Reklama

Słowo daję..., czyli biblijne ABC (1)

Opowiadanie o świerszczu, czyli zaproszenie

2015-03-12 11:54

Ks. Krystian Malec, diecezjalny moderator Dzieła Biblijnego im. Jana Pawła II
Edycja zamojsko-lubaczowska 11/2015, str. 3

Małgorzata Godzisz

Pewien mądry Hindus o imieniu Acharya miał przyjaciela Alessandro, który mieszkał w Mediolanie. Poznali się w Indiach. Hindus był jego przewodnikiem i pokazał mu najbardziej charakterystyczne zakątki swej ojczyzny. Alessandro wdzięczny za to zaprosił go do swojego miasta. Acharya długo nie mógł zdecydować się na wyjazd, ale w końcu uległ namowom przyjaciela i pewnego pięknego dnia wysiadł na lotnisku Malpensa pod Mediolanem. Następnego dnia przyjaciele spacerowali w centrum miasta. Hindus o czekoladowej twarzy, z czarną brodą i w żółtym turbanie przyciągał spojrzenia przechodniów. Alessandro był ogromnie dumny ze swojego egzotycznego kompana. W pewnym momencie na placu San Babila Acharya zatrzymał się i spytał: – Czy słyszysz również i ty to, co ja słyszę? Mieszkaniec Mediolanu, trochę zaskoczony, natężył słuch, ale przyznał, że słyszy jedynie wielki, miejski hałas. – Tu w pobliżu znajduje się śpiewający świerszcz – stwierdził Hindus.

– Mylisz się – powiedział mieszkaniec Mediolanu. – Ja słyszę tylko miejski zgiełk. A zresztą tutaj nie ma świerszczy. – Nie mylę się. Słyszę śpiew świerszcza – upierał się Acharya i zaczął poszukiwania wśród liści kilku nędznych drzewek. Po chwili pokazał przyjacielowi, sceptycznie obserwującemu, małego owada. Wspaniały świerszcz niezadowolony z tego, że go odkryto, starał się ukryć przed zakłócającymi jego koncert.

– Widzisz świerszcza? – spytał Hindus. – Rzeczywiście – przyznał Mediolańczyk. – Wy, Hindusi, macie słuch bardziej wyostrzony od białych... – Tym razem też się mylisz – uśmiechnął się mądry Hindus. – Zobacz tylko... Wyciągnął z kieszeni małą monetę i rzucił ją na chodnik. Natychmiast cztery czy pięć osób odwróciło się i spojrzało. – Widziałeś? – spytał Hindus. – Ten pieniążek zadźwięczał o wiele słabiej od śpiewu świerszcza, a jednak tylu białych usłyszało go.

Reklama

Nie będzie żadnym odkryciem z mojej strony stwierdzenie, że słuchamy kogoś, kto jest dla nas ważny. Słyszymy to, co jest dla nas istotne, co nas interesuje, czym żyjemy. Słyszymy to, co chcemy usłyszeć. Skupiamy uwagę na tym, co jest dla nas fascynujące, zaskakujące. Św. Paweł uczy nas, że „wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17).

Kiedyś, gdy rozmawiałem z koleżanką, zapytałem, dlaczego ludzie nie czytają Biblii? Ona mi wtedy powiedziała, że Biblia jest niezrozumiała, napisana starym językiem, który ciężko zrozumieć. I ogólnie jest taka nieżyciowa. No bo co o mnie, człowieku XXI wieku, może powiedzieć tekst sprzed kilku tysięcy lat? Powiedziałem jej wtedy, że ma częściowo rację. Sam tekst nic ci nie powie. Natomiast powie ci Bóg, który chowa się za zasłoną liter. Tylko że czasami ciężko przebić się przez tę zasłonę. Dlatego też chciałbym ciebie, drogi czytelniku, i siebie zaprosić do tego, żebyśmy poprzez cykl krótkich katechez publikowanych co tydzień w naszej „Niedzieli” lepiej poznali Pismo Święte. Rozpoczniemy od rzeczy podstawowych, czyli odpowiemy sobie na pytanie: Czym jest Biblia? Co to znaczy, że jest natchniona? Jak powstawała? Pytania można mnożyć w nieskończoność i pewnie życia zabraknie, żeby na nie wszystkie odpowiedzieć, ale to nie powinno nas zniechęcać.

Doświadczenie milionów, a może nawet i miliardów ludzi na przestrzeni dziejów pokazuje, że żywa relacja z Bogiem obecnym w Jego słowie zmienia życie nie tylko jednostek, ale i całych społeczeństw. Dlaczego my nie mielibyśmy do nich dołączyć? Co nas powstrzymuje? Chyba tylko nasze lenistwo, więc je przełamujmy i rozpocznijmy razem niezwykłą podróż przez fascynujący świat Biblii.

Tagi:
Biblia

Biblia z czasów Gutenberga na aukcji w Hamburgu

2019-11-22 13:19

ts (KAI/KNA) / Hamburg

Cenny egzemplarz Biblii, który wyszedł spod prasy drukarskiej Jana Gutenberga (ok. 1400-68), zostanie wystawiony 25 listopada na sprzedaż w Hamburgu. Miejscowy Dom Aukcyjny „Ketterer Kunst” poinformował niemiecką agencję katolicką KNA, że szacunkowa cena wyjściowa zabytku wynosi około miliona euro, eksperci natomiast spodziewają się osiągnięcia znacznie wyższej sumy.

wikipedia.org

Dwutomowa „Biblia Latina” ukazała się w 1462 roku, a więc jeszcze za życia Gutenberga, ale wydrukowali ją jego następcy Johannes Fust i Peter Schöffer. Spośród 200 takich egzemplarzy wykonanych w ich pracowni – tzw. Biblii Fust-Schöffera – w całości zachowało się jeszcze ok. 20. Zdaniem domu aukcyjnego ten niezwykle rzadki, kompletny, w całości wydrukowany na pergaminie i pięknie ozdobiony egzemplarz jest w pełni porównywalny z Biblią Gutenberga, powinien więc być łakomym kąskiem dla kolekcjonerów. Obecnie jego właścicielem jest osoba prywatna.

Pochodzący z Moguncji Jan Gutenberg, niemiecki rzemieślnik, złotnik i drukarz, jest twórcą pierwszej przemysłowej metody druku na świecie. Zrewolucjonizował sposób drukowania książek, wynalazł też aparat do odlewania czcionek z wymiennych matryc oraz prasy drukarskiej.

Biblia Gutenberga – pełne wydanie Pisma Świętego w języku łacińskim – jest pierwszym wydawnictwem dziełowym w Europie, wykonanym za pomocą tej nowej metody. Przygotował ją do druku i wydrukował Gutenberg w latach 1452-55 w swej rodzinnej Moguncji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cierpienie błogosławieństwem?

2019-11-22 09:53

ks. Jarosław Grabowski

Cierpienie budzi w nas lęk, strach, boimy się cierpienia. Zbyt często o nim słyszymy. Widzimy cierpienie innych i sami go doświadczamy. Ono jest wciąż obecne, jest tak blisko. Robimy wszystko, by uniknąć cierpienia, zarówno tego fizycznego jak i duchowego. Czy to dobra metoda? W jaki sposób uczynić z cierpienia błogosławieństwo? Czy da się?

freelyphotos.com

Można próbować uciec przed cierpieniem, ale nie uda się to nawet za cenę naszej wytrwałości i zaradności. Jeżeli uda się zrzucić krzyż z jednego ramienia, pojawi się on na drugim. Jeżeli unikniemy go dzisiaj, już drugi jest przygotowany na jutro. Czy warto się temu opierać? Czy warto to przeklinać? Czy to pomoże?

Przecież nie zrzucimy z siebie krzyża, a nasze opieranie się czyni go jeszcze bardziej uciążliwym i cięższym. W ten sposób zło nie tylko pozostaje, ale staje się dwukrotnie większe. Jeżeli natomiast przyjmiemy krzyż, ten staje się lżejszy. Przekonamy się nawet w pewnej chwili, że to nie my niesiemy krzyż, ale że krzyż niesie nas.

Przyjęte cierpienie odwraca do góry nogami całe nasze życie, prowadzi do lepszego zrozumienia siebie i innych. Tylko przez łzy można dostrzec prawdziwą wartość życia. Wydaje się, że ten kto nie cierpiał, zna życie tylko powierzchownie. „Cierpienie wyostrza wzrok - mówił schorowany ks. Józef Tischner – pomaga dostrzec wartość ludzkiego życia.

Być może na zewnątrz widzimy gorzej, ale kiedy zaglądamy do wewnątrz, w zakamarki naszego serca, widzimy lepiej. Być może dopiero w cierpieniu naprawdę spotykamy się sami ze sobą.

Każde cierpienie jest wielką tajemnicą i dlatego tak do końca nie jesteśmy w stanie pojąć jego sensu. Odpowiedzi na ten problem powinniśmy szukać nie gdzie indziej tylko w męce Jezusa Chrystusa.

Jezus wiedział, że cierpi dla zbawienia wszystkich ludzi. Przez cierpienie miał zbliżać ludzi do Boga – swego Ojca. Czy to się udało? Zdecydowanie tak. Wisząc na krzyżu, mógł zobaczyć owoc swego cierpienia. Jeden z łotrów – ten dobry, powiedział do Niego: „Jezu, wspomnij o mnie, gdy wejdziesz do swego królestwa” (Łk 23, 42). Łotr nawrócił się, powrócił do Boga. I to jest właśnie jeden z owoców cierpienia – nawrócenie człowieka. To, czego nie uczyniły żadne słowa, uczyniło cierpienie, a właśnie postawa cierpiącego Jezusa.

I tak czasami bywa, że choćby człowiek usłyszał tysiące pięknych słów i pouczeń, nie nawróci się. Dopiero patrząc na mężne znoszenie cierpienia drugiego człowieka, jego serce kruszy się i zwraca do Boga.

Człowiek nie może zamknąć się we własnym cierpieniu, bo wtedy szybko się załamie. Gdy pojawi się cierpienie, zamiast pytać Boga: Dlaczego? Za jakie grzechy? Zadajmy pytanie: Dla kogo to cierpienie? Tylko Bóg wie, co jest dla nas naprawdę dobre, bo On patrzy szerzej i głębiej na nasze życie. Bóg widzi je w całości, dlatego trzeba Mu zaufać. „Cierpienie jest drogą przemiany i bez cierpienia niczego nie można zmienić” (Benedykt XVI).

__________________________

Fragmenty tekstu pochodzą z książki ks. Jarosława Grabowskiego - "O Bogu po ludzku", wyd. Edycja św. Pawła

Więcej o książce: ksiegarnia.niedziela.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wolontariusze SKC z wizytą u „duchaków”

2019-11-22 16:23

ks. Wojciech Kania

Z racji na obchodzony III Światowy Dzień Ubogich wolontariusze Caritas wraz ze swoimi opiekunami odbyli wizytę studyjną w Towarzystwie Ducha Świętego pod wezwaniem Świętego Krzyża w Dąbrowie koło Krakowa. Uczestniczyli tam w spotkaniu i rozmowach z „duchakami” pod hasłem: „Posługa ubogim w duchu bł. Gwidona z Montepellier”.

Caritas DS

Spotkanie rozpoczęła wspólna modlitwa. Uczestnicy mieli możliwość usłyszenia o życiu i działalności bł. Gwidona oraz wysłuchać opowieści ks. Łukasza o losach zakonu „duchaków” kiedyś oraz współcześnie. Po spotkaniu w kaplicy i wspólnej modlitwie wolontariusze oraz ich opiekunowie zostali zaproszeni na poczęstunek. Z wielkim zainteresowaniem słuchali o codziennym życiu ojców, natomiast ojcowie z zainteresowaniem wysłuchali o przedsięwzięciach Szkolnych Kół Caritas oraz dzieł prowadzonych przez Caritas Diecezji Sandomierskiej.

Błogosławiony Gwidon odznaczał się wielką pobożnością oraz wrażliwością na cierpienia bliźnich. Gdy otrzymał od rodziców majątek, na przedmieściu rodzinnego miasta Montpellier wybudował szpital. Gromadził w nim porzucone dzieci, ubogich, chorych, którym osobiście posługiwał. Przykład Gwidona, przenikniętego duchem ewangelicznej miłości, pociągnął innych. Tak powstał szpitalniczy Zakon Ducha Świętego, jego gałąź męska i żeńska, oddany służbie chorym, ubogim i dzieciom. Założyciel oddał swe dzieło pod szczególny patronat Ducha Świętego. Polska prowincja braci istniała do 1783 roku, kiedy uległa kasacie. Ostatni polski duchak zmarł w 1820 roku w Krakowie. Towarzystwo Ducha Świętego zostało ponownie powołane w 2003 r. na podstawie dekretu metropolity gdańskiego. W 2010 roku do postulatu wstąpiło 7 braci. Obecnie wraz z neoprezbiterami w TDŚ jest kilku kapłanów. Oprócz nich wspólnotę tworzą klerycy i nowicjusze. Razem 13 członków. Ich charyzmat to niesienie pomocy najbardziej potrzebującym.

Zobacz zdjęcia: Wizyta studyjna u duchaczy
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem