, może dopytać o coś, co go zaniepokoiło, może też zasugerować, żeby powołać kolejnych świadków.

Na zakończenie sesji notariusz odczytuje treść zeznań. Świadek może wnieść korektę a jeżeli nie ma wątpliwości – podpisuje. Protokół podpisują także delegat biskupa, promotor sprawiedliwości, notariusz. Na zakończenie sesji akta są zamykane i przechowywane do następnej sesji.


Do spisywania zeznań służą specjalne formularze. Bywa, że jedna osoba jest przesłuchiwana podczas kilku sesji, wówczas cała procedura jest powtarzana. Natomiast postulator nie może uczestniczyć w sesji przesłuchania świadka.

- Czy w przypadku kard. Wyszyńskiego powołano – tak to było np. w sprawie Karola Wojtyły – Trybunał Rogatoryjny czyli pomocniczy?

- Tak, w archidiecezjach gnieźnieńskiej oraz paryskiej. Wicepostultor sprawy zgłosił pięciu świadków z archidiecezji gnieźnieńskiej i prosił o zorganizowanie procesu rogatoryjnego w tej archidiecezji. 17 listopada 1989 r kard. Glemp ustanowił więc Trybunał diecezjalny w Gnieźnie, którego członkami zostali: ks. Tadeusz Hanelt, delegat biskupa; ks. Stefan Fiutak, promotor sprawiedliwości; ks. Andrzej Szczepaniak, notariusz aktuariusz; ks. Andrzej Błaszczak notariusz adiunkt i br. Marian Markiewicz, kursor.

- Świadkami byli tam: bp Jan Czerniak, ks. Edmund Palewodziński, ks. Wadysław Zientarski, ks. Stefan Ciechanowski i s. Kaliksta Sołtysiak, elżbietanka. Przesłuchanie świadków odbyło się podczas osiemnastu sesji procesu rogatoryjnego w Gnieźnie, od 17 listopada 1989 r. (sesja 21) do 22 września 1992 (sesja 219). Akta zostały przekazane do Warszawy i zgodnie z procedurą włączone do głównego procesu.

- Podobny proces rogatoryjny, zgodnie z powyższą procedurą, został ustanowiony w archidiecezji paryskiej i pracował od 25 stycznia 1990 do 2 października 1990 (sesje 134 i 137). Podczas procesu złożył zeznania ks. prałat Antoni Banaszak, rektor Seminarium polskiego w Paryżu. Akta procesu też przesłano do Warszawy i włączono do procesu głównego.

- W procesie Jana Pawła II mówiło się o takich nieoczywistych świadkach jak np. Lech Wałęsa, gen. Wojciech Jaruzelski czy prezydent Aleksander Kwaśniewski. Czy w przypadku procesu kard. Wyszyńskiego przesłuchiwane były także takie nietypowe osoby?

- Raczej tego nie kojarzę. Chodzi przecież o to, by byli to ludzie kompetentni, co do których prawdziwości zeznań istnieje moralna pewność.

- Czym zajmowała się komisja historyczna, powołana na kolejnym etapie procesu?

- Kardynał Józef Glemp powołał Komisję 1 października 1993 r. W jej skład wchodzili księża z różnych diecezji: ks. Andrzej Santorski i ks. Janusz Strojny z Warszawy, ks. Bronisław Kaczmarek z Gniezna, ks. Janusz Kania z Lublina i ks. Ireneusz Borawski z Łomży.


Komisja zajmowała się przebadaniem wszelkich niezbędnych dokumentów zgromadzonych w procesie. Po wykonaniu tej pracy jej członkowie złożyli przysięgę, że dokumenty mają pełną wartość historyczną, czyli że nie były zmieniane, podrabiane, czy fałszowane.

- Jednym z wymogów procesu jest stwierdzenie braku kultu publicznego Sługi Bożego?

- Tak. Poświęcona temu była 246 sesja, która obyła się 27 maja 2000 r. Przesłuchano dwóch świadków: ks. Jerzego Zalewskiego, proboszcza parafii archikatedralnej w Warszawie i ks. Andrzeja Wrotniaka, rezydenta w domu parafialnym. Biskup delegat Stanisław Kędziora podczas sesji wraz promotorem sprawiedliwości i notariuszem zwiedzili miejsca gdzie żył, pracował na co dzień i umarł (pałac arcybiskupów, kuria metropolitalna przy ul. Miodowej, archikatedra św. Jana) i inne pomieszczenia.


Chodziło o urzędowe stwierdzenie czy nie ma czegokolwiek, co świadczyłoby o oddawaniu zmarłemu opinii niedozwolonego kultu publicznego. Podczas tej sesji delegat biskupa ks. Grzegorz Kalwarczyk ogłosił i podpisał 27 maja 2000 roku urzędową Deklarację o braku takiego kultu.


Ponadto, podczas tej sesji obydwaj świadkowie potwierdzili miejsce pochowania doczesnych szczątków Sługi Bożego kard. Wyszyńskiego.

- A jak była badana pod kątem zgodności z nauczaniem Kościoła olbrzymia spuścizna pisana, jaką pozostawił po sobie Prymas Tysiąclecia?

- W świetle obowiązującej procedury każde pismo kandydata na ołtarze, szczególnie pisma wydane drukiem, musi przeczytać dwóch cenzorów niezależnie od siebie, i to obojętne czy zostały wydane przed czy po śmierci Sługi Bożego. 12 maja 1989 r. kard. Józef Glemp mianował dwunastu cenzorów teologów, po dwóch dla każdej pozycji.

Cenzorzy przygotowują opinię na piśmie niezależnie od siebie. Każdy z nich wydaje ocenę teologiczną pod kątem katolickiej ortodoksji. Cenzor zobowiązany był wydać opinię obiektywną i uzasadnioną faktami, czy pisma są zgodne z wiarą i moralnością chrześcijańską. W ocenie pism wyłania się wątpliwa kwestia odnośnie do poddawania cenzurze pism niedrukowanych. W praktyce przeważyła opinia, że pisma niedrukowane należy również poddać ocenie teologicznej. Jeśli chodzi o pisma niedrukowane, to w procesie Sługi Bożego Stefana Wyszyńskiego trzeba było przestudiować i ocenić nie tylko jego kazania i przemówienia w maszynopisie, także zapiski odręczne, które sporządzał codziennie przez większość swego życia tzw. „pro memoria” i liczną korespondencję.


W pracy wyznaczonych teologów badana jest nie tylko „strona negatywna”, czy przypadkiem nie tam jakiś błędów doktrynalnych, ale także treść pozytywna, czyli co Sługa Boży wniósł do nauczania i życia Kościoła, do teologii, itd. Ta praca ze względu na ogrom spuścizny pozostawionej przez kard. Wyszyńskiego trwała dosyć długo. Opinie teologów o pismach Sługi Bożego w znajdują się w druku w trzecim tomie „Positio super vita, virtutibus et fama sanctitatis”.

- Czy cenzorzy napotkali na jakieś problemy, mieli jakieś uwagi, czy wszystko przebiegło bez żadnych wątpliwości?

- – W toku prac nad pismami cenzorzy pism kard. Wyszyńskiego nie stwierdzili żadnych zasadniczych wątpliwości czy zastrzeżeń, przeciwnie stwierdzili absolutną pewność moralną.

- Jak długo trwał proces kard. Stefana Wyszyńskiego na etapie diecezjalnym?

- Dwanaście lat od 20 maja 1989 r. do 6 lutego 2001 r. Podczas procesu odbyło się 289 sesji. 6 lutego 2001 r. miała miejsce 289. ostatnia publiczna sesja zamknięcia procesu przez kard. Glempa w archikatedrze warszawskiej. Na widok publiczny w prezbiterium została wówczas wyłożona olbrzymia ilość teczek zawierających akta procesu, publikacje książkowe i inne materiały. Osobą upoważnioną do przewiezienia akt procesu do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych został wyznaczony i zaprzysiężony postulator diecezjalny ks. Stefan Kośnik.

- A kiedy akta procesu złożono w Kongregacja spraw Kanonizacyjnych?

- Nastąpiło to 27 kwietnia 2001. Kolejnym etapem było sprawdzenie czy proces został przeprowadzony zgodnie z przepisami prawa kanonizacyjnego. 7 czerwca 2001 r. nastąpiło w Kongregacji otwarcie akt procesu.

- A co z tego wielkiego zasobu zostało przetłumaczone na język włoski?

- Przetłumaczono wszystkie zeznania świadków, oceny teologów oraz najważniejsze spośród innych dokumentów. Wszelka inna dokumentacja, włącznie z książkami oraz tekstami kazań została przekazana w języku polskim w dwóch egzemplarzach. Jest ona zdeponowana w archiwum Kongregacji, aby były do wglądu w razie potrzeby.

- Jak dalej proces przebiegał w Kongregacji?

- Najpierw Kongregacja zbadała czy w toku procesu procedura kanoniczna została zachowana. Zgodnie z przepisami, 8 lutego 2002 r. został wydany dekret o ważności procesu na etapie diecezjalnym. Świadczy to, że zgromadzona dokumentacja była materiałem wiarygodnym i wystarczającym do prowadzenia dalszych prac nad udowodnieniem heroiczności cnót.


Wówczas oprawiane zostały akta zeznań procesu, w tym przypadku było ich 38 tomów. Mają one białą oprawę i stanowię tzw. Kopię Publiczną. Osobno zostały załączone książki i inne materiały. Jeden egzemplarz każdego z tomów pozostał w archiwum Kongregacji. Drugi egzemplarz Kopii Publicznej otrzymał postulator do pracy nad heroicznością cnót, pod kierunkiem relatora Kongregacji.

- A kto został postulatorem procesu w Rzymie?

- Pierwszym postulatorem rzymskim 13 marca 2001 został mianowany ks. dr Marian Rola, rektor Kolegium Polskiego w Rzymie. Jego następcą został 6 września 2003 ks. dr Marek Stępień, również rektor Kolegium. A relatorem w procesie Kongregacja mianowała 3 marca 2002 ks. Hieronima Fokcińskiego SI.


Gdy 1 kwietnia 2007 abp Kazimierz Nycz został metropolitą warszawskim, odpowiedzialnym za proces Stefana Wyszyńskiego, podjął liczne działania mające na celu przyspieszenia prac z nim związanych a toczących się w Rzymie. Z jego inicjatywy 24 listopada 2010 funkcję postulatora przejął o. Zbigniew Suchecki OFMconv, profesor prawa kanonicznego Papieskiego Fakultetu św. Bonawentury „Seraphicum” w Rzymie. Mnie mianował wicepostulatorem.

Z kolei po przejściu ks. Fokcińskiego SI na emeryturę, 15 marca 2007 r. Kongregacja mianowała kolejnym relatorem o. Daniela Olsa OP. A po zrzeczeniu się przez niego tego obowiązku, 24 listopada 2010 relatorem został mianowany przez prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych (na wniosek kard. Nycza) o. prof. Zdzisław Kijas, OFMConv - dziekan rzymskiej uczelni „Seraficum”. I to on doprowadził proces kard. Wyszyńskiego do końca.

- Co – na etapie procesu w Kongregacji - jest zadaniem postulatora a co relatora?

- Głównym zadaniem postulatora jest praca nad opracowaniem „Positio super vita, virtutibus et fama sanctitatis” (Dokumentacja o heroiczności cnót) sługi Bożego. Jest to kilkusetstronicowe opracowanie prezentujące życiorys, dokonania a przede wszystkim dowodzące heroiczności cnót danego sługi Bożego. Natomiast zadaniem relatora jest towarzyszenie pracy postulatora i jego współpracowników, kontrola przebiegu przedłożonych prac: czy są właściwe, czy wymagają jeszcze dalszego uzupełnienia oraz czuwanie nad ścisłym przestrzeganiem obowiązujących procedur. Relator wydaje opinię, czy zebrano całość wymaganej dokumentacji, czy jest wiarygodna, czy została dobrze zredagowana. Po wnikliwym przestudiowaniu zebranego materiału przygotowuje wprowadzenie w którym wyraża aprobatę, że dokumentacja procesu może być przekazana Komisji teologów, których zadaniem jest ocena świętości i heroiczności cnót kandydata na ołtarze.

- A na czym polegała praca Ojca, jako wicepostulatora rezydującego w Warszawie?

- Moim obowiązkiem od 2009 r. była bezpośrednia pomoc rzymskiemu postulatorowi w opracowaniu „Positio super vita, virtutibus et fama sanctitatis”. Konkretnie chodziło o pracę nad dokumentacją dotyczącą heroiczności cnót kard. Wyszyńskiego. Pracowałem więc nad zbieraniem i opracowywaniem olbrzymiej ilości dokumentów. Pomagał mi w tym świetny teolog ks. prof. Piotr Nitecki, specjalizujący się w katolickiej nauce społecznej i historii Kościoła w Polsce. Ale na nieszczęście, w grudniu 2011 r. zginął on w wypadku samochodowym na Dolnym Śląsku.

Po śmierci ks. Niteckiego został zaangażowany pan Piotr Marian Romaniuk, biograf kard. Wyszyńskiego. Współpracowała też od samego rozpoczęcia procesu pani Aniela Michalska. Nasze prace prowadziliśmy pod kierunkiem relatora o. Kijasa z Rzymu, który dokonywał korekty opracowań i je aprobował.

- Wśród materiałów które były opracowywane, na pewno uwzględnialiście też materiały zebrane przez komunistyczne służby. Na ile teczki gromadzone przez bezpiekę przydały się w waszej pracy?

- Te materiały były pomocne bo dostarczały informacji o niezłomności kard. Wyszyńskiego, który nigdy nie dał się złamać czy zastraszyć. Nie można było ich pominąć, ale czy wykorzystaliśmy wszystko? Trudno powiedzieć, bo tego jest bardzo wiele. Zresztą wiele z nich się powtarzało, bo przecież jeśli każdy pierwszy sekretarz partii otrzymywał raport, to kopii sporządzano 8-9 i wędrowały one do różnych jednostek partyjnych i rządowych, w tym do Urzędu ds. Wyznań. Ale, w gruncie rzeczy materiały te zostały zebrane i ocenione. Podobnie jak dokumenty z Archiwum Watykańskiego, z których skopiowano dokumenty, które przydały się nam przy opracowywaniu kwestii heroiczności cnót Prymasa.

W sumie owocem naszej pracy było opracowanie i przygotowaniem do druku w języku włoskim - po uprzedniej aprobacie relatora sprawy – trzech tomów „Positio super vita, virtutibus et fama sanctitatis”. Tom pierwszy liczy 514 stron; drugi – 748 a trzeci – 725. Łącznie 1900.

- Potężne opracowanie...

- Owszem, nad tymi trzema tomami o heroiczności cnót mocno się napracowaliśmy. Materiały te zawiózł do Watykanu osobiście kard. Nycz i 24 listopada 2015 r. wręczył je prefektowi Kongregacji ds. Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato, który po zapoznaniu się z ich treścią podjął decyzję o mianowaniu komisji złożonej z ośmiu teologów. Doszło do tego w grudniu 2015 r. Na podstawie lektury „Positio” każdy z teologów przygotował własną opinię na piśmie. 26 kwietnia 2016 r. odbyło się plenarne posiedzenie całego gremium (kongres teologów konsultorów), na którym orzeczono heroiczność cnót jednomyślnie. Opinie teologów wydane drukiem: „Relatio et Vota”, Roma 2017 mają 146 stron.


Kolejna Komisja, kardynałów i biskupów, która jest ostatnim gremium oceny heroiczności cnót Sługi Bożego odbyła się 12 grudnia 2017 r. pod przewodnictwem kardynała Amato.


Decyzję o stwierdzeniu heroiczności cnót Ojciec Święty Franciszek podpisał 19 grudnia 2017 r. i polecił zredagowanie i opublikowanie Dekretu o heroiczności cnót Stefana kardynała Wyszyńskiego, którego ostatnia sentencja brzmi: „Jest pewność co do praktykowania cnót teologalnych – Wiary, Nadziei i Miłości zarówno w stosunku do Boga jak i do bliźniego, a także co do praktykowania cnót kardynalnych - Roztropności, Sprawiedliwości, Umiarkowania i Męstwa, oraz cnót z nimi związanych, przez Sługę Bożego Stefana Wyszyńskiego, Świętego Kościoła Rzymskiego Kardynała, Arcybiskupa Metropolitę Gnieźnieńskiego i Warszawskiego, Prymasa Polski, w danym przypadku i w odniesieniu do skutku, o który chodzi”.

- Czy na rzymskim etapie procesu także przesłuchiwani są świadkowie czy już nie?

- Jeżeli zaistnieje potrzeba, to tak. I w tym wypadku tak właśnie było. Czasami trzeba po prostu wyjaśnić pewne sprawy.

- Oprócz zatwierdzenia dekretu o heroiczności cnót do beatyfikacji niezbędne jest uznanie cudu dokonanego za wstawiennictwem kandydata na ołtarze, Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego. A z tym związana była odrębna procedura?

- Tak. Na przełomie 14-15 marca 1989 r. wydarzył się cud uzdrowienia 19-letniej dziewczyny, nowicjuszki zgromadzenia Sióstr Uczennic Krzyża, której zagrażała śmierć.
Jest to nowe zgromadzenie, założone przez młodą siostrę nazaretankę, Krystianę Mickiewicz. Jako katechetka zafascynowała się duchowością Wyszyńskiego, poprosiła o zwolnienie ze ślubów w macierzystym zgromadzeniu Sióstr Nazaretanek w Warszawie. Jako osoba świecka udała się do Szczecina i pod opieką arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego zorganizowała grupę dziewcząt gotowych wstąpić do nowego zgromadzenia. W 1982 r. było ich siedem, w tym nowa kandydatka mająca wówczas 19 lat. W jednej ze szczecińskich klinik stwierdzono u niej raka tarczycy z przerzutami. 17 lutego 1988 r. wykonano w Szczecinie rozległą operację usuwając zmiany nowotworowe oraz dotknięte przerzutami węzły chłonne.

Ponieważ choroba się rozwijała, w 1989 r. jej leczenie przejęło Centrum Onkologii w Gliwicach, stosując m.in. jod-radioaktywny I-131. Terapia nie przynosiła jednak skutku. W międzyczasie w gardle wytworzył się pięciocentymetrowy guz, który młodą osobę uciskał i dusił. Później sama zainteresowana zeznała w toku procesu, że jej stan był tak ciężki, iż każdy oddech mógł być ostatnim.

Założycielka nowego zgromadzenia s. Mickiewicz zmobilizowała współsiostry, mamę chorej i kilka innych osób do modlitwy o uzdrowienie chorej za przyczyną sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego. Abp Majdański, na prośbę przełożonej, na wypadek śmierci, pozwolił postulantce na wcześniejsze złożenie ślubów. Trwała żarliwa modlitwa. Jak wskazuje historia choroby, w dniach 14 i 15 marca sytuacja była już bardzo groźna - chorej groziła śmierć. I właśnie tej nocy nastąpił przełom, guz zaczął się „wycofywać”. W trzy tygodnie po uzdrowieniu kobieta opuściła szpital. Odbyła przewidziany prawem nowicjat, złożyła śluby jako siostra Nulla. Co jakiś czas gliwickie Centrum Onkologii wzywało byłą pacjentkę na badania. Od chwili uzdrowienia po każdym badaniu nie stwierdzano istnienia markerów nowotworowych. Siostra żyje i pracuje w zgromadzeniu do dziś, ma teraz około 50 lat.

- Niezwykłemu uzdrowieniu nie nadano jednak wtedy rozgłosu.

- Arcybiskup Majdański mobilizował siostry, żeby zainteresowały się tą sprawą, ale nie zdołały podjąć działań. I tak minęło 20 lat, aż do 2011 r. Wtedy kiedy zwróciły się do mnie z prośbą o pomoc w przygotowaniu konstytucji dla nowego zgromadzenia Sióstr Uczennic Krzyża. Podjąłem się tej pracy i w ciągu roku je opracowałem. Kiedy zakończyliśmy prace i żegnaliśmy się, siostry zapytały o postępy w procesie beatyfikacyjnym kard. Wyszyńskiego. Odpowiedziałem, że sprawa się toczy, ale nie ma cudu. Wtedy opowiedziały mi o ciekawym przypadku uzdrowienia, jaki wydarzył się w ich wspólnocie. Poprosiłem o kontakt z uzdrowioną, a zainteresowana siostra pomogła mi uzyskać dokumentację choroby ze szpitali w Szczecinie i w Gliwicach.


Następnie jako wicepostulator procesu skontaktowałem się z obecnym metropolitą szczecińskim abp Andrzejem Dzięgą.

Na jego ręce złożyłem prośbę o rozpoczęcie w Kurii diecezjalnej procesu o zbadanie domniemanego uzdrowienia siostry. W ramach tych procedur poprosiłem dwóch lekarzy o wstępne zbadanie czy sprawa zasługuje na rozpoczęcie procesu o domniemanym uzdrowieniu chorej. Po otrzymaniu opinii pozytywnych, zwróciłem się do Arcybiskupa Metropolity o powołanie trybunału. W skład Trybunału powołanego 27 marca 2012 r. weszli: ks. Aleksander Ziejewski jako delegat biskupa, ks. Ryszard Ziomek, promotor sprawiedliwości i dwaj notariusze. W trakcie procesu przesłuchano 11 świadków wraz z uzdrowioną siostrą. Zostało też powołanych dwóch lekarzy „ab inspectione”, w celu zbadania aktualnego stanu zdrowia osoby uzdrowionej, chodziło o określenie, jaki był stan zdrowia 20 lat temu a jak jest obecnie w toku procesu. Proces zakończył się 28 maja 2013 r. podczas uroczystej sesji w katedrze św. Jana Chrzciciela w Szczecinie.

Akta sprawy przygotowane zgodnie z przepisami w języku polskim i włoskim zostały wysłane do Rzymu. Sprawa domniemanego cudu została przebadana przez grupę biegłych lekarzy pracujących na zlecenie Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. 29 listopada 2018 r. sześcioosobowe konsylium lekarskie uznało to zdarzenie za niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia i jednogłośnie orzekło, że chora została w sposób cudowny ocalona przed uduszeniem.


Następnie ośmioosobowa komisja biegłych teologów 21 marca 2019 wydała osąd pozytywny, orzekając, że uzdrowienie nastąpiło po modlitwie za wstawiennictwem Sługi Bożego Stefana Wyszyńskiego. Z kolei 24 września 2019 r. zebrała się komisja kardynałów i biskupów, która potwierdziła autentyczność uzdrowienia za wstawiennictwem kardynała Stefana Wyszyńskiego i zaopiniowała pozytywnie papieżowi sprawę beatyfikacji. 2 października 2019 r. podczas audiencji dla obecnego prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Giovanni Angelo Becciu, papież Franciszek upoważnił Kongregację do ogłoszenia dekretu o cudownym uzdrowieniu. Końcowa sentencja Kongregacji brzmi: „Udowodniono cudowne uzdrowienie przez Boga za wstawiennictwem Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego Metropolity Gnieźnieńskiego i Warszawskiego, Prymasa Polski kardynała świętego Kościoła Rzymskiego, siostry z powodu ostrego zagrożenia przed uduszeniem; nagłe, ostre, trwałe, kompletne ocalenie życia i naukowo niewyjaśnione co do sposobu”.

Zatwierdzenie cudu przez Ojca świętego Franciszka zakończyło proces beatyfikacyjny Sługi Bożego i otworzyło drogę do jego Beatyfikacji.

- Dziękujemy za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Ten wybór jest oczywisty!

2020-02-11 08:56

Niedziela Ogólnopolska 7/2020, str. IV

[ TEMATY ]

homilia

adobe.stock.pl

Pobożność i bezbożność – za tymi słowami ukrywają się fundamentalny wybór i przepastnie różne postrzeganie rzeczywistości. Człowiek pobożny łatwo znajduje Boga we wszystkim i Jemu chce służyć, bezbożny zaś z pasją szuka głównie samorealizacji... Pobożny szerokim łukiem omija wszystko, co uchybia ufnej i serdecznej relacji z Bogiem. Bezbożni zaś – „wyzwoleni” od więzi z Bogiem – siebie czynią miarą wszystkich rzeczy, butnie stanowią prawa, które urągają Dekalogowi – Prawu Bożemu. A może to na jedno wychodzi? Tylko do czasu można wszystko relatywizować, a zepsucie moralne stawiać na równi z wiernością sumieniu. Po Auschwitz przychodzi czas Norymbergi...

Słowo Boże wzywa nas dziś do postawienia sobie weryfikujących pytań: jestem pobożny czy bezbożny? W czym się chętnie ćwiczę i co doskonalę: pobożność czy bezbożność? Czy we wszystkim szukam Boga i Nim się rozkoszuję, czy raczej zadowalam się nadętym ego i doczesnością? To powinno być jasne, że o przepis na życie udane i szczęśliwe trzeba pytać Stwórcę. (Byle gadżet opatrzony jest instrukcją, a człowiek, arcydzieło Boga – nie?) On mówi ci, człowiecze, jasno, że „położył przed tobą ogień i wodę, po co zechcesz, wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się spodoba, to będzie ci dane”. Co za wybór! I jaka przepastna różnica! Jest się nad czym zadumać.

W Ewangelii intrygują zdania: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”. I: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Jak i czym Jezus wypełnia Prawo i Proroków? Co rozstrzyga o „większej sprawiedliwości”? Otóż bez jasnego światła słońca nie dałoby się żyć. Ono wydobywa piękno i dobroć wszystkich stworzeń. Bez niego wszystko byłoby ciemnością, czarną nocą. Gdy brak światła, przestajemy widzieć i wiedzieć, jakie coś jest i czemu służy...

Podobnie rzecz się ma z Prawem, Dekalogiem. Jego zasadność, dobroć i piękno jawią się nam, gdy czytamy je w „kluczu” Bożej miłości. To miłość Ojca i Syna najpełniej objawiona w Jezusie sprawia, że wszystko jest w niej skąpane, także Dziesięć przykazań. Jezus nie przyszedł, by cokolwiek w nich znieść, osłabić. Przeciwnie – za sprawą wypełniającej je miłości przykazania zobowiązują jeszcze mocniej i bardziej subtelnie. I tak wchodzimy już w przestrzeń „większej sprawiedliwości” i do „królestwa niebieskiego”. Tu są miłość, zaufanie, pokój i radość. Jak w raju. W miłości przykazania nie uwierają. Kosztują, ale nie kłócą się z rozumem i sercem.

CZYTAJ DALEJ

Czas to miłość

2020-02-17 19:19

Archiwum duszpasterstwa

Olbięcin. Odbył się Dzień Małżeński dla dekanatu zaklikowskiego. Spotkanie rozpoczęła Msza św. w kościele pw. św. Apostołów Piotra i Pawła.

Uroczystej Eucharystii przewodniczył ks. Tomasz Cuber, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Małżeństw i Rodzin, koncelebrował ks. Henryk Bogdanienko, dziekan dekanatu. W homilii ks. Cuber podkreślał, że rodzina jest wspólnotą miłości, gdzie człowiek uczy się miłości i chce jej doświadczać, aby później dzielić się nią z innymi. Rodzice są nauczycielami prawdziwej miłości, zarówno mama jak i tata. Miłość małżonków jest fundamentem dobrych relacji między nimi samymi oraz dziećmi. Prymas tysiąclecia nieustannie podkreślał: "Wszyscy wam mówią, że czas to pieniądz, a ja wam mówię że czas to miłość". Na zakończenie Mszy św. małżonkowie otrzymali uroczyste błogosławieństwo.

Druga część spotkania odbyła się w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej, gdzie na scenie wystąpiły panie z Koła Gospodyń Wiejskich.

Archiwum duszpasterstwa

Po koncercie prelekcję mieli Wiesława i Mirosław Bąk, którzy zwracali uwagę obecnym na potrzebę dialogu małżeńskiego. Wskazywali czym on jest, jak powinien wyglądać i czego się wystrzegać. Na zakończenie wykładu odmówiono wspólnie modlitwę za małżonków. Ostatnim punktem zaklikowskiego Dnia Małżeńskiego była wspólna zabawa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję