Reklama

Niemcowa historia Rosji

2015-03-17 13:41


Niedziela Ogólnopolska 12/2015, str. 36-37

Archiwum prywatne
Anna Łabuszewska

O kreowaniu patriotycznej wspólnoty przez propagandę i karzącej ręce kremlowskiej władzy z Anną Łabuszewską rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – „Na pewno to zmieni nas, którzy tu przyszliśmy” – tak mówiła młoda dziewczyna uczestnicząca w moskiewskim marszu żałobnym na cześć zabitego pod murami Kremla rosyjskiego opozycjonisty Borysa Niemcowa. Czy na pewno coś się zmieni?

ANNA ŁABUSZEWSKA: – Zabójstwo Borysa Niemcowa będzie z pewnością znaczącą cezurą w historii Rosji. Jak zmieni tych, „którzy przyszli”, to wielkie pytanie. Jak zmieni tych, którzy nie należą do zdeklarowanej opozycji, jak tych otwarcie krytykujących prezydenta, a jak tych z jego otoczenia, którym ta ostra zmiana w polityce, jaka nastąpiła rok temu, miesza szyki? Kto teraz ze strachu zrezygnuje z aktywności, a kto ją wzmocni? Trudno przewidzieć.

– Kim był Borys Niemcow w oczach Rosjan?

– Zapamiętano go przede wszystkim jako wyrazistego polityka, potem opozycjonistę. Był obecny na scenie politycznej od wczesnej młodości, od upadku Związku Radzieckiego i objęcia władzy przez Borysa Jelcyna w 1991 r. Dla polityki zostawił pracę naukową; był doktorem fizyki, miał całkiem niezłe osiągnięcia i przyszłość naukową przed sobą. Jednak uwiodła go polityka.

– I Borys Jelcyn?

– Tak, Niemcow był nawet jego ulubieńcem. Na początku lat 90. ubiegłego wieku został bodajże najmłodszym w Rosji gubernatorem (w obwodzie niżnonowogrodzkim). W 1997 r. Jelcyn powierzył mu stanowisko wicepremiera z bardzo wysokimi kompetencjami; był wtedy podporą ambitnej grupy młodych demokratów i reformatorów.

– I tu przyszły pierwsze kłopoty polityczne?

– Tak. Gdy w 1998 r. w Rosji zapanował kryzys finansowy i reformy były wprost konieczne, wpływowi oligarchowie wiele z tych reform po prostu zablokowali, zaś Niemcow w powszechnym odbiorze był potem wiązany z niepowodzeniami tychże jelcynowskich reform. W narodzie, zwłaszcza dzięki obecnej propagandzie, funkcjonuje zła pamięć lat 90. Łatka „człowiek Jelcyna” w czasach Putina nie przysparzała Niemcowowi popularności...

– Siłą rzeczy był skazany na opozycję?

– Niekoniecznie. Początkowo, przez pierwsze cztery lata, popierał Putina.

– I naprawdę wiązał z nim swe polityczne nadzieje?

– Tak. Dlatego, że przez pierwsze dwa lata prezydentury Putina powstawały ogromne plany przeprowadzenia szerokich reform. Zaprzęgnięto kilka instytutów badawczych do tworzenia koncepcji rozwoju wszystkich najważniejszych gałęzi gospodarki oraz bezpieczeństwa narodowego itd. Powstawały tomy bardzo słusznych dokumentów, ale okazało się, że na próżno...

– Co tym razem było blokadą reform?

– To, że w 1999 r. Rosja ponownie wkroczyła do Czeczenii, zaczęła się krwawa wojna i szalejący czeczeński terroryzm. Przeciwnicy Putina uważają, że to on sam, wtedy jako jeszcze niezbyt znany polityk, wywołał tę wojnę w celu wylansowania swojej osoby. Pokazał się jako zdecydowany na wszystko obrońca Rosji przed czeczeńskim terroryzmem. Po pierwszych tragicznych zamachach na domy mieszkalne w Moskwie zapowiadał: „Dorwiemy terrorystów nawet w kiblu”. To wtedy zaczęto go uważać za zbawcę narodu. Przez pierwsze lata prezydentury Putin zbierał owoce wojny w Czeczenii.

– I właśnie to zaczęło budzić niepokój deputowanego Niemcowa?

– Osoby jego pokroju nie mogły nie dostrzegać tego, co naprawdę zaczynało się dziać. Po głośnych zamachach na teatr na Dubrowce oraz na szkołę w Biesłanie pojawiło się wiele znaków zapytania, np. w jaki sposób na Dubrowce zginęło komando Czeczenów, zabierając do grobu tajemnicę o tym, kto ich przysłał... Podobnie było ze szturmem na szkołę w Biesłanie... W 2003 r. Putin rozprawił się z Michaiłem Chodorkowskim – któremu odebrano świetnie rozwijający się koncern naftowy i jako wroga publicznego skazano na długoletnie więzienie – by zrobić miejsce dla swoich oligarchów...

– To wtedy Niemcow przeistoczył się w radykalnego opozycjonistę?

– Im dalej w las, tym więcej drzew: im bardziej radykalne były rządy Putina, tym bardziej Niemcow przechodził do radykalnej opozycji. Z czasem przestał być dopuszczany do wpływu na politykę, nie mógł już zostać deputowanym do Dumy, praktykował więc różne formy opozycji pozaparlamentarnej, był zawsze w pierwszym szeregu krytyków, pomiędzy skłóconymi odgałęzieniami opozycji.

– Był tym bardziej groźnym krytykiem, ponieważ dobrze poznał mechanizmy tej władzy?

– Niewątpliwie tak. Ale poza tym, już jako zdeklarowany opozycjonista, metodycznie – i zawsze w sposób legalny – zbierał informacje na temat nieprawidłowości w systemie władzy. Publikował je w formie specjalnych raportów. Pierwszy z nich ukazał się na dziesięciolecie władzy Putina i pokazywał, jak załamała się linia wyznaczona przez samego Putina, jak jego pozaprawne działania prowadziły do tworzenia własnej oligarchii, opisywał związki polityki, biznesu i służb specjalnych. Wiele miejsca w swoich raportach poświęcił też zjawisku korupcji.

– Dlatego np. krytykował wystawną olimpiadę w Soczi?

– Wydał na ten temat specjalny raport, w którym wykazał, ile pieniędzy rozkradziono przy organizacji igrzysk i w jaki sposób wzbogacili się ludzie bliscy Putinowi.

– Dokumentował także wojnę z Ukrainą?

– Zapewne. Przez ostatni rok był w bardzo ostrej opozycji wobec tego, co Putin robi na Ukrainie; był przeciwnikiem aneksji Krymu. Bliscy współpracownicy Niemcowa mówili, że kolejny raport miał opisywać wojnę w Donbasie i udział rosyjskich żołnierzy. Być może ten raport miał być dla Kremla groźniejszy od wszystkich poprzednich...?

– Jak szerokim echem odbijały się raporty Niemcowa w samej Rosji? Na pewno nie trafiały „pod strzechy”...

– Raporty były drukowane z wielkimi trudnościami, często za granicą, zatrzymywano osoby kolportujące je na ulicach. Bez przeszkód mogły docierać tylko przez Internet.

– A zatem tylko do bardzo wąskiego kręgu osób?

– Tak. W Rosji Internet jest przede wszystkim narzędziem rozrywki, raczej rzadko poszukuje się w nim informacji o życiu politycznym. Wiedzę o świecie Rosjanie czerpią głównie z telewizji. Z przeprowadzonych w ubiegłym roku badań wynika, że dla znacznej większości Rosjan (powyżej 50 proc.) telewizja jest jedynym źródłem informacji, a dla przytłaczającej większości jest głównym źródłem informacji. Właśnie poprzez telewizję oficjalna propaganda kreuje dziś tę rosyjską „patriotyczną, narodową wspólnotę”. Mimo odczuwalnego już przez wszystkich pogorszenia się sytuacji gospodarczej na razie jeszcze telewizor wygrywa z lodówką.

– Jest jakaś nadzieja, że kiedyś przegra?

– Trudno mieć taką nadzieję. Rosjanie nie kwapią się do protestów. W marszu żałobnym po śmierci Niemcowa uczestniczyło co najwyżej 70 tys. osób, a przecież w Moskwie mieszka kilkanaście milionów...

– Władza nie musi się bać protestów, to ludzie się boją?

– Ludzie na pewno się boją, ale myślę, że władza także obawia się „kolorowych rewolucji” czy też jakiegoś „majdanu” po rosyjsku, skoro już powstał prewencyjny ruch o nazwie „Antymajdan”, szalenie agresywny, blisko związany z Kremlem. Jego przywódcy zapowiedzieli, że będą zwalczać wszystkimi sposobami, również przemocą, wszelkie tego typu tendencje prowadzące do obalenia władz. Gdy pod koniec stycznia kilku opozycjonistów spotkało się w kawiarni, by porozmawiać o planach, zostali poturbowani przez bojówkarzy, a policja zatrzymała... tylko opozycjonistów.

– Bo to nie opozycjoniści, lecz ci bojówkarze są dzisiejszymi rosyjskimi patriotami?

– Tego rodzaju paradoksy są już w dzisiejszej Rosji zasadą. Ulubieńcy Putina – „Nocne Wilki” bardzo podkreślają konieczność patriotycznego wychowania młodzieży, tymczasem ich atrybutami są amerykańskie harleye oraz tradycyjne stroje amerykańskich motocyklistów.

– Byłoby śmiesznie, gdyby nie było strasznie...

– Tak, to jest niebezpieczne, gdyż ci panowie jasno zapowiedzieli, że będą bić, a może nawet i gorzej... Strach ogarnia, gdy tego rodzaju działania objęte są patronatem władz. W dodatku dziś nawet wśród zwolenników Putina coraz wyraźniej daje o sobie znać skrajne skrzydło; tzw. jastrzębie twierdzą, że polityka Putina wobec Ukrainy jest zbyt miękka i czas najwyższy oficjalnie wprowadzić rosyjską armię do Kijowa.

– Czego najbardziej boją się dziś zwykli Rosjanie?

– Ten strach jest wielowymiarowy. Przez ostatnich 10-15 lat, mimo pewnych niedostatków, Rosjanie mieli wciąż nadzieję, że nastąpi poprawa. Teraz coraz wyraźniej czują niepewność jutra. Dlatego chyba nie ma już tej dawnej gotowości do ponoszenia kolejnych strat. Putin to dostrzega. Nakazane przez niego wydatki socjalne (poprzez tzw. dekrety majowe) spowodowały, że wszystkie problemy związane z opłacaniem sfery budżetowej zostały przesunięte ze szczebla federalnego na regionalny; gubernatorzy, szukając pieniędzy, tną więc wydatki na szkoły, drogi, służbę zdrowia... W samej Moskwie zlikwidowano już kilka szpitali i klinik, zwolniono kilka tysięcy lekarzy, którzy nawet wyszli na ulice... Pojawiają się więc w różnych miejscach jakieś protesty, na razie nieśmiałe i na małą skalę.

– Ciągle jednak jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, że naród rosyjski wszystko przetrzyma i do wszystkiego jest zdolny. Czy to jest jeszcze prawda?

– Chyba nie powinniśmy snuć historycznych analogii, ale coś w tym jest... Sto lat temu carska Rosja przystępowała do pierwszej wojny światowej na fali wielkiego patriotyzmu, chciała się odegrać po przegranej wojnie z Japonią, pokazać, że może jeszcze coś znaczyć. A zaraz potem naród rosyjski wywołał wielką rewolucję, wieloletnią wojnę domową, doprowadził do przeorania całego państwa wzdłuż i wszerz. A zatem, czy naród rosyjski jest dziś dostatecznie cierpliwy? Naprawdę nie wiem!

– Wydaje się, że od stu lat jest stabilnie cierpliwy...

– Tak, tyle że jest to efekt terroru stosowanego przez władze. Jeśli dojdzie do wybuchu niezadowolenia – na razie społeczeństwo popiera w znakomitej większości Władimira Putina i nie wyobraża sobie nikogo innego na tronie – to wszystko może się bardzo szybko i nieoczekiwanie zmienić.

– Czy można wiązać nadzieje z młodym pokoleniem Rosjan?

– Sprawa jest bardzo złożona; naprawdę trudno przewidzieć, w jaki sposób zareaguje młode rosyjskie społeczeństwo, które już nie pamięta Związku Radzieckiego i nie zna zła sowieckiego systemu. Z pewnością nie zostało ono ukształtowane przez ideały wolności i demokracji, jest raczej produktem władzy absolutnej i prymitywnej propagandy. Młode pokolenie Rosjan chce mieć przed sobą możliwości, za wszelką cenę chce się piąć do góry, a jakie sposoby kariery wybierze, to też może wszystkich zaskoczyć.

– Bynajmniej nie pozytywnie?

– Można się tego obawiać. Wśród młodych ludzi jest dziś bowiem ogromna grupa popierająca wojnę w Donbasie, głosząca wyższość Rosji nad faszystowską (określenie rosyjskiej propagandy) Ukrainą.

– Czy po śmierci Niemcowa można mieć nadzieję na jakiś mentalny przełom, czy to raczej koniec nadziei?

– Władze nie przejawiają chęci zmian, a naród rosyjski, cóż... Gdyby na manifestację żałobną przyszło milion lub choćby pół miliona osób, to można by mieć jakąś nadzieję. Tymczasem żadna z demonstracji w ostatnich miesiącach nie wywarła wrażenia na władzy, a co najwyżej poskutkowała aresztowaniami demonstrantów. Rosjanie dobrze wiedzą, że karząca ręka władzy stale wisi w powietrzu.

* * *

Anna Łabuszewska
Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka „Tygodnika Powszechnego”, prowadzi blog „17 mgnień Rosji”

Tagi:
wywiad Rosja

Reklama

Rosja: 750 tys. aborcji rocznie

2019-04-04 18:04

pb (KAI/interfax-religion.ru) / Moskwa

Co roku w Rosji dokonuje się ponad 750 tys. legalnych aborcji. Tylko co piąta z nich spowodowana jest „wskazaniami medycznymi”, związanymi z problemami zdrowotnymi.

Bożena Sztajner/Niedziela

Dane te przedstawiła wicepremier Tatiana Golikowa w rosyjskiej Dumie - niższej izbie parlamentu. Jej zdaniem ustalenie przyczyn, dla których kobiety decydują się na aborcję, jest jedną z „rezerw dla zwiększenia dzietności” w Rosji.

Według Golikowej, potencjał dla zwiększenia dzietności znajduje się na Uralu i na Syberii, gdyż to tam proporcja kobiet w wieku reprodukcyjnym w stosunku do ich ogólnej liczby jest wyższa niż w Rosji jako takiej.

Podczas tego samego posiedzenia wicepremier ujawniła również, że w niemal jednej trzeciej regionów Rosji w 2018 r. wzrosła śmiertelność ich mieszkańców.

Tylko w pierwszej połowie 2018 r. liczba ludności Rosji zmniejszyła się o 90 tys. osób. A w 2017 r. urodziło się tam 1,69 mln dzieci - najmniej od 2007 roku. Według szacunków ONZ, do 2050 r. liczba mieszkańców tego kraju zmniejszy się aż o 11 milionów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prośba o modlitwę o zdrowie bp. Kazimierza Romaniuka

2019-05-22 12:28

Biuro Prasowe DW-P, maj / Warszawa (KAI)

Bp Romuald Kamiński i bp Marek Solarczyk proszą wiernych diecezji warszawsko - praskiej o modlitwę w intencji biskupa seniora diecezji i jej pierwszego pasterza - bp. Kazimierza Romaniuka. We wtorek 21 maja, trafił on do szpitala.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Publikujemy list biskupów diecezji warszawsko - praskiej:

Drodzy Diecezjanie,

Ksiądz Biskup Kazimierz Romaniuk, Biskup Senior naszego Kościoła lokalnego i jego pierwszy Pasterz, od wtorku, 21 maja, przebywa w szpitalu.

Prosimy wszystkich o otoczenie go serdeczną modlitwą – o jak najszybszy powrót do pełni sił i zdrowia oraz do posługi, którą Ksiądz Biskup Kazimierz nieustannie podejmuje. Pamiętajmy w modlitwie o troszczących się o zdrowie Księdza Biskupa lekarzach i personelu medycznym.

Łączymy się z Wami w tej wspólnocie modlitwy za Pierwszego Biskupa Warszawsko-Praskiego

+ Romuald Kamiński Biskup Warszawsko-Praski

+ Marek Solarczyk Biskup Pomocniczy Warszawsko-Praski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ośno Lubuskie: Codziennie o 21.00 odgrywają Apel Maryjny

2019-05-23 11:30

Kamil Krasowski

Od kilku lat w maju codziennie o godz. 21 z wieży kościoła św. Jakuba w Ośnie Lubuskim rozbrzmiewa Apel Maryjny. Pomysł jednej z uczennic wcielił w życie pan Roman Stefaniak, nauczyciel muzyki i kapelmistrz orkiestry.

Roman Stefaniak
Roman Stefaniak i jego uczennice każdego dnia maja o godz. 21.00 odgrywają Apel Maryjny

Pomysł zrodził się 5 lat temu z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. - Jedna z uczennic miała taki pomysł, aby codziennie w maju o godz. 21.00 odgrywać Apel Maryjny. Najpierw to miałoby tylko raz, spontanicznie, z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Okazało się, że jest to ciekawy pomysł, dlatego codziennie pokonujemy ponad 100 schodów na wieżę i o 21.00 gramy Apel Maryjny - mówi Roman Stefaniak, nauczyciel muzyki i kapelmistrz orkiestry w Ośnie Lubuskim. - Towarzyszą mi moje uczennice, grające tutaj w orkiestrze na co dzień. Tak nam się to spodobało, że oprócz tego w czerwcu o godz. 21.00 gramy pieśni związane z Najświętszym Sercem Pana Jezusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem