Reklama

Święci i błogosławieni

Chiara Lubich – świętość to konsekwencja miłości

14 marca 2008 r. serwisy prasowe donosiły: „Dziś zmarła we Włoszech Chiara Lubich, 88-letnia założycielka Ruchu Focolari”. Cztery dni później w jej pogrzebie w Bazylice św. Pawła za Murami wzięło udział 40 tys. ludzi. 27 stycznia 2015 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny Chiary. Siedem lat po śmierci założycielki Ruchu Focolari Kościół pochyla się nad śladami jej niezwykłego życia

Niedziela Ogólnopolska 11/2015, str. 16-19

[ TEMATY ]

świadkowie wiary

Chiara Lubich, 2003 r. CSC Audiovisivi

Była rówieśniczką św. Jana Pawła II. Urodziła się 22 stycznia 1920 r. w Trydencie jako drugie z czworga dzieci Luigiego i Luigii Lubich. Jej rodzice poznali się w drukarni „Il Popolo”, pisma trydenckich socjalistów. Pobrali się w 1916 r., w czasie trwającej na świecie wojny. Tata był socjalistą i mało interesował się religią, mama natomiast była głęboko wierzącą katoliczką i codziennie chodziła na Mszę św., czasami nawet o 4 rano.

Silvia – takie imię nadano dziewczynce podczas chrztu 1 lutego 1920 r. w kościele Santa Maria Maggiore, 23 lata przed tym, jak stała się Chiarą Lubich, 95 lat przed ogłoszeniem jej przez Kościół służebnicą Bożą.

Modlitwy dziecka

Silvia kochała Eucharystię, a wiarę uważała za najcenniejszy dar, jaki otrzymała. Jej matka pragnęła, aby córka otrzymała katolicką formację, dlatego zapisała ją do szkoły prowadzonej przez zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Dziewicy. W każdy piątek o godz. 15 siostry przyprowadzały powierzoną im grupę dziewcząt na godzinną adorację Najświętszego Sakramentu. Mała Silvia, wpatrzona w monstrancję, mówiła: „Ty stworzyłeś słońce, które daje ciepło i światło; przez moje oczy wprowadź do mojej duszy Twoje światło i Twoje ciepło”. W czasie tych modlitw skupiała się tak mocno, że zdarzyło jej się zemdleć z wysiłku.

Reklama

Była świetną uczennicą. Gdy ukończyła szkołę podstawową, rodzice zapisali ją do szkoły zawodowej. Włochy ogarniał kryzys, faszyzm rósł w siłę, przedsiębiorstwo ojca, które założył po rezygnacji z pracy w drukarni, zaczęło upadać. Praca Silvii miała finansowo wspomóc rodzinę. Wkrótce jednak mama została wezwana do szkoły. Nauczyciele zauważyli, że Silvia jest bardzo zdolna, i zasugerowali zmianę szkoły. Rodzice zapisali ją do szkoły nauczycielskiej w Instytucie Rosminiego.

Zaproszenia i wołania

Pierwsze „wezwanie do męczeństwa” poczuła w sercu, mając zaledwie 13 lat. Był rok 1933, szła trydencką ulicą Torrione. Ogarnęło ją niewytłumaczalne niczym zaproszenie do współdzielenia męki z Jezusem. Bez wahania odpowiedziała „tak”. Dwa lata później poczuła zaproszenie do świętości. Odpowiedziała natychmiast: „Chcę zostać świętą”. Wkrótce zapisała się do Akcji Katolickiej.

W 1938 r. uzyskała licencję nauczycielki. Chciała podjąć studia na Uniwersytecie Katolickim w Mediolanie, ale mimo doskonałych wyników w nauce nie przyznano jej stypendium. Bardzo to przeżyła. Płacząc w ramionach mamy, usłyszała cichy głos w sercu, który zapewniał: „Ja będę twoim Nauczycielem”. Nie zrozumiała tych słów, ale przyniosły jej one pokój. Zaczęła pracę nauczycielki. W Castello di Ossana powierzono jej 4 klasy szkoły podstawowej. Zaproponowała swoim uczennicom, aby w każdym tygodniu żyły jednym zdaniem z Ewangelii i codziennie opowiadała im, w jaki sposób ta praktyka zmienia jej życie.

Reklama

Prezent w Domku Maryi

W 1939 r. wybuchła wojna. W grudniu Silvia wzięła udział w sympozjum Akcji Katolickiej w Loreto. Wybrała się w swoją pierwszą samodzielną podróż poza Trydent, nie przeczuwając niczego. Dziś, po latach, wiemy, że to właśnie tam, w maleńkim Domku Maryi, Bóg położył fundament pod Ruch Focolari, który kilka lat później urodzi serce Silvii – Chiary Lubich.

Weszła do Domku Maryi ukrytego w bazylice loretańskiej i zalała się łzami. Doświadczyła zanurzenia w zatrważającej ją tajemnicy. Rozmyślała o wszystkim, co mogło się wydarzyć w tym domu, i nie mogła przestać płakać. Każdą przerwę w sympozjum wykorzystywała, żeby tam biec. Kontemplowała życie Świętej Rodziny, zachwycona miłością i jednością tej Trójki. W ostatnim dniu sympozjum w czasie Mszy św. w bazylice usłyszała w sercu: „Sprawię, że pójdą za Tobą zastępy dziewic”.

Zapowiedź „czwartej drogi”

Po powrocie do Trydentu nic już nie było takie samo. Proboszcz, który spotkał Silvię w szkole przed rozpoczęciem lekcji, dostrzegł w niej światło i blask. Spytał: „Odnalazła pani swoją drogę? Wyjdzie pani za mąż? – Nie – odpowiedziała. – Zatem zostanie pani zakonnicą? – Nie – odpowiedziała ponownie. – A może będzie pani dziewicą w świecie? – Nie – odparła zdecydowanie”.

Wtedy, w 1939 r., sama jeszcze nie wiedziała, do czego Bóg ją zaprosił, ale czuła, że będzie to inna, „czwarta droga” w Kościele.

Trwała wojna. Silvia uczyła w szkole przy sierocińcu Opera Serafica di Cognola w Trydencie. W tym czasie poznała dyrektora Trzeciego Zakonu Franciszkańskiego – o. Casimira da Perarola, gorliwego kapucyna. Pewnego dnia zakonnik poprosił ją, by ofiarowała Bogu jedną godzinę pracy w intencji jego apostolatu. Zdumiała go jej reakcja: „Tylko godzinę? A dlaczego nie cały dzień?”. Zaskoczony odpowiedział: „Proszę pamiętać, panienko, że Bóg kocha panią nieskończenie!”. To był grom dla duszy Sylvii. Objawienie, odsłonięcie niepojętej tajemnicy. Od tego spotkania wciąż powtarzała, że Bóg kocha ją, Silvię, nieskończenie... Wszystkie prace, obowiązki nabrały innego znaczenia. To był bodziec, o którym mówiła po latach, że przekierował jej serce jak słonecznik na polu w stronę prawdziwego Słońca. Odtąd wszędzie widziała miłość Boga, czuła, że stoi w centrum Jego miłości, że nic ani nikt inny się nie liczą, tylko Bóg.

Narodziny Chiary

W 1943 r. została tercjarką Zakonu św. Franciszka. Zgodnie z jego tradycją porzuciła „dawnego człowieka” i przyjęła nowe imię. Na cześć św. Klary z Asyżu Silvia Lubich zapragnęła nosić imię Chiara i tak jak ona na pytanie św. Franciszka: „Córko, czego pragniesz?” odpowiedzieć: „Boga”.

Na początku grudnia 1943 r., gdy szła po mleko do gospodarstwa, usłyszała wyraźnie: „Oddaj mi się cała. Bogu nie daje się przekwitłych kwiatów: daje się pąki”. Skamieniała na środku drogi i odpowiedziała: „Tak, natychmiast”.

Potem wydarzenia przyśpieszyły. Napisała list do spowiednika z prośbą o całkowite ofiarowanie się Bogu i otrzymała zgodę. 7 grudnia 1943 r. wstała o 5 rano, założyła najlepszą sukienkę i poszła do klasztoru. Na dworze szalała burza i lał deszcz. Chiara zrozumiała, że w życiu duchowym czekają ją burze i przeciwności, ale nie zmieniła decyzji. W czasie Mszy św. poślubiła Boga. „Przed Komunią ujrzałam na chwilę to, co miałam zrobić: przez poświęcenie się Bogu przeszłam przez most; a ten runął za mną – już nie będę mogła wrócić do świata. To był mój ślub. Poślubiałam Boga. A to oznacza nie tylko czystość, rezygnację z ludzkiego małżeństwa, ale pozostawienie wszystkiego: rodziców, studiów, szkoły, rozrywki, tego wszystkiego, co w moim małym świecie dotąd kochałam” – mówiła po latach.

Gdy wróciła do domu, zrozumiała, że droga do doskonałości to wypełnianie woli Bożej, że to największa miłość. Każdy, kto żyje wolą Boga, osiąga świętość i doskonałość życia. Po latach napisze: „Świętość przychodzi jako konsekwencja miłości. A my możemy ją osiągnąć jedynie w ten sposób. Gdybyśmy chcieli szukać świętości dla niej samej, nigdy jej nie osiągniemy. A więc kochać i nic innego. Stracić wszystko, również przywiązanie do świętości, aby starać się tylko kochać!”.

Narodziny Ideału Focolari

W czasie wojny Trydent jest bombardowany w dzień i w nocy, giną ludzie. Wokół Chiary gromadzi się niewielka wspólnota. Rozmawiają i modlą się. Do schronu zabierają Ewangelię. Gotują zupy i karmią głodnych. Rozmawiają o przyszłości, rodzi się Ideał. Chiara po latach mówiła: „Miałam 23 lata. Moje koleżanki były w moim wieku, a niektóre – nawet młodsze. Szalała wojna i wszystko niszczyła. Każda z nas miała swoje marzenia. Jedna chciała założyć rodzinę i czekała na narzeczonego, który miał wrócić z frontu. Inna pragnęła urządzić sobie dom. Ja chciałam zrealizować się poprzez naukę filozofii. Lecz narzeczony nie wrócił. Dom został zniszczony. Nie mogłam kontynuować nauki filozofii. Co robić? Czy istnieje ideał, którego nie jest w stanie zniszczyć żadna wojna, dla którego warto oddać życie? I natychmiast światło: tak, jest. To Bóg, który wśród przemocy i nienawiści objawił się nam Tym, kim prawdziwie jest: Miłością. I oto chwila: decydujemy się żyć dla Boga, uczynić Boga Ideałem naszego życia. Jak? Chcemy żyć, jak żył Jezus: czynić wolę Ojca, a nie naszą. Chcemy być «małym Jezusem». W Ewangelii odnajdujemy sposób, jak wypełniać wolę Boga, jak być drugim Jezusem. Otwieramy ją i czytamy. Ewangelia mówi nam: «Proście, a otrzymacie». «Potrzebuję pary butów numer 42, dla Ciebie w biednym» – mówimy do Jezusa przed tabernakulum, a po wyjściu z kościoła pewna kobieta przekazuje nam parę butów numer 42. Sprawdza się każda obietnica Ewangelii. Wydaje się, że żyjemy wśród cudów...”.

Liczby, które urodziła miłość

Ruch Focolari, Dzieło Maryi, został zatwierdzony przez Stolicę Apostolską w 1962 r. Dziś jego członkowie działają w 194 krajach świata. Pragnienie służebnicy Bożej Chiary Lubich, powtórzone za Chrystusem: „Aby byli jedno”, dotknęło serc milionów ludzi i rosnąc w nich, przynosi światu miłość, nadzieję i sens.

Mistyczne postscriptum

W 2012 r. ks. dr hab. Marek Chmielewski w audycji „Duc in altum”, emitowanej w Radiu Maryja, mówił o Chiarze tak: – Miałem szczęście być w mieszkaniu Chiary w Rocca di Papa i w obecności jej najbliższych współpracowników zobaczyć kaplicę, gdzie na co dzień się modliła. Gdy popatrzyłem na biurko, przy którym pracowała, uderzyło mnie, że leżały tam w żółtych teczkach wypisy z różnych dzieł świętych na temat mistycznej „nocy ciemnej”. Tym zajmowała się pod koniec życia. Fakt ten zdaje się potwierdzać dość powszechne przekonanie, że oprócz wspaniałego geniuszu kobiety, promiennego daru łaski i radości, Bóg udzielił jej doświadczenia mistycznego”.

Obietnica z 1938 r., którą usłyszała w sercu: „Ja będę twoim Nauczycielem” – została dotrzymana.

Źródła, z których korzystałam: Armando Torno, „Chiara Lubich. Życie i dzieło”; „Przygoda jedności: z założycielką Ruchu Focolari rozmawia Franka Zambonini”; Chiara Lubich, „Klucz do jedności”.

2015-03-10 12:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Świadczę o żywym Chrystusie

Niedziela rzeszowska 7/2019, str. VII

[ TEMATY ]

świadectwo

świadkowie wiary

Natalia Janowiec

Wychowywał się w rodzinie z problemem alkoholowym. Odkąd pamiętał, słyszał zewsząd, że jest do niczego. W wieku 14 lat zaczął sięgać po alkohol i używki. Jako młody chłopak doszedł do przekonania o kompletnej bezsensowności i bezcelowości swojego życia. Jednak przyszedł taki moment, w którym spotykał Chrystusa i odczuł pragnienie wewnętrznej przemiany

Natalia Janowiec: – W 2017 r. wyruszyłeś z Warszawy do Medjugorie. Dlaczego jako cel pielgrzymki obrałeś sobie to miejsce?

Bartek Krakowiak: – Medjugorie było dla mnie obce. Nie znałem tego miejsca. W pewnym momencie usłyszałem w mojej głowie, że mam się tam udać, a było to w dniu uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Za ostatnie 100 zł kupiłem plecak i na drugi dzień rano po prostu wyszedłem. Wiedziałem jedynie to, że Medjugorie położone jest w Bośni i Hercegowinie. Ta wędrówka była najpiękniejszym okresem mojego życia. Mimo że nie miałem nic, czułem niebywałą bliskość Pana Boga.

– Medjugorie to miejsce Twojego nawrócenia?

– Droga do Maryi odmieniła moje życie, ale była raczej nagrodą oraz owocem, dopełnieniem. Kiedy dotarłem do celu, zrozumiałem o co tak naprawdę chodzi. Teraz nie wyobrażam sobie wakacji bez Medjugorie.

– Wielu młodych ludzi nazywa Cię „apostołem Chrystusa”, „apostołem Maryi”. Jaki jest więc najważniejszy cel tego apostolstwa?

– Moim celem jest głoszenie prawdy, że wśród nas jest obecny Bóg. Cieszę się, że jako zwykły chłopak niemający w zanadrzu tak naprawdę nic, mogę świadczyć o Jezusie. Moim życiem chcę pokazać, że wiara w Boga, wiara w Kościół nie jest nudna i stara. Mimo iż nie jestem filozofem i teologiem, mogę trafiać do ludzi. Jeżdżę po kryminałach, poprawczakach, szkołach i parafiach, gdzie tylko mogę, i staram się mówić o Chrystusie, świadczyć o Jego prawdziwym i żywym istnieniu.

– Młodzi ludzie zwłaszcza po przejściach boją się powrotu do Boga, obawiając się, iż pozostali skreśleni w Jego oczach. Czy powinni się tego obawiać?

– Kiedyś poruszyła mnie historia św. Pawła. W czasie spowiedzi jeden z duchownych powiedział mi, że jestem bardzo podobny do Szawła. Od tej chwili zacząłem interesować się jego osobą oraz życiem. Przekonałem się, że przed nawróceniem prowadził bardzo złe życie. Zabijał ludzi, krzywdził niewinnych. Uważam, że każdy człowiek, który jest takim właśnie Szawłem, może odmienić swoje życie i stać się św. Pawłem. Na przykładzie tego człowieka pragnę pokazać, że Bóg nikogo nigdy nie skreśla. Św. Paweł nie znał fizycznie Chrystusa, a po swoim nawróceniu zbliżył do Niego wielu ludzi. Każdy z nas ma szansę być kochanym przez Boga, każdy z nas ma szansę, by powrócić i odmienić swoje życie.

– Twoja definicja współczesnego nawrócenia?

– Nawrócenie kojarzy mi się z człowiekiem, który totalnie miał przekręcone życie. Nawrócenie to odcięcie się od dawnego życia, ale także wzięcie ze sobą dobrych rzeczy z przeszłości. Kiedyś narzekałem na swoje życie – na ból, cierpienie, przykrości. Dzisiaj dziękuję Bogu za to wszystko, ponieważ przez takie doświadczenia mogę służyć pomocą innym ludziom.

Zainteresowanych wyjazdem do Medjugorie zachęcamy do pielgrzymowania z „Niedzielą Rzeszowską”. Są jeszcze wolne miejsca na pielgrzymkę na Bałkany w dniach 30 czerwca – 6 lipca. Koszt 600 zł + 130 euro + 40 euro (dodatkowe opłaty). Szczegółowe informacje na stronie biura El Holiday lub pod nr. tel. 604 247 912.

CZYTAJ DALEJ

Św. Maksymilian Kolbe - prorok nowoczesności

Niedziela Ogólnopolska 42/2007, str. 26

[ TEMATY ]

św. Maksymilian Kolbe

ARCHIWUM NIEPOKALANOWA

Szczególny świadek swoich czasów i szczególne świadectwo, jakie pozostawił, każą mi myśleć o nim jak o wyjątkowym Proroku XX wieku - Proroku Nowoczesności.
Od początku był niezwyczajny. Znana jest opowieść matki Maksymiliana o dwóch koronach - białej i czerwonej... Widzenie dziecka, w którym Niepokalana przepowiedziała mu przyszłość męczeńską... A potem, kiedy wybrał habit zakonny Braci Mniejszych Konwentualnych - nieustannie udowadniał, że całym sobą jest franciszkaninem, „szalonym” franciszkaninem, który pragnie przemawiać - do brata mikrofonu, samolotu, do siostry maszyny drukarskiej.
Wszystko, cokolwiek rodziło się w jego głowie - choć z początku prawie bez szans na powodzenie - w końcu stawało się faktem. Ten piękny Niepokalanów niech będzie tego przykładem... ale i Wydawnictwo „Rycerza Niepokalanej”.

Jeszcze przed wojną jego „Rycerz Niepokalanej” ukazywał się w setkach tysięcy egzemplarzy... (rekord nakładu - to prawie milion). Pismo „Rycerz Niepokalanej”, wydawane przez Niepokalanów w 1937 r., mógł otrzymać prawie co piąty umiejący czytać obywatel Polski w wieku powyżej 16 lat. Działalność apostolską św. Maksymilian oparł na schemacie kultury masowej, która dopiero rozwijała się w nowoczesnych społeczeństwach. Telewizja wkraczała zaledwie w fazę doświadczeń, a św. Maksymilian myślał już o tym, jak ją włączyć w działalność apostolską. Kiedy na skutek działań wojennych Niepokalanów nie mógł normalnie pracować, jego Założyciel, szukając nowych sposobów działalności, wpadł na pomysł, by zakonnicy, po czterech lub pięciu, zamieszkiwali w miastach i wioskach, i tam apostołowali, zarabiając na utrzymanie własne i innych. Można tylko żałować, że ten nowatorski projekt nie został urzeczywistniony; mielibyśmy bowiem zakonników robotników, zanim pojawili się księża robotnicy we Francji, lub nowoczesnych katechistów, jakimi są dzisiaj członkowie neokatechumenatu (o. Leon Dyczewski OFMConv, „Charyzmat i duchowość”). Nastawienie ku przyszłości było charakterystyczną cechą św. Maksymiliana. W obawie, aby zakonnicy nie ulegli lękowi przed tym, co nowe, zostawił im niejako w testamencie polecenie, by dla szerzenia czci Niepokalanej wykorzystywali wszystko, „co się jeszcze kiedykolwiek wymyśli w kierunku oświecenia umysłów i zapalenia serc”.
Brat Maksymilian był w tych swoich wizjach niezwykle nowoczesny. Jak nikt przed nim, rozumiał, że przyszłość to media..., że Kościół musi się zmierzyć z tą szansą, ale i niebezpieczeństwem... W liście do o. Floriana Koziury, ówczesnego gwardiana Niepokalanowa, tak oto w 1931 r., o. Maksymilian z Japonii pisał: „...zdaje mi się, że w każdym kraju powinien powstać Niepokalanów, w którym i przez który ma rządzić Niepokalana wszelkimi najnowszymi nawet środkami, bo przecież wynalazki naprzód powinny służyć Jej, a potem do handlu, przemysłu, sportu itd. (więc prasa, a teraz to i radio nadawcze, filmy i w ogóle co jeszcze się kiedykolwiek wymyśli w kierunku oświecenia umysłów i zapalenia serc). Taki Niepokalanów może i sam też nowsze sposoby skuteczniejsze wynajdywać i stosować”.

Wiemy dziś bardzo dobrze, jaka jest siła mediów i ich władza... Ale tam, gdzie jest władza, czai się zło...
Kto wie, czy w ogóle potrzebne byłyby dziś rozmowy o przemocy na ekranach TV, o szkodliwym działaniu gier komputerowych itd., gdyby potęgę postępu cywilizacyjnego oswoić i oddać w służbę myślenia według wartości, myślenia po Bożemu...
Gdzie nie ma Boga - tam są bożki...
O. Maksymilian rozumiał, że technika potrzebuje szczególnej ewangelizacji.
Dzisiaj wiemy, że komputer to też „brat najmniejszy” i trzeba go pokochać. Trzeba o niego dbać... bo inaczej wymknie się spod kontroli i może być już za późno... Pozostawienie cywilizacji na pastwę losu może się obrócić przeciw nam samym... i uczynić ją cywilizacją śmierci.
Nie trzeba było długo czekać i mamy skutki tej pozostawionej swojemu losowi karuzeli postępu... Trzynastoletni chłopcy zabijają - z nudów - bezdomnego w parku... Tak po prostu... Może nie przyszło im do głowy, że nie będzie można kliknąć myszą i wszystko zniknie... i zaczniemy grać jeszcze raz... od początku.
Człowiek został zabity... przez 13-letnie dzieci, podobno z dobrych rodzin...
A o. Maksymilian marzył o lotnisku w Niepokalanowie i o radiu... Mamy dziś i radio, i TV.
I nawet skromne lotnisko dla helikoptera... Mamy nawet Festiwal, Międzynarodowy Katolicki Festiwal Filmów i Multimediów... Wszystko to mamy i tym bardziej rozumiemy, jak bardzo nowoczesny, proroczy w swoim przewidywaniu przyszłości był ten chory i utrudzony Franciszkanin.
Św. Maksymilian był prorokiem o wielkiej przenikliwości widzenia spraw ludzkich... Jeszcze zanim zaczęła się wojna o dusze tych, którzy tak naiwnie idą na całość w „raj” internetowych możliwości - już wiedział i pracował na rzecz chrystianizacji świata techniki, na rzecz ewangelizacji środków przekazu.
Kościół przez całe wieki bronił się przed odkryciami nauki... Dzisiaj powiemy, że był wsteczny, że hamował postęp... być może, ale czy ten postęp nie przyniósł człowiekowi więcej rozpaczy niż nadziei...
Dzisiaj Kościół mówi: nic, co ludzkie, nie jest mi obce... ale najbardziej ludzkie jest to, co pochodzi od Chrystusa... Miłość... Bycie dla innych.

Dlatego cieszmy się postępem w medycynie... wielu z nas zapewne zakończyłoby ziemski żywot znacznie wcześniej, gdyby nie niebywałe wprost osiągnięcia nauk medycznych. Cieszmy się tym, że świat zmalał i stał się globalną wioską, bo staniemy się sobie bliżsi i bardziej zachwyci nas nasza inność, cieszmy się możliwościami internetu, bo ułatwią życie ludziom chorym i starym... Zakupy do domu i na zamówienie to dla niepełnosprawnych rzecz nie do pogardzenia... Cieszmy się radiem, bo wielu ludzi chorych i cierpiących może słuchać Mszy św., rekolekcji... Cieszmy się wreszcie TV - bo dzięki jej pośrednictwu udało się pomóc wielu ludziom okrutnie doświadczonym przez życie.
I w ogóle cieszmy się, bo radość to jedna z najważniejszych cnót chrześcijańskich.
A zabawa i rozrywka zbliżają ludzi. Po prostu - po franciszkańsku cieszmy się wszystkim, co na tym świecie dzięki nam może stać się bardziej „Boże”, służące człowiekowi i jego dobru.
Powołaniem naszym jest czynić kosmos wszędzie tam, gdzie napotykamy chaos. Czynić tak, abyśmy potem mogli powiedzieć: - To jest dobre...
„Właściwie na tym tak naprawdę polegała działalność wszystkich, których nazywamy świętymi, działalność wielkich tego świata... Oni zbliżają świat do BOGA.

CZYTAJ DALEJ

Wniebowzięcie czy Zaśnięcie NMP? [FELIETON: Między Wschodem a Zachodem #2]

2020-08-15 00:53

www.pasat-charter.pl

Cerkiew pw. Zwiastowania NMP wyspy Tinos

Dziś odbędą się uroczystości związane ze świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. I tak jak nam to Święto „od zawsze” kojarzy się z pielgrzymkami na Jasną Górę i świętowaniem kolejnej rocznicy Cudu nad Wisłą, to dzisiaj opiszę, jak to wielkie święto maryjne jest obchodzone w Grecji, w której większość mieszkańców jest wyznania prawosławnego = ortodoksyjnego (nie mylić z kościołem grekokatolickim, który dawniej był nazywany unickim). Niestety, mało kto wie, że i Grecy wiążą swoją najnowszą historię i odzyskanie Niepodległości po 400 (sic!) latach otomańskiej niewoli ze wsparciem z Nieba. Rocznica ich powstania narodowego z 1821 r., które przyniosło im upragnioną niepodległość, jest co roku obchodzona 25 marca, w święto Zwiastowania NMP. Co roku zaś 15 sierpnia cała Grecja kieruje swoją uwagę na uroczystości na wyspie Tinos, którą śmiało możemy nazwać grecką Częstochową.

Poniżej opisuje najbardziej charakterystyczne ciekawostki z obchodów tego Święta. Zanim zacznę, pragnę zaznaczyć, że mój artykuł polega na przedstawieniu m.in. podejścia do kwestii tego maryjnego święta. Kwestie eschatologiczne oraz doktrynalne należy zostawić teologom, którzy mają o wiele większą wiedzę ode mnie.

Zacznę od nazwy święta, ponieważ ona nieco różni się od naszej. W Cerkwi Prawosławnej mówimy bowiem o Zaśnięciu NMP. Nasi wschodni bracia w wierze są zdania, że Maryja nie tyle umarła, lecz zasnęła, potem zmartwychwstała i została zabrana do nieba. Czyli mniej więcej powtórzyła dzieło swojego Syna, a naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jak możemy też przeczytać na stronie prawoslawie.pl: Matka Boża nie zwyciężyła śmierci własnymi siłami, została zbudzona ze Swego Zaśnięcia przez Chrystusa. Bogurodzica stanowi prawzór zmartwychwstania całego stworzenia. Dalej jest napisane: o zaśnięciu Bogurodzicy Chrystus przybył w chwale otoczony aniołami i Świętymi, by przyjąć Jej duszę. Było to niejako zapowiedzią Jego drugiego Przyjścia na świat – paruzji. Natomiast u nas, zgodnie z konstytucją apostolską Munificentissimus Deus Ojca Świętego Piusa XII wynika, że Bogurodzica zasnęła i została zabrana wraz z ciałem i duszą do nieba. Jednakże w tym dokumencie papieskim nie jest wprost napisane, czy Maryja umarła jako człowiek, czy też zasnęła i została zabrana do wiecznej chwały jako “żywa”. Myślę, że prawdę poznamy dopiero na końcu świata.

Chciałbym teraz przybliżyć Wam jedno miejsce w Grecji, które w sposób szczególny przeżywa uroczystość Wniebowzięcia/Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest nią wyspa Tinos położona na morzu Egejskim w archipelagu Cyklady. Osobiście ją nazywam grecką Częstochową. Dlaczego? Na wyspach cykladzkich mieszkają głównie Grecy wyznania rzymskokatolickiego (jest to wynikiem długiej okupacji Cyklad przez katolicką Wenecję). 15 sierpnia w Grecji jest nazywane Δεκαπενταύγουστος czyli piętnasty sierpnia. Druga nazwa to wspomniane Κοίμηση της Θεωτόκου czyli Zaśnięcie Bogurodzicy. Co ciekawego jest na tej wyspie? Jest to cerkiew i znajdująca się tam ikona Matki Bożej. Legenda mówi, że świątynia została założona po tym, jak jednej z sióstr mieszkających w klasztorze przyśniła się Maryja i wskazała jej miejsce, gdzie jest ukryta ikona. Po jej odnalezieniu, uznano ten sen za objawienie, dlatego świątynia została zbudowana pod wezwaniem Παναγίας Ευάγγελιστριας (wym. Panajias Ewangelistrias) co tłumacząc na język polski znaczy Zwiastowania NMP.

Kolejna legenda głosi, że za pośrednictwem tej ikony miały miejsca liczne cuda. Jeden z nich mówi o załodze statku z ΧΧ. wieku, prawdopodobnie jego początku. Miejscem docelowym statku miała być Hiszpania, jednak, kiedy załoga przebywała niedaleko Tinos, pogoda zaczęła im nie sprzyjać. Mocne wichry, w dodatku statek był ciągle zalewany. Jakby tego brakowało, okazało się, że w statku jest duża dziura. Zrozpaczeni marynarze zanieśli błagania do Matki Bożej o ratunek i wtedy stała się rzecz niesłychana. Wichry ustały, a duża ryba zaklinowała się w dziurze, uniemożliwiając tym samym dalszy wlew wody. Statek spokojnie dotarł do portu. W ramach dziękczynienia obdarowali świątyni mały srebrny stateczek, który widnieje przy wejściu do niej.

Innym znanym cudem jest zatopienie greckiego krążownika „Elli” przez Włochów 15 sierpnia 1940 roku (Włosi jako pierwsi z państw Osi zaatakowali Grecję, za oficjalną datę wybuchu wojny włosko-greckiej uznaje się 28 października 1940 roku). Na pokładzie krążownika oraz na nadbrzeżu było wielu pątników, ale nikt nie ucierpiał!! Ten fakt uznano za kolejny cud i miał on dodać otuchy Grekom w nadchodzącej wojnie, że czuwa nad nimi Matka Boża.

Ponadto, każdego roku odbywa się procesja ikony z portu do cerkwi. Niestety, w tym roku z racji wiadomych, nie dojdzie ona do skutku. Jednakże podczas całej tej procesji, wierni często wyjdą naprzeciw tej ikonie, uklękną i chcą by obraz Maryi przeszedł nad nimi. Wierzą bowiem, że poprzez to uniżenie uproszą od Bogurodzicy wiele łask dla siebie i dla swojej rodziny. Zdarzają się i tacy, którzy całą trasę pokonają na kolanach. To, moim zdaniem, jest przykład pokory i uznania niższości wobec mocy Bożej. A jak głosi jedna z znanych katolickich pieśni: Przed obliczem Pana uniżmy się / Pan sam wywyższy nas.

To tylko kilka z przykładów cudów, które mają miejsce za wstawiennictwem Matki Bożej z Tinos. Oczywiście, do każdego “cudu” należy podchodzić ostrożnie, szczególnie że w historii było już wiele kontrowersyjnych “uzdrowień”, niemniej jednak jest zdania, że na pewno część z tych niewyjaśnionych okoliczności z Tinos jest autentyczna. Pamiętajmy, że chrześcijaństwo opiera się nie tylko na ratio, czyli rozumie, ale również na fides, czyli wierze. Zatem nie bądźmy jak niektórzy, którzy chcieliby mieć wszystko udokumentowane na nagraniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję