Reklama

Antykoncepcja – nic dobrego

2015-02-24 12:46

Elżbieta Ryszka
Niedziela Ogólnopolska 9/2015, str. 46-47

Bożena Sztajner/ Niedziela

Czy to nie paradoks: w dzisiejszym świecie wzrasta świadomość w kwestii ekologii, dąży się do wprowadzania jej w każdej dziedzinie ludzkiego życia, a mimo to istnieje obszar, gdzie się jej nie dopuszcza. Jest nim sfera płodności człowieka. Chodzi konkretnie o metody planowania rodziny: naturalne – ekologiczne czy antykoncepcja – ingerencja?
Choć wiedza o mechanizmach płodności, obserwacja jej objawów, została wykorzystana do powstania metod Naturalnego Planowania Rodziny (NPR), to, niestety, częściej sięga się po metody sztuczne, czyli antykoncepcję. Metody naturalne – zdrowe i ekologiczne – nie naruszają ani płodności, ani przebiegu współżycia seksualnego, są wysoce skuteczne w planowaniu rodziny, proste w zrozumieniu i stosowaniu oraz nie pociągają za sobą nakładów finansowych. Antykoncepcja nie spełnia żadnego z tych warunków, a w skuteczności metodom naturalnym dorównują tylko środki hormonalne.

Lepsze traktowane jak gorsze

U podstaw metod naturalnych leży fizjologia. NPR bazuje na naturalnym cyklu płodności kobiety, może być wykorzystane w profilaktyce oraz umożliwia wczesną diagnostykę i terapię nieprawidłowości w obszarze zdrowia ginekologicznego. Rozpoznawanie płodności przy pomocy NPR pomaga małżonkom podjąć decyzję o poczęciu dziecka, a tym samym daje czas na przygotowanie się do tego wyjątkowego i wielkiego wydarzenia. Zaplanowanie poczęcia oznacza bowiem podjęcie właściwej decyzji prekoncepcyjnej (przed poczęciem) dziecka oraz opiekę prenatalną (przed jego urodzeniem).

Wiele kobiet stosujących NPR mówi o poczuciu „bycia kochaną, a nie używaną”. Wynika to m.in. z faktu, że NPR daje mężowi większą możliwość wczuwania się w samopoczucie żony w różnych fazach jej cyklu, a okresowa wstrzemięźliwość chroni przed seksualną rutyną, umożliwia współpracę i współodpowiedzialność małżonków za podejmowane działania. Jednym słowem – wzmocnione zostają więzi małżeńskie, o czym świadczą badania naukowe, prezentowane m.in. na sympozjum zorganizowanym przez Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka: „NPR czy antykoncepcja?” (w: „Służba Życiu” nr ½011, Kraków). Z tych badań wynika, że małżonkowie stosujący NPR oceniają swoją więź w 95 proc. jako pozytywną; 59 proc. małżeństw stwierdziło, że jest ona bardzo silna. Z kolei 88 proc. respondentów uznało, że NPR stwarza warunki do rozwoju miłości, szacunku, zrozumienia i odpowiedzialności. U 65 proc. małżonków NPR przyczynia się do pogodnej i życzliwej atmosfery rodzinnej, a u 50 proc. – sprzyja szczęśliwemu pożyciu seksualnemu.

Reklama

Znane są także wyniki badań amerykańskich, o. Paula Marxa OSB, założyciela Human Life International, czy Josefa Rötzera, którzy wykazali, że przy stosowaniu NPR rozwody występują niezwykle rzadko i to w sytuacji, kiedy w społeczeństwie rozpada się co trzecie małżeństwo. Prof. Włodzimierz Fijałkowski w książce „Ekologia rodziny” potwierdził na podstawie własnych badań, że wśród małżeństw stosujących NPR odsetek rozwodów oscylował między 2 a 5 proc., podczas gdy spośród małżeństw stosujących antykoncepcję rozpadało się wówczas co drugie małżeństwo.

Powstają zatem pytania: dlaczego małżeństwa decydują się na antykoncepcję? Czym jest ona dla nich? Należy stwierdzić, że jest wiele powodów, dla których antykoncepcja cieszy się dużą popularnością. Przyczyniła się do tego rewolucja seksualna, która dziś zmienia się w rewolucję kulturową, a swoje źródło ma w postmodernizmie, głoszącym poglądy o wręcz nieograniczonej wolności człowieka i całkowitej swobodzie seksualnej. Ideologię taką rozpowszechniają media, stąd producenci środków antykoncepcyjnych mogą dynamicznie rozwijać swój biznes.

„Nowoczesność” oraz „postęp” kojarzone są z antykoncepcją, a metody naturalne – jeśli w ogóle gdzieś ktoś o nich mówi czy pisze – były i są ukazywane w jak najgorszym świetle, często błędnie. Do dziś na uczelniach medycznych nie przekazuje się o nich pełnej wiedzy. Jednocześnie pełna wiedza, a raczej pełna prawda o antykoncepcji jest również przemilczana.

Dwa znaczenia aktu seksualnego

Antykoncepcja jest zawsze działaniem przeciw poczęciu i przeciw naturze. Akt małżeński ma bowiem dwa podstawowe znaczenia: budowanie jedności małżeńskiej oraz prokreację. Obydwa aspekty są nierozdzielne. Dlatego antykoncepcja z samej natury jest przeciwna istocie aktu małżeńskiego i stąd jej stosowanie jest niemoralne. Fizyczny aspekt miłości małżonków nosi znamiona świętości, jest rzeczywistością nadprzyrodzoną. Małżeństwo chrześcijańskie ma zawsze poczucie wypełniania Bożej misji przy korzystaniu z daru płciowości i płodności. Małżonkowie są współpracownikami Boga w Jego stwórczych planach. Antykoncepcja niszczy te relacje, małżonkowie mówią wówczas Bogu: „nie”; „mamy swój plan, własne pomysły”; „płodność wywołuje w nas lęk, dlatego musimy z nią walczyć”.

Dziecko postrzegane jest jako niechciany „skutek uboczny” bądź jako przedmiot mający służyć zaspokojeniu własnych potrzeb (in vitro). Mentalność antykoncepcyjna wpływa na zmianę pojęć i postaw człowieka. W miejsce miłości, która cechuje się dawaniem siebie drugiemu, wchodzi pragnienie użycia. Seks nie jest wówczas znakiem miłości, ale środkiem zaspokojenia pożądania. Owoc miłości odbierany jest jako kłopot, przedmiot, z którym można zrobić, co się chce (aborcja).

Współcześnie antykoncepcja zdaje się nabierać charakteru aborcyjnego. W zasadzie wszystkie środki antykoncepcyjne typu hormonalnego działają nie tylko antykoncepcyjnie – są też wczesnoporonne: niszcząc śluzówkę macicy, uniemożliwiają zagnieżdżenie się poczętego dziecka. Wczesnoporonne działanie mają też wkładki domaciczne. Ponieważ skuteczność antykoncepcji jest ograniczona, a wraz z dłuższym okresem jej stosowania zwiększa się prawdopodobieństwo nieplanowanego poczęcia, konsekwencją staje się aborcja, o czym mówią przerażające światowe statystyki (np. w Szwecji 43 proc. kobiet stosujących doustną antykoncepcję zaszło w ciążę, a spośród nich 44 proc. poddało się aborcji. Podobne statystyki są we Francji czy w Anglii).

Antykoncepcja a zdrowie

Stosowanie antykoncepcji zawsze wiąże się z działaniem przeciw zdrowiu. Im środek jest skuteczniejszy, tym głębiej ingeruje w organizm kobiety i niszczy jej zdrowie. Szkodliwe skutki antykoncepcji hormonalnej wymieniane są na ulotkach dołączonych do każdego opakowania, a są to: nadciśnienie, choroby zatorowo-zakrzepowe, zawał serca, udar, cukrzyca, rak szyjki macicy, rak sutka, rak kosmówkowy macicy, rak błony śluzowej i jajnika, gruczolak wątroby, zwiększona skłonność do infekcji pochwy (grzybice), stany zapalne miednicy mniejszej – co może prowadzić do zarastania jajowodów, a z tego powodu do ciąż pozamacicznych i niepłodności – nietypowe krwawienia z dróg rodnych itp.

Niedawno w jednym z czasopism medycznych, dostępnych w aptekach za darmo, znalazłam artykuł potwierdzający w zasadzie większość z tych zagrożeń. Jednak, ku mojemu zdumieniu, wymieniono też zalety antykoncepcji i ujęto je w formie beztroskiej zachęty w stylu „dla każdego coś miłego”, np. wkładki domaciczne reklamowano jako środek dla dojrzałych mam, zastrzyk – dla spełnionych mam, plaster – dla roztargnionych itd.

Aby dopełnić obrazu zagrożeń, należy wspomnieć, że w rozporządzeniu Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z 1996 r. w wykazie czynników rakotwórczych były wymienione doustne środki antykoncepcyjne. Ponieważ mamy rok 2015 i świeżo przepchniętą ustawę dopuszczającą stosowanie bez recepty pigułki „dzień po” przez osoby od 15. roku życia, takiego zapisu o rakotwórczym działaniu antykoncepcji może już nie ma.

Zamiast wniosków chciałabym na koniec przytoczyć jedno z wielu świadectw małżonków, którzy porzucili antykoncepcję, a wybrali NPR. Dopowiem, że nie są znane przypadki, aby ktoś, kto poznał naturalne metody, wrócił do antykoncepcji.

„Podczas stosowania antykoncepcji dane nam było przekonać się, że nie prowadzi ona do niczego dobrego. Odbiera małżonkom spontaniczność (choć mówi się, że jest odwrotnie), radość z pełnego zjednoczenia, beztroskę i czułość, nie mówiąc już o eksploatowaniu zdrowia kobiety. Nawet jeśli nie ma mowy o przedmiotowym traktowaniu drugiej osoby, to po pewnym czasie antykoncepcja staje się rzeczą pierwszoplanową, a w tle majaczy gdzieś miłość fizyczna małżonków. Niestety, wszelkie skutki uboczne antykoncepcji, opisywane w podręcznikach, znam z autopsji i mogę je potwierdzić. Nasz wniosek: środki antykoncepcyjne nie przynoszą komfortu współżycia tak, jak się je promuje. Ponieważ mamy z mężem naturę przekorną i nie wyobrażamy sobie, żeby ktokolwiek miał narzucać nam styl małżeństwa, zwłaszcza w tak delikatnych kwestiach, postanowiliśmy wypróbować metody NPR”.

Tagi:
antykoncepcja

Reklama

Sięgnij po najlepsze

2018-10-31 08:28

Magdalena, żona Macieja
Niedziela Ogólnopolska 44/2018, str. 50-53

Naturalne metody planowania rodziny? Nie, to nie był wybór wiary. Raczej chęć skorzystania z czegoś innego niż antykoncepcja, która i tak nie dawała satysfakcji – wyznaje Magdalena, żona Macieja. I daje świadectwo o tym, jak ta decyzja wpłynęła na ich dalsze życie


U wrót Edenu – fragment obrazu Urszuli Rychlińskiej

Byliśmy zwykłą parą. Szybka znajomość i prędka decyzja o ślubie. Kościół w naszym życiu był raz w tygodniu i dodatkowo od święta. To nam wystarczało. Myślenie o małżeństwie w perspektywie wiary ograniczało się do teorii, że za męża i żonę trzeba się modlić, a przed ślubem nie współżyć. Trudne...

Potem ślub, z którego niewiele pamiętam... Wkrótce okazało się, że jestem w ciąży. Ucieszyliśmy się bardzo. Ja chyba bardziej. Mój mąż jeszcze wtedy niedowierzał. 29. tydzień ciąży – wizyta kontrolna – i piorunująca diagnoza. Rozpoczął się poród. Lekarz dał mi godzinę na spakowanie się i pojawienie się w szpitalu. Zabieg, który miał uratować moje nienarodzone dziecko, i szereg czynności medycznych, które miały w tym pomóc. Od tamtej pory nie mogę znieść pobierania krwi...

Współżycie zostało zakazane. Trzeba było sobie z tym jakoś poradzić. Nie było to łatwe. Już wtedy zaczęła we mnie kiełkować myśl, że w seksie nie chodzi tylko o ciało.

Ja wykorzystywana, on – niekochany

Urodziła się nasza córka. Nie, nie byłam szczęśliwa. Nie wiedziałam, jak się nią opiekować. Marzyłam o przespanej nocy i zrozumieniu, dlaczego płacze. Cały czas porównywałam się do matek z gazetek, które wszystko wiedzą i wyglądają, jakby nigdy nie rodziły. Wtedy postanowiłam, że więcej dzieci mieć nie będę. Dorobiłam do tego taką ideę, że ani moje ciało nie podołało ciąży, ani ja nie potrafię być matką.

No cóż... Trzy miesiące później byłam w ciąży. To był szok. I trud. Zwłaszcza że chwilę wcześniej zdiagnozowano u mnie mięśniaka. W 5. tygodniu informacja, że ciąża jest zagrożona. Nie miałam w sobie ani krzty walki, by ją ratować. Wykonywałam jedynie polecenia lekarza. Bez wiary, że to się uda.

Udało się. Urodził się nasz syn. I wtedy już postanowiliśmy: więcej dzieci nie będzie. Rozmawialiśmy, jak to zrobić, i ustaliliśmy, że najlepsze będą prezerwatywy. Bo nie zatruwają organizmu, są przystępne cenowo. Tak funkcjonowaliśmy przez jakiś czas i wcale nie było lepiej. Współżycie nie dawało nam takiej radości, jakiej oczekiwaliśmy. Coraz częściej czułam się wykorzystywana przez mojego męża. Jakbym była tylko po to, by zaspokoić jego potrzeby. Zaczynałam oponować, a to wywoływało poważne napięcia. On natomiast czuł się nieważny i niekochany.

Małżeński seks i... Dobra Nowina?

I pewnego dnia trafiłam na książkę Christophera Westa „Dobra Nowina o seksie i małżeństwie”. Jak można w jednym tytule łączyć seks i Dobrą Nowinę? Kupiłam i w autobusie w drodze do domu przejrzałam całą. Już wtedy podjęłam decyzję – przechodzimy na metody naturalne. Nie, to nie był wybór wiary. To raczej chęć skorzystania z czegoś innego niż antykoncepcja, która i tak nie dawała satysfakcji.

Od tamtej chwili mija prawie 11 lat. Nie żałuję ani dnia, ani jednego trudnego momentu, ani jednej trudnej rozmowy. Wraz z rozpoczęciem stosowania metody naturalnego planowania rodziny nasze małżeństwo – początkowo zupełnie nieświadomie – weszło na nową drogę. Wzajemnej bliskości, wyrozumiałości, cierpliwości, uczenia się siebie nawzajem. Również w najintymniejszych szczegółach. Patrzenia na siebie jako na dar.

To także czas odkrywania daru rodzicielstwa. Bo z każdym miesiącem poznawania siebie jako kobiety, rodziło się we mnie – ku mojemu zaskoczeniu – pragnienie posiadania kolejnego dziecka. I zdarzyło się również, że dostaliśmy dwoje dzieci na chwilę. Nie narodziły się. I właśnie te dzieci, mimo ogromnego bólu z powodu ich straty, nauczyły mnie kochać te, które dzisiaj są z nami. Pozwoliły dostrzec, jaki to skarb.

Bóg zawsze o tym wiedział...

Już od wielu lat nie boję się ciąży. Oczywiście, pojawiają się czysto ludzkie pytania: a jak by to było? Ale mam zaufanie. Do męża, że będzie przy mnie, że się zaopiekuje, że będzie tulił to dzieciątko i patrzył na nie z miłością. Ale przede wszystkim mam zaufanie do Boga – że przecież zawsze wiedział, co jest dla nas najlepsze.

Zebrała i opracowała: Małgorzata Cichoń

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Aborcyjny prezent na Święto Niepodległości

2019-11-10 21:31

Artur Stelmasiak /Niedziela

Kiedy 11 listopada 2019 obchodzimy Święto Niepodległości, nie wszyscy Polacy będą mieli powód do radości. Dokładnie tego dnia traci ważność skarga ws. aborcji do Trybunału Konstytucyjnego. Oznacza to, że w prezencie dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej z okazji 101. rocznicy odzyskania Niepodległości dokładnie 11 listopada umiera kolejna próba ochrony życia. Mimo wielu zapowiedzi i rozbudzanych nadziei będzie tak jak jest, czyli życie straci około trzech maleńkich Polaków dziennie. Kto jest temu winny?

Artur Stelmasiak

Bezpośrednią odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi prezes Trybunału Julia Przyłębska, a pośrednią jej polityczni mocodawcy. Wszyscy bowiem nie mają złudzeń, że aborcyjne prawo w Polsce jest niekonstytucyjne, bo dyskryminuje osoby podejrzane o niepełnosprawność. Niestety pani prezes przez ponad 2 lata skutecznie obroniła niekonstytucyjne prawo zezwalające na zabijanie najmniejszych i najbardziej bezbronnych Polaków.

Sprawa aborcji ma jednak dłuższą historię polityczną i bardzo dużą odpowiedzialność ponoszą liderzy partii rządzącej. Pani prezes Przyłębska blokowała rozpatrzenie sprawy aborcji eugenicznej w Trybunale, a partia rządząca równolegle blokowała ustawę obywatelską w Sejmie.

Gdy Prawo i Sprawiedliwość przez osiem lat było w opozycji popierało wszystkie projekty ochrony życia. Kiedy w 2013 roku do sejmu trafił identyczny projekt jak Zatrzymaj Aborcję posłowie Prawa i Sprawiedliwości poparli go jednogłośnie. To wtedy posłowie w sejmie na czele z Jarosławem Kaczyńskim witali Kaję Godek owacją na stojąco.

PiS w swoim programie wyborczym z 2014 r. miał jasno wpisaną ochronę życia. Po przejęciu władzy w 2015 roku liderzy PiS obiecywali, że poprą Stop Aborcji, który chroniłby życie wszystkich dzieci poczętych. Niestety prorządowe media, ani media publiczne nie informowały o projekcie, co doprowadziło do manipulacji i histerii na ulicach.

Po czarnych protestach w 2016 roku liderzy PiS na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim obiecali zakaz aborcji eugenicznej. Środowiska pro-life oraz Konferencja Episkopatu Polski pomogli partii rządzącej wywiązać się z tej obietnicy i przy pełnym poparciu Kościoła przyniesiono do sejmu prawie milion podpisów ws. aborcji eugenicznej. To jest historyczny rekord w tego typu akcjach. Podczas pierwszego czytania w sejmie projekt uzyskał rekordową liczbę popierających go posłów. Większość za życiem była tak miażdżąca, że ocierała się prawie o większość konstytucyjną.

Po pierwszym czytaniu projekt Zatrzymaj Aborcję trafił do Komisji Rodziny i Polityki Społecznej, a w miedzy czasie uzyskał także pozytywną opinię sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Na tym dobre wieści z sejmu się skończyły, bo ówczesna szefowa komisji Rodziny poseł Bożena Borys-Szopa przez wiele tygodni skutecznie blokowała rozpatrywanie projektu. Nawet, gdy dochodziło do głosowania na komisji to większość polityków PiS głosowało w koalicji z posłami PO i Nowoczesnej skutecznie torpedując dalsze prace nad ochroną życia. W lipcu 2018 roku powołano specjalną podkomisję, do której weszli starannie wyselekcjonowani posłowie PiS. Okazało się, że to najgorsza podkomisja chyba w historii sejmu, bo nie zebrała się ani razu. Osobiście za obronę aborcji eugenicznej odpowiedzialni są posłowie PiS: Grzegorz Matusiak (przewodniczący), Anita Czerwińska, Ewa Kozanecka, Urszula Rusecka, Teresa Wargocka. Na szczęście projekty obywatelskie takie jak Zatrzymaj Aborcję przechodzą na następną kadencję sejmu i nic nie szkodzi, by politycy wreszcie się zajęli sie tym wielkim apelem pro-life prawie miliona Polaków.

Kilka tygodni przed złożeniem projektu Zatrzymaj Aborcję 107. posłów głównie z PiS złożyło wniosek do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej. Ta droga wydawała się łagodniejsza, bo mniej polityczna i omijająca sejmowe waśnie oraz społeczne emocje. Trybunał Konstytucyjny już kiedyś stanął na wysokości, gdy lewica w 1996 roku wprowadziła aborcje ze względów społecznych. Prezes TK prof. Andrzej Zoll uporał się wówczas z aborcją w pięć miesięcy. Przeszedł do historii jako wybitny prawnik i mąż stanu ws. konstytucyjnej ochrony życia. Natomiast Julia Przyłębska zapisze się w historii, jako prezes TK, która przez ponad 2 lata blokuje sędziów przed orzekaniem i jest skuteczną obrończynią niekonstytucyjnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci.

Kilka dni temu ogrodzenie Trybunału Konstytucyjnego zostało udekorowane wstążeczkami. Niestety nie były to wstążki biało-czerwone, ale tylko czerwone, bo symbolizowały ofiary aborcji. Kokardek było ponad sto, a powinno być ok. 2100, bo tyle dzieci zostało "legalnie" zabitych w polskich szpitalach od 27 października 2016 roku, gdy wniosek posłów został złożony w Trybunale Konstytucyjnym. Wniosek do TK ws. aborcji eugenicznej traci ważność dokładnie 11 listopada 2019 roku z okazji 101. rocznicy odzyskania niepodległości. To bardzo "brzydki prezent" dla Polaków i trochę smutne jest tegoroczne święto.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Syria: dwóch księży zamordowanych przez bojówki Państwa Islamskiego

2019-11-11 20:31

st (KAI/la Repubblica) / Damaszek

Dwóch księży katolickich obrządku ormiańskiego zostało dziś zabitych przez bojówki Państwa Islamskiego w północno-wschodniej Syrii w wiosce Zar, w dystrykcie Busayra, na wschód od Dar ar-Zor.

Unsplash/pixabay.com

Ofiarami terrorystów padło dwóch księży 43-letni Hovsep Petoyan i jego ojciec, także kapłan 71-letni A. Petoyan (w Kościele obrządku ormiańskiego nie obowiązuje duchownych celibat). Według niektórych źródeł, obydwaj, w towarzystwie diakona, mieli zweryfikować stan prac konserwatorskich ormiańskiego kościoła katolickiego w okolicy, kiedy znaleźli się w zasadzce na drodze łączącej Hasakeh z Dar ar-Zor. Uzbrojeni ludzie otworzyli ogień, zabijając starszego na miejscu, a młodszy z księży zmarł wkrótce na skutek odniesionych obrażeń. Ranny został również diakon.

Według agencji prasowej Sana chodzi o „akt terroryzmu”, który ma miejsce w szczególnie trudnym momencie dla prowincji Hasakah, ponieważ Turcja rozpoczęła szeroko zakrojoną ofensywę w celu wyeliminowania obecności bojowników kurdyjskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem