Reklama

Wiadomości

Rządź się sam

Tysiące kandydatów, oplakatowane ulice i... pustki przy urnach? Wybory samorządowe nie cieszą się wielkim zainteresowaniem Polaków. Tymczasem nawet pojedyncze głosy wpływają na codzienne życie obywateli - znacznie bardziej niż w przypadku wyborów parlamentarnych czy prezydenckich

O kształcie samorządów będziemy decydowali po raz siódmy po 1989 r. To władza bliska ciału, jak koszula. A koszulę wypada regularnie prać i prasować. Tak samo należy zadbać o stan samorządu - najlepiej samodzielnie.

Wybory samorządowe odbędą się w niedzielę 16 listopada. Wybierzemy w nich blisko 47 tys. radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich oraz ok. 2,5 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Zarejestrowano aż 232 880 kandydatów! W Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) zgłosiło się ponad 12 tys. lokalnych komitetów wyborczych. Najwięcej kandydatów startuje w województwach mazowieckim (1701), wielkopolskim (1300) i dolnośląskim (1200). Najmniej chętnych jest w województwach opolskim (297), lubuskim (367) i podlaskim (480).

Marketingowe disco-politico

Kampanie wyborcze w wielu miejscowościach zdominowały partyjne wojny znane z parlamentu. Kłótliwość to sprawdzona metoda. Zgodnie z taką logiką wybory wygrywa ten, kto silniej pognębi przeciwników. Jak? Wytykając potknięcia, winy - rzeczywiste i urojone, a także zbierając haki. Jeśli dąży się do obalenia dotychczasowej władzy, należy pokazywać nieudolność, złą wolę i zmarnowany czas. Jeśli (przeciwnie) lokalny wódz próbuje utrzymać swój urząd - koniecznie straszy, obśmiewa i ostrzega przed przeciwnikiem. Zgodnie z wytycznymi jarmarcznego marketingu politycznego przyszli wójtowie, burmistrzowie i radni są gotowi obiecać wszystko, byle objąć upragnione urzędy.

Reklama

Jakość oraz treść materiałów wyborczych tyleż mówi o kandydujących, co o wyborcach. W dużych miastach z każdej latarni uśmiechają się do kierowców wybitni specjaliści w dziedzinie uszczęśliwiania mieszkańców, zatroskani o ich przyszłość, gwarantujący spełnienie najskrytszych marzeń. Na billboardach trudno rozpoznać sąsiada (grafik podwyższył mu czoło i skorygował zgryz), a sąsiadka wydaje się jeszcze bardziej atrakcyjna... Wszyscy rześcy, rzetelni i rzeczowi.

Na stronach internetowych bezlitośni prześmiewcy układają za to rankingi śmieszności nieporadnych spotów telewizyjnych. Obok obrazów przechadzających się po gminie smutnych panów królują komitetowe piosenki z gitarą lub skoczne disco-politico z zaangażowanym tekstem. Zdarzył się nawet piłkarz grający dla swego kandydata na... pile (do drzewa, a jakże!). Kandydaci rozpaczliwie poszukują sposobów wyróżnienia się z tłumu innych, lecz z wyluzowanej formy chleba nie będzie, bo odleciał sens.

Naprawdę masz wpływ

Zainteresowanie życiem publicznym w Polsce od lat jest słabe. Uwagę mediów przyciągają konflikty na szczytach władzy państwowej lub niekiedy afery. Polacy lekceważą w zamian wybory - nie głosują, a tym samym nie wpływają na władzę i na sprawy, które potem ich dotyczą. Nie głosują, bo nie chcą, bo zrazili się do polityków i polityki, bo „mają ważniejsze sprawy”... Naprawdę?

Reklama

Dla wielu polityków lokalnych taki stan wydaje się wygodny. Mieszkańcy nie naciskają zbyt mocno, więc wystarczy dać im tyle, by coś odczuli, mówić tyle, ile ma się ochotę powiedzieć. Przy niskiej frekwencji wystarczy zaledwie kilka głosów, aby zostać radnym. To dodatkowo obniża jakość samorządów.

W Krynicy Morskiej (woj. pomorskie) do głosowania uprawnionych jest 1109 wyborców. Oznacza to, że w 15 okręgach głosować mogą średnio 74 osoby, zatem radnym zostanie każdy z poparciem 25 osób (przy frekwencji 68 proc. z 2010 r.). Podobna sytuacja - jak informuje PAP - ma miejsce w zachodniopomorskim Nowym Warpnie czy dolnośląskiej Platerówce. W całej Polsce, według danych PKW, są 604 gminy liczące mniej niż 5 tys. mieszkańców.

Przez doradców politycznych wyborca bywa porównywany do konsumenta. W porządku. W sklepie, jeśli towar jest nieodpowiedni, można nie kupować. W wyborach dobrych kandydatów należy wspierać. Niestety, jak wykazały badania Instytutu Spraw Publicznych, przed wyborami samorządowymi w 2010 r. prawie ¼ Polaków nie wiedziała, kogo będzie wybierać w wyborach. Nie wie o tym aż 37 proc. młodych wyborców w wieku 18-24 lat.

Od pierwszych wyborów samorządowych w 1990 r. z prawa do głosowania korzysta mniej niż połowa Polaków. Najmniejszą frekwencję odnotowano w 1994 r., kiedy to do urn poszło zaledwie 33,78 proc. uprawnionych. Tymczasem np. w Belgii głosowanie jest obowiązkowe, a w Niemczech za kryzys demokracji uznano frekwencję (w wyborach parlamentarnych) na poziomie 71,5 proc. Nawet na tle krajów dawnego bloku wschodniego wypadamy kompromitująco. W Estonii frekwencja wynosi ok. 75 proc, na Łotwie - 73,41 proc., na Litwie - 58,09 proc., podczas gdy w Polsce - tylko 47,31 proc.

Liczą się efekty

Kto by sobie głowę zawracał pląsającymi radnymi, kiedy trzeba naprawić drogę, wymienić ogrzewanie w szkole czy przyciągnąć inwestora. Do tego potrzebni są prawdziwi gospodarze. I tych, na szczęście, nie brakuje.

Wybory samorządowe dotyczą nie tylko dużych i bogatych komitetów partyjnych - są festiwalem ruchów obywatelskich bądź skupionych wokół lokalnych liderów. Mocni samorządowcy dystansują się od partii. Wolą kandydować jako niezależni, choć przez partie popierani.

Podczas wyborów dochodzi do połączenia interesów różnych grup. W rozbudowanej sieci zależności wzrasta także poczucie odpowiedzialności władz przed wyborcami. Wybrańcy ludu widzą, że są bacznie obserwowani, a w razie potrzeby mogą liczyć na dodatkowe wsparcie. Kolejne wybory stają się wtedy rozliczeniem z konkretnych sukcesów i porażek, a nie propagandowym okładaniem się obelgami. Im silniejsza legitymizacja, tym silniejsza władza. I na odwrót - jeśli wójt lub burmistrz zawiedzie zaufanie, można go odwołać w referendum jeszcze przed upływem kadencji.

Bierność obywateli przezwyciężają skutecznie rozmaite formy wolontariatu, prace na rzecz szkoły czy parafii. I tu szczególną rolę odgrywać mogą rady parafialne, wspólnoty oraz Akcja Katolicka. W wielu wsiach i miastach prawdziwą kuźnią kadr samorządowych okazuje się właśnie parafia. Tu ludzie sprawdzają się w działaniach społecznych, tu budują wzajemne zaufanie, tu nieraz zdobywają umiejętności organizacyjne.

Współpraca samorządu z organizacjami pozarządowymi wypada na razie kiepsko. To także powód do zwiększenia aktywności. Zwłaszcza w gminach wiejskich to parafia okazuje się najsilniejszą instytucją integrującą mieszkańców. Energiczni społecznicy nie tylko zorganizują festyn parafialny czy wakacje dla dzieci z ubogich rodzin, ale też wesprą rozwój miejscowości - organizując zajęcia pozalekcyjne, projektując budżet obywatelski lub przekonując do zbudowania ścieżki rowerowej, łączącej szkołę, urząd, przychodnię, kościół i cmentarz.

Pomijając (wciąż niestety liczne) przypadki karygodnych nadużyć, kumoterstwa, a niekiedy działania na szkodę społeczności, samorządność jest przecież najlepszą z możliwych sposobnością przysłużenia się wspólnocie bliskich sobie mieszkańców. Wybory samorządowe są o wiele ważniejsze niż parlamentarne czy prezydenckie. Tu odległość między dobrem wspólnym a namacalnymi korzyściami dla własnej rodziny jest przecież minimalna, więc i wpływ na decyzje władz jest namacalny.

Zgoda buduje

Samorząd terytorialny w nauczaniu społecznym Kościoła jest społecznością najbliższą rodzinie. Zgodnie z klasyczną analizą Arystotelesa - gmina to wspólnota rodzin. Jako taka odgrywa rolę podobną do parafii. Tych podobieństw można doszukać się zresztą więcej. Przede wszystkim są to przestrzenie aktywności. Parafia pomaga realizować potrzeby duchowe, gmina zaś - materialne. W wielu miejscowościach obszary gminy i parafii są bardzo zbliżone, a tam, gdzie się nie pokrywają, są naturalną przestrzenią współpracy sąsiednich wspólnot.

Jako część struktur państwa jednostki samorządu na szczeblu wojewódzkim, powiatowym i gminnym mają odmienne zadania. W gminach zostaje część podatków, szczególnie dochodowych. Na jednostkach samorządowych spoczywa ciężar utrzymania przedszkoli, szkół i szpitali. Im więcej obowiązków, tym częściej w centrum zainteresowań samorządowców i mieszkańców są pieniądze.

Zaangażowanie w działania rad gminnych czy dzielnicowych jest oczywistym wyrazem odpowiedzialności za najbliższe przecież otoczenie. Nowohucka parafia Matki Bożej Królowej Polski dwa lata temu została wyróżniona Srebrnym Medalem „Cracoviae Merenti”. Nagrodę wręczali przewodniczący Rady Miejskiej oraz prezydent miasta, w uznaniu szczególnych zasług dla Krakowa parafii, która stała się symbolem dążeń do wolnej Polski.

Sojusz wójta z plebanem

Ułożenie wzajemnych relacji między parafią i gminą nie jest sprawą oczywistą ani prostą. Gmina zobowiązana jest do ścisłego przestrzegania prawa, a każda forma wydawania pieniędzy czy też udostępniania majątku powinna być przejrzysta. 14 lat doświadczeń przyniosło wiele pozytywnych przykładów. Dobrze rozumiana współpraca przynosi wiele korzyści obu stronom. A przy okazji poczynionych w ten sposób oszczędności może sprawić, że z budżetu samorządu opłacone zostaną dodatkowe działania, pożyteczne dla mieszkańców.

W gminie Kowal (woj. kujawsko-pomorskie) parafii nie stać na zapłacenie rachunków za wywóz śmieci i utrzymanie cmentarza. Dopłaca więc samorząd. Proboszcz i urzędnicy podpisali stosowną umowę, co było możliwe, gdyż cmentarz parafialny pełni równocześnie funkcję cmentarza komunalnego. Z kolei elbląscy samorządowcy od lat wspierają gotycki kościół z XIV wieku w Próchniku. Świątynia jest bowiem nie tylko miejscem kultu religijnego, ale i zabytkiem przyciągającym turystów i wpływającym na dochody gminy.

Nie wolno, oczywiście, przyzwalać na zjawiska patologiczne, na przekraczanie kompetencji, nadużywanie wpływów. Nie chodzi bowiem o sojusz wójta z plebanem, lecz o zdrowy rozsądek. Tam, gdzie kościelna wspólnota parafialna może wspomóc gminę - powinna to robić.

Po niedawnym tragicznym zawaleniu się kamienicy w Katowicach ewakuowani mieszkańcy znaleźli schronienie w ośrodku Caritas, zaś zarządzający parafią ojcowie dominikanie ogłosili zbiórkę na rzecz poszkodowanych. Z drugiej strony po pożarze sosnowieckiej katedry samorządowe władze województwa, a nawet lewicowy prezydent Sosnowca zadeklarowali znaczącą pomoc finansową przy odbudowie zabytkowej świątyni.

Cierpiące na niedostatek przestrzeni miasta porozumiewają się z parafiami w sprawie wykorzystania parkingów. Place przykościelne służą w tygodniu przyjeżdżającym do pracy, zaś płatne parkingi komunalne w niedziele i święta udostępniane są wiernym.

- Chodzi o to, by samorząd i Kościół nie były konkurentami w przestrzeni lokalnej, ale pomagały sobie nawzajem - tłumaczy socjolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach ks. dr hab. Marek Łuczak. - Jest bardzo wiele płaszczyzn, na których taka współpraca mogłaby kwitnąć, od charytatywnej, przez edukacyjną, po kulturalną. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której ma miejsce transfer publicznych pieniędzy do Kościoła w związku z jego duszpasterską działalnością. Inaczej należy to widzieć w związku z działaniami ochronek czy świetlic. Znam też przykład ufundowania organów, które w niedzielę pełnią funkcję sakralną, a w poniedziałek czy wtorek można na nich koncertować - zauważa ks. Łuczak.

Choćby więc z powyższych powodów katolicy powinni poczuć się szczególnie zaproszeni do wzięcia udziału w wyborach. W ten sposób spełnią nie tylko obowiązek obywatelski, ale też zatroszczą się o dobrze rozumiany interes swojej wspólnoty religijnej.

* * *

16 listopada 2014 r. wybierzemy:

wójtów/burmistrzów/prezydentów - w wyborach bezpośrednich. Jeżeli żaden z kandydatów w pierwszej turze nie zdobędzie bezwzględnej większości głosów (czyli więcej niż 50 proc.), wtedy odbędzie się druga tura, w której zmierzy się dwóch najlepszych;

radnych gmin - głosując na jednego kandydata (wybranego z różnych list komitetów wyborczych);

radnych powiatów - również zakreślamy tylko jednego kandydata;

przedstawicieli sejmików wojewódzkich - zaznaczając krzyżykiem jednego kandydata, którego popieramy.

2014-11-12 11:02

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Białoruś/ Granice Białorusi z Polską i z Litwą nie są zamknięte

2020-09-18 15:56

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Białoruś

Litwa

granica

PAP

Na granicy między Litwą a Białorusią

Na granicy między Litwą a Białorusią

Granice Białorusi z Polską i z Litwą nie zostały zamknięte w piątek, chociaż w czwartek taki krok zapowiadał białoruski prezydent Alaksandr Łukaszenka. Eksperci sugerują, że „prezydent zapewne miał na myśli wzmocnienie granicy”.

„Białoruskie przejścia graniczne pracują w obu kierunkach” – potwierdził w rozmowie z PAP Anton Byczkouski z Państwowego Komitetu Granicznego (GPK), odpowiednika polskiej Straży Granicznej.

Rano GPK poinformował, że „wzmocniono ochronę granicy”, a także kontrole na przejściach granicznych i monitoring strefy przygranicznej.

„Odbywa się ona we wzmocnionym trybie funkcjonowania służby granicznej i kontroli oraz z zastosowaniem rezerw taktycznych" - napisał w piątek rano w komunikacie.

Później w ciągu dnia pojawiły się informacje o tym, że białoruskie służby celne nasiliły kontrole osób wjeżdżających do kraju.

Czytelnicy portalu TUT.by poinformowali, że „celnicy pozwalają wwozić (do kraju) tylko rzeczy używane i towary niezbędne w podróży”. Państwowy Komitet Celny w oświadczeniu dla TUT.by uściślił, że kontrole zostały zintensyfikowane, ale nie zmieniły się zasady przewozu towarów przez granicę. „Zrobiono to po to, by nie dopuścić do przewozu towarów zabronionych i objętych ograniczeniami, a także przewozu partii produktów na sprzedaż pod pozorem rzeczy osobistych” – poinformowała ta instytucja.

O tym, że granice z Polską i Litwą są przejezdne w obie strony informują od czwartkowego wieczoru białoruskie media niezależne, powołując się na służby graniczne wszystkich trzech krajów.

„Jesteśmy zmuszeni zabrać wojska z ulicy, pół armii postawić pod broń i zamknąć granicę państwową na zachodzie. Przede wszystkim – z Litwą i Polską” – powiedział w czwartek wieczorem Łukaszenka. Dodał, że konieczne jest wzmocnienie kontroli na granicy z Ukrainą.

„Nie wiemy, z czym oni jeszcze wyskoczą. Zostało zaledwie kilka chwytów, by rozpocząć gorącą wojnę” – oświadczył lider Białorusi, występując podczas Forum Kobiet w czwartek w Mińsku.Ponieważ żadna z państwowych instytucji nie wypowiadała się bezpośrednio na temat „zamknięcia granicy”, sprawę komentowali eksperci. Większość z nich uważa, że Łukaszenka „miał na myśli nie zamknięcie a wzmocnienie ochrony granicy”. Taką hipotezę wyraził jeszcze w czwartek komentator portalu Naviny.by Alaksandr Kłaskouski.

„Wygląda na to, że chodzi o te kroki militarne, które już zostały podjęte (m.in. manewry wojskowe w obwodzie grodzieńskim), żeby rozkręcić propagandową psychozę” – ocenił Kłaskouski. Na tle protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich Łukaszenka i propaganda państwowa, później wsparta przez rosyjską, zaczęli promować wersję o spisku zagranicy i planach destabilizacji Białorusi włącznie z ryzykiem agresji militarnej.

Również politolog Andrej Jehorau powiedział Radiu Swaboda, że mogło dojść do nieporozumienia i Łukaszenka zapewne „miał na myśli, że granice są chronione przez dodatkowe siły wojskowe”, co ma sens, zwłaszcza w kontekście wypowiedzi o rzekomym zagrożeniu z zewnątrz.

Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz, który wziął w piątek udział w wideokonferencji dla białoruskich mediów ocenił, że „oświadczeniami o zamknięciu granicy władze próbują zastraszyć społeczeństwo”.

Minister spraw zagranicznych Litwy ocenił, że za wypowiedzią Łukaszenki kryje się chęć „zademonstrowania, że istnieje zagrożenie zewnętrzne”. „A jeśli go nie ma, to trzeba je znaleźć” – ocenił Linas Linkeviczius.

Z kolei premier Litwy Saulius Skvernelis zapowiedział, że jeśli Białoruś zamknie granice, Polska i Litwa zamknął swoje przejścia dla białoruskich towarów jadących na Zachód.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)

just/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: pielgrzymka Ludzi Pracy z dziękczynieniem za powstanie Solidarności

2020-09-20 10:59

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Solidarność

ludzie pracy

Karol Porwich/Niedziela

Matko zawierzamy Ci całą wspólnotę związkową NSZZ Solidarności, by zawsze stała na straży godności każdego człowieka - zabrzmiały słowa robotniczego aktu zawierzenia wypowiedziane podczas wieczornego Apelu. Na Jasnej Górze drugi dzień trwa 38. pielgrzymka Ludzi Pracy. Zainicjował je bł. ks. Jerzy Popiełuszko. O godz.11.00 na szczycie odprawiona zostanie Msza św. stanowiąca najważniejszy punkt spotkania, w którym uczestniczą głównie członkowie Solidarności z różnych regionów kraju.

Tegoroczna pielgrzymka jest wyjątkowa, bo stanowi dziękczynienie za powstanie 40 lat temu związku zawodowego „Solidarność”. Jest zatem kontynuacją głównych uroczystości jubileuszowych. Na jej program dziś złoży się m.in. wykład dr. Mariusza Krzysztofińskiego z oddziału rzeszowskiego IPN pt. „Abp Ignacy Tokarczuk - orędownik Solidarności”. Mszy św. przewodniczyć będzie abp Józef Kupny z Wrocławia, krajowy duszpasterz ludzi pracy. Kazanie wygłosi bp Jan Wątroba z Rzeszowa, bowiem organizatorem tegorocznej pielgrzymki jest region rzeszowski NSZZ Solidarność.

Zobacz zdjęcia: Pielgrzymka Ludzi Pracy 2020

Duchowym przygotowaniem do pielgrzymki była peregrynacja obrazu Matki Bożej Solidarności, który nawiedził parafie diecezji rzeszowskiej.

Hasłem peregrynacji były słowa ks. Popiełuszki: „Z Matką Odkupiciela mocni nadzieją”. Obraz Matki Bożej Robotników Solidarności został przywieziony do Rzeszowa 26 kwietnia 2020 r. wraz z relikwiami bł. ks. Jerzego Popiełuszki i miniaturą krzyża z Nowej Huty. Przez prawie 12 miesięcy obraz nawiedził ponad 160 parafii leżących na terenie działalności NSZZ Solidarność Regionu Rzeszowskiego oraz 19 z Regionu „Ziemia Przemyska”.

W 1984 r. artysta z Podlasia, malarz Artur Chaciej wykonał obraz nazwany „Matką Boską Robotników Solidarności”. Obraz ten ma niezwykłą historię. Powstał z inicjatywy ówczesnego przewodniczącego podziemnego Zarządu Regionu w Białymstoku, Stanisława Marczuka.

Wykonano go w trzech kopiach różnej wielkości. Najmniejszy z nich otrzymał na własność bł. ks. Jerzy Popiełuszko i w prywatnej rozmowie stwierdził, że dla niego jest to Matka Boska Solidarności. Związkowcy z podlaskiej „Solidarności” największy z obrazów przekazali podczas II Pielgrzymki Ludzi Pracy na Jasną Górę w 1984 r. jako symbol spotkań u stóp Czarnej Madonny. W obawie przed represjami ze strony SB, przewieziono go pod osłoną innego obrazu z wizerunkiem świętego. Robotnicy chcieli, by umieszczona na tle biało-czerwonej flagi Matka Boska Częstochowska nosiła nazwę „Solidarności”. Obraz przez kilka lat był przechowywany na Jasnej Górze, by potem towarzyszyć kolejnym regionom w pielgrzymkach Ludzi Pracy.

Od 38 lat Solidarność pielgrzymuje w trzecią sobotę i niedzielę września, by modlić się w intencji Ojczyzny i Ludzi Pracy. Pracownicze pielgrzymki na Jasną Górę zapoczątkował bł. ks. Jerzy Popiełuszko, kapelan i patron NSZZ Solidarność, organizując ją we wrześniu 1983 dla robotników Huty Warszawa. Rok później do Częstochowy pielgrzymowali już pracownicy z różnych części Polski. Idea błogosławionego ks. Jerzego przerodziła się w coroczną ogólnopolską Pielgrzymkę Ludzi Pracy.

Pielgrzymki wrześniowe stawały się głównym wydarzeniem, podczas którego ludzie pracy, zwłaszcza skupieni pod sztandarami „Solidarności” mieli jedyną okazję by zamanifestować swą jedność i determinację w walce o wolność Ojczyzny, godność człowieka pracy i prawa pracownicze. Widzieli to ówcześni przywódcy i protestowali przeciw tym pielgrzymkom, ale ich uczestników to jeszcze bardziej mobilizowało do większej stanowczości. Nigdy jednak pielgrzymki Ludzi Pracy nie traciły charakteru religijnego. Były bezkrwawą walką o prawa człowieka, walką poprzez modlitwę za wstawiennictwem Królowej Polski.

Konferencja Episkopatu Polski, ze względu na trudną sytuację robotników, powołała 7 maja 1980 roku Komisję ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy. Jej przewodniczącym został bp Herbert Bednorz z Katowic. Wydarzenia związane z powstaniem NSZZ „Solidarność” oraz wprowadzeniem stanu wojennego, zdynamizowały duszpasterstwo w poszczególnych diecezjach. Prace komisji koordynował później kard. Henryk Gulbinowicz, a od 1992 roku abp Tadeusz Gocłowski, następnie delegatem Episkopatu ds. Ludzi Pracy był bp Kazimierz Ryczan. Obecnie funkcję tę pełni abp Józef Kupny z Wrocławia.

CZYTAJ DALEJ

Misyjny charakter procesji

2020-09-20 21:45

Fot. Grzegorz Kryszczuk

Ulicami Wrocławia przeszła procesja z relikwiami św. Doroty i św. Stanisława. Dziękowano za ocalenie od powodzi tysiąclecia i modlono się o oddalenie pandemii.

Uroczystość rozpoczęła się w Bazylice św. Elżbiety specjalnym nabożeństwem, następnie w asyście wojskowej i policyjnej procesja przeszła do kościoła św. Stanisława, św. Doroty i św. Wacława. Uczestniczyło w niej kilkuset mieszkańców miasta.

Bp Andrzej Siemieniewski w homilii wyraźnie wskazał, że ta procesja i modlitwa o duchowe błogosławieństwo za Wrocław, ma także wymiar misyjny. Wyraził pragnienie, aby Wrocław, który jest niezwykłym miastem, piękniał również duchowo.

Hierarcha podkreślił, że ważniejsza jest Eucharystia i jej moc niż strach, który może pojawić się w sercu człowieka. - Tu jest Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. My o tym wiemy, ale jest wielu, którzy nie wiedzą, albo o tym zapomnieli. Czasem lęk, obawy, albo wygodnictwo sprawiają, że ich nie pociąga liturgia. Może wydaje im się to jakimś obowiązkiem, a może popadli w koleiny prawno-dyscyplinarne, dyskutując o dyspensach. My jako świadkowie obecności Pana Jezusa mówmy raczej o Bożych obietnicach, wygłoszonych przez Chrystusa i zapisanych w Ewangelii – mówił bp Siemieniewski.

Zachęcił aby dzielić się tymi obietnicami z innymi, w swoich rodzinach i miejscach pracy. Szczególnie z tymi, którzy traktują niedzielną Eucharystię jako obowiązek. - Mówmy innym: spotkałem Pana! Tak, jak to jest zapisane na kartach Nowego Testamentu. Spotkałem Pana w Ewangelii, której słuchałem, a później wprowadziłem w życie. Kto pije Krew Pańską i spożywa Ciało Pańskie ma życie w sobie na wieki – mówił bp Siemieniewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję