Reklama

Gdy dzieci stają się rodzicami

2014-11-04 15:17

Jolanta Kobojek
Niedziela Ogólnopolska 45/2014, str. 49

Agnieszka Bugała

Magda ma 16 lat. Miesiąc temu jej życie diametralnie się zmieniło. Została mamą. Ania jest o rok młodsza. Urodzi dziecko za pół roku

Dziewczyny różni praktycznie wszystko - pochodzenie, światopogląd, szkoła, do której chodzą, również podejście rodziców do „tych spraw”. Rodzice Magdy zawsze uważali, że „córka chodzi do dobrej szkoły, chłopaki jej nie w głowie, no a w ogóle to przecież jeszcze dziecko”. Szkoda zatem czasu na zajęcia z wychowania do życia w rodzinie, które organizuje szkoła. „One są niepotrzebne, mogłyby Magdę zdemoralizować” - często tłumaczył tata.

Popęd i pęd do wiedzy

W przypadku Ani rodzice kojarzą, że mówiła coś o jakichś dodatkowych zajęciach. Nawet ucieszyli się, że ktoś kompetentny uświadomi córkę. Sami nie czuli potrzeby, by robić to osobiście, a ponadto jeśli ktoś prowadzi tego typu zajęcia, to ma bardziej profesjonalną wiedzę. Tak zawsze myśleli. Dziś wiedzą, że należało zapytać, kim są ci ludzie i co będą mówić w trakcie swoich warsztatów.

Co zatem Magdę i Anię łączy? Przede wszystkim zaskoczenie pojawieniem się dziecka. No bo przecież Magda na forum w Internecie wyczytała, że w trakcie swojego „pierwszego razu” nie można zajść w ciążę. Natomiast Ania i jej chłopak wielokrotnie słyszeli, że podejmując życie seksualne, należy być odpowiedzialnym i zabezpieczać się. Nigdy więc nie dopuścili do sytuacji, żeby współżyć bez użycia prezerwatywy.

Reklama

Obie dziewczyny łączy też to, że dzisiaj ich rodzice wiedzą, iż zabrakło w domach rozmów na temat seksualności. I wcale nie chodzi o to, że Ania i Magda oczekiwałyby dokładnego instruktażu, ale chciałyby mieć przyzwolenie, by przyjść i porozmawiać o ważnych dla siebie sprawach. W czas młodości, budzenia się nowej, wcześniej uśpionej siły w człowieku, jaką niewątpliwie jest popęd seksualny, niejako wpisana jest chęć poszukiwania wiedzy. I gdzieś głęboko w nastoletnim sercu nie chodzi o to, by zdobywać informacje o kolejnych technikach i pozycjach, ale przede wszystkim o to, by ktoś dorosły wyjaśnił, na czym polega dar ludzkiej seksualności. Przecież Pan Bóg obdarował nas nią nie po to, by dać nam krzyż do niesienia, ale by dać narzędzie wyrażania miłości. I nie chodzi tylko o ciało i uczucia, ale o całą sferę psychiczną, duchową i społeczną drzemiącą w człowieku.

Nie chce mama, nie chce tata, więc poszukam w sieci świata

Takich informacji młody człowiek nie znajdzie łatwo w świecie wirtualnym. Można powiedzieć więcej - ukazanie seksualności w kontekście całego człowieka jest tam niezwykle rzadkie. W sieci najwięcej stron podejmujących tematykę związaną ze współżyciem stanowią portale pornograficzne. A tam daremnie szukać odniesienia seksu do ducha człowieka. Z badań Komisji Europejskiej (Raport EU NET ADB, 2012 r.) wynika, że aż 67,3 proc. ankietowanych polskich nastolatków zetknęło się w Internecie z pornografią. Łatwo przewidzieć konsekwencje, gdy młodzi ludzie będą podchodzić do tematu intymnych relacji damsko-męskich w sposób tam przedstawiany. Młodzi jednak uważają, że skoro na tak wielu stronach powtarzają się pewne zachowania, to znaczy, że tak jest zawsze. Trudno w nastoletnim wieku odróżnić wirtualną fikcję od rzeczywistości. I przez to znaczna część nastoletniego pokolenia wchodzi w życie, mając tylko jeden punkt widzenia - cielesny. Chcieliby mieć inny, ale skąd mieliby go wziąć?

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Profilaktyki Zintegrowanej pod kierunkiem dr. Szymona Grzelaka („Diagnoza problemów i pozytywnego potencjału młodzieży”. Dane zaprezentowane w trakcie konferencji sejmowej 19 kwietnia 2013 r.) wynika, że 62 proc. polskiej młodzieży wiedzę o seksualności czerpie właśnie z Internetu. Gdzieś podskórnie młodzi czują jednak, że to, co tam widzą, nie musi być prawdą, dlatego też na pytanie: „Którym źródłom wiedzy o miłości i seksualności ufasz najbardziej?” 84 proc. badanych odpowiada, że rodzicom. No, ale jak ufać rodzicom, skoro oni tych tematów unikają i nie chcą ich podejmować? Skąd młodzi mają wiedzieć, co mama i tata tak naprawdę myślą na temat seksualności? Skoro często domowe rozmowy zaczynają się i kończą jednym zdaniem: „Szanuj się!”, to trudno określić, co kryje się pod tym pojęciem.

Kościół nigdy nie był przeciwko rozmowom o seksie

O. Józef Augustyn SJ, który na początku lat 90. ubiegłego wieku jako jeden z pierwszych w Polsce zaczął bardzo głośno mówić, że trzeba podejmować z młodymi ludźmi temat seksualności, zauważa, że nawet jeżeli rodzicom trudno jest ze swoim dzieckiem rozmawiać o tym, co to seks, kiedy go podjąć i jak go traktować, to zawsze można skorzystać z pomocy innych ludzi. - Rodzic może kupić książkę zgodną z systemem wartości istniejącym w rodzinie i podarować dorastającemu dziecku - mówi jezuita. Syn i córka to, co przeczytają, będą traktować jako zdanie mamy i taty o tych sprawach. Otrzymają także informację, że rodzice traktują ich poważnie, i poczują się zachęceni do tego, by w razie wątpliwości przyjść i dopytać. I możemy z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że zanim cokolwiek uczynią, to wcześniej sprawdzą, co o tym myślą rodzice. Najczęściej nie wprost, ale że to niby koleżanka w szkole mówiła albo bohaterka filmowa itd. Nie bójmy się tych tematów. Nie unikajmy ich. Przyszłość (także ta seksualna) naszych dzieci leży w naszych rękach. To, kiedy młodzi rozpoczną swoje życie intymne, zależy w dużej mierze od ich rodziców.

Nie wysyłajmy swoim dzieciom sygnału, że seks jest zły, brudny i nie warto się nim zajmować. Przeciwnie: pokażmy, że jest ważny i piękny, ale tylko wówczas, gdy podchodzimy do niego uczciwie i odpowiedzialnie. Niech każdy - nie tylko Magda i Ania, ale też Zosia, Wojtek, Marysia i Marcin - wie, że seks to nie kolejna dyscyplina sportu, gdzie trzeba jak najszybciej biec do mety, bo wygrany jest tylko jeden, ale tak naprawdę meta zależy od tego, gdzie rozpoczął się start.

Cała rozmowa z o. Józefem Augustynem SJ jest dostępna na stronie tv.niedziela.pl.

Tagi:
dzieci życie

Włochy wymierają, państwo nie wspiera rodziny

2019-07-04 19:34

vaticannews.va / Rzym (KAI)

We Włoszech kolejny rok z rzędu ubyło mieszkańców i noworodków. Jak podał urząd statystyczny ISTAT, w ubiegłym roku pobito kolejny negatywny rekord. Urodziło się zaledwie 439 tys. dzieci, najmniej, od kiedy istnieją zjednoczone Włochy. W ciągu jednego roku liczba noworodków spadła o 4 proc.

BOŻENA SZTAJNER

Włochy cierpią już dzisiaj na skutek wtórnego niżu demograficznego. W wieku rozrodczym są bowiem kobiety, które urodziły się w latach 70., kiedy to Włoszki przestały rodzić dzieci. Dlatego potencjalnych matek jest dziś mniej i tego nie da się już zmienić.

We Włoszech przybywa natomiast zgonów. Co roku więcej Włochów umiera niż się rodzi. W 2018 r. różnica ta wynosiła 193 tys. W konsekwencji zmniejsza się liczba obywateli. Od 2014 r. Włochy straciły 677 tys. mieszkańców, czyli odpowiednik Palermo, największego miasta Sycylii. Gdyby nie napływ migrantów, ubytek ten wyniósłby 1,3 mln.

Jak podkreśla ks. Paolo Gentili, odpowiedzialny w episkopacie Włoch za duszpasterstwo rodzin, dane te źle rzutują na przyszłość kraju, a zwłaszcza młodych pokoleń, które poniosą główny ciężar tych przemian. Jego zdaniem zdumiewające jest przy tym, że włoskie państwo nie wyciąga z tych procesów żadnych wniosków. Od lat nie są podejmowane żadne działania, które wspierałyby rodziny i zachęcały do rodzenia dzieci – mówi ks. Gentili.

- Potrzeba kompletnej przemiany sposobu myślenia. Dziś mieć dziecko to sprawa czysto prywatna. Nie dostrzega się, jakie ma to znaczenie dla społeczeństwa i dlatego nie wspiera się rodzin. Za wszystko płacą rodzice. Nie uznaje się faktu, że to dziecko służy całemu społeczeństwu, jest jego przyszłością, a ci, którzy nie otwierają się na życie i nie ponoszą tego kosztów, nie służą rozwojowi naszego kraju – podkreśla ks. Gentili. - Dziecko wydaje się wręcz problemem. A tymczasem jest ono darem dla całego społeczeństwa i wszyscy powinni je wspomagać. Widzimy, że inni, na przykład Francja, Niemcy, niektóre kraje Europy wschodniej bardzo inwestują dziś w dzieci. Włochy tymczasem ograniczają się niemalże do pomocy charytatywnej, wspierają tylko tych o najniższych dochodach. Tymczasem ważne jest, aby wszystkim niezależnie od dochodów umożliwić posiadanie dwojga, trojga czy nawet czworga dzieci. O tym marzymy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gdy katolik ma dość

2019-07-16 11:47

Ks. Jarosław Grabowski
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 3

Jak połączyć postawę pełną miłości z postawą stanowczości, do jakiej zmuszają nas okoliczności?

Sztajner/Niedziela
Ks. dr Jarosław Grabowski

Potrzebujemy dziś niewątpliwie wielkiej mądrości i rozwagi, by w sytuacji dialogu z drugim człowiekiem zawsze być świadkiem Chrystusa. Warto bowiem pamiętać, że głoszenie Ewangelii to nie tylko mówienie o Bożej miłości, która jest niezgłębiona i bezwarunkowa, ale także jasne i konkretne przekazywanie wymagań, które ona stawia. Gotowość do dialogu oznacza przecież, obok szczerości intencji i dobrej woli, także otwartość obu stron. Nie można nieustająco podejmować prób porozumienia się, gdy druga strona z góry skazuje dialog na niepowodzenie, wystawia nas na pośmiewisko i drwinę. Dochodzi wtedy do sytuacji, z jaką mamy obecnie do czynienia w Polsce. Trzeba jasno powiedzieć: Dość!

O skomplikowanej i trudnej sytuacji, w której znajduje się obecnie Kościół w Polsce, mówi abp Stanisław Gądecki w rozmowie zamieszczonej na naszych łamach. Po lekturze tego wywiadu można dojść do wniosku, że niezgoda na dalsze obraźliwe zachowania wobec wspólnoty Kościoła katolickiego może być większym świadectwem z naszej strony niż podejmowanie kolejnych prób dialogu, który w obecnych warunkach – jak podpowiada doświadczenie – nie ma większych szans na powodzenie.

Coraz częściej słychać twierdzenia, że dziś jednym z największych wyzwań Kościoła jest obrona moralności wobec panoszącego się relatywizmu. Na nieszczęście otrzymał on potężne wsparcie w postaci lansowanej powszechnie poprawności politycznej. Przed przyjmowaniem takiej postawy i pochodzącej od niej wizji świata przestrzega prof. Eugenio Capozzi. W wywiadzie, którego udzielił naszemu tygodnikowi, powiedział: „Kościół katolicki jest dziś praktycznie ostatnią filozoficzną barierą dla relatywizmu”. Nie powinna więc nas dziwić coraz głośniej postulowana konieczność jednoznacznej postawy Kościoła wobec działań środowisk LGBT, które pod pretekstem głoszenia równości i tolerancji posuwają się do profanacji tego, co dla nas święte. W ostatnim czasie mamy do czynienia z wyraźną intensyfikacją takich działań. Jak daleko ci ludzie mogą się posunąć? Niestety, wydaje się, że nie ma dla nich już żadnej granicy.

Pozostaje pytanie, jak połączyć postawę pełną miłości – do jakiej chrześcijanie są zobowiązani – z postawą stanowczości, do jakiej zmuszają nas okoliczności. Czy wystarczy otwartość na drugiego człowieka przy jednoczesnym mocnym zaznaczeniu granic własnej godności?; postawa łagodnego, ale wyraźnego sprzeciwu wobec tego, co się wokoło dzieje? Jestem przekonany, że konieczna będzie nade wszystko modlitwa do Ducha Świętego, by dawał nam mądrość i rozsądek w postępowaniu. Bo tylko Jego mądrość udźwignie to trudne zadanie – przyniesie nam stanowczość pełną pokoju i wyważenia postaw, merytorycznych argumentów i miłości do drugiego człowieka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Licheń: zakończyły się warsztaty Ars Celebrandi

2019-07-18 21:22

dg / Licheń (KAI)

Szósta edycja największych na świecie warsztatów liturgicznych Ars Celebrandi dobiegła końca. W dniach 11-18 lipca w licheńskim sanktuarium około 200 uczestników doskonaliło się w celebrowaniu liturgii według dawnych obrzędów. "Wierzymy, że nasze warsztaty w jakimś sensie dotykają nieba i tam wszystkich chcą prowadzić właśnie poprzez liturgię, którą Kościół od wieków sprawował" - mówił w rozmowie z KAI ks. Paweł Korupka, kapelan warsztatów.

Archiuwum Sanktuarium

- Podczas naszych warsztatów staramy się pokazać, że liturgia to nie tylko obrzędy, gesty czy śpiewy, ale to wszystko ma nas otwierać na liturgię niebieską. Zdajemy sobie sprawę, że my do liturgii rozgrywającej się w niebie dołączamy, najpiękniej jak potrafimy. Dlatego wierzymy, że nasze warsztaty w jakimś sensie dotykają nieba i tam wszystkich chcą prowadzić właśnie poprzez liturgię, którą Kościół od wieków sprawował - mówi w rozmowie z KAI kapelan warsztatów, ks. Paweł Korupka.

W tegorocznej edycji udział wzięło ponad 50 księży i kleryków nie tylko z Polski, ale i z kilkunastu krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Oprócz księży diecezjalnych przybyli m.in. dominikanie, pijarzy, redemptoryści i sercanie. Dziewięciu kapłanów odprawiło na tegorocznych warsztatach swoją pierwszą Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego (NFRR). Pozostali doskonalili posiadane wcześniej umiejętności. Dzięki współpracy z klasztorem benedyktynów w Tyńcu wszyscy kapłani i klerycy uczestniczący w Ars Celebrandi mogli doskonalić śpiew kapłański pod kierunkiem kantora klasztoru tynieckiego.

Msza święta oprócz celebransa wymaga także ministrantów. Na tegoroczne warsztaty Ars Celebrandi przybyło ich ponad stu, z czego ok. 25 z grup dla początkujących służyło do Mszy św. w NFRR po raz pierwszy. Dla obcokrajowców nie mówiących po polsku zorganizowana została grupa anglojęzyczna.

- Od ciszy i kontemplacyjnej atmosfery w czasie Mszy recytowanych, poprzez okazałość celebracji solennych, aż po piękny śpiew oficjum brewiarzowego, przez te osiem dni mogliśmy doświadczać różnorodności rzymskiej liturgii, pogłębiając jednocześnie osobistą relację z Panem Bogiem. Mimo że jestem związany z dawna liturgią już od jakiegoś czasu, miałem tu okazję doświadczyć nowych rzeczy, np. benedyktyńskiego monastycznego oficjum czy posługi przy solennej Mszy. Bardzo ważna jest dla mnie towarzysząca całym warsztatom serdeczna atmosfera – mówi Filip Tomaszewski z Oleśnicy.

Poza celebracją kapłańską i ministranturą prowadzone były również warsztaty chorału gregoriańskiego dla śpiewaków liturgicznych, oddzielnie dla mężczyzn i kobiet. Wszyscy uczestnicy korzystali z nabywanych umiejętności podczas licznych codziennych Mszy św. oraz godzin brewiarzowych. Jednak docelowo będą je wykorzystywali tam, gdzie mieszkają – w diecezjalnych środowiskach tradycji łacińskiej, a także rodzinnych parafiach i placówkach posługi duszpasterskiej.

Uczestnicy „Ars Celebrandi” mogli zapoznać się również z bardziej specyficznymi celebracjami, których nie można przeżyć w Kościele na co dzień. W poniedziałek 15 lipca w głównej bazylice licheńskiej odprawiona została Msza św. solenna w rycie dominikańskim – jest to własny obrządek liturgiczny tego zakonu, obowiązujący od jego początków do 1969 r., a dzisiaj celebrowany okazjonalnie.

– We wtorek odprawiono uroczyście Requiem za papieża Innocentego III. Na symbolicznym katafalku leżała tiara, zgodnie ze zwyczajem na czerwonej poduszce, ponieważ żałobnym papieskim kolorem pogrzebowym jest właśnie kolor czerwony. Po liturgii apologie wygłosił ks. dr kanonik Jarosław Powąska, opowiadając o życiu, czynach i cnotach papieża Innocentego III – wyjaśnił w rozmowie z KAI Ryszard Bartoszko, doświadczony ceremoniarz i pasjonat dawnej liturgii.

Stałym elementem warsztatów jest również Msza Requiem za zmarłych, zakończona procesją na miejscowym cmentarzu. - Podczas liturgii stykamy się z Kościołem triumfującym oraz z tymi, którzy na niebo czekają. Dlatego chwalebnym zwyczajem od początku naszych warsztatów jest modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące. Wierzymy, że wstawiennictwo dusz czyśćcowych i świętych pomoże nam dobrze rozumieć i sprawować liturgię – mówi ks. Paweł Korupka.

Przy okazji warsztatów bp Wiesław Mering konsekrował naczynia liturgiczne w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Podkreślił piękno dokonanych obrzędów: „Z wielką starannością i pieczołowitością dokonaliśmy konsekracji kielichów. Ta staranność, precyzja oddawana świętej liturgii, jest wyrazem naszej czci wobec wszechmogącego Boga”. Hierarcha wyraził także radość z tego, że w licheńskich warsztatach uczestniczą ludzie młodzi. „Niech ratują, jak św. Franciszek, Kościół naszego Pana” – powiedział włocławski ordynariusz.

- Ars Celebrandi zawsze są dla mnie dużym przeżyciem. Tydzień modlitw i celebr liturgicznych to rzadka okazja. To była moja czwarta edycja. To również świetna okazja, by poznać bliżej środowisko i razem doskonalić umiejętności posługi do liturgii. Bardzo poruszające były dla mnie konferencje o rozeznawaniu woli Bożej – mówił Bartosz Skrzypczak, który przyjeżdża do Lichenia aż z Edynburga.

W trakcie warsztatów ks. Piotr Buda codziennie głosił kazania rekolekcyjne, poświęcone pełnieniu woli Bożej w ujęciu św. Józefa Sebastiana Pelczara. “Bez posłuszeństwa woli Bożej nie ma pokoju serca, nie ma zbawienia” – zaznaczył ks. Paweł Korupka, kapelan warsztatów. Wyjaśnił, że “w tych czasach jesteśmy szczególnie narażeni na zagubienie, dezorientację, brak głębokiego porządku, a lekarstwem na to jest właśnie podporządkowanie się woli Bożej”.

- Na warsztaty trafiłam dzięki zachęcie koleżanki. Wszystko mi się tu podoba. Czas jest wypełniony świetnie, bywa że nie wiem, co wybrać, jest tyle możliwości. Chętnie chodzę na śpiewanie pieśni nabożnych. Ważne były dla mnie konferencje o woli Bożej, w każdej była istotna myśl, którą chciałabym zapamiętać i realizować. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze tu przyjechać – mówi Małgorzata Wyszyńska.

Uczestnicy wysłuchali też dwóch wykładów. Ryszard Bartoszko opowiedział o liturgii dawnej kaplicy papieskiej, a ks. Grzegorz Śniadoch IBP o postaci Dom Prospera Gueranger OSB i podjętej przez niego restauracji liturgii rzymskiej.

- Podczas warsztatów poznawaliśmy muzykę katolicką, czyli taką, która jest katolicka nie tylko w treści, ale też w formie i stylu. Co paradoksalne, ta dziedzina sztuki jest dzisiaj odkrywana i doceniana nierzadko bardziej poza Kościołem niż przez katolików, lecz dopiero w wymiarze liturgicznym wraca jej tętno i rozkwita całe jej piękno. To jest najważniejsza wartość tych warsztatów. Śpiewając wiele godzin dziennie podczas Mszy i oficjów (a jednego dnia nawet wszystkie osiem godzin brewiarzowych, łącznie z nocnym matutinum) wchodzi się w rytm tej modlitwy i tej muzyki, zaczyna się nimi oddychać. Dla nas, naturalnie nieprzyzwyczajonych do takich "sportów ekstremalnych", jest to trochę szokujące, ale dopiero w takim zanurzeniu można zacząć czuć i rozumieć o co w tym chodzi. Dzięki przewodnictwu kantorów na czele z Marcinem Bornusem-Szczycińskim, jedni mogli zacząć przygodę z monodią liturgiczną, a inni dochodzić do wprawy w śpiewie i czytaniu neum (średniowiecznego zapisu chorału gregoriańskiego) - wyjaśnia Jan Kiernicki.

Oprócz chorału gregoriańskiego nie zabrakło dawnych polskich nabożnych pieśni. Uczestnicy mogli wziąć udział w cieszących się dużym zainteresowaniem spotkaniach śpiewaczych prowadzonych przez niestrudzonego popularyzatora muzyki tradycyjnej, Adama Struga. „Prowadzę spotkania śpiewacze na Ars Celebrandi od czterech lat. Warunkiem dobrego śpiewu jest stała praktyka śpiewacza. Mam nadzieję, że to, co robimy, będzie owocowało w lokalnych środowiskach uczestników” – powiedział śpiewak.

- Chociaż nie wymienia się tego jawnie w celach warsztatów, za jedną z ich największych zalet uważam wspaniałe poczucie przyjaźni i wspólnoty, które się na nich wytworzyło. Uczestnicy autentycznie czekają cały rok, żeby znowu przyjechać i mówią nam o tym. Pierwszy dzień jest pełen radosnych okrzyków i uścisków, a ostatni smutku z rozstania i obietnic odwiedzin w swoich miastach – powiedziała KAI dr Dominika Krupińska z biura prasowego Ars Celebrandi. Zaznaczyła, że jednym z ważniejszych owoców warsztatów są powołania kapłańskie.

W mediach społecznościowych Ars Celebrandi publikowano piękne zdjęcia z celebr i warsztatowych okoliczności, które doczekały się przerabiania przez uczestników na tzw. memy. Organizatorzy ogłosili nawet konkurs na najzabawniejsze.

Warsztaty „Ars Celebrandi” odbywają się na terenie Sanktuarium Maryjnego w Licheniu, które posiada wystarczającą liczbę kaplic i ołtarzy, by kapłanom uczestniczącym w warsztatach zapewnić możliwość codziennego odprawiania Mszy św. w NFRR oraz odpowiednie zaplecze logistyczne dla wszystkich uczestników.

Organizatorem warsztatów liturgicznych „Ars Celebrandi” w Licheniu jest Stowarzyszenie Una Voce Polonia – członek Międzynarodowej Federacji Una Voce, stanowiącej oficjalną reprezentację katolików świeckich, przywiązanych do nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął bp Wiesław Mering, a patronat medialny Katolicka Agencja Informacyjna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem