Reklama

Duchowość

Świadectwo życia świeckiej dziewicy konsekrowanej

Pozostać w świecie

Dziewice konsekrowane przez biskupa łączą się szczególną więzią z Kościołem lokalnym, któremu służą z poświęceniem, chociaż pozostają w świecie. Żyjąc osobno lub wespół z innymi, są szczególnym eschatologicznym wizerunkiem niebiańskiej Oblubienicy i przyszłego życia, w którym Kościół zazna wreszcie pełni miłości do Chrystusa Oblubieńca.
(Fragment adhortacji apostolskiej „Vita consecrata” św. Papieża Jana Pawła II)

Otrzymałam sakramenty – Boże pieczęcie

Cieszę się i zarazem jestem dumna z faktu, że zostałam ochrzczona w Kościele katolickim, do którego czuję duże przywiązanie. A wszystko zaczęło się od chwili otrzymania dość rychłego chrztu. Dlatego z wdzięcznością mogę dziś powiedzieć: jestem dzieckiem Bożym i jestem katoliczką! Jedno jest pewne, że chrzest to moje pierwsze zaślubiny z Panem Bogiem.

Od dzieciństwa byłam wewnętrznie wołana do głębokiej, serdecznej modlitwy. Pacierzy uczyła mnie Mama. Pamiętam pierwszą, prościutką lekcję modlitwy odbywającą się przy upinaniu starych, bawełnianych firan, przybijanych wówczas gwoździkami do drewnianego karnisza. Moje nieporadne „Zdrowaś Mario” mówiłam, trzymając młotek w dziecięcej rączce. Dziś wzrusza mnie to wspomnienie, ale też cieszy. Odczytuję w nim zapowiedź przyszłej pobożności, charakterystycznego rysu osoby świeckiej chętnie wiążącej modlitwę z pracą.

Porwana przez tchnienie Daru z wysoka – to pierwsza pora wyboru

Kiedy byłam studentką drugiego roku architektury, zakochałam się w Chrystusie. To nie było jakieś przelotne uczucie, raczej wyraźna inicjatywa Boga i w konsekwencji moja decyzja. W spotkaniu ze św. Janem Pawłem II doświadczyłam czułego „dotknięcia” Boga Ojca i stanęłam przed osobistym wyborem: czy chcę żyć z Nim, czy bez Niego. Potem pewnego popołudnia przyszedł do mnie kolega z akademika, otworzył Biblię na 12 rozdziale Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian i zaczął mi opowiadać o konkretnych charyzmatach i darach Ducha Świętego, Który naprawdę działa we współczesnym Kościele. Wtedy po raz pierwszy w życiu spotkałam się z odczytywaniem słowa Bożego i tłumaczeniem go w sposób bardzo egzystencjalny. Ważne dla mnie było to, że zwracał się do mnie rówieśnik mówiący prostym, niewyszukanym językiem, daleko odbiegającym od tego, który często słyszałam w homiliach. Co więcej, jego przekaz był bliski temu, co właśnie przeżywałam.

Reklama

Zostałam „porwana”… i jako młoda dziewczyna pozwoliłam, by Jezus mnie kochał i realnie kierował moim życiem. Mam głębokie przekonanie, że to sam Jezus wyznaczył moje cele. Po generalnej spowiedzi poczułam się mocno zachęcona do modlitwy. Do tego stopnia, że codziennie spędzałam pełną godzinę na adoracji Najświętszego Sakramentu lub rozmyślaniu i systematycznie uczęszczałam na Eucharystię. Chętnie trwałam w ciszy, przebywając samotnie w skupieniu w dość zaniedbanym jeszcze wówczas szczecińskim kościele św. Jana Chrzciciela. Moja modlitwa była „sucha jak piasek”. Najczęściej ją kończyłam rozważaniem Męki Pańskiej. Wówczas mnie, młodej dziewczynie, dane było poznać, iż bezpośredni kontakt z Panem Bogiem jest jak najbardziej możliwy i ma charakter nader intymny, tak osobisty, że trudno o nim opowiadać.

Być oblubienicą i czuć z Kościołem – to druga pora wyboru

Cieszę się, że właśnie mnie przypadło w udziale identyfikowanie się z fragmentem Pieśni nad Pieśniami i z wołaniem oblubienicy: „Umiłowany jest mój, a ja jestem Jego!” (Pnp 2,16). Dzięki tym słowom w moim myśleniu dość szybko odpadły dwa schematyczne sposoby postrzegania siebie – samotnej kobiety z etykietką „starej panny” czy z wadą „niekompletnej zakonnicy”.

Relacja z Jezusem nadała nowy impuls mojemu duchowemu życiu pośród banalnych, codziennych spraw, różnych okoliczności, nie zawsze po ludzku pomyślnych. Czułam się pociągana przez Boga i wiedziałam, że chcę złożyć na zawsze swoje życie w Jego ręce, ale nie bardzo wiedziałam, jak to uczynić. Czekały mnie drugie zaślubiny z Panem Bogiem.

Przed przystąpieniem do wieczystej konsekracji pojawiła się we mnie wątpliwość: co się stanie, gdy nagle spotkam mężczyznę, którego pokocham i z którym będę chciała założyć rodzinę? Wtedy zrozumiałam, że przecież już wiem, jak ma wyglądać moje życie i nikogo nie będę szukać. Dojrzewała we mnie świadomość, że nie chcę żyć w żadnej wspólnocie typu zakonnego, ale i nie chcę być w małżeństwie. Wiedziałam, że moja relacja z Bogiem jest tak silna, że nie mogłabym oddać się cała drugiemu człowiekowi, a gdybym nawet podjęła taką próbę, czułabym się w tym nieszczęśliwa. Pozostawała przede mną trzecia droga: samotność z wyboru w świecie.

Po złożeniu wieczystej konsekracji – na ręce Biskupa Mariana Błażeja Kruszyłowicza OFMConv – pozornie nic się nie zmieniło. Żyłam tak samo jak do tej pory, mieszkałam w tym samym mieście i w tym samym domu, pracowałam z tymi samymi ludźmi. Ówcześni współpracownicy nic nie wiedzieli o mojej decyzji, a o założoną na palec obrączkę nie pytali. Jednak zmieniła się rzecz najważniejsza: poczułam się u siebie i na swoim miejscu.

Dotyk hojności Boga i sprecyzowanie swojej misji – to trzecia pora wyboru

Długo szukałam swego miejsca w Kościele. Znalazłam je dopiero w momencie, gdy mogłam w nim działać, a nie być tylko pasywnym biorcą i słuchaczem. Moje poszukiwanie świętości dokonuje się pośród świata przez maksymalne zaangażowanie się w pracę zawodową i w apostolstwo adresowane do laikatu. Staram się odpowiedzieć na dar indywidualnego powołania, by podjąć własną misję osoby zaangażowanej jednakowo w świat jak i w Kościół.

Lubię swoją pracę. Cenię rzeczywistość doczesną, aktywnie się w nią włączam, a dzięki swojej profesji mogę mieć wpływ na jej przyszły kształt. Zawodowo zajmuję się architektonicznymi projektami kościołów (m. in. w Niechorzu, Kołobrzegu), osiedli mieszkaniowych (np. na szczecińskim Warszewie), fabryk (np. w strefie ekonomicznej w Kostrzynie n. Odrą) i planami remontów domów rekolekcyjnych (m. in. w Wisełce, Czechowicach-Dziedzicach). Prowadzę prace konserwatorskie przy zabytkach cywilnych i sakralnych (np. w kościele św. Andrzeja Boboli w Szczecinie i w Krzymowie, Wniebowzięcia NMP w Pilchowie, Świętego Ducha w Stargardzie Szczecińskim i Sanktuarium NSPJ w Szczecinie) i wielu innych. Służę również pomocą przy przygotowaniu wniosków w celu uzyskania dotacji dla realizacji tychże inwestycji. Także pochłania mnie pisanie naukowych tekstów na temat teorii, historii architektury i konserwacji zabytków.

Lubię ludzi, dlatego zostałam nauczycielem akademickim. Traktuję młodych poważnie i zachęcam ich do rzetelnego, systematycznego zdobywania wiedzy oraz do łączenia teorii z praktyką zawodową. Wiem, że chcę dawać siebie, jednocześnie promując młode talenty.

Chętnie angażuję się w formację osób świeckich. Muszę przyznać, że „czuję” świeckich, ich egzystencjalne problemy i treści życia laikatu. Rolę animatorki duchowości odczytuję jako powołanie do stawiania niełatwych pytań, pobudzania, a niekiedy prowokowania do osobistych wynurzeń. Przez lata czuję się ubogacona dzieleniem się egzystencjalną wiarą indywidualnie odczytywaną przez różne osoby. W posłudze innym osobom świeckim wyjątkową pomocą okazały się kolejne dwa moje duchowe przełomy: trzydziestodniowe ignacjańskie Ćwiczenia duchowe odprawione w Centrum Duchowości w Czechowicach–Dziedzicach i dwuletnia Szkoła Mistrzyń (2011-13), opracowana przez ks. Krzysztofa Wonsa SDS, a prowadzona dla kobiet przez salwatorianów w Centrum Formacji Duchowej w Trzebini pod Krakowem. Obydwa wydarzenia w pewnej mierze stały się czasem mojego dojrzewania w rytmie Słowa i w powolnym oglądzie ewangelicznych obrazów nałożonych na osobistą historię już dojrzałego życia. Nowa Ewangelizacja jest mi bardzo droga, a szczególnie interesuje mnie idea ewangelizacji kultury. Uczestniczenie i tworzenie – w jakimś stopniu – nowej kultury humanistycznej pociąga mnie. Intuicja mi podpowiada, że moją uprzywilejowaną rolą jest dowartościowanie świeckości.

Na ścieżkach zwyczajnego życia, pośród ludzkich spraw sam Jezus osobiście towarzyszy mi jako mój Pan, Oblubieniec, Przyjaciel, Mistrz i Hojny Dawca. On najczęściej mnie uprzedza. Wielokrotnie zostałam dotknięta największą miłością i ciągle odkrywam delikatną czułość miłosiernej Miłości. Wiem, że teraz mogę być pewna Jego i że w przyszłości nie będę z wieloma trudnymi zadaniami borykała się sama. Przez lata nauczyłam się wdzięczności i chwalenia Boga życiową postawą, szczególnie tym, że jestem zadowolona ze swojego życia. Czuję się wyróżniona, że mogę wnieść swój niewielki, ale jednak osobisty wkład w rozwój lokalnego Kościoła i współczesnego świata.

Obecnie w Polsce prawie 200 kobiet żyje taką indywidualną formą konsekracji. Trudno powiedzieć, czy to dużo, czy mało. Bez wątpienia jesteśmy dłużniczkami Ducha Świętego, który zechciał odnowić przestrzenie starożytnego daru dla Kościoła i nadać mu nowy, uwspółcześniony charakter. Podobnie jak w czasach apostolskich, także dzisiaj dziewice publicznie i uroczyście dedykują swoje życie Jezusowi Chrystusowi i Jemu oddają swoją wolność, ale zawsze na sposób świecki. W konsekwencji same muszą zapewnić sobie bazę materialną, zadbać o bieżące utrzymanie i w miarę stałą pracę, co daje im gwarancję zewnętrznego bezpieczeństwa. Także winny zatroszczyć się o swoją permanentną formację duchową. Każda z nich osobiście składa swoją konsekrację na ręce biskupa diecezjalnego według zatwierdzonego przez Kościół obrzędu liturgicznego. Są to wielkie, Boże tajemnice. Skutkiem tej konsekracji jest pewność, oczywiście gwarantowana na płaszczyźnie wiary, że taka osoba staje się oblubienicą i kobietą mistycznie zaślubioną Chrystusowi oraz zostaje przeznaczona na służbę Kościołowi. Czy można życzyć sobie czegoś więcej? To naprawdę uprzywilejowane powołanie i wybór.

2014-11-27 10:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Błogosławieństwo wdowy

Niedziela bielsko-żywiecka 28/2018, str. I

[ TEMATY ]

wdowa

wdowy konsekrowane

Robert Karp

Pierwsze w historii diecezji błogosławieństwo wdowy

Biskup Piotr Greger przewodniczył liturgii połączonej z obrzędem błogosławieństwa wdowy. Było to pierwsze tego typu wydarzenie w historii diecezji bielsko-żywieckiej. Zwyczaj błogosławienia wdów znany był już w starożytnym Kościele. Na taką formę publicznego ofiarowania Bogu swojego wdowieństwa po raz pierwszy w ponad 25-letniej historii diecezji bielsko-żywieckiej zdecydowała się Barbara Kos, mieszkanka Międzybrodzia Bialskiego. W stan błogosławionych przez Kościół wdów, kobietę włączył bp Piotr Greger podczas liturgii celebrowanej 30 czerwca w bielskiej katedrze św. Mikołaja.

W homilii Biskup wyjaśnił, że każdy uczeń Chrystusa świadomy swojego posłannictwa nie może zatrzymywać się w drodze, która posiada swoją dynamikę. – Na tej drodze kroczą wszyscy ci, którzy próbują na miarę swoich możliwości naśladować swojego Mistrza i Pana na tyle, na ile to jest możliwie i w sposób przez Pana Boga przewidziany. I do grona tych osób należy pani Barbara – mówił Biskup, wyjaśniając, że przez posługę Kościoła wdowa otrzymuje Boże błogosławieństwo i łaskę posłania do dawania świadectwa o mocy Bożego słowa. Dodał także, że taka forma życia jest naśladowaniem świątobliwych wdów, które Pismo Święte ukazuje jako przykład życia poświęconego Bogu, rodzinie i innym ludziom.

Biskup odwołał się także do wydarzenia zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. – Miłując męża, kochała w nim samego Zbawiciela, a kiedy mąż zakończył życie i odszedł do Pana, pani Barbara jako osoba cywilnie i kanonicznie wolna zapragnęła całkowicie oddać się Chrystusowi. Dziś ponownie prosi o dary Ducha Świętego, aby jej związek z Chrystusem jeszcze bardziej się umocnił – wyjaśniał teologię stanu wdowieństwa bp Greger.

Na początku kandydatkę do błogosławieństwa przedstawił biskupowi o. Zygmunt Moćko OFM odpowiedzialny za trzyletnią formację wdowy. Na sam obrzęd błogosławieństwa złożyły się wezwanie Ducha Świętego oraz modlitwa Biskupa: – Niech oddana modlitwie, pokucie i dziełom miłosierdzia wpatruje się w niebo, które jest ojczyzną pielgrzymów tej ziemi. Pomóż jej naśladować ewangeliczne wdowy, które trwały na modlitwie, dzieliły się swoim wdowim groszem z potrzebującymi i doznawały szczególnej pomocy ze strony Zbawiciela – mówił Biskup i wręczył pobłogosławionej wdowie krzyż i księgę Liturgii Godzin.

49-letnia Barbara Kos od czternastu lat żyje w stanie wdowieństwa. Ma dwie córki i jednego syna. Decydując się na wstąpienie w szeregi pobłogosławionych przez Kościół wdów, nawiązuje do starożytnej tradycji chrześcijańskiej konsekracji dziewic i błogosławienia wdów, która współcześnie zaczyna się odradzać. W diecezji bielsko-żywieckiej jak dotąd żyje 5 dziewic konsekrowanych, do których dołączyła pobłogosławiona przez Biskupa wdowa.

CZYTAJ DALEJ

Kobiernice: pogrzeb proboszcza z udziałem czterech biskupów, setek księży i rzeszy wiernych

2020-01-26 10:18

[ TEMATY ]

pogrzeb

Robert Karp

Czterech biskupów, około dwustu kapłanów i rzesze wiernych pożegnało 25 stycznia podczas liturgii pogrzebowej śp. ks. Marka Kręciocha – wieloletniego proboszcza parafii św. Urbana w Kobiernicach na Podbeskidziu. Trumna z ciałem 61-letniego kapłana spoczęła w grobowcu nieopodal wejścia do świątyni, w której służył prawie ćwierć wieku.

Mszy św. w kobiernickiej świątyni przewodniczył biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek, pochodzący, podobnie jak zmarły proboszcz, z podwadowickiej Choczni. Obok niego Eucharystię koncelebrowali bp Piotr Greger oraz bp senior charkowsko-zaporoski Marian Buczek i bp Leon Mały z Lwowa.

Robert Karp

Bp Guzdek poprosił, by w obliczu przedwczesnej śmierci ks. Marka zaufać miłosiernemu Jezusowi. Hierarcha przyznał, że celebruje żałobną Mszę, spełniając ostatnią wolę zmarłego kapłana. „Dowiedziałem się, że zapisałeś na kartach swojego testamentu twoją wolę, abym odprowadził cię na miejsce spoczynku. Przyjąłem te słowa jako rozkaz, trudny do wykonania, ale jednak z nadzieją, bo my chrześcijanie mówimy: do zobaczenia. To tylko kwestia czasu” – powiedział. W kazaniu ks. prof. Edward Staniek podziękował zmarłemu kapłanowi za objaśnianie słowa Bożego i posługę sakramentalną „To dziękczynienie tobie za zrealizowane kapłaństwo, jest słowem Boga przypominającym godność kapłana i wezwaniem do kapłanów, którzy z różnych powodów z kapłańskiej posługi zrezygnowali. Jeśli tracą wiarę - ich decyzja jest słuszna. Nie można być kapłanem niewierzącym. Bo podawanie świętości bez jej świadectwa życiem, jest dowodem braku odpowiedzialności przed Bogiem” – podkreślił pochodzący z Choczni teolog, przywołując też osobiste wspomnienia związane ze zmarłym kapłanem.

Robert Karp

Głos zabrał biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej Leon Mały. „Mieliście szczęście mieć takiego kapłana, Bożego kapłana…” – podkreślił, a dziekan dekanatu międzybrodzkiego ks. Janusz Kuciel przypomniał, że kobiernicki proboszcz „był człowiekiem odważnym w myśleniu i działaniu”. „Prawdę mówiłeś prosto w oczy, bez względu na tytuły i godności” – dodał. Znanego ze swych pszczelarskich zamiłowań ks. Marka żegnali m.in. pszczelarze z Podbeskidzia, dzielący z nim przez wiele lat tę samą pasję i miłość do pracowitych owadów. W pogrzebie udział wzięła najbliższa rodzina, przedstawiciele władz samorządowych i różnych organizacji.

Dzień wcześniej, podczas importy, nad trumną swego kolegi rocznikowego kazanie wygłosił ks. prof. Jan Machniak. Profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II zachęcił, by towarzysząc wieloletniemu proboszczowi w ostatniej drodze, przypomnieć sobie prawdy, którym ten służył podczas 35-letniego kapłańskiego życia. „Choć pewnie, tak jak Tomasz, mógł powiedzieć: Panie, nie znam tej drogi. Pan pokazał mu drogę, Pan wprowadził go w tę wielką tajemnicę” – podkreślił kaznodzieja.

Ks. kan. Marek Kręcioch jako kapłan przeżył prawie 35 lat – służył najpierw archidiecezji krakowskiej, a od 1992 roku diecezji bielsko-żywieckiej.

Urodzony 15 lutego 1958 r. w Choczni, przyjął świecenia kapłańskie z rąk kard. Franciszka Macharskiego 19 maja 1985 roku w katedrze na Wawelu w Krakowie, w gronie 59 kolegów rocznikowych. Po święceniach posługę pełnił w parafiach Czarny Dunajec, Cięcina, Wilkowice, Oświęcim.

W parafii kobiernickiej spędził ponad 20 lat: najpierw jako wikariusz, a następnie jako proboszcz (2000 r). Znany był w regionie jako zapalony miłośnik pszczelarstwa. Członek koła pszczelarzy w Porąbce, zrzeszającego 50 pasjonatów. Prawie 4 lata był jednym z inicjatorów sprowadzenia do parafii w Kobiernicach relikwii patrona pszczelarzy św. Ambrożego z Mediolanu.

W grudniu 2011 r. bp Marian Buczek odznaczył ks. Kręciocha godnością Kanonika Honorowego Kapituły Charkowsko-Zaporoskiej.

Ks. Kręcioch zmarł 16 stycznia o drugiej w nocy na oddziale intensywnej opieki medycznej w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej.

CZYTAJ DALEJ

Gorzów Wlkp.: obchody 34. rocznicy śmierci bp. Wilhelma Pluty, kandydata na ołtarze

2020-01-27 10:59

[ TEMATY ]

biskup

rocznica

Archiwum Aspektów

Bp Wilhelm Pluta w ostatnich latach życia

Modlitwa o beatyfikację przy grobie sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty w gorzowskiej katedrze, a później montaż słowno-muzyczny i Msza św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Lityńskiego w kościele pw. Pierwszych Męczenników Polski – tak wyglądał program diecezjalnych obchodów 34. rocznicy tragicznej śmierci bp. Wilhelma Pluty.

Mszę św. koncelebrował bp. Adam Dyczkowski, bp. Stefan Regmunt i bp. Paweł Socha wraz z licznie zgromadzonymi kapłanami z całej diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. We wspólnej modlitwie wzięli udział nie tylko gorzowianie. Co roku na uroczystości przyjeżdża rodzina bp. Wilhelma Pluty.

Bp Tadeusz Lityński przypomina o niezwykłym zadaniu bp Pluty, którym było zjednoczenie mieszkańców ziem zachodnich. – On tutaj przyszedł z tym zawołaniem „Ut unum sint” (Aby wszyscy byli jedno). Ludzie przyjechali tu przecież z różnych stron Polski, a nawet świata i tutaj znaleźli swój dom. Ale to wszystko działo się w atmosferze zimnowojennej. Potrzebna była stabilizacja i działania integrujące ludzi. Myślę, że tę rolę bp Wilhelm Pluta spełniał bardzo dobrze i ofiarnie będąc ciągle w drodze i ciągle z posługą – zauważa bp Tadeusz Lityński.

Rocznica śmierci to okazja do modlitwy o beatyfikację, ale też wdzięczności. – Pięknie to wyraził w 1997 r. w Gorzowie Wlkp. św. Jan Paweł II mówiąc: „Biskupie Wilhelmie, dziękuję ci za to, co uczyniłeś dla Kościoła na tych ziemiach. Za twój trud, odwagę i mądrość, za twoją wielką pobożność. Dziękuję ci za to, co uczyniłeś dla Kościoła w naszej Ojczyźnie” – przypomniał bp Lityński.

Kazanie w czasie Mszy św. wygłosił rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu. – Jeden z parafian tak wspomina bp. Wilhelma Plutę: "W jego obecności każdy stawał się lepszym". I to są słowa, które chyba najlepiej oddają sens pójścia za Jezusem – mówił ks. Dariusz Mazurkiewicz.

– Może dopiero wtedy jak będziemy mieli do Pana Boga takie zaufanie, jak miał bp Wilhelm, jak miał Prymas Wyszyński, to może wtedy dopiero na nowo nasze seminarium będzie zapełniało się kandydatami do kapłaństwa. Może dopiero wtedy ludzie będą mieli odwagę powiedzieć sobie „Tak” na całe życie. Może dopiero wtedy zaczniemy naszą codzienność i nasze powołanie traktować bardzo poważnie – dodał.

Sługa Boży bp Wilhelm Pluta urodził się 9 stycznia 1910 r. w Kochłowicach k. Katowic. W 1934 r. otrzymał święcenia kapłańskie i podjął pracę duszpasterską, najpierw jako wikariusz, a następnie jako proboszcz. Równolegle kontynuował studia, które uwieńczył w 1947 r. obroną pracy doktorskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. 4 lipca 1958 r. został mianowany biskupem dla ordynariatu gorzowskiego. Po utworzeniu w 1972 r. przez papieża Pawła VI diecezji gorzowskiej został jej pierwszym biskupem i wyróżniał się wielką gorliwością.

Bp Pluta poniósł śmierć 22 stycznia 1986 r. w wypadku samochodowym w Przetocznicy k. Krosna Odrzańskiego. Diecezjalny etap jego procesu beatyfikacyjnego zakończył się 9 września 2015 r., a obecnie sprawa jest rozpatrywana przez watykańską Kongregację Spraw Kanonizacyjnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję