Reklama

Wiadomości

Poszukiwanie tożsamości

O obliczach europejskiego islamu z dr hab. Agatą Skowron-Nalborczyk rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 9/2015, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

islam

Tomasz Urbanek/East News

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Europejczycy – zwłaszcza od zamachu muzułmańskich ekstremistów w Paryżu – boją się islamu. Tymczasem muzułmanie apelują, by nie utożsamiać ich wielkiej religii z ideologią terrorystów, która przenika jednak do europejskich środowisk muzułmańskich. Jakie jest więc to dzisiejsze oblicze europejskiego islamu?

DR HAB. AGATA SKOWRON-NALBORCZYK: – Jak cały islam, także ten europejski nie ma jednego oblicza. Szacuje się, że muzułmanów autochtonicznych, osiedlających się w Europie w XII-XIII wieku, a także Słowian i Albańczyków mamy dziś 25-35 mln, natomiast tych, którzy przybyli tu w drugiej połowie XX wieku – 15-18 mln. Są to liczby tylko szacunkowe, ponieważ np. we Francji nie wolno pytać o wyznanie, a w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy zadano to pytanie dopiero 10 lat temu. Z obserwacji wynika, że coraz większa grupa ludzi wywodzących się z rodzin muzułmańskich obchodzi islamskie święta, podobnie jak chrześcijańscy ateiści – zgodnie z obyczajem, ale bez wiary – są oni tylko kulturowymi muzułmanami, którzy ulegli już europejskim procesom sekularyzacyjnym.

– Dziś często podkreśla się, że muzułmanie są oporni na wszelką asymilację, integrację, że nie wtapiają się w nowe społeczeństwo, zaś dla miejscowej kultury stanowią konkurencję, a nawet zagrożenie.

– Nie zgadzam się z tą opinią. Niedawno w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Alain Besançon stwierdził, że nie ma przypadków udanej asymilacji muzułmanów w nowym społeczeństwie. Zdziwiło mnie, że prowadzący wywiad polski dziennikarz nie wspomniał o istniejącej w Polsce od wieków społeczności tatarskiej, która nie tylko znakomicie wkomponowała się w naszą kulturę, ale też zapisała chlubną kartę w historii Polski.

– Może dlatego, że polscy Tatarzy jednak zachowali swoją wiarę, swoją kulturę...

– To prawda. Polscy Tatarzy do dziś pielęgnują swoją kulturę, choć już w XVI wieku przestali się posługiwać rodzimym językiem. Pamięć o korzeniach nigdy nie była dla nich – a także dla Polaków – większą przeszkodą w integracji z polskim społeczeństwem. Od wieków uważają, że są Polakami i chcą być dobrymi obywatelami.

– Dlaczego z nowymi imigrantami na Zachodzie to się nie udaje, mimo że wyrosło tam już ich trzecie, czwarte pokolenie?

– Dlatego, że np. we Francji podejmowano próby doprowadzenia do całkowitej asymilacji, wywierano różnego rodzaju presję, aby muzułmańscy imigranci porzucali swoją kulturę, a nawet wiarę. Uzyskano efekt odwrotny od zamierzonego; społeczność muzułmańska wyobcowuje się coraz bardziej, odgradza murem od zachodniego społeczeństwa dobrobytu.

– A przecież ci ludzie przyjeżdżali do Europy, licząc właśnie przede wszystkim na tenże dobrobyt...

– Mieli uzasadnione nadzieje. Dzisiaj całkowicie zapominamy o grzechu pierworodnym, popełnionym kiedyś przez tych, którzy postawili na tanią siłę roboczą z biednych krajów. W latach 60. ubiegłego wieku Zachód przeżywał boom gospodarczy, lobby przemysłowe naciskało na rządy, żeby sprowadzać robotników z tańszych pozaeuropejskich krajów, wtedy przede wszystkim z Turcji, która miała nawet swój pięcioletni plan eksportu taniej siły roboczej. Niemcy i Austria podpisywały międzypaństwowe umowy z Turcją, Egiptem i Jugosławią. Wielka Brytania sprowadzała robotników ze swoich dawnych kolonii – z Pakistanu, z Bangladeszu, a Francja – z Afryki Północnej.

– Zakładano jednak, że będą to tylko sezonowi robotnicy...

– Oczywiście. I oni sami pewnie też tak to traktowali; mieli przyjechać, zarobić i wyjechać, a zatem nawet nie próbowali się integrować z miejscowym społeczeństwem, a tym bardziej zapoznawać z europejskimi wartościami i stylem życia. Często nie uczyli się języka – i nikt ich do tego nie namawiał, nie pomagał – mieszkali w blokowiskach lub w domach przy fabryce, która ich sprowadzała, nie wnikali w tkankę miasta. Mimo to uznali, że mają tu lepsze życie, zaczęli sprowadzać swoje rodziny, na co europejskie państwa się zgodziły, choć przecież wcale nie myślały o integrowaniu tych ludzi z własnymi społeczeństwami.

– Kolejne pokolenia imigrantów są już obywatelami Europy, są lepiej wykształcone, a mimo to nie wiedzie im się lepiej niż ich dziadkom i rodzicom. Dlaczego?

– Przede wszystkim dlatego, że zostali zostawieni samym sobie. We Francji prowadzono badania, z których wynika, że jak ktoś ma arabskie nazwisko i adres blokowiska, nawet jeśli ma już dobre wykształcenie, automatycznie nie ma żadnej szansy na dobrą pracę. Francuscy Maghrebczycy zauważają nierzadko, że „wolność, równość i braterstwo” jest tylko dla białych Francuzów. Tymczasem my, Europejczycy, uważamy, iż jesteśmy tak wspaniali, że każdy wciąż chce być taki jak my... Ale nawet gdyby bardzo chciał, to często nie może.

– Czy młodzi europejscy muzułmanie naprawdę marzą dziś o tych „wspaniałych europejskich wartościach”?

– Niekoniecznie. Od pierwszej fali imigracji przetrwały pewne grupy, którym nigdy nie zależało na integracji, starały się raczej reprodukować układy i wartości – także te nie najlepsze – przyniesione z macierzystych krajów, np. Kaszmirczycy w angielskim Bradford do dziś żyją tak, jak żyło się w Kaszmirze w latach 50. ubiegłego wieku, kiedy stamtąd wyjechali. W Kaszmirze już nikt tak nie żyje, a tu mamy taki „bąbel czasowy”...

– I, jak się zdaje, pojawiają się całkiem nowe „bąble czasowe”, np. powrót muzułmańskiej młodzieży do tradycyjnych strojów...

– To zjawisko znajduje już dziś szersze wytłumaczenie, ma całkiem współczesny kontekst, zarówno polityczny, jak i religijny. W Syrii np. noszenie chust przez kobiety stało się wyrazem opozycji do reżimu Hafiza al-Asada, zupełnie tak, jak u nas w swoim czasie demonstracyjnie chodziło się do kościoła... W Europie jest to w istocie przejaw poszukiwania własnej tożsamości. Socjologowie mówią, że zwłaszcza trzecie pokolenie imigrantów ma z nią wielki kłopot, ponieważ nie czuje się u siebie ani w kraju obecnego pobytu, ani w kraju swego pochodzenia. To zmusza do usilnego poszukiwania korzeni – zarówno kulturowych, jak i religijnych.

– Islam daje im szansę odnalezienia siebie?

– Dawałby im taką szansę, gdyby mogli znaleźć dobrą odpowiedź na pytanie: Co to znaczy być muzułmaninem tu i teraz? Niestety, młodzi muzułmanie swą wiedzę o islamie czerpią na ogół z „importu”: starsze pokolenie sprowadza imamów np. z wiosek Pakistanu, którzy nauczają w języku urdu i starymi metodami, co z oczywistych powodów nie trafia do tej europejskiej już przecież młodzieży, nieprzyzwyczajonej do apodyktyczności nauczyciela, braku możliwości zadawania pytań...

– Czy w takiej sytuacji nie pozostaje raczej ucieczka od wiary?

– Niekoniecznie. Nadal trwa to szukanie tożsamości, choćby poprzez Internet, gdzie czyhają emisariusze przeróżnych ruchów fundamentalistyczno-radykalnych. Zresztą to polowanie na młodzież odbywa się także w realu, przed meczetami. Trzeba przyznać, że ci „łowcy dusz” są bardzo dobrze wyszkoleni, rozdają profesjonalnie przygotowane, multimedialne materiały. To młodych przekonuje.

– Gdyby więc państwa zachodnie lepiej zatroszczyły się o edukację – także religijną – swoich młodych muzułmanów, nie byłoby dziś problemu z ich podatnością na radykalizm?

– Tak sądzę. Główna przyczyna dzisiejszych muzułmańskich niepokojów we Francji tkwi w tym, że religię, nie tylko islam, wykreślono tam całkowicie z przestrzeni publicznej. Nieco inaczej jest w Niemczech, gdzie na państwowych uniwersytetach działają katedry i instytuty teologii muzułmańskiej. Także w wiedeńskim Zakładzie Pedagogiki Muzułmańskiej kształci się imamów, którzy potem wygłaszają kazania po niemiecku. Ich interpretacja islamu jest tutejsza, europejska, nie pakistańska, nie turecka. Dzięki temu wiedza o islamie nie tylko się rozprzestrzenia, ale też mniej podlega fundamentalistycznym wpływom z Bliskiego Wschodu.

– Czy europejscy napływowi muzułmanie chętnie korzystają z nauki owych europejskich nauczycieli religii?

– Turcy w Niemczech jako obywatele tureccy zmuszani są np. do nauki języka ojczystego połączonej z nauką religii w wybranych szkołach i w takim przypadku państwo ani nie wnika w treść tego nauczania, ani nie dba o jego poziom. W niemieckich szkołach realizuje się miejscowy program nauczania w języku niemieckim.

– W czym tkwi źródło potencjalnego zagrożenia dla wartości europejskich, o którym dziś już tak bardzo głośno?

– Do 11 września 2001 r. było trochę ciszej. Potem pojawiło się oskarżenie, że hydra terroryzmu jest hodowana właśnie w Europie, w Niemczech, w Wielkiej Brytanii, w końcu we Francji. Dziś ta hydra żyje z biedy i społecznego wykluczenia. Obecny kłopot Europy polega nie na tym, że muzułmańscy imigranci są zagrożeniem dla „cennych europejskich wartości”, lecz że są oni konkurencją na rynku pracy i socjalnym obciążeniem budżetów państw w czasach kryzysu. Gdy pół wieku temu byli potrzebni jako tania siła robocza, nikt nie martwił się o europejskie wartości.

– A teraz, paradoksalnie, to właśnie europejscy muzułmanie swą obecnością zmuszają nas do troski o te wartości!

– Powiedziałabym, że raczej zmuszają nas do weryfikacji pojęcia „europejskie wartości”. To sama Europa ma obecnie problem ze swoimi wartościami, z określeniem swej tożsamości. Wydaje się, że zbyt daleko odeszła od judeochrześcijańskich korzeni i postawiła na wartości pozorne. Dzisiejsze „wartościowe” europejskie dyskusje sprowadzają się np. do rozważań o tzw. małżeństwach homoseksualnych... Już nie tylko konserwatywni teologowie muzułmańscy z Bliskiego Wschodu postrzegają Europę Zachodnią jako zdeprawowaną, do gruntu zepsutą.

– Sprzeciwem wobec tego zepsucia, niestety, uzasadniane są wszystkie brutalne akty terrorystyczne...

– Na pewno nigdy i w żaden sposób nie można ich usprawiedliwiać. Należy jednak zawsze unikać obwiniania całego islamu. Większość islamskich teologów mówi – np. w liście otwartym do przywódcy ISIS Abu Bakra al-Baghdadiego – że zabijanie niewinnych nie jest zasługą przed Bogiem, że w islamie zabronione jest samobójstwo, gdyż tylko Bóg daje i odbiera życie. Tymczasem ISIS, paląc żywcem jordańskiego pilota muzułmanina, zaprzecza podstawowym zasadom islamu... Z rąk bojowników ISIS zginęło już wielu muzułmanów, zwłaszcza szyitów.

– Radykalni muzułmanie prowadzą na terenie Europy intensywną działalność misyjną i całkiem łatwo pozyskują nowych wyznawców. Dlaczego?

– Dlatego, że społeczeństwa zachodnie, które całkowicie wyparły religię, mimo wszystko zachowały jakieś potrzeby duchowe. Nic zatem dziwnego, że ludzie wygłodzeni duchowo, gdy spotykają żarliwie modlących się muzułmanów, tak łatwo przechodzą na islam.

– W swych publikacjach wielokrotnie podkreśla Pani, że z obecności islamu w Europie mogłyby wyniknąć korzyści dla europejskiego chrześcijaństwa. W jaki sposób?

– Wielu chrześcijan z Europy Zachodniej przyznaje, że po spotkaniu z wierzącymi muzułmanami zaczęło bardziej pokazywać na zewnątrz swoje chrześcijaństwo, przestało się go wstydzić. W Wielkiej Brytanii to muzułmanie z Birmingham pierwsi zaprotestowali przeciwko plakatom z rozebranymi kobietami, rozpoczęli walkę z pornografią, do której przyłączyli się także chrześcijanie. Wspólnie doprowadzili do wyrugowania z przestrzeni publicznej nieprzyzwoitych reklam i wszystkiego, co może obrażać uczucia religijne.

– A może Europejczycy mogliby się raz na zawsze pozbyć strachu przed muzułmanami, wracając do chrześcijaństwa?

– Otóż to! Potrzebna jest pilnie nowa ewangelizacja Europy. Ludzie wierzący szanują i rozumieją ludzi wierzących. Niektórzy teologowie mówią dziś nawet, że islam to nowy impuls dla teologii chrześcijańskiej, pozwalający stawiać nowe pytania i na nie odpowiadać.

* * *

Dr hab. Agata Skowron-Nalborczyk
Religioznawca (islamistyka), iranistka i arabistka, adiunkt w Zakładzie Islamu Europejskiego Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się m.in. mniejszościami muzułmańskimi w Europie, sytuacją kobiety w islamie, kontaktami muzułmańsko-chrześcijańskimi oraz obrazem islamu w Europie. Współautorka (z Agatą Marek) leksykonu dla dziennikarzy „Nie bój się islamu”, wydanego przez WIĘŹ (2005). Współprzewodnicząca ze strony katolickiej Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów. Należy do zespołu Laboratorium WIĘZI i redakcji WIĘZI.

2015-02-24 12:46

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Hiszpania: po Hagia Sophia muzułmanie domagają się katedry w Kordobie

2020-08-30 12:32

[ TEMATY ]

katedra

islam

Hiszpania

muzułmanie

meczet

Ian Pitchford/pl.wikipedia.org

Burmistrz Kordoby zaapelował do rządu centralnego w Hiszpanii, aby bronił Meczetu-Katedry wobec „ingerencji” obcych państw. Sułtan Al-Kasimi z emiratu Szardża (Zjednoczone Emiraty Arabskie) zażądał przekazania katedry muzułmanom.

José María Bellido zaapelował do rządu, aby zajął się interesami Hiszpanii i bronił Meczetu-Katedry przed „ingerencjami” innych krajów, które „mówią co mamy robić z naszymi dobrami”. Kilka dni po przekształceniu bazyliki Świętej Zofii (Haghia Sophia) w meczet przez rząd turecki, emir Szardży, sułtan Al-Kasimi, zażądał „zwrotu muzułmanom meczetu w Kordobie”, który był darem administracji hiszpańskiej, na jaki chrześcijanie nie zasługują, ponieważ jest własnością muzułmanów”.

Burmistrz Kordoby przestrzegł polityków przed jałowymi dyskusjami nad własnością publiczną świątyni. Powinni być ostrożni w zajmowaniu stanowisk, „szczególnie, kiedy pojawił się emir obcego państwa i stara się ingerować w politykę krajową mówiąc co mamy robić z naszymi dobrami”. Obecne dyskusje nad własnością Katedry są wsparciem dla takich roszczeń jakie ma Al-Kasimi. „Jako burmistrz będę bronił naszego miasta i jeśli ktoś przyjdzie z zewnątrz, by mówić, co trzeba robić, to spotka się z zamkniętymi drzwiami. Mam nadzieję, że rząd postąpi podobnie”, powiedział José María Bellido.

Budowa meczetu w Kordobie rozpoczęła się w 786 r. Wykorzystano wcześniejsze budowle chrześcijańskie, w tym kościół św. Wincentego Męczennika. Kolejni władcy muzułmańscy rozbudowywali świątynię aż zajęła powierzchnię 23 tys. metrów kwadratowych. Była jedną z największych budowli w świecie muzułmańskim. Po rekonkwiście meczet miał być zburzony, ale ostatecznie został zamieniony na katedrę. Od tego czasu nieprzerwanie opiekuje się nim Kościół katolicki.

W ostatnich latach lewicowe władze Andaluzji podważały własność Kościoła i chciały przejąć budowlę. W 2019 r. Meczet-Katedrę odwiedziło 2 mln osób.

CZYTAJ DALEJ

Drogi Krzyżowe na wrocławskim Brochowie

2020-09-25 13:55

Aleksandra Wojdyło

Nabożeństwo Drogi Krzyżowej

Nabożeństwo Drogi Krzyżowej

Od dziś w każdy piątek o godz. 15:00, po Koronce do Bożego Miłosierdzia, w parafii na wrocławskim Brochowie będzie odprawiane nabożeństwo Drogi Krzyżowej.

Wprowadzenie tego nabożeństwa pasyjnego nie jest przypadkowe.

- 14 września, w tegoroczny odpust, promulgowane zostały dekrety. Najpierw reskrypt ks. Abpa Józefa Kupnego o ustanowieniu dwojga imion parafii. Z kolei kanclerz Kurii za sprawą ks. Arcybiskupa, drogą urzędową zwrócił się do Penitencjarii Apostolskiej, w sprawie możliwości uzyskania odpustów, które ustanowione zostały na 23 kwietnia oraz 14 września- mówi proboszcz parafii ks. Jan Kleszcz.

Mimo, że od dawna z brochowską parafią związane są dwa imiona, to jednak w dawnych czasach, nie do końca udało się wszystko sformalizować.

-Mój poprzednik ks. prał. Tadeusz Babiak poprosił w 1963 roku o dodanie drugiego imienia, obok św. Jerzego. Swoją prośbę motywował faktem, że uroczystości odpustowe związane ze św. Jerzym przypadają w najczęściej w czasie wielkanocnym, co uniemożliwia pełnego, odpustowego świętowania - opowiada proboszcz.

W latach 60-tych prośba została przyjęta i usankcjonowana na 7 lat.

- Po tym czasie można było wycofać się z tego albo doprowadzić sprawę do końca. Teraz udało się wszystko dokończyć - zaznacza ks. Kleszcz.

Podczas przygotowania do 100- lecia erygowania parafii odbywała się peregrynacja relikwii Krzyża Świętego, po rodzinach parafii.

- Nie chcieliśmy się na tym zatrzymać. Po ogłoszeniu i promulgowaniu dekretów uznaliśmy jako dobry motyw do kontynuowania pobożności pasyjnej. Uznaliśmy, że najlepszym sposobem będzie systematyczne nabożeństwo drogi krzyżowej - mówi ks. proboszcz.

Nabożeństwa odbywać się będą w każdy piątek o godz. 15:00, tuż po Koronce do Bożego Miłosierdzia.

- Zapraszamy całą parafię, rodziny peregrynacyjne, osoby pielęgnujące pobożność pasyjną i wszystkich chętnych do wspólnej modlitwy - zachęca ks. Jan Kleszcz.

CZYTAJ DALEJ

W tej archidiecezji nie będzie tradycyjnych wizyt kolędowych

2020-09-25 21:02

[ TEMATY ]

kolęda

Katowice

Ks. Krzysztof Hawro

Co roku na drzwiach naszych mieszkań pojawia się znak błogosławieństwa

Co roku na drzwiach naszych mieszkań pojawia się znak błogosławieństwa

O tym, że w tym roku nie będzie tradycyjnych wizyt kolędowych w domach wiernych archidiecezji katowickiej poinformował Wydział Duszpasterski katowickiej Kurii Metropolitalnej.

Powodem jest aktualna sytuacja epidemiczna. Natomiast w okresie Bożego Narodzenia odprawiane będą msze święte w intencji parafian z poszczególnych ulic.

Wydział Duszpasterski katowickiej Kurii Metropolitalnej informacje w tej sprawie przesłał do wszystkich parafii archidiecezji katowickiej.

"Aktualna sytuacja epidemiczna uniemożliwia przeprowadzenie tzw. kolędy w tradycyjnej formie. Odwiedziny duszpasterskie ograniczamy wyłącznie do błogosławieństwa nowych domów i mieszkań na zaproszenie gospodarzy" - czytamy w komunikacie.W tym roku w okresie Bożego Narodzenia ma jednak pojawić się nietypowa forma modlitwy za wiernych z poszczególnych osiedli i ulic.

"Jednocześnie zachęcamy duszpasterzy do celebracji w okresie Bożego Narodzenia (jeśli to konieczne – także w czasie Adwentu) Eucharystii w intencji parafian z poszczególnych ulic oraz kolędowych Nieszporów (wieczorów), z uwzględnieniem stosownych przepisów sanitarnych" - brzmią zalecenia katowickiej kurii.Aktualnie w województwie śląskim na kwarantannie z powodu koronawirusa przebywa 2 261 osób, w szpitalach jest 192 pacjentów. Służby sanitarne informują o 22 050 osobach z wynikiem dodatnim po przeprowadzonych testach, z czego wyzdrowiało 20 688 osób, a zmarło 537.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję