Reklama

Polscy przedsiębiorcy uciekają za granicę

2014-11-04 15:17

Andrzej Kaźmierczak
Niedziela Ogólnopolska 45/2014, str. 20-21

Graziako

Fala upadłości przedsiębiorstw powróciła do Polski. We wrześniu bieżącego roku zbankrutowało o 71 firm więcej aniżeli w analogicznym miesiącu ubiegłego roku. Większa była nie tylko liczba upadłości - większe były także straty ekonomiczne. Upadłe firmy zatrudniały bowiem 2,5 tys. osób, a ich obrót finansowy sięgał 1,2 mld zł. Obydwie te wielkości były wyższe aniżeli w lipcu bieżącego roku, a więc zaledwie miesiąc wcześniej.

Bilans strat

Można oczywiście argumentować, że bankructwa przedsiębiorstw są naturalnym zjawiskiem wpisanym w gospodarkę rynkową. Ryzyko niepowodzenia jest przecież nieodłącznym elementem działalności gospodarczej. Sukces bądź porażka są wyrazem racjonalności podejmowanych decyzji. Mechanizm kreatywnej destrukcji nagradza jednostki przedsiębiorcze, a eliminuje jednostki nieudolne. Przy ograniczonych zasobach produkcyjnych kraju proces kreatywnej destrukcji przekierowuje kapitał z sektorów nieefektywnych do dziedzin nowoczesnych i rentownych. Kreatywna destrukcja, wymuszając innowacyjność jednostek, owocuje postępem technologicznym. Podaż wytwarzanych dóbr dostosowuje się do popytu, a więc do rzeczywistych potrzeb społecznych. W konsekwencji ograniczone zasoby kraju dzielone są w sposób optymalny.

Zagraniczny exodus

Rosnąca liczba bankructw w Polsce budzi jednak niepokój. Świadczy o pogarszajacej się sytuacji gospodarczej. Czyżby duch przedsiębiorczości Polaków powoli gasł? Nic bardziej błędnego. W sytuacji niepewnych perspektyw rozwojowych w ojczyźnie Polacy zakładają firmy za granicą. Spośród emigrantów zamieszkałych w Niemczech najwięcej firm tworzą ci o polskich korzeniach. Polacy prowadzą tam już 97 tys. przedsiębiorstw. Co ciekawe, ich firmy wcale nie zajmują się najprostszą działalnością, typu sprzątanie czy opieka nad seniorami. Wiele biznesów wykorzystuje zaawansowaną wiedzę, co wymaga zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników, np. inżynierów czy architektów.

Reklama

Polacy coraz śmielej zakładają firmy także w Wielkiej Brytanii. Jakże wymownym przykładem zaradności naszych rodaków było utworzenie w tym roku Polskiej Unii Kredytowej w Londynie. Ten parabank ma za zadanie gromadzenie oszczędności polskich emigrantów pracujących na Wyspach Brytyjskich, a zarazem ich kredytowanie na korzystniejszych warunkach, aniżeli czynią to komercyjne banki brytyjskie. Jest stworzony na podobieństwo krajowych Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Przypomina słynne kasy samopomocowe zakładane w XIX wieku przez biednych Polaków w zaborze pruskim pod kierunkiem ks. Piotra Wawrzyniaka.

Polscy przedsiębiorcy, którzy weszli ze swoim biznesem na rynki zagraniczne, planują dalszą ekspansję. Według badań Fundacji Kronenberga przy banku Citi Handlowy, 39 proc. ulokowanych za granicą polskich firm zamierza rozszerzać swoją działalność na nowe kraje. Główną ich motywacją jest szukanie nowych źródeł dochodów oraz zdobywanie nowych rynków zbytu. Ale ich sukces międzynarodowy zachęca i krajowych przedsiębiorców. Z tych samych badań wynika, że 12 proc. rodzimych mikroprzedsiębiorstw chce zadebiutować na zagranicznych rynkach w ciągu najbliższych dwóch lat. Kolejna dekada powinna zatem upłynąć pod znakiem coraz większego udziału Polski w globalnym biznesie.

Straty pokryją podatnicy

Sukcesy za granicą odnoszą firmy prywatne, nie można tego jednak powiedzieć o potężnych firmach państwowych. Te bowiem mają zwyczaj generować straty w swych gospodarczych przygodach za granicą. Może jest tak dlatego, że nikt nie ponosi ryzyka odpowiedzialności za te straty. Nadal obowiązuje „prawo”, że własność państwowa to własność niczyja. Prywatny przedsiębiorca w razie niepowodzenia przedsięwzięcia ryzykuje utratą całego swojego majątku. Prezesi państwowych gigantów natomiast, nominowani z politycznego nadania, zachowują swoje stanowiska mimo błędnych decyzji inwestycyjnych poza granicami Polski. Działa zasada negatywnej selekcji kadrowej, czyli mierny, bierny, ale swój. Straty pokryją krajowi podatnicy. Kto bowiem połapie się w zawiłościach zagranicznych transakcji? Interesująca byłaby jednak wiedza o podmiotach, które czerpią zyski z tytułu strat strony polskiej. Jeżeli bowiem w danym biznesie wszyscy by tracili, to po prostu przestałby on istnieć, a tak nie jest.

Nowa fala emigracji

Coraz wiecej rodaków wyjeżdża z Polski w poszukiwaniu pracy w krajach Unii Europejskiej. Obserwujemy nową falę emigracji z Polski. W 2012 r. za granicą przebywało 2,13 mln Polaków. Obecnie chleba poza krajem szuka już 2,27 mln rodaków. Według badań niezależnych firm consultingowych, ok. 8 na 10 Polaków chętnie wyjechałoby na saksy. A przecież wielu młodych wykwalifikowanych rodaków mogłoby założyć własne biznesy w ojczyźnie, gdyby tylko władze stworzyły korzystne ku temu warunki. Tymczasem ich cenną energię i umiejętności wykorzystują nasi ekonomiczni konkurenci. Nasze władze są bezradne w obliczu tak dotkliwej dla Polski utraty najcenniejszego kapitału. Chyba warto byłoby przynajmniej próbować naśladować kraje, które odniosły sukces w rozwoju prywatnego biznesu, takie jak Korea Południowa, Tajwan czy Singapur.

Kapitał ma narodowość

Nasze państwo jest hojne dla zagranicznych firm prowadzących swój biznes w Polsce. Fabryka Fiat Auto Poland w Tychach zamierza zainwestować w Polsce 2,36 mld zł na uruchomienie produkcji nowego modelu samochodu w ciągu najbliższych trzech lat. Przyniesie to, oczywiście, cenny wzrost zatrudnienia. Ale warunkiem rozpoczęcia inwestycji jest zwolnienie firmy Fiat z 40-procentowego podatku dochodowego CIT do 2026 r. Dodatkowo państwo ma zamiar przyznać temu przedsiębiorstwu jeszcze specjalne granty. Wyraźnie widać, że powodzenie inwestycji uzależnione jest od pomocy finansowej strony polskiej. A przecież jeszcze nie przebrzmiały echa drastycznych zwolnień pracowników w fabryce w Tychach. Z kolei spółka Heinz ubiega się o rządowe wsparcie, by rozbudować fabrykę ketchupu „Pudliszki”. Spółka chce otrzymać od naszego państwa na ten cel 200 mln zł. Międzyresortowy komitet do spraw inwestycji zagranicznych ma podjąć pozytywną decyzję w tej kwestii. Czy rzeczywiście produkcja ketchupu jest tak skomplikowana, że wymaga pomocy ze strony polskiej? Bardzo prawdopodobne, że zagraniczne firmy generujące zyski z działalności w Polsce będą je wyprowadzały do kraju pochodzenia. Prawo międzynarodowe im na to pozwala. Kapitał ma jednak narodowość. Warto zatem rozważyć, czy nie lepiej byłoby przeznaczyć środki finansowe - w formie ulg podatkowych, grantów i udogodnień infrastrukturalnych przyznanych firmom zagranicznym - na wsparcie młodych rodzimych przedsiębiorców. Przecież oni również będą tworzyć miejsca pracy. Co więcej, można mieć nadzieję, że ich zyski nie będą wyprowadzane za granicę. Taka polityka wymaga jednak ducha patriotyzmu ekonomicznego, a nie pokładania jedynie nadziei w zbawiennych efektach działalności zagranicznych firm w naszym kraju.

Tagi:
gospodarka emigracja

Reklama

Biskup: lepiej budować mosty niż mury, ale w Nigerii potrzebny jest mur

2019-10-24 19:06

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Sokoto (KAI)

To oczywiste, że lepiej budować mosty niż mury, jednakże państwa muszą chronić swych obywateli. Nie oznacza to, że nikt nie może do nich przybyć, jednak kraje muszą być wolne w regulowaniu imigracji – powiedział bp Mathhew Hassan Kukah, ordynariusz diecezji Sokoto. Dodał zarazem, że on jako Nigeryjczyk, chciałby, by jego kraj, zwłaszcza na północy, wybudował na granicy mur i chronił Nigerię przed napływem tysięcy morderców i bandytów, którzy atakują i zabijają niewinnych ludzi.

Politics of Biafra Future of Nigeria / youtube.com
bp Mathhew Hassan Kukah

W wywiadzie dla portalu Crux bp Kukah wspomniał też o licznej emigracji z jego ojczyzny. Jest to skrajny przejaw desperacji ze strony Afrykańczyków, którzy uciekają przez ubóstwem, konfliktami i korupcją.

Zdaniem nigeryjskiego biskupa głównym problemem Czarnego Lądu są skrajnie nieodpowiedzialne elity polityczne, które w najmniejszym stopniu nie myślą o poprawie warunków życia swych obywateli, a sami opływają w ogromne bogactwa. Jako przykład podał on, że w Nigerii każdy z parlamentarzystów zarabia miesięcznie równowartość 70 tys. dolarów. Za połowę parlamentarnych wynagrodzeń można by stworzyć miejsca pracy dla 50 tys. osób.

Zdaniem bp Kukaha, to właśnie taka postawa rządzących sprawia, że Afryka się nie rozwija. Dotyczy to również krajów najbardziej zasobnych w bogactwa naturalne, takich jak Nigeria, RPA czy Demokratyczna Republika Kongo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Peoria: nowenna w intencji beatyfikacji abp. Sheena

2019-12-13 12:30

azr (KAI) / Peoria

W związku z decyzją Stolicy Apostolskiej o przełożeniu beatyfikacji abp. Sheena, biskup diecezji Peoria, Daniel Jenky, zachęca wiernych do wspólnej modlitwy nowenną w intencji rychłego wyniesienia na ołtarze hierarchy.

pl.wikipedia.org
Abp Fulton Sheen

Diecezjanie, wspólnie z biskupami, rozpoczęli modlitwę nowenną 12 grudnia. "W 40. rocznicę śmierci abp. Sheena, bp Jenky zadecydował o ogłoszeniu tej specjalnej nowenny, aby, wierząc w 'potęgę modlitwy', poruszyć Niebo a także dodać nadziei zasmuconym i rozczarowanych opóźnieniem, ogłoszonym tak blisko daty oczekiwanej beatyfikacji" - możemy przeczytać na stronie poświęconej drodze abp. Sheena na ołtarze.

Każdego dnia na stronie celebratesheen.com publikowane są teksty nowenny i rozważania video w języku angielskim i hiszpańskim, aby we wspólną modlitwę mogło się włączyć jak najwięcej czcicieli abp. Sheena.

Beatyfikacja abp. Fultona Sheena, zaplanowana na 21 grudnia, została odłożona na czas nieokreślony przez Stolicę Apostolską. Bp Jenky poinformował o tym fakcie 3 grudnia. Przyczyną odłożenia beatyfikacji jest prawdopodobnie konieczność wyjaśnienia zarzutów byłego księdza, usuniętego ze stanu kapłańskiego, Roberta Hoatsona wobec abp. Sheena. W 2007 r. Hoatson oświadczył, że abp. Sheen, jako biskup pomocniczy archidiecezji nowojorskiej miał ukryć przypadek wykorzystania seksualnego kobiety.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert, jakiego w Polsce jeszcze nie było

2019-12-14 13:10

Małgorzata Wach

17 grudnia w Krakowie odbędzie się pierwszy w pełni dostępny koncert w Polsce, w którym będą mogły wziąć udział m.in. osoby z różnego rodzajami niepełnosprawnościami, od niewidomych i poruszających się na wózkach, aż po osoby niesłyszące. Na scenie wystąpi zespół November Project.

archiwum zespołu November Project

– Podczas tego koncertu pokażemy, że kultura może być dostępna dla wszystkich. Będzie bezpieczny sektor dla osób poruszających się na wózkach, audiodeskrypcja, dzięki której osoby niewidome będą mogły się dowiedzieć co się dzieje na dzieje na scenie, jak wyglądają muzycy, w co są ubrani. Będzie tłumacz języka migowego, który będzie migał śpiewane piosenki i wypowiadane przez artystów kwestie. Osoby niedosłyszące będą mogły skorzystać z pętli indukcyjnej, a osoby Głuche z plecaków, dzięki którym będą mogły poczuć muzykę całym swoim ciałem. Dodatkowo po obu stronach sceny będą się znajdowały dwa telebimy na jednym będzie widoczny tłumacz polskiego języka migowego, a na drugim streaming zespołu wspomagający osoby niedowidzące. – mówi Magdalena Urbańska, koordynatorka wydarzenia.

Konstrukcję, dzięki której osoby niesłyszące będą mogły „usłyszeć” muzykę podczas koncertu tworzy specjalny plecak złożony z trzech wbudowanych subwooferów, słuchawki przewodzenia kostnego oraz przekaźnik transmitujący muzykę bezpośrednio z reżyserki dźwięku.

– Po raz pierwszy takie plecaki zostały użyte w ubiegłym roku na Pol'and'Rock Festival, dostarczyła je nieodpłatnie firma Mastercard. Podobnie jest w przypadku naszego koncertu. – mówi Magdalena Urbańska. – Dzięki nim, Głusi będą mogli się cali zanurzyć w muzyce i poczuć każdy bas, drganie i emocje, które wyzwolą muzycy. Liczba plecaków jest niestety ograniczona, ale jeśli się okaże, że będzie duże zainteresowanie, to być może w przyszłości takich wydarzeń będzie więcej, a co za tym idzie również odpowiedniego sprzętu.

Będzie to pierwszy tak szeroko dostępny koncert w Polsce. Na scenie wystąpi zespół November Project, który tworzy dziesięciu muzyków, grających energetyczną muzykę reggea. Sześciu z nich zmaga się z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Hymnem wydarzenia jest piosenka pt. „Optymista”, w której słyszymy m.in. „Niepoprawny optymizm - to lubię. Jeśli Ty też no to witaj w klubie”.

- Według oficjalnych norm, pięciu naszych muzyków zmaga się z niepełnosprawnością, ale tak naprawdę to każdy z nas w jakiś sposób jest osobą „specjalnej troski”, bo wszyscy mamy swoje ograniczenia. Różnica jest tylko taka, że nie zawsze je widać. – mówi Włodek „Paprodziad” Dembowski, wokalista zespołów November Project i Łąki Łan. – Ale te ograniczenia w żaden sposób nie przeszkadzają nam grać muzyki pełnej optymizmu. Dzięki technologii, która zostanie zastosowana podczas koncertu, nawet osoby niesłyszące będą mogły poczuć tę muzykę aż do szpiku kości!

Koncert odbędzie się 17 grudnia o godz. 18.00 w Hali Cracovia Karcher i będzie zwieńczeniem III. Forum Kultury Wrażliwej. Towarzyszyć mu będzie rozdanie świadectw dostępności dla wojewódzkich instytucji kultury.

Projekt „Małopolska. Kultura Wrażliwa” działa od 2016 r. Jego inicjatorem jest Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, a bezpośrednim realizatorem – Małopolski Instytut Kultury w Krakowie.

- Głównym celem projektu „Małopolska. Kultura Wrażliwa”, jest zwiększenie otwartości instytucji kultury na osoby z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Zatytułowaliśmy go „Kultura Wrażliwa”, a nie np. „Kultura Dostępna”, bo chodzi nam przede wszystkim o zwiększenie wrażliwości na drugiego człowieka, a nie tylko na likwidowanie barier architektonicznych. – mówi Monika Wiejaczka, zastępca dyrektora Departamentu ds. Kultury i Promocji Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego. – Tak naprawdę największe bariery są w głowach. To ludzie, a nie platformy otwierają instytucje i to ludzie, a nie platformy decydują o dostępności. Kultura powinna być przestrzenią, w której osoby z niepełnosprawnościami mogą się uwolnić i czuć się tak, jak chcą. Bez lęku, że nie zostaną zrozumiane. Jeśli ludzie kultury nie będą otwarci na różnice, to kto to za nich zrobi?

- Kolejną ważną rzeczą, którą chcemy pokazywać w ramach projektu, jest to, że osoby niepełnosprawne nie są tylko odbiorcami kultury, ale również jej twórcami. – mówi Tomasz Włodarski, koordynator projektu Małopolska Kultura Wrażliwa. – W ciągu trzech lat pracy „Kultury wrażliwej”, odkryliśmy m.in. twórców, którzy z powodzeniem mogą konkurować z pełnosprawnymi artystami. Chcielibyśmy, żeby jak najwięcej instytucji zapraszało takie osoby do współpracy, stąd m.in. pomysł na to, żeby na naszym koncercie zagrał zespół November Project. Mamy nadzieję, że dzięki temu wydarzeniu stanie się bardziej rozpoznawalny, bo ich muzyka, wrażliwość i energia w pełni na to zasługują. 17 grudnia, każdy – bez wyjątku – będzie mógł się o tym przekonać, zapraszamy osoby młodsze i starsze, poruszające się na wózkach, niewidome, niesłyszące, smutne i wesołe. Wszystkich, którzy są otwarci na różnice albo chcieliby się na nie otworzyć!

Wstęp na koncert jest bezpłatny. Wejściówki są dostępne pod adresem: kulturawrazliwa.pl i ekobilet.pl Liczba miejsc jest ograniczona.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem