Reklama

Świadectwo życia świeckiej dziewicy konsekrowanej

Pozostać w świecie

2014-11-27 10:33

Dr Halina Rutyna
Edycja szczecińsko-kamieńska 48/2014, str. 6-7

Archiwum autorki

Dziewice konsekrowane przez biskupa łączą się szczególną więzią z Kościołem lokalnym, któremu służą z poświęceniem, chociaż pozostają w świecie. Żyjąc osobno lub wespół z innymi, są szczególnym eschatologicznym wizerunkiem niebiańskiej Oblubienicy i przyszłego życia, w którym Kościół zazna wreszcie pełni miłości do Chrystusa Oblubieńca.
(Fragment adhortacji apostolskiej „Vita consecrata” św. Papieża Jana Pawła II)

Otrzymałam sakramenty – Boże pieczęcie

Cieszę się i zarazem jestem dumna z faktu, że zostałam ochrzczona w Kościele katolickim, do którego czuję duże przywiązanie. A wszystko zaczęło się od chwili otrzymania dość rychłego chrztu. Dlatego z wdzięcznością mogę dziś powiedzieć: jestem dzieckiem Bożym i jestem katoliczką! Jedno jest pewne, że chrzest to moje pierwsze zaślubiny z Panem Bogiem.

Od dzieciństwa byłam wewnętrznie wołana do głębokiej, serdecznej modlitwy. Pacierzy uczyła mnie Mama. Pamiętam pierwszą, prościutką lekcję modlitwy odbywającą się przy upinaniu starych, bawełnianych firan, przybijanych wówczas gwoździkami do drewnianego karnisza. Moje nieporadne „Zdrowaś Mario” mówiłam, trzymając młotek w dziecięcej rączce. Dziś wzrusza mnie to wspomnienie, ale też cieszy. Odczytuję w nim zapowiedź przyszłej pobożności, charakterystycznego rysu osoby świeckiej chętnie wiążącej modlitwę z pracą.

Porwana przez tchnienie Daru z wysoka – to pierwsza pora wyboru

Kiedy byłam studentką drugiego roku architektury, zakochałam się w Chrystusie. To nie było jakieś przelotne uczucie, raczej wyraźna inicjatywa Boga i w konsekwencji moja decyzja. W spotkaniu ze św. Janem Pawłem II doświadczyłam czułego „dotknięcia” Boga Ojca i stanęłam przed osobistym wyborem: czy chcę żyć z Nim, czy bez Niego. Potem pewnego popołudnia przyszedł do mnie kolega z akademika, otworzył Biblię na 12 rozdziale Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian i zaczął mi opowiadać o konkretnych charyzmatach i darach Ducha Świętego, Który naprawdę działa we współczesnym Kościele. Wtedy po raz pierwszy w życiu spotkałam się z odczytywaniem słowa Bożego i tłumaczeniem go w sposób bardzo egzystencjalny. Ważne dla mnie było to, że zwracał się do mnie rówieśnik mówiący prostym, niewyszukanym językiem, daleko odbiegającym od tego, który często słyszałam w homiliach. Co więcej, jego przekaz był bliski temu, co właśnie przeżywałam.

Reklama

Zostałam „porwana”… i jako młoda dziewczyna pozwoliłam, by Jezus mnie kochał i realnie kierował moim życiem. Mam głębokie przekonanie, że to sam Jezus wyznaczył moje cele. Po generalnej spowiedzi poczułam się mocno zachęcona do modlitwy. Do tego stopnia, że codziennie spędzałam pełną godzinę na adoracji Najświętszego Sakramentu lub rozmyślaniu i systematycznie uczęszczałam na Eucharystię. Chętnie trwałam w ciszy, przebywając samotnie w skupieniu w dość zaniedbanym jeszcze wówczas szczecińskim kościele św. Jana Chrzciciela. Moja modlitwa była „sucha jak piasek”. Najczęściej ją kończyłam rozważaniem Męki Pańskiej. Wówczas mnie, młodej dziewczynie, dane było poznać, iż bezpośredni kontakt z Panem Bogiem jest jak najbardziej możliwy i ma charakter nader intymny, tak osobisty, że trudno o nim opowiadać.

Być oblubienicą i czuć z Kościołem – to druga pora wyboru

Cieszę się, że właśnie mnie przypadło w udziale identyfikowanie się z fragmentem Pieśni nad Pieśniami i z wołaniem oblubienicy: „Umiłowany jest mój, a ja jestem Jego!” (Pnp 2,16). Dzięki tym słowom w moim myśleniu dość szybko odpadły dwa schematyczne sposoby postrzegania siebie – samotnej kobiety z etykietką „starej panny” czy z wadą „niekompletnej zakonnicy”.

Relacja z Jezusem nadała nowy impuls mojemu duchowemu życiu pośród banalnych, codziennych spraw, różnych okoliczności, nie zawsze po ludzku pomyślnych. Czułam się pociągana przez Boga i wiedziałam, że chcę złożyć na zawsze swoje życie w Jego ręce, ale nie bardzo wiedziałam, jak to uczynić. Czekały mnie drugie zaślubiny z Panem Bogiem.

Przed przystąpieniem do wieczystej konsekracji pojawiła się we mnie wątpliwość: co się stanie, gdy nagle spotkam mężczyznę, którego pokocham i z którym będę chciała założyć rodzinę? Wtedy zrozumiałam, że przecież już wiem, jak ma wyglądać moje życie i nikogo nie będę szukać. Dojrzewała we mnie świadomość, że nie chcę żyć w żadnej wspólnocie typu zakonnego, ale i nie chcę być w małżeństwie. Wiedziałam, że moja relacja z Bogiem jest tak silna, że nie mogłabym oddać się cała drugiemu człowiekowi, a gdybym nawet podjęła taką próbę, czułabym się w tym nieszczęśliwa. Pozostawała przede mną trzecia droga: samotność z wyboru w świecie.

Po złożeniu wieczystej konsekracji – na ręce Biskupa Mariana Błażeja Kruszyłowicza OFMConv – pozornie nic się nie zmieniło. Żyłam tak samo jak do tej pory, mieszkałam w tym samym mieście i w tym samym domu, pracowałam z tymi samymi ludźmi. Ówcześni współpracownicy nic nie wiedzieli o mojej decyzji, a o założoną na palec obrączkę nie pytali. Jednak zmieniła się rzecz najważniejsza: poczułam się u siebie i na swoim miejscu.

Dotyk hojności Boga i sprecyzowanie swojej misji – to trzecia pora wyboru

Długo szukałam swego miejsca w Kościele. Znalazłam je dopiero w momencie, gdy mogłam w nim działać, a nie być tylko pasywnym biorcą i słuchaczem. Moje poszukiwanie świętości dokonuje się pośród świata przez maksymalne zaangażowanie się w pracę zawodową i w apostolstwo adresowane do laikatu. Staram się odpowiedzieć na dar indywidualnego powołania, by podjąć własną misję osoby zaangażowanej jednakowo w świat jak i w Kościół.

Lubię swoją pracę. Cenię rzeczywistość doczesną, aktywnie się w nią włączam, a dzięki swojej profesji mogę mieć wpływ na jej przyszły kształt. Zawodowo zajmuję się architektonicznymi projektami kościołów (m. in. w Niechorzu, Kołobrzegu), osiedli mieszkaniowych (np. na szczecińskim Warszewie), fabryk (np. w strefie ekonomicznej w Kostrzynie n. Odrą) i planami remontów domów rekolekcyjnych (m. in. w Wisełce, Czechowicach-Dziedzicach). Prowadzę prace konserwatorskie przy zabytkach cywilnych i sakralnych (np. w kościele św. Andrzeja Boboli w Szczecinie i w Krzymowie, Wniebowzięcia NMP w Pilchowie, Świętego Ducha w Stargardzie Szczecińskim i Sanktuarium NSPJ w Szczecinie) i wielu innych. Służę również pomocą przy przygotowaniu wniosków w celu uzyskania dotacji dla realizacji tychże inwestycji. Także pochłania mnie pisanie naukowych tekstów na temat teorii, historii architektury i konserwacji zabytków.

Lubię ludzi, dlatego zostałam nauczycielem akademickim. Traktuję młodych poważnie i zachęcam ich do rzetelnego, systematycznego zdobywania wiedzy oraz do łączenia teorii z praktyką zawodową. Wiem, że chcę dawać siebie, jednocześnie promując młode talenty.

Chętnie angażuję się w formację osób świeckich. Muszę przyznać, że „czuję” świeckich, ich egzystencjalne problemy i treści życia laikatu. Rolę animatorki duchowości odczytuję jako powołanie do stawiania niełatwych pytań, pobudzania, a niekiedy prowokowania do osobistych wynurzeń. Przez lata czuję się ubogacona dzieleniem się egzystencjalną wiarą indywidualnie odczytywaną przez różne osoby. W posłudze innym osobom świeckim wyjątkową pomocą okazały się kolejne dwa moje duchowe przełomy: trzydziestodniowe ignacjańskie Ćwiczenia duchowe odprawione w Centrum Duchowości w Czechowicach–Dziedzicach i dwuletnia Szkoła Mistrzyń (2011-13), opracowana przez ks. Krzysztofa Wonsa SDS, a prowadzona dla kobiet przez salwatorianów w Centrum Formacji Duchowej w Trzebini pod Krakowem. Obydwa wydarzenia w pewnej mierze stały się czasem mojego dojrzewania w rytmie Słowa i w powolnym oglądzie ewangelicznych obrazów nałożonych na osobistą historię już dojrzałego życia. Nowa Ewangelizacja jest mi bardzo droga, a szczególnie interesuje mnie idea ewangelizacji kultury. Uczestniczenie i tworzenie – w jakimś stopniu – nowej kultury humanistycznej pociąga mnie. Intuicja mi podpowiada, że moją uprzywilejowaną rolą jest dowartościowanie świeckości.

Na ścieżkach zwyczajnego życia, pośród ludzkich spraw sam Jezus osobiście towarzyszy mi jako mój Pan, Oblubieniec, Przyjaciel, Mistrz i Hojny Dawca. On najczęściej mnie uprzedza. Wielokrotnie zostałam dotknięta największą miłością i ciągle odkrywam delikatną czułość miłosiernej Miłości. Wiem, że teraz mogę być pewna Jego i że w przyszłości nie będę z wieloma trudnymi zadaniami borykała się sama. Przez lata nauczyłam się wdzięczności i chwalenia Boga życiową postawą, szczególnie tym, że jestem zadowolona ze swojego życia. Czuję się wyróżniona, że mogę wnieść swój niewielki, ale jednak osobisty wkład w rozwój lokalnego Kościoła i współczesnego świata.

Obecnie w Polsce prawie 200 kobiet żyje taką indywidualną formą konsekracji. Trudno powiedzieć, czy to dużo, czy mało. Bez wątpienia jesteśmy dłużniczkami Ducha Świętego, który zechciał odnowić przestrzenie starożytnego daru dla Kościoła i nadać mu nowy, uwspółcześniony charakter. Podobnie jak w czasach apostolskich, także dzisiaj dziewice publicznie i uroczyście dedykują swoje życie Jezusowi Chrystusowi i Jemu oddają swoją wolność, ale zawsze na sposób świecki. W konsekwencji same muszą zapewnić sobie bazę materialną, zadbać o bieżące utrzymanie i w miarę stałą pracę, co daje im gwarancję zewnętrznego bezpieczeństwa. Także winny zatroszczyć się o swoją permanentną formację duchową. Każda z nich osobiście składa swoją konsekrację na ręce biskupa diecezjalnego według zatwierdzonego przez Kościół obrzędu liturgicznego. Są to wielkie, Boże tajemnice. Skutkiem tej konsekracji jest pewność, oczywiście gwarantowana na płaszczyźnie wiary, że taka osoba staje się oblubienicą i kobietą mistycznie zaślubioną Chrystusowi oraz zostaje przeznaczona na służbę Kościołowi. Czy można życzyć sobie czegoś więcej? To naprawdę uprzywilejowane powołanie i wybór.

Tagi:
wdowa

Reklama

Błogosławieństwo wdowy

2018-07-10 14:48

PB
Edycja bielsko-żywiecka 28/2018, str. I

Robert Karp
Pierwsze w historii diecezji błogosławieństwo wdowy

Biskup Piotr Greger przewodniczył liturgii połączonej z obrzędem błogosławieństwa wdowy. Było to pierwsze tego typu wydarzenie w historii diecezji bielsko-żywieckiej. Zwyczaj błogosławienia wdów znany był już w starożytnym Kościele. Na taką formę publicznego ofiarowania Bogu swojego wdowieństwa po raz pierwszy w ponad 25-letniej historii diecezji bielsko-żywieckiej zdecydowała się Barbara Kos, mieszkanka Międzybrodzia Bialskiego. W stan błogosławionych przez Kościół wdów, kobietę włączył bp Piotr Greger podczas liturgii celebrowanej 30 czerwca w bielskiej katedrze św. Mikołaja.

W homilii Biskup wyjaśnił, że każdy uczeń Chrystusa świadomy swojego posłannictwa nie może zatrzymywać się w drodze, która posiada swoją dynamikę. – Na tej drodze kroczą wszyscy ci, którzy próbują na miarę swoich możliwości naśladować swojego Mistrza i Pana na tyle, na ile to jest możliwie i w sposób przez Pana Boga przewidziany. I do grona tych osób należy pani Barbara – mówił Biskup, wyjaśniając, że przez posługę Kościoła wdowa otrzymuje Boże błogosławieństwo i łaskę posłania do dawania świadectwa o mocy Bożego słowa. Dodał także, że taka forma życia jest naśladowaniem świątobliwych wdów, które Pismo Święte ukazuje jako przykład życia poświęconego Bogu, rodzinie i innym ludziom.

Biskup odwołał się także do wydarzenia zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. – Miłując męża, kochała w nim samego Zbawiciela, a kiedy mąż zakończył życie i odszedł do Pana, pani Barbara jako osoba cywilnie i kanonicznie wolna zapragnęła całkowicie oddać się Chrystusowi. Dziś ponownie prosi o dary Ducha Świętego, aby jej związek z Chrystusem jeszcze bardziej się umocnił – wyjaśniał teologię stanu wdowieństwa bp Greger.

Na początku kandydatkę do błogosławieństwa przedstawił biskupowi o. Zygmunt Moćko OFM odpowiedzialny za trzyletnią formację wdowy. Na sam obrzęd błogosławieństwa złożyły się wezwanie Ducha Świętego oraz modlitwa Biskupa: – Niech oddana modlitwie, pokucie i dziełom miłosierdzia wpatruje się w niebo, które jest ojczyzną pielgrzymów tej ziemi. Pomóż jej naśladować ewangeliczne wdowy, które trwały na modlitwie, dzieliły się swoim wdowim groszem z potrzebującymi i doznawały szczególnej pomocy ze strony Zbawiciela – mówił Biskup i wręczył pobłogosławionej wdowie krzyż i księgę Liturgii Godzin.

49-letnia Barbara Kos od czternastu lat żyje w stanie wdowieństwa. Ma dwie córki i jednego syna. Decydując się na wstąpienie w szeregi pobłogosławionych przez Kościół wdów, nawiązuje do starożytnej tradycji chrześcijańskiej konsekracji dziewic i błogosławienia wdów, która współcześnie zaczyna się odradzać. W diecezji bielsko-żywieckiej jak dotąd żyje 5 dziewic konsekrowanych, do których dołączyła pobłogosławiona przez Biskupa wdowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie ws. rzekomych objawień w Ostrożnem

2019-08-24 08:23

KAI

Wizje Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, o których mówi pani Czesława Polak, są jej prywatnym doświadczeniem, niepotwierdzonym przez Kościół – informuje biskup łomżyński Janusz Stepnowski w oświadczeniu wydanym w związku z wydarzeniami w Ostrożnem, w diecezji łomżyńskiej.

youtube

W dokumencie opublikowanym na stronie diecezji podkreśla m.in., że Czesława Polak jest osobą świecką, informacje nt. jej rzekomej śmierci i wskrzeszenia są nieprawdziwe a książka nt. objawień w Ostrożnem “Serce w Serce” autorstwa Grzegorza Kasjaniuka nie uzyskała imprimatur Kościoła.

Publikujemy treść oświadczenia:

OŚWIADCZENIE W SPRAWIE WYDARZEŃ W OSTROŻNEM

Czcigodni Kapłani, Drodzy Wierni!

Ze względu na coraz częstsze pytania i wątpliwości dotyczące wydarzeń w Ostrożnem, parafia Szumowo, Diecezja Łomżyńska, przekazuję do publicznej wiadomości następujące informacje:

1. Pani Czesława Polak jest osobą świecką, która dnia 30 czerwca 2000 roku na ręce ówczesnego Biskupa Łomżyńskiego Stanisława Stefanka i za jego zgodą złożyła prywatny ślub czystości oraz uzyskała zgodę na noszenie habitu, jako znaku szczególnego osobistego oddania się Panu Bogu.

2. Wizje Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, o których mówi pani Czesława, są jej prywatnym doświadczeniem, niepotwierdzonym przez Kościół. Według relacji pani Czesławy wizje te nadal trwają, co stanowi zasadniczą trudność w ich analizie i ocenie.

3. Informacja przekazywana przez internetowy serwis video, oparta na słowach pani Czesławy, o jej śmierci i wskrzeszeniu do życia, jest nieprawdziwa. Nie ma żadnej dokumentacji medycznej potwierdzającej śmierć pani Czesławy.

4. Stolica Apostolska nigdy nie odnosiła się do wydarzeń w Ostrożnem, ani do osoby pani Czesławy. Nie wydała też żadnego dokumentu wyrażającego zgodę na jej życie pustelnicze.

5. Książka „Serce w Serce” autorstwa Grzegorza Kasjaniuka nie uzyskała imprimatur Kościoła, a jej treść nie była konsultowana ani ze mną, ani z Łomżyńską Kurią Diecezjalną. Tym samym publikacja ta nie jest i nie może być „dokumentem” potwierdzającym prawdziwość wydarzeń.

6. Ostrożne, ze względu na licznych wiernych tam udających się, jest i pozostanie szczególnym miejscem modlitwy, a obecność duchowieństwa w Ostrożnem motywowana jest opieką duszpasterską nad wiernymi, a nie wizjami pani Czesławy.

Łomża, 22 sierpnia 2019 r.

N. 944/B/2019

+Janusz Stepnowski Biskup Łomżyński

Ks. Artur Szurawski

Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski odwiedził w szpitalach osoby poszkodowane po burzy w Tatrach

2019-08-26 07:44

Archidiecezja Krakowska / Kraków (KAI)

Wobec takich wydarzeń, potęgi natury, bezradności człowieka, pozostaje modlitwa. I właśnie o nią prosili mnie wszyscy - powiedział abp Marek Jędraszewski, który w szpitalach w Krakowie i Zakopanem odwiedził rannych, którzy ucierpieli w czasie czwartkowej burzy w Tatrach.

Archidiecezja Krakowska

Najpierw metropolita krakowski złożył prywatną wizytę u trojga poszkodowanych dzieci, które dochodzą do zdrowia w szpitalu dziecięcym w Krakowie Prokocimiu. Metropolicie krakowskiemu towarzyszył nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio, który w tych dniach przewodniczył uroczystościom 50-lecia koronacji Matki Bożej w Myślenicach. Rannym i ich bliskim od papieża Franciszka przekazał najgłębsze wyrazy współczucia, solidarności, błogosławieństwo i zapewnienie o modlitwie za ofiary tragedii w Tatrach.

– Jestem pod wielkim wrażeniem odwiedzin w szpitalu dziecięcym w Prokocimiu – powiedział abp Jędraszewski. – Gdy byliśmy u rannego dziecka, pochodzącego z rodziny prawosławnej, jego rodzice byli ogromnie wdzięczni za naszą obecność. Ojciec mówił do swojego nie do końca świadomego dziecka: ”Synku, to są kapłani innego Kościoła, ale to też chrześcijanie. Modlimy się tak samo, wierzymy w tego samego Boga, będziemy się razem z tobą i za ciebie modlić”. To był ekumenizm w najpiękniejszym, najgłębszym doświadczeniu tego spotkania przy łóżku ocalonego dziecka – podkreślił arcybiskup.

W niedzielę metropolita krakowski odwiedził poszkodowanych w szpitalu powiatowym im. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Pasterska wizyta także miała charakter prywatny. Arcybiskupowi towarzyszyła dyrektor placówki, Regina Tokarz, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego na Chramcówkach w Zakopanem, ks. Piotr Pławecki oraz kapelan szpitala ks. Kazimierz Króżel.

– Są to nasze wyrazy jedności, solidarności i modlitwy z ofiarami tego nieszczęścia, ale także z ich rodzinami, które przyjechały nieraz z dalekich stron, np. z Białegostoku, Słupska, Lublina, Piotrkowa Trybunalskiego. To pokazuje, jak Zakopane ściąga ludzi z całej Polski. Przyjechali tutaj, żeby odpocząć, żeby zobaczyć piękno przyrody, nagle doświadczyli gór w ich najbardziej dramatycznym wymiarze i na pewno zapamiętają to do końca swojego życia – powiedział metropolita.

Wśród rannych, których w zakopiańskim szpitalu odwiedził abp Marek Jędraszewski, jest ks. Jerzy Kozłowski z Dzierżoniowa. Młodego kapłana przebywającego na feralnej wycieczce w rejonie Giewontu, piorun raził trzykrotnie. Ks. Kozłowski mimo licznych obrażeń dochodzi do zdrowia.

Metropolita krakowski udzielił wszystkim rannym błogosławieństwa. W imieniu papieża Franciszka przekazał także otrzymane od nuncjusza apostolskiego różańce i obrazki papieskie. Następnie w Księżówce spotkał się z delegacją służb uczestniczących w akcji ratowniczej na Giewoncie. Przy pomniku św. Jana Pawła II pod przewodnictwem metropolity krakowskiego odmówiono modlitwę za tragicznie zmarłych, rannych oraz ich rodziny i bliskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem